Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 61

Racjonalne gadanie

I po co Ci ta wiedza?

29th Maj '16

Pochylmy się nad pytaniem o sens samokształcenia i poszerzania horyzontów. Może dla niektórych to banał, lecz dla mnie kwestia fundamentalna, która budzi we mnie ogromny niepokój i jeszcze większy dyskomfort. Dlatego, że nie potrafię udzielić w pełni satysfakcjonującej odpowiedzi.

Ciemnota jest cier­pie­niem umysłu.
– David Hume
Sprawa rysuje się nastę­pu­jąco. Przy­chodzi do Ciebie kumpel, kole­żanka, kuzyn, stryjek, masa­żystka, zbłąkane nie­bo­żątko, i zauważa impo­nu­jącą domową biblio­teczkę. Woooow, ile książek – zauważa swym bystrym okiem, po czym kon­ty­nuuje – Ty to wszystko czytałeś? Nie­śmiało przy­ta­ku­jesz i dostrze­gasz, że gość z zachwytu prze­chodzi w lekką szyderę: Wła­ściwie po cholerę ci to? Chyba naprawdę masz za dużo czasu.

Natu­ralnie scena została prze­ry­so­wana, a wspo­mniana biblio­teczka to tylko swego rodzaju metafora. Możesz wyobrazić sobie sto innych, drobnych sytuacji, w której postronna osoba po cichutku pokpiwa, bo opa­no­wałeś czeluści jakiejś egzo­tycznej dzie­dziny. Prze­czy­tałeś dziesięć książek o malar­stwie baroku lub zafa­scy­no­wały Cię walory kra­jo­brazu Tadży­ki­stanu, a jedyne na co zdo­bę­dzie się rozmówca to… Nic, bo praw­do­po­dobnie ma w nosie Twoje sno­bi­styczne zain­te­re­so­wania. Ewen­tu­alnie może Cię potrak­tować jako nie­szko­dli­wego dziwaka, trwo­nią­cego czas na bzdety. Na myśl przy­chodzi mi porów­nanie do kul­tu­rysty, który na ścieżce do nad­ludz­kiej sylwetki zdobył się na wielkie wyrze­czenia, po to tylko, aby na końcu usłyszeć pytanie: A tak w ogóle, jak dajesz radę podrapać się po plecach?

I tak czło­wieka nachodzi nie­po­ko­jąca myśl. Co jeśli w tym igno­ranckim rozu­mo­waniu zawarta jest odrobina racji i para­dok­salnie naj­więcej uczą się naj­głupsi? Czy upo­rczywe, wręcz kom­pul­sywne pochła­nianie wiedzy to zacho­wanie racjo­nalne?
po co na coOdwieczna zagadka. Kto odniesie większy sukces: gość dosko­na­lący się w swojej dzie­dzinie i nie­ustannie prący w kon­kretnym kierunku, czy tak zwany człowiek rene­sansu, mający potężne pokłady wiedzy, do których sięgnie ze dwa razy do roku? Nawet się nad tym nie główmy, bo wystarczy rozej­rzeć się wokół aby ujrzeć dzie­siątki idiotów na eks­po­no­wa­nych sta­no­wi­skach, w mediach, tudzież przy władzy. Ale właśnie. Czy aby na pewno idiotów? Co dyrek­to­rowi banku po zna­jo­mości układu okre­so­wego pier­wiastków? Na cholerę bur­mi­strz pro­win­cjo­nal­nego miasta ma odróż­niać filo­zofię Sokra­tesa od Kanta? Dlaczego infor­matyk powinien zawracać sobie głowę treścią Iliady czy Hamleta? Sam sobie odpo­wiedz. Szczerze.

To naprawdę cho­lernie przy­gnę­bia­jące! Jesteś dentystą i prze­czy­tałeś książkę poświę­coną mecha­nice kwan­towej. Fajnie, posze­rzyłeś hory­zonty, posia­dłeś wiedzę tajemną. Gra­tu­luję, wkro­czyłeś właśnie do krainy nie­skoń­czo­nych moż­li­wości. Możesz pochwalić się nowymi infor­ma­cjami przed kolegą, zanudzić dziew­czynę, napisać bloga, a nawet roz­wiązać krzy­żówkę. Tyle wygrać!

Tak, to przy­gnę­bia­jące…

Mimo wszystko, gdzieś głęboko w nas, zako­rze­niono szacunek do mądrości. Wycho­wu­jemy się w zgodzie z ludową maksymą ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz. Tyle tylko, że nikt nie zde­fi­niował maje­sta­tycz­nego pojęcia „potęgi”. No chyba, że ktoś odczuwa szcze­gólny przypływ mocy, oglą­dając co wieczór „Jeden z dzie­sięciu” i próbując odpo­wiadać na zagwozdki Tadeusza Sznuka. 

Wyobraź teraz sobie, że jesteś nauczy­cielem i uczeń, z nie­kła­manym zain­te­re­so­wa­niem, zadaje Ci pytanie o sens wszech­stron­nego wykształ­cenia. Co mu odpo­wiesz? Oso­bi­ście się z takowymi zetknąłem wiele razy, w różnych miej­scach i oko­licz­no­ściach. Choćby od kolegów-stu­dentów, nie­po­tra­fią­cych znaleźć wyja­śnienia dla koniecz­ności zali­czania modułów tzw. wykształ­cenia ogólnego (socjo­logia, psy­cho­logia, filo­zofia etc.). Skoro sensu inter­dy­scy­pli­nar­nego rozwoju nie dostrzega osoba prze­sia­du­jąca na uczelni wyższej, to nie należy dziwić się nasto­latkom. Dlatego za tak ważne uważam zna­le­zienie jakiejś, w miarę logicznej odpo­wiedzi, którą mógłbym przed­stawić zarówno im jak i samemu sobie.

W cie­niut­kiej ksią­żeczce „Jak być uczonym”,  prof. Michał Heller porów­nuje głupotę do choroby, tym groź­niej­szej im bardziej nie­uświa­do­mionej. Pod­pi­suje się również pod cytatem Hume’a, którym opa­trzyłem niniejszy tekst. Obscu­rity is painful to the mind. Czyżby? Wie­lo­krotnie oglą­dałem róż­no­rakie sondy uliczne, mające uwy­datnić braki ele­men­tarnej wiedzy u prze­cięt­nych oby­wa­teli. Rze­czy­wi­ście, wśród prze­chod­niów nigdy nie bra­ko­wało jed­no­stek nie­roz­po­zna­ją­cych na ilu­stracji sylwetki Pił­sud­skiego bądź wzoru suma­rycz­nego H2O. Nie spo­strze­głem jednak aby deli­kwenci łkali nad truchłem swego wykształ­cenia. Po pal­nięciu głupoty, potra­fili bez zaże­no­wania, z szerokim uśmie­chem na twarzy, pozdrowić do kamery zna­jo­mych. Słusznie, przecież świat się nie zawalił a żaden szcze­nia­czek nie ucier­piał. Jeszcze zestawmy ich z Nie­tz­schem czy Scho­pen­hau­erem, aby wysunąć wniosek dokładnie prze­ciwny do myśli Hume’a. Umysł od ciemnoty nie cierpi, bo naj­czę­ściej nie jest świadomy swoich ogra­ni­czeń i pły­ną­cych zeń kon­se­kwencji. Umysł „światły” zaś, otrzy­muje bonus +10 do nihi­lizmu egzy­sten­cjal­nego.
schopiTa kwestia sięga znacznie głębiej. Nie­świa­doma niczego owieczka oszczędzi sobie nerwów słysząc bzdurne dysputy w auto­busie, czy tra­fiając w inter­necie na jakieś debilne teorie spiskowe. Zrób eks­pe­ry­ment. Pokaż niezbyt lotnemu zna­jo­memu dyskusję z pro­epi­de­mi­kami czy innymi kre­acjo­ni­stami i zapytaj co o tym sądzi. Praw­do­po­dobnie wzruszy ramio­nami, zupełnie nie pojmując Twojej irytacji. Co prawda, może zapłaci za swą nie­wiedzę wiarą, dajmy na to w poza­ziem­skich budow­ni­czych piramid czy per­pe­tuum mobile – ale w sumie, co za różnica? Zapew­niam, że wszech­świat pozo­stanie nie­wzru­szony jego opinią, tak jak i Twoją czy moją.

Ale trochę odbie­głem od tematu. Wracając na właściwe tory, wyobraź sobie drogi czy­tel­niku, co mógłbyś zrobić z czasem jaki prze­zna­czyłeś na zgłę­bianie fizyki/astronomii/biologii (zakła­dając, że nie jesteś fizykiem/astronomem/biologiem)? Ile mógłbyś prze­czytać książek ze swojej dzie­dziny lub pokrewnej? Może zdo­łałbyś ogarnąć jakąś uni­wer­salną zdolność, jak np. dodat­kowy język obcy? Zdobyć dodat­kowe, uży­teczne zna­jo­mości? Albo chociaż pobiegać dla zdrowia?

zaby4Pisząc te słowa przeszło mi przez myśl, że naukę nale­ża­łoby zakwa­li­fi­kować do kate­gorii enig­ma­tycz­nych wartości, na które każdy z nas trwoni czas i pie­niądze, wyłącznie z irra­cjo­nal­nego poczucia obo­wiązku. Tak jak nacjo­na­lista masze­ruje przez miasto z flagą, tak my „ambitni” zapy­chamy sobie czerepy olbrzymią ilością danych. Bo wypada, bo tak nas wycho­wano, bo to premiuje lokalna kultura. Niemniej, mam nadzieję, że się mylę i znajdę znacznie roz­sąd­niejszy punkt zacze­pienia.

Nie wyko­pałem tego dylematu ot tak, dla draki. Jako osoba, która zawaliła pół miesz­kania książ­kami i spędza niemal cały wolny czas na pochła­nianiu nauki i prze­ka­zy­waniu jej dalej, naprawdę chciałbym poznać odpo­wiedź. Robimy coś sen­sow­nego, czy zwy­czajnie fra­je­rzymy?

podpis-czarny

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Zonkil9

    To rze­czy­wi­ście ciężka kwestia. Indy­wi­du­alnie mogę odpo­wie­dzieć, że posze­rzam wiedzę na wiele tematów, bo bez tego czułbym się „niepełny”, bra­ko­wa­łoby mi czegoś w życiu. Jakąś dziwną przy­jem­ność sprawia mi dowia­dy­wanie się nowych faktów, więc chyba po prostu robię to dla siebie. Czasem to, czego się dowie­działem, może mi się przydać w naj­bar­dziej nie­spo­dzie­wanej sytuacji. A jeśli mogę zain­te­re­sować tym kogoś innego, to sprawia mi to jeszcze większą radość, bo mogę z kimś o tym poroz­ma­wiać. :)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Arka­diusz

    Ciekawy tekst i dość często nachodzą mnie myśli odnośnie sensu samo­kształ­cenia. Jednego jestem pewien, że czas poświę­cony na pogłę­bianie własnych zain­te­re­sowań jest na pewno czasem spę­dzonym dla przy­jem­ności i jeżeli jest to zgodne z kie­run­kiem kształ­cenia czy pracy zawo­dowej to można powie­dzieć o pewnym speł­nieniu. Znam paru zna­jo­mych którzy pokoń­czyli studia na przykład związane z dzie­dzi­nami huma­ni­stycz­nymi ( Bo takie mieli zain­te­re­so­wania), a zajmują się zupełnie czym innym, jeden jest infor­ma­ty­kiem, drugi składa samo­chody. Żaden z nich nie robi tego bo musi tylko dlatego, że akurat w kon­kretnym czasie im się to spodo­bało i zaczęli zajmować się zupełnie czymś innym. Jednak zawsze lepiej jest wiedzieć więcej, przy­najm­niej więcej się będzie miało do powie­dzenia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kaktus

    Z pytaniem o sens wiedzy jest podobnie jak z innymi pyta­niami o sens cze­go­kol­wiek. Mozesz odpo­wie­dzic sobie funk­cjo­nalnie poprzez cel ktory reali­zu­jesz ale kazdy czlowiek nie­za­le­znie od tego czym sie zajmuje: pro­jek­tujac domy, pracujac przy tasmie czy prze­rzu­cajac obornik moze podwazyc sens swego dzia­lania patrzac bardziej ogolnie na calo­ksztalt swego ist­nienia. Wszystko czego podej­mu­jemy sie poza pod­trzy­ma­niem wlasnych funkcji zycio­wych (a w pytaniu o sens zycia rowniez i to) moze pro­wa­dzic do podob­nych pytań. Bo czy jako ludzkosc wzra­stamy w jakims poczuciu obo­wiazku wobec tego co robimy? Czy pomna­zamy jakies dobro indywidualne/ogolu? A czym ono jest? Jak je zmierzyc? Czy poprostu przez cie­ka­wosc zaspo­ka­jamy na chwile ten wewnetrzny niedobor sensu jaki z racji bycia „tu i teraz” nie­ustannie nam towa­rzyszy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Marcin

      Zgoda, chociaż mimo wszystko wydaje się, że zaj­mo­wanie się nauką w dalszej per­spek­tywie bardziej sprzyja prze­trwaniu gatunku ludz­kiego niż wspo­mniane przez Ciebie pra­co­wanie na taśmie czy prze­rzu­canie obornika. Oczy­wi­ście wciąż pozo­staje pytanie o sens pod­trzy­my­wania egzy­stencji gatunku ludz­kiego 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kaktus

        To czy zaj­mo­wanie sie nauka bardziej sprzyja prze­trwaniu nie jest tak oczy­wiste, bo to nauka dala min. mozli­wosci wykon­czenia calego gatunku niemal za jednym zamachem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Bruchal

        A także daje moż­li­wość wyjścia poza macie­rzystą planetę i prze­trwania impaktu, czy innego kata­klizmu 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kaktus

        Ale i tak skon­czymy w wielkim kolapsie, roz­darciu lub chlodzie hehe

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marcin

        Możliwe, ale jakbyśmy tylko przez następne wieki prze­rzu­cali obornik to takiego zda­rzenia na pewno nie prze­trwamy, a dzięki nauce – kto wie, może kiedyś np. spie­przymy do innego, bez­piecz­niej­szego wszech­świata 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marcin

    Świetny tekst. Moim zdaniem można na to spojrzeć z drugiej strony. Gdybyś nie czytał, poszedłbyś na imprezę, pograł na kompie albo zapisał się na kurs tańca? A po co Ci impreza, granie albo taniec? Zapewne jedynie dla miłego spę­dzenia czasu, bo trudno się tu doszu­kiwać głęb­szego celu. A czy czytając nie spędzasz czasu w sposób, który sprawia Ci przy­jem­ność? Zapewne nie cierpisz, skoro to robisz. Innymi słowy, jedni ludzie mają wrodzone pre­dys­po­zycje i pra­gnienia, które popy­chają ich w stronę tańca, a Ty masz potrzebę posze­rzania wiedzy. Nie ma więc sensu wybierać innego sposobu spę­dzania czasu, skoro ten reali­zuje Twoją potrzebę. Zgadzam się, że trudno byłoby wskazać obiek­tywne powody, dla których dowolna osoba miałaby zająć się nauką dla własnej korzyści – nie każdy ma z tego osobistą korzyść w postaci przy­jem­ności, tak jak Ty. Nato­miast wydaje się, że zain­te­re­so­wanie nauką bardziej sprzyja dobru spo­łecz­nemu i – bardziej pate­tycznie – prze­trwaniu ludz­kości niż gaming czy impre­zo­wanie. A więc ze spo­łecz­nego punktu widzenia, plus dla naukowców 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak, to prawda. Ale dlatego, żeby nie było zbyt prosto, wspo­mniałem o innych alter­na­ty­wach. Czas można spo­żyt­kować na „posze­rzanie hory­zontów” lub na imprezy, ale też na nabycie kon­kret­nych umie­jęt­ności nama­calnie przy­dat­nych w życiu. Mnie właśnie trapi samo porów­nanie samo­kształ­cenia do kla­sycz­nych rozrywek – a z Twojego postu właśnie taka kon­kluzja przebija. Robimy to tylko dla przy­jem­ności czy jednak przy­świeca nam jakaś idea?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marcin

        Moim zdaniem jedyną ideę, jaką mozna znaleźć jest pozy­tywny wplyw na jakość życia oraz zwięk­szenie szans prze­trwania gatunku w odległej per­spek­tywie – przy­swa­jamy, roz­wi­jamy i szerzymy wiedzę, dzięki czemu otrzy­mują ją kolejne poko­lenia i są one w stanie wyko­rzytać ją do prztr­wania / poprawy jakości życia. Oczy­wi­ście opiera się to na zało­żeniu, że utrzy­my­wanie gatunku ma sens. (Ale bez takiego zało­zenia chyba trudno o jakie­kol­wiek idee). Nato­miast w poprzednim komen­tarzu chodziło mi o to, że być może sta­wianie pytania o ideę o tyle nie ma sensu, że odpo­wiedź nic nie zmieni, bo sce­na­riusz, w którym reali­zu­jemy naukową cie­ka­wość naj­le­piej odpo­wiada indy­wi­du­alnym potrzebom. To znaczy, że nawet jesli nie ma wyższej idei, i tak zaj­mo­wa­li­byśmy się tym samym. Na przykład po co Ci „umie­jęt­ności przy­datne w życiu”, jak rozumiem, np. nauka pro­gra­mo­wania, która pozwoli zdobyć dobrą pracę? Oczy­wi­ście, po to, żeby mieć więcej hajsów i żyć bardziej kom­for­towo, czyli dopro­wa­dzić do jakiegoś poczucia szczę­śli­wości. Pytanie czy taki sce­na­riusz lepiej reali­zuje Twoje potrzeby i zapewnia większą szczę­sli­wość niż mniejsze „życiowe ogar­nięcie” za to większa wiedza naukowa. To oznacza, że nie ma zna­czenia czy przy­świeca nam jakaś idea czy nie, bo i tak robi­li­byśmy to samo. To broni się również wtedy, gdy przyj­miemy odwrotne zało­żenie niż na początku, mia­no­wicie że nic nie ma sensu – w takim wypadku zadna wyższa idea nie ma prawa bytu, a więc sens impre­zo­wania, zdo­by­wania „przy­dat­nych” umie­jęt­ności czy zain­te­re­so­wania nauką jest taki sam – zerowy. Tym bardziej więc należy zaspo­kajać własne potrzeby.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Mateusz

      Ni uważam, żeby prze­trwanie naszego zwie­rzę­cego gatunku było czymś dobrym dla Ziemi i dla nas samych. Jesteśmy świadomi, więc skazani na wieczne cier­pienie. Nawet mi się w głowie nie mieści taka teza. Brrr…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • bar­to­li­niii

    Tekst świetny, z komen­ta­rzami też trudno się nie zgodzić!

    Nie sądzę, aby była uni­wer­salna odpo­wiedź. Każdy sam sobie musi ją wypra­cować, aby na końcu uznać ją za bez­sen­sowną.
    Nie zgadzam się tylko z twier­dze­niem (między wier­szami), że jest jakiś powrót z tej drogi. Nie ma. Nie da się cofnąć wiedzy. Nie da się ponownie nauczyć igno­rancji. Więc jak już tak daleko zaszliśmy, brnijmy dalej.

    I przyznam się, że z biegiem lat, coraz bardziej prze­ra­żają mnie czasy ludzi wysoce wyspe­cja­li­zo­wa­nych. Mam wrażenie, że wiedza daje nam kontekst, a bez niego jesteśmy tylko robot­ni­kami w swoich wyma­ga­ją­cych branżach. Podat­nymi na mani­pu­lacje, jak śre­dnio­wieczni chłopi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • czyzyk14

    Za każdym razem gdy przy­chodzi mi ochota na prze­czy­tanie kolejnej książki o fizyce kwan­towej czy to astro­nomii w mojej głowie pojawia się myśl – po co? Przecież i tak nie będę miał z kim o tym poroz­ma­wiać, do niczego mi się ta wiedza nie przyda. Nie lepiej nie marnować czasu i pouczyć się czegoś co przyda mi się w życiu zawo­dowym?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Joan

    Pierwsza odpo­wiedź, jaka przyszła mi do głowy, to „cie­ka­wość”. Świat jest bardziej złożony, niż jesteśmy w stanie pojąć, a zgłę­bianie praw jego dzia­łania na coraz bardziej pod­sta­wowym poziomie po prostu ogromnie mnie pochłania. Ale to argument podobny do oso­bi­stego szczę­ścia – mnie cieszy to, sąsiada coś innego, nie ma to zna­czenia. Zwykle, gdy nie znam odpo­wiedzi, sięgam po filo­zofów. Ci od zawsze chyba dzielili ludzi na tych o potrze­bach przy­ziem­nych i ducho­wych, ale dlaczego to zawsze ci drudzy byli bardziej godni pochwały? Naprawdę, odpo­wiedzi na to pytanie nie potrafię sobie przy­po­mnieć z żadnego dzieła.
    …świetny tekst, choć mnie przybił.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kaktus

      Moze ten cytat wkladany w usta Sokra­tesa w Uczcie moglby byc odpo­wie­dzia: „życ życiem bez­my­slnym czlo­wie­kowi nie warto” gdyby uza­sad­nienie było satys­fak­cjo­nu­jace.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Joan

