Już kilkukrotnie kierowano do mnie, skądinąd bardzo trafne pytanie: dlaczego średnica obserwowalnego wszechświata wynosi aż 92 miliardy lat świetlnych, skoro jego wiek ocenia się na niecałe 14 miliardów lat? Muszę przyznać, że przy pierwszym spojrzeniu na problem, niespecjalnie się przyłożyłem i doszedłem do kiepskich wniosków. Pora to naprawić.

Najpierw roz­pa­trzmy naj­bar­dziej intu­icyjny punkt widzenia. Wszech­świat zrodził się w drodze wiel­kiego wybuchu 13,82 miliarda lat temu. Pierwsze gwiazdy i galak­tyki, czyli obiekty mogące emitować widzialne światło, powstały naj­wcze­śniej po kilkuset milio­nach lat od tego wyda­rze­nia, ale dla uprosz­cze­nia przyj­mijmy, że pierwszy błysk powstał dokład­nie 13 mld lat temu. Byłby to bez wąt­pie­nia naj­dal­szy obiekt jaki mogą wypa­trzyć nasze tele­skopy. Skoro tak, to nale­ża­łoby przyjąć promień obser­wo­wal­nego wszech­świata o długości 13 mld lat świetl­nych. Gdzie­kol­wiek nie zwró­ci­li­by­śmy wzroku, nie zajrzymy dalej niż za tą odle­głość. Ziemia sta­no­wi­łaby więc punkt w samym środku olbrzy­miej kuli o średnicy 26 mld lat świetl­nych. To zro­zu­miałe podej­ście opie­ra­jące się na dwóch prze­słan­kach: nie­zmien­nej pręd­ko­ści światła w próżni, oraz stałości wszech­świata.

Źródło roz­bły­sku gamma GRB 090423, wyemi­to­wa­nego 13,04 mld lat temu, leży znacznie dalej niż 13 mld lat świetl­nych od Ziemi.

Źródłem błędu jest właśnie to drugie zało­że­nie. Teoria stanu sta­cjo­nar­nego dawno temu odeszła do lamusa, ustę­pu­jąc miejsca ciągłej eks­pan­sji wszech­świata. Odległe gromady galaktyk oddalają się od nas (i od siebie nawzajem) z pręd­ko­ścią kil­ku­dzie­się­ciu km/s. Przy tym należy pamiętać, że pęcz­nie­jąca prze­strzeń powoduje, że im dalej położony jest obiekt tym szybciej ucieka.

Wróćmy teraz do naszej galak­tyki, powsta­łej 13 mld lat temu. Jeżeli jej światło zare­je­stru­jemy w tym momencie, możemy z całą pew­no­ścią stwier­dzić, iż powstała niedługo po wielkim wybuchu. Wtedy wystar­to­wały pierwsze fotony, które właśnie do nas dotarły. Rzecz w tym, że gdy gnały one przez kosmos w naszym kierunku, ich źródło ciągle się oddalało. Dociera więc do nas prze­sta­rzały obraz galak­tyki, która obecnie leży znacznie dalej niż te 13 mld lat świetl­nych. Uwzględ­nia­jąc te wiel­ko­ści, astro­no­mo­wie szacują, że widzialny wszech­świat ma promień 46 miliar­dów lat świetl­nych i średnicę 92, a nie 26 miliar­dów lat świetl­nych.

Jest to granica naszych obser­wa­cji. Z tej nie­bo­tycz­nej odle­gło­ści reje­stru­jemy fotony wyemi­to­wane zaledwie 380 tys. lat po wielkim wybuchu. Fale tego pier­wot­nego światła, wraz z ciągłym roz­sze­rza­niem wszech­świata, wydłu­żyły się do nie­wi­docz­nej gołym okiem postaci mikro­fa­lo­wej. Na pod­sta­wie tego prze­su­nię­cia widma, uzyskano rzeczony wynik.


  • Ano­ny­mous

    Błąd w art. Obser­wo­walny wszech­świat nie ma 92 mld km.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście. Ma 92 mld lat świetl­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      To dlaczego najdalej zaob­ser­wo­wane galak­tyki w eks­tre­mal­nie głębokim polu hubbla są oddalnoe o 13.2 mld lat świetl­nych?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Aby to zro­zu­mieć musiał­byś prze­czy­tać tekst, który sko­men­to­wa­łeś. Pro­mie­nio­wa­nie relik­towe, wyemi­to­wane dokład­nie 380 tyś. lat po wielkim wybuchu, ma wiek ponad 13 mld lat. Rzecz w tym, że obecnie leży ono znacznie dalej od nas, bo prze­strzeń przez te 13 mld lat ciągle się roz­sze­rzała.

      Dlatego przyj­muje się, że Ziemię oddziela od granicy obser­wo­wal­nego wszech­świata około 46 mld lat świetl­nych w każdym kierunku.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      No dobra, ale poza przy­pusz­cze­niami, to są jakieś obiekty (galak­tyki itp.), które możemy zaob­ser­wo­wać w odle­gło­ści powiedzmy 18 mld km, skoro to obser­wo­walny wszech­świat ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      “Obser­wo­wać” to tu termin nieco abs­trak­cyjny, bo prze­cho­dzi przez kalkę teorii względ­no­ści. Nic nie widzimy takim jakim jest obecnie. Jeżeli dotrze do nas jakie­kol­wiek światło nawet z mniej­szej odle­gło­ści — np. 100 mln lat świetl­nych — to musimy założyć, że obiekt, który je wyemi­to­wał leży już znacznie dalej; bo wza­jem­nie się od siebie odda­li­li­śmy w czasie tych milionów lat.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Jak naj­bar­dziej błąd. Jak chcesz liczyć średnicę obiektu cał­ko­wi­cie zakrzy­wio­nego w cza­so­prze­strzeni i do tego obiektu którego każdy punkt jest jed­no­cze­śnie środkiem??

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Up. Mówimy o średnicy OBSERWOWALNEGO wszech­świata, czyli kuli, której kon­kretny środek stanowi obser­wa­tor. W tym przy­padku — my. Jak naj­bar­dziej ma on ścisłą granicę będącą swoistym hory­zon­tem zdarzeń.

