Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 45

Ciekawostki

Dlaczego wszechświat ma 92 mld lat świetlnych średnicy?

20th Paź '12

Już kilkukrotnie kierowano do mnie, skądinąd bardzo trafne pytanie: dlaczego średnica obserwowalnego wszechświata wynosi aż 92 miliardy lat świetlnych, skoro jego wiek ocenia się na niecałe 14 miliardów lat? Muszę przyznać, że przy pierwszym spojrzeniu na problem, niespecjalnie się przyłożyłem i doszedłem do kiepskich wniosków. Pora to naprawić.

Najpierw roz­pa­trzmy naj­bar­dziej intu­icyjny punkt widzenia. Wszech­świat zrodził się w drodze wiel­kiego wybuchu 13,82 miliarda lat temu. Pierwsze gwiazdy i galak­tyki, czyli obiekty mogące emitować widzialne światło, powstały naj­wcze­śniej po kilkuset milio­nach lat od tego wyda­rzenia, ale dla uprosz­czenia przyj­mijmy, że pierwszy błysk powstał dokładnie 13 mld lat temu. Byłby to bez wąt­pienia naj­dalszy obiekt jaki mogą wypa­trzyć nasze tele­skopy. Skoro tak, to nale­ża­łoby przyjąć promień obser­wo­wal­nego wszech­świata o długości 13 mld lat świetl­nych. Gdzie­kol­wiek nie zwró­ci­li­byśmy wzroku, nie zajrzymy dalej niż za tą odle­głość. Ziemia sta­no­wi­łaby więc punkt w samym środku olbrzy­miej kuli o średnicy 26 mld lat świetl­nych. To zro­zu­miałe podej­ście opie­ra­jące się na dwóch prze­słan­kach: nie­zmiennej pręd­kości światła w próżni, oraz stałości wszech­świata.

Źródło roz­błysku gamma GRB 090423, wyemi­to­wa­nego 13,04 mld lat temu, leży znacznie dalej niż 13 mld lat świetl­nych od Ziemi.

Źródłem błędu jest właśnie to drugie zało­żenie. Teoria stanu sta­cjo­nar­nego dawno temu odeszła do lamusa, ustę­pując miejsca ciągłej eks­pansji wszech­świata. Odległe gromady galaktyk oddalają się od nas (i od siebie nawzajem) z pręd­ko­ścią kil­ku­dzie­sięciu km/s. Przy tym należy pamiętać, że pęcz­nie­jąca prze­strzeń powoduje, że im dalej położony jest obiekt tym szybciej ucieka.

Wróćmy teraz do naszej galak­tyki, powstałej 13 mld lat temu. Jeżeli jej światło zare­je­stru­jemy w tym momencie, możemy z całą pew­no­ścią stwier­dzić, iż powstała niedługo po wielkim wybuchu. Wtedy wystar­to­wały pierwsze fotony, które właśnie do nas dotarły. Rzecz w tym, że gdy gnały one przez kosmos w naszym kierunku, ich źródło ciągle się oddalało. Dociera więc do nas prze­sta­rzały obraz galak­tyki, która obecnie leży znacznie dalej niż te 13 mld lat świetl­nych. Uwzględ­niając te wiel­kości, astro­no­mowie szacują, że widzialny wszech­świat ma promień 46 miliardów lat świetl­nych i średnicę 92, a nie 26 miliardów lat świetl­nych.

Jest to granica naszych obser­wacji. Z tej nie­bo­tycznej odle­głości reje­stru­jemy fotony wyemi­to­wane zaledwie 380 tys. lat po wielkim wybuchu. Fale tego pier­wot­nego światła, wraz z ciągłym roz­sze­rza­niem wszech­świata, wydłu­żyły się do nie­wi­docznej gołym okiem postaci mikro­fa­lowej. Na pod­stawie tego prze­su­nięcia widma, uzyskano rzeczony wynik.


Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Ano­ny­mous

    Błąd w art. Obser­wo­walny wszech­świat nie ma 92 mld km.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście. Ma 92 mld lat świetl­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      To dlaczego najdalej zaob­ser­wo­wane galak­tyki w eks­tre­malnie głębokim polu hubbla są oddalnoe o 13.2 mld lat świetl­nych?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Aby to zro­zu­mieć musiałbyś prze­czytać tekst, który sko­men­to­wałeś. Pro­mie­nio­wanie relik­towe, wyemi­to­wane dokładnie 380 tyś. lat po wielkim wybuchu, ma wiek ponad 13 mld lat. Rzecz w tym, że obecnie leży ono znacznie dalej od nas, bo prze­strzeń przez te 13 mld lat ciągle się roz­sze­rzała.

      Dlatego przyj­muje się, że Ziemię oddziela od granicy obser­wo­wal­nego wszech­świata około 46 mld lat świetl­nych w każdym kierunku.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      No dobra, ale poza przy­pusz­cze­niami, to są jakieś obiekty (galak­tyki itp.), które możemy zaob­ser­wować w odle­głości powiedzmy 18 mld km, skoro to obser­wo­walny wszech­świat ?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      „Obser­wować” to tu termin nieco abs­trak­cyjny, bo prze­chodzi przez kalkę teorii względ­ności. Nic nie widzimy takim jakim jest obecnie. Jeżeli dotrze do nas jakie­kol­wiek światło nawet z mniej­szej odle­głości – np. 100 mln lat świetl­nych – to musimy założyć, że obiekt, który je wyemi­tował leży już znacznie dalej; bo wza­jemnie się od siebie odda­li­liśmy w czasie tych milionów lat.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Jak naj­bar­dziej błąd. Jak chcesz liczyć średnicę obiektu cał­ko­wicie zakrzy­wio­nego w cza­so­prze­strzeni i do tego obiektu którego każdy punkt jest jed­no­cze­śnie środkiem??

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Up. Mówimy o średnicy OBSERWOWALNEGO wszech­świata, czyli kuli, której kon­kretny środek stanowi obser­wator. W tym przy­padku – my. Jak naj­bar­dziej ma on ścisłą granicę będącą swoistym hory­zontem zdarzeń.

      Prośba ode mnie: jeżeli nawet nie pytacie, a od razu pró­bu­jecie udo­wodnić błąd i obalać powszechnie przyjęte teorie, to posta­rajcie się przed polemiką zapoznać cho­ciażby z pod­sta­wową wiedzą i słow­nicz­kiem pojęć w danym temacie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Bardzo ładnie można pod to pod­czepić dwa wykłady:
      1. Lawrence Krauss „Some­thing from nothing” („Universe from nothing”)
      2. Sir. Roger Penrose „Aeons before Big Bang” (z Centrum Koper­nika)

      Niestety oba wykłady są w języku angiel­skim. Dla zain­te­re­so­wa­nych bardziej wni­kliwym zasta­no­wie­niem sie nad tematyką jednak będą dosko­nałe. Polecam 🙂
      Ogion

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/02725815428618953810 behemort

    Momencik, bo laik potrze­buje jeszcze pewnego dopre­cy­zo­wania. C jest stałe, nawet mimo odda­lania się od siebie obiektów w prze­strzeni. Czy taka eks­pansja tłumaczy aż taką różnicę – czyżby począt­kowo była większa od c – biorąc pod uwagę czas i „nie­skoń­czenie małą” (nie z punktu widzenia mate­ma­tyki) oso­bli­wość jakaż jest prędkość pęcz­nienia i eks­pansji?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Rdzeniem pytania, jak rozumiem, jest prędkość eks­pansji. Powiem Ci, że nawet sobie pró­bo­wałem tak „na oko” policzyć, bo nie zna­la­złem w żadnej książce kon­kretnej liczby, i wyszło, że widzialny wszech­świat musi mieć co najmniej 50 mld lat świetl­nych.

      Prędkość roz­sze­rzania już kil­ku­krotnie była wyzna­czana, z pewnymi róż­ni­cami. Obecnie to bodaj 24 km/s na każdy milion lat świetl­nych. Teraz należy prze­mnożyć, aby zobaczyć jak szybko ucieka od nas obiekt oddalony od 13 miliardów lat świetl­nych. Oczy­wi­ście obli­czenia nie są takie proste, bo nale­ża­łoby jeszcze uwzględnić ciągłe przy­śpie­szenie.

      Ubie­gło­roczni nobliści udo­wod­nili, że wszech­świat rośnie coraz szybciej, toteż najdalej położone galak­tyki pewnie uciekają z pręd­ko­ściami pod­świetl­nymi.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      O ile dobrze wysłu­chałem i wyczy­tałem w tej tematyce, prędkość światła również zmie­niała się wraz z wiekiem wszech­świata. Nie wiem w jak znacznym stopniu, ale to też należało by uwzględnić przy dokład­niej­szych obli­cze­niach.
      Ogion

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Mieszasz w to całkiem inną teorię, a wła­ściwie alter­na­tywę dla hipotezy inflacji kosmo­lo­gicznej – VSL. Obecnie jest ona raczej cie­ka­wostką i nie posiada zbyt wiel­kiego grona zwo­len­ników, toteż w tym tekście w ogóle nie jest uwzględ­niona. Co nieco o niej wspo­mniałem tu: http://www.kwantowo.pl/2012/09/kosmologiczna-herezja-zmienna-predkosc_6.html

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    O, artykuł o kosmo­logii, fajnie. Mam kilka pytań. Czy roz­sze­rzanie się prze­strzeni wywołuje efekty rela­ty­wi­styczne? Jak w ogóle ma się rela­ty­wi­styka do pręd­kości prze­strzeni? Podaj jakieś wyli­czenia biegu światła, bo to nie jest tak że daleka galak­tyka się oddala, ale pomiędzy nami także puchnie prze­strzeń, w każdym punkcie między nami… Czy od naj­dal­szych galaktyk nigdy nie ujrzymy światła, skoro oddalają się szybciej niż światło (prze­strzeń się oddala) ? Jeśli tak, to jest taki punkt, w którym to światło „stoi”, tak? Bo zrównuje się prędkość odda­lania z pręd­ko­ścią biegu światła ? Co byś widział w takim punkcie? I ostatnie pytanie – jak to możliwe że prze­strzeń puchnie? Jak to się dzieje, że pustka rośnie? Z góry dzięki za odpo­wiedzi. Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Za dużo tych pytań, ale może na część odpowiem.

      1. Z tego co wiem, roz­sze­rzanie się prze­strzeni nie wywołuje efektów rela­ty­wi­stycz­nych, bo i dlaczego? Wtedy sama cza­so­prze­strzeń musia­łaby wpływać na swój własny kształt. Chyba, że dochodzi do jakiś znie­kształceń na obszarze wiel­ko­ska­lowym, ale nigdy nie spo­tkałem się z takimi roz­wa­ża­niami.
      2. To jest ciekawe zagad­nienie. Prze­strzeń z jednej strony puchnie w każdym miejscu, a z drugiej my tego nie zauwa­żamy, ani w żaden sposób to na nas nie wpływa. Siły pod­sta­wowe są na tyle silne, że mimo to utrzy­mują materię w kupie.
      3. Od naj­dal­szych galaktyk? Ba! W skali całego wszech­świata widzimy tylko skrawek. Zgodnie z modelem infla­cyjnym widzimy tylko nie­wielką część galaktyk. Znowuż jeżeli wszech­świat przy­śpie­szałby bez końca, logicznym będzie zubo­żenie nocnego nieba.
      4. Nie do końca rozumiem, co oznacza postój światła. W próżni fotony mają stałą prędkość i roz­sze­rzanie się wszech­świata nie ma tu nic do rzeczy.

      Tu warto też dopre­cy­zować jedną rzecz. Nie ma punktu, w którym eks­pansja prze­strzeni jest szybsza od światła. Jako, że kosmos puchnie, z inną pręd­ko­ścią oddala się od nas obiekt oddalony o 100 mln lat świetl­nych, z inną oddalony o 200 mln, a z jeszcze większą oddalony o miliard. Toteż jeżeli będziesz patrzył z per­spek­tywy planety odda­la­jącej się od nas z pręd­ko­ścią światła… Zoba­czysz to samo co stojąc na Ziemi. Naj­bliższe Ci ciała nie­bie­skie będą się oddalały od Ciebie powoli, a Ziemia z pręd­ko­ścią światła.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/06126762673387908796 ogi22

      Jemu chyba chodzi o coś przy­po­mi­na­ją­cego gonitwę Achil­lesa z żółwiem. Granicę – horyzont obser­wo­wal­nego wszech­świata. Jak to dla nas wygląda. Lawrence Krauss wyja­śniał w swoim wykła­dzie, że mamy szczę­ście żyjąc „teraz”, ponieważ możemy jeszcze obser­wować ucieczkę galaktyk i na tej pod­stawie wyciągać pewne wnioski.
      Ta granica przesuwa się coraz bardziej – horyzont obser­wo­wal­nego świata powiększa się cały czas, tylko obiekty oddalają się coraz szybciej i po prostu prze­stają być widoczne. Można prze­pro­wa­dzić tutaj analogię do patrzenia za odpły­wa­jącą łódką. Oddala się i w pewnym momencie znika za hory­zontem. Gwiazdy obser­wo­wane przez nas po prostu „gasną” – im są dalej, tym mniej światła dociera do obser­wa­tora. Wreszcie znikają, bo oddalają się szybciej niż prędkość światła w prze­strzeni i światło od nich nigdy do obser­wa­tora już nie dotrze.
      Ogion

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    MAM PYTANIE.
    Czytałem o tej teorii inflacji, która tłumaczy, że wszech­świat jest o wiele większy niż wskazuje jego wiek, gdyż począt­kowa jego eks­pansja była większa od pręd­kości światła.
    I teraz skoro upływ czasu nie jest stały i przy więk­szych pręd­ko­ściach czas spo­walnia, a z osią­gnię­ciem pręd­kości światła czas zatrzy­muje się, to prze­kro­czenie tej pręd­kości powinno spo­wo­dować cofanie się czasu.
    W moim rozu­mieniu cza­so­prze­strzeń nie istniała przed Wielkim Wybuchem. Ale jeśli wszystko poru­szało się na początku szybciej niż światło to czy tym samym nie poru­szało się też w czasie wstecz? Ale jak mogło wszystko cofać się w czasie, który nie istniał? Czy wszech­świat nie zapadłby się w sobie gdy czas zaczął się cofać?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Witam mam jedno małe pytanie, czy wierzysz w teorię wiel­kiego wybuchu, która to łamię cztery prawa fizyki,
    – Prawo zacho­wania materii ( skąd wzięła się cała materia potrzebna do wybuchu)
    – Prawo zacho­wania energii (materia sama z siebie zaczyna wirować)
    – Prawo zacho­wania momentu pędu ( wszystkie galak­tyki powinny wirować w jednym kierunku, a są układy odwrotne)
    – Prawo Entropii ( wszech­świat w makro struk­turze jest bardzo upo­rząd­ko­wany, co przeczy wybu­chowi)

    Jak teoria która łamie pod­sta­wowe zasady fizyki, może być nauczana, w szkołach, ?!, wystarczy że jedno prawo fizyki jest złamane, a tu cztery, 

    a co do twojego wytłu­ma­czenia odnośnie wiel­kości i wieku wszech­świata, to słuchaj, jeżeli będziemy się od siebie oddalać z pręd­ko­ścią światła, ja i ty, to po pierwsze nie będziemy się wiedzieć, bo światło twoje nie doleci do mnie, a moje do ciebie, więc jeśli coraz dalsze galak­tyki oddalają się coraz szybciej to pewnie są takie co oddalają się od nas z pręd­ko­ścią światła, i my ich nie widzimy, a skoro tak to wszech­świat może być większy niż nam się wydaję, ale nie „13,5483024 mld” lat niech to będzie za nasz pewnik tyle lat, niech ma nasz wszech­świat, też mnie bardo ciekawi na jakiej pod­stawie ten wiek został stwo­rzony, a wła­ściwie został stwo­rzony jeszcze przed odna­le­zie­niem naj­dal­szej galak­tyki która jest ok 30 mld lat świetl­nych, i uważam że wiek wszech­świata jest uznany za pewnik z tego powodu, że gdyby został pod­wa­żony cała teorię wiel­kiego wybuchy by diabli wzięli, i duża część pro­fe­sury musiała by poprawić swoje prace, i opuścić głowy do dołu, a to jest nie wygodne, więc lepiej pro­du­kować nowe teorie, niż przyznać się do gło­szenia nie­prawdy, i jeszcze jedno, galak­tyka która jest oddalona o 30 mld lat świetl­nych nie mogła się oddalać od nas z pręd­ko­ścią większą niż światło, a choć by nawet, to powinna być w max odle­głości ok 27 mld lat świetl­nych, i nie powinna być widoczna do dnia dzi­siej­szego, bo skoro światło od niej leciało 30 mld lat świetl­nych, to znaczy że pierwsza wiązka światła została wysłana 16.5 mld lat przed wielkim wybuchem, brak logiki, a i jeszcze jedno radzę sobie poczytać, w jaki sposób oblicza się odle­głość do gwiazd, i galaktyk, powiem tyle że z trójkąta rów­no­ra­mien­nego, długość podstawy jest to średnica orbity ziemi, a kąty się odczy­tuję celując do danej gwiazdy, np raz na wiosnę, potem na jesień, mając te dane oblicza się odle­głość, proszę zobaczyć jaki wyjdzie kąt, kiedy długość podstawy będzie średnica orbity, a wyso­ko­ścią 30 mld lat świetl­nych, jeśli zdołasz obliczyć te kąty to zoba­czysz, jak bardzo te pomiary balan­sują na krawędzi, bo błąd pomiaru kąta może być większy niż jego wartość„„ pozdra­wiam

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Wszystkie cztery punkty, które podałeś są niestety bzdurą i o wszyst­kich zdarzało już mi się w prze­szłości pisać – jeśli nie w formie wpisów to komen­tarzy. Odniosę się jedynie do ostat­niego, gdyż jest naj­bar­dziej mylący, ale też intry­gu­jący.

