11 listopada, dzień niepodległości, święto narodowe. To dobra chwila na rozważenie istoty patriotyzmu  oczywiście jak zwykle przemielonego przez machinę bezwzględnego racjonalizmu.

Patrio­tyzm – jako postawa powszechna, dostępna dla kogoś więcej niż wąskiego grona możnych – to dość późna moda, której prze­ja­wów na próżno szukać przed XIX stu­le­ciem. Jasne, orga­ni­zmy pań­stwowe jak i wspól­noty kul­tu­rowo-językowe towa­rzy­szą nam niemal od zarania cywi­li­za­cji, ale dla prze­cięt­nego prostaka (~90% spo­łe­czeń­stwa) przez tysiąc­le­cia, pierw­szo­rzęd­nym pro­ble­mem pozo­sta­wało napeł­nie­nie michy, a nie kolor sztan­daru, pod którym przyszło mu walczyć o prze­trwa­nie. (Wbrew pozorom wiele w tej materii się nie zmieniło. Ludzie wyjeż­dżają za chlebem na zachód – i słusznie – po czym wysyłają nam pocz­tówki, prze­ko­nu­jąc o swej dozgon­nej miłości do ojczyzny.) Gdy mości Kościuszko próbował poderwać Polaków do insu­rek­cji przeciw zaborcy, kierował swe roman­tyczne apele przede wszyst­kim do szlachty. Aby pozyskać dla swej sprawy parobków, generał musiał wskazać na bardziej nama­calną mar­chewkę, w formie Uni­wer­sału poła­niec­kiego ogra­ni­cza­ją­cego ciężar pańsz­czy­zny.

Prosty gospo­darz działał racjo­nal­nie. Szlach­cic też, bo nie­rzadko walcząc o nie­pod­le­głość, bronił swego tytułu i pozycji, które pod nową władzą mogły ulec rozmyciu.

Odwie­dzi­łem niedawno forum RationalSkepticism.org i trafiłem na inte­re­su­jący, budzący niemałe emocje wątek: Czym jest racjo­nalny patrio­tyzm? Pytanie nie­ba­ga­telne, a odpo­wie­dzi róż­no­rodne. Pozwolę sobie zacy­to­wać co cie­kaw­sze kawałki:
Zarówno słownik Merriam-Webster i Wiki­pe­dia opisuje patrio­tyzm, jako miłość do własnego kraju. Jest to stan emo­cjo­nalny, a nie szcze­gól­nie racjo­nalny. Wszyscy sły­sze­li­śmy ame­ry­kań­skie mity, o poli­ty­kach, o boha­te­rach, o tym jak USA jest naj­wspa­nial­szym narodem na świecie. Jed­no­cze­śnie, znamy wiele dowodów świad­czą­cych o czymś prze­ciw­nym.

Nie wszyst­kie rzeczy, które są irra­cjo­nalne są złe i nie wszyst­kie rzeczy, które są dobre, są racjo­nalne. Wystar­czy nie wchodzić na drogę na szo­wi­ni­zmu i nie dać się ponieść mło­dzień­czym porywom nacjo­na­li­zmu (…). Mój kraj jest daleki od dosko­na­ło­ści, ale na ogół to spokojne, cywi­li­zo­wane, tole­ran­cyjne spo­łe­czeń­stwo, które prze­strzega zasad demo­kra­cji, wolności i równości wobec prawa.

Prze­słanki patrio­ty­zmu nie są racjo­nalne i żenujące jest, gdy ktoś bredzi o tym, jak wspa­niały jest ich kraj. To nie tylko dzie­cinne, ale też po prostu głupie, zwa­żyw­szy, że więk­szość patrio­tów nie wniosło żadnego realnego wkładu w obecny stan swojego narodu (…). Inna sprawa, że wszyst­kie kraje mają problemy, nawet mocar­stwa takie jak USA mają straszną biedę w pewnych rejonach.

Kocham mój kraj i jestem dumny, że jestem Kana­dyj­czy­kiem. Jeśli chodzi o to, ja potra­fił­bym poświę­cić się (może nawet umrzeć) dla swojego narodu. I nie, nie uważam, że jesteśmy lepsi niż kto­kol­wiek inny, ale mamy swoją wolność, bo inni byli gotowi umrzeć, abyśmy mogli cieszyć się korzy­ściami życia w wolnym, spra­wie­dli­wym i bez­piecz­nym spo­łe­czeń­stwie. Ich patrio­tyzm pozwolił mi żyć moim życiem, (…) i nigdy nie będę w stanie spłacić tego długu. Naj­lep­sze, co mogę zrobić, to oddać cześć ich pamięci.

Fakt, że patrioci tak często wyrażają dumę z bycia Bry­tyj­czy­kami, Austra­lij­czy­kami, Ame­ry­ka­nami, pokazuje, że wszyscy oni są naprawdę dumni z narodzin i życia w spo­łe­czeń­stwie, z danym zestawem poglądów, zasad, historią, kulturą, ideałami itd. Można argu­men­to­wać, że masz prawo do dumy, ponieważ żyjesz w cywi­li­zo­wa­nym kraju, ale sądzę, że to tylko pretekst, a nie powód patrio­ty­zmu, ponieważ każdy, nawet w obsza­rach nie­cy­wi­li­zo­wa­nych, jest dumny ze swojej ojczyzny.
Pamiętam jak pewnego dnia moja znajoma obśmiała szumny patrio­tyzm Ame­ry­ka­nów, którzy przecież są tylko “pozba­wio­nym historii zlepkiem innych narodów”. Roz­ba­wiło mnie takie posta­wie­nie sprawy, bo jeśli wyznacz­ni­kiem praw­dzi­wo­ści wspól­noty jest jej wiek, to cały glob powinien bić pokłony przed sta­ro­żyt­nymi narodami Greków, Chiń­czy­ków czy Izra­eli­tów. A wspólne pocho­dze­nie? Czy etniczną mozaikę USA, wciąż nabie­ra­jąca kolorytu, powin­ni­śmy dys­kwa­li­fi­ko­wać jako naród? Tu rzecz jest jeszcze zabaw­niej­sza, bowiem argument ten łatwo wyko­rzy­stać jako broń obo­sieczną. Oczy­wi­ście, prze­śle­dze­nie genotypu oby­wa­teli poszcze­gól­nych państw pozwala wyod­ręb­nić haplo­grupy sło­wiań­skie, ger­mań­skie, ałtaj­skie i tak dalej. Jednakże, gdybyśmy wzięli pod lupę jed­nostki, rychło mogłoby się okazać, że niczego nie­świa­domy patriota ma babkę Ukrainkę, pra­dziadka Żyda i kuzyna Niemca. Wywo­dzimy się przecież z narodu, który przez wieki z otwar­tymi ramio­nami przyj­mo­wał włó­czę­gów, często zmieniał granicę i przez 123 lata dzielnie znosił osad­nic­two eks­pan­syw­nych sąsiadów. Tak łatwo o tym zapo­mnieć machając flagą.
Sama historia pozo­staje spoiwem o tyle ważnym, co ilu­zo­rycz­nym. Piszę tak przede wszyst­kim dlatego, że gros z nas nie ma tak naprawdę pojęcia o prze­szło­ści Polski. Ba, wielu spośród patrio­tów wylę­ga­ją­cych dziś na ulicę, nie wie o wyda­rze­niach z 11 listo­pada 1918 niczego poza hasłem “odzy­ska­li­śmy nie­pod­le­głość”. Nawet kujony, które przy­kła­dały się w szkole, znają jedynie pewne wybrane frag­menty naszych arcy­cie­ka­wych dziejów. Nie wolno ich winić, ponieważ to pokłosie umyślnie pro­wa­dzo­nej przez każde państwo, polityki histo­rycz­nej, pole­ga­ją­cej na odpo­wied­nim kre­owa­niu wydarzeń, mito­lo­gi­zo­wa­niu postaci i wybie­la­niu win. To jak z rodzicem, który opowiada nam dziadku w AK, ale nie wspomina już o jego słabości do alkoholu i coty­go­dnio­wym tłu­cze­niu babci. Mamy roz­pły­wać się nad Grun­wal­dem, hołdem ruskim i pruskim, bitwą o Anglię, czy Monte Cassino, ale już nie­ko­niecz­nie musimy być świadomi naszych grzesz­ków. Rzecz jasna dotyczy to każdego narodu. Wszakże, jak wszyscy wiedzą, Niemcy powstali dopiero po II wojnie świa­to­wej, wywo­ła­nej przez mityczny lud nazistów, zaś Rosjanie przez całą swoją historię jedynie się bronili przed zakusami agre­syw­nych sąsiadów.

smierdz2Pod wieloma wzglę­dami to właśnie Ame­ry­ka­nie stanowią naród pełną gębą, a ich patrio­tyzm wydaje się bardziej szczery i racjo­nalny niż euro­pej­skie pozy. To prawda, że historia Stanów Zjed­no­czo­nych nie sięga nawet trzech wieków. Faktem pozo­staje również, że dawni kolo­ni­za­to­rzy byli po prostu przy­by­szami wywo­dzą­cymi się z już ist­nie­ją­cych, roz­wi­nię­tych spo­łe­czeństw. Jednak mimo to, nawet pierwsze poko­le­nie Ame­ry­ka­nów, żyjące w czasach ojców zało­ży­cieli, miało prawo czuć ducha wspól­noty. Mieli oni nie­po­wta­rzalną okazję zbu­do­wa­nia narodu od podstaw, własnymi rękami, na wybra­nych przez siebie fun­da­men­tach. To zupełnie co innego niż euro­pej­skie narody o śre­dnio­wiecz­nym rodo­wo­dzie, które pojawiły się w sposób spon­ta­niczny, samo­istny, w pewnej mierze przy­pad­kowy. Nas łączy język i historia, nato­miast Ame­ry­ka­nów pewien zestaw idei, za którym goniły miliony euro­pej­skich migran­tów.

Czy  Polak potrafi wskazać takie uni­wer­salne wartości, łączące go z sąsia­dami, jed­no­cze­śnie odróż­nia­jące go od Czecha, Niemca lub Węgra?  Pięćset lat temu szlachta prze­naj­święt­szej Rze­czy­po­spo­li­tej, mogłaby wskazać na swe umi­ło­wa­nie wolności, nie­za­leż­no­ści i nie­po­wta­rzalny sposób bycia. Jeszcze kilka dekad temu mówi­li­by­śmy o soli­dar­no­ści, która w sposób bez­pre­ce­den­sowy zmo­bi­li­zo­wała masy spo­łeczne do wspól­nego wystą­pie­nia przeciw znie­na­wi­dzo­nej władzy i wiel­kiemu bratu ze wschodu. Niestety zaraz po osią­gnię­ciu szczyt­nego celu okazało się, że formuła “S” uległa wyczer­pa­niu, a każdy Polak wie lepiej od reszty jak powinna wyglądać rze­czy­wi­stość nowej Rzecz­po­spo­li­tej. Co smut­niej­sze, po upływie ćwierć wieku, dzielące nas rysy zamiast zniknąć, prze­isto­czyły się w strasz­liwe roz­pa­dliny.
Masze­ru­jemy więc z gębami uma­lo­wa­nymi na biało-czerwono, w ramię w ramię z osobą, która na co dzień nawet nie uśmiech­nie się do nas na ulicy. Gdyby nie język, nie jeden z nas odkryłby, że więcej łączy go z Włochem, Fran­cu­zem czy Szwedem. Zresztą o czym ja tu mówię, skoro niemalże tradycją stały się już oddzielne mani­fe­sta­cje mające wyraźnie odróżnić “nas” od “nich”, w ramach tego samego narodu. Tak święto ojczyzny pie­lę­gnuje par­ty­ku­la­ry­zmy zamiast łączyć.

A jednak patrio­tyzm pozo­staje nie mniej uży­teczny niż 50, 100 i 150 lat temu. Różnica jest taka, że dziś ma niejedno oblicze i zależnie od jed­nostki, służy skrajnie różnym celom. Dla polityka to ele­ganc­kie narzę­dzie mani­pu­la­cji, dla wichrzy­ciela szla­chetny pretekst do wyrwania kostki brukowej, a dla prze­cięt­nego oby­wa­tela sposób na zacho­wa­nie własnej toż­sa­mo­ści. To czy pozytywy prze­wa­żają nad zagro­że­niami pozo­sta­wiam waszej ocenie. Ja jedynie, jak zawsze namawiam do prze­pusz­cze­nia kwestii przez pryzmat racjo­na­li­zmu. Oso­bi­ście skłonię się ku słowom jednego z cyto­wa­nych foru­mo­wi­czów: nie zawsze to co irra­cjo­nalne jest złe i nie wszyst­kie rzeczy dobre, są racjo­nalne.

podpis-czarny
  • nie­pa­triota

    Moim zdaniem taką praw­dziwą podstawą patrio­ty­zmu jest wspólny wróg. Niemiec, Rosjanin, Muzuł­ma­nin, Żyd… Gorzej że kiedy mamy czasy pokoju to patrioci zaczy­nają szukać takiego wroga wewnątrz państwa, ateistów, gejów, mniej­szo­ści narodowe…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Fu Manchu

      A niby czemu mam mieć za wroga Niemca, Rosja­nina, Muzuł­ma­nina czy Żyda?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • nie­pa­triota

        Mnie pytasz czemu? Nie wiem to tylko obser­wa­cja tego co naj­ła­twiej kreuje wspól­notę. Nawet jeśli nie będziemy mieli punktów stycz­nych zawsze może nas połączyć wspólna nie­na­wiść. To naj­prost­sze i chyba naj­sil­niej­sze uczucie. Możemy się tłuc i prze­krzy­ki­wać za jaką opcją poli­tyczną jesteśmy, ale zazwy­czaj połączy nas to jak biliśmy Krzy­ża­ków, Niemców, Szwedów, Turków, Rusków itp itd.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.stratfor.com/ Halder

      Według mnie wręcz prze­ciw­nie. Owszem, wspólny wróg – tak jak
      i każde poważne zagro­że­nie z wojną jako osta­tecz­no­ścią – posiada moc
      inte­gru­jącą spo­łe­czeń­stwa, ale nie­na­wiść jest uczuciem nisz­czą­cym i jako taka
      nie powinna być naj­waż­niej­szym motorem napę­do­wym ludzkich działań. To trochę
      jak uleganie naj­bar­dziej pry­mi­tyw­nym instynk­tom, bo są proste do zro­zu­mie­nia.

      Znacznie bardziej powin­ni­śmy się zain­te­re­so­wać właśnie
      budo­wa­niem wspól­noty, two­rze­niem więzi uła­twia­ją­cych nam prze­trwa­nie, życie,
      roz­wi­ja­nie się i osią­ga­nie sukcesów. To jest to, co naprawdę popycha naród, a
      potem ludzkość naprzód i (mówiąc gór­no­lot­nie) jest naj­ko­rzyst­niej­sze dla globu.
      Oczy­wi­ście należy mieć siłę do obrony i prze­ciw­sta­wie­nia się zagro­że­niom, lecz
      ogra­ni­cza­nie patrio­ty­zmu tylko do wspól­nego wroga to jak szukanie pre­tek­stu do nie­po­trzeb­nej
      bójki, z którego zresztą nic nie wynika, bo znaj­dziemy wspól­nego wroga i co
      dalej? Napadać na niego? Skrajnie spły­ce­nie problemu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Krzych

    Zarówno postawie patrioty jak i kosmo­po­lity nie można odmówić racjo­nal­no­ści — haczyk polega na tym, że u podstaw dzia­ła­nia takich osób leżą zgoła inne wartości.
    Spór o wartości zawsze wymyka się spod prostego, racjo­nal­nego osądu. Jeśli ktoś podejmie decyzję, że czuje wspól­notę ze swoimi rodakami i uważa, że jest ona dla niego istotną war­to­ścią i zobo­wią­za­niem zacią­gnię­tym przez przodków, to dzia­ła­nia wyni­ka­jące z takiej decyzji (zwane patrio­ty­zmem) są już jak naj­bar­dziej racjo­nalne. Patrio­tyzm jest wtedy racjo­nalny. Oczy­wi­ście jeśli podejmie się inną decyzję, to racjo­nalna będzie postawa zupełnie prze­ciwna. Ta decyzja nie podlega war­to­ścio­wa­niu w kate­go­riach prostej racjo­nal­no­ści, można war­to­ścio­wać ją tylko etycznie, np. nazy­wa­jąc kogoś patriotą lub zdrajcą.