      Prośba ode mnie: jeżeli nawet nie pytacie, a od razu pró­bu­je­cie udo­wod­nić błąd i obalać powszech­nie przyjęte teorie, to posta­raj­cie się przed polemiką zapoznać cho­ciażby z pod­sta­wową wiedzą i słow­nicz­kiem pojęć w danym temacie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Bardzo ładnie można pod to pod­cze­pić dwa wykłady:
      1. Lawrence Krauss “Some­thing from nothing” (“Universe from nothing”)
      2. Sir. Roger Penrose “Aeons before Big Bang” (z Centrum Koper­nika)

      Niestety oba wykłady są w języku angiel­skim. Dla zain­te­re­so­wa­nych bardziej wni­kli­wym zasta­no­wie­niem sie nad tematyką jednak będą dosko­nałe. Polecam 🙂
      Ogion

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/02725815428618953810 behemort

    Momencik, bo laik potrze­buje jeszcze pewnego dopre­cy­zo­wa­nia. C jest stałe, nawet mimo odda­la­nia się od siebie obiektów w prze­strzeni. Czy taka eks­pan­sja tłumaczy aż taką różnicę — czyżby począt­kowo była większa od c — biorąc pod uwagę czas i “nie­skoń­cze­nie małą” (nie z punktu widzenia mate­ma­tyki) oso­bli­wość jakaż jest prędkość pęcz­nie­nia i eks­pan­sji?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Rdzeniem pytania, jak rozumiem, jest prędkość eks­pan­sji. Powiem Ci, że nawet sobie pró­bo­wa­łem tak “na oko” policzyć, bo nie zna­la­złem w żadnej książce kon­kret­nej liczby, i wyszło, że widzialny wszech­świat musi mieć co najmniej 50 mld lat świetl­nych.

      Prędkość roz­sze­rza­nia już kil­ku­krot­nie była wyzna­czana, z pewnymi róż­ni­cami. Obecnie to bodaj 24 km/s na każdy milion lat świetl­nych. Teraz należy prze­mno­żyć, aby zobaczyć jak szybko ucieka od nas obiekt oddalony od 13 miliar­dów lat świetl­nych. Oczy­wi­ście obli­cze­nia nie są takie proste, bo nale­ża­łoby jeszcze uwzględ­nić ciągłe przy­śpie­sze­nie.

      Ubie­gło­roczni nobliści udo­wod­nili, że wszech­świat rośnie coraz szybciej, toteż najdalej położone galak­tyki pewnie uciekają z pręd­ko­ściami pod­świetl­nymi.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      O ile dobrze wysłu­cha­łem i wyczy­ta­łem w tej tematyce, prędkość światła również zmie­niała się wraz z wiekiem wszech­świata. Nie wiem w jak znacznym stopniu, ale to też należało by uwzględ­nić przy dokład­niej­szych obli­cze­niach.
      Ogion

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Mieszasz w to całkiem inną teorię, a wła­ści­wie alter­na­tywę dla hipotezy inflacji kosmo­lo­gicz­nej — VSL. Obecnie jest ona raczej cie­ka­wostką i nie posiada zbyt wiel­kiego grona zwo­len­ni­ków, toteż w tym tekście w ogóle nie jest uwzględ­niona. Co nieco o niej wspo­mnia­łem tu: http://www.kwantowo.pl/2012/09/kosmologiczna-herezja-zmienna-predkosc_6.html

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    O, artykuł o kosmo­lo­gii, fajnie. Mam kilka pytań. Czy roz­sze­rza­nie się prze­strzeni wywołuje efekty rela­ty­wi­styczne? Jak w ogóle ma się rela­ty­wi­styka do pręd­ko­ści prze­strzeni? Podaj jakieś wyli­cze­nia biegu światła, bo to nie jest tak że daleka galak­tyka się oddala, ale pomiędzy nami także puchnie prze­strzeń, w każdym punkcie między nami… Czy od naj­dal­szych galaktyk nigdy nie ujrzymy światła, skoro oddalają się szybciej niż światło (prze­strzeń się oddala) ? Jeśli tak, to jest taki punkt, w którym to światło “stoi”, tak? Bo zrównuje się prędkość odda­la­nia z pręd­ko­ścią biegu światła ? Co byś widział w takim punkcie? I ostatnie pytanie — jak to możliwe że prze­strzeń puchnie? Jak to się dzieje, że pustka rośnie? Z góry dzięki za odpo­wie­dzi. Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Za dużo tych pytań, ale może na część odpowiem.

      1. Z tego co wiem, roz­sze­rza­nie się prze­strzeni nie wywołuje efektów rela­ty­wi­stycz­nych, bo i dlaczego? Wtedy sama cza­so­prze­strzeń musia­łaby wpływać na swój własny kształt. Chyba, że dochodzi do jakiś znie­kształ­ceń na obszarze wiel­ko­ska­lo­wym, ale nigdy nie spo­tka­łem się z takimi roz­wa­ża­niami.
      2. To jest ciekawe zagad­nie­nie. Prze­strzeń z jednej strony puchnie w każdym miejscu, a z drugiej my tego nie zauwa­żamy, ani w żaden sposób to na nas nie wpływa. Siły pod­sta­wowe są na tyle silne, że mimo to utrzy­mują materię w kupie.
      3. Od naj­dal­szych galaktyk? Ba! W skali całego wszech­świata widzimy tylko skrawek. Zgodnie z modelem infla­cyj­nym widzimy tylko nie­wielką część galaktyk. Znowuż jeżeli wszech­świat przy­śpie­szałby bez końca, logicz­nym będzie zubo­że­nie nocnego nieba.
      4. Nie do końca rozumiem, co oznacza postój światła. W próżni fotony mają stałą prędkość i roz­sze­rza­nie się wszech­świata nie ma tu nic do rzeczy.

      Tu warto też dopre­cy­zo­wać jedną rzecz. Nie ma punktu, w którym eks­pan­sja prze­strzeni jest szybsza od światła. Jako, że kosmos puchnie, z inną pręd­ko­ścią oddala się od nas obiekt oddalony o 100 mln lat świetl­nych, z inną oddalony o 200 mln, a z jeszcze większą oddalony o miliard. Toteż jeżeli będziesz patrzył z per­spek­tywy planety odda­la­ją­cej się od nas z pręd­ko­ścią światła… Zoba­czysz to samo co stojąc na Ziemi. Naj­bliż­sze Ci ciała nie­bie­skie będą się oddalały od Ciebie powoli, a Ziemia z pręd­ko­ścią światła.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/06126762673387908796 ogi22

