Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 24

Artykuły

Metodologiczny dekalog naukowca

28th Lis '15

Jam jest nauka Twoja, która Cię wywiodła z ziemi irracjonalizmu i domu niewiedzy.

Sądzę, że u podstaw popu­lar­ności pseu­do­nauki i teorii spi­sko­wych we współ­cze­snym świecie, leży kom­pletny brak zain­te­re­so­wania metodą naukową. Bez względu na to czy jesteśmy z nauką zawodowo związani czy nie, mamy z nią stały kontakt i powin­niśmy posiadać choćby szcząt­kowe pojęcie o zasadach jej powsta­wania i funk­cjo­no­wania. Poszu­kując lek­ko­strawnej formuły pre­zen­tu­jącej naj­waż­niejsze prawa wiążące uczonych; powstał luźny, może nawet trochę prze­korny Dekalog, wsparty o naj­waż­niejsze idee filo­zofów nauki i mistrzów meto­do­logii. (Na potrzeby lekkości tekstu nie trzymam pełnej ści­słości ter­mi­no­lo­gicznej, trak­tując terminy teoria, hipoteza i kon­cepcja zamiennie. W tym kon­tek­ście nie ma to jednak więk­szego zna­czenia).

1. Będziesz pytać wyłącznie o fakty

Mar­szałek fran­cu­skiego króla Ludwika XVIII miał podobno stwier­dzić, że do pro­wa­dzenia wojny potrzeba tylko trzech rzeczy: pie­niędzy, pie­niędzy i jeszcze raz pie­niędzy. Praca naukowa to również wojna, lecz pod­sta­wową walutę stanowią w niej fakty, fakty i jeszcze raz fakty. Zgodnie z zasadą wyar­ty­ku­ło­waną przez samego Alberta Ein­steina, cały proces two­rzenia teorii naukowej powinien mieć zarówno swoje źródło i ujście w faktach. Już podej­mując decyzję o pło­dzeniu nowa­tor­skiego konceptu, należy zadać sobie pytanie, na czym tak naprawdę opieramy swoje pytanie? Jaki obser­wa­cyjny, eks­pe­ry­men­talny czy logiczny fakt zwrócił naszą uwagę?

Weźmy na ten przykład Bohra i jego wzo­ro­wany na Układzie Sło­necznym model atomu. Schemat obecnie nie­ak­tu­alny, ale powstały w oparciu o eks­pe­ry­men­talne prze­słanki (odkrycie elek­tronu przez Thomp­sona oraz jądra ato­mo­wego przez Ruther­forda) i ówczesny, dostępny Duń­czy­kowi stan wiedzy. Pokutuje krzyw­dzące prze­ko­nanie, że uczeni wycią­gają swoje kon­cepcje z kape­lusza. Że praca teo­re­tyka polega na spi­sy­waniu tego co mu się przy­śniło, gdy zjadł zbyt obfitą kolację. Nic z tych rzeczy. Nawet takie abs­trak­cyjne twory jak teoria holo­gra­ficzna, teoria strun czy ciemna energia, mają swój początek w faktach. Czasem obser­wa­cyj­nych, innym razem mate­ma­tycz­nych, ale jednak w kon­kret­nych faktach, które wzbu­dziły cie­ka­wość oku­lar­ników w kra­cia­stych koszu­lach.
metodologia memowa

2. Nie będziesz miał żadnych autorytetów przed faktem

Nie zro­zumcie mnie opacznie. Nie nakła­niam do lżenia pro­fe­sorów i publicz­nego palenia ich publi­kacji. Wręcz prze­ciwnie, ludzie nauki zasłu­gują na naj­wyższy szacunek, wsparcie i posłuch spo­łe­czeń­stwa. Jest to zresztą prak­tyczna koniecz­ność, bo pod­cho­dzenie z nie­uf­no­ścią do każdego wyna­lazku, każdej świeżej teorii, byłoby dla nauki tym, czym jest dla wypcha­nego po brzegi pędzą­cego autobusu, gwał­towne wci­śnięcie hamulca. Nie mamy innego wyboru niż wyko­rzy­sty­wanie dostępnej wiedzy, nawet jeśli w przy­szłości dojdzie do jej rewizji. 

Aby wszystko prze­bie­gało płynnie i bez wstrząsów potrzebne są zarówno para­dyg­maty (więcej tutaj) jak i zdrowy scep­ty­cyzm. Nauka wymaga aby ciągle zadawać pytania i odrzucać teorie sprzeczne ze stale napły­wa­ją­cymi faktami. Żadna publi­kacja nie ma prawa czuć się bez­pieczna, bez względu na jej wiek, nazwisko autora, własne poglądy czy sympatie. Kładę jednak nacisk na wyra­żenie zdrowy scep­ty­cyzm, gdyż nie­którzy mylą tę postawę z abso­lutną wro­go­ścią wobec wytworów nauki. Nie­bez­piecznym efektem takiego podej­ścia jest nie tylko nad­mierna podejrz­li­wość do uznanych auto­ry­tetów, ale również (nie wiedzieć czemu) łatwo­wier­ność wobec wyja­śnień „czary-mary” alter­na­tyw­nych. Stąd już krótka droga do zaplą­tania się w sieć teorii spi­sko­wych i utra­cenia kontaktu z rze­czy­wi­sto­ścią.

