Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 27

Szybkie przemyślenia

Maturalny lament 2014

29th Cze '14

Wy też słyszycie to pochlipywanie? Sam nie jestem pewien, czy to łkają umęczeni maturzyści, ich niepocieszeni belfrowie, czy może opinia publiczna, litująca się nad beznadzieją polskiego szkolnictwa.


Ja tam nie płaczę. Bo nad czym? Ludzie drodzy: niemal 3/4 poko­lenia posiada wykształ­cenie średnie! 71% młodych Polaków zdało egzamin doj­rza­łości i teo­re­tycznie powinno odzna­czać się pod­sta­wową wiedzą, pozwa­la­jącą na podjęcie takich czy innych studiów. W świecie, w którym poziom czy­tel­nictwa szoruje brzuchem po ziemi, a uczelnie rok­rocznie skarżą się na żenująco niski poziom pierw­szo­rocz­niaków – powin­niśmy chyba przede wszystkim widzieć szklankę w 3/4 pełną i pytać czy wyniki nie są jeszcze zawyżone w stosunku do rze­czy­wi­stych zdol­ności matu­rzy­stów.

Jedna z pod­sta­wo­wych zasad czasów słusznie minio­nych, mówiła, że papier wszystko przyjmie. I wielu zdaje się nadal jej hołdować, uważając, iż sposobem na pod­nie­sienie poziomu wyedu­ko­wania mło­dzieży jest obni­żenie dosto­so­wanie trud­ności egza­minów do umie­jęt­ności uczniów. Jeśli według sta­ty­styk maturę zdałoby 99% doń przy­stę­pu­ją­cych, to wszyscy z radością wie­ści­liby nadej­ście poko­lenia geniuszy. Pozo­sta­łoby tylko ocze­kiwać aż ten kwiat inte­li­gencji i talentów wsze­la­kich roz­kwitnie, przy­no­sząc nam dumę w formie dzie­sięciu Nobli i setki patentów. Później wszyscy łapaliby się za głowy, nie pojmując gdzie ci wszyscy inte­li­genci wsiąkli.

Zdało 80%, 90% czy 99%, co za różnica? Praw­dziwym pro­blemem są ety­kietki, które nakle­jamy poszcze­gólnym absol­wentom szkół. To, że ówcze­śnie prze­ciętny obywatel posiada nie­po­rów­ny­walnie większy zasób wiedzy od swojego odpo­wied­nika przed wojną, nie ma zna­czenia. Poprzeczka musi się podnosić, a my musimy doko­nywać ocen wewnątrz kon­kret­nego poko­lenia. Nie ważne czy mamy do czy­nienia z wiekiem XIX, dwu­dzie­sto­le­ciem mię­dzy­wo­jennym czy PRL – zawsze istnieje grupa średnio wykształ­cona oraz mar­gi­nesy ludzi po pod­sta­wówce i po studiach. Tak po prostu wygląda zdrowe spo­łe­czeń­stwo. Dzięki temu obibok wie, że jak się nie chciało nosić teczki, to trzeba dźwigać woreczki, a tytuły naukowe uzyskują ci, którzy rze­czy­wi­ście powinni. I to się nie zmieniło, tyle tylko, że połowę prze­cięt­niaków próbuje się wepchnąć do elity. A kiedy elitą są wszyscy nie jest nią nikt.

Kon­for­mizm państwa i spo­łe­czeń­stwa w kwestii edukacji zatrważa. Minister edukacji, niczym radziecki komisarz ludowy dba przede wszystkim o miłe dla oka sta­ty­styki, dyrek­torzy chwalą się reno­mo­wa­nymi pla­ców­kami, a uni­wer­sy­tety przyj­mują kogo­kol­wiek byleby wypełnić aule. Panuje powszechny kult cennych pro­centów i wzajemna adoracja. Ze świecą szukać osób, którym zale­ża­łoby na… nauce.

Kiedy ktoś wykaże się odwagą i przyzna, że przy uczciwej ocenie, pro­porcje mogłyby się odwrócić? Trochę tu prze­sa­dzam, ale wystarczy spojrzeć na poniższy wykres aby pojąć z jaką sub­tel­no­ścią egza­mi­na­torzy traktują matu­rzy­stów.

Do zali­czenia potrzeba 21 punktów, co widać aż nazbyt wyraźnie. 

