Pochylmy się nad pytaniem o sens samokształcenia i poszerzania horyzontów. Może dla niektórych to banał, lecz dla mnie kwestia fundamentalna, która budzi we mnie ogromny niepokój i jeszcze większy dyskomfort. Dlatego, że nie potrafię udzielić w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.

Ciemnota jest cier­pie­niem umysłu.
- David Hume
Sprawa rysuje się nastę­pu­jąco. Przy­cho­dzi do Ciebie kumpel, kole­żanka, kuzyn, stryjek, masa­żystka, zbłąkane nie­bo­żątko, i zauważa impo­nu­jącą domową biblio­teczkę. Woooow, ile książek – zauważa swym bystrym okiem, po czym kon­ty­nu­uje – Ty to wszystko czytałeś? Nie­śmiało przy­ta­ku­jesz i dostrze­gasz, że gość z zachwytu prze­cho­dzi w lekką szyderę: Wła­ści­wie po cholerę ci to? Chyba naprawdę masz za dużo czasu.

Natu­ral­nie scena została prze­ry­so­wana, a wspo­mniana biblio­teczka to tylko swego rodzaju metafora. Możesz wyobra­zić sobie sto innych, drobnych sytuacji, w której postronna osoba po cichutku pokpiwa, bo opa­no­wa­łeś czeluści jakiejś egzo­tycz­nej dzie­dziny. Prze­czy­ta­łeś dziesięć książek o malar­stwie baroku lub zafa­scy­no­wały Cię walory kra­jo­brazu Tadży­ki­stanu, a jedyne na co zdo­bę­dzie się rozmówca to… Nic, bo praw­do­po­dob­nie ma w nosie Twoje sno­bi­styczne zain­te­re­so­wa­nia. Ewen­tu­al­nie może Cię potrak­to­wać jako nie­szko­dli­wego dziwaka, trwo­nią­cego czas na bzdety. Na myśl przy­cho­dzi mi porów­na­nie do kul­tu­ry­sty, który na ścieżce do nad­ludz­kiej sylwetki zdobył się na wielkie wyrze­cze­nia, po to tylko, aby na końcu usłyszeć pytanie: A tak w ogóle, jak dajesz radę podrapać się po plecach?

I tak czło­wieka nachodzi nie­po­ko­jąca myśl. Co jeśli w tym igno­ranc­kim rozu­mo­wa­niu zawarta jest odrobina racji i para­dok­sal­nie naj­wię­cej uczą się naj­głupsi? Czy upo­rczywe, wręcz kom­pul­sywne pochła­nia­nie wiedzy to zacho­wa­nie racjo­nalne?
po co na coOdwieczna zagadka. Kto odniesie większy sukces: gość dosko­na­lący się w swojej dzie­dzi­nie i nie­ustan­nie prący w kon­kret­nym kierunku, czy tak zwany człowiek rene­sansu, mający potężne pokłady wiedzy, do których sięgnie ze dwa razy do roku? Nawet się nad tym nie główmy, bo wystar­czy rozej­rzeć się wokół aby ujrzeć dzie­siątki idiotów na eks­po­no­wa­nych sta­no­wi­skach, w mediach, tudzież przy władzy. Ale właśnie. Czy aby na pewno idiotów? Co dyrek­to­rowi banku po zna­jo­mo­ści układu okre­so­wego pier­wiast­ków? Na cholerę bur­mistrz pro­win­cjo­nal­nego miasta ma odróż­niać filo­zo­fię Sokra­tesa od Kanta? Dlaczego infor­ma­tyk powinien zawracać sobie głowę treścią Iliady czy Hamleta? Sam sobie odpo­wiedz. Szczerze.

To naprawdę cho­ler­nie przy­gnę­bia­jące! Jesteś dentystą i prze­czy­ta­łeś książkę poświę­coną mecha­nice kwan­to­wej. Fajnie, posze­rzy­łeś hory­zonty, posia­dłeś wiedzę tajemną. Gra­tu­luję, wkro­czy­łeś właśnie do krainy nie­skoń­czo­nych moż­li­wo­ści. Możesz pochwa­lić się nowymi infor­ma­cjami przed kolegą, zanudzić dziew­czynę, napisać bloga, a nawet roz­wią­zać krzy­żówkę. Tyle wygrać!

Tak, to przy­gnę­bia­jące…

Mimo wszystko, gdzieś głęboko w nas, zako­rze­niono szacunek do mądrości. Wycho­wu­jemy się w zgodzie z ludową maksymą ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Tyle tylko, że nikt nie zde­fi­nio­wał maje­sta­tycz­nego pojęcia “potęgi”. No chyba, że ktoś odczuwa szcze­gólny przypływ mocy, oglą­da­jąc co wieczór “Jeden z dzie­się­ciu” i próbując odpo­wia­dać na zagwozdki Tadeusza Sznuka. 

Wyobraź teraz sobie, że jesteś nauczy­cie­lem i uczeń, z nie­kła­ma­nym zain­te­re­so­wa­niem, zadaje Ci pytanie o sens wszech­stron­nego wykształ­ce­nia. Co mu odpo­wiesz? Oso­bi­ście się z takowymi zetkną­łem wiele razy, w różnych miej­scach i oko­licz­no­ściach. Choćby od kolegów-stu­den­tów, nie­po­tra­fią­cych znaleźć wyja­śnie­nia dla koniecz­no­ści zali­cza­nia modułów tzw. wykształ­ce­nia ogólnego (socjo­lo­gia, psy­cho­lo­gia, filo­zo­fia etc.). Skoro sensu inter­dy­scy­pli­nar­nego rozwoju nie dostrzega osoba prze­sia­du­jąca na uczelni wyższej, to nie należy dziwić się nasto­lat­kom. Dlatego za tak ważne uważam zna­le­zie­nie jakiejś, w miarę logicz­nej odpo­wie­dzi, którą mógłbym przed­sta­wić zarówno im jak i samemu sobie.

W cie­niut­kiej ksią­żeczce “Jak być uczonym”,  prof. Michał Heller porów­nuje głupotę do choroby, tym groź­niej­szej im bardziej nie­uświa­do­mio­nej. Pod­pi­suje się również pod cytatem Hume’a, którym opa­trzy­łem niniej­szy tekst. Obscu­rity is painful to the mind. Czyżby? Wie­lo­krot­nie oglą­da­łem róż­no­ra­kie sondy uliczne, mające uwy­dat­nić braki ele­men­tar­nej wiedzy u prze­cięt­nych oby­wa­teli. Rze­czy­wi­ście, wśród prze­chod­niów nigdy nie bra­ko­wało jed­no­stek nie­roz­po­zna­ją­cych na ilu­stra­cji sylwetki Pił­sud­skiego bądź wzoru suma­rycz­nego H2O. Nie spo­strze­głem jednak aby deli­kwenci łkali nad truchłem swego wykształ­ce­nia. Po pal­nię­ciu głupoty, potra­fili bez zaże­no­wa­nia, z szerokim uśmie­chem na twarzy, pozdro­wić do kamery zna­jo­mych. Słusznie, przecież świat się nie zawalił a żaden szcze­nia­czek nie ucier­piał. Jeszcze zestawmy ich z Nie­tz­schem czy Scho­pen­hau­erem, aby wysunąć wniosek dokład­nie prze­ciwny do myśli Hume’a. Umysł od ciemnoty nie cierpi, bo naj­czę­ściej nie jest świadomy swoich ogra­ni­czeń i pły­ną­cych zeń kon­se­kwen­cji. Umysł “światły” zaś, otrzy­muje bonus +10 do nihi­li­zmu egzy­sten­cjal­nego.
schopiTa kwestia sięga znacznie głębiej. Nie­świa­doma niczego owieczka oszczę­dzi sobie nerwów słysząc bzdurne dysputy w auto­bu­sie, czy tra­fia­jąc w inter­ne­cie na jakieś debilne teorie spiskowe. Zrób eks­pe­ry­ment. Pokaż niezbyt lotnemu zna­jo­memu dyskusję z pro­epi­de­mi­kami czy innymi kre­acjo­ni­stami i zapytaj co o tym sądzi. Praw­do­po­dob­nie wzruszy ramio­nami, zupełnie nie pojmując Twojej irytacji. Co prawda, może zapłaci za swą nie­wie­dzę wiarą, dajmy na to w poza­ziem­skich budow­ni­czych piramid czy per­pe­tuum mobile – ale w sumie, co za różnica? Zapew­niam, że wszech­świat pozo­sta­nie nie­wzru­szony jego opinią, tak jak i Twoją czy moją.