3. Czcij Ockhama i brzytwę jego

William Ockham był ciekawym gościem. Niby śre­dnio­wieczny zakonnik, ale jednak otwarty na inno­wacje (co skoń­czyło się oskar­że­niem o herezję) i myślący na tyle nie­sza­blo­nowo, aby dać przy­czynek do jednej z waż­niej­szych norm nauko­wego rozu­mo­wania. Brzmi ona mniej więcej tak: zazwy­czaj naj­prostsze wyja­śnienie jest właściwe, a każde bardziej skom­pli­ko­wane wymaga ade­kwat­nego uza­sad­nienia. Chcąc brzmieć mądrzej mówimy czasem o par­sy­monii, bądź też o zasadzie ekonomii myślenia.

Załóżmy, że podzi­wiamy monu­men­talną śre­dnio­wieczną katedrę bądź per­fek­cyjnie zapro­jek­to­wane piramidy. Badacz może założyć, że w danym okresie budow­ni­czowie po prostu posia­dali odpo­wiednie umie­jęt­ności, przy­rządy i wiedzę, bądź też, że budowle wznie­siono według planów nie­ist­nie­jącej, nie­znanej dotąd zaawan­so­wanej cywi­li­zacji, która niegdyś zamiesz­ki­wała Ziemię. W zasadzie nie ma prze­szkód, dla którego druga hipoteza musia­łaby być fałszywa, ale jeśli nie mamy naprawdę mocnego mate­riału dowo­do­wego (odpo­wiednio dato­wa­nych doku­mentów czy śladów sta­ro­żyt­nego państwa), wybie­ramy opcję prostszą w świetle zdro­wo­roz­sąd­ko­wego rozu­mo­wania. W innym wypadku wpa­dli­byśmy w wir nie­pew­ności, zmu­sza­jący nas do roz­pa­try­wania nie­skoń­czonej liczby, coraz bardziej skom­pli­ko­wa­nych i nie­praw­do­po­dob­nych sce­na­riuszy.

Problem brzytwy Ockhama został w rewe­la­cyjny sposób ujęty w powieści Kontakt Carla Sagana. Ludzkość złapała sygnał obcego pocho­dzenia, w którym zako­do­wano plany tajem­ni­czego wehikułu. Po wydaniu miliardów dolarów urzą­dzenie okazało się nie działać (powiedzmy… bez spilerów), a spe­cjalna komisja zadała inte­re­su­jące pytanie. Co wydaje się bardziej praw­do­po­dobne: prze­chwy­cenie zako­do­wanej wia­do­mości od obcych zamiesz­ku­ją­cych okolicę Wegi, czy żart stulecia zapla­no­wany przez sły­ną­cego z eks­cen­tryzmu, cho­ru­ją­cego na nowotwór miliar­dera? Autor stawia przed nami dwa sce­na­riusze, z których na dobrą sprawę żaden nie wygląda na znacznie wia­ry­god­niejsze od drugiego.
brzytwa ockhama

4. Nie będziesz mnożył bytów ponad miarę

Tak jak nie należy bez przy­czyny wybierać roz­wią­zania nad­miernie skom­pli­ko­wa­nego, tak też nie wolno dowolnie doko­op­to­wywać do swojego rozu­mo­wania dodat­ko­wych bytów. Nie stosując się do tego zakazu, dla przy­wo­ła­nego wcze­śniej przy­kładu, mogli­byśmy ukuć nie­zli­czoną ilość kolej­nych wyja­śnień. Katedry i piramidy mogli przecież wznieść przy­bysze z kosmosu, cza­ro­dzieje, duchy, demony, skrzaty… Byty można mnożyć bez końca, tłu­ma­cząc nimi każde obser­wo­wane zjawisko. A jednak nie dajemy wiary zapew­nie­niom brzdąca twier­dzą­cego, że cenny wazon w salonie uległ destrukcji w skutek dzia­łal­ności zło­śli­wego polter­ge­ista. W każdym razie, zna­le­ziona opodal miejsca zda­rzenia piłka, podsuwa nam znacznie praw­do­po­dob­niejsze wyja­śnienia. Dopusz­czając do procesu nauko­wego kra­sno­ludki, dżiny, wróżki i co tam chcecie, docho­dzimy do nie­uchron­nego acz bez­war­to­ścio­wego wniosku, iż każda z dowolnie zmy­ślo­nych odpo­wiedzi jest równie dobra i równie (nie)prawdopodobna.