Rozumiem. Nikt nie chce być świnią i oblewać uczniów, którym po hero­icznej walce z nie­ludzko trudnymi zada­niami, zabrakło punktu lub dwóch. Ewen­tu­alnie trzech. I nie miałbym nic prze­ciwko takim aktom miło­sier­dzia, gdyby nie drobny fakt. Współ­czesna matura to prze­pustka na studia! Co nam pozo­staje? Przy­wró­cenie egza­minów wstęp­nych? Oso­bi­ście opto­wałbym za wpro­wa­dze­niem usta­wo­wego progu 51% z wybra­nych egza­minów doj­rza­łości, od którego byłoby dopiero możliwe przy­stą­pienie do rekru­tacji. Nie jest to wydumane żądanie. W końcu aby zdać jakie­kol­wiek kolo­kwium czy egzamin na samych studiach, trzeba wymęczyć przy­najm­niej tą nędzną trój­czynę.

 

Co prawda nikt się nie prze­ciw­stawi się lobby nauczy­cieli, uczniów i ich rodziców, ale pogdybać możemy. Zatem, jakie dzia­łania Wy byście podjęli aby podnieść z dna ten edu­ka­cyjny kramik? 


Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • m

    Moim zdaniem poziom matury nie ma naj­mniej­szego zna­czenia. I tak na dane studia dostają się najlepsi. Czy ci najlepsi będą mieli >80% czy >60% nieważne – i tak są najlepsi – krzywa rozkładu gaussa jest bez­li­stosna.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Tylko widzisz, kiedy na fizykę zapisuje się np. 10 osób na 80 miejsc, to przyjmą każdego. Nawet jeśli matury z fizyki nie powąchał, a pod­sta­wową mate­ma­tykę zdał na 31%.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • m

      Należy w takim przy­padku zmniej­szyć ilość miejsc lub odsiać na 1. seme­strze. Jakoś na medy­cynie czy prawie nie mają z tym pro­blemów, potrafią oblać 200 z 500 stu­dentów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      I to się nie zmieni, póki uczelnie będą dosta­wały $$$ w wyso­kości uza­leż­nionej od liczby stu­dentów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Zgadzam się cał­ko­wicie (i znam z autopsji). Ale funk­cjo­no­wanie samych uczelni i ich finan­so­wanie to temat na zupełnie inną rozmowę =).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Dokładnie. Sama z doświad­czenia wiem, jak wygląda rekru­tacja na studia che­miczne. Aby zapełnić to minimum 70 pierw­szo­rocz­nych, przyj­mują każdego, nawet taką oso­bi­stość, która szczyć się może maturą tylko i wyłącznie z tych 3 pod­sta­wo­wych przed­miotów lub ma maturę roz­sze­rzoną z uwaga… języka pol­skiego i to nawet nie na jakimś naj­wyż­szym poziomie.
      To zatrwa­ża­jące i naprawdę dające do myślenia. 

      ~ Newing

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    Należy w takim przy­padku zmniej­szyć ilość miejsc lub odsiać na 1. seme­strze. Jakoś na medy­cynie czy prawie nie mają z tym pro­blemów, potrafią oblać 200 z 500 stu­dentów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • q-ku

      „potrafią oblać 200 z 500 stu­dentów.”

      nie, „nie potrafią”. Potrafią tyko gdy stu­dentów jest zbyt wielu. Gdy jest tylu by utrzymać studia, stu­dentów traktuje się jak kró­le­wiątka, byle się nie roz­my­ślili. A wszystko w ramach świętej auto­nomii uczelni

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Lub wpro­wa­dzić mini­malną ilość punktów, jaką trzeba posiada by dostać się na dany kierunek.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Jak kolega powyżej, sta­ty­styki nie mają zna­czenia. Matura równie dobrze może być bajecznie łatwa czy strasznie trudna – na war­to­ściowe kierunki i uczelnie dostaną się tylko ci wystar­cza­jąco pra­co­wici (czy też „inte­li­gentni”), co za różnica czy z wynikami 100% czy 50% z danego egzaminu?
    Są ciągle bardziej odpo­wiedni niż ci z gorszymi wynikami, co będzie miało prze­ło­żenie na rynku pracy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • q-ku

      a które to są te „war­to­ściowe” kierunki i uczelnie, a które nie?

      a jak potem mi opinię prawną wystawi mniej war­to­ściowy absol­went to skąd ja będę wiedział? Mam spraw­dzać „praw­ni­kowi” z Pcimia indeks? Sędzi też sprawdzę? Czy mnie zamknie za bez­czel­ność?

