Czytaj dalej

Ogromna popularność produkcji w rodzaju netflixowego Czarnego lustra, dowodzą powszechności społecznego lęku przed technologią. W ten nurt dystopijnej opowieści o człowieku zagubionym w rzeczywistości kontrolowanej przez SI wpisuje się również Anatomia pęknięcia Michała Protasiuka.

Za sprawą paczki od wydaw­nic­twa Power­graph, po raz pierwszy od bardzo dawna, na Kwantowo zawitała recenzja bele­try­styki. Oczy­wi­ście bele­try­styki nie­przy­pad­ko­wej, bowiem łączącej w sobie hard science-fiction z ele­men­tami thril­lera, poli­ti­cal fiction, a nawet powieści detektywistycznej. 

Anatomia pęk­nię­cia to zbiór sześciu nie­po­wią­za­nych ze sobą ściślej opo­wia­dań, które niczym epizody wspo­mnia­nego Black Mirror, rzucają światło na kolejne zagro­że­nia czy­ha­jące na ludzkość w nie­da­le­kiej przy­szło­ści. Oznacza to, że rzucimy okiem zarówno na media spo­łecz­no­ściowe odzie­ra­jące nas z pry­wat­no­ści, na mani­pu­lu­jące użyt­kow­ni­kami algo­rytmy oraz, rzecz jasna, na wymy­ka­jącą się spod kontroli, pozba­wioną empatii sztuczną inteligencję.

To nie my panią wyty­po­wa­li­śmy, ale algorytm – wyjaśnił. – Nie­któ­rzy nazywają to sztuczną inte­li­gen­cją. Program kom­pu­te­rowy pod­po­wiada nam, kto jest podej­rzany i kogo warto mieć pod obser­wa­cją, a w takiej sytuacji jak wczoraj, kogo warto pro­fi­lak­tycz­nie przy­skrzy­nić, aby zdusić konflikt w zarodku i zapobiec eska­la­cji konfliktu.

Michał Pro­ta­siuk – doświad­czony pisarz, ale także osoba związana z branżą tech­no­lo­giczną – podszedł do tematyki z należytą wni­kli­wo­ścią oraz pra­gnie­niem wlania w swoje historie jak naj­więk­szej porcji auten­tycz­no­ści. Kolejne strony umac­niają w odbiorcy prze­ko­na­nie, że autor zgłębił poru­szone zagad­nie­nia, że jest osobą mocno oczytaną, o sze­ro­kich hory­zon­tach. Co rusz trafiamy na odwo­ła­nia do biologii, fizyki, psy­cho­lo­gii czy neu­ro­lo­gii, naukowe wtręty i spe­cja­li­styczne terminy. Brzmi jak ideał science-fiction, jednak po ochło­nię­ciu można tu dojrzeć pewną przesadę. Choć wiedza wtrącona w fabułę robi wrażenie, to gdy na jednej stronie znajdują się aż trzy czy cztery obco brzmiące, fachowe terminy – wygląda to już bardziej na popi­sy­wa­nie się niż zwykłe budo­wa­nie klimatu. Zwłasz­cza, że zwykle kontekst byłby przez czy­tel­nika zro­zu­miany i bez zasy­py­wa­nia go szlakiem dopa­mi­no­wym, eks­pe­ry­men­tem Milgrama oraz efektem Dunninga-Krugera na prze­strzeni jednego akapitu. Nie żeby utrud­niało to odbiór, ale miej­scami brzmi nienaturalnie.

Dawno temu, (…) roz­ma­wiali, dlaczego są właśnie tacy, jacy są. Co ich ukształ­to­wało? Jakie nieznane siły ufor­mo­wały ich oso­bo­wo­ści, zde­fi­nio­wały mapę połączeń neu­ro­nal­nych, która podej­mo­wała decyzje, odczu­wała bol, strach i przy­jem­ność? (…) Czy istniały pla­toń­skie formy Kasi i Fran­ciszka wypalone w helisach DNA w momencie poczęcia? (…) Jak daleko dało się uciec od chro­mo­so­mo­wego przeznaczenia?

