Krótki przegląd partyjnych programów wyborczych dot. nauki
Eurowybory tuż tuż, a mimo to gros potencjalnych wyborców nie jest pewna komu warto oddać swój głos. Ja nie mam zamiaru wam podpowiadać (zwłaszcza, że sam jeszcze się waham), ale być może ułatwię wam zadanie poprzez krótkie zestawienie pomysłów partii politycznych, w sferze edukacji i nauki. 


Zdaję sobie sprawę, że studiowanie partyjnych obiecanek pod kątem edukacji, wobec wyborów do Parlamentu Europejskiego może wydawać się jałowe. Spójrzmy jednak prawdzie w oczy: mało kto z nas pójdzie do urny (w zasadzie tu mógłbym postawić kropkę), wziąwszy pod uwagę jedynie stosunek kandydatów do instytucji europejskich. Większość woli uważać swój wybór za uniwersalny, korzystny lub przynajmniej nieszkodliwy, w jak najszerszym spektrum sfer rządzenia. Zresztą, nawet jeśli oświata nie wpłynie na wasz wybór teraz, to i tak powinna powrócić podczas następnych wielkich wyborów, już na krajowym podwórku.

Kongres Nowej Prawicy, czyli szkolnictwo całkowicie zdecentralizowane i sprywatyzowane.

Jak łatwo się domyśleć, w korwinistycznej wizji państwa, władza nie powinna w żaden sposób mieszać do wychowania i edukacji dzieci. To logiczna implikacja światopoglądu opartego na jak najszerszej autonomii rodziny, w której ojciec panuje nad latoroślami niczym rzymski pater familias. Oczywiście krokiem następnym będzie zniesienie państwowego finansowania edukacji, zwłaszcza na szczeblu uniwersyteckim, oraz likwidacja MEN. Według partyjnych wyliczeń, pozwoliłoby to na zaoszczędzenie około 30 miliardów złotych każdego roku.

Pomijając mój sprzeciw dotyczący braku kontroli nad treściami przekazywanymi uczniom, nie wiem w jaki sposób oświata na poziomie podstawowym lub gimnazjalnym miałaby zaistnieć na wolnym rynku. Kto zainwestuje w niewielką szkółkę na zabitej dechami wsi? Czy w skrajnie liberalnym świecie, poradzą sobie małe, z definicji nierentowne szkoły, biblioteki, domy kultury i muzea?

Partia Libertariańska, czyli odseparowanie państwa od edukacji, na wzór rozdziału państwa od kościołów.
Co do istoty, libertarianie stoją po jednej stronie z korwinistami, uważając, że obecne, szkolnictwo państwowe jest niskiej jakości (trudno się nie zgodzić), służy do indoktrynacji i ograniczaniu wolności jednostek. Obecną sytuację, według PL, można uzdrowić poprzez zniesienie obowiązku szkolnego, państwowych egzaminów, umożliwienie edukacji domowej i… niestety wprowadzenie dowolności w wyborze programów nauczania. Mając na uwadze to ostatnie pozostaje mi zazgrzytać zębami. Jeśli mam wybierać między ograniczeniem wolności ucznia (jakim są treści płynące z MEN) a zamachem na rozsądek i racjonalizm, to stawiam na to pierwsze. Dlaczego – tłumaczyłem w jednym z poprzednich tekstów.

Prawo i Sprawiedliwość, czyli wychowawcza neutralność szkoły jest szkodliwa.

Z typową sobie gracją, PiS rozpoczyna niemal każdy postulat od postawienia diagnozy jasnej jak peruwiańskie Słońce: wina Tuska! Z dalszej lektury programu Prawa i Sprawiedliwości dowiedziałem się m.in., że – wbrew zarzutom liberałów – obecne szkolnictwo ogranicza się do przekazywania uczniom “wyłącznie” wiedzy i umiejętności. Podczas gdy przedstawiciele PL ubolewają nad państwową indoktrynacją młodzieży, Kaczyński i spółka żądają aby szkoła wspierała rodziców w dziele wychowywania, ukulturalniania i przekazywania wzorców moralnych. Środkiem do celu miałoby być zwiększenie liczby godzin historii, zajęć pozalekcyjnych oraz położenie nacisku na kształcenie patriotyczne. Poza tym, zwłaszcza w sferze badań naukowych, Prawo i Sprawiedliwość nie oferują niczego poza banałami typu: zwiększymy dotacje i wesprzemy doktorantów

Platforma Obywatelska, czyli nie ma nauki bez humanistyki.
Jaka jest Platforma każdy widzi. Sporo o najbliższych planach partii rządzącej w kwestii edukacji, można było się dowiedzieć z konferencji i wywiadów przeprowadzonych na początku tego roku. Lena Kolarska-Bobińska wyjawiła m.in. pomysł “pakietu dla humanistyki”, zakładającego wsadzanie przedmiotów humanistycznych wszędzie gdzie się da i tam gdzie się nie da również. Polegałoby to na tym, aby do nauki np. filozofii, zmusić również studentów typowo technicznych kierunków studiów, a nawet uczniów szkół średnich. 
Dalsze obietnice PO dotyczą sfery finansowania oświaty i nauki. Według nich do roku 2020 nakłady na badania miałyby osiągnąć poziom 1,7% PKB. To dużo – przypominam, że jak dotąd nakłady na rozwój nie przekraczają nawet 1%. Połowę koniecznych funduszy w założeniu mieliby zapewnić prywatni inwestorzy. Oj, żeby te prognozy się spełniły…

Ruch Narodowy, czyli odbijemy szkolnictwo z rąk lewaków!