      Szkol­nictwo wyższe powinno odpo­wiadać za dyplomy które daje.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    A propos studiów na fizyce: na Wydz. Fizyki UW fak­tycznie przyj­mują każdego (próg ok. 32 pkty na 100). Studia zaczyna ok. 200, kończy może 50–70 (mowa o licen­cjacie). Na początku pod­chodzi się do stu­dentów dość libe­ralnie — może nie jeśli chodzi o wyma­gania na kon­kret­nych przed­mio­tach, ale w wymogach do warunku. Kadra też wychodzi z siebie, żeby każdemu pomóc zro­zu­mieć materiał; są kursy wyrów­nawcze i dwa poziomy matmy w trakcie nor­mal­nego stu­dio­wania. Rezultat jest taki, że wiele osób, które z jakichś względów miały kijowe wyniki (lub żadnych) z fizyki, czy matmy (jeśli ktoś jest ze star­szego rocznika) ma moż­li­wość nadrobić zale­głości i nieraz się zdarza tak, że ze znikomej wiedzy osiągają na prawdę niezły poziom. Wystarczy, że się zaan­ga­żują.
    Nie mniej jednak, zgadzam się, że poziom matury leży i w dodatku rozwala cały rynek pracy (bo wszyscy idą na studia, więc nawet w spo­żyw­czaku bez magistra z zarzą­dzania i mar­ke­tingu nie popra­cu­jesz). Może czas podnieść progi na maturze do tych 50%, ale jed­no­cze­śnie mocno promować technika i (lepsze niż teraz) zawo­dówki?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Tajem­nica ukrywa się nie w liceach, nie w maturze, nie w gim­na­zjach, a w przed­szko­lach i pierw­szych latach szkoły. Uczeń, który w klasie trzeciej nie umie prze­czytać płynnie zdania, który w klasie piątej nie ma za sobą ani jednej prze­czy­tanej książki i nie ma pojęcia o czym mówi nauczy­ciel mate­ma­tyki czy biologii, po protu nie ma szans. Nie ma również szans nauczy­ciel. W inte­resie wszyst­kich jest rady­kalna poprawa nauczania wstęp­nego. Potem uczniowie, który nie mieli sty­mu­lacji inte­lek­tu­alnej w domu, ciągną w dół całe klasy, tworzą kulturę szkol­nego cwa­niactwa i niszczą system. Nie ich wina, nasza.
    Andrzej Kora­szewski

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Popieram. Z własnego doświad­czenia wiem, że są klasy ‚lepsze’ i ‚gorsze’.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ja myślę, że ten system jest ok. W każdym razie, zauważam znaczącą poprawę w nauczaniu. Wystar­czy­łoby zwięk­szyć przesiew, a uczel­niom zamiast płacić za uczniów to dawać pie­niądze za renomę i war­to­ścio­wych stu­dentów.
    Pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    1) Pod­nie­sienie progu do 50% przy jed­no­cze­snym obni­żeniu pod­sta­wowej mate­ma­tyki (robot­ni­kowi, kasje­rowi ani dostawcy pizzy nie są potrzebne sinusy i loga­rytmy – resztę musi umieć przy­najm­niej dosta­tecznie, co zostanie zapew­nione przez próg).
    2) Pod­no­szenie jakości wykształ­cenia uzy­ski­wa­nego w szkołach zawo­do­wych i tech­nicz­nych [sam chciałem iść do tech­nikum, ale ze względu na poziom (miałem dwa razy więcej punktów od drugiego, naj­lep­szego kan­dy­data) posta­no­wiłem jednak iść do ogól­niaka, który nauczył mnie wszyst­kiego po trochu, i wcale nie jestem z tego zado­wo­lony].
    3) Zmiana finan­so­wania uczelni wyższych, aby mogły otwierać kierunki i spe­cjal­ności dla znacznie mniej­szej ilości osób.
    4) Wpro­wa­dzenie przed­miotu Retoryka lub Pre­zen­tacja – bardzo zanie­dbane a bardzo ważne umie­jęt­ności w dzi­siej­szym świecie.
    5) Moder­ni­zacja spisu lektur szkol­nych – mogą być niskiego lotu na poziomie pod­sta­wowym, ale niech będą choć trochę ciekawe!