Za tym kryje się też pewien głębszy problem. Świat przed­sta­wiony przez Pro­ta­siuka nie mówi sam za siebie. Dowia­du­jemy się całkiem sporo o nawet naj­skrzęt­niej skry­wa­nych sekre­tach boha­te­rów; nawet ich reakcje fizjo­lo­giczne bywają opi­sy­wane z (nazbyt) dro­bia­zgową szcze­gó­ło­wo­ścią. Jed­no­cze­śnie, w przed­sta­wia­niu wykre­owa­nej rze­czy­wi­sto­ści autor pozo­staje dość lako­niczny i możemy jedynie domyślać się czy realia w opo­wia­da­niach są odległe od nas o dekady czy może raptem parę lat. W jednym z nich pada nazwa programu wybor­czego Szwecja 2025, ale czy ta data odnosi się do wszyst­kich linii fabu­lar­nych? Gdy czytam o szcząt­kach Face­bo­oka, Insta­grama i TikToka, prze­trwa­łych na roz­pro­szo­nych ser­we­rach pro­wa­dzo­nych przez hob­by­stów mam wizję jakiejś raczej odległej apo­ka­lipsy, która odcięła ludzkość od inter­netu, w którym pozo­stały jedynie nie­wiel­kie enklawy. W innym miejscu czytamy jednak, że nadal żyją pod­sta­rzały Elon Musk i Mark Zuc­ker­berg. Nie może więc być chyba mowy o wielkim skoku czasowym, jeśli boha­te­ro­wie u Pro­ta­siuka wciąż odwie­dzają chętnie Star­bucksy, jeżdżą teslami i korzy­stają z usług znanych naszemu poko­le­niu cyfro­wych gigantów.

Cieszy nato­miast, że autor nawią­zuje do aktu­al­nych wydarzeń, co dodaje histo­riom szczypty realizmu. W Anatomii pęk­nię­cia nie brakuje wzmianek o COVID-19, który żywo odbił się na ludz­ko­ści, a przy tym prze­ta­so­wał systemy spo­łeczne i gospo­dar­cze (co jednak jest tylko zasu­ge­ro­wane, nie dostrze­gamy bez­po­śred­nich kon­se­kwen­cji na szerszą skalę). Opo­wia­da­nie Sześć odnosi się z kolei do cyber­ne­tycz­nego ataku na Estonię, jaki prze­pro­wa­dziła Fede­ra­cja Rosyjska w 2007 roku. Otwie­ra­jąca zbiór Fikcja poli­tyczna (oso­bi­ście uważam, że naj­lep­sza w całej książce) pokazuje znowuż jak łatwo urobić opinię publiczną, wyko­rzy­stu­jąc sprawne kampanie w mediach spo­łecz­no­ścio­wych. Nie jest to zjawisko obce, bo maj­stro­wa­nie przy pre­zy­denc­kim gło­so­wa­niu w USA z 2016 roku było już przed­mio­tem wielu analiz socjo­lo­gów i psy­cho­lo­gów, a także speców od tech­no­lo­gii i mediów.

Warto dodać, że więk­szość z boha­te­rów Anatomii pęk­nię­cia to Polacy, zatem polskie imiona i nazwiska regu­lar­nie prze­wi­jają się przez karty opowiadań.

Natu­ral­nym prze­sła­niem płynącym od Pro­ta­siuka, staje się ostrze­że­nie przed zagro­że­niami, jakie niesie bez­re­flek­syjne oddanie się nowo­cze­snej tech­no­lo­gii. Zjawisko zamy­ka­nia w bańkach spo­łecz­nych, wyraźnie zauwa­żalne u wielu użyt­kow­ni­ków m.in. Face­bo­oka czy Twittera jest coraz głośniej dys­ku­to­wa­nym pro­ble­mem przez psy­cho­lo­gów oraz socjo­lo­gów. Pochylił się nad nim pisarz w opo­wie­ści o tym samym tytule co cały zbiór – Anatomia pęk­nię­cia – kreując dość mroczną wizję coraz bardziej spo­la­ry­zo­wa­nych opinii, gdzie wszystko staje się względne. Pro­ta­siuk nie kryje się przy tym ze swoimi inspi­ra­cjami skan­dy­naw­skimi thril­le­rami, co wyszło całkiem nieźle. Całe opo­wia­da­nie trzyma w napięciu i nie brakuje zaska­ku­ją­cych zwrotów akcji. W pozo­sta­łych roz­dzia­łach mierzy się również z zagad­nie­niami trans­hu­ma­ni­zmu i moż­li­wo­ściami kopio­wa­nia własnego umysłu (Ciało za mało), a także zerwanej ze smyczy SI (Sześć).

