3 rzeczy, których dowiesz się z książki “Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko”

Nie da się ukryć, że tytuł książki Toma Phillipsa przyciąga uwagę i trudno odmówić mu przynajmniej częściowej racji. Sprawdźmy zatem, czy treść brytyjskiego hitu jest równie ujmująca co zapowiadająca ją okładka.

Starsi czytelnicy mogą wiedzieć, że lubię rozważania nad kondycją naszej cywilizacji, w tym nad naszymi błędami i możliwościami. Tym łapczywiej rzuciłem się na sprezentowany przez Wydawnictwo Albatros, przedpremierowy egzemplarz książki Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko. Oczywiście już na początku założyłem, że nie ma sensu oczekiwać wytrawnej naukowej uczty, lecz co najwyżej lekkiej, na pół rozrywkowej lektury – choć skłaniającej czasem do zadumy. Gwarantem odpowiedniego natężenia czarnego humoru i nieposkromionej ironii jest sylwetka autora. Nazwisko Toma Phillipsa prawdopodobnie niewiele wam mówi (w każdym razie mi niewiele mówiło), ale chyba każdy aktywny internauta kojarzy satyryczny serwis BuzzFeed. Phillips jest redaktorem jego brytyjskiej edycji.

Jednak w trakcie czytania poczułem się miło zaskoczony. Okazało się, że dziennikarz – a z wykształcenia historyk i antropolog – zawarł w swojej pracy całe mnóstwo interesujących, często powszechnie niezbyt znanych faktów, anegdot i hipotez.

Trzy rzeczy, których możemy się dowiedzieć z książki Phillipsa:

1. Amerykanie potrafili podpalać rzekę

Pewnie nie raz widzieliście fotografie azjatyckich (zwłaszcza hinduskich) rzek, aż pieniących się od zanieczyszczeń. Nie myślcie jednak, że taka degradacja zasobów wodnych to wyłącznie domena wschodu. Przez długi czas jako kanały ściekowe traktowane były liczne amerykańskie rzeki, wśród których wręcz groteskową sławę zdobyła Cuyahoga. Rzeka przepływająca przez Cleveland w stanie Ohio wielokrotnie (co najmniej 13 razy)… płonęła. Zaczęło się już w XIX wieku, a ostatni incydent miał miejsce gdy Neil Armstrong odwiedzał Księżyc. I nie chodzi tu o jakieś lekkie zapłony, lecz potężne, toksyczne pożary z płomieniami sięgającymi wielu metrów, potrafiące niszczyć mosty i pobliskie zabudowania. Ale tak to jest, kiedy woda staje się już ciemnobrązową oleistą breją, niosącą tony śmieci i przykrytą centymetrową warstwą ropy. Aż trudno uwierzyć, że potrzeba było całych dekad i kilkunastu katastrof żeby zażądać od fabryk zaprzestania wylewania hektolitrów ścieków wprost do wody.

2. Kolumb popełnił wstydliwy błąd w obliczeniach

Wszyscy uczymy się o tym, że Krzysztof Kolumb trafił do Nowego Świata, choć poszukiwał morskiej drogi do Azji. Niewiele podręczników wspomina jednak o przyczynach tego cudownego niepowodzenia. Po pierwsze, słynny żeglarz przeszacował rozmiary Azji, sądząc, że jej wschodnie krańce powinny sięgać znacznie dalej. Po drugie, co znacznie zabawniejsze, Genueńczyk w hiszpańskiej służbie totalnie schrzanił wyliczenia dotyczące wielkości Ziemi. Z jakiegoś powodu nie sięgnął do zaskakująco skrupulatnych rachunków antycznego matematyka Eratostenesa, opierając się na nowszych domysłach Ahmada ibn Muhammada ibn Kathira al-Farghaniego. I nie byłoby to może aż tak istotne, gdyby nie to, że perski uczony posługiwał się milą arabską, mylnie skojarzoną przez Kolumba z krótszą milą rzymską. W efekcie podróżnik stworzył w swojej głowie zupełnie nierealny i nieproporcjonalny model Kuli Ziemskiej, w którym Japonia, Chiny i Indie są “tuż za rogiem”. Niewykluczone również, że Kolumb przez długi czas nie mógł zjednać sobie sponsorów, ponieważ ci bardziej ogarnięci od początku uważali przedstawiane im plany za podejrzane. I w zasadzie się nie mylili.

