Czytaj dalej

Zerkam właśnie na wyniki przedstawionej Wam niedawno ankiety i muszę stwierdzić, że takiego poparcia nie powstydziłby się sam Łukaszenka. Kimże jestem aby to zignorować?

Zgodnie ze swoim pier­wot­nym posta­no­wie­niem, po dwóch mie­sią­cach odpo­czynku – w istocie nie­ma­ją­cym z odpo­czyn­kiem nic wspól­nego – wracam do pisania. Zełgał­bym mówiąc, że wyzbyłem się wszel­kich męczą­cych mnie wąt­pli­wo­ści, a moja ogólna sytuacja uległa zna­czą­cej poprawie. Wciąż oczekuję od tego miejsca znacznie więcej i pragnę aby wsko­czyło na tory szyb­kiego wzrostu. Jest nas teraz kil­ka­na­ście tysięcy. Nawet w tym czasie, gdy blog nie był aktu­ali­zo­wany, każdego dnia wyświe­tlało go ponad tysiąc osób. Dużo? Nie­któ­rzy powiedzą, że strona o fizyce, o nauce, nie może liczyć na więcej. Nie przyj­muję takiego tłu­ma­cze­nia. Nie podlega dyskusji, że połowa, 3/4, może nawet 90% spo­łe­czeń­stwa pozo­staje nie­za­in­te­re­so­wana posze­rza­niem wiedzy o wszech­świe­cie, jednak reszta to nadal dzie­siątki lub setki tysięcy ludzi. Blog posiada zatem, bez wąt­pie­nia wciąż spore pole do rozwoju. Ale to czy takie miejsca w sieci jak Kwantowo zakwitną, zależy w równej części od autora, co od aktyw­no­ści czy­tel­ni­ków. Krótko mówiąc, ode mnie, ale i od Ciebie zależy, czy to wszystko ma jaki­kol­wiek sens. Ale o tym za chwilę. Na razie – tak jak obie­ca­łem na fan­pej­dżu – upu­blicz­nię wyniki ankiety i postaram się usto­sun­ko­wać do co cie­kaw­szych odpo­wie­dzi (pełnie wyniki badania można pobrać tutaj). Może nie jest zbyt mądrze pytać czy­tel­ni­ków danego blogera czy chcą żeby wrócił do two­rze­nia, ale mimo wszystko, aż tak jed­no­stron­nego wyniku się nie spo­dzie­wa­łem. Sądziłem, że przy­naj­mniej kil­ka­na­ście procent wzruszy ramio­nami, pozo­sta­jąc neu­tral­nym wobec moż­li­wego obumar­cia tego kącika. Dzięki!