    Moje prywatne marzenia:
    6) Moż­li­wość samo­dziel­nego wyboru przed­miotów (obecnie połowa zajęć, na które uczęsz­czam, kom­pletnie mnie nie inte­re­suje – jestem już na kon­kretnej spe­cjal­ności i wiem czego chce się uczyć, a muszę marnować swój czas na inne, poboczne przed­mioty).
    7) Usu­nięcie ze szkoły religii, która odbiera czas poży­tecznym przed­miotom.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Jak sama nazwa wskazuje liceum ogól­no­kształ­cące kształci w kierunku ogólnym. Chcesz wybierać przed­mioty? Idź do liceum pro­fi­lo­wa­nego lub tech­nikum. Decy­dując się na taką szkołę musisz się liczyć z tym, że będziesz się uczył zarówno fizyki, jak i historii. 

      Lek­tu­rami w szkole średniej są książki, które coś wnoszą do do historii lite­ra­tury: odnoszą się do czasów, w których powsta­wały lub mówią o historii lub tradycji. Nie mają być inte­re­su­jące, ale człowiek ze średnim, OGÓLNYM wykształ­ce­niem powinien je znać. W życiu nie zawsze robimy tylko to, na co mamy ochotę i akurat czytanie lektury jest sto­sun­kowo miłą rzeczą. Jeśli szef kiedyś każe Ci prze­czytać raport, to też mu powiesz, ze jest nudny i nie bedziesz go czytał? 

      Co do religii, to z tego, co wiem, nie jest obo­wiąz­kowa. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      ad. 6) Mówiłem o studiach, nie o liceum.
      ad. 5) A efekt jest taki, że prze­cięt­niaki ani nie znają tych lektur, ani nie zain­te­re­so­wali się czy­ta­niem jakich­kol­wiek książek. Nie mówię, że czytanie książek jest receptą na rozwój inte­lek­tu­alny, ale na pewno wymagają więcej wysiłku niż oglą­danie tele­wizji. Najpierw trzeba by czło­wieka zain­te­re­sować czy­ta­niem, żeby potem czytał te ważne lektury. Chociaż nie mogę powie­dzieć, żeby Ogniem i Mieczem albo Dziady coś mi dały… Lalka była niezła.
      7) Ale zabiera godziny lekcyjne praw­dziwym przed­miotom.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    „Ludzie drodzy: niemal 3/4 poko­lenia posiada wykształ­cenie średnie!”

    Skąd takie dane?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Rzuciłem na rybkę. W trzy­dzieści sekund można wygo­oglować choćby to: http://i.wp.pl/a/f/jpeg/28494/edukacja_w_ue.jpeg
      I rośnie. Podobnie jak w zastra­sza­jącym (nie­przy­pad­kowe słowo) tempie rośnie liczba osób po studiach. W ciągu dekady wzrosła z jakiś 8% do 18% (+/- zależnie od sta­ty­styk).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Z …. dupy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Obo­wiąz­kowa mate­ma­tyka na maturze to podłość, powinien być do wyboru przed­miot.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Mate­ma­tyka na maturze jest taka samą pod­ło­ścią jak język polski.
      Matura nie jest egza­minem koń­czącym szkołę średnią – tę kończy się w „normalny” sposób, tzn. zali­czając wszystkie przed­mioty. Matura jest (powinna być) trak­to­wana jako egzamin wstępny na studia i jako taka powinna spraw­dzać wiedzę z przed­miotów, które są ważne na wybranej przez abi­tu­rienta ścieżce rozwoju.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Ale przecież jeśli ktoś idzie na studia, to chce przy­najm­niej otrzeć się o naukę przez duże N, a ta opiera się zasad­niczo na sta­ty­styce, która oparta jest na mate­ma­tyce. A jak ktoś uważa że jest hóma­ni­stom i nie musi znać mate­ma­tyki to IMHO powinien trzymać się od uni­wer­sy­tetów z daleka, bo potem huma­ni­styka dryfuje przez takich w kierunku „Modnych bzdur”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Wiele przed­miotów się zazębia ze sobą, jednak nikt nie żąda by je zdawać. Obecnie jest tak że mate­ma­tyka wypiera inne treści mery­to­ryczne poten­cjalnie waż­niejsze dla przy­szłego studenta. To dopiero powoduje obni­żenie poziomu nauczania.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/14014413518357693642 Kobra

