Cóż za zbieg okoliczności. Ledwo co wypatrzyłem na bibliotecznym regale obfity komentarz do klasycznej Erystyki Schopenhauera, a już nadarzyła się okazja aby go wykorzystać. Oto kilka tysięcy ludzi daje „łapkę w górę”, przyklaskując manewrowi wykonanemu przez Michała Polakiewicza w ramach programu Młodzież kontra. Na podstawie dostępnego viralu, internet jednoznacznie orzekł o zmasakrowaniu, zaoraniu i poniżeniu byłego prezesa Trybunału Konstytucyjnego przez członka Ruchu Narodowego. Przypomnijmy sobie zatem rzekomy argument śmierci:
Polakiewicz: Panie profesorze, czy chciałby pan żyć w kraju, który nie jest w Unii Europejskiej, w którym nie ma Trybunału Konstytucyjnego, w którym jest powszechny dostęp do broni?
Zoll: Nie.
Polakiewicz: Czyli uważa pan, że demokracja w Szwajcarii jest zagrożona.
Widownia: UAAAAAOAAAOAAAOOOOOO!
Abstrahujmy od tematu odcinka i od aktualnego klimatu politycznego. Abstrahujmy od nazwisk adwersarzy i pełnionych przezeń funkcji. Abstrahujmy w ogóle od istoty tej rozmowy oraz poglądów na rzeczony temat. Co nam pozostaje? Przemyślmy tę wymianę zdań na gruncie czystej logiki i sztuki prowadzenia sporu. Kartkując wspomnianą książkę pod redakcją Agnieszki Budzyńskiej-Dacy, można szybko się dostrzec, że młody narodowiec – umyślnie bądź nie – tańczy na grobie argumentacji.
Oczywiście możemy sobie darować przeintelektualizowane definiowanie poszczególnych uchybień i sofizmatów, bo tak naprawdę nie potrzeba żadnego podręcznika aby zauważyć, że coś tu nie brzdęka. Czysta, niezmącona wiedzą logika nakazuje wyłapać co najmniej kilka z powyższych punktów. Zwłaszcza ten ostatni, który kompletnie dyskwalifikuje całe rozumowanie. Na pytanie – czy demokracja Szwajcarii funkcjonuje w znany nam sposób głównie dzięki broni, braku UE i TK – Polakiwiecz zdaje się sugerować odpowiedź twierdzącą. Już pomijam kwestię zadania konkretnego pytania (Czy chce pan żyć w…), imputując jednocześnie odpowiedź na zupełnie inne (A więc demokracja tam jest zagrożona!). A jednak, zamiast soczystego zażenowania na twarzach zebranych słuchaczy, widać było uśmiechy i wyrazy zachwytu. Zamiast zganienia „dyskutanta” za użycie bezsensownego wybiegu, tysiące internautów chwali go za rzekome pokonanie prof. Zolla. Tymczasem użyty „argument” dowiódł dokładnie niczego.

W erystyczne sidła wpadamy wszyscy, wszyscy również je czasem zastawiamy. Jeśli jednak chcemy być traktowani poważnie, i pchamy się z całych sił do debaty publicznej, zabieramy głos w sprawach ważkich – przyjmujmy postawę możliwie merytoryczną i trzeźwą. A jeśli głowy z telewizorów tego nie potrafią to – na litość Tarskiego – gańmy je, a nie śmiejmy się do ekranu! Kwiat rodzimej młodzieży, traktując intelektualny fortel jako probierz wartości wypowiedzi, dał świadectwo ignorancji i nieprzygotowania do udziału w dialogu społecznym. Jedyne co zostało w materiale zmasakrowane to reguły logiki i argumentacji.

Odpowiadając na zapotrzebowanie, po Metodologicznym dekalogu, przyszła chyba pora na poradnik rzetelnego dyskutanta.
Ostatnie komentarze: