Ziemia istnieje już 4 miliardy 600 milionów lat. Szmat czasu, a jednak, z jakiegoś powodu jej wnętrze nie ostygło i wciąż zaskakuje aktywnością.

Krótko. Wnętrza wielu planet pozo­stają roz­grzane w związku z zacho­dze­niem reakcji jądro­wych, a ściślej mówiąc procesów radio­ge­nicz­nych. W przy­padku Ziemi są to głównie rozpady izotopów uranu, toru i potasu.

Nieco dłużej. Ile może stygnąć kamień? Nawet jeżeli jest całkiem dorodny – powiedzmy wiel­ko­ści planety – to miliony, nie mówiąc o miliar­dach lat, powinny z nawiązką wystar­czyć do jego zupeł­nego wyzię­bie­nia i zesta­le­nia. Pod­po­wiada nam to intuicja pod­pie­rana przez nie­zwy­cię­żoną drugą zasadę ter­mo­dy­na­miki. Wszyscy zdajemy sobie sprawę, że każde ciało oddaje swoje ciepło oto­cze­niu, a każde ognisko musi kiedyś zgasnąć.

Mimo to, na przekór zdrowemu roz­sąd­kowi, głęboko pod powierzch­nią skorupy ziem­skiej zdaje się panować wieczny żar. Spójrzmy na samo jądro naszej planety. Niklowo-żelazna kula o średnicy 7 tys. kilo­me­trów, sku­pia­jąca w sobie prawie 1/3 masy całego globu, pozo­staje stale roz­pa­lona do ponad 5,5 tys.°C. Po upływie 4,6 miliarda lat wnętrze naszej planety wciąż generuje grube terawaty energii i parzy niewiele słabiej od powierzchni Słońca. I żeby nie było wąt­pli­wo­ści, ciepło z płaszcza i jądra jak naj­bar­dziej wycieka, choćby w procesie kon­wek­cji. Roz­to­piona materia pod naszymi stopami nie­zmor­do­wa­nie wędruje ku górze, oddając część posia­da­nej tem­pe­ra­tury, następ­nie gęst­nieje i znów zaczyna opadać do centrum. (Nie dotyczy to jednak samego jądra wewnętrz­nego. Mimo ogrom­nych tem­pe­ra­tur, wystar­cza­ją­cych do bez­pro­ble­mo­wego roz­to­pie­nia każdego metalu, miaż­dżące ciśnie­nie utrzy­muje je pod postacią ciała stałego). Wyda­wa­łoby się, że nor­mal­nie taki proces powinien już dawno wychło­dzić nasz świat i dopro­wa­dzić do jego geo­lo­gicz­nej śmierci.

Czy jest możliwe, że planety po prostu tak powoli wytra­cają energię, pozy­skaną jeszcze w procesie swoich burz­li­wych narodzin? Okazuje się, że… tak. Choć nie udałoby się to bez pomocy własnego auto­no­micz­nego źródła zasi­la­nia, pod postacią reakcji jądro­wych. Żeby nie było nie­po­ro­zu­mień (z czym się spo­tka­łem): nie chodzi o procesy ter­mo­ją­drowe, czyli fuzję jąder ato­mo­wych typową dla wnętrz gwiazd. Planety nie posia­dają dosta­tecz­nej masy (ani odpo­wied­niego paliwa, w naszym przy­padku), aby zapewnić warunki konieczne do pod­trzy­ma­nia syntezy. Dys­po­nu­jemy nato­miast domiesz­kami ciężkich pro­mie­nio­twór­czych izotopów, które chętnie ulegają spon­ta­nicz­nym rozpadom, czemu towa­rzy­szy wydzie­le­nie kon­kret­nych porcji energii.

Docie­kliwi czy­tel­nicy mogą się zasta­na­wiać, skąd u licha posia­damy wiedzę na temat reakcji jądro­wych dzie­ją­cych się kom­plet­nie poza naszym wzrokiem. Rze­czy­wi­ście jest to dość nie­ty­powe, ponieważ spora część obecnych modeli geo­lo­gicz­nych powstała przy użyciu detek­to­rów neutrin, a ściślej mówiąc anty­neu­trin elek­tro­no­wych. Naj­czę­ściej koja­rzymy te drob­niut­kie, prze­ni­ka­jące przez wszystko cząstki ze źródłami kosmicz­nymi (np. neutrina sło­neczne), jednak ich emisja towa­rzy­szy wielu zja­wi­skom fizycz­nym, zwłasz­cza poszcze­gól­nym rozpadom jądrowym. W 2005 roku zespół obsłu­gu­jący japoński detektor KamLand zaczął wyła­py­wać te geo­neu­trina, na pod­sta­wie których dokonał skru­pu­lat­nej oceny zjawisk wystę­pu­ją­cych wewnątrz Ziemi. Zgodnie z aktu­al­nym modelem rozpady jąder generują do 20 tera­wa­tów energii, przy czym około 40% tej wartości pochodzi z rozpadu uranu-238, kolejne 40% z rozpadu toru-232 i 20% z rozpadu potasu-40.

Należy zwrócić uwagę na jeszcze dwa fakty. Po pierwsze, nasze teorie doty­czące bilansu ciepl­nego Ziemi nie są pełne i wciąż pozo­sta­wiają pole do dyskusji. Pro­mie­nio­twór­czość to potężna siła, ale praw­do­po­dob­nie nie odpo­wiada za całość gene­ro­wa­nej energii. Po drugie, rozpady izotopów wystę­pują w płaszczu naszej planety, ale nie w jądrze. Zdaniem fizyków i geologów, uran, tor oraz potas prak­tycz­nie nie wystę­pują w ścisłym rdzeniu Ziemi, toteż całe ciepło radio­ge­niczne musi powsta­wać nieco wyżej.

Jaka jest więc pra­wi­dłowa odpo­wiedź na tytułowe pytanie? Wydaje się, że jądro w istocie płonie pier­wot­nym żarem sta­no­wią­cym relikt po naro­dzi­nach planety. Nie ostygło jednak, ponieważ pozo­staje otulone grubą warstwą roz­to­pio­nych skał, nie­ustan­nie pod­grze­wa­nych roz­pa­dami jądro­wymi. Płaszcz można tu więc postrze­gać nawet nie jako kołdrę, a koc elek­tryczny z własnym zasi­la­niem.

Czy to wszystko oznacza, że Ziemia nigdy nie zamar­z­nie? Oczy­wi­ście nie, ale proces stu­dze­nia jej wnętrza jest nie­wia­ry­god­nie powolny. Uwzględ­nia­jąc tempo odda­wa­nia ciepła i całą resztę, kom­pletne zasty­gnię­cie jądra potrwa od 55 do 90 miliar­dów lat. Na nasze szczę­ście, bowiem wysoka tem­pe­ra­tura i ruchy kon­wek­cyjne bilionów ton roz­to­pio­nego żelaza to warunek ist­nie­nia ziem­skiej magne­tos­fery.

  • Teresa

    Z obliczeń wynika, że ziemia zasty­gnie za jakieś 55–90 miliar­dów lat. Pewnie i tak by było, szkoda tylko, że zanim ostygnie zostanie spalona przez dogo­ry­wa­jące słońce. No chyba, że zaist­nieje jakiś jeszcze sce­na­riusz, o którym na razie nic nie wiadomo i ziemia poszy­buje gdzieś dalej od swojej gwiazdy. W końcu nie wiemy jak za 5 miliar­dów lat będzie wyglądał nasz Układ Sło­neczny.

    • BloodMan

      A masz gdzieś obli­cze­nia doty­czące Słońca? Kiedy ostygnie tzn. kiedy zamieni się w czarnego karła?

      • Teresa

        Ja nie, ale naukowcy zapewne tak. Los gwiazdy zależy od jej masy. Nasze słońce jest średniej wiel­ko­ści gwiazdą ist­nie­jącą około 4,5 mld lat, a za kolejne około 5 mld, na schył­ko­wym etapie ewolucji zamieni się w czer­wo­nego olbrzyma, stanie się około 200 razy większe i kilka tysięcy razy jaśniej­sze, nasili się też wiatr sło­neczny i na tym etapie słońce będzie na tyle duże, żeby pochło­nąć ziemię. Cały cykl życia słońca to chyba jakieś 14 mld lat. Równie dobrze można by zapytać czy mamy jakieś obli­cze­nia na to czy z super­no­wej powsta­nie gwiazda neu­tro­nowa, czy czarna dziura.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Zmiana białego karła w czarnego karła, tj. cał­ko­wite osty­gnię­cie, to kwestia kil­ku­dzie­się­ciu bilionów lat.

      • BloodMan

        Dzięki. Podej­rze­wa­łem że długo — ale nie że aż tak długo…

      • Teresa

        Sorry, że Twoje pytanie potrak­to­wa­łam trochę jak atak na moją wypo­wiedź, ale naj­lep­szej wiedzy z fizyki póki co nie mam i na “kwantowo” jestem właśnie po to, żeby się jak naj­wię­cej dowie­dzieć.

      • BloodMan

        Nopro­blem. Też tu jestem w celu poże­ra­nia wiedzy.
        …i do grobu ją zabiorę…
        ;d

  • Miro Slavin Szwaj­ca­rzew­ski

    A co z księ­ży­cem który mamy wyjąt­kowo dorodny? Wydaje mi się że jego wpływ tak jak jest ogromny na ruch oceanów tak samo dopro­wa­dza do tarć w środku ziemi. W tych wyli­cze­niach jednak księ­ży­cowi nie oddano nawet jednego procenta.

    • Rafał Bagiński

      Polać mu

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale te procenty, które są w tekście dotyczą tylko energii pocho­dzą­cej z procesów radio­ge­nicz­nych.

      • Drun­ken­Thief

        >Ale te procenty, które są w tekście dotyczą tylko energii pocho­dzą­cej z procesów radio­ge­nicz­nych.
        Ale tytuł artykułu sugeruje całość procesów utrzy­mu­ją­cych tem­pe­ra­turę jądra a jądro, zwłasz­cza płynne zewnętrzne, raczej musi być podatne na oddzia­ły­wa­nia gra­wi­ta­cyjne Księżyca. Biorąc pod uwagę to, jak mocno roz­grzewa się Io pod wpływem Jowisza.

      • Miro Slavin Szwaj­ca­rzew­ski

        Zgadzam się. Jednak w artykule nie ma nic o księżycu. Ktoś nie będący w temacie może po prze­czy­ta­niu tego artykułu odnieść wrażenie że liczą się tylko procesy atomowe.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Panowie, wasza wąt­pli­wość jest bardzo słuszna i intu­icyj­nie poprawna. W związku z tym szukałem wczoraj infor­ma­cji na ten temat. Niestety wiele ich nie ma, ale z tego co prze­czy­ta­łem, w tym przy­padku wpływ gra­wi­ta­cji Księżyca może być mniejszy niż się wydaje. Płaszcz Ziemi jest zasad­ni­czo płynny, ale nie mówimy o cieczy podobnej do oceanów, lecz raczej o gęstej masie o wielkiej gęstości i ciężarze. Biorąc w rachubę to oraz fakt, że Księżyc okrąża nas sto­sun­kowo szybko, jego wpływ na wnętrze naszej planety nie jest aż tak poważny.

  • czerwone

    Ogolnie na kanale astro­faza usły­sza­łem taką infor­ma­cję, że oddzia­ły­wa­nie gra­wi­ta­cyjne Jowisza wpływa na ziemię tylko koło 1% oddzia­ły­wa­nia księżyca na ziemię. Biorąc pod uwagę jak słaba jest gra­wi­ta­cja, wydaje się to logiczne, ale czy ktoś z tutaj obecnych może ma jakieś linki do nauko­wych stron, które posia­dają takie wyli­cze­nia (ja sam nie mogę znaleźć, a szukałem na polskim google, jak i na angiel­skim)? Z góry dzięki.

    • kuba_wu

      Do zwe­ry­fi­ko­wa­nia tej infor­ma­cji wystar­czą ci dane o masie Księżyca, Jowisza i średnich odle­gło­ściach tych ciał od Ziemi. Oraz wzór na siłę gra­wi­ta­cji, oczy­wi­ście…

  • Bor

    Za 100 lat będzie nowe wytłu­ma­cze­nie. Prawda jest taka, że zarówno o Słońcu, jak i wnętrzu Ziemi nic nie wiemy.

    • Drangir

      Znamy wiele faktów które powoli budują obraz takich obiektów. Detek­tory neutrin, rozmaite skanery, nasłu­chi­wa­nie fal prze­cho­dzą­cych przez planetę wszystko daje ślady z których można składać naukowy model wnętrza planety. Zostaną nam puste pola, niektóre elementy będzie trzeba wymienić na inne, ale to nie znaczy że “za 100 lat będzie nowe wytłu­ma­cze­nie”. To które zostało przed­sta­wione ma swoje podstawy w śladach, które jesteśmy w stanie zbadać a nie domysły.

      • Bor

        200 lat temu Słońce to był stos drewna,. 100 lat temu płonący węgiel, teraz reakcje jądrowe, za 100 lat poznamy nowe zjawiska i bedzie inne wytłu­ma­cze­nie. obecna nauka nie potrafi wyjaśnić zacho­wa­nia wnętrza Ziemi i tem­pe­ra­tur na Słońcu. nie wiemy też jak prze­bie­gaja zmiany klimatu, nie rozu­miemy gra­wi­ta­cji. bardzo niewiele wiemy.

      • Drangir

        Jakie są źródła hipotez o płonącym węglu i stosie drewna i jakie były uza­sad­nie­nia obser­wa­cyjne tych sugestii?

      • Bor

        Tak sobie to ludzie 200 lat temu wyobra­żali na pod­sta­wie tego, co wtedy wie­dzieli.
        Zródła hipotez są takie same jak teraz- czyli sufit, trzeba coś napisać w pod­ręcz­ni­kach

      • kuba_wu

        Co i w jaki sposób wyja­śniała i prze­wi­dy­wała hipoteza o węglu? Czy była jaki­kol­wiek sposób wery­fi­ko­wana? Co wyszło z tej wery­fi­ka­cji?

        W prze­ci­wień­stwe do niej, aktualna wiedza o budowie materii prze­wi­duje bardzo wiele zjawisk zacho­dzą­cych w gwiaz­dach; i zgadza się z licznymi obser­wa­cjami; prze­wi­duje też ich różne klasy i postaci, drogę ewolucji gwiazd, włącznie z egzo­tycz­nymi fazami ich życia, co również zgadza się z obser­wa­cjami. Dlatego obecna teoria jest w pełni tego słowa naukowa, a hipoteza węglowa nie była taką pod żadnym względem.

        To, że jeszcze nie potra­fimy w pewny sposób wyjaśnić rozkładu tem­pe­ra­tur w koronie, czego ucze­pi­łeś się uparcie (a jest to zjawisko mar­gi­nalne w skali gwiazdy), nie jest żadnym argu­men­tem przeciw — teoria nie musi być kom­pletna i stu­pro­cen­towo dokładna, aby być peł­no­prawną teorią naukową.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Niestety to bardzo błędne analogie. Zesta­wiasz luźne pomysły (bo nawet nie nazwiemy ich hipo­te­zami), które w epoce przed­nau­ko­wej sta­no­wiły plaster na coś, czego w świetle ówcze­snej wiedzy nie dało się w żaden sposób wyjaśnić; z teoriami i modelami opartymi o meto­do­lo­gię, doświad­cze­nie i obser­wa­cje. Jeżeli ktoś wysko­czył z hasłem węglo­wego Słońca, to zrobił to bo nie posiadał żadnych prze­sła­nek i starał się jak­kol­wiek wyjaśnić to co widzi. Obecnie znamy fizykę atomu, wiemy jak prze­biera reakcja ter­mo­ją­drowa i jaki jest jej bilans ener­ge­tyczny, mamy obser­wa­cje, symu­la­cje i mate­ma­tyczne, bardzo pre­cy­zyjne obli­cze­nia na pod­sta­wie, których to wszystko się opiera. Nauka to nie wróżenie z fusów ani konkurs na naj­lep­szą histo­ryjkę, lecz żmudna praca i poszu­ki­wa­nie dowodów.