Ale trochę odbie­głem od tematu. Wracając na właściwe tory, wyobraź sobie drogi czy­tel­niku, co mógłbyś zrobić z czasem jaki prze­zna­czy­łeś na zgłę­bia­nie fizyki/astronomii/biologii (zakła­da­jąc, że nie jesteś fizykiem/astronomem/biologiem)? Ile mógłbyś prze­czy­tać książek ze swojej dzie­dziny lub pokrew­nej? Może zdo­łał­byś ogarnąć jakąś uni­wer­salną zdolność, jak np. dodat­kowy język obcy? Zdobyć dodat­kowe, uży­teczne zna­jo­mo­ści? Albo chociaż pobiegać dla zdrowia?

zaby4Pisząc te słowa przeszło mi przez myśl, że naukę nale­ża­łoby zakwa­li­fi­ko­wać do kate­go­rii enig­ma­tycz­nych wartości, na które każdy z nas trwoni czas i pie­nią­dze, wyłącz­nie z irra­cjo­nal­nego poczucia obo­wiązku. Tak jak nacjo­na­li­sta masze­ruje przez miasto z flagą, tak my “ambitni” zapy­chamy sobie czerepy olbrzy­mią ilością danych. Bo wypada, bo tak nas wycho­wano, bo to premiuje lokalna kultura. Niemniej, mam nadzieję, że się mylę i znajdę znacznie roz­sąd­niej­szy punkt zacze­pie­nia.

Nie wyko­pa­łem tego dylematu ot tak, dla draki. Jako osoba, która zawaliła pół miesz­ka­nia książ­kami i spędza niemal cały wolny czas na pochła­nia­niu nauki i prze­ka­zy­wa­niu jej dalej, naprawdę chciał­bym poznać odpo­wiedź. Robimy coś sen­sow­nego, czy zwy­czaj­nie fra­je­rzymy?

podpis-czarny
  • Zonkil9

    To rze­czy­wi­ście ciężka kwestia. Indy­wi­du­al­nie mogę odpo­wie­dzieć, że posze­rzam wiedzę na wiele tematów, bo bez tego czułbym się “niepełny”, bra­ko­wa­łoby mi czegoś w życiu. Jakąś dziwną przy­jem­ność sprawia mi dowia­dy­wa­nie się nowych faktów, więc chyba po prostu robię to dla siebie. Czasem to, czego się dowie­dzia­łem, może mi się przydać w naj­bar­dziej nie­spo­dzie­wa­nej sytuacji. A jeśli mogę zain­te­re­so­wać tym kogoś innego, to sprawia mi to jeszcze większą radość, bo mogę z kimś o tym poroz­ma­wiać. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Arka­diusz

    Ciekawy tekst i dość często nachodzą mnie myśli odnośnie sensu samo­kształ­ce­nia. Jednego jestem pewien, że czas poświę­cony na pogłę­bia­nie własnych zain­te­re­so­wań jest na pewno czasem spę­dzo­nym dla przy­jem­no­ści i jeżeli jest to zgodne z kie­run­kiem kształ­ce­nia czy pracy zawo­do­wej to można powie­dzieć o pewnym speł­nie­niu. Znam paru zna­jo­mych którzy pokoń­czyli studia na przykład związane z dzie­dzi­nami huma­ni­stycz­nymi ( Bo takie mieli zain­te­re­so­wa­nia), a zajmują się zupełnie czym innym, jeden jest infor­ma­ty­kiem, drugi składa samo­chody. Żaden z nich nie robi tego bo musi tylko dlatego, że akurat w kon­kret­nym czasie im się to spodo­bało i zaczęli zajmować się zupełnie czymś innym. Jednak zawsze lepiej jest wiedzieć więcej, przy­naj­mniej więcej się będzie miało do powie­dze­nia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kaktus

    Z pytaniem o sens wiedzy jest podobnie jak z innymi pyta­niami o sens cze­go­kol­wiek. Mozesz odpo­wie­dzic sobie funk­cjo­nal­nie poprzez cel ktory reali­zu­jesz ale kazdy czlowiek nie­za­le­znie od tego czym sie zajmuje: pro­jek­tu­jac domy, pracujac przy tasmie czy prze­rzu­ca­jac obornik moze podwazyc sens swego dzia­la­nia patrzac bardziej ogolnie na calo­ksztalt swego ist­nie­nia. Wszystko czego podej­mu­jemy sie poza pod­trzy­ma­niem wlasnych funkcji zycio­wych (a w pytaniu o sens zycia rowniez i to) moze pro­wa­dzic do podob­nych pytań. Bo czy jako ludzkosc wzra­stamy w jakims poczuciu obo­wiazku wobec tego co robimy? Czy pomna­zamy jakies dobro indywidualne/ogolu? A czym ono jest? Jak je zmierzyc? Czy poprostu przez cie­ka­wosc zaspo­ka­jamy na chwile ten wewnetrzny niedobor sensu jaki z racji bycia “tu i teraz” nie­ustan­nie nam towa­rzy­szy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Marcin

      Zgoda, chociaż mimo wszystko wydaje się, że zaj­mo­wa­nie się nauką w dalszej per­spek­ty­wie bardziej sprzyja prze­trwa­niu gatunku ludz­kiego niż wspo­mniane przez Ciebie pra­co­wa­nie na taśmie czy prze­rzu­ca­nie obornika. Oczy­wi­ście wciąż pozo­staje pytanie o sens pod­trzy­my­wa­nia egzy­sten­cji gatunku ludz­kiego 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kaktus

        To czy zaj­mo­wa­nie sie nauka bardziej sprzyja prze­trwa­niu nie jest tak oczy­wi­ste, bo to nauka dala min. mozli­wo­sci wykon­cze­nia calego gatunku niemal za jednym zamachem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Bruchal

        A także daje moż­li­wość wyjścia poza macie­rzy­stą planetę i prze­trwa­nia impaktu, czy innego kata­kli­zmu 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kaktus

        Ale i tak skon­czymy w wielkim kolapsie, roz­dar­ciu lub chlodzie hehe

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marcin

        Możliwe, ale jakbyśmy tylko przez następne wieki prze­rzu­cali obornik to takiego zda­rze­nia na pewno nie prze­trwamy, a dzięki nauce — kto wie, może kiedyś np. spie­przymy do innego, bez­piecz­niej­szego wszech­świata 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marcin