5. Nie będziesz tworzył koncepcji niefalsyfikowalnych

Bodaj naj­waż­niej­szym osią­gnię­ciem Karla Poppera  meto­do­lo­gicz­nego cesarza  było ukucie nakazu fal­sy­fi­ko­wal­ności. I nie prze­sadzę chyba pisząc, że to naj­istot­niejsze spośród wszyst­kich przy­kazań tego Dekalogu. Oparcie nauki, nie tyle na potrzebie potwier­dzenia danej hipotezy, co na moż­li­wości jej obalania, wydaje się prze­wrotne, ale w wielu sytu­acjach nie­odzowne dla poło­żenia linii demar­ka­cyjnej między tym co naukowe a pseu­do­nau­kowe.

Roz­pa­trzmy nastę­pu­jące stwier­dzenie: „Ziemia to jedyne miejsce we wszech­świecie, na którym zakwitło życie”. Zwe­ry­fi­ko­wanie tego sądu jest możliwe, choć zabójczo trudne, bowiem w naj­gor­szym razie wyma­ga­łoby prze­ska­no­wania miliardów układów pla­ne­tar­nych i bilionów planet – w końcu możemy mieć pecha, podczas gdy kosmici zamiesz­kują akurat ten jeden ostatni świat, którego nie spraw­dzi­liśmy. Zdanie pozo­staje jednak fal­sy­fi­ko­walne i może zostać wypo­wie­dziane jako hipoteza przez naukowca  oczy­wi­ście z popar­ciem odpo­wied­nich, logicz­nych argu­mentów – bez nara­żenia na zarzut nie­nau­ko­wości. Pod­sta­wowy warunek został speł­niony: wszyscy zdają sobie sprawę, iż wystarczy tra­fienie na choćby jedną bakterię na obcym globie, aby hipoteza uległa obaleniu. Dla odmiany spójrzmy teraz na zdanie: „Ziemię od stuleci zamiesz­kują jasz­czury z kosmosu, przy­bie­ra­jące ludzką formę”. Autor może nam podsunąć wiele prze­słanek i pośred­nich dowodów potwier­dza­ją­cych jego słowa, ale na pewno nie powie nam jak dokonać fal­sy­fi­kacji. Przecież każdy kontr­ar­gu­ment może zbyć gadaniną o nad­ludz­kiej inte­li­gencji kosmitów, ich bez­błęd­no­ścią, czy super­no­wo­czesną tech­no­logią. Zdanie to jest zatem nie­fal­sy­fi­ko­walne i bez­war­to­ściowe z punktu widzenia nauki.

Two­rzenie idei, które można jedynie potwier­dzać, ale w żaden sposób obalić, to pierwszy stopień do pseu­do­nau­ko­wego piekła. O ile więc sfor­mu­ło­wanie tezy, której nie umiemy w żaden sposób potwier­dzić pozo­staje wyba­czalnym prze­wi­nie­niem, o tyle już posta­wienie twier­dzenia, którego obalenie nigdy nie znajdzie się w sferze naszych moż­li­wości, zakrawa na grzech śmier­telny. Pamię­tajmy przy tym o starej zasadzie: kilka, nawet niezłych dowodów „za”, nie musi prze­są­dzać o praw­dzi­wości danego zdania, ale wystarczy jeden poważny dowód „przeciw”, aby uczynić je fał­szywym.

6. Nie będziesz łatał przekonaniami niewiedzy swojej

Nie jesteśmy wszech­wie­dzący i wbrew opinii nie­któ­rych osób, nie dowodzi to niczego poza… naszą igno­rancją. Za każdymi otwar­tymi drzwiami odnaj­du­jemy kolejne, czasem kilka kolej­nych – co jest zro­zu­miałe i z czego należy korzy­stać. Jedną z naj­gor­szych rzeczy jaką może uczynić uczony to pomi­janie owych drzwi lub udawanie, że ich nie ma. Motywy takiego postę­po­wania bywają różne, począwszy od inte­resów eko­no­micz­nych i poli­tycz­nych, kończąc na przed­kła­daniu własnego świa­to­po­glądu nad realizm i obiek­ty­wizm. Gospo­darka opiera się o nie­wol­nictwo? Warto więc oddać głos antro­po­logom poszu­ku­jącym ana­to­micz­nych podstaw wyż­szości rasy białej nad czarną! Uważamy się za pre­de­sty­no­wa­nych do władania wszech­światem? Wyśmiejmy zatem teorię suge­ru­jącą, jako­byśmy mieli wspól­nego przodka z szym­pansem! I tak dalej. Pomi­jając kwestię rze­tel­ności, błądzący nauko­wiec sam sobie utrudnia życie poszu­kując pasu­jącej mu szcze­liny, igno­rując otwarte tuż obok na oścież wrota.