      • Bor

        Nie, my obecnie również szukamy plastra na coś, czego nie da sie wyjaśnić. Nie ma żadnej różnicy.
        Oczy­wi­ście dużo lepiej brzmi “reakcja ter­mo­ją­drowa”, “fizyka atomu”, czy “bilans neutrin,” od “stosu węgla”.

        Żaden “bilans ener­ge­tyczny” nie wyjaśnia np. tem­pe­ra­tur powierzchni słońca i jego korony. Przykro mi.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Co i czego nie wyjaśnia? Fuzja ter­mo­ją­drowa zachodzi przy ener­giach znacznie wyższych niż ta z powierzchni Słońca, nie przy kilku tysią­cach, a dzie­siąt­kach milionów stopni wewnątrz gwiazdy. Przy pomocy toka­ma­ków lub potęż­nych laserów potra­fimy odwzo­ro­wać ten proces w małej skali również na Ziemi.

        I proszę o nie mie­sza­nie pojęć oraz tematów. Albo dys­ku­tu­jemy o meto­do­lo­gii i filo­zo­fii nauki, albo o astro­fi­zyce i helio­sej­smo­lo­gii. W innym wypadku otrzy­mu­jemy chaos.

      • Bor

        “Co i czego nie wyjaśnia?”
        Obecne modele i wiedza o fizyce gwiazd nie wyja­śniają tem­pe­ra­tur Słońca.
        Proszę, nie dyskutuj z faktami.

        “Albo dys­ku­tu­jemy o meto­do­lo­gii i filo­zo­fii nauki, albo o astro­fi­zyce i helio­sej­smo­lo­gii.”
        Roz­ma­wiamy o faktach i o tym, że nauka nie wyjaśnia tego, co ty uważasz za wyja­śnione.

        Gene­ral­nie zakła­da­nie tego, że obecny kon­sen­sus jest stały i nie­pod­wa­żalny wystawia cię na ryzyko śmiesz­no­ści.

        Miłego wieczoru.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie poj­mu­jesz idei nauki i tym czym jest nauka. W naj­mniej­szym stopniu. Ale co gorsza nie zro­zu­mia­łeś co napi­sa­łem, ani tego co napi­sa­łeś Ty sam. Pomie­sza­łeś kwestię korony Słońca i problemu wypro­mie­nio­wy­wa­nia energii, z kwestią fuzji ter­mo­ją­dro­wej i pro­duk­cji energii we wnę­trzach gwiazd. Dwa zupełnie różne tematy. Pierwszy jest dys­ku­syjny i — co jest normalne w nauce — istnieją różne pomysły, które wymagają dalszych prac. Być może pomocne będą obser­wa­cje pro­wa­dzone obecnie przez sondę Parker Solar Probe. Nato­miast cykl pro­to­nowy to ABC fizyki atomu i wszelkie modele pokry­wają z tym co obser­wu­jemy.

        “kon­sen­sus jest stały i nie­pod­wa­żalny wystawia cię na ryzyko śmiesz­no­ści”

        Och, tego się nie obawiam, ponieważ nigdy w swoim życiu niczego takiego nie napi­sa­łem. Oczy­wi­ście modele gwiaz­dowe tworzone od czasów Bia­ło­brze­skiego i Edding­tona mogą okazać się niepełne lub nawet błędne. Jednak nauka działa w ten sposób, że dopóki dany model się sprawdza i jest spójny, to uznaje się go za słuszny oraz dalej się go rozwija. I tak będzie dalej, chyba, że podczas kolej­nych testów na jego powierzchni nie ujawnią się nie­moż­liwe do zatarcia rysy. O ile wiem, obser­wa­cje Słońca i innych gwiazd nie zane­go­wały jak dotąd obecnych teorii astro­fi­zycz­nych ani naszej wiedzy o ewolucji gwiazd. Nie pozna­li­śmy również procesu, który byłby w stanie tak wydajnie wytwa­rzać energię z wodoru jak fuzja ter­mo­ją­drowa. Jeżeli takowy znasz, powi­nie­neś się nim podzie­lić. Podobnie, jeśli znasz powód dla którego synteza miałaby nie zacho­dzić wewnątrz gwiazd — podaj go. Właśnie na tym polega ta zabawa — zastę­puje się stare dane nowymi, gorsze kon­cep­cje lepszymi. Nie na narze­ka­niu i użalaniu nad własną indo­len­cją. Byłoby to skrajnie nie­kon­struk­tywne.