Naj­słab­szy tytuł w całym zbiorze stanowią według mnie Grzy­bia­rze. Szcze­gól­nie mocno uwy­pu­klają pewien brak w lite­rac­kim warsz­ta­cie autora, za jaki postrze­gam kon­stru­owa­nie nijakich, czasem wręcz odpy­cha­ją­cych boha­te­rów. Można odnieść wrażenie, że wszyscy zostali zde­fi­nio­wani jedynie przez przeżyte w prze­szło­ści traumy – utratę kogoś bli­skiego, wyrzą­dzoną przez drugiego czło­wieka krzywdę etc. Każda postać jest mniej lub bardziej zgorzk­niała, roz­cza­ro­wana, smutna i przybita. Zakładam, że taki był zamysł pisarza, ale wyszła z tego kary­ka­tura, postacie zbyt prze­ry­so­wane, na czym traci niezły ogólnie poziom auten­tycz­no­ści. Relacje mię­dzy­ludz­kie bywają nadęte, płytkie i nie­na­tu­ralne – mało w nich praw­dzi­wych, życio­wych sytuacji. 

Dziwi też pewna fiksacja na punkcie seksu – szcze­gól­nie wyraźna we wspo­mnia­nych Grzy­bia­rzach. Szczerze mówiąc, jeśli opo­wia­da­nie mało jakieś głębsze prze­sła­nie, to utonęło ono w morzu ster­czą­cych tu i tam penisów oraz nie­usta­ją­cej erekcji. Pro­ta­go­ni­sta jest nie­przy­sto­so­wa­nym spo­łecz­nie singlem, ale czytanie co chwilę o jego fan­ta­zjach, jakie to prze­gląda pornosy i jak bardzo boli go penis usztyw­niony nie­na­tu­ral­nym wzwodem (co ma miejsce przy kon­tak­tach z jaki­mi­kol­wiek kobie­tami) było dla mnie wyjąt­kowo przykrym doświad­cze­niem. A nie należę do czy­tel­ni­ków o nad­mier­nej wrażliwości.

Postawił walizkę pod ścianą i marzył, aby zdjąć prze­mo­czone buty, ale bał się, że będą śmier­działy mu skar­petki; nie chciał również para­do­wać przed Weroniką na bosaka, wstydził się nie­ob­cię­tych paznokci u stóp. (…) Kiedy tylko zamykał oczy, obse­syj­nie nawie­dzały go obrazy zapa­ro­wa­nej łazienki, mózg oszu­ki­wał recep­tory węchowe i wcią­ga­jąc powie­trze nosem, Fran­ci­szek czuł zapach lawendy, efektem czego była znów uciąż­liwa erekcja.

Patrząc przez pryzmat wszyst­kich sześciu tytułów wydaje się, że nauka jako taka jest tłem choć tłem wyraźnym, dającym do myślenia dla losów zwykłych ludzi. Pro­ta­siuk wydaje się kłaść akcent bardziej na psy­cho­lo­gię i na to, jak wykre­owani boha­te­ro­wie reagują na pewne prze­ży­cia, nie­ko­niecz­nie zresztą bez­po­śred­nio związane z tech­no­lo­gią i jej zagro­że­niami. Ta uwaga jest o tyle istotna, że jeśli ktoś liczył na monu­men­talne fan­ta­stycz­no­nau­kowe wariacje o cywi­li­za­cji przy­szło­ści i jej wyzwa­niach (znanych cho­ciażby z serii Ghost in the Shell czy Nowego wspa­nia­łego świata Huxleya) może być nieco zasko­czony. Nie jest to również proza odkryw­cza lub ożywcza dla gatunku. Otrzy­mu­jemy porządne, acz wycin­kowe spoj­rze­nie na struk­turę spo­łeczną, psy­cho­lo­giczną oraz gospo­dar­czą ludz­ko­ści po tech­no­lo­gicz­nym prze­ło­mie zwykle ujęte z ciekawej perspektywy.

Dodat­kowa pochwała należy się za zamiesz­czone na końcu książki Notatki o opo­wia­da­niach i polecane lektury. Na tych kilku ostat­nich stronach, Pro­ta­siuk wyjaśnia co go zain­spi­ro­wało do napi­sa­nia kon­kret­nego opo­wia­da­nia, skąd pomysł na takie a nie inne przed­sta­wie­nie problemu; a do tego, dla wyjąt­kowo zain­te­re­so­wa­nych, zamiesz­cza kilka pozycji, roz­wi­ja­ją­cych wybrane zagad­nie­nia. Marzy się, aby autorzy częściej zamiesz­czali w swoich dziełach podobne aneksy.

Książka do kupienia na stronie wydawnictwa Powergraph.
Info:
Autor: Michał Protasiuk;
Tytuł: Anatomia pęknięcia;
Wydawnictwo: Powergraph;
Wydanie: Warszawa 2021;
Liczba stron: 442.

Weronika Cygan