      Entropia w sensie cał­ko­wicie fizycznym w żadnym momencie ist­nienia wszech­świata nie prze­stała rosnąć! Piszesz o obecnym upo­rząd­ko­waniu, co jest jedynie złu­dze­niem. Spójrz od strony czystej mate­ma­tyki, usuwając sprzed oczu obecny obrazy galaktyk i gwiazd. Co mieliśmy na początku? Nie­zwykle gorącą kulę energii zawie­ra­jącą w sobie zmie­szaną czas i prze­strzeń oraz zuni­fi­ko­wane 4 oddzia­ły­wania! Nie było róż­no­rod­nych cząstek, ani pro­blemów z połą­cze­niem gra­wi­tacji z mecha­niką kwantową. Świat był nie­ska­zi­telnym krysz­tałem, który z każdą kosmo­lo­giczną epoką ulegał kolejnym roz­bi­ciom. II zasada ter­mo­dy­na­miki nie została nigdy zachwiana.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Co do kwestii średnicy wszech­świata, niestety nie zgłę­biłeś tematu nale­życie. Piszesz: „na jakiej pod­stawie ten wiek został stwo­rzony, a wła­ściwie został stwo­rzony jeszcze przed odna­le­zie­niem naj­dal­szej galak­tyki która jest ok 30 mld lat świetl­nych, i uważam że wiek wszech­świata jest uznany za pewnik z tego powodu, że gdyby został pod­wa­żony cała teorię wiel­kiego wybuchy by diabli wzięli”.

      Tak się składa, że nowe odkrycia są uwzględ­niane. Stąd wiek wszech­świata sza­co­wany na 13.74 mld lat, w tamtym roku został prze­su­nięty na 13.82 mld lat.

      „jeszcze jedno, galak­tyka która jest oddalona o 30 mld lat świetl­nych nie mogła się oddalać od nas z pręd­ko­ścią większą niż światło, a choć by nawet, to powinna być w max odle­głości ok 27 mld lat świetl­nych, i nie powinna być widoczna do dnia dzi­siej­szego, bo skoro światło od niej leciało 30 mld lat świetl­nych”

      Prze­pra­szam bardzo, ale piszesz w sposób utrud­nia­jący zro­zu­mienie sens wypo­wiedzi.

      Galak­tykę leżącą obecnie 30 mld lat świetl­nych od Ziemi, wyemi­to­wała swoje światło kilkaset milionów lat po wielkim wybuchu, kiedy była nie­po­rów­ny­walnie bliżej naszej galak­tyki. Światło to, wraz z coraz szybszym roz­sze­rza­niem się prze­strzeni ulega roz­cią­ganiu i rze­czy­wi­ście, któregoś dnia obiekt ten stracimy z oczu. Już teraz, tak naprawdę nie wiemy jak on wygląda ani czy w ogóle istnieje. Nic z tego co napi­sałeś, nie przeczy jednak tezie o średnicy obser­wo­wal­nego wszech­świata wyno­szącej 92 mld lat świetl­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/11088787689941124316 medivo7

    Witam, zrobiłem swoje własne sza­cun­kowe obli­czenia, wygląda to mniej więcej tak:
    http://imageshack.us/f/96/rwr9.jpg/
    posłu­żyłem się zdjęciem ‚hubble deep field’ do którego załą­czona jest infor­macja, że to wycinek 0,04 stopnia na niebie, mając tą infor­mację oraz znając średnie odle­głości między galak­ty­kami (6 lat świetl­nych lub kil­ka­na­ście średnic prze­ciętnej galak­tyki), można osza­cować długość odcinka na brzegu obser­wo­wal­nego wszech­świata. Wychodzi dość sporo bo nawet do 1biliona lat świetl­nych pro­mienia od ziemi do brzegu obser­wo­wal­nego wszech­świata, no i jeszcze należy zauważyć że obliczam wszech­świat taki jaki był miliardy lat temu, nie wnikam jaki jest teraz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Markus

      Chwila bo nie do końca ogarniam. To 450 miliardów lat świetl­nych to według twoich obliczeń promieć widzial­nego wszech­świata? Czy uwzględ­niłeś, że galak­tyki ujęte na zdjęciu pochodzą z różnego okresu i leżą w różnej odle­głości od nas?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/04464234141362383423 A

    To się jednak nie dodaje.
    Obraz naj­od­le­glej­szej i jed­no­cze­śnie naj­star­szej galak­tyki to trochę ponad 13 mld lat świetl­nych. Czyli światło leciało 13 mld lat. Wyświe­cone zostało gdy wszech­świat miał kilkaset tysięcy lat. Wyświe­cone światło podró­żuje przez prze­strzeń i wraz z prze­strzenią. W momencie gdy wystar­to­wało z tej galak­tyki wszech­świat był sporo mniejszy, istniał tylko kilkaset milionów lat. Ziemi jeszcze nie było ale był w prze­strzeni ten punkt w którym teraz jesteśmy. Ten punkt był zatem wtedy bliżej do tej galak­tyki. Dużo bliżej bo roz­sze­rzanie wszech­świata rośnie wykład­niczo i z pręd­ko­ścią 74km/s na mega­parsek, czyli wcze­śniej miało dużo mniejszą odle­głość do poko­nania. Jaką? Załóżmy że był dwa razy większy niż odle­głość jaką światło mogło pokonać, albo nawet bardziej i że miał 2 mld lat świetl­nych, więc światło z galak­tyki będącej 13 mld lat temu leciało do punktu „ziemia” 2mld lat.. dodajmy nawet roz­sze­rzanie wszech­świata z hiper pręd­ko­ścią .. i niech w czasie tej świetlnej podróży wszech­świat urośnie dwa razy. To i tak oznacza że światło z galak­tyki, które ją opuściło 13mld lat temu minęło punkt obser­wa­cyjny „ziemia” jakieś 9 mld lat temu, więc nie możemy go obser­wować teraz. No chyba że jest w tym wszystkim jakieś błędne zało­żenie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • wiskie­nica

    W/g moich obliczeń galak­tyka oddalona ona odle­głość pro­mienia 45 miliardów lat świetl­nych ma 3 razy większą prędkość światła i nie może już być obserwowalna,jej światło nigdy do na ni dotrze.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Janusze nauki #3: portalowe koncepty | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • Krzysztof Mamiński

    Przej­rzy­ście wytłu­ma­czone, sprawnie napisane i nie męczy, chociaż oczy­wi­ście ani temat skom­pli­ko­wany, ani tekst długi. Ale jedno mnie zabolało, zabolało mnie mocno. „380 tyś. lat”. Panie Adamie, tak nie wolno. Tak się nie robi. Piszemy „tys.”, a nie „tyś.”, gdyż skrót jest roz­wi­jany jako TYSiące lat, a nie TYŚące.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Pingback: Co znajdziemy na krańcu wszechświata? | Kwantowo.pl - astronomia, fizyka, nauka!()