Pytanie to zadałem aby lepiej rozeznać się w Waszych gustach. Ocze­ki­wa­łem, że pewne tytuły powtórzą się wie­lo­krot­nie, co wskaże mi odpo­wiedni kierunek dalszej twór­czo­ści. Tu jednak czekało na mnie kolejne zasko­cze­nie, ponieważ wśród kil­ku­dzie­się­ciu typów, prawie każdy podawał co innego! Jednemu naj­bar­dziej utkwił w pamięci cykl “Kosmiczna symfonia” lub “Archi­tekt nowej fizyki”, innemu teksty o czarnych dziurach i ciemnej materii, a jeszcze inny wskazał na moje bardziej osobiste roz­wa­ża­nia wykra­cza­jące poza naukę. Byli i tacy, którzy zapro­po­no­wali artykuły, o których spło­dze­niu sam już zapo­mnia­łem. Niezbyt mi to pomoże, ale pokazało, że więk­szość moich tekstów odnaj­duje swój target i nie prze­cho­dzi bez echa.
W tym przy­padku wyniki pokryły się z moimi prze­wi­dy­wa­niami. Zdaję sobie jednak sprawę (i Wy pewnie również), że mamy ten­den­cję do oszu­ki­wa­nia samych siebie. To, że dwa razy więcej osób posta­wiło obszerne artykuły popu­lar­no­nau­kowe ponad “Głupotą na nie­dzielę”, nie oznacza niestety, że te ostatnie cieszą się dwu­krot­nie mniejszą popu­lar­no­ścią. Prawda jest taka, że jedno mówimy, a drugie robimy. Spo­koj­nie, to również dotyczy mnie samego.
Skoro wiemy już co z obecnego reper­tu­aru inte­re­suje Was naj­moc­niej, warto też zasta­no­wić się nad tym, w jaki sposób można ewen­tu­al­nie uroz­ma­icić Kwantowo. Zgodnie z Waszą sugestią, muszę poważnie rozważyć ubo­ga­ce­nie bloga prze­glą­dami newsów ze świata nauki oraz tekstami zawie­ra­ją­cymi krótkie odpo­wie­dzi na pytania czy­tel­ni­ków (nawet nie zdajecie sobie sprawy, jak często dostaję prywatne wia­do­mo­ści!). Nie mam jeszcze wizji jak te posty powinny wyglądać, więc jestem otwarty na pro­po­zy­cje.
Do zadania tego pytania zostałem spro­wo­ko­wany pewnym komen­ta­rzem jaki zoba­czy­łem kilka tygodni temu. Jego autor stwier­dził, że treści poja­wia­jące się na blogu są zde­cy­do­wa­nie zbyt ciężkie, a styl prze­ka­zy­wa­nia wiedzy wymaga zde­cy­do­wa­nej poprawy. Wiele nie prze­sa­dzę stwier­dza­jąc, iż opinia ta doprawdy mną wstrzą­snęła. Nie­co­dzien­nie człowiek po 6–7 latach regu­lar­nego popu­la­ry­zo­wa­nia nauki, dowia­duje się, że jego teksty są trudne, mętne i do dupy. Na całe szczę­ście, wśród stałych czy­tel­ni­ków, zdanie to podzie­liły tylko dwie osoby. Ufff…
I doszli­śmy do sedna. Wielu autorów w tym miejscu zaczę­łoby roz­dzie­rać szaty, tłuc pię­ściami po kla­wia­tu­rze lub pochli­py­wać w kącie. Choć na ogół ta metoda działa, ja pozo­stanę przy drobnej, nie­sub­tel­nej sugestii. Rozumiem, że nie kręcę posze­rza­ją­cych hory­zonty daily-vlogów, że ani nie nagrywam fascy­nu­ją­cych game­playów. Zdaję sobie sprawę, że pro­du­ku­jąc treści, przy których trzeba się skupić, wymęczyć wzrok i poświę­cić kil­ka­na­ście minut, nie mogę liczyć na wiele. Jednakże, jeśli już uważacie, że Kwantowo nie zasłu­guje na takie wsparcie jak inny bloger czy vloger, to przy­naj­mniej sta­raj­cie się pomóc w jego promocji. Ta głupia łapka w górę, kom­plet­nie nie­istotny z punktu widzenia jed­nostki lajk, ma w dzi­siej­szym inter­ne­cie kapi­talne zna­cze­nie. To od Waszego klik­nię­cia zależy u jak wielu ludzi wyświe­tli się dana treść, ze względu na iry­tu­jącą politykę face­bo­oka. 

Układ jest taki: ja tworzę, spo­łecz­ność wspiera. Nie będę rzucał groźbami w stylu “zróbcie to i tamto, bo inaczej zamknę to wszystko i zniknę”. Nie. Wolę aby moje i Wasze zaan­ga­żo­wa­nie szły w parze. Będzie­cie aktywni, pojawią się nowi patroni, zauważę większą liczbę udo­stęp­nień – zrobię wszystko aby utrzymać dawną regu­lar­ność oraz jakość wpisów. Choćbym miał nie spać po nocach i pluć krwią. Jeśli nie, to moje zaan­ga­żo­wa­nie zostanie dosto­so­wane do sytuacji, zaś nowe mate­riały będą się poja­wiały raz na dwa, trzy miesiące. (Jest też inna moż­li­wość – opcja atomowa – której mam nadzieję nigdy nie wyko­rzy­stać). Wiele zależy od Was. Nie piszę tego wszyst­kiego z pre­ten­sją, choć może tak się wydawać. Po prostu twór­czość, tak samo jak każdy inny proces, podlega zwykłemu, bru­tal­nemu dar­wi­ni­zmowi. Prze­trwają naj­le­piej dosto­so­wani, reszta prędzej czy później musi odpaść. Żywię nadzieję, że Kwantowo znajdzie się w tej pierw­szej grupie i dane mu będzie dalej ewo­lu­ować. 🙂

Mam jeszcze bonus! Jak wspo­mi­na­łem w ostatnim wpisie, poświę­ci­łem wakacje na prze­kwa­li­fi­ko­wa­nie i szli­fo­wa­nie nowych umie­jęt­no­ści. W ramach praktyki w kodo­wa­niu, posta­no­wi­łem wycza­ro­wać coś prak­tycz­nego. Będzie to dość prosty serwis, lekki tema­tycz­nie i luźno nawią­zu­jący do nauki. Nie wiążę z nim jakichś wielkich nadziei, ale jego posta­wie­nie traktuję jako ważną prak­tyczną lekcję. Myślę, że pierwsza wersja zostanie upu­blicz­niona w ciągu 2–3 tygodni. Zanim to nastąpi, możecie liczyć na porcję nowych arty­ku­łów.


Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.