    Świetny tekst. Moim zdaniem można na to spojrzeć z drugiej strony. Gdybyś nie czytał, poszedł­byś na imprezę, pograł na kompie albo zapisał się na kurs tańca? A po co Ci impreza, granie albo taniec? Zapewne jedynie dla miłego spę­dze­nia czasu, bo trudno się tu doszu­ki­wać głęb­szego celu. A czy czytając nie spędzasz czasu w sposób, który sprawia Ci przy­jem­ność? Zapewne nie cierpisz, skoro to robisz. Innymi słowy, jedni ludzie mają wrodzone pre­dys­po­zy­cje i pra­gnie­nia, które popy­chają ich w stronę tańca, a Ty masz potrzebę posze­rza­nia wiedzy. Nie ma więc sensu wybierać innego sposobu spę­dza­nia czasu, skoro ten reali­zuje Twoją potrzebę. Zgadzam się, że trudno byłoby wskazać obiek­tywne powody, dla których dowolna osoba miałaby zająć się nauką dla własnej korzyści — nie każdy ma z tego osobistą korzyść w postaci przy­jem­no­ści, tak jak Ty. Nato­miast wydaje się, że zain­te­re­so­wa­nie nauką bardziej sprzyja dobru spo­łecz­nemu i — bardziej pate­tycz­nie — prze­trwa­niu ludz­ko­ści niż gaming czy impre­zo­wa­nie. A więc ze spo­łecz­nego punktu widzenia, plus dla naukow­ców 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak, to prawda. Ale dlatego, żeby nie było zbyt prosto, wspo­mnia­łem o innych alter­na­ty­wach. Czas można spo­żyt­ko­wać na “posze­rza­nie hory­zon­tów” lub na imprezy, ale też na nabycie kon­kret­nych umie­jęt­no­ści nama­cal­nie przy­dat­nych w życiu. Mnie właśnie trapi samo porów­na­nie samo­kształ­ce­nia do kla­sycz­nych rozrywek — a z Twojego postu właśnie taka kon­klu­zja przebija. Robimy to tylko dla przy­jem­no­ści czy jednak przy­świeca nam jakaś idea?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marcin

        Moim zdaniem jedyną ideę, jaką mozna znaleźć jest pozy­tywny wplyw na jakość życia oraz zwięk­sze­nie szans prze­trwa­nia gatunku w odległej per­spek­ty­wie — przy­swa­jamy, roz­wi­jamy i szerzymy wiedzę, dzięki czemu otrzy­mują ją kolejne poko­le­nia i są one w stanie wyko­rzy­tać ją do prztr­wa­nia / poprawy jakości życia. Oczy­wi­ście opiera się to na zało­że­niu, że utrzy­my­wa­nie gatunku ma sens. (Ale bez takiego zało­ze­nia chyba trudno o jakie­kol­wiek idee). Nato­miast w poprzed­nim komen­ta­rzu chodziło mi o to, że być może sta­wia­nie pytania o ideę o tyle nie ma sensu, że odpo­wiedź nic nie zmieni, bo sce­na­riusz, w którym reali­zu­jemy naukową cie­ka­wość naj­le­piej odpo­wiada indy­wi­du­al­nym potrze­bom. To znaczy, że nawet jesli nie ma wyższej idei, i tak zaj­mo­wa­li­by­śmy się tym samym. Na przykład po co Ci “umie­jęt­no­ści przy­datne w życiu”, jak rozumiem, np. nauka pro­gra­mo­wa­nia, która pozwoli zdobyć dobrą pracę? Oczy­wi­ście, po to, żeby mieć więcej hajsów i żyć bardziej kom­for­towo, czyli dopro­wa­dzić do jakiegoś poczucia szczę­śli­wo­ści. Pytanie czy taki sce­na­riusz lepiej reali­zuje Twoje potrzeby i zapewnia większą szczę­sli­wość niż mniejsze “życiowe ogar­nię­cie” za to większa wiedza naukowa. To oznacza, że nie ma zna­cze­nia czy przy­świeca nam jakaś idea czy nie, bo i tak robi­li­by­śmy to samo. To broni się również wtedy, gdy przyj­miemy odwrotne zało­że­nie niż na początku, mia­no­wi­cie że nic nie ma sensu — w takim wypadku zadna wyższa idea nie ma prawa bytu, a więc sens impre­zo­wa­nia, zdo­by­wa­nia “przy­dat­nych” umie­jęt­no­ści czy zain­te­re­so­wa­nia nauką jest taki sam — zerowy. Tym bardziej więc należy zaspo­ka­jać własne potrzeby.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Mateusz

      Ni uważam, żeby prze­trwa­nie naszego zwie­rzę­cego gatunku było czymś dobrym dla Ziemi i dla nas samych. Jesteśmy świadomi, więc skazani na wieczne cier­pie­nie. Nawet mi się w głowie nie mieści taka teza. Brrr…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • bar­to­li­niii

    Tekst świetny, z komen­ta­rzami też trudno się nie zgodzić!

    Nie sądzę, aby była uni­wer­salna odpo­wiedź. Każdy sam sobie musi ją wypra­co­wać, aby na końcu uznać ją za bez­sen­sowną.
    Nie zgadzam się tylko z twier­dze­niem (między wier­szami), że jest jakiś powrót z tej drogi. Nie ma. Nie da się cofnąć wiedzy. Nie da się ponownie nauczyć igno­ran­cji. Więc jak już tak daleko zaszli­śmy, brnijmy dalej.

    I przyznam się, że z biegiem lat, coraz bardziej prze­ra­żają mnie czasy ludzi wysoce wyspe­cja­li­zo­wa­nych. Mam wrażenie, że wiedza daje nam kontekst, a bez niego jesteśmy tylko robot­ni­kami w swoich wyma­ga­ją­cych branżach. Podat­nymi na mani­pu­la­cje, jak śre­dnio­wieczni chłopi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • czyzyk14

    Za każdym razem gdy przy­cho­dzi mi ochota na prze­czy­ta­nie kolejnej książki o fizyce kwan­to­wej czy to astro­no­mii w mojej głowie pojawia się myśl — po co? Przecież i tak nie będę miał z kim o tym poroz­ma­wiać, do niczego mi się ta wiedza nie przyda. Nie lepiej nie marnować czasu i pouczyć się czegoś co przyda mi się w życiu zawo­do­wym?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Joan

    Pierwsza odpo­wiedź, jaka przyszła mi do głowy, to “cie­ka­wość”. Świat jest bardziej złożony, niż jesteśmy w stanie pojąć, a zgłę­bia­nie praw jego dzia­ła­nia na coraz bardziej pod­sta­wo­wym poziomie po prostu ogromnie mnie pochła­nia. Ale to argument podobny do oso­bi­stego szczę­ścia — mnie cieszy to, sąsiada coś innego, nie ma to zna­cze­nia. Zwykle, gdy nie znam odpo­wie­dzi, sięgam po filo­zo­fów. Ci od zawsze chyba dzielili ludzi na tych o potrze­bach przy­ziem­nych i ducho­wych, ale dlaczego to zawsze ci drudzy byli bardziej godni pochwały? Naprawdę, odpo­wie­dzi na to pytanie nie potrafię sobie przy­po­mnieć z żadnego dzieła.
    …świetny tekst, choć mnie przybił.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kaktus

      Moze ten cytat wkladany w usta Sokra­tesa w Uczcie moglby byc odpo­wie­dzia: “życ życiem bez­my­sl­nym czlo­wie­kowi nie warto” gdyby uza­sad­nie­nie było satys­fak­cjo­nu­jace.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Joan

        Ale to tylko teza. Dlaczego nie warto? Co jest w nim takiego godnego pogardy?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kaktus

        Moze dlatego ze skoro posia­damy umie­jet­nosc zasta­no­wie­nia nad tym czy warto, to powin­ni­smy przy­naj­mniej szukac zado­wa­la­ja­cej odpo­wie­dzi. Istoty bez­my­slne nie maja nawet tej mozli­wo­sci zasta­no­wie­nia.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mary

