Więcej nauki, mniej bongosów – recenzja “Feynman. Fizyka aż po grób”

Łatwo opisywać Feynmana jako ekscentryka, gawędziarza, celebrytę i bębniarza. Trudniej naszkicować rzetelny obraz Feynmana-fizyka, obdarzonego błyskotliwym umysłem, ale i ciężkim charakterem.

Chyba nawet najbardziej oporny laik zdoła skojarzyć postać Alberta Einsteina z teorią względności, Izaaka Newtona z prawem powszechnego ciążenia, a Hawkinga, choćby bardzo ogólnie, z czarnymi dziurami i kosmologią. Richard Feynman natomiast, jest tym szczególnym przypadkiem, gdzie barwna osobowość badacza, zupełnie przyćmiewa jego osiągnięcia – mimo, że ostatecznie, to one dały mu przepustkę do sławy i nagród. Zmarły w 1988 roku Amerykanin nie mógłby jednak mieć do nikogo pretensji, ponieważ jego obraz w popkulturze przybrał dokładnie taki kształt, jaki on sam naszkicował w dwóch kultowych autobiografiach: Pan raczy żartować, panie Feymnan! oraz A co ciebie obchodzi, co myślą inni?

Właśnie z powyższych powodów książka Feynman. Fizyka aż po grób była dla mnie najbardziej oczekiwaną z tegorocznych premier. A czy spełniła oczekiwania? Tak, choć nie bez zastrzeżeń.

Zacznijmy jednak od tego, co Jörg Resag robi dobrze. A pochwalić go należy bez wątpienia za rozłożenie akcentów oraz wnikliwość, z jaką omówił każdy etap zawodowego życia Richarda Feynmana. Niby nie brakuje tu elementów czysto biograficznych, tworzących rusztowanie dla narracji i dających czytelnikowi niezbędny kontekst, ale stanowią one mniej niż jedną trzecią całości. Większość 400-stronicowej lektury wypełnia czysta fizyka.

Treść "Feynman. Fizyka aż po grób"
Przykład treści, fragment rozdziału 3. “Feynman. Fizyka aż po grób”.

Autor serwuje nam kolejne lekcje, mniej więcej w takiej kolejności, w jakiej podczas swojej kariery brał je na warsztat amerykański noblista. Zaczynamy więc w liceum, kiedy to ulubiony nauczyciel nastoletniego Richarda zainteresował go zasadą najmniejszego działania – stanowiącą dlań jedną z najcenniejszych fizycznych inspiracji przez resztę zawodowego życia. Dalej to już jazda bez trzymanki. Uczymy się wraz z naszym bohaterem podstaw optyki, mechaniki kwantowej oraz teorii względności, aby stopniowo dochodzić do wniosków, które wkrótce złożą się na jego popisowe koncepcje. Należały do nich przede wszystkim: całkowanie po trajektoriach, czyli nowe spojrzenie na teorię kwantów; elektrodynamika kwantowa (QED, co nieco możecie pamiętać z tekstu o Cholernych strzałkach Feynmana) definiująca osobliwą relację światła i materii; a także oryginalny opis łamania symetrii lustrzanej przy okazji rozpadów beta. Muszę przy tym przyznać, że ten ostatni problem kojarzyłem dotąd z innymi nazwiskami i nawet nie zdawałem sobie sprawy, że Feynman nie tylko maczał w nim palce, ale był z tej pracy dumny w sposób szczególny. “To jedyny raz w jego życiu, kiedy odkrył prawo natury” – co prawda nie jako jedyny i nie jako pierwszy, ale jednak.

Wszystkie tematy zostały wyłożone solidnie, nierzadko z podręcznikową drobiazgowością. Autor nie pomija najważniejszych wzorów, analizuje wyniki doświadczeń, polega na wykresach i sięga do słynnych feynmanowskich diagramów. Oczywiście, wiąże się to z całkiem wysokim progiem wejścia, ale nie mogło być inaczej. Nie da się porządnie zrozumieć sensu pracy teoretyka, fizyka kwantowego bez odrobiny (no, może więcej niż odrobiny) intelektualnego wysiłku. Nie oznacza to, że praca Resaga będzie zrozumiała wyłącznie dla fizycznego wyjadacza, ale mniej zaawansowany czytelnik na pewno nie powinien pomijać żadnej z rozsianych po książce inforamek.