Oso­bi­ście uważam, iż wiedza pozorna, oparta na nie­któ­rych faktach bądź prze­pusz­czona przez pryzmat ide­ologii, bywa znacznie groź­niejsza niż igno­rancja. Badacz nie­po­tra­fiący zostawić subiek­tyw­nych poglądów w drugich spodniach, pod­chodzi do procesu nauko­wego z gotową odpo­wie­dzią. To kolejny grzech śmier­telny, karany wieczną infamią.
logika

7. Pamiętaj abyś przewidywania czynił

Zdarzają się sytuacje, w których uzy­skując odpo­wiedź na zadane przez nas na początku pytanie, w gratisie dosta­jemy również wyja­śnienie innego zjawiska lub zjawisk. Nie jest to tak ważne jak przy­ka­zania poprzednie, ale nie­wąt­pliwie pomoże naszej hipo­tezie nabrać mocy. Albert Einstein szu­ka­jący wytłu­ma­czenia dla obser­wo­wanej precesji orbity Mer­ku­rego, wytłu­ma­czył ją na fun­da­mencie swojej ogólnej teorii względ­ności. Z równań wynikało jednak znacznie więcej, w tym widoczny wpływ masy na zakrzy­wienie promieni świetl­nych – co potwier­dził Arthur Eddington obser­wacją zaćmienia Słońca w 1919 roku. Kiedy praca z taką gracją obejmuje kilka zjawisk, mamy nie­opi­sanie kom­for­tową sytuację.

Należy jednak brać w rachubę również drugą stronę medalu. Jeśli z naszych rozważań wynika opis dodat­ko­wego zjawiska, ale eks­pe­ry­ment potwierdza jedynie zgodność z jednym – trafiamy na dość wredny przy­padek fal­sy­fi­kacji. Albo ten dysonans wytłu­ma­czymy, albo cała publi­kacja nadaje się na podpałkę.

8. Hartuj nieustannie teorię swoją

Testo­wanie nauko­wych prze­wi­dywań Popper określa pla­stycznym mianem har­to­wania teorii. Skoro kon­cepcja czyni zadość warun­kowi fal­sy­fi­ko­wal­ności, należy prze­pro­wa­dzić takie eks­pe­ry­menty lub obser­wacje, które w razie naszej omyłki wykażą jej błędność. W istocie, kuć swoją teorię możemy latami, ale bez porząd­nego zahar­to­wania może ona pęknąć w najmniej ocze­ki­wanym momencie. Muszę tu również przy­po­mnieć, że im szerszą, bardziej złożoną teorię tworzymy, tym dłużej przyj­dzie nam ją hartować. Przy­wo­łana wcze­śniej ogólna teoria względ­ności, mimo stulecia ist­nienia, wciąż podlega wery­fi­kacji – głównie dzięki instru­mentom, o których eks­pe­ry­men­ta­torzy epoki Ein­steina mogli tylko pomarzyć. Har­to­wanie to proces nie­ma­jący końca. 

Wszystko w myśl zasady sfor­mu­ło­wanej niegdyś przez Carla Sagana: „Nad­zwy­czajne twier­dzenia wymagają nad­zwy­czaj­nych dowodów”.

9. Uzgadniaj teorię swoją z całą nauką 

Przy­ka­zanie to łamią ze szcze­gólną lubością sieciowi mędrcy, radośnie szki­cu­jący alter­na­tywy dla teorii ewolucji, wiel­kiego wybuchu czy mecha­niki kwan­towej. Niestety moi drodzy, ale nauka tworzy system naczyń połą­czo­nych, zaś jedno mocne twier­dzenie może wywołać swoisty efekt motyla. Wyobraźmy sobie na przykład projekt rzekomo dzia­ła­ją­cego (na papierze) per­pe­tuum mobile. Autor zanim poświęci czas i fundusze na reali­zację nowa­tor­skiego planu, dla własnego komfortu powinien potroić wysiłki w poszu­ki­waniu błędu w obli­cze­niach. Pogwał­cenie II zasady ter­mo­dy­na­miki jawi się w tej sytuacji niczym neonowy baner UWAGA!, wska­zu­jący na gigan­tyczne nie­bez­pie­czeń­stwo spadku w przepaść. Gdyby urzą­dzenie działało, ozna­cza­łoby to rewizję nie­jednej teorii fizycznej, che­micznej, bio­lo­gicznej i skutki, jakich nie sposób prze­wi­dzieć.