      Jemu chyba chodzi o coś przy­po­mi­na­ją­cego gonitwę Achil­lesa z żółwiem. Granicę — horyzont obser­wo­wal­nego wszech­świata. Jak to dla nas wygląda. Lawrence Krauss wyja­śniał w swoim wykła­dzie, że mamy szczę­ście żyjąc “teraz”, ponieważ możemy jeszcze obser­wo­wać ucieczkę galaktyk i na tej pod­sta­wie wyciągać pewne wnioski.
      Ta granica przesuwa się coraz bardziej — horyzont obser­wo­wal­nego świata powięk­sza się cały czas, tylko obiekty oddalają się coraz szybciej i po prostu prze­stają być widoczne. Można prze­pro­wa­dzić tutaj analogię do patrze­nia za odpły­wa­jącą łódką. Oddala się i w pewnym momencie znika za hory­zon­tem. Gwiazdy obser­wo­wane przez nas po prostu “gasną” — im są dalej, tym mniej światła dociera do obser­wa­tora. Wreszcie znikają, bo oddalają się szybciej niż prędkość światła w prze­strzeni i światło od nich nigdy do obser­wa­tora już nie dotrze.
      Ogion

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    MAM PYTANIE.
    Czytałem o tej teorii inflacji, która tłumaczy, że wszech­świat jest o wiele większy niż wskazuje jego wiek, gdyż począt­kowa jego eks­pan­sja była większa od pręd­ko­ści światła.
    I teraz skoro upływ czasu nie jest stały i przy więk­szych pręd­ko­ściach czas spo­wal­nia, a z osią­gnię­ciem pręd­ko­ści światła czas zatrzy­muje się, to prze­kro­cze­nie tej pręd­ko­ści powinno spo­wo­do­wać cofanie się czasu.
    W moim rozu­mie­niu cza­so­prze­strzeń nie istniała przed Wielkim Wybuchem. Ale jeśli wszystko poru­szało się na początku szybciej niż światło to czy tym samym nie poru­szało się też w czasie wstecz? Ale jak mogło wszystko cofać się w czasie, który nie istniał? Czy wszech­świat nie zapadłby się w sobie gdy czas zaczął się cofać?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Witam mam jedno małe pytanie, czy wierzysz w teorię wiel­kiego wybuchu, która to łamię cztery prawa fizyki,
    - Prawo zacho­wa­nia materii ( skąd wzięła się cała materia potrzebna do wybuchu)
    - Prawo zacho­wa­nia energii (materia sama z siebie zaczyna wirować)
    - Prawo zacho­wa­nia momentu pędu ( wszyst­kie galak­tyki powinny wirować w jednym kierunku, a są układy odwrotne)
    - Prawo Entropii ( wszech­świat w makro struk­tu­rze jest bardzo upo­rząd­ko­wany, co przeczy wybu­chowi)

    Jak teoria która łamie pod­sta­wowe zasady fizyki, może być nauczana, w szkołach, ?!, wystar­czy że jedno prawo fizyki jest złamane, a tu cztery, 

    a co do twojego wytłu­ma­cze­nia odnośnie wiel­ko­ści i wieku wszech­świata, to słuchaj, jeżeli będziemy się od siebie oddalać z pręd­ko­ścią światła, ja i ty, to po pierwsze nie będziemy się wiedzieć, bo światło twoje nie doleci do mnie, a moje do ciebie, więc jeśli coraz dalsze galak­tyki oddalają się coraz szybciej to pewnie są takie co oddalają się od nas z pręd­ko­ścią światła, i my ich nie widzimy, a skoro tak to wszech­świat może być większy niż nam się wydaję, ale nie “13,5483024 mld” lat niech to będzie za nasz pewnik tyle lat, niech ma nasz wszech­świat, też mnie bardo ciekawi na jakiej pod­sta­wie ten wiek został stwo­rzony, a wła­ści­wie został stwo­rzony jeszcze przed odna­le­zie­niem naj­dal­szej galak­tyki która jest ok 30 mld lat świetl­nych, i uważam że wiek wszech­świata jest uznany za pewnik z tego powodu, że gdyby został pod­wa­żony cała teorię wiel­kiego wybuchy by diabli wzięli, i duża część pro­fe­sury musiała by poprawić swoje prace, i opuścić głowy do dołu, a to jest nie wygodne, więc lepiej pro­du­ko­wać nowe teorie, niż przyznać się do gło­sze­nia nie­prawdy, i jeszcze jedno, galak­tyka która jest oddalona o 30 mld lat świetl­nych nie mogła się oddalać od nas z pręd­ko­ścią większą niż światło, a choć by nawet, to powinna być w max odle­gło­ści ok 27 mld lat świetl­nych, i nie powinna być widoczna do dnia dzi­siej­szego, bo skoro światło od niej leciało 30 mld lat świetl­nych, to znaczy że pierwsza wiązka światła została wysłana 16.5 mld lat przed wielkim wybuchem, brak logiki, a i jeszcze jedno radzę sobie poczytać, w jaki sposób oblicza się odle­głość do gwiazd, i galaktyk, powiem tyle że z trójkąta rów­no­ra­mien­nego, długość podstawy jest to średnica orbity ziemi, a kąty się odczy­tuję celując do danej gwiazdy, np raz na wiosnę, potem na jesień, mając te dane oblicza się odle­głość, proszę zobaczyć jaki wyjdzie kąt, kiedy długość podstawy będzie średnica orbity, a wyso­ko­ścią 30 mld lat świetl­nych, jeśli zdołasz obliczyć te kąty to zoba­czysz, jak bardzo te pomiary balan­sują na krawędzi, bo błąd pomiaru kąta może być większy niż jego wartość„„ pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Wszyst­kie cztery punkty, które podałeś są niestety bzdurą i o wszyst­kich zdarzało już mi się w prze­szło­ści pisać — jeśli nie w formie wpisów to komen­ta­rzy. Odniosę się jedynie do ostat­niego, gdyż jest naj­bar­dziej mylący, ale też intry­gu­jący.

      Entropia w sensie cał­ko­wi­cie fizycz­nym w żadnym momencie ist­nie­nia wszech­świata nie prze­stała rosnąć! Piszesz o obecnym upo­rząd­ko­wa­niu, co jest jedynie złu­dze­niem. Spójrz od strony czystej mate­ma­tyki, usuwając sprzed oczu obecny obrazy galaktyk i gwiazd. Co mieliśmy na początku? Nie­zwy­kle gorącą kulę energii zawie­ra­jącą w sobie zmie­szaną czas i prze­strzeń oraz zuni­fi­ko­wane 4 oddzia­ły­wa­nia! Nie było róż­no­rod­nych cząstek, ani pro­ble­mów z połą­cze­niem gra­wi­ta­cji z mecha­niką kwantową. Świat był nie­ska­zi­tel­nym krysz­ta­łem, który z każdą kosmo­lo­giczną epoką ulegał kolejnym roz­bi­ciom. II zasada ter­mo­dy­na­miki nie została nigdy zachwiana.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Co do kwestii średnicy wszech­świata, niestety nie zgłę­bi­łeś tematu nale­ży­cie. Piszesz: “na jakiej pod­sta­wie ten wiek został stwo­rzony, a wła­ści­wie został stwo­rzony jeszcze przed odna­le­zie­niem naj­dal­szej galak­tyki która jest ok 30 mld lat świetl­nych, i uważam że wiek wszech­świata jest uznany za pewnik z tego powodu, że gdyby został pod­wa­żony cała teorię wiel­kiego wybuchy by diabli wzięli”.