  • grammar nazi

    jak można pisać w takim artykule skrót tyŚ. Litości, oczy krwawią.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • logic nazi

      Dokładnie. Takie coś można napisać w artykule, ale innym. Litości.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    Rozmiar obser­wo­wal­nego wszech­świata odnosi się ściśle do naj­bar­dziej intu­icyj­nego rozu­mienia słowa obser­wacja, czyli do reje­stracji przez nasz przyrząd fotonów. Nie chodzi jednak w tym przy­padku o fotony światła widzial­nego, jak mógłby suge­rować artykuł, mówiący o naj­dal­szych świe­cą­cych galak­ty­kach, ale o mikro­fale. Naj­dal­szym bowiem obiektem, który możemy obser­wować, jest moment uwol­nienia fotonów z plazmy, inaczej czas w którym zaczęły się one nor­malnie pro­pa­gować w prze­strzeni, czyli mikro­fa­lowe pro­mie­nio­wanie tła. Pro­mie­nio­wanie to uwolniło się 350 000 lat po wielkim wybuchu, czyli od miejsca wiel­kiego wybuchu oddalone jest o 350 000 lat świetl­nych. Znając stałą Hubble’a, możemy obliczyć prędkość ucieczki dla mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wania tła, znamy też odcinek czasu, który miął od jego uwol­nienia, możemy zatem obliczyć rze­czy­wistą odle­głość, w której jego „brzeg” się od nas znajduje. Rachunek nie jest prosty, ponieważ musimy uwzględnić to, że odle­głość od tego swo­istego hory­zontu rosła w czasie, a więc i prędkość ucieczki rosła od zera do pręd­kości obecnej. Musimy zatem całkować. Wynik tej całki to właśnie około 42 miliardy lat świetl­nych. Gdyby fotony swo­bodnie wędro­wały w prze­strzeni od chwili wiel­kiego wybuchu, rozmiar obser­wo­wal­nego wszech­świata, liczony w ten sposób, byłby nie­skoń­czony.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale hola, hola :). Artykuł nie sugeruje tego o czym piszesz, lecz posłu­guje się galak­tyką jako łatwym do wyobra­żenia przy­kładem mającym uzmy­słowić o co w tym wszystkim chodzi. Uści­ślenie doty­czące fotonów mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wania tła zostało przecież poczy­nione, w ostatnim akapicie. Nie podoba mi się nato­miast to zdanie: „Pro­mie­nio­wanie to uwolniło się 350 000 lat po wielkim wybuchu, czyli od miejsca wiel­kiego wybuchu oddalone jest o 350 000 lat świetl­nych.” Suge­ro­wa­łoby ono, że można odkryć „miejsce”, punkt w prze­strzeni, w którym roz­po­czął się big bang, co może utrwalić błędny obraz teorii wiel­kiego wybuchu w umyśle laika. Choć zakładam, że napi­sałeś to z rozpędu, nie spe­cjalnie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kowski

        Nie napi­sałem, że się mylisz, tylko że artykuł mógłby suge­rować obli­czenia wykonane dla obiektów świe­cą­cych, nie zaś dla światła jako takiego. No offence.
        . Nic nie napi­sałem o punkcie i zrobiłem to w pełni świa­domie. Wielki wybuch jako taki mógł mieć w zasadzie dowolną topo­logię i dowolny rozmiar. Moja własna intuicja mówi mi, że był to raczej nie­skoń­czony obszar, nie zaś punkt (ale to tylko intuicja – obecny stan wiedzy nic nam nie mówi o kształcie i roz­mia­rach „początku”). Czy możemy zbadać obser­wa­cyjnie Big Bang? Obecnie nie, ale nie jest to zupełnie wyklu­czone. Potrze­bu­jemy tylko reje­stracji oddzia­ły­wania, które pro­pa­guje się z pręd­ko­ścią światła i dla którego pier­wotna plazma byłaby choć czę­ściowo prze­zro­czysta. Dobrym kan­dy­datem są fale gra­wi­ta­cyjne, ale przy ich pomocy można „zajrzeć” tylko do momentu, w którym gra­wi­tacja oddzie­liła się od pozo­sta­łych sił. Czy taki obszar/punkt jak Big Bang w ogóle istnieje? Oczy­wi­ście tak, tylko jest od nas oddalony w czasie a nie po prostu w prze­strzeni. Poru­szając się z pręd­ko­ścią światła, zacho­wu­jemy od niego stałą odle­głość cza­so­prze­strzenną. Gdybyś rozwinął prędkość nie­skoń­czoną (co oczy­wi­ście nie jest możliwe), dotarłbyś tam od razu. Gdybyśmy mogli, w chwili obecnej „zobaczyć” wielki wybuch, byłby on dla nas powierzchnią kuli o pro­mieniu zary­so­wanym przez prędkość światła w czasie ist­nienia wszech­świata i wypeł­niałby całą sferę nie­bieską, tak jak to czyni pro­mie­nio­wanie tła.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Jeżeli idzie o stałą Hubble‘a, to wiemy tylko tyle, ile ona wynosi dziś, w zakresie naj­bliż­szych nam galaktyk. Z tego nie wynika, że w prze­szłości stała Hubble‘a była taka sama, tj. że tempo roz­sze­rzania się prze­strzeni zawsze jest stałe. Co więcej, jak się nie mylę, zmie­rzono też stałą Hubble‘a dla bardzo, bardzo, bardzo odle­głych galaktyk i wyszło, że ma tam inną wartość. Czyli, że w dalekiej, dalekiej, dalekiej prze­szłości, tempo roz­sze­rzania się wszech­świata było inne. I dziś to już stanowi empi­ryczny fakt: bez względu na to, czy była inflacja na początku czy jej nie było, jak już roz­sze­rzanie się prze­strzeni wydawało się usta­bi­li­zo­wane, to nagle przy­spie­szyło. Od jakiegoś czasu wszech­świat szybciej się roz­szerza, aniżeli robił to kiedyś. Dlatego stałej Hubble‘a w takiej postaci, jaką znamy i mierzymy ją dziś, nie możemy zasto­sować do obliczeń czegoś w prze­szłości, bo uzyskamy zafał­szo­wane, nie­praw­dziwe dane. Niemniej jednak stosuje się tutaj poprawki, które uwzględ­niają zmiany w tempie eks­pansji prze­strzeni w trakcie ewolucji wszech­świata. Ale to tak na mar­gi­nesie.