Rzecz jasna niczego nie można z góry wyklu­czyć, ale nikłe praw­do­po­do­bień­stwo takowego odkrycia nakazuje zachować silny scep­ty­cyzm. (W końcu, na co są większe szanse: na nagłe obalenie dzia­ła­ją­cego filaru fizyki, czy na to, że mądry inaczej uczony walnął się w rów­na­niach? Znów ten pie­kielny Ockham.)
sw_Tomasz

10. Będziesz gotów na jej upadek

A wszystko to i tak prędzej czy później wyląduje w koszu. Choć wiele osób nie potrafi tego zro­zu­mieć, teoria naukowa nie ma na celu zna­le­zienia mitycznej prawdy osta­tecznej. Pewność pozo­staje zare­zer­wo­wana wyłącznie dla nauk for­mal­nych  czystej logiki i mate­ma­tyki – w innych przy­pad­kach musimy zado­wolić się tzw. praw­do­upo­dob­nia­niem teorii, ciągłym przy­bli­ża­niem do prawdy. Dobra teoria ma jak naj­le­piej odpo­wie­dzieć na zadane przez badacza pytanie, na kanwie obecnie posia­danej wiedzy i dostęp­nych obser­wacji. W następnym etapie, co usta­li­liśmy wcze­śniej, koncept będzie podlegał stałemu har­to­waniu – i nikt nie powinien być zdzi­wiony jeśli prędzej czy później ujawni się na nim pęk­nięcie. Postęp naukowy to nie­ustanna gonitwa, pole­ga­jąca na zastę­po­waniu dobrych pomysłów jeszcze lepszymi.

Nie oznacza to, że starania naukowca pozo­stają syzy­fowym wysił­kiem. Solidne teorie zazwy­czaj nie tyle okazują się błędne, co nie­kom­pletne. Do pewnego momentu, stanowią dogodny punkt oparcia dla nowych rozważań i są uży­teczne. Izaak Newton pomylił się w swojej wizji abso­lut­nego czasu i prze­strzeni, ale jego opis prawa ciążenia – dopóki nie mamy do czy­nienia z pręd­ko­ściami rela­ty­wi­stycz­nymi – jest abso­lutnie wystar­cza­jący do sku­tecz­nego wystrze­li­wania rakiet i umiesz­czania sate­litów na orbicie. Anglik opisał więc poprawnie pewien wycinek rze­czy­wi­stości, Einstein nato­miast zrobił to jeszcze dokład­niej. Raczej nie urodzi się nikt kto wyrzuci STW i OTW na śmietnik historii, ale niemal na pewno jakiś geniusz przy­szłości postawi kolejny krok, zada nowe pytania i znajdzie jeszcze ogól­niejszą, jeszcze lepszą, jeszcze pięk­niejszą teorię. Taki już urok nauki.
Literatura uzupełniająca:
K. Popper, Logika odkrycia naukowego, przeł. U. Niklas, Warszawa 2002;
K. Popper, Wiedza obiektywna. Ewolucyjna teoria epistemologiczna, przeł. A. Chmielewski, Warszawa 2002;
W. Sady, Spór o racjonalność naukową. Od Poincarégo do Laudana, Warszawa 2000. 
A. Einstein, Fizyka a rzeczywistość, [w:] Pisma filozoficzne, oprac. S. Butryn, Warszawa 1999.

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • abraham nie będący hamem

    Żeby ludzie choćby połowę tego dekalogu sto­so­wali na co dzień. Nie chodzi mi o two­rzenie żadnych teorii ale po prostu w przyj­mo­waniu pewnych faktów i odsie­waniu bzdur i zabo­bonów. Dziękuję za dekalog będę polecał.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michau Dz

      musielby swoję prze­ro­śnięte ego i kom­pleksy schować do kieszeni. jak i otworzyć również umysł i zdy­stan­sować się od wsze­la­kich religi. Może w przy­szłym wieku …

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • 0xff

        Do czego zmie­rzasz?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Piotr Zdebel

        Po co mieszasz do tego religię? Ona z zało­żenia nie podlega metodzie naukowej.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kf2.pl/ Thoran Rion

    Super dekalog, przy­datny nie tylko w nauce ale i w życiu 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Lulek

    Czy trzeci i czwarty punkt nie mówią o tym samym?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Powie­działbym, że wychodzą ze wspól­nego korzenia. W trzecim mówię o samym sta­wianiu bardziej zło­żo­nych wyja­śnień nad proste: co może polegać na two­rzeniu nie­praw­do­po­dob­nych sce­na­riuszy czy nawet nad­miernym kom­pli­ko­waniu równań. Drugie wynika z tego, ale dotyczy już kon­kretnie dodat­ko­wych bytów. Na pod­stawie obser­wacji tego jak nie­którzy potrafią sobie tłu­ma­czyć różne zjawiska, uznałem, że warto ten punkt wyod­rębnić i potrak­tować osobno. Przy okazję eli­mi­nuję ewen­tu­alny zarzut, że przecież dodat­kowy byt, w pewnym sensie upraszcza sprawę.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Oburzony