        Ale to tylko teza. Dlaczego nie warto? Co jest w nim takiego godnego pogardy?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kaktus

        Moze dlatego ze skoro posia­damy umie­jet­nosc zasta­no­wienia nad tym czy warto, to powin­nismy przy­najm­niej szukac zado­wa­la­jacej odpo­wiedzi. Istoty bez­my­slne nie maja nawet tej mozli­wosci zasta­no­wienia.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mary

    Z czysto ego­istycz­nego punktu widzenia: 1. nauka i pogłę­bianie wiedzy to rodzaj hobby, jak czytam, słucham etc. o rzeczach które mnie bardzo inte­re­sują odczuwam po prostu jakąś dziwną przy­jem­ność 2. im więcej wiem, tym bardziej uczę się ana­li­zować świat dookoła mnie, co dalej sprawia że w sprawach bardzo przy­ziem­nych ‚codzien­nych mam lepszy(bo bardziej obiek­tywny) osąd co osta­tecznie daje mi ( w teorii ) wybór lepszego roz­wią­zania 3. zdarzyło mi się kilka razy wypro­wa­dzić z błędu osoby które myślały że są czegoś świadome, a nie były, oczy­wi­ście były to osoby na tyle inte­li­gentne że przyjęły moje logiczne argu­menty i przy­znały mi racje, co oprócz wielkiej satys­fakcji, sprawiło że te osoby zaczęły inte­re­sować się danym tematem i może kiedyś jak ja napro­wadzą na właściwą ścieżkę kogoś innego (im więcej świa­do­mych ludzi tym lepiej dla nas wszystkim).. i mogłabym tak wymienić jeszcze kilka punktów.. jest tylko jeden minus tego wszyst­kiego, wydaje mi się że wraz ze wzrostem wiedzy wzrasta poziom nie­po­koju wewnętrz­nego spo­wo­do­wany ludzką igno­rancją i głupotą… taki skutek uboczny.. kac.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

    Ja tam sięgam po naukę, bo mnie inte­re­suje, a nie dlatego, że tak mnie wycho­wano. Po prostu zgłębiam te dzie­dziny, które chcę. A podej­ście, gdy ktoś się dowie, że człowiek robi coś więcej, niż uczy się na dzień przed egza­minem w postaci robienia ściąg i pyta „Ty nie masz co robić w życiu?” jest niestety częste, jak sam piszesz, także wśród stu­dentów, szkoda. A plus dla ludzi, którzy czytają (książki, nie g*nobzdury kre­acjo­ni­stów, o UFO itd.) jest głównie taki, że są dużo mniej podatni na mani­pu­lacje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Martyna Koni­kie­wicz

    „Czy nie mam nic innego do roboty w życiu?” No nie mam :) Nie wierzę w jakiś uni­wer­salny sens ist­nienia, robię więc w życiu to, co daje mi przyjm­ność i satys­fakcję. A posze­rzanie wiedzy daje. Czy to nie­prak­tyczne? Zależy, jak na to spojrzeć. Posze­rzanie wiedzy z różnych dziedzin rów­no­legle sprawia w pewnym momencie, że te różne dzie­dziny zaczy­naja się zazębiać. Ujaw­niają się związki, analogie, a sposób rozu­mo­wania prze­ćwi­czony w jednej dzie­dzinie, ułatwia poru­szanie się w kolejnej. Świat nabiera trochę więcej sensu. Zaczyna bardziej zachwycać, a trwanie w zachwycie jest przy­jemne. Z jeszcze bardziej prak­tycz­nych rzeczy (juz oso­bi­ście) – próby wgry­zania się w wiedzę z zakresu neu­ro­bio­logii, psy­cho­logii ewo­lu­cyjnej, etologii zwierząt, endo­kry­no­logii, kogni­ty­wi­styki i pewnie jeszcze kilku dziedzin w mniej­szym lub większym stopniu – ura­to­wały mi mał­żeń­stwo 😉 Z takim zaple­czem zde­cy­do­wanie łatwiej jest ogarnąć zmiany, które dzieją się z czło­wie­kiem przy okazji przyj­mo­wania nie­któ­rych leków, zmian leków, zmian wywo­ła­nych chorobą, czy waha­niami hor­mo­nal­nymi. Gdy obie strony sa trochę bardziej świadome tego, jak działa ludzki organizm – jest łatwiej nawet w sytu­acjach eks­tre­mal­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.stratfor.com/ Halder

    Bardzo ciekawy tekst i nie­zwykle trafna obser­wacja. Pozwolę sobie dołożyć swoje trzy grosze.

    Otóż, odpo­wia­dając na pytanie posta­wione w ostatnim akapicie, prawda – jak to zwykle bywa – leży po środku. Oczy­wi­ście ‘parcie na wiedzę’ i wrodzona (lub wytwo­rzona) potrzeba przy­swa­jania nowych infor­macji jest często stawiana jako coś dobrego, wręcz wzo­ro­wego. Posze­rzanie hory­zontów, większa ilość posia­da­nych wia­do­mości, elo­kwencja, mniejsza podat­ność na mani­pu­lacje (jak ktoś już zauważył w komen­ta­rzach) etc. to oczy­wi­ście prawda, ale z mojej per­spek­tywy mam zbliżone obser­wacje do autora. Innymi słowy, gros zdo­by­wanej wiedzy NIE JEST potrzebny ani nawet przy­datny do codzien­nego życia. Pal licho jeśli jeszcze pogłę­biamy wiedzę, nazwijmy to, zawodową: doszu­ku­jemy się szcze­gółów, uza­sad­nień, śledzimy nowinki i branże pokrewne – wtedy przy­najm­niej może to rzutować na naszą pracę, bo stajemy się jeszcze lepszymi eks­per­tami w danej dzie­dzinie. Co innego, kiedy mowa o tematyce zupełnie abs­trak­cyjnej, mocno niszowej lub – że tak to ujmę – aka­de­mic­kiej, gdzie z góry wiadomo, że nie będzie nawet z kim pogadać na temat świetnej książki czy niedawno prze­czy­ta­nego opra­co­wania. Trochę więc fra­je­rzymy, cytując autora.

    Cała sytuacja przy­po­mina posia­danie mało popu­lar­nego hobby. Ciebie to kręci, pasjo­nuje, wydajesz na to zaro­bione pie­niądze, a wokół jakoś nikt nie ma nawet pojęcia o co chodzi. Mam wrażenie, że trochę się to bierze z ogólnego wygod­nictwa i umy­sło­wego lenistwa więk­szości spo­łe­czeń­stwa. Dlatego pewnym ratun­kiem przed zosta­niem zupełnym „no-lifem” jest tra­fienie na osoby podzie­la­jące owe zain­te­re­so­wania. Moim zdaniem cały proces zdo­by­wania rela­tywnie dużych ilości wiedzy (w porów­naniu do osób, które jej w ogóle nie zdo­by­wają) świetnie wieńczy spo­sob­ność podzie­lenia się nią z innymi. Jasne, że można być zamkniętym w sobie, wyco­fanym i skromnym osob­ni­kiem, który zakopany w swoich książ­kach czy innych źródłach wiedzy nie widzi reszty świata, ale wydaje mi się, że praw­dziwa frajda to właśnie moż­li­wość wymiany poglądów.