      Zupełnie nie rozumiem logiki, jaka stoi za przy­to­czo­nymi powyżej wywodami. Co ma stałą Hubble‘a do pręd­kości ucieczki pro­mie­nio­wania mikro­fa­lo­wego? W czasach, kiedy fotony uwolniły się z pier­wotnej plazmy, nie miały postaci pro­mie­nio­wania mikro­fa­lo­wego, ale cho­lernie potęż­nego pro­mie­nio­wania gamma. Pojęcie „pręd­kości ucieczki” jest zaś pojęciem pręd­kości, jaką trzeba nadać ciału, aby uwolniło się spod wpływu gra­wi­tacji więk­szego ciała, od jakiego ucieka. Ale rozumiem, że chodzi tutaj o prędkość, z jaką te pierwsze fotony (pro­mie­nio­wania dziś opi­sy­wa­nego jako mikro­fa­lowe tło) wylatują z pier­wotnej plazmy. Wówczas to mamy jakiś kom­pletny absurd, bo prędkość fali elek­tro­ma­gne­tycznej, czy to mającej energie mikro­fa­lową, z zakresu światła widzial­nego, czy może gamma, zawsze jest stała i taka sama. Ze stałej Hubble‘a, całkując czy nie, nie można wyzna­czyć pręd­kości światła. Zresztą szcze­gólna teoria względ­ności mówi nam, że prędkość światła jest tak ele­men­tarna, że nie zależy od tego, czym jest źródło tego światła ani jak szybko się ono prze­mieszcza. Ponadto samo pojęcie ucieczki pro­mie­nio­wania mikro­fa­lo­wego z plazmy jest dziwne, bo niby dokąd miałoby to pro­mie­nio­wanie uciekać? Wcze­śniej fotony nie mogły „zaświecić”, ponieważ wszech­świat był tak bardzo mały, że cząstki ele­men­tarne, takie jak fotony, elek­trony, protony i neutrony były ści­śnięte tak, iż nic się nie mogło swo­bodnie prze­miesz­czać. Foton jak chciał się roz­pę­dzić, to i tak nie prze­mie­ścił się za daleko, bo się obijał o innych miesz­kańców wszech­świata. Dopiero gdy się świat posze­rzył ciut więcej i zmniej­szyło się „ciśnienie”, tem­pe­ra­tura, znikła joni­zacja i, aby kolo­kwialnie mówiąc, znalazło się miejsce, aby protony połą­czyły się z elek­tro­nami w jądra wodoru, to dopiero wówczas fotony mogły nabrać pręd­kości i nie obijać się już o nic, tyle że wciąż nie miały za bardzo dokąd polecieć. Fotony nie mają niczego wspól­nego z prze­strzenią, a historia wszech­świata to historia posze­rzania się prze­strzeni. Fotony mogą zalecieć tak daleko, jak daleko jest prze­strzeń, tam się zaś mogą odbić i wrócić z powrotem, mówiąc kolo­kwialnie, bądź znaleźć w miejscu, gdzie już były, tak jak statek opły­wa­jący Ziemię w linii prostej, w końcu dotrze do portu wyj­ścio­wego. Kom­pletnie nie rozumiem, skąd takie pomysły i jak się one w ogóle same ze sobą wiążą. Pojęcie całek nie poczyni tego wywodu bardziej praw­do­po­dobnym. Ale może coś mi gdzieś umyka…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    Jedna uwaga – wraz ze wzrostem pręd­kości czas spo­walnia, ale tylko dla obser­wa­tora z zewnątrz. Dla obser­wa­tora poru­sza­ją­cego się, jego czas płynie nor­malnie. Jeśli do tego dodamy jeszcze zasadę względ­ności ruchu, to nie możemy powie­dzieć, który obser­wator (w tym przy­padku galak­tyka) się porusza, a który stoi w miejscu. zatem w tym co piszesz, nie ma żadnej sprzecz­ności. Galak­tyka spoza hory­zontu cząstek porusza się dla nas i od nas szybciej niż światło, zatem cofa się w czasie, ale tylko do momentu wiel­kiego wybuchu, bo potem jej prędkość ucieczki staje się równa pręd­kości światła. Z tego wynika że dla nas staje się ona częścią big bangu, podobnie jak my dla niej.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    Jeszcze jedna refleksja, do tego arcy­cie­ka­wego tematu. Nawet zakła­dając że wszech­świat roz­po­czął się od punktu i nie było fazy infla­cyjnej, dla nas taki wszech­świat byłby nie­skoń­czony. Poru­szając się z pręd­ko­ścią światła, lecąc w dowolnym kierunku, foton ciągle odkry­wałby nowe gwiazdy i galak­tyki. My również, budując pojazd zbli­ża­jący się pręd­ko­ścią do C mogli­byśmy podró­żować niemal dowolnie daleko i nigdy wszech­świat by się nam nie skończył. W takim świecie, wszystko co jest fizycznie możliwe, zosta­łoby w końcu odkryte. Nie ma na przykład żadnego prawa zabra­nia­ją­cego ist­nienia różowych jed­no­rożców, więc prędzej czy później odna­leź­li­byśmy planetę, na której takowe żyją. Odna­leź­li­byśmy też ziemię, na której egzy­stują ludzie tacy jak my a nawet pozna­li­byśmy swoją dokładną kopię, pod warun­kiem, że ta kopia nie zde­cy­do­wa­łaby się wyruszyć w podobną podróż. Nie spo­tka­li­byśmy jednak Świętego Mikołaja, bo prawa fizyki nie pozwa­lają na ist­nienie osobnika dostar­cza­ją­cego prezenty wszystkim dzieciom na ziemi, jednego dnia. Podobne wojaże byłyby nie­moż­liwe tylko dla modelu wszech­świata o zamkniętej topo­logii (np o kształcie rury lub torusa), bo choć bez brzegów, taki wszech­świat byłby skoń­czony.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • yxo

      Prze­pra­szam, ale nie widzę związku tego wywodu z tym, o czym traktuje artykuł. Wnioski mi tu nie wynikają z prze­słanek. Jak ze stwier­dzenia o tym, że świat roz­po­czął się w jakimś momencie czasu i prze­strzeni przybywa można wywnio­skować, że niby to wszystko, co tylko można sobie wyobrazić, gdzieś istnieje?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sta­ni­sław Mił­kowski