    Lewackie ścierwo dokładnie widze co insy­nu­jesz. Odrzucić to co nie­fal­sy­fi­ko­walne czyli wiara jest niby głupia bo nie mogę znaleźć niczego co zaprzeczy Bogu ale to przecież właśnie pokazuje jego siłe! O Okhamie i „mnożeniu bytów” nawet nie wspo­minam bo każdy widzi co wmawiasz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Pablo

      Spo­kojnie, nikt tutaj nie nazywa niczego głupim. Nie­fal­sy­fi­ko­walne, np ja twierdzę że na odległej planecie istniej równie oburzony bliź­niaczo podobny Kuba co ty, tylko ma 6 palców zamiast 5. Jestem o tym prze­ko­nany. Co z tego że się ze mną nie zgodzisz ale jak chcesz dowieść że nie mam racji?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • larry

    Bardzo dobry tekst. Mam marzenie żeby ludzie kie­ro­wali się tymi zasadami. Swoją drogą ciągle zaska­kuje mnie w jak łatwy sposób teorie spiskowe zdo­by­wają powszechną admi­rację.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Dlaczego

    „Naj­więk­szym dobro­dziej­stwem naszego świata wydaje mi się to, że człowiek nie potrafi objąć go rozumem. Żyjemy sobie na spo­kojnej wysepce nie­wiedzy śród czarnych mórz nie­skoń­czo­ności i nie powin­niśmy wypusz­czać się z niej za daleko. Nauki ciągną w roz­bieżne strony i na razie nie wyrzą­dziły nam wielkiej krzywdy; wszelako przyj­dzie dzień, gdy scalimy naszą roz­pro­szoną wiedzę, a wtedy zarówno rze­czy­wi­stość, jak i nasze w niej miejsce ukażą się z tak zatrwa­ża­jącej per­spek­tywy, że przyj­dzie nam albo oszaleć, albo uciec przed śmier­cio­no­śnym światłem tego obja­wienia w kojące i bez­pieczne mroki nowego śre­dnio­wiecza.”

    „Zew Cthulhu” H. P. Love­craft.

    Ten cytat powinien tłu­ma­czyć, dlaczego zwykli ludzie nigdy nie będą stosować się do tego dekalogu naukowca.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jacek

    Spoko, ale akurat fal­sy­fi­ka­cjo­nizm Poppera, nawet po koro­bo­ra­cjo­ni­stycznej korekcie zrównuje w jakości twier­dzenia nauki i pseu­do­nauki. To już mu jego uczniowe nawet wytknęli (np. Lakatos). Ja na miejscu ści­słowców bym sobie Poppera na sztan­dary nie brał…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://slwstr.net/ slwstr

      roz­wi­niesz? bo fal­sy­fi­ka­cjo­nizm (czy jego abs­trakcja w postaci algo­rytmu ewo­lu­cyj­nego zasto­so­wa­nego do rozwoju wiedzy) wydaje się być nie­zbędny by moż­li­wość jakie­go­kol­wiek wzrostu wiedzy w ogóle zro­zu­mieć.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jacek

        No więc Popper gene­ralnie był dość rady­kalny w swoim podej­ściu – u niego żadna teoria nie jest de facto nigdy praw­dziwa (na pewno), teoria może być tylko ewi­dentnie fałszywa, jeśli została sfal­sy­fi­ko­wana.

        Na przykład: rojenia antysz­cze­pion­kowców na temat holo­kaustu nie­mowląt i autyzmu w myśl Poppera są dokładnie tak samo niepewne jak twier­dzenie że szcze­pienia ratują życie. Szcze­pienie może powo­dować autyzm? Może. Nikt tego jeszcze nie udo­wodnił, ale kiedyś kto wie. Szcze­pienia ratują życie? No niby jest przy­tła­cza­jąca ilość dowodów, z tym, że pozy­tywny dowód jest zdaniem Poppera jest bez­war­to­ściowy jako induk­cjo­ni­styczny (w końcu wszystkie nie­mow­lęta od czasów np. Salka mogły mieć zwykłe szczę­ście). Tym samym oba sta­no­wiska według niego są tyle samo warte. 