    Z czysto ego­istycz­nego punktu widzenia: 1. nauka i pogłę­bia­nie wiedzy to rodzaj hobby, jak czytam, słucham etc. o rzeczach które mnie bardzo inte­re­sują odczuwam po prostu jakąś dziwną przy­jem­ność 2. im więcej wiem, tym bardziej uczę się ana­li­zo­wać świat dookoła mnie, co dalej sprawia że w sprawach bardzo przy­ziem­nych ‚codzien­nych mam lepszy(bo bardziej obiek­tywny) osąd co osta­tecz­nie daje mi ( w teorii ) wybór lepszego roz­wią­za­nia 3. zdarzyło mi się kilka razy wypro­wa­dzić z błędu osoby które myślały że są czegoś świadome, a nie były, oczy­wi­ście były to osoby na tyle inte­li­gentne że przyjęły moje logiczne argu­menty i przy­znały mi racje, co oprócz wielkiej satys­fak­cji, sprawiło że te osoby zaczęły inte­re­so­wać się danym tematem i może kiedyś jak ja napro­wa­dzą na właściwą ścieżkę kogoś innego (im więcej świa­do­mych ludzi tym lepiej dla nas wszyst­kim).. i mogłabym tak wymienić jeszcze kilka punktów.. jest tylko jeden minus tego wszyst­kiego, wydaje mi się że wraz ze wzrostem wiedzy wzrasta poziom nie­po­koju wewnętrz­nego spo­wo­do­wany ludzką igno­ran­cją i głupotą… taki skutek uboczny.. kac.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

    Ja tam sięgam po naukę, bo mnie inte­re­suje, a nie dlatego, że tak mnie wycho­wano. Po prostu zgłębiam te dzie­dziny, które chcę. A podej­ście, gdy ktoś się dowie, że człowiek robi coś więcej, niż uczy się na dzień przed egza­mi­nem w postaci robienia ściąg i pyta “Ty nie masz co robić w życiu?” jest niestety częste, jak sam piszesz, także wśród stu­den­tów, szkoda. A plus dla ludzi, którzy czytają (książki, nie g*nobzdury kre­acjo­ni­stów, o UFO itd.) jest głównie taki, że są dużo mniej podatni na mani­pu­la­cje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Martyna Koni­kie­wicz

    “Czy nie mam nic innego do roboty w życiu?” No nie mam 🙂 Nie wierzę w jakiś uni­wer­salny sens ist­nie­nia, robię więc w życiu to, co daje mi przyjm­ność i satys­fak­cję. A posze­rza­nie wiedzy daje. Czy to nie­prak­tyczne? Zależy, jak na to spojrzeć. Posze­rza­nie wiedzy z różnych dziedzin rów­no­le­gle sprawia w pewnym momencie, że te różne dzie­dziny zaczy­naja się zazębiać. Ujaw­niają się związki, analogie, a sposób rozu­mo­wa­nia prze­ćwi­czony w jednej dzie­dzi­nie, ułatwia poru­sza­nie się w kolejnej. Świat nabiera trochę więcej sensu. Zaczyna bardziej zachwy­cać, a trwanie w zachwy­cie jest przy­jemne. Z jeszcze bardziej prak­tycz­nych rzeczy (juz oso­bi­ście) — próby wgry­za­nia się w wiedzę z zakresu neu­ro­bio­lo­gii, psy­cho­lo­gii ewo­lu­cyj­nej, etologii zwierząt, endo­kry­no­lo­gii, kogni­ty­wi­styki i pewnie jeszcze kilku dziedzin w mniej­szym lub większym stopniu — ura­to­wały mi mał­żeń­stwo 😉 Z takim zaple­czem zde­cy­do­wa­nie łatwiej jest ogarnąć zmiany, które dzieją się z czło­wie­kiem przy okazji przyj­mo­wa­nia nie­któ­rych leków, zmian leków, zmian wywo­ła­nych chorobą, czy waha­niami hor­mo­nal­nymi. Gdy obie strony sa trochę bardziej świadome tego, jak działa ludzki organizm — jest łatwiej nawet w sytu­acjach eks­tre­mal­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.stratfor.com/ Halder

    Bardzo ciekawy tekst i nie­zwy­kle trafna obser­wa­cja. Pozwolę sobie dołożyć swoje trzy grosze.

    Otóż, odpo­wia­da­jąc na pytanie posta­wione w ostatnim akapicie, prawda – jak to zwykle bywa – leży po środku. Oczy­wi­ście ‘parcie na wiedzę’ i wrodzona (lub wytwo­rzona) potrzeba przy­swa­ja­nia nowych infor­ma­cji jest często stawiana jako coś dobrego, wręcz wzo­ro­wego. Posze­rza­nie hory­zon­tów, większa ilość posia­da­nych wia­do­mo­ści, elo­kwen­cja, mniejsza podat­ność na mani­pu­la­cje (jak ktoś już zauważył w komen­ta­rzach) etc. to oczy­wi­ście prawda, ale z mojej per­spek­tywy mam zbliżone obser­wa­cje do autora. Innymi słowy, gros zdo­by­wa­nej wiedzy NIE JEST potrzebny ani nawet przy­datny do codzien­nego życia. Pal licho jeśli jeszcze pogłę­biamy wiedzę, nazwijmy to, zawodową: doszu­ku­jemy się szcze­gó­łów, uza­sad­nień, śledzimy nowinki i branże pokrewne – wtedy przy­naj­mniej może to rzutować na naszą pracę, bo stajemy się jeszcze lepszymi eks­per­tami w danej dzie­dzi­nie. Co innego, kiedy mowa o tematyce zupełnie abs­trak­cyj­nej, mocno niszowej lub – że tak to ujmę – aka­de­mic­kiej, gdzie z góry wiadomo, że nie będzie nawet z kim pogadać na temat świetnej książki czy niedawno prze­czy­ta­nego opra­co­wa­nia. Trochę więc fra­je­rzymy, cytując autora.

    Cała sytuacja przy­po­mina posia­da­nie mało popu­lar­nego hobby. Ciebie to kręci, pasjo­nuje, wydajesz na to zaro­bione pie­nią­dze, a wokół jakoś nikt nie ma nawet pojęcia o co chodzi. Mam wrażenie, że trochę się to bierze z ogólnego wygod­nic­twa i umy­sło­wego lenistwa więk­szo­ści spo­łe­czeń­stwa. Dlatego pewnym ratun­kiem przed zosta­niem zupełnym „no-lifem” jest tra­fie­nie na osoby podzie­la­jące owe zain­te­re­so­wa­nia. Moim zdaniem cały proces zdo­by­wa­nia rela­tyw­nie dużych ilości wiedzy (w porów­na­niu do osób, które jej w ogóle nie zdo­by­wają) świetnie wieńczy spo­sob­ność podzie­le­nia się nią z innymi. Jasne, że można być zamknię­tym w sobie, wyco­fa­nym i skromnym osob­ni­kiem, który zakopany w swoich książ­kach czy innych źródłach wiedzy nie widzi reszty świata, ale wydaje mi się, że praw­dziwa frajda to właśnie moż­li­wość wymiany poglądów.

    Spo­tka­łem się z opinią, że każdy ma swój sposób na mar­no­wa­nie czasu. Skoro tak, to uważam, że o wiele lepiej poświę­cić go na zdo­by­wa­niu wiedzy (nawet jeśli na co dzień niewiele z niej wyko­rzy­stamy) niż oglą­da­niu tele­wi­zji, ciągłym impre­zo­wa­niu albo innym bez­re­flek­syj­nym korzy­sta­niu z życia.

    Wielka tylko szkoda, że to już nie czasy Rene­sansu kiedy można było posiąść całość wiedzy. W dzi­siej­szych czasach jest to tak roz­bu­do­wany obszar, że nawet na prze­czy­ta­nie kilkuset książek może zabrak­nąć życia. No i nie można być eks­per­tem ze wszyst­kiego. A szkoda.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jade

    Ja zaczęłam posze­rzać hory­zonty z dziedzin, które mnie inte­re­so­wały, bo one mnie inte­re­so­wały;) Bez żadnych kal­ku­la­cji, po co mi to i do czego się może przydać. Po czasie zauwa­ży­łam i korzyść — wiedząc więcej ogra­ni­cza się rolę sza­ma­ni­zmu w naszym życiu i po prostu się wie, gdy ktoś naj­zwy­czaj­niej gada głupoty.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • agnostyk

    Dla mnie odpo­wie­dzią na tytułowe pytanie są wspo­mniane w tekście problemy egzy­sten­cjalne. Ponieważ się pojawiły i doskwie­rają, to w celu zni­we­lo­wa­nia ich dokucz­li­wego wpływu staram się roz­sze­rzać wiedzę. Być może kiedyś będę wiedział na tyle dużo, żeby sobie jakoś w swojej głowie z tymi pro­ble­mami poradzić. Szanse są mini­malne, ale większe niż zero, a byłyby równe zeru gdybym nie robił nic.

    Inaczej mówiąc, jestem w pewnym sensie szan­ta­żo­wany przez samego siebie — moja własna głowa zadręcza mnie pyta­niami, na które chcąc odpo­wie­dzieć muszę pogłę­biać swoją wiedzę. Osobom, które nigdy nie dotarły do etapu dostrze­że­nia bezsensu własnego ist­nie­nia i nie odczuły w związku z tym prze­moż­nego dyso­nansu poznaw­czego mogę tylko zazdro­ścić.

    Poza tym dla wielu ludzi gro­ma­dze­nie wiedzy jest pewnie po prostu ele­men­tem, na którym budują własną samo­ocenę. Taki człowiek chce być w czymś dobry, żeby dobrze się czuć z samym sobą. Nie­któ­rzy są dobrzy w sporcie, inni w malo­wa­niu, a jeszcze inni po prostu mają dużą wiedzę w kilku dzie­dzi­nach. Każdemu z nich można zadać pytanie “po co ci to?” i każdy z nich będzie miał podobny problem z udzie­le­niem odpo­wie­dzi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr

    Może dzięki prze­czy­ta­niu kilku książek na Twoim mózgu pojawią się dodat­kowe fałdy, co sprawi, że na starość unik­niesz demencji i Alzhe­imera.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale pro­sił­bym o czytanie tekstu przed sko­men­to­wa­niem. Nie dotyczy on przecież czytania i nauki w ogóle — która może dotyczyć np. spe­cja­li­za­cji — lecz właśnie wycho­dze­nie poza swój obszar i przy­swa­ja­nie wiedzy, która w praktyce może się nam nigdy nie przydać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • M.

    Myślę że zdo­by­wa­nie wiedzy warun­kuje prze­trwa­nie i odnosi się do jakiegoś pier­wot­nego, ‘zako­rze­nio­nego w pod­świa­do­mo­ści’, wypra­co­wa­nego w trakcie ewolucji sposobu — zgodnie z zasadą że “im więcej wiesz na na temat siebie i ota­cza­ją­cego cię świata, tym dłużej żyjesz”. Może to pry­mi­tywne stwier­dze­nie. Ale jak dla mnie naj­bar­dziej trafne. Zgadzam się z komen­ta­rzem użyt­kow­nika “kaktus” — pytanie o sens zdo­by­wa­nia wiedzy jest mniej więcej podobne do pytania o sens, np. zako­chi­wa­nia się? Czy jakoś tak. Obawiam się że nie ma jednej uni­wer­sal­nej odpo­wie­dzi na to pytanie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Sądzę, że właśnie takiej uni­wer­sal­nej odpo­wie­dzi udzie­li­łeś — a przy­naj­mniej podjąłeś próbę. 😉 Brzmi to całkiem sen­sow­nie: nasza stra­te­gia prze­trwa­nia oparta o inte­li­gen­cję i wiedzę jest uni­ka­towa, a co naj­waż­niej­sze działa. Pojawia się tu tylko jedno ale. Dlaczego więc ten pęd do nauki i ciągłego pie­lę­gno­wa­nia rozumu prze­ja­wia jedynie pewien, niezbyt duży odsetek spo­łe­czeń­stwa?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • M.