    Spo­tkałem się z opinią, że każdy ma swój sposób na mar­no­wanie czasu. Skoro tak, to uważam, że o wiele lepiej poświęcić go na zdo­by­waniu wiedzy (nawet jeśli na co dzień niewiele z niej wyko­rzy­stamy) niż oglą­daniu tele­wizji, ciągłym impre­zo­waniu albo innym bez­re­flek­syjnym korzy­staniu z życia.

    Wielka tylko szkoda, że to już nie czasy Rene­sansu kiedy można było posiąść całość wiedzy. W dzi­siej­szych czasach jest to tak roz­bu­do­wany obszar, że nawet na prze­czy­tanie kilkuset książek może zabraknąć życia. No i nie można być eks­pertem ze wszyst­kiego. A szkoda.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jade

    Ja zaczęłam posze­rzać hory­zonty z dziedzin, które mnie inte­re­so­wały, bo one mnie inte­re­so­wały;) Bez żadnych kal­ku­lacji, po co mi to i do czego się może przydać. Po czasie zauwa­żyłam i korzyść – wiedząc więcej ogra­nicza się rolę sza­ma­nizmu w naszym życiu i po prostu się wie, gdy ktoś naj­zwy­czaj­niej gada głupoty.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • agnostyk

    Dla mnie odpo­wie­dzią na tytułowe pytanie są wspo­mniane w tekście problemy egzy­sten­cjalne. Ponieważ się pojawiły i doskwie­rają, to w celu zni­we­lo­wania ich dokucz­li­wego wpływu staram się roz­sze­rzać wiedzę. Być może kiedyś będę wiedział na tyle dużo, żeby sobie jakoś w swojej głowie z tymi pro­ble­mami poradzić. Szanse są mini­malne, ale większe niż zero, a byłyby równe zeru gdybym nie robił nic.

    Inaczej mówiąc, jestem w pewnym sensie szan­ta­żo­wany przez samego siebie – moja własna głowa zadręcza mnie pyta­niami, na które chcąc odpo­wie­dzieć muszę pogłę­biać swoją wiedzę. Osobom, które nigdy nie dotarły do etapu dostrze­żenia bezsensu własnego ist­nienia i nie odczuły w związku z tym prze­moż­nego dyso­nansu poznaw­czego mogę tylko zazdro­ścić.

    Poza tym dla wielu ludzi gro­ma­dzenie wiedzy jest pewnie po prostu ele­mentem, na którym budują własną samo­ocenę. Taki człowiek chce być w czymś dobry, żeby dobrze się czuć z samym sobą. Nie­którzy są dobrzy w sporcie, inni w malo­waniu, a jeszcze inni po prostu mają dużą wiedzę w kilku dzie­dzi­nach. Każdemu z nich można zadać pytanie „po co ci to?” i każdy z nich będzie miał podobny problem z udzie­le­niem odpo­wiedzi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Piotr

    Może dzięki prze­czy­taniu kilku książek na Twoim mózgu pojawią się dodat­kowe fałdy, co sprawi, że na starość unik­niesz demencji i Alzhe­imera.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale pro­siłbym o czytanie tekstu przed sko­men­to­wa­niem. Nie dotyczy on przecież czytania i nauki w ogóle – która może dotyczyć np. spe­cja­li­zacji – lecz właśnie wycho­dzenie poza swój obszar i przy­swa­janie wiedzy, która w praktyce może się nam nigdy nie przydać.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • M.

    Myślę że zdo­by­wanie wiedzy warun­kuje prze­trwanie i odnosi się do jakiegoś pier­wot­nego, ‚zako­rze­nio­nego w pod­świa­do­mości’, wypra­co­wa­nego w trakcie ewolucji sposobu – zgodnie z zasadą że „im więcej wiesz na na temat siebie i ota­cza­ją­cego cię świata, tym dłużej żyjesz”. Może to pry­mi­tywne stwier­dzenie. Ale jak dla mnie naj­bar­dziej trafne. Zgadzam się z komen­ta­rzem użyt­kow­nika „kaktus” – pytanie o sens zdo­by­wania wiedzy jest mniej więcej podobne do pytania o sens, np. zako­chi­wania się? Czy jakoś tak. Obawiam się że nie ma jednej uni­wer­salnej odpo­wiedzi na to pytanie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Sądzę, że właśnie takiej uni­wer­salnej odpo­wiedzi udzie­liłeś – a przy­najm­niej podjąłeś próbę. 😉 Brzmi to całkiem sen­sownie: nasza stra­tegia prze­trwania oparta o inte­li­gencję i wiedzę jest uni­ka­towa, a co naj­waż­niejsze działa. Pojawia się tu tylko jedno ale. Dlaczego więc ten pęd do nauki i ciągłego pie­lę­gno­wania rozumu prze­jawia jedynie pewien, niezbyt duży odsetek spo­łe­czeń­stwa?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • M.