      Tak się składa, że nowe odkrycia są uwzględ­niane. Stąd wiek wszech­świata sza­co­wany na 13.74 mld lat, w tamtym roku został prze­su­nięty na 13.82 mld lat.

      “jeszcze jedno, galak­tyka która jest oddalona o 30 mld lat świetl­nych nie mogła się oddalać od nas z pręd­ko­ścią większą niż światło, a choć by nawet, to powinna być w max odle­gło­ści ok 27 mld lat świetl­nych, i nie powinna być widoczna do dnia dzi­siej­szego, bo skoro światło od niej leciało 30 mld lat świetl­nych”

      Prze­pra­szam bardzo, ale piszesz w sposób utrud­nia­jący zro­zu­mie­nie sens wypo­wie­dzi.

      Galak­tykę leżącą obecnie 30 mld lat świetl­nych od Ziemi, wyemi­to­wała swoje światło kilkaset milionów lat po wielkim wybuchu, kiedy była nie­po­rów­ny­wal­nie bliżej naszej galak­tyki. Światło to, wraz z coraz szybszym roz­sze­rza­niem się prze­strzeni ulega roz­cią­ga­niu i rze­czy­wi­ście, któregoś dnia obiekt ten stracimy z oczu. Już teraz, tak naprawdę nie wiemy jak on wygląda ani czy w ogóle istnieje. Nic z tego co napi­sa­łeś, nie przeczy jednak tezie o średnicy obser­wo­wal­nego wszech­świata wyno­szą­cej 92 mld lat świetl­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11088787689941124316 medivo7

    Witam, zrobiłem swoje własne sza­cun­kowe obli­cze­nia, wygląda to mniej więcej tak:
    http://imageshack.us/f/96/rwr9.jpg/
    posłu­ży­łem się zdjęciem ‘hubble deep field’ do którego załą­czona jest infor­ma­cja, że to wycinek 0,04 stopnia na niebie, mając tą infor­ma­cję oraz znając średnie odle­gło­ści między galak­ty­kami (6 lat świetl­nych lub kil­ka­na­ście średnic prze­cięt­nej galak­tyki), można osza­co­wać długość odcinka na brzegu obser­wo­wal­nego wszech­świata. Wychodzi dość sporo bo nawet do 1biliona lat świetl­nych pro­mie­nia od ziemi do brzegu obser­wo­wal­nego wszech­świata, no i jeszcze należy zauważyć że obliczam wszech­świat taki jaki był miliardy lat temu, nie wnikam jaki jest teraz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Markus

      Chwila bo nie do końca ogarniam. To 450 miliar­dów lat świetl­nych to według twoich obliczeń promieć widzial­nego wszech­świata? Czy uwzględ­ni­łeś, że galak­tyki ujęte na zdjęciu pochodzą z różnego okresu i leżą w różnej odle­gło­ści od nas?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/04464234141362383423 A

    To się jednak nie dodaje.
    Obraz naj­od­le­glej­szej i jed­no­cze­śnie naj­star­szej galak­tyki to trochę ponad 13 mld lat świetl­nych. Czyli światło leciało 13 mld lat. Wyświe­cone zostało gdy wszech­świat miał kilkaset tysięcy lat. Wyświe­cone światło podró­żuje przez prze­strzeń i wraz z prze­strze­nią. W momencie gdy wystar­to­wało z tej galak­tyki wszech­świat był sporo mniejszy, istniał tylko kilkaset milionów lat. Ziemi jeszcze nie było ale był w prze­strzeni ten punkt w którym teraz jesteśmy. Ten punkt był zatem wtedy bliżej do tej galak­tyki. Dużo bliżej bo roz­sze­rza­nie wszech­świata rośnie wykład­ni­czo i z pręd­ko­ścią 74km/s na mega­par­sek, czyli wcze­śniej miało dużo mniejszą odle­głość do poko­na­nia. Jaką? Załóżmy że był dwa razy większy niż odle­głość jaką światło mogło pokonać, albo nawet bardziej i że miał 2 mld lat świetl­nych, więc światło z galak­tyki będącej 13 mld lat temu leciało do punktu “ziemia” 2mld lat.. dodajmy nawet roz­sze­rza­nie wszech­świata z hiper pręd­ko­ścią .. i niech w czasie tej świetl­nej podróży wszech­świat urośnie dwa razy. To i tak oznacza że światło z galak­tyki, które ją opuściło 13mld lat temu minęło punkt obser­wa­cyjny “ziemia” jakieś 9 mld lat temu, więc nie możemy go obser­wo­wać teraz. No chyba że jest w tym wszyst­kim jakieś błędne zało­że­nie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • wiskie­nica

    W/g moich obliczeń galak­tyka oddalona ona odle­głość pro­mie­nia 45 miliar­dów lat świetl­nych ma 3 razy większą prędkość światła i nie może już być obserwowalna,jej światło nigdy do na ni dotrze.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Janusze nauki #3: portalowe koncepty | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Krzysz­tof Mamiński

    Przej­rzy­ście wytłu­ma­czone, sprawnie napisane i nie męczy, chociaż oczy­wi­ście ani temat skom­pli­ko­wany, ani tekst długi. Ale jedno mnie zabolało, zabolało mnie mocno. “380 tyś. lat”. Panie Adamie, tak nie wolno. Tak się nie robi. Piszemy “tys.”, a nie “tyś.”, gdyż skrót jest roz­wi­jany jako TYSiące lat, a nie TYŚące.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Co znajdziemy na krańcu wszechświata? | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • grammar nazi

    jak można pisać w takim artykule skrót tyŚ. Litości, oczy krwawią.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • logic nazi