        Zgadza się, pró­bo­wa­łam. Jednak widząc zło­żo­ność materii można się znie­chę­cić i przy próbach pozostać, uznając że nie ma to więk­szego sensu 😉 Dlaczego. Jeżeli mam być kon­se­kwentna to powiem że część nie jest pre­dys­po­no­wana. Nie bardzo wiem czy można połączyć to ze świa­do­mym wyborem. Mówiąc prosto. Ten niezbyt duży odsetek ludzi zacho­wuje się atypowo w stosunku do ogółu. Pytanie jak trak­to­wać “aty­po­wość”. Nie wiem 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Prze­pra­szam za to płciowe faux pas. 🙂
        Przyszło mi do głowy już wcze­śniej, że rze­czy­wi­ście: sama cie­ka­wość świata jest imma­nentną cechą naszego gatunku, której potrze­bu­jemy żeby królować w przy­ro­dzie. Jednakże, tą cie­ka­wo­ścią wyka­zu­jemy się jako dzieci — co jest logiczne, bo przecież w okresie mało­let­nio­ści jest nasz czas na naukę. Atypowe wydaje mi się więc utrzy­ma­nie tej dzie­cię­cej fascy­na­cji przez całe życie. A może również ją zatra­cimy jak trochę doj­rze­jemy?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        Nie zgadzam się z tezą, że “im więcej wiesz na na temat siebie i ota­cza­ją­cego cię świata, tym dłużej żyjesz”. Więk­szość ludzi wie bardzo mało i tak było przez więk­szość czasu w historii naszego gatunku, więc to argument dla nie­wiel­kiej części popu­la­cji. Chociaż można powie­dzieć, że wiedza o świecie to nie tylko wia­do­mo­ści o historii Rzymu, ale też jak np. używać odpo­wied­nio narzędzi. Wiedza dawała wtedy władzę, czyli pie­nią­dze. Dlatego tacy ludzie żyli i żyją dłużej. A że dzisiaj wiedza o świecie oznacza hiper­spe­cja­li­za­cje (raz dla tego, że gmach całej nauki nie jest do ogar­nię­cia dla jednego czło­wieka takiego Ary­sto­te­lesa czy Akwinaty, a dwa że są ogra­ni­czone zasoby na naukę: pie­nią­dze i czas). “Robota w korpo i karta z debetem” bardziej się opłaca niż czytanie Thomasa Manna czy pod­ręcz­nika do biologii ewo­lu­cyj­nej (chyba, że jest się pisarzem albo bio­lo­giem). Radzę Ci sprzedać książki (prócz oczy­wi­ście jakiś pre­zen­tów) i wyzbyć się sen­ty­men­tów do papieru. Ja zauwa­ży­łem u siebie i u ludzi jakąś dziwne zami­ło­wa­nie do wszyst­kiego co stare XD Myślę, że utoż­sa­miamy stare z mądrym. Stare książki, starych ludzi itd, a tak naprawdę ani stare książki, ani starzy ludzie niczego cie­ka­wego nam nie powiedzą o współ­cze­snym świecie. Dlaczego warto czytać Homera? Bo to jest tam fajna przygoda i można się dowie­dzieć sporo na tematy mito­lo­giczne i bata­li­styczne. Ale lite­ra­turę piękną przede wszyst­kim czyta się dla przy­jem­no­ści. Co do lite­ra­tury nie­pięk­nej (huma­ni­styka, eseje, filo­zo­fia) to nie widzę żadnego powodu żeby czytać Platona, Ary­sto­te­lesa, Leibniza czy innego Kanta xD albo Ciorana (chyba, że chcesz mieć depresję i zostać ulty­ma­tyw­nym smutnym prze­gry­wem) Sam mam wielką potrzebę zgłę­bia­nia tych “mądrości”, ale staram się z nią walczyć. Myślę sobie tak: “filo­zo­fia”, “filozof”, “poezja”, “poeta” jak to brzmi żałośnie śmiesz­nie. Te słowa nic nie znaczą dla mnie i dla spo­łe­czeń­stwa. Chociaż takiego Carnapa chcę prze­czy­tać, ale ciekawe czy Twoi koledzy naukowcy mają pojęcie czym jest nauka xD Pewnie nie. Taa, na to pytanie znają odpo­wiedz tylko filo­zo­fie. xD Co do samej nauki (biologi, chemii, fizyki, mate­ma­tyki) to uważam za słuszne poznaw­czo i może się jakoś przydać w życiu, choć trzeba pamiętać o tych ogra­ni­czo­nych zasobach (czas, pie­nią­dze, pamięć (?)). Niech nauka będzie obo­wiąz­kiem, a lite­ra­tura przy­jem­no­ścią (choć moim zdaniem wątpliwą, bo przecież przykrą, jeśli mamy do czy­nie­nia lite­ra­turą arty­styczną to przede wszyst­kim są to smutne pierdy). Ale się roz­pi­sa­lem..
        PS. Czekam na odpo­wiedź i prze­pra­szam za chaos bijący z mojej wypo­wie­dzi 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        Dobra stawiam pytanie. Mam tą wiedzę o Cio­ra­nach i Kantach świata, ale jeszcze nie miałem dziew­czyny, bo są jakie są i nie lubią smutasów. To taka ich obrona ewo­lu­cyjna przed zje­ba­nymi genami. xD To jest niby dla mnie jakaś korzyść ewo­lu­cyjna z tego czytania? Jak to mówią, zaorane! 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        PS. Taka dygresja jeszcze na koniec na temat filo­zo­fii i lite­ra­tury pięknej. Jako ludzie lubimy narracje, opo­wie­ści z ciągiem przy­czy­nowo-skut­ko­wym (notabene zdys­kre­dy­to­wa­nym przez Hume’a, jego warto czytać nawet dzisiaj xD). Nasze mózgi szukają sensu w świecie, który nie ma sensu. Jesteśmy to po nic. Za 60 lat będziemy trupami bądź zde­men­cia­łymi głupcami (może warto uczyć się tych języków, bo dzięki temu można uniknąć albo opóźnić demencje starczą xD). Także lepiej sobie potań­czyć i się napić niż czytać jakieś nudy o o dajmy na to elek­tro­dy­na­mice. To jest dla ok. 1% ludzi i jest nudne. Już lepiej poczytać jakąś powieść albo posłu­chać muzyki, żeby zająć czymś myśli. Poza tym upatruję w czytaniu obrzy­dliwy element bur­żu­azyjny i miesz­czań­ski — snobizm. Sam też jestem snobem, ale brzydzę się tego i potępiam. No to chyba tyle. Pozdra­wiam. 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        W sumie zna­la­złem dobre remedium. Można uczyć się języków, a od jakiegoś poziomu zacząć czytać w ory­gi­nale. Przy­jemne z poży­tecz­nym. Ale to dużo czasu by pochła­niało, a można się dobrze nauczyć języka beż czytania w ory­gi­nale. Hmm…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Bruchal

        Skoro i tak będziemy trupami to co za różnica czy przedtem będziemy pić czy stu­dio­wać?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ewa

        Oczy­wi­ście, że jesteśmy tu po coś. A po śmierci nasz byt nie rozplywa się w prze­strzeni bez naszej świa­do­mo­ści. po śmierci też będziemy roz­li­czeni, choć oczy­wi­ście nie z liczby prze­czy­ta­nych książek. 

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • M.

        Nie ma za co, ta nie­jed­no­znacz­ność to raczej mój błąd. Cie­ka­wość
        oprócz tego że wystę­puję samo­ist­nie(?), deter­mi­no­wana jest przez ota­cza­jącą
        rze­czy­wi­stość. Jest ele­men­tem większej całości i nie przy­na­leży wyłącz­nie do
        okresu dziecięcego/małoletności — uczymy się na każdym etapie życia. Zmienia się nieco wymiar, forma, treść infor­ma­cji. Jeżeli jesteśmy naiwni w swoim dążeniu do zgłę­bie­nia czegoś co wykracza poza normalny zakres nie­zbędny do prze­trwa­nia — to na pewno w tej swojej naiw­no­ści wytrwali. Może to sprzyjać roz­wo­jowi. Co tylko pogłębia różnice. Zatracić? Nieee. To byłby regres…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marcin

        Być może odpo­wie­dzią na Wasze pytanie jest “układ sił” w gatunku -
        niektóre cechy mogą zapew­niać prze­trwa­nie na tle więk­szo­ści, która tych
        cech nie posiada. Tak tłumaczy się stały odsetek lewo­ręcz­nych, który 
        utrzy­muje się od wieków. Zain­te­re­so­wa­nie nauką to może być taki rodzaj
        umy­sło­wej “lewo­ręcz­no­ści”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://przyjaznyateista.pl Leszek Cibor

    Jeśli spoj­rzysz na naukę i wiedzę w czysto uty­li­tarny sposób, doj­dziesz do takich smutnych kon­klu­zji. To jest jednak nawyk naszych czasów, gdzie każdy aspekt naszego oto­cze­nia ocenia się w sposób użytkowy (stąd huma­ni­ści to śmiech na sali, a inży­nie­ro­wie to gwiazdy przy­szło­ści). Taka to dwu­wy­mia­rowa retoryka, w którą łatwo wpaść. Dlatego warto mieć z tyłu głowy dwa istotne fakty:
    — Kulturę i cywi­li­za­cyjne trendy w polityce i ekonomi kształ­tują właśnie tacy ludzie rene­sansu o bogatej wiedzy, filo­zo­fo­wie i eko­no­mi­ści (czyli huma­ni­ści i nauki spo­łeczne). Mając wszech­stronną wiedzę, można łatwo się odnaleźć w ota­cza­ją­cej nas kulturze, zro­zu­mieć kon­tek­sty i łatwiej istnieć w spo­łe­czeń­stwie.
    — Kultura, jej naby­wa­nie i wiedza to proces kumu­la­tywny, tak więc swoją wiedzę o kulturze prze­ka­zu­jesz swoim dzieciom, z tym idzie Twoja empatia, wraż­li­wość (lub jej brak, jeśli jesteś pry­mi­ty­wem), a to osta­tecz­nie buduje cywi­li­za­cję.