        Zgadza się, pró­bo­wałam. Jednak widząc zło­żo­ność materii można się znie­chęcić i przy próbach pozostać, uznając że nie ma to więk­szego sensu 😉 Dlaczego. Jeżeli mam być kon­se­kwentna to powiem że część nie jest pre­dys­po­no­wana. Nie bardzo wiem czy można połączyć to ze świa­domym wyborem. Mówiąc prosto. Ten niezbyt duży odsetek ludzi zacho­wuje się atypowo w stosunku do ogółu. Pytanie jak trak­tować „aty­po­wość”. Nie wiem 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Prze­pra­szam za to płciowe faux pas. :)
        Przyszło mi do głowy już wcze­śniej, że rze­czy­wi­ście: sama cie­ka­wość świata jest imma­nentną cechą naszego gatunku, której potrze­bu­jemy żeby królować w przy­ro­dzie. Jednakże, tą cie­ka­wo­ścią wyka­zu­jemy się jako dzieci – co jest logiczne, bo przecież w okresie mało­let­niości jest nasz czas na naukę. Atypowe wydaje mi się więc utrzy­manie tej dzie­cięcej fascy­nacji przez całe życie. A może również ją zatra­cimy jak trochę doj­rze­jemy?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        Nie zgadzam się z tezą, że „im więcej wiesz na na temat siebie i ota­cza­ją­cego cię świata, tym dłużej żyjesz”. Więk­szość ludzi wie bardzo mało i tak było przez więk­szość czasu w historii naszego gatunku, więc to argument dla nie­wiel­kiej części popu­lacji. Chociaż można powie­dzieć, że wiedza o świecie to nie tylko wia­do­mości o historii Rzymu, ale też jak np. używać odpo­wiednio narzędzi. Wiedza dawała wtedy władzę, czyli pie­niądze. Dlatego tacy ludzie żyli i żyją dłużej. A że dzisiaj wiedza o świecie oznacza hiper­spe­cja­li­zacje (raz dla tego, że gmach całej nauki nie jest do ogar­nięcia dla jednego czło­wieka takiego Ary­sto­te­lesa czy Akwinaty, a dwa że są ogra­ni­czone zasoby na naukę: pie­niądze i czas). „Robota w korpo i karta z debetem” bardziej się opłaca niż czytanie Thomasa Manna czy pod­ręcz­nika do biologii ewo­lu­cyjnej (chyba, że jest się pisarzem albo bio­lo­giem). Radzę Ci sprzedać książki (prócz oczy­wi­ście jakiś pre­zentów) i wyzbyć się sen­ty­mentów do papieru. Ja zauwa­żyłem u siebie i u ludzi jakąś dziwne zami­ło­wanie do wszyst­kiego co stare XD Myślę, że utoż­sa­miamy stare z mądrym. Stare książki, starych ludzi itd, a tak naprawdę ani stare książki, ani starzy ludzie niczego cie­ka­wego nam nie powiedzą o współ­cze­snym świecie. Dlaczego warto czytać Homera? Bo to jest tam fajna przygoda i można się dowie­dzieć sporo na tematy mito­lo­giczne i bata­li­styczne. Ale lite­ra­turę piękną przede wszystkim czyta się dla przy­jem­ności. Co do lite­ra­tury nie­pięknej (huma­ni­styka, eseje, filo­zofia) to nie widzę żadnego powodu żeby czytać Platona, Ary­sto­te­lesa, Leibniza czy innego Kanta xD albo Ciorana (chyba, że chcesz mieć depresję i zostać ulty­ma­tywnym smutnym prze­grywem) Sam mam wielką potrzebę zgłę­biania tych „mądrości”, ale staram się z nią walczyć. Myślę sobie tak: „filo­zofia”, „filozof”, „poezja”, „poeta” jak to brzmi żałośnie śmiesznie. Te słowa nic nie znaczą dla mnie i dla spo­łe­czeń­stwa. Chociaż takiego Carnapa chcę prze­czytać, ale ciekawe czy Twoi koledzy naukowcy mają pojęcie czym jest nauka xD Pewnie nie. Taa, na to pytanie znają odpo­wiedz tylko filo­zofie. xD Co do samej nauki (biologi, chemii, fizyki, mate­ma­tyki) to uważam za słuszne poznawczo i może się jakoś przydać w życiu, choć trzeba pamiętać o tych ogra­ni­czo­nych zasobach (czas, pie­niądze, pamięć (?)). Niech nauka będzie obo­wiąz­kiem, a lite­ra­tura przy­jem­no­ścią (choć moim zdaniem wątpliwą, bo przecież przykrą, jeśli mamy do czy­nienia lite­ra­turą arty­styczną to przede wszystkim są to smutne pierdy). Ale się roz­pi­salem..
        PS. Czekam na odpo­wiedź i prze­pra­szam za chaos bijący z mojej wypo­wiedzi :)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        Dobra stawiam pytanie. Mam tą wiedzę o Cio­ra­nach i Kantach świata, ale jeszcze nie miałem dziew­czyny, bo są jakie są i nie lubią smutasów. To taka ich obrona ewo­lu­cyjna przed zje­ba­nymi genami. xD To jest niby dla mnie jakaś korzyść ewo­lu­cyjna z tego czytania? Jak to mówią, zaorane! 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        PS. Taka dygresja jeszcze na koniec na temat filo­zofii i lite­ra­tury pięknej. Jako ludzie lubimy narracje, opo­wieści z ciągiem przy­czy­nowo-skut­kowym (notabene zdys­kre­dy­to­wanym przez Hume’a, jego warto czytać nawet dzisiaj xD). Nasze mózgi szukają sensu w świecie, który nie ma sensu. Jesteśmy to po nic. Za 60 lat będziemy trupami bądź zde­men­cia­łymi głupcami (może warto uczyć się tych języków, bo dzięki temu można uniknąć albo opóźnić demencje starczą xD). Także lepiej sobie potań­czyć i się napić niż czytać jakieś nudy o o dajmy na to elek­tro­dy­na­mice. To jest dla ok. 1% ludzi i jest nudne. Już lepiej poczytać jakąś powieść albo posłu­chać muzyki, żeby zająć czymś myśli. Poza tym upatruję w czytaniu obrzy­dliwy element bur­żu­azyjny i miesz­czański – snobizm. Sam też jestem snobem, ale brzydzę się tego i potępiam. No to chyba tyle. Pozdra­wiam. :)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz

        W sumie zna­la­złem dobre remedium. Można uczyć się języków, a od jakiegoś poziomu zacząć czytać w ory­gi­nale. Przy­jemne z poży­tecznym. Ale to dużo czasu by pochła­niało, a można się dobrze nauczyć języka beż czytania w ory­gi­nale. Hmm…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Kamil Bruchal

        Skoro i tak będziemy trupami to co za różnica czy przedtem będziemy pić czy stu­diować?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ewa

        Oczy­wi­ście, że jesteśmy tu po coś. A po śmierci nasz byt nie rozplywa się w prze­strzeni bez naszej świa­do­mości. po śmierci też będziemy roz­li­czeni, choć oczy­wi­ście nie z liczby prze­czy­ta­nych książek. 

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • M.

        Nie ma za co, ta nie­jed­no­znacz­ność to raczej mój błąd. Cie­ka­wość
        oprócz tego że wystę­puję samo­istnie(?), deter­mi­no­wana jest przez ota­cza­jącą
        rze­czy­wi­stość. Jest ele­mentem większej całości i nie przy­na­leży wyłącznie do
        okresu dziecięcego/małoletności – uczymy się na każdym etapie życia. Zmienia się nieco wymiar, forma, treść infor­macji. Jeżeli jesteśmy naiwni w swoim dążeniu do zgłę­bienia czegoś co wykracza poza normalny zakres nie­zbędny do prze­trwania – to na pewno w tej swojej naiw­ności wytrwali. Może to sprzyjać roz­wo­jowi. Co tylko pogłębia różnice. Zatracić? Nieee. To byłby regres…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Marcin

        Być może odpo­wie­dzią na Wasze pytanie jest „układ sił” w gatunku –
        niektóre cechy mogą zapew­niać prze­trwanie na tle więk­szości, która tych
        cech nie posiada. Tak tłumaczy się stały odsetek lewo­ręcz­nych, który 
        utrzy­muje się od wieków. Zain­te­re­so­wanie nauką to może być taki rodzaj
        umy­słowej „lewo­ręcz­ności”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://przyjaznyateista.pl Leszek Cibor

    Jeśli spoj­rzysz na naukę i wiedzę w czysto uty­li­tarny sposób, doj­dziesz do takich smutnych kon­kluzji. To jest jednak nawyk naszych czasów, gdzie każdy aspekt naszego oto­czenia ocenia się w sposób użytkowy (stąd huma­niści to śmiech na sali, a inży­nie­rowie to gwiazdy przy­szłości). Taka to dwu­wy­mia­rowa retoryka, w którą łatwo wpaść. Dlatego warto mieć z tyłu głowy dwa istotne fakty:
    – Kulturę i cywi­li­za­cyjne trendy w polityce i ekonomi kształ­tują właśnie tacy ludzie rene­sansu o bogatej wiedzy, filo­zo­fowie i eko­no­miści (czyli huma­niści i nauki spo­łeczne). Mając wszech­stronną wiedzę, można łatwo się odnaleźć w ota­cza­jącej nas kulturze, zro­zu­mieć kon­teksty i łatwiej istnieć w spo­łe­czeń­stwie.
    – Kultura, jej naby­wanie i wiedza to proces kumu­la­tywny, tak więc swoją wiedzę o kulturze prze­ka­zu­jesz swoim dzieciom, z tym idzie Twoja empatia, wraż­li­wość (lub jej brak, jeśli jesteś pry­mi­tywem), a to osta­tecznie buduje cywi­li­zację.