      Dokład­nie. Takie coś można napisać w artykule, ale innym. Litości.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Rozmiar obser­wo­wal­nego wszech­świata odnosi się ściśle do naj­bar­dziej intu­icyj­nego rozu­mie­nia słowa obser­wa­cja, czyli do reje­stra­cji przez nasz przyrząd fotonów. Nie chodzi jednak w tym przy­padku o fotony światła widzial­nego, jak mógłby suge­ro­wać artykuł, mówiący o naj­dal­szych świe­cą­cych galak­ty­kach, ale o mikro­fale. Naj­dal­szym bowiem obiektem, który możemy obser­wo­wać, jest moment uwol­nie­nia fotonów z plazmy, inaczej czas w którym zaczęły się one nor­mal­nie pro­pa­go­wać w prze­strzeni, czyli mikro­fa­lowe pro­mie­nio­wa­nie tła. Pro­mie­nio­wa­nie to uwolniło się 350 000 lat po wielkim wybuchu, czyli od miejsca wiel­kiego wybuchu oddalone jest o 350 000 lat świetl­nych. Znając stałą Hubble’a, możemy obliczyć prędkość ucieczki dla mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła, znamy też odcinek czasu, który miął od jego uwol­nie­nia, możemy zatem obliczyć rze­czy­wi­stą odle­głość, w której jego “brzeg” się od nas znajduje. Rachunek nie jest prosty, ponieważ musimy uwzględ­nić to, że odle­głość od tego swo­istego hory­zontu rosła w czasie, a więc i prędkość ucieczki rosła od zera do pręd­ko­ści obecnej. Musimy zatem całkować. Wynik tej całki to właśnie około 42 miliardy lat świetl­nych. Gdyby fotony swo­bod­nie wędro­wały w prze­strzeni od chwili wiel­kiego wybuchu, rozmiar obser­wo­wal­nego wszech­świata, liczony w ten sposób, byłby nie­skoń­czony.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale hola, hola :). Artykuł nie sugeruje tego o czym piszesz, lecz posłu­guje się galak­tyką jako łatwym do wyobra­że­nia przy­kła­dem mającym uzmy­sło­wić o co w tym wszyst­kim chodzi. Uści­śle­nie doty­czące fotonów mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła zostało przecież poczy­nione, w ostatnim akapicie. Nie podoba mi się nato­miast to zdanie: “Pro­mie­nio­wa­nie to uwolniło się 350 000 lat po wielkim wybuchu, czyli od miejsca wiel­kiego wybuchu oddalone jest o 350 000 lat świetl­nych.” Suge­ro­wa­łoby ono, że można odkryć “miejsce”, punkt w prze­strzeni, w którym roz­po­czął się big bang, co może utrwalić błędny obraz teorii wiel­kiego wybuchu w umyśle laika. Choć zakładam, że napi­sa­łeś to z rozpędu, nie spe­cjal­nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

        Nie napi­sa­łem, że się mylisz, tylko że artykuł mógłby suge­ro­wać obli­cze­nia wykonane dla obiektów świe­cą­cych, nie zaś dla światła jako takiego. No offence.
        . Nic nie napi­sa­łem o punkcie i zrobiłem to w pełni świa­do­mie. Wielki wybuch jako taki mógł mieć w zasadzie dowolną topo­lo­gię i dowolny rozmiar. Moja własna intuicja mówi mi, że był to raczej nie­skoń­czony obszar, nie zaś punkt (ale to tylko intuicja — obecny stan wiedzy nic nam nie mówi o kształ­cie i roz­mia­rach “początku”). Czy możemy zbadać obser­wa­cyj­nie Big Bang? Obecnie nie, ale nie jest to zupełnie wyklu­czone. Potrze­bu­jemy tylko reje­stra­cji oddzia­ły­wa­nia, które pro­pa­guje się z pręd­ko­ścią światła i dla którego pier­wotna plazma byłaby choć czę­ściowo prze­zro­czy­sta. Dobrym kan­dy­da­tem są fale gra­wi­ta­cyjne, ale przy ich pomocy można “zajrzeć” tylko do momentu, w którym gra­wi­ta­cja oddzie­liła się od pozo­sta­łych sił. Czy taki obszar/punkt jak Big Bang w ogóle istnieje? Oczy­wi­ście tak, tylko jest od nas oddalony w czasie a nie po prostu w prze­strzeni. Poru­sza­jąc się z pręd­ko­ścią światła, zacho­wu­jemy od niego stałą odle­głość cza­so­prze­strzenną. Gdybyś rozwinął prędkość nie­skoń­czoną (co oczy­wi­ście nie jest możliwe), dotarł­byś tam od razu. Gdybyśmy mogli, w chwili obecnej “zobaczyć” wielki wybuch, byłby on dla nas powierzch­nią kuli o pro­mie­niu zary­so­wa­nym przez prędkość światła w czasie ist­nie­nia wszech­świata i wypeł­niałby całą sferę nie­bie­ską, tak jak to czyni pro­mie­nio­wa­nie tła.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Jeżeli idzie o stałą Hubble‘a, to wiemy tylko tyle, ile ona wynosi dziś, w zakresie naj­bliż­szych nam galaktyk. Z tego nie wynika, że w prze­szło­ści stała Hubble‘a była taka sama, tj. że tempo roz­sze­rza­nia się prze­strzeni zawsze jest stałe. Co więcej, jak się nie mylę, zmie­rzono też stałą Hubble‘a dla bardzo, bardzo, bardzo odle­głych galaktyk i wyszło, że ma tam inną wartość. Czyli, że w dalekiej, dalekiej, dalekiej prze­szło­ści, tempo roz­sze­rza­nia się wszech­świata było inne. I dziś to już stanowi empi­ryczny fakt: bez względu na to, czy była inflacja na początku czy jej nie było, jak już roz­sze­rza­nie się prze­strzeni wydawało się usta­bi­li­zo­wane, to nagle przy­spie­szyło. Od jakiegoś czasu wszech­świat szybciej się roz­sze­rza, aniżeli robił to kiedyś. Dlatego stałej Hubble‘a w takiej postaci, jaką znamy i mierzymy ją dziś, nie możemy zasto­so­wać do obliczeń czegoś w prze­szło­ści, bo uzyskamy zafał­szo­wane, nie­praw­dziwe dane. Niemniej jednak stosuje się tutaj poprawki, które uwzględ­niają zmiany w tempie eks­pan­sji prze­strzeni w trakcie ewolucji wszech­świata. Ale to tak na mar­gi­ne­sie.