        1. Wpis jest refleksją na temat artykułu a dokład­niej jego tematyki. Nie odnosi się wprost do prze­słanek w nim zawar­tych. To dlatego wnioski nie wynikają z prze­słanek.
        2. Nie pisałem, że wszystko co możemy sobie wyobrazić gdzieś we wszech­świecie istnieje a wyłącznie o tym, że to co jest możliwe, gdzieś tam jest. Mówiąc inaczej – we wszech­świecie o otwartej geo­me­trii i topo­logii, z defi­nicji nie­skoń­czonym, wszystko o nie­ze­rowym praw­do­po­do­bień­stwie istnieje. Praw­do­po­do­bień­stwo naszego zaist­nienia, podobnie jak różowych jed­no­rożców, jest nie­ze­rowe…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    To byłaby prawda, gdyby twoja galak­tyka uciekała od nas ze stałą pręd­ko­ścią, wyli­czoną na pod­stawie stałej Hubble’a (czyli pręd­kości) dla zadanej odle­głości i czasu. No właśnie – odle­głości. Skoro galak­tyka oddala się od nas, to odle­głość w jakiej się znajduje była kiedyś mniejsza a więc i prędkość ucieczki była niższa. Gdy uwzględ­nisz to w rachun­kach wydze Ci, że obiekt oddalony o 45 mld lat świetl­nych w miarę niedawno schował się za hory­zontem pro­mie­nio­wania relik­to­wego, czyli nie jest galak­tyką, a drobnym „zgęst­kiem” w pier­wotnej plazmie. Obiekt nie jest już więc widzialny ale nie opuścił w żadnym razie naszego wszech­świata.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sta­ni­sław Mił­kowski

    Błędny jest sposób, w jaki to liczysz. Musisz pamiętać, że prędkość ucieczki rosła w czasie i uwzględnić ten wzrost w rachunku. Powi­nieneś też znać dokładnie odle­głość a więc prędkość począt­kową, nie można arbi­tralnie uznać, że to było 2 000000000 lat świetl­nych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    W ogóle nie uwzględ­niłeś tego o czym napi­sałem. Wszech­świat roz­szerza się! Pęcz­nieje w każdym miejscu, roz­ra­stają się próżnia kosmiczna w każdym miejscu. De facto grupy galaktyk uciekają od siebie z pręd­ko­ścią większą od c, jeśli są bardzo daleko. My mimo wszystko otrzy­mu­jemy ich obraz wyemi­to­wany wcze­śniej, gdy odsuwały się na tyle wolno abyśmy mogli je zobaczyć. Poza wszech­światem obser­wo­walnym również znajdują się różne obiekty, lecz ich nigdy nie zoba­czymy, są schowane za hory­zontem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    Witam. Prze­pra­szam, ale może coś źle rozumuję, czy też czegoś nie wysłu­chałem, niemniej jednak z równań Maxwella wyraźnie wynika, po prostych prze­kształ­ce­niach alge­bra­icz­nych, że prędkość roz­cho­dzenia się fali elek­tro­ma­gne­tycznej wynika tylko i wyłącznie ze stosunku dwóch para­me­trów doty­czą­cych wartości „mocy” pól elek­trycz­nego i magne­tycz­nego i nie zależy, w prze­ci­wień­stwie do każdej innej pręd­kości cze­go­kol­wiek innego, ani od czasu, ani od drogi prze­miesz­czania się tego, co się prze­mieszcza (w tym przy­padku fali elek­tro­ma­gne­tycznej). Do tego jeszcze dochodzi szcze­gólna teoria względ­ności, która bardzo mocno stwierdza, że prędkość fali elek­tro­ma­gne­tycznej jest bez­względnie stała, zawsze, wszędzie, nie­za­leżnie od pręd­kości źródła, bez względu na jakie­kol­wiek pręd­kości czy odle­głości układów, z jakich się fali elek­tro­ma­gne­tycznej przy­glą­damy. Inaczej mówiąc, jeżeli pędzimy razem z fotonami osią­gając pręd­ko­ścią światła i sobie zaświe­cimy latarkę, to fotony z naszej latarki wystrzelą przed siebie w oka mgnieniu z pręd­ko­ścią światła względem nas i względem fotonów, jakie nam towa­rzyszą. Szcze­gólna teoria mówi nam, że prędkość światła jest para­me­trem naj­bar­dziej ele­men­tarnym, jaki możemy sobie wyobrazić. Do tego dochodzi jeszcze fizyka kwantowa: foton musi się poruszać z pręd­ko­ścią światła, bo nie ma masy. To nie jest mak­sy­malna prędkość fali elek­tro­ma­gne­tycznej, ani granica pręd­kości, jak to się zwykło mówić, to jest jedyna możliwa prędkość dla fotonu (w próżni). Ponadto kosmo­logia jest tworzona w oparciu o znane nam prawa nauki, w tym i znaną nam wartość pręd­kości światła. Pod tym kątem fizyka wszech­świata nie zmieniła się w cale od początku świata – ponieważ prawa fizyki są takie, a nie inne, dlatego właśnie wyli­czono i obli­czono, co się musiało dziać w początku wszech­świata, aby było to właśnie z tymi prawami zgodne. Ba, stosuje się nawet zasady symetrii z mate­ma­tyki aby próbować poscalać prawa fizyki, znane nam obecnie, w coś bardziej jed­no­li­tego, jakby znane nam dzisiaj kilka „odręb­nych” oddzia­ływań fizycz­nych było jednym oddzia­ły­wa­niem. Ale w istocie nie zmienia to praw fizyki, a jedynie prze­kształca mate­ma­tycznie w coś, co wciąż zacho­wuje te same wła­ści­wości i toż­sa­mość, co bardziej trafni fizycy opisują jako próbę zro­zu­mienia przemian fazowych „pra­ma­terii”. Nikt nie zakłada jednak, że prawa fizyki wówczas były tak inne, że np. stała gra­wi­ta­cyjna, masa elek­tronu (nawet jeżeli nie było jeszcze elek­tronów) i prędkość światła były inne. Ale może się mylę? Stąd moje pytanie, jak prędkość światła mogła mieć inną wartość zależnie od czasu? Możliwe, że jutro światło będzie się prze­miesz­czać o 0,00000000000000000000000000000001 m/s szybciej, bądź wolniej?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    „Cos w tym rozu­mo­waniu jest nie tak. Jezeli cos oddala sie od nas z 
    pręd­ko­ścią <= c i robi to przez 13.7 mld lat to odle­glosc naj­dal­szego
    punktu może wynosić <= 13.7 lat c”

