Naukowe “naj” 2014

Nie chciałem tworzyć jakiejś prostej, typowej listy największych odkryć ubiegłego roku. Byłoby to nużące, a poza tym takie klasyfikacje na pewno w sieci już można znaleźć. Ugryźmy więc temat od nieco mniej formalnej strony.


Najważniejsze wydarzenie

Nie wiem jak wy, ale ja nie mam większych wątpliwości. Europejczycy, będący już hegemonem w dziedzinie badań cząstek elementarnych (LHC forever!) pokazali, że mają swoje ambicje również w sferze eksploracji kosmosu. Prowadzona od 2004 roku misja Rosetta była na pewno największym przedsięwzięciem ESA oraz pierwszym projektem w historii ludzkości, który pozwolił na bezpośrednie oględziny komety. Co ciekawe, znajdujący się obecnie w stanie hibernacji lądownik Philae, być może nie powiedział jeszcze ostatniego słowa! Inżynierowie mają nadzieję, że w przyszłym miesiącu kometa 67P/Churiumov-Gerasimenko będzie oświetlona na tyle dobrze, że pozwoli to na ponowny rozruch urządzenia.

rozetka
O misji Rosetta pisałem tu i tu. A tu możecie sobie kupić pamiątkowy kubek.

Najważniejsze wydarzenie w Polsce

Dla naszego poletka również nie był to najgorszy rok. W samym grudniu doszło do dwóch wartych wspomnienia sukcesów. Najpierw doktoranci Uniwersytetu Warszawskiego pochwalili się postawieniem ważnego kroku w kierunku stworzenia pamięci kwantowej (bardzo krótkiej, ale zawsze), a dwa tygodnie później małżeństwo Iwo i Zofia Białyniccy-Birulowie, opublikowali pracę na temat zastosowania zasady nieoznaczoności Heisenberga do fotonów.

Przekornie jednak postanowiłem uhonorować osiągnięcie nie fizyków, a dwóch biochemiczek z Lublina, prof. Grażyny Ginalskiej i jej asystentki dr Anny Balcerz. Pani profesor zmobilizowana własnym problemem (skomplikowane złamanie nogi) opracowała rewelacyjny biomateriał do łatania ubytków kostnych. Polska sztuczna kość jest wytrzymała, elastyczna i w żaden sposób nie “gryzie się” z organizmem. 

Najpiękniejsze zdjęcie

Taka marsjańska wersja Pale Blue Dot. Fotografię wykonał oczywiście łazik Curiosity, podczas 529 dnia swojej przygody na Czerwonym Globie.

ziemia mars

Najlepsza wypowiedź

Na początku tego roku miała miejsce debata między (tfu!) kreacjonistą Kenem Hamem a Billem Nyem. Niedługo później po sieci zaczął krążyć pięknie zmontowany monolog amerykańskiego popularyzatora nauki. The joy of discovery! That’s what drives us!


Najgłupsza wypowiedź

Wojciech Cejrowski opowiada o tym jak rachunek prawdopodobieństwa i zdrowy rozsądek obalają teorię Darwina. Powtórzę tylko jedno: boli mnie, wręcz serce mi krwawi, gdy osoby mające naprawdę spory posłuch w społeczeństwie, wykorzystują swoją władzę i charyzmę do szerzenia ignorancji. Smutne, tym bardziej, że znam i podziwiam sporą część twórczości znanego podróżnika.

Przyznaję, że Cejrowski miał w tej kategorii sporą konkurencję, zwłaszcza wśród polityków i publicystów uważających się ostatnio za niesamowite autorytety w dziedzinie klimatologii. Ostatecznie jednak postanowiłem pozostawić temat globalnego ocieplenia autorom Nauki o klimacie, którzy mają wprawę w obalaniu mitów i już zorganizowali odpowiedni plebiscyt.


PS Jan Paweł II pisał: Nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Uwielbiam katolików świętszych od papieża (a to już drugi w ostatnim czasie, po Terlikowskim).

Największy “skandal”

Cudzysłów celowy, bowiem medialny atak dziennikarki na członka ekipy obsługującej misję Rosetta, był eufemistycznie mówiąc kuriozalny. Dla tych, którzy gównoburzę przespali, krótkie przypomnienie.