        Prawda jest taka, że na przykład w medy­cynie jest ileś tam procent procedur, które działają „od zawsze”, np. w chi­rurgii i tam nie pro­wa­dzono sys­te­ma­tycz­nych badań próbując cokol­wiek sfal­sy­fi­kować. Działa, to się robi.
        Wbrew pozorom, bardzo dużo teorii jest budo­wa­nych na zasadzie „pozy­tywnej” – w końcu nikt przy­go­to­wując przegląd lite­ra­tury w danym temacie nie fal­sy­fi­kuje wszyst­kich pozycji.
        Gene­ralnie zasada jest taka, że dopóki gra muzyka, to wszyscy tańczą. Popper wchodzi dopiero jak coś zgrzytnie. On ogólnie miał rację, ale w realnym życiu jest po prostu zbyt rady­kalny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://joemoye.soup.io Joe Moye

    Brzytwa Ockhama jest dziełem sza­now­nego Pana Clau­berga i niewiele ma wspól­nego z Panem Wil­liamem Ockhamem, a w treści przy­to­czonej w tej pracy nie ma nic wspól­nego. Pan Clauberg stwier­dził że „nie należy mnożyć bytów ponad potrzebę” (i to dzięki innemu Panu, z tego co pamiętam zakon­ni­kowi, zwane jest błędnie brzytwą Ockhama), zaś Pan William powie­dział że nic nie należy przyj­mować bez uza­sad­nienia, które jest oczy­wiste, oparte na doświad­czeniu bądź na auto­ry­tecie Pisma Świętego. Co więcej Panów Clau­berga i Ockhama dzieliło bagatela 300/400 lat. Pozdra­wiam! 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tree

    Drogi Adamie, przede wszystkim chciałbym pogra­tu­lować bardzo dobrego artykułu który, jak zresztą więk­szość twoich tekstów, zmusza do refleksji.

    Prze­czy­tałem jednak inny twój artykuł: http://www.kwantowo.pl/2013/05/15/czarni-mniej-inteligentni/
    i dostrzegam tutaj pewną nie kon­se­kwencje. Zazna­czam, że nie uważam się za rasistę ale czy od wyżej wymie­nio­nych zasad powin­niśmy się odsuwać w zależ­ności od kon­tro­wersji?

    Istnieją pewne prze­słanki, że na prze­strzeni lat mecha­nizm ewolucji wykształcił między nami istotne różnice, nie tylko w wyglą­dzie zewnętrznym. Nauka bada je więc pod kątem faktów tak jak każde inne zjawisko i wyciąg wnioski. 

    „Rasizm wciąż żywy?” Czy osoba szczy­cąca się scep­tycznym poj­mo­wanie świata w taki sposób podważa tezę posta­wioną przez naukowca? (noblistę)

    „1. Będziesz pytać wyłącznie o fakty.”
    „2.Nie będziesz miał żadnych auto­ry­tetów przed faktem”
    „6.Nie będziesz łatał prze­ko­na­niami nie­wiedzy swojej”

    Czy w obliczu powyż­szych przy­kazań nie powi­nieneś podważać raczej meto­do­logi prze­pro­wa­dzo­nych badań, przy­ta­czać kontr argu­menty i samemu dociekać prawdy?

    Zawsze podzi­wiałem i będę podzi­wiać osoby które piętnują rasizm, wieżę też że uczeni potrafią wznieść się ponad to w imię wyższych celów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To jest bardzo dobre pytanie! Pewnie chodzi Ci o to jak wyra­ziłem przykład z antro­po­lo­gami dowo­dzą­cymi wyż­szości rasy białej. Nie chodziło mi rzecz jasna o to żeby zanie­chać badań nie­wy­god­nych czy łamią­cych tabu. To raczej kwestia tego, żeby wstrzymać się pro­wa­dze­niem procesu nauko­wego gdy z tyłu głowy już posiada się gotową tezę – bo jak wiadomo wtedy nawet pod­świa­domie jesteśmy wybiórczy w swoim rozu­mo­waniu. A tak było w XIX wieku, gdy obiek­ty­wizm leżał i kwiczał a rzesze uczonych usilnie badało czaszki i mózgi, tak naprawdę szukając jedynie potwier­dzenia.

      Dzisiaj jest szansa na obiek­ty­wizm i nie widzę prze­ciw­wskazań dla wzno­wienia dyskusji. Ale problem pozo­staje wie­lo­płasz­czy­znowy i badacze muszą znaleźć sposób na oddzie­lenie tego co zafun­do­wała nam biologia od hamulców spo­łecz­nych. Nie pamiętam teraz, który nauko­wiec o tym pisał, ale właśnie różnice zewnętrzne odróż­nia­jące rasy są tak naprawdę – na poziomie gene­tycznym – bardzo nikłe i nie prze­kła­dają się na anatomię mózgu. Nie jestem tu jednak spe­cja­listą i nie chcę się wymą­drzać. Mogę jedynie, jako historyk, zaświad­czyć o wielu czyn­ni­kach spo­łeczno-geo­gra­ficz­nych, które pre­de­sty­no­wały Euro­pej­czyków do domi­nacji nad Ziemią.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tree

        „Pojawia się pytanie o defi­nicję rasizmu. Załóżmy, że Watson miał cał­ko­witą rację w swoich opiniach: to raczej powinno zmienić nasze podej­ście do rasizmu, a nie fakt pozo­sta­wania przezeń rasistą.”