    Tym, co jest nie tak, to brak uwzględ­niania roz­sze­rzania się wszech­świata. prze­strzeni przybywa wciąż i tym więcej jej przybywa, i w tak szybszym tempie, im dalej się roz­wa­żane miejsce znajduje od nas. Zatem gdy pojawiło się 13,7 mld lat temu źródło światła, to wyemi­to­wane fotony nie prze­biegły w naszym kierunku drogi 13 mld lat świetl­nych – bowiem w czasie, w którym zostały wyemi­to­wane i leciały sobie spo­kojnie do nas, ta droga się wydłu­żała, wydłu­żała, a tym samym i czas ich podróży się także wydłużał. To tak, jakbyś jechał pocią­giem z Gdyni do Zako­pa­nego, którego prze­wi­dy­wany czas podróży miał wynosić 13 godzin. Tyle że jak już pociąg ruszył, jakiś chytry złomiarz zaczął dokładać torów: jeden kilometr torów więcej co każdy kilometr. Zatem w odle­głości jednego kilo­metra od pociągu przybył kilometr dodat­ko­wych torów, ale w odle­głości dwóch kilo­me­trów od pociągu przybyło już dwa dodat­kowe kilo­metry torów… itd. Pociąg w końcu dociera do stacji końcowej, ale w czasie znacznie, znacznie dłuższym, niż to począt­kowo zakła­dano.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • yxo

    ” Czy od naj­dal­szych galaktyk nigdy nie ujrzymy światła, skoro oddalają
    się szybciej niż światło (prze­strzeń się oddala) ?” 

    Tak. Zakła­dając, że wszech­świat jest bardzo, bardzo wielki i wszędzie są galak­tyki, to z prawa Hubble‘a wprost to wynika. Prawo Hubble‘a jest bardzo, bardzo proste. Im dalej, tym szybciej, i tyle. Zatem nie ma tu żadnego ogra­ni­czenia, aby nie prze­wi­dywać, że wraz z coraz większą odle­gło­ścią prędkość ucie­kania galaktyk będzie nadal coraz większa, aż znajdzie się i taka odle­głość od nas, w jakiej prędkość odda­lania osiągnie prędkość światła. No i dalsza odle­głość, w jakiej prędkość ucieczki prze­kroczy prędkość światła. Taką granicę, w jakiej pręd­kości ucieczki galaktyk osiągają prędkość światła można obliczyć. O ile się nie mylę, wychodzi mniej więcej wartość podobna do granicy obser­wo­wal­nego wszech­świata, skądinąd obli­czanej w całkiem inny sposób. Niemniej jednak, o ile dobrze pamiętam, fizykom taka idea się nie podoba, dlatego zapro­po­no­wano mody­fi­kację prawa Hubble‘a tak, że prędkość ucieczki galaktyk na bardzo dużych odle­gło­ściach mody­fi­ko­wa­łaby się asymp­to­tycznie. Inaczej mówiąc, w nie­da­le­kiej odle­głości od nas prawo Hubble‘a dzia­ła­łoby tak, jak chciał Hubble, ale w bardzo odległej od nas prze­strzeni, dzia­ła­łoby już nieco inaczej: im dalej od nas, tym pręd­kości ucieczki galaktyk coraz bardziej zbliżają się do pręd­kości światła, ale nigdy nie mogą jej osiągnąć. Na poziomie szkoły średniej mówiłoby się wówczas, że pręd­kości ucieczki galaktyk w nie­skoń­czonej od nas odle­głości dążą do pręd­kości światła, lecz jej nie osiągają. 

    W każdym razie, z samego prawa Hubble‘a wynika, że jak naj­bar­dziej mogłaby istnieć tak odległa galak­tyka, z której światło do nas nigdy nie dotrze, bowiem prze­strzeń puchnie tam tak bardzo, że światło ze swoją nad­zwy­czajnie olbrzymią pręd­ko­ścią nie byłoby w stanie pokonać jeszcze szybciej przy­ra­sta­jącej prze­strzeni. Nie byłoby wówczas punkt, w którym światło by sobie „stało”. Światło po prostu nie mogłoby dolecieć z punktu A do B ponieważ po poko­naniu połowy drogi, 1/2 odle­głości od A do B uległaby zwie­lo­krot­nieniu, a gdyby i połowę tej drogi światło by pokonało, to druga połowa drogi byłaby już drogą kil­ka­na­ście razy dłuższa, aniżeli połowa drogi już pokonana… ale nie wiem, czy te przy­kłady nie zaciemnią sprawy zamiast ją roz­ja­śnić :/

    Co by widzieć, gdyby się w tym punkcie znaleźć? Hm… to samo, co w punkcie, w którym jesteśmy teraz. Zakła­damy, że wszędzie jest tak samo, zatem gdybyśmy się tele­por­to­wali z Ziemi na kraniec wszech­świata, to tamże zda­wa­łoby się nam, że znaj­du­jemy się w centrum, zaś Ziemia znajduje się na krańcu względem nas, na krańcu w którym prędkość ucieczki galaktyk wykracza poza prędkość światła i fotony z rodzi­mego Słońca mogłyby już nie mieć okazji dotarcia do naszych oczu. Taką mam pro­po­zycję odpo­wiedzi. Wiem, że odpo­wiadam po latach, ale mimo wszystko chcę spró­bować 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • hufu

    Nawią­zując do tytułu artykułu nie rozumiem jednej rzeczy. Jeżeli Wszech­świat ma 13,8 mld lat to razy prędkość światła mamy promień R = 41,4 mld lat św. Ale mam inny problem. Mia­no­wicie w jakiej odle­głości od W.W. jest teraz Ziemia. Czy my się też oddalamy od „środka” W.W. , czy jesteśmy w takim miejscu hory­zontu że widzimy jak jedne obiekty uciekają w prze­strzeń, a drugie zmie­rzają do naszej „Oso­bli­wości” która jak sadze pozo­stała po W.W. Jedne i drugie będą się oddalały od nas.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0