      Zupełnie nie rozumiem logiki, jaka stoi za przy­to­czo­nymi powyżej wywodami. Co ma stałą Hubble‘a do pręd­ko­ści ucieczki pro­mie­nio­wa­nia mikro­fa­lo­wego? W czasach, kiedy fotony uwolniły się z pier­wot­nej plazmy, nie miały postaci pro­mie­nio­wa­nia mikro­fa­lo­wego, ale cho­ler­nie potęż­nego pro­mie­nio­wa­nia gamma. Pojęcie “pręd­ko­ści ucieczki” jest zaś pojęciem pręd­ko­ści, jaką trzeba nadać ciału, aby uwolniło się spod wpływu gra­wi­ta­cji więk­szego ciała, od jakiego ucieka. Ale rozumiem, że chodzi tutaj o prędkość, z jaką te pierwsze fotony (pro­mie­nio­wa­nia dziś opi­sy­wa­nego jako mikro­fa­lowe tło) wylatują z pier­wot­nej plazmy. Wówczas to mamy jakiś kom­pletny absurd, bo prędkość fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej, czy to mającej energie mikro­fa­lową, z zakresu światła widzial­nego, czy może gamma, zawsze jest stała i taka sama. Ze stałej Hubble‘a, całkując czy nie, nie można wyzna­czyć pręd­ko­ści światła. Zresztą szcze­gólna teoria względ­no­ści mówi nam, że prędkość światła jest tak ele­men­tarna, że nie zależy od tego, czym jest źródło tego światła ani jak szybko się ono prze­miesz­cza. Ponadto samo pojęcie ucieczki pro­mie­nio­wa­nia mikro­fa­lo­wego z plazmy jest dziwne, bo niby dokąd miałoby to pro­mie­nio­wa­nie uciekać? Wcze­śniej fotony nie mogły “zaświe­cić”, ponieważ wszech­świat był tak bardzo mały, że cząstki ele­men­tarne, takie jak fotony, elek­trony, protony i neutrony były ści­śnięte tak, iż nic się nie mogło swo­bod­nie prze­miesz­czać. Foton jak chciał się roz­pę­dzić, to i tak nie prze­mie­ścił się za daleko, bo się obijał o innych miesz­kań­ców wszech­świata. Dopiero gdy się świat posze­rzył ciut więcej i zmniej­szyło się “ciśnie­nie”, tem­pe­ra­tura, znikła joni­za­cja i, aby kolo­kwial­nie mówiąc, znalazło się miejsce, aby protony połą­czyły się z elek­tro­nami w jądra wodoru, to dopiero wówczas fotony mogły nabrać pręd­ko­ści i nie obijać się już o nic, tyle że wciąż nie miały za bardzo dokąd polecieć. Fotony nie mają niczego wspól­nego z prze­strze­nią, a historia wszech­świata to historia posze­rza­nia się prze­strzeni. Fotony mogą zalecieć tak daleko, jak daleko jest prze­strzeń, tam się zaś mogą odbić i wrócić z powrotem, mówiąc kolo­kwial­nie, bądź znaleźć w miejscu, gdzie już były, tak jak statek opły­wa­jący Ziemię w linii prostej, w końcu dotrze do portu wyj­ścio­wego. Kom­plet­nie nie rozumiem, skąd takie pomysły i jak się one w ogóle same ze sobą wiążą. Pojęcie całek nie poczyni tego wywodu bardziej praw­do­po­dob­nym. Ale może coś mi gdzieś umyka…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Jedna uwaga — wraz ze wzrostem pręd­ko­ści czas spo­wal­nia, ale tylko dla obser­wa­tora z zewnątrz. Dla obser­wa­tora poru­sza­ją­cego się, jego czas płynie nor­mal­nie. Jeśli do tego dodamy jeszcze zasadę względ­no­ści ruchu, to nie możemy powie­dzieć, który obser­wa­tor (w tym przy­padku galak­tyka) się porusza, a który stoi w miejscu. zatem w tym co piszesz, nie ma żadnej sprzecz­no­ści. Galak­tyka spoza hory­zontu cząstek porusza się dla nas i od nas szybciej niż światło, zatem cofa się w czasie, ale tylko do momentu wiel­kiego wybuchu, bo potem jej prędkość ucieczki staje się równa pręd­ko­ści światła. Z tego wynika że dla nas staje się ona częścią big bangu, podobnie jak my dla niej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Jeszcze jedna reflek­sja, do tego arcy­cie­ka­wego tematu. Nawet zakła­da­jąc że wszech­świat roz­po­czął się od punktu i nie było fazy infla­cyj­nej, dla nas taki wszech­świat byłby nie­skoń­czony. Poru­sza­jąc się z pręd­ko­ścią światła, lecąc w dowolnym kierunku, foton ciągle odkry­wałby nowe gwiazdy i galak­tyki. My również, budując pojazd zbli­ża­jący się pręd­ko­ścią do C mogli­by­śmy podró­żo­wać niemal dowolnie daleko i nigdy wszech­świat by się nam nie skończył. W takim świecie, wszystko co jest fizycz­nie możliwe, zosta­łoby w końcu odkryte. Nie ma na przykład żadnego prawa zabra­nia­ją­cego ist­nie­nia różowych jed­no­roż­ców, więc prędzej czy później odna­leź­li­by­śmy planetę, na której takowe żyją. Odna­leź­li­by­śmy też ziemię, na której egzy­stują ludzie tacy jak my a nawet pozna­li­by­śmy swoją dokładną kopię, pod warun­kiem, że ta kopia nie zde­cy­do­wa­łaby się wyruszyć w podobną podróż. Nie spo­tka­li­by­śmy jednak Świętego Mikołaja, bo prawa fizyki nie pozwa­lają na ist­nie­nie osobnika dostar­cza­ją­cego prezenty wszyst­kim dzieciom na ziemi, jednego dnia. Podobne wojaże byłyby nie­moż­liwe tylko dla modelu wszech­świata o zamknię­tej topo­lo­gii (np o kształ­cie rury lub torusa), bo choć bez brzegów, taki wszech­świat byłby skoń­czony.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Prze­pra­szam, ale nie widzę związku tego wywodu z tym, o czym traktuje artykuł. Wnioski mi tu nie wynikają z prze­sła­nek. Jak ze stwier­dze­nia o tym, że świat roz­po­czął się w jakimś momencie czasu i prze­strzeni przybywa można wywnio­sko­wać, że niby to wszystko, co tylko można sobie wyobra­zić, gdzieś istnieje?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

        1. Wpis jest reflek­sją na temat artykułu a dokład­niej jego tematyki. Nie odnosi się wprost do prze­sła­nek w nim zawar­tych. To dlatego wnioski nie wynikają z prze­sła­nek.
        2. Nie pisałem, że wszystko co możemy sobie wyobra­zić gdzieś we wszech­świe­cie istnieje a wyłącz­nie o tym, że to co jest możliwe, gdzieś tam jest. Mówiąc inaczej — we wszech­świe­cie o otwartej geo­me­trii i topo­lo­gii, z defi­ni­cji nie­skoń­czo­nym, wszystko o nie­ze­ro­wym praw­do­po­do­bień­stwie istnieje. Praw­do­po­do­bień­stwo naszego zaist­nie­nia, podobnie jak różowych jed­no­roż­ców, jest nie­ze­rowe…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    To byłaby prawda, gdyby twoja galak­tyka uciekała od nas ze stałą pręd­ko­ścią, wyli­czoną na pod­sta­wie stałej Hubble’a (czyli pręd­ko­ści) dla zadanej odle­gło­ści i czasu. No właśnie — odle­gło­ści. Skoro galak­tyka oddala się od nas, to odle­głość w jakiej się znajduje była kiedyś mniejsza a więc i prędkość ucieczki była niższa. Gdy uwzględ­nisz to w rachun­kach wydze Ci, że obiekt oddalony o 45 mld lat świetl­nych w miarę niedawno schował się za hory­zon­tem pro­mie­nio­wa­nia relik­to­wego, czyli nie jest galak­tyką, a drobnym “zgęst­kiem” w pier­wot­nej plazmie. Obiekt nie jest już więc widzialny ale nie opuścił w żadnym razie naszego wszech­świata.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kow­ski