    A tu łatwo o kon­kluzję, że wszech­stronna wiedza pomaga budować kulturę i cywi­li­zacje (a brak wiedzy i kultury tę cywi­li­zacje niszczy i dege­ne­ruje).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.berenike.pl Agnieszka

    A może to kwestia ewolucji, a unor­mal­nianie prze­cie­rania coraz to nowych ścieżek neu­ro­no­wych naszych mózgów jest częścią naszego dalszego, gatun­ko­wego rozwoju, częścią tożsamą np. pozby­wania się futra, czy wyra­biania wypro­sto­wanej postawy?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Stefan

    Niestety nie zgadzam się z Tobą :) Wiedza jest przy­datna i to bardzo. Oczy­wi­ście można żyć będąc głupim albo będąc spe­cja­listą w jednej dzie­dzinie, tak samo można żyć bez prądu, elek­tro­niki, nawet bez solid­nego dachu nad głową. Są na świecie plemiona które żyją w sło­mia­nych sza­ła­sach, jedzenie nie leży w sklepie na pólkach tylko biega po lesie albo buszu i muszą je upolować. Tak samo można żyć bez wiedzy jak można żyć bez cywi­li­zacji. Ale o ile wygod­niejsze i łatwiejsze jest życie z cywi­li­zacją? Tak samo o ile wygod­niejsze jest życie z wiedzą? Nie porów­ny­walnie.

    Na co dzień widzę ludzi którzy po prostu marnują życie (czas, nerwy, pie­niądze) z powodu braku wiedzy w różnych dzie­dzi­nach.

    Na przykład, kierowcy którzy bez­myślnie prowadzą samochód – gdyby posia­dali i chcieli stosować wiedzę np. z fizyki jechali by bez­piecz­niej, wolniej a zarazem szybciej i taniej docie­rali do celu (tak, da się).

    Na przykład klienci robiący zakupy, mogli by się odżywiać zdrowiej, smacz­niej i taniej gdyby posia­dali i chcieli stosować wiedzę z chemii, bilogii oraz mate­ma­tyki (umieli by cho­ciażby policzyć czy bardziej opłaca się kupić 1L za 8 zł czy 0,5L za 5 zł).

    Na przykład podat­nicy płacący podatki, gdyby znali chociaż podstawy prawa wie­dzieli by jak unikać płacenia nie­któ­rych haraczy (czyt. podatków) – chociaż tutaj nie­którzy sobie całkiem nieźle radzą.

    Na przykład osoby kupujące miesz­kanie na kredyt (czyt. słynni fran­ko­wicze) potra­fili by skal­ku­lować i ocenić ryzyko i opła­cal­ność oferty kre­dy­towej gdyby znali podstawy ekonomii i mate­ma­tyki.

    Kto ma większą wiedzę ten będzie lepszy od innych, będzie doko­nywał lepszych wyborów.
    Kto uważa że od tego czego się nie wie i nie umie są spe­cja­liści zawsze będzie gorszy, bo wiedza kosztuje i nikt za darmo nikomu się nią nie podzieli więc albo będzie płacił za wiedzę której sam nie posiada albo będzie w dupie jak go nie stać. Takimi prawami rządzi się ten świat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sta­ni­sław

      „Na przykład podat­nicy płacący podatki, gdyby znali chociaż podstawy prawa wie­dzieli by jak unikać płacenia nie­któ­rych haraczy” hurr durr podatki, państwo mnie okrada hurr durr

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • gus

      Rzecz pod­sta­wowa mylisz wiedzę z mądro­ścią a brak wiedzy z głupotą.Poza tym nie wydaje mi się że jeżeli ktoś ma większą wiedzę ode mnie w danym temacie jest ode mnie lepszy. Co znaczy lepszy gorszy?Może i tak się na ogół dzieje tak, że Ci co posia­dają większą wiedzę wyko­rzy­stują tych którzy tej wiedzy nie posiadają.Ludzie podzie­lili sami siebie na tych co dają się wyko­rzy­stać i tych co się nie dadzą, a wiedza jest tylko środkiem do speł­nienia powyż­szych warunków

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • jaroz@autograf.pl

      To nie do końca masz rację, ponieważ posia­dając ogromną wiedzę ska­zu­jesz się na samot­ność a to dlatego, bo nikt cie nie rozumie, bo więk­szość ludzi inte­re­suje tylko jak przeżyć od 10 do 10 albo jaki masz samochód itp. no i mamy taki świat że wystarczy mieć jakiś talent tele­wi­zyjny i już jesteś kimś, a jak tego nie masz i nie pokazują cie w tv to nawet jak byś był naj­mą­drzej­szym czło­wie­kiem świata, to dla mas i nawet dla naj­bliż­szego oto­czenia jesteś tylko zwykłym Kowal­skim.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sehee

        Uważam, że posia­danie wiedzy czy też ogromnej wiedzy nie skazuje tej że osoby na samot­ność.
        Inte­re­suje mnie wiele aspektów doty­czą­cych naszego nie­po­skro­mio­nego wszech­świata i staram się cały czas pogłę­biać swoją wiedze w tym i innych kie­run­kach. Bardzo często dziele się wiedzą z osobami z którymi spędzam czas i w więk­szości są to ludzie jak to okre­śliłeś sta­ra­jący się przeżyć od 10 do 10. Ale muszę się z Tobą nie zgodzić. Bardzo chętnie słuchają i są zain­te­re­so­wani tematyką, którą im przed­sta­wiam, mogę nawet powie­dzieć, że nie tylko słuchają a nawet starają się włączyć w rozmowę i ją pogłę­biać. Oczy­wi­ście nie wszyst­kich to inte­re­suje, nie można spo­glądać przez pryzmat paru osób na resztę, ale nikt nie neguje takich rozmów.
        Pro­blemem osób z wiedzą może być brak umie­jęt­ności prze­ka­zania infor­macji innym czy bycie ela­stycznym w stosunku do rozmówcy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://BitMon.pl BitMon.pl

    A może spró­bować porównać wiedzę do pie­niędzy. Może będzie łatwiej odpo­wie­dzieć. Wiemy, że pie­niądze muszą pracować. Jest złe i bez­ce­lowe gro­ma­dzenie pie­niędzy dla pie­niędzy. Pieniądz to narzę­dzie do osią­gania celów. …

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • pav_cio

    tylko proszę bez takiej ironi co do teorii budowy piramid. Pewnego dnia możemy się zdziwić. Na dzień dzi­siejszy fakty prze­ma­wiają raczej za kon­taktem z zaawan­so­waną tech­no­logią sta­ro­żyt­nych. Chyba, że autor, tak jak więk­szość twar­do­gło­wych naukowców, sądzi, że wie kiedy, jak, po co i kto wybu­dował wielką piramidę, Puma Punku i inne budowle mega­li­tyczne??