Powyższy cytat wyszedł z ust Roberta Winnickiego, gdy odwołano debatę na Uniwersytecie Warszawskim. Jak stwierdził dalej: Musimy uwolnić je [szkolnictwo wyższe] od tych wszystkich obłędnych gender studies, postkomunistycznego betonu i dominacji michnikowszczyzny. Ta wojna rozpoczęła się już jakiś czas temu, ale nie łudźmy się – nie będzie ani łatwa, ani szybka. Wiele to mówi o radykalnej wizji zmian koniecznych w Polsce, nie tylko zresztą w sferze edukacji.

W kwestii szkolnej, przedstawiciele RN mogliby sobie właściwie podać ręce z PiSowcami. Jednym z głównych punktów w Deklaracji Ideowej narodowców, jest walka o zachowanie tożsamości narodowej i kształcenie młodzieży w klasycznym duchu patriotyzmu, z dala od liberalno-lewicowej propagandy (czyt. w zgodzie z katolicko-prawicową propagandą). Jedynym zamysłem RN, który zyskałby moją aprobatę, wydaje się likwidacja gimnazjów i powrót do 8-letniej szkoły podstawowej.

Sojusz Lewicy Demokratycznej, czyli najważniejsze to zachować publiczny charakter oświaty.
Postkomuniści w czytelny sposób streścili swój program oświatowy w dziesięciu krótkich punktach, spośród których trzy wydają się szczególnie interesujące. Po pierwsze, SLD podobnie jak Ruch Narodowy optuje za przywróceniem 8-letniej szkoły podstawowej i 4-letniej szkoły średniej. Po drugie, socjaldemokraci chcieliby wykorzystać obecny niż demograficzny na korzyść edukacji, poprzez zmniejszenie liczebności klas i zwiększenie ilości dodatkowych zajęć pozalekcyjnych. Po trzecie, partia poprze każdy projekt finansowania przez państwo podręczników a w przyszłość także e-podręczników. Niestety nie znalazłem informacji, czy dotyczy to jedynie szkół podstawowych, czy również średnich.

Twój Ruch, czyli zerwanie z paradygmatem narodowym i wyznaniowym.

Minionki Janusza Palikota ugryzły temat od innej strony, zarzekając się, że problemy gimnazjów, liczby godzin lekcyjnych czy kanonu lektur należą do kwestii wtórnych. Co jest więc istotne? Przygotowanie do samodzielnego myślenia, pracy w grupie i wypracowywanie kreatywności (jakież to proste, genialne i odkrywcze zarazem…). Aby osiągnąć te cele, TR chciałby reformy egzaminów, być może nawet poprzez wprowadzenie odgórnych form sprawdzania umiejętności pracy w grupach.
Interesujące jest to, że według lewicy, obecna oświata wymaga dalszego upaństwowienia, tak aby docelowo rodzice nie musieli bezpośrednio ponosić absolutnie żadnych kosztów. Pojawia się więc postulat odgórnego finansowania podręczników (wypożyczanych uczniom), obiadów na stołówkach, a nawet wycieczek szkolnych. W ramach ewentualnych zmian programowych, Twór Ruch apeluje o wprowadzenie przedmiotu “wiedza o zdrowiu”, mającego wskazywać na zasady żywienia, higieny i profilaktyki. Tak sobie myślę: nie lepie byłoby zreformować materiał przerabiany na lekcjach biologii?


Rzetelnych i szczegółowych programów, w przestrzeni politycznej ze świecą szukać; kilka frazesów popartych nieuwierzytelnionymi danymi, to wszystko na co możemy liczyć. Najbardziej przytłaczająca wydaje się oszczędność politycznych zapewnień dotyczących postępu i badań naukowych. Lada dzień współczynnik młodych ludzi z wyższym wykształceniem może przekroczyć granicę 40%, tymczasem żaden polityk nie próbuje zaproponować remedium na postępującą dewaluację dyplomów, żenującą pozycję rodzimych uczelni w rankingach, czy kwilącym systemie stypendiów i grantów. Tak jak gdyby oświata kończyła się na podstawówce, w chwilach porywu na szkole średniej. O kwestiach typowo badawczych i zaangażowaniu naszych naukowców w międzynarodowe projekty badawcze, w ogóle nie ma co wspominać.



A was, które ogólniki przekonują najbardziej?
Może macie własną wizję oświaty i szkolnictwa wyższego?


Kobiety w naukach ścisłych – polemika ze Smoluchowskim Po pierwsze, naucz się uczyć! 42 AstroCiekawostki cz.4