Zaraz po wiekopomnym lądowaniu łazika Philae na komecie, pewna dziennikarka postanowiła poruszyć znacznie ważniejszy wedle siebie temat, ubioru jednego z pracowników ESA. Wszystko dlatego, iż dr Matt Taylor bezczelnie śmiał pokazać się przed kamerą w kolorowej koszuli przyozdobionej rysunkami dziewcząt o przystępnych krągłościach. W końcu czymże jest pokonywanie barier nauki w porównaniu do wypalającego oczy przykładu szowinizmu?

Na szczęście internauci zachowali rozsądek obsypując pana Taylora wyrazami wsparcia oraz traktując odpowiednio “obrończynię” kobiet i dobrego smaku. Podobno zorganizowano nawet ściepę na nową koszulę dla sympatycznego naukowca.

Najlepsza książka

Parę popularnonaukowych nowości przyszło mi w tym roku przeczytać, nie jedną zrecenzowałem na łamach bloga. Z perspektywy czasu za najlepszy tytuł pozostaje mi uznać Jak przetrwać wśród czarnych dziur Jeffa Blomquista i Dave’a Goldberga. Lektura niespecjalnie poszerzyła moje horyzonty, ale i tak przeczytałem ją jednym tchem. Autorzy bezbłędnie wywiązali się z obietnicy, oddając czytelnikom do dyspozycji Najzabawniejszy przewodnik po wszechświecie, w syntetyczny i humorystyczny sposób objaśniający co ciekawsze aspekty współczesnej fizyki. Co prawda żarty miejscami zahaczają o poziom “ultranerd”, ale i tak polecam ten tytuł każdemu laikowi, który nie ma pojęcia od czego rozpocząć swoją przygodę z kosmosem.

Recenzję możecie przeczytać tutaj.

Największa katastrofa

Pech prześladował zarówno Amerykanów jak i Rosjan. W maju eksplodowała rakieta Proton-M wynosząca na orbitę satelitę telekomunikacyjnego. W październiku z kolei, wybuchła startująca z Wirginii rakieta Antares. Na szczęście w obu przypadkach mieliśmy do czynienia z misjami bezzałogowymi, niemniej katastrofy przypomniały światu, że każda wycieczka ponad ziemską atmosferę to nadal nie byle wyzwanie. Pozostaje cieszyć się, że bodaj najważniejszy start tego roku – wystrzelenie nowatorskiej rakiety Orion – zakończył się ostatecznym sukcesem.

Takie fajerwerki towarzyszyły wypadkowi w Wirginii:


Najzacniejsza postać

Niech ma. Rzecz jasna status ikony astronomii, Neil deGrasse Tyson uzyskał znacznie wcześniej, ale w tym roku jego popularność chyba osiągnęła apogeum. Po części to kwestia odświeżenia klasycznego serialu Cosmos, ale nie można też zlekceważyć ogromnej aktywności dyrektora Hyden Planetarium w mediach. Ciągłe wywiady i niezliczona ilość tweetów świadczą o bezbłędnym zrozumieniu przez Tysona potrzeb współczesnego rynku.


Sam serial nie do końca trafił w mój gust, ale przyznaję, że twórcy skutecznie  nawiązali do idei oraz klimatu pierwowzoru autorstwa Sagana. Z kolei efekty specjalne i cała warstwa audio-wizualna zdecydowanie wyniosły Cosmos ponad swój gatunek. Piękne upamiętnienie osiemdziesiątej rocznicy urodzin legendarnego popularyzatora nauki.

Swoją opinią o serialu podzieliłem się tutaj

Największe oczekiwanie…

Najbliższe miesiące upłyną pod znakiem kolejnej wielkiej misji bezzałogowej. Tym razem do punktu kulminacyjnego zbliża się amerykańska sonda New Horizons, która po dziewięciu latach dotrze wreszcie do Plutona. Urządzenie przeleciało do dziś dystans ponad 4,5 miliarda kilometrów, wykonując po drodze wiele istotnych fotografii i pomiarów ciał Układu Słonecznego. Po zbliżeniu do planety karłowatej (proces rozpocznie się w kwietniu) po raz pierwszy w historii zobaczymy coś więcej niż tylko widoczną na teleskopie plamkę.

Na tym oczywiście posługa New Horizons się nie skończy. Sonda pofrunie dalej, przesyłając na Ziemię w następnych latach dane na temat wciąż słabo znanego pasa Kuipera.


podpis-czarny
3 rzeczy, których dowiesz się z książki “Od pyłu do życia” Człowiek idealny made in China “A co Ciebie obchodzi, co myślą inni?” – feynmanowski konkurs!