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak właśnie autor sądzi. Na pod­stawie brzytwy Ockhama i kilku innych ele­men­tar­nych narzędzi ofe­ro­wa­nych przez meto­do­logię naukową. Bo w nauce nie ma miejsca na rozu­mo­wanie na zasadzie „kiedyś się możemy zdziwić”. Jak się zdziwimy, to się zdziwimy; a na razie bez­pod­stawne domysły pozo­stają domy­słami. Chyba, że komen­tu­jący, tak jak więk­szość pseu­do­nau­kowców sądzi, że można mnożyć byty i w sposób abso­lutnie nie­fal­sy­fi­ko­walny „tłu­ma­czyć” nimi poszcze­gólne zjawiska.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał

        Myślę, że ten komen­tarz zawiera w sobie odpo­wiedź na powyższy tekst :)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • hulaj

    Spe­cja­li­zacja to rze­miosło, wiedza ogólna to inte­li­gencja

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sobolka

    A ja myślę, że ta chęć pozna­wania czegoś nowego, uczenia się coraz nowych rzeczy, to zwykła ludzka cie­ka­wość. U jednych objawia się nie­od­partą chęcią wści­biania nosa w cudze sprawy i plot­ko­wania, kto z kim się spotyka, w co się ubrał itp. Inni zaspo­ka­jając tą samą potrzebę stawiają jednak inne pytania. Zamiast zasta­na­wiać się Kto? i Co? Pytają Dlaczego? I właśnie ta różnica pchnęła nas na to forum i w inne miejsca, gdzie szukamy odpo­wiedzi. A jak już dowiemy się czegoś, na inte­re­su­jący nas temat, stawiamy coraz nowe pytania i szukamy dalej i dalej, i ….

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.behance.net/michal_firek Michał

    Ja myślę, że pochła­nianie wiedzy dla pochła­niania wiedzy jest głupie. Wystarczy szczerze się zapytać po co ja to robię? Jeśli tylko po to, żeby prze­czytać kolejną książkę bo wtedy moje ego się połechta i będę uważał się za „erudytę” – to idiotyzm i dzie­cinne zacho­wanie. Jeśli coś Cie po prostu ciągnie do tej wiedzy i nie potra­fisz powie­dzieć czemu, to praw­do­po­dobnie jest to Twoja intuicja, która według mnie jest naszym wewnętrznym kompasem i ja oso­bi­ście zawsze kieruje się w dzia­łaniu ( nie w pla­no­waniu) właśnie nią. Polecam wszystkim, mi zawsze pomaga :) Poza tym nie wierzę w żadne uni­wer­salne cele czło­wieka, życie jest rela­tywne i każdy sam określa (jeśli jest świadomą osobą) albo ktoś za niego określa (jeśli nie jest świadomy) po co żyje – tak samo ze zdo­by­wa­niem wiedzy, jeśli jesteś świadomy po co to robisz i co ona może Ci dać to zyskasz (może mate­rialnie, a może posze­rzysz hory­zonty), a jeśli sięgasz po byle co następ­nego, oby więcej, to kręcisz się w kółko i pozwa­lasz żeby przy­padek decy­dował za Twój rozwój umysłowy. Reasu­mując… pierwsze zdanie jest puentą całego komen­tarza 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://iwasthere.com.pl/ keeeper

    Wiedza to moc!

    .
    .
    .

    Ale z drugiej strony czas to pieniadz. A z prostego prze­ksztal­cenia wzoru na moc wychodzi nam, ze:

    Moc = Praca podzie­lona przez czas, wiec

    Pieniadz = Praca podzie­lona przez wiedze.

    Wniosek? Im wiecej wiemy, tym mniej czasu na zara­bianie kasy :-(

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Luke

    Ja oso­bi­ście mógłbym zacząć od jakiegoś pom­pa­tycz­nego wstępu o tym że człowiek jest jedyną znaną istotą która ma wewnętrzną potrzebę pozna­wania świata i jego praw, etc… ale pomy­ślałem że wyja­śnienia meta­fi­zyczne i filo­zo­ficzne akurat w tym miejscu nie są konieczne. Po prostu czasami też mam takie chwile zwąt­pienia, Wetlt­sch­mertze i poczucie braku celo­wości w swoim dzia­łaniu to wchodzę na Interię albo inny portal i czytam komen­tarze w zakładce pod infor­ma­cjami ze świata nauki. Ulga natych­mia­stowa.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ulga, czy może jeszcze większy ból? Kiedy uświa­do­misz sobie, że to zwykli ludzie jakich wszędzie pełno; nie­którzy pewnie pełniący nie byle jakie funkcje, być może bardziej usa­tys­fak­cjo­no­wani swoim życiem niż my. Co komu po „wyż­szości” w jakiejś sferze, której i tak nikt nie zauważy?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    Udzielę Ci odpo­wiedzi, może nie satys­fak­cjo­nu­jącej, ale praw­dziwej. Zdo­by­wamy wiedzę z gnę­biącej nas cie­ka­wości i a pozna­wanie roz­wią­zania kolej­nych zagadek sprawia nam dużą frajdę. Tylko tyle i aż tyle. Moim zdaniem wystarczy ;-).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • TOADLEE

    Człowiek głodny wiedzy zawsze będzie samotny – zawsze braknie mu kogoś do sty­mu­lo­wania mózgu. A jeszcze gdyby doszło do tego prze­kleń­stwo bycia poli­hi­storem? Mieć w głowie piękny ciąg przy­czy­nowo-skutkowy na temat cho­ciażby relacji między błędami popeł­nio­nymi pod Get­tys­bur­giem a kryzysem toż­sa­mości Europy ale myśli te nie zostają nigdy wypo­wie­dziane, bo brakuje gruntu… 

    Internet nie sprzyja dyskusji. Robi z niej kary­ka­turę. Z drugiej strony nawet mądrzy i inte­li­gentni znajomi wolą dyskusje (?) o seria­lach i muzyce. Dyle­tanci mają się o wiele lepiej…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marta

    Uważam że chęć posze­rzania wiedzy wykształ­ciła się ewo­lu­cyjnie. Kiedyś ten człowiek który spraw­dził czy mięso uprzednio wrzucone do ognia również jest zjadliwe miał większe szanse prze­życia niz ten który nie chciał tego wiedzieć.
    Jako dzieci wszyscy byliśmy ciekawi życia i zada­wa­lismy dużo pytań, niestety w ciągu życia u nie­któ­rych chęć wiedz zanika.
    Dodat­kowo uważam że celem odkształ­cenia się i posze­rzania wiedzy jest ciągły rozwój spo­łe­czeń­stwa, dzięki tym osobom które chciały się uczyć i nie utraciły cie­ka­wości życia mamy elek­trycz­ność, żarówki, tele­wi­zory komórki i tym podobne.
    A taki argument nie obiek­tywny to, pochwa­lenie się swoją wiedzą sprawia mi przy­jem­ność, dostaje nagrodę za to że zamiast siedzieć przed kolejnym głupim filmem czytam na przykład kwantowo. 

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Żaneta Czy­pionka

    A może to jednak kwestia inte­lek­tu­alnej mastur­bacji, róż­niącej się od nor­malnej tym, że tą można się pochwalić.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Hendra

      Chyba jedno z naj­bar­dziej obra­zo­wych, jak i trafnych określeń, z którym zupełnie się zgadzam! To po prostu daje przy­jem­ność i satys­fakcję.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Żaneta Czy­pionka

        dziękuję

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0