    Trafna i nie trafna zarazem. Owszem kre­tyńska matura jest przy­czyną zmiany sposobu nauczania w szkole średniej, a nawet już w gim­na­zjum, bo o przy­jęciu do liceum decyduje ilośc punktów z równie głupiego egzaminu gim­na­zjal­nego. Fakt, że mamy naj­wyższy chyba w Europie procent ludzi z wyższym wykształ­ce­niem – jest wynikiem matury, ale jest też koniecz­no­ścią dla uczelni. Przy­czyną wpro­wa­dzenia tak wysokiej zda­wal­ności jest chęć zawy­żania sta­ty­styk, ale i brak odpo­wied­niego finan­so­wania uni­wer­sy­tetów. Oraz ist­nienia miliona uczelni wyższych typu krzak, zało­zo­nych w celu zarob­kowym. Gdyby uczelnie nie musiały zarabiać, a szkoły krzaki nie dosta­wa­łyby licencji, zda­wal­ność matury by spadła, bo już na tym poziomie trzeba by brać odpo­wie­dzial­ność za stan wiedzy i zdolność myslenia przy­szłych stu­dentów. I umówmy się, że pier­wotną przy­czyną jest koniecz­ność gene­ro­wania zysków. Dotacje są przy­zna­wane wyłącznie tym, którzy te zyski (zasad­niczo kor­po­ra­cyjne) będą gene­rować. Huma­niści – wypad. Mate­ma­tycy i fizycy będą mieli trochę łatwiej, ale też tylko pod warun­kiem wybie­rania przy­dat­nych na (kor­po­ra­cyjnym) rynku pracy spe­cja­li­zacji. I tak dalej i tym podobnie. Osta­tecznie dzieci odurnia się już w gim­na­zjum, i jako osoba ucząca w liceum (Wie­lo­kul­tu­rowym Liceum Huma­ni­stycznym im. Jacka Kuronia) dobrze wiem ile trzeba włożyć pracy w odzy­skanie ofiar systemu. U nas nie uczy się pod maturę, zakła­damy, że waż­niejsze jest wyro­bienie bez­in­te­re­sow­nego stosunku do naby­wania wiedzy 😉 – co udaje się czasem, a czasem wygrywa system – nauczyć się, żeby zaliczyć. A ponieważ do zdania tej matury da się przy­go­tować w dwa miesiące, poświę­camy jej dwa miesiące, przy­najm­niej ja 😉 bo mate­ma­tyki do matury trzeba się uczyć chyba trochę dłużej. Nauka i stu­dio­wanie powinny należeć do kró­le­stwa wolności, czyli uczelnie otwarte dla wszyst­kich, zawód jednak już wymaga egza­minów, ale dopiero właśnie zawód i tytuł, nie sama moż­li­wość stu­dio­wania. Ale jeśli się uczy od gim­na­zjum pod tak idio­tyczne egzaminy, to na bez­in­te­re­sow­nych stu­dentów nie ma co liczyć.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Huma­nistą to był Goethe, a ktoś kto nie potrafi matury z mate­ma­tyki napisać jest zwykłym durniem. Nieuctwo to rozciąga się na wszystkie dzie­dziny, np oznacza zapo­mnienie faktu, że matura oznacza doj­rza­łość. Doj­rza­łość, czyli zdolność do samo­dziel­nego doro­słego życia. A w tym dorosłym życiu, o zgrozo, trzeba umieć liczyć. Bo jak się nie umie, to się bierze kredyt na 15000% rocznie i potem płacze. Naj­waż­niejsze jednak jest to, że w dorosłym życiu trzeba umieć sprzedać swoją wiedzę. O „bez­in­te­re­sownym stosunku do naby­wania wiedzy” można pitolić tylko tam gdzie dobrze umo­co­wani przy korycie rodzice są gotowi finan­sować prze­sia­du­ją­cego po kawiar­niach czy squotach 40let­niego debila. Ale bogaci rodzice to nie jest oznaka doro­słości. Dlatego egzaminy, podczas których trzeba swoją wiedzę sprzedać, mają jak naj­bar­dziej sens.

      zaz

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0