3. Tracimy zasoby i emitujemy CO2 dla wirtualnej waluty

To, że nasz system polityczno-ekonomiczny znacznie utrudnia optymalizację pracy i wykorzystywania zasobów, nikogo chyba nie dziwi. Gorzej, że ciągle brniemy w tym bezsensownym kierunku, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Choć było to dla mnie dość niespodziewane, szkodliwe okazują się nawet tak wirtualne idee jak kryptowaluty. Nie będę tu pisał o samym procesie kopania kryptowalut (o którym nie mam zielonego pojęcia). Istotne z naszego punktu widzenia jest jedynie to, iż do wydobycia i obsługi internetowej waluty potrzeba mocy obliczeniowej – a zatem energii. W ten sposób abstrakcyjna wartość z pozoru niematerialnej monety, zaczęła pochłaniać całkiem realne i materialne zasoby. Światowy obrót popularnymi Bitcoinami kosztuje nas mniej więcej tyle energii, ile zużywa 20-milionowe państwo. Wirtualny rynek stał się tak duży, że pewna australijska firma zapłaciła za ponowne uruchomienie nieczynnej elektrowni węglowej, po to aby ją wykorzystać do kopania Bitcoinów. Nieźle jak na nieoficjalną i wciąż kontrowersyjną walutę!

Cieszy mnie przede wszystkim jedno. Phillips, choć miał ku temu doskonałą sposobność, nie sprowadził swojej pracy do ciągu morałów i biadolenia. Oczywiście trochę takich elementów znajdziemy w podsumowaniach rozdziałów i epilogu, ale to zaakceptowania. Poza tym książka porywa czytelnika nurtem swawolnej, niezobowiązującej, niezbyt praktycznej – ale jednocześnie niebanalnej i interdyscyplinarnej wiedzy. Publikacja pozwala bez specjalnego skupienia na zapoznanie się z ogromną liczbą przykładów ludzkiej głupoty, pochodzących z całego globu i ze wszystkich epok. Przechodząc przez 10 rozdziałów dowiemy się w jak żenujący sposób potrafiły upadać imperia, jak degenerowały się ustroje, na jak pomysłowe sposoby zabijaliśmy się nawzajem i jak skutecznie dewastowaliśmy (i ciągle dewastujemy) środowisko naturalne.

Co istotne, narracja oparta jest nie o okrągłe słowa i ogólne prawdy, lecz o jednostkowe, bardzo konkretne przykłady niezbyt przemyślanych decyzji. I to takich, przez które czytelnik nie raz chwyci się za głowę. Moje największe zastrzeżenie budzi jedynie dobór niektórych historii. Czasem można odnieść wrażenie, że autor zbyt lekkomyślnie stawia w jednym rzędzie udokumentowane fakty z wydarzeniami i relacjami co najwyżej prawdopodobnymi. Jako historyk, Phillips na pewno jest świadom, że wiele opisów pochodzących z antycznych pism czy średniowiecznych kronik, należy traktować z olbrzymim dystansem – co podczas lektury trudno wyczuć.

Jednak jak wspomniałem na początku, naiwnością byłoby spodziewanie się w tym przypadku ścisłej naukowej dyscypliny. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko, to przede wszystkim lektura relaksująca, mająca bawić, przy okazji tylko przemycając dziesiątki ciekawostek oraz kilka refleksji na temat przeszłości oraz przyszłości naszego niezbyt rozważnego gatunku.

Info:
Autor: Tom Phillips;
Przekład: M. Gębicka-Frąc;
Tytuł: Ludzie. Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko;
Tytuł oryginalny: Humans. A Brief History of How We F*cked It All Up;
Wydawnictwo: Albatros;
Wydanie: Warszawa 2019;
Liczba stron: 316.
Sekrety III populacji gwiazd – recenzja książki “Pierwsze światło” Wiara, nauka i hipokryzja Nitghtwish i muzyczny hołd dla Darwina