        W tym widzę cały problem. Ja zakładam, że Watson kierował się wyłącznie wynikami badań.
        Miał rację? – nauko­wiec. Popełnił błąd? – rasista .

        Gdzie tu miejsce na obiek­tywną naukę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ale tutaj nie wiń mnie. 😉 Sprawa jest stara, ale o ile pamiętam Watson doczekał się sze­ro­kiej krytyki, również ze strony swoich kolegów po fachu jak i osób, które w temacie po prostu siedzą. Jest też kwestia tego co chce Watson osiągnąć i jakie wnioski z owych danych wyciągał. Inter­pre­tacja jest równie ważna co sam fakt. Mamy np. śmieszne zjawisko gdy osoba potrafi dowodzić nie­rów­ności ras na pod­stawie średniej IQ (a bo Polacy mają prze­ciętnie 5 punktów więcej niż Kenij­czycy!!!), ale już nie inte­re­suje ich, że wedle tych samych danych prze­ciętny Polak również pre­zen­tuje się jako „głupszy” od Szwaj­cara. To jak, Afry­kań­czyk jest głupszy ana­to­micznie od Euro­pej­czyka, a Sło­wianin od Germanów na pewno nie? Te kilka punktów to właśnie dość nikła różnica, zwa­żywszy na przepaść cywi­li­za­cyjną i kolo­salne różnice w jakości szkol­nictwa. Oczy­wi­ście tu już odchodzę od samego pro­fe­sora; niemniej ludzie powo­łu­jący się na „fakty” potrafią w taki dzi­waczny sposób rozu­mować. I to jest nie­bez­pieczne, mimo płasz­czyka nauko­wości.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Radosław Roser

    Teoria strun, czy zasada holo­gra­ficzna łamią więk­szość z tych przy­kazań. Przede wszystkim są nie­fal­sy­fi­ko­wane. No chyba, że w końcu się okaże, że cząstki nie są super­sy­me­tryczne. Wymie­nione teorie nie są też wery­fi­ko­walne doświad­czalnie i jak nic przy­po­mi­nają mnożenie bytów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      I dlatego też stru­nowcy mają naprzeciw siebie szeroki front prze­ciw­ników. Nie trak­tował ich poważnie cho­ciażby Feynman, a twórcy modelu stan­dar­do­wego ciągle zarzu­cają im upra­wianie „filo­zofii nie nauki”. Problem teo­re­tyków staje się z roku na rok coraz większy, bo stale powiększa się przepaść między nie­zwykle skom­pli­ko­wa­nymi modelami a moż­li­wo­ścią eks­pe­ry­mentu.

      Nie­którzy dodają dlatego kolejny warunek meto­do­lo­giczny (typowy dla współ­cze­snej fizyki) mówiący o swego rodzaju mate­ma­tycznym „pięknie” teorii. Dążymy do uni­fi­kacji praw przyrody, a jak pokazuje historia badań, jeżeli widać w naszych przy­pusz­cze­niach pewną ele­gancję i symetrię, to zazwy­czaj się one spraw­dzają. Jest to jednak znacznie mniej uchwytna zasada niż fal­sy­fi­ko­wal­ność.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Terra

      Sa na dzisiaj nie­fal­sy­fi­ko­walne, dlatego ze wyprze­dzaja doswiad­czenie. Ale za 50–100 lat pewnie ktos je sfal­sy­fi­kuje. Wiele ludzi pracuje nad wymy­sla­niem eks­pe­ry­mentow ktore moga sfal­sy­fi­kowac TS.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Terra

    Wspa­niały blog, ale … nie mieszaj do niego kleru, religii i kobiet. Zmien na „Tomasz widzi jak robisz pedofila z biskupa”, albo „Tomasz widzi jak robisz alfonsa z papieza”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Grreg

    Uważam za duże prze­oczenie brak wspo­mnienia o gilo­tynie Hume’a (ew. o błędzie natu­ra­li­stycznym) szcze­gólnie istotnej dla nauk spo­łecz­nych, w tym eko­no­micz­nych, poli­tycz­nych itp.. W ich ramach często wystę­puje wymie­szanie twier­dzeń nor­ma­tyw­nych i pozy­tyw­nych (ścisłych, fal­sy­fi­ko­wal­nych), w momencie, gdy wątpliwe jest, czy w ogóle istnieje między nimi logiczna zależ­ność (zgodnie z ową gilotyną Hume’a). Np. uza­sad­nienie podjęcia dowol­nych badań będzie pocho­dziło osta­tecznie ze sfery moral­ności, a nie ze sfery naukowej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0