    Błędny jest sposób, w jaki to liczysz. Musisz pamiętać, że prędkość ucieczki rosła w czasie i uwzględ­nić ten wzrost w rachunku. Powi­nie­neś też znać dokład­nie odle­głość a więc prędkość począt­kową, nie można arbi­tral­nie uznać, że to było 2 000000000 lat świetl­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    W ogóle nie uwzględ­ni­łeś tego o czym napi­sa­łem. Wszech­świat roz­sze­rza się! Pęcz­nieje w każdym miejscu, roz­ra­stają się próżnia kosmiczna w każdym miejscu. De facto grupy galaktyk uciekają od siebie z pręd­ko­ścią większą od c, jeśli są bardzo daleko. My mimo wszystko otrzy­mu­jemy ich obraz wyemi­to­wany wcze­śniej, gdy odsuwały się na tyle wolno abyśmy mogli je zobaczyć. Poza wszech­świa­tem obser­wo­wal­nym również znajdują się różne obiekty, lecz ich nigdy nie zoba­czymy, są schowane za hory­zon­tem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    Witam. Prze­pra­szam, ale może coś źle rozumuję, czy też czegoś nie wysłu­cha­łem, niemniej jednak z równań Maxwella wyraźnie wynika, po prostych prze­kształ­ce­niach alge­bra­icz­nych, że prędkość roz­cho­dze­nia się fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej wynika tylko i wyłącz­nie ze stosunku dwóch para­me­trów doty­czą­cych wartości “mocy” pól elek­trycz­nego i magne­tycz­nego i nie zależy, w prze­ci­wień­stwie do każdej innej pręd­ko­ści cze­go­kol­wiek innego, ani od czasu, ani od drogi prze­miesz­cza­nia się tego, co się prze­miesz­cza (w tym przy­padku fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej). Do tego jeszcze dochodzi szcze­gólna teoria względ­no­ści, która bardzo mocno stwier­dza, że prędkość fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej jest bez­względ­nie stała, zawsze, wszędzie, nie­za­leż­nie od pręd­ko­ści źródła, bez względu na jakie­kol­wiek pręd­ko­ści czy odle­gło­ści układów, z jakich się fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej przy­glą­damy. Inaczej mówiąc, jeżeli pędzimy razem z fotonami osią­ga­jąc pręd­ko­ścią światła i sobie zaświe­cimy latarkę, to fotony z naszej latarki wystrzelą przed siebie w oka mgnieniu z pręd­ko­ścią światła względem nas i względem fotonów, jakie nam towa­rzy­szą. Szcze­gólna teoria mówi nam, że prędkość światła jest para­me­trem naj­bar­dziej ele­men­tar­nym, jaki możemy sobie wyobra­zić. Do tego dochodzi jeszcze fizyka kwantowa: foton musi się poruszać z pręd­ko­ścią światła, bo nie ma masy. To nie jest mak­sy­malna prędkość fali elek­tro­ma­gne­tycz­nej, ani granica pręd­ko­ści, jak to się zwykło mówić, to jest jedyna możliwa prędkość dla fotonu (w próżni). Ponadto kosmo­lo­gia jest tworzona w oparciu o znane nam prawa nauki, w tym i znaną nam wartość pręd­ko­ści światła. Pod tym kątem fizyka wszech­świata nie zmieniła się w cale od początku świata — ponieważ prawa fizyki są takie, a nie inne, dlatego właśnie wyli­czono i obli­czono, co się musiało dziać w początku wszech­świata, aby było to właśnie z tymi prawami zgodne. Ba, stosuje się nawet zasady symetrii z mate­ma­tyki aby próbować poscalać prawa fizyki, znane nam obecnie, w coś bardziej jed­no­li­tego, jakby znane nam dzisiaj kilka “odręb­nych” oddzia­ły­wań fizycz­nych było jednym oddzia­ły­wa­niem. Ale w istocie nie zmienia to praw fizyki, a jedynie prze­kształca mate­ma­tycz­nie w coś, co wciąż zacho­wuje te same wła­ści­wo­ści i toż­sa­mość, co bardziej trafni fizycy opisują jako próbę zro­zu­mie­nia przemian fazowych “pra­ma­te­rii”. Nikt nie zakłada jednak, że prawa fizyki wówczas były tak inne, że np. stała gra­wi­ta­cyjna, masa elek­tronu (nawet jeżeli nie było jeszcze elek­tro­nów) i prędkość światła były inne. Ale może się mylę? Stąd moje pytanie, jak prędkość światła mogła mieć inną wartość zależnie od czasu? Możliwe, że jutro światło będzie się prze­miesz­czać o 0,00000000000000000000000000000001 m/s szybciej, bądź wolniej?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    “Cos w tym rozu­mo­wa­niu jest nie tak. Jezeli cos oddala sie od nas z 
    pręd­ko­ścią <= c i robi to przez 13.7 mld lat to odle­glosc naj­dal­szego
    punktu może wynosić <= 13.7 lat c”

    Tym, co jest nie tak, to brak uwzględ­nia­nia roz­sze­rza­nia się wszech­świata. prze­strzeni przybywa wciąż i tym więcej jej przybywa, i w tak szybszym tempie, im dalej się roz­wa­żane miejsce znajduje od nas. Zatem gdy pojawiło się 13,7 mld lat temu źródło światła, to wyemi­to­wane fotony nie prze­bie­gły w naszym kierunku drogi 13 mld lat świetl­nych — bowiem w czasie, w którym zostały wyemi­to­wane i leciały sobie spo­koj­nie do nas, ta droga się wydłu­żała, wydłu­żała, a tym samym i czas ich podróży się także wydłużał. To tak, jakbyś jechał pocią­giem z Gdyni do Zako­pa­nego, którego prze­wi­dy­wany czas podróży miał wynosić 13 godzin. Tyle że jak już pociąg ruszył, jakiś chytry złomiarz zaczął dokładać torów: jeden kilometr torów więcej co każdy kilometr. Zatem w odle­gło­ści jednego kilo­me­tra od pociągu przybył kilometr dodat­ko­wych torów, ale w odle­gło­ści dwóch kilo­me­trów od pociągu przybyło już dwa dodat­kowe kilo­me­try torów… itd. Pociąg w końcu dociera do stacji końcowej, ale w czasie znacznie, znacznie dłuższym, niż to począt­kowo zakła­dano.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    ” Czy od naj­dal­szych galaktyk nigdy nie ujrzymy światła, skoro oddalają
    się szybciej niż światło (prze­strzeń się oddala) ?” 