    A tu łatwo o kon­klu­zję, że wszech­stronna wiedza pomaga budować kulturę i cywi­li­za­cje (a brak wiedzy i kultury tę cywi­li­za­cje niszczy i dege­ne­ruje).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.berenike.pl Agnieszka

    A może to kwestia ewolucji, a unor­mal­nia­nie prze­cie­ra­nia coraz to nowych ścieżek neu­ro­no­wych naszych mózgów jest częścią naszego dalszego, gatun­ko­wego rozwoju, częścią tożsamą np. pozby­wa­nia się futra, czy wyra­bia­nia wypro­sto­wa­nej postawy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Stefan

    Niestety nie zgadzam się z Tobą 🙂 Wiedza jest przy­datna i to bardzo. Oczy­wi­ście można żyć będąc głupim albo będąc spe­cja­li­stą w jednej dzie­dzi­nie, tak samo można żyć bez prądu, elek­tro­niki, nawet bez solid­nego dachu nad głową. Są na świecie plemiona które żyją w sło­mia­nych sza­ła­sach, jedzenie nie leży w sklepie na pólkach tylko biega po lesie albo buszu i muszą je upolować. Tak samo można żyć bez wiedzy jak można żyć bez cywi­li­za­cji. Ale o ile wygod­niej­sze i łatwiej­sze jest życie z cywi­li­za­cją? Tak samo o ile wygod­niej­sze jest życie z wiedzą? Nie porów­ny­wal­nie.

    Na co dzień widzę ludzi którzy po prostu marnują życie (czas, nerwy, pie­nią­dze) z powodu braku wiedzy w różnych dzie­dzi­nach.

    Na przykład, kierowcy którzy bez­myśl­nie prowadzą samochód — gdyby posia­dali i chcieli stosować wiedzę np. z fizyki jechali by bez­piecz­niej, wolniej a zarazem szybciej i taniej docie­rali do celu (tak, da się).

    Na przykład klienci robiący zakupy, mogli by się odżywiać zdrowiej, smacz­niej i taniej gdyby posia­dali i chcieli stosować wiedzę z chemii, bilogii oraz mate­ma­tyki (umieli by cho­ciażby policzyć czy bardziej opłaca się kupić 1L za 8 zł czy 0,5L za 5 zł).

    Na przykład podat­nicy płacący podatki, gdyby znali chociaż podstawy prawa wie­dzieli by jak unikać płacenia nie­któ­rych haraczy (czyt. podatków) — chociaż tutaj nie­któ­rzy sobie całkiem nieźle radzą.

    Na przykład osoby kupujące miesz­ka­nie na kredyt (czyt. słynni fran­ko­wi­cze) potra­fili by skal­ku­lo­wać i ocenić ryzyko i opła­cal­ność oferty kre­dy­to­wej gdyby znali podstawy ekonomii i mate­ma­tyki.

    Kto ma większą wiedzę ten będzie lepszy od innych, będzie doko­ny­wał lepszych wyborów.
    Kto uważa że od tego czego się nie wie i nie umie są spe­cja­li­ści zawsze będzie gorszy, bo wiedza kosztuje i nikt za darmo nikomu się nią nie podzieli więc albo będzie płacił za wiedzę której sam nie posiada albo będzie w dupie jak go nie stać. Takimi prawami rządzi się ten świat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sta­ni­sław

      “Na przykład podat­nicy płacący podatki, gdyby znali chociaż podstawy prawa wie­dzieli by jak unikać płacenia nie­któ­rych haraczy” hurr durr podatki, państwo mnie okrada hurr durr

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • gus

      Rzecz pod­sta­wowa mylisz wiedzę z mądro­ścią a brak wiedzy z głupotą.Poza tym nie wydaje mi się że jeżeli ktoś ma większą wiedzę ode mnie w danym temacie jest ode mnie lepszy. Co znaczy lepszy gorszy?Może i tak się na ogół dzieje tak, że Ci co posia­dają większą wiedzę wyko­rzy­stują tych którzy tej wiedzy nie posiadają.Ludzie podzie­lili sami siebie na tych co dają się wyko­rzy­stać i tych co się nie dadzą, a wiedza jest tylko środkiem do speł­nie­nia powyż­szych warunków

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • jaroz@autograf.pl

      To nie do końca masz rację, ponieważ posia­da­jąc ogromną wiedzę ska­zu­jesz się na samot­ność a to dlatego, bo nikt cie nie rozumie, bo więk­szość ludzi inte­re­suje tylko jak przeżyć od 10 do 10 albo jaki masz samochód itp. no i mamy taki świat że wystar­czy mieć jakiś talent tele­wi­zyjny i już jesteś kimś, a jak tego nie masz i nie pokazują cie w tv to nawet jak byś był naj­mą­drzej­szym czło­wie­kiem świata, to dla mas i nawet dla naj­bliż­szego oto­cze­nia jesteś tylko zwykłym Kowal­skim.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sehee

        Uważam, że posia­da­nie wiedzy czy też ogromnej wiedzy nie skazuje tej że osoby na samot­ność.
        Inte­re­suje mnie wiele aspektów doty­czą­cych naszego nie­po­skro­mio­nego wszech­świata i staram się cały czas pogłę­biać swoją wiedze w tym i innych kie­run­kach. Bardzo często dziele się wiedzą z osobami z którymi spędzam czas i w więk­szo­ści są to ludzie jak to okre­śli­łeś sta­ra­jący się przeżyć od 10 do 10. Ale muszę się z Tobą nie zgodzić. Bardzo chętnie słuchają i są zain­te­re­so­wani tematyką, którą im przed­sta­wiam, mogę nawet powie­dzieć, że nie tylko słuchają a nawet starają się włączyć w rozmowę i ją pogłę­biać. Oczy­wi­ście nie wszyst­kich to inte­re­suje, nie można spo­glą­dać przez pryzmat paru osób na resztę, ale nikt nie neguje takich rozmów.
        Pro­ble­mem osób z wiedzą może być brak umie­jęt­no­ści prze­ka­za­nia infor­ma­cji innym czy bycie ela­stycz­nym w stosunku do rozmówcy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://BitMon.pl BitMon.pl

    A może spró­bo­wać porównać wiedzę do pie­nię­dzy. Może będzie łatwiej odpo­wie­dzieć. Wiemy, że pie­nią­dze muszą pracować. Jest złe i bez­ce­lowe gro­ma­dze­nie pie­nię­dzy dla pie­nię­dzy. Pieniądz to narzę­dzie do osią­ga­nia celów. …

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • pav_cio

    tylko proszę bez takiej ironi co do teorii budowy piramid. Pewnego dnia możemy się zdziwić. Na dzień dzi­siej­szy fakty prze­ma­wiają raczej za kon­tak­tem z zaawan­so­waną tech­no­lo­gią sta­ro­żyt­nych. Chyba, że autor, tak jak więk­szość twar­do­gło­wych naukow­ców, sądzi, że wie kiedy, jak, po co i kto wybu­do­wał wielką piramidę, Puma Punku i inne budowle mega­li­tyczne??

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak właśnie autor sądzi. Na pod­sta­wie brzytwy Ockhama i kilku innych ele­men­tar­nych narzędzi ofe­ro­wa­nych przez meto­do­lo­gię naukową. Bo w nauce nie ma miejsca na rozu­mo­wa­nie na zasadzie “kiedyś się możemy zdziwić”. Jak się zdziwimy, to się zdziwimy; a na razie bez­pod­stawne domysły pozo­stają domy­słami. Chyba, że komen­tu­jący, tak jak więk­szość pseu­do­nau­kow­ców sądzi, że można mnożyć byty i w sposób abso­lut­nie nie­fal­sy­fi­ko­walny “tłu­ma­czyć” nimi poszcze­gólne zjawiska.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał

        Myślę, że ten komen­tarz zawiera w sobie odpo­wiedź na powyższy tekst 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • hulaj