        “Miłego wieczoru.”

        To miłe i bardzo urocze. Również życzę miłego wieczoru.

      • Bor

        ok, miłej nocy. szkoda czasu.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Tu się zgodzimy. Rozważ swoje zdanie o nauce kiedy następ­nym razem, może jutro rano, uru­cho­misz komputer. Oparty o pół­prze­wod­niki, zjawiska kwantowe oraz całą furę pomniej­szych teorii fizycz­nych. Wszakże te kawałki krzemu powstały i działają, mimo, że nic nie wiemy, a to co nam się obecnie wydaje, za sto lat może wzbudzać śmiech.

      • Bor

        To smutne, że ktoś kto prowadzi taką stronę, nie rozumie tego co czyta.

        Przecież właśnie o tym piszę, że korzy­stamy z naszej aktu­al­nej wiedzy i za jej pomocą pró­bu­jemy opisywać świat.
        Obecnie wystar­cza ona do tego, żeby stworzyć komputer.
        Tak jak prace filo­zo­fów i mate­ma­ty­ków greckich pozwa­lały przez tysiące lat budować domy i katedry.

        Wracając do tematu artykułu i mojego pierw­szego komen­ta­rza, to wyra­zi­łem jedynie opinię, że jeszcze nie wiemy o tym, co dzieje się we wnętrzu Ziemi i na Słońcu.
        Potra­fimy nazwać niektóre procesy i zmierzyć je dostęp­nymi obecnie narzę­dziami.
        To wszystko.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        A ja jedynie wyra­zi­łem opinię, że pomiędzy “nie wiemy” a “mamy teorię” jest w nauce gigan­tyczna różnica. Doko­nu­jemy obser­wa­cji, pro­wa­dzimy detekcję w wie­lo­raki sposób, tworzymy modele mate­ma­tyczne i kom­pu­te­rowe — kwi­to­wa­nie zdobytej tak wiedzy hasłem “nie wiemy co się dzieje” jest lekko mówiąc nie na miejscu i można postrze­gać jako zwykły brak szacunku dla czyjejś pracy. Nie wiemy co np. jest budulcem ciemnej materii, ale już z pro­ce­sami zacho­dzą­cymi wewnątrz gwiazd ciągu głównego radzimy sobie całkiem nieźle. Nie wrzu­cajmy wszyst­kiego do jednego wora.

        “To smutne, że ktoś kto prowadzi taką stronę, nie rozumie tego co czyta”.

        W każdym komen­ta­rzu skie­ro­wa­nym do mnie zawarłeś jakąś zaczepkę ad personam. I niestety pierwszy i ostatni raz poproszę abyś tego zaprze­stał. Bo to jest naprawdę smutne.

      • Drangir

        To jest właśnie problem z takimi osobami. Nauka nie jest stała, ewoluuje gdy pozna­jemy nowe dane, ale dla nich to dowód że jest łatwa do pod­wa­że­nia, nie­zde­cy­do­wana i niegodna uwagi, aro­gancka i igno­rancka. Bleh

      • sp3uca

        Już ze 30 lat temu czytałem że korona jest pod­grze­wana przez fale aku­styczne.

      • Michał Skichał

        200 lat temu Słońce to był stos drewna,. 100 lat temu płonący węgiel,
        teraz reakcje jądrowe, za 100 lat poznamy nowe zjawiska i bedzie inne
        wytłu­ma­cze­nie.

        Dokład­nie, też tak sądzę, a jeśli nie będzie to całkiem inne wytłu­ma­cze­nie, to będzie ono bardziej szcze­gó­łowe. Dlatego, jak się człowiek wkręci w naukę, tak mu trudno pogodzić się z myślą, że nie dożyje tych stu, dwustu i nawet pię­ciu­set lat, aby dowie­dzieć się, co przyszłe poko­le­nia wymyślą cie­ka­wego w tych sprawach. Jednak pra­gnął­bym zauważyć, że istnieje duża różnica pomiędzy tym, że nauka nie dostar­cza kom­plet­nej teorii wyja­śnia­ją­cej jakieś zjawisko — popartej milionem eks­pe­ry­men­tów i nie budzącej żadnych wąt­pli­wo­ści, jak np. teoria względ­no­ści czy model stan­dar­dowy — od “nauka nie potrafi wyjaśnić”. To ostatnie twier­dze­nie można użyć do opisu zjawisk prze­su­wa­nia przed­mio­tów za pomocą wolnej woli, bez żadnych fizy­kal­nych oddzia­ły­wań (pomi­ja­jąc to, że nikt nigdy nie widział takiego zjawiska w kon­tro­lo­wa­nych, labo­ra­to­ryj­nych warun­kach, a jedynie na scenach kuglarzy w Mam Talent). Nato­miast z rozu­mie­niem zmian kli­ma­tycz­nych na Ziemi, jak i zjawisk zacho­dzą­cych w Słońcu, nauka radzi sobie całkiem dobrze. To jak skrzynka prze­twa­rza­jąca infor­ma­cje: wiemy, co jest na wejściu i wiemy, co jest na wyjściu, zatem roz­gry­zie­nie procesu, który prze­kształca wejście w wyjście to tylko kwestia czasu. Dosko­nale wiemy, co się na Słońcu znajduje i jakie zjawiska tam procesy. A to znacznie zawęża nam moż­li­wo­ści zjawisk, jakie np. odpo­wia­dają za milio­nowe tem­pe­ra­tury korony. Są wyty­po­wani podej­rzani, śledztwo jest w toku. Łatwo szydzić z nauki, kiedy wytyka się palcami aktu­al­nie mający miejsce proces docie­ra­nia do wiedzy, a nie np. osią­gnię­cia Newtona. Jak Newton pro­wa­dził swoje roz­my­śle­nia i obli­cze­nia. Cofnij się w czasie, dorwij Newtona i wytłu­macz mu, aby zamilk­nął, bo plecie bajki. To stwier­dze­nie, że “bardzo nie wiele wiemy” jest częstym powie­dzon­kiem, odwo­łu­ją­cym się do spe­cy­fiki meto­do­lo­gii badań nauko­wych. W nauce w końcu niczego się nie potwier­dza, a jedynie próbuje się czemuś zaprze­czać. Tym czasem w rze­czy­wi­sto­ści wiemy bardzo, bardzo wiele. Dowodzi tego choćby sama moż­li­wość sfor­mu­ło­wa­nia bardzo szcze­gó­ło­wych i hipotez. Tak blisko “prawdy” nie byli 100 lat temu nasi pra­dzia­do­wie. A to, że za 100 lat nasi pra­wnu­ko­wie będą jeszcze bliżej “prawdy”, o ile cywi­li­za­cja czło­wieka wciąż będzie istnieć i nadal będzie wspierać naukę, to nie powinno nas spe­cjal­nie dziwić.

      • Bor

        Jeden przykłąd.

        “Z przyczyn, które wciąż stanowią zagadkę, tem­pe­ra­tura korony jest 400 razy wyższa niż powierzchni Słońca. O ile powierzch­nia roz­grzana jest do tem­pe­ra­tury 5–6 tys. st. C, o tyle atmos­fera ota­cza­jąca Słońce ma tem­pe­ra­turę ponad 2 mln stopni! Słońce jest niczym kostka lodu otoczona pło­mie­niem.