Niezmiernie doceniam, że Resag podchodzi do życia Feynmana, jak i jego spuścizny w sposób uczciwy. Przypomina, że wielki fizyk nie działał sam i miał szczęście do świetnych nauczycieli oraz utalentowanych partnerów (Wheeler, Wigner, Schwinger, Tomonaga, Dyson, Gell-Mann). Przywołuje również sylwetki innych uczonych, zapomnianych przez historię, choć niezależnie wpadali na podobne pomysły. W głowie utkwił mi chociażby przykład Ernsta Stueckelberga, który według autora opracował zalążki QED już w latach 40. Problem Szwajcara polegał na tym, że jego publikacje nigdy nie wypłynęły poza niszowe europejskie czasopisma, a żaden z lokalnych recenzentów się na nich nie poznał.

Jednak, jak zaznaczyłem, książka ma też swoje problemy, głównie w sferze warsztatowej. Część niedoróbek (literówki, brak spacji po myślnikach) to ewidentne błędy redaktorskie; inne, jak rzucające się w oczy powtórzenia czy dziwacznie brzmiące idiomy, to zapewne sprawka tłumaczki[1]. Ale już pomijając takie drobnostki, nie da się ukryć, że Jörg Resag – absolwent Uniwersytetu w Bonn[2] – sam też nie daje popisu umiejętności pisarskich. Co ciekawe, odniosłem wrażenie, że autor lepiej odnajduje się w rozdziałach typowo naukowych, niż w, zdawałoby się prostszych, fragmentach historyczno-biograficznych. Sporo tu niezgrabnych zdań, niekoniecznie trafionych decyzji narracyjnych czy rozwijania wątków, które ledwie muskają życiorys Feynmana. Zbierając to wszystko w całość, chciałoby się poprosić o to samo, ale w nowym, poprawionym wydaniu (jeśli można, z twardą oprawą i z obowiązkowym skorowidzem!).

Tam Gell-Mann z Feynmanem (…) zaskakiwali się nieustannie nowymi pomysłami, a potem wikłali się w intensywne dyskusje. “To było całkiem zabawne” – mówi z uśmiechem Gell-Mann. Ale po pewnym czasie zaczęło to irytować, jak Feynman stale troszczy się o swój wizerunek oraz jak nieustannie próbował dzielić się ze światem anegdotami o sobie. Feynman zawsze chciał być inny od wszystkich; niezależny myśliciel, a nie zwykła osoba. Czasem to było wręcz komiczne.

Fragment “Feynman. Fizyka aż po grób”

Nie zmienia to faktu, że PWN sprowadziło na polski rynek książkę potrzebną. W dobie mitologizowania postaci, dobrze widzieć rzetelne biografie będące czymś więcej niż zestawem uroczych, ale ostatecznie bezwartościowych anegdot. Feynman w Fizyce aż po grób, to wciąż porywająca osobowość, ale również egocentryczny i omylny zarozumialec, któremu z czasem coraz trudniej było nawiązywać produktywne relacje. Jednak co najważniejsze, poznajemy Feynmana jako uczonego, architekta elektrodynamiki kwantowej i całkowania po trajektoriach. Dociekliwego innowatora, który rozbujał skostniałą fizykę teoretyczną połowy XX wieku, kiedy ta najbardziej tego potrzebowała.

Info:
Autor: Jörg Resag;
Przełożyła: Marzenna Latawiec;
Tytuł: Feynman. Fizyka aż po grób;
Tytuł oryginału: Feynman und die Physik. Leben und Forschung eines außergewöhnlichen Menschen;
Wydawnictwo: Wydawnictwo Naukowe PWN;
Wydanie: Warszawa 2022;
Liczba stron: 424.
Bonusowo: cudowny monolog Richarda Feynmana, przy akompaniamencie niezastąpionego Ludovico Einaudiego.
[+]
Głupota na niedzielę: Podarujmy dziecku życie! [+ zdjęcia poglądowe] Na Harvardzie sfilmowano ewolucję Bo prawdziwych Profesorów już nie ma