    Tak. Zakła­da­jąc, że wszech­świat jest bardzo, bardzo wielki i wszędzie są galak­tyki, to z prawa Hubble‘a wprost to wynika. Prawo Hubble‘a jest bardzo, bardzo proste. Im dalej, tym szybciej, i tyle. Zatem nie ma tu żadnego ogra­ni­cze­nia, aby nie prze­wi­dy­wać, że wraz z coraz większą odle­gło­ścią prędkość ucie­ka­nia galaktyk będzie nadal coraz większa, aż znajdzie się i taka odle­głość od nas, w jakiej prędkość odda­la­nia osiągnie prędkość światła. No i dalsza odle­głość, w jakiej prędkość ucieczki prze­kro­czy prędkość światła. Taką granicę, w jakiej pręd­ko­ści ucieczki galaktyk osiągają prędkość światła można obliczyć. O ile się nie mylę, wychodzi mniej więcej wartość podobna do granicy obser­wo­wal­nego wszech­świata, skądinąd obli­cza­nej w całkiem inny sposób. Niemniej jednak, o ile dobrze pamiętam, fizykom taka idea się nie podoba, dlatego zapro­po­no­wano mody­fi­ka­cję prawa Hubble‘a tak, że prędkość ucieczki galaktyk na bardzo dużych odle­gło­ściach mody­fi­ko­wa­łaby się asymp­to­tycz­nie. Inaczej mówiąc, w nie­da­le­kiej odle­gło­ści od nas prawo Hubble‘a dzia­ła­łoby tak, jak chciał Hubble, ale w bardzo odległej od nas prze­strzeni, dzia­ła­łoby już nieco inaczej: im dalej od nas, tym pręd­ko­ści ucieczki galaktyk coraz bardziej zbliżają się do pręd­ko­ści światła, ale nigdy nie mogą jej osiągnąć. Na poziomie szkoły średniej mówiłoby się wówczas, że pręd­ko­ści ucieczki galaktyk w nie­skoń­czo­nej od nas odle­gło­ści dążą do pręd­ko­ści światła, lecz jej nie osiągają. 

    W każdym razie, z samego prawa Hubble‘a wynika, że jak naj­bar­dziej mogłaby istnieć tak odległa galak­tyka, z której światło do nas nigdy nie dotrze, bowiem prze­strzeń puchnie tam tak bardzo, że światło ze swoją nad­zwy­czaj­nie olbrzy­mią pręd­ko­ścią nie byłoby w stanie pokonać jeszcze szybciej przy­ra­sta­ją­cej prze­strzeni. Nie byłoby wówczas punkt, w którym światło by sobie “stało”. Światło po prostu nie mogłoby dolecieć z punktu A do B ponieważ po poko­na­niu połowy drogi, 1/2 odle­gło­ści od A do B uległaby zwie­lo­krot­nie­niu, a gdyby i połowę tej drogi światło by pokonało, to druga połowa drogi byłaby już drogą kil­ka­na­ście razy dłuższa, aniżeli połowa drogi już pokonana… ale nie wiem, czy te przy­kłady nie zaciem­nią sprawy zamiast ją roz­ja­śnić :/

    Co by widzieć, gdyby się w tym punkcie znaleźć? Hm… to samo, co w punkcie, w którym jesteśmy teraz. Zakła­damy, że wszędzie jest tak samo, zatem gdybyśmy się tele­por­to­wali z Ziemi na kraniec wszech­świata, to tamże zda­wa­łoby się nam, że znaj­du­jemy się w centrum, zaś Ziemia znajduje się na krańcu względem nas, na krańcu w którym prędkość ucieczki galaktyk wykracza poza prędkość światła i fotony z rodzi­mego Słońca mogłyby już nie mieć okazji dotarcia do naszych oczu. Taką mam pro­po­zy­cję odpo­wie­dzi. Wiem, że odpo­wia­dam po latach, ale mimo wszystko chcę spró­bo­wać 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • hufu

    Nawią­zu­jąc do tytułu artykułu nie rozumiem jednej rzeczy. Jeżeli Wszech­świat ma 13,8 mld lat to razy prędkość światła mamy promień R = 41,4 mld lat św. Ale mam inny problem. Mia­no­wi­cie w jakiej odle­gło­ści od W.W. jest teraz Ziemia. Czy my się też oddalamy od “środka” W.W. , czy jesteśmy w takim miejscu hory­zontu że widzimy jak jedne obiekty uciekają w prze­strzeń, a drugie zmie­rzają do naszej “Oso­bli­wo­ści” która jak sadze pozo­stała po W.W. Jedne i drugie będą się oddalały od nas.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • lalek

    cała teoria o jakimś? wielkim wybuchu to zwykły stek bzdur wymy­ślony przez ludzi,bo jak nie można zro­zu­mieć jak na prawde było to się kon­fa­bu­luje żeby poprawić sobie dobry humor.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      “to zwykły stek bzdur”
      Bo?

      “wymy­ślony przez ludzi”
      Komputer, przy którym siedzisz, został skon­stru­owany przez…?

      “bo jak nie można zro­zu­mieć jak na prawde było”
      Naprawdę. Żeby cokol­wiek zro­zu­mieć, to trzeba podjąć próbę takowego zro­zu­mie­nia. W tym pomaga metoda naukowa, dzięki której teraz możesz m.in. wypi­sy­wać swoje dyr­dy­mały, a nie siedzisz w szałasie rysując palcem po piasku.

      “to się kon­fa­bu­luje”
      W którym miejscu?

      “żeby poprawić sobie dobry humor.”
      W jaki sposób teoria wiel­kiego wybuchu bądź jaka­kol­wiek inna poprawia humor? To akurat zależy od indy­wi­du­al­nych założeń, mnie np. ni grzeje ni ziębi czy w rze­czy­wi­sto­ści nastą­piła inflacja kosmo­lo­giczna, albo czy wszech­świat jest cykliczny. Nie intry­gu­jące, ale na moje samo­po­czu­cie nie wpływa.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0