        To jest nie­wy­po­wie­dzia­nie dziwne i dotąd nie­wy­ja­śnione.”

        wyborcza

  • Janusz Paweł II

    dla mnie i tak jesteś zwykłą kurwą i pod­czło­wie­kiem XD

  • Maciej Gier­wa­tow­ski

    A z cie­ka­wo­ści — jak się ma sty­gnię­cie i aktyw­ność elek­tro­ma­gne­tyczna jądra Ziemi, do jądra Marsa?
    Zdaje się, że Mars już dawno wystygł, czy może jest inna przy­czyna braku jego magne­tos­fery?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Naj­czę­ściej stratę atmos­fery i magne­tos­fery Marsa wiąże się właśnie z osty­gnię­ciem wnętrza i zanikiem pola magne­tycz­nego.

      • Maciej Gier­wa­tow­ski

        Bardziej ciekawi mnie czemu planeta o ~2x mniej­szym pro­mie­niu wystygła mniej więcej 20x szybciej?

      • BloodMan

        Nie wiem czy jest taka hipoteza, ale może to być zwykła kinetyka / gra­wi­ta­cja — roz­rzu­cony materiał gwiezdny ma swój pęd — bliżej od centrum “bumu” / gwiazdy pole­ciały (ogólnie mówiąc, średnio) pier­wiastki ciężkie (w zna­cze­niu kawałki materii), dalej lekkie — ewen­tu­al­nie odwrot­nie: ciężkie były szybciej przy­cią­gane przez Słońce, lekkie wolniej.
        Jako że w końcu gęstość materii (na odpo­wied­nich odle­gło­ściach od Słońca) osią­gnęła swoje odpo­wied­nie wartości to ukształ­to­wały się zalążki planet które same przejęły rolę przy­cią­ga­nia gra­wi­ta­cyj­nego okrusz­ków. Efektem są (zgaduję) różne składy jąder planet i różne składy powierzchni.
        Różne składy powodują całkiem odmienne procesy fizyczne (w tym gra­wi­ta­cyjne i elek­tryczne) i che­miczne (w tym ener­ge­tyczne), więc odmienne są czasy sty­gnię­cia, atmos­fera, magne­tos­fera itd.

        Jak to bzdura to trudno ;d pró­bo­wa­łem zabły­snąć 😉

      • sp3uca

        Wenus nie ma pola a jest jeszcze bliżej. To muszą być inne zależ­no­ści.

      • BloodMan

        Wenus gene­ral­nie jest dzi­wo­lą­giem i np. obraca się w prze­ciwną stronę niż reszta planet. Coś poszło z nią nie tak (lub tak oberwała że zmieniła się oś obrotu), i nawet przy tak marnej hipo­te­zie jak ta moja pewnie miałoby to zna­cze­nie 😉

  • Krzysz­tof Kos­sa­kow­ski

    Mam jedno pytanie: co to za jed­nostka “wat energii”? Jeżeli pozo­stałe infor­ma­cje są tak samo praw­dziwe to dlaczego średnica jądra nie jest podana w kilo­gra­mach?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Normalna, wat to jed­nostka pochodna SI sto­so­wana do ozna­cze­nia mocy, stru­me­nia energii lub stru­mie­nia pro­mie­nio­wa­nia. Poda­wa­nie infor­ma­cji w dżulach, jako jed­nostki nie­in­tu­icyj­nej byłoby nie­czy­telne i nie­ce­lowe w takim miejscu.

      Gdy widzisz w opra­co­wa­niu masę cząstki wyrażoną w eV, to pytasz co to za jed­nostka ten “elek­tro­no­wolt masy”?

      • kuba_wu

        Podawnie infor­ma­cji o dżulach byłoby błędne (chyba że napi­sał­byś o dżulach na jed­nostkę czasu). Nato­miast “generuje terawaty energii” należy rozumieć, oczy­wi­ście, jako: generuje strumień energii o wartości grubych tera­wa­tów, or com­pa­ti­ble. Strumień energii, to przecież nic innego jak moc… i chyba wie to (tutaj) każdy, więc kol. Krzysz­tof się czepia.