    Spe­cja­li­za­cja to rze­mio­sło, wiedza ogólna to inte­li­gen­cja

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sobolka

    A ja myślę, że ta chęć pozna­wa­nia czegoś nowego, uczenia się coraz nowych rzeczy, to zwykła ludzka cie­ka­wość. U jednych objawia się nie­od­partą chęcią wści­bia­nia nosa w cudze sprawy i plot­ko­wa­nia, kto z kim się spotyka, w co się ubrał itp. Inni zaspo­ka­ja­jąc tą samą potrzebę stawiają jednak inne pytania. Zamiast zasta­na­wiać się Kto? i Co? Pytają Dlaczego? I właśnie ta różnica pchnęła nas na to forum i w inne miejsca, gdzie szukamy odpo­wie­dzi. A jak już dowiemy się czegoś, na inte­re­su­jący nas temat, stawiamy coraz nowe pytania i szukamy dalej i dalej, i .…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.behance.net/michal_firek Michał

    Ja myślę, że pochła­nia­nie wiedzy dla pochła­nia­nia wiedzy jest głupie. Wystar­czy szczerze się zapytać po co ja to robię? Jeśli tylko po to, żeby prze­czy­tać kolejną książkę bo wtedy moje ego się połechta i będę uważał się za “erudytę” — to idiotyzm i dzie­cinne zacho­wa­nie. Jeśli coś Cie po prostu ciągnie do tej wiedzy i nie potra­fisz powie­dzieć czemu, to praw­do­po­dob­nie jest to Twoja intuicja, która według mnie jest naszym wewnętrz­nym kompasem i ja oso­bi­ście zawsze kieruje się w dzia­ła­niu ( nie w pla­no­wa­niu) właśnie nią. Polecam wszyst­kim, mi zawsze pomaga 🙂 Poza tym nie wierzę w żadne uni­wer­salne cele czło­wieka, życie jest rela­tywne i każdy sam określa (jeśli jest świadomą osobą) albo ktoś za niego określa (jeśli nie jest świadomy) po co żyje — tak samo ze zdo­by­wa­niem wiedzy, jeśli jesteś świadomy po co to robisz i co ona może Ci dać to zyskasz (może mate­rial­nie, a może posze­rzysz hory­zonty), a jeśli sięgasz po byle co następ­nego, oby więcej, to kręcisz się w kółko i pozwa­lasz żeby przy­pa­dek decy­do­wał za Twój rozwój umysłowy. Reasu­mu­jąc… pierwsze zdanie jest puentą całego komen­ta­rza 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://iwasthere.com.pl/ keeeper

    Wiedza to moc!

    .
    .
    .

    Ale z drugiej strony czas to pieniadz. A z prostego prze­ksztal­ce­nia wzoru na moc wychodzi nam, ze:

    Moc = Praca podzie­lona przez czas, wiec

    Pieniadz = Praca podzie­lona przez wiedze.

    Wniosek? Im wiecej wiemy, tym mniej czasu na zara­bia­nie kasy 🙁

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Luke

    Ja oso­bi­ście mógłbym zacząć od jakiegoś pom­pa­tycz­nego wstępu o tym że człowiek jest jedyną znaną istotą która ma wewnętrzną potrzebę pozna­wa­nia świata i jego praw, etc… ale pomy­śla­łem że wyja­śnie­nia meta­fi­zyczne i filo­zo­ficzne akurat w tym miejscu nie są konieczne. Po prostu czasami też mam takie chwile zwąt­pie­nia, Wetlt­sch­mertze i poczucie braku celo­wo­ści w swoim dzia­ła­niu to wchodzę na Interię albo inny portal i czytam komen­ta­rze w zakładce pod infor­ma­cjami ze świata nauki. Ulga natych­mia­stowa.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ulga, czy może jeszcze większy ból? Kiedy uświa­do­misz sobie, że to zwykli ludzie jakich wszędzie pełno; nie­któ­rzy pewnie pełniący nie byle jakie funkcje, być może bardziej usa­tys­fak­cjo­no­wani swoim życiem niż my. Co komu po “wyż­szo­ści” w jakiejś sferze, której i tak nikt nie zauważy?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Udzielę Ci odpo­wie­dzi, może nie satys­fak­cjo­nu­ją­cej, ale praw­dzi­wej. Zdo­by­wamy wiedzę z gnę­bią­cej nas cie­ka­wo­ści i a pozna­wa­nie roz­wią­za­nia kolej­nych zagadek sprawia nam dużą frajdę. Tylko tyle i aż tyle. Moim zdaniem wystar­czy ;-).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • TOADLEE

    Człowiek głodny wiedzy zawsze będzie samotny — zawsze braknie mu kogoś do sty­mu­lo­wa­nia mózgu. A jeszcze gdyby doszło do tego prze­kleń­stwo bycia poli­hi­sto­rem? Mieć w głowie piękny ciąg przy­czy­nowo-skutkowy na temat cho­ciażby relacji między błędami popeł­nio­nymi pod Get­tys­bur­giem a kryzysem toż­sa­mo­ści Europy ale myśli te nie zostają nigdy wypo­wie­dziane, bo brakuje gruntu… 

    Internet nie sprzyja dyskusji. Robi z niej kary­ka­turę. Z drugiej strony nawet mądrzy i inte­li­gentni znajomi wolą dyskusje (?) o seria­lach i muzyce. Dyle­tanci mają się o wiele lepiej…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marta

    Uważam że chęć posze­rza­nia wiedzy wykształ­ciła się ewo­lu­cyj­nie. Kiedyś ten człowiek który spraw­dził czy mięso uprzed­nio wrzucone do ognia również jest zjadliwe miał większe szanse prze­ży­cia niz ten który nie chciał tego wiedzieć.
    Jako dzieci wszyscy byliśmy ciekawi życia i zada­wa­li­smy dużo pytań, niestety w ciągu życia u nie­któ­rych chęć wiedz zanika.
    Dodat­kowo uważam że celem odkształ­ce­nia się i posze­rza­nia wiedzy jest ciągły rozwój spo­łe­czeń­stwa, dzięki tym osobom które chciały się uczyć i nie utraciły cie­ka­wo­ści życia mamy elek­trycz­ność, żarówki, tele­wi­zory komórki i tym podobne.
    A taki argument nie obiek­tywny to, pochwa­le­nie się swoją wiedzą sprawia mi przy­jem­ność, dostaje nagrodę za to że zamiast siedzieć przed kolejnym głupim filmem czytam na przykład kwantowo. 

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Żaneta Czy­pionka

    A może to jednak kwestia inte­lek­tu­al­nej mastur­ba­cji, róż­nią­cej się od nor­mal­nej tym, że tą można się pochwa­lić.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Hendra

      Chyba jedno z naj­bar­dziej obra­zo­wych, jak i trafnych określeń, z którym zupełnie się zgadzam! To po prostu daje przy­jem­ność i satys­fak­cję.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Żaneta Czy­pionka

        dziękuję

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.pilaster.blog.onet.pl pilaster

    Swego czasu pilaster miewał podobne dylematy. Zapychał sobie głowę “pier­do­łami o żabach” i próbował na siłę zain­te­re­so­wać nimi innych, co spo­ty­kało się nie­odmien­nie z niezbyt przy­chylną reakcja tych innych.

    Ale trwało to do momentu, kiedy te “pierdoły o żabach” pilaster zaczął …komer­cja­li­zo­wać. 🙂 Zarówno w pracy zawo­do­wej, jak i poza nią

    Poza tym zauważył pilaster, że ci inni, którzy nie chcą się owymi pier­do­łami o żabach zain­te­re­so­wać, wcale nie są obojętni wobec osób które owe pierdoły opa­no­wały. Nie okazują tego wprost, ale odczu­wają jednak spory respekt wobec wiedzy, a nawet coś w rodzaju lęku.

    No i wreszcie “pierdoły o żabach” są fascy­nu­jące same w sobie i ich stu­dio­wa­nie przynosi wiele radochy porów­ny­wal­nej do tej, którą osiągają np wędkarze wycią­ga­jący pię­cio­ki­lo­gra­mo­wego szczu­paka.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0