    Naród jest uogól­nie­niem pojęcia rodzina. Jak ktoś ma problemy ze zro­zu­mie­niem patrio­ty­zmu, powinien odwołać się do relacji rodzin­nych. Wiele osób twierdzi, że mają naj­lep­sze żony na świecie, naj­mą­drzej­sze dzieci, mimo że wszyst­kie te twier­dze­nia nie mogą być jed­no­cze­śnie praw­dziwe.
    Podobnie jest z ludźmi, którzy twierdzą, że ich ojczyzna jest naj­lep­sza. Rodziny jednak nie kocha się za to, że jest naj­lep­sza, tylko za to, że jest NASZA, a przez to subiek­tyw­nie dla każdego z nas naj­lep­sza. Podobnie jest z ojczyzną. Prze­kła­da­jąc spór patrioty z kosmo­po­litą na relacje rodzinne, można by powie­dzieć, że jest to jak spór o stosunek do rodziców: kochać ich, czy mieć w d…, skoro już nas wycho­wali i nie są nam więcej potrzebni.

    Kilka wieków temu książę Adam Czar­to­ry­ski bardzo celnie opisał, że w zasadzie są tylko 2 moż­li­wo­ści:
    “W ciągu całego mego życia widzia­łem w naszym kraju tylko dwie partie. Partię polską i anty­pol­ską, ludzi godnych i ludzi bez sumienia, tych, którzy pragnęli ojczyzny wolnej i nie­pod­le­głej, i tych, którzy woleli upa­dla­jące obce pano­wa­nie.”

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Byłem pewny, że ktoś przy­po­mni nie­śmier­telne porów­na­nie narodu do rodziny, a ojczyzny do matki. To trafne, ale jak każda metafora, oddaje realia tylko czę­ściowo. Związek między czło­wie­kiem a jego rodzi­cami jest natu­ralny również w sensie bio­lo­gicz­nym, jeszcze głębszym niż powią­za­nia kul­tu­rowe i cywi­li­za­cyjne. Patrio­ty­zmowi już bliżej jest do grup wyzna­nio­wych. Podobnie jak nie wybie­ra­łem miejsca swojego uro­dze­nia, nie miałem wpływu na to, że zostałem ochrzczony i wycho­wany w ten czy inny sposób. Jednak mimo to, w dzi­siej­szej rze­czy­wi­sto­ści nie stanowi więk­szego problemu odse­pa­ro­wa­nie się od oby­cza­jo­wo­ści przodków i porzu­ce­nie religii czy narodu. Oczy­wi­ście myślę tu o moż­li­wo­ści tech­nicz­nej, bo przy­zwy­cza­je­nie lub kwestie prak­tyczne zazwy­czaj nawet nie pozwa­lają nam rozważyć takiej per­spek­tywy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Krzych

        Jeśli relacje między rodzicem i dziec­kiem są “natu­ralne”, to natu­ralne są też relacje między dziad­kiem a wnukiem, bądź pra­dziad­kiem i pra­wnu­kiem. Jeśli więc czyjś dziadek/pradziadek walczył za wolną Polskę i ponosił dla niej jakieś ofiary (może nawet zginął), to natu­ralną postawą kocha­ją­cego wnuczka/prawnuczka jest staranie, by ta ofiara nie poszła na marne. To nie jest dzie­dzi­cze­nie poglądów czy wierzeń. To jest dzie­dzi­cze­nie zobo­wią­zań moral­nych. Zwykle znicz na grobie dziadka stawiamy przecież nie dlatego, że mieliśmy takie same poglądy jak on, tylko dlatego że był naszym dziad­kiem. W ten sposób metafora rodzinna nasuwa się wręcz natu­ral­nie, podczas gdy metafora odno­sząca się do grup reli­gij­nych wydaje mi się sztuczna.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        To już lepsze. Ale znów trzeba się zapytać, czy trosz­czymy się ojco­wi­zną tylko dlatego, że należała do naszych przodków? Zdrowy rozsądek powoduje, że węzeł ten szybko traci na wartości gdy tylko mamy alter­na­tywę. Jed­nostki są oczy­wi­ście w stanie z różnych przyczyn przed­ło­żyć dobro ojczyzny (dużej wspól­noty) nad interes swój i naj­bliż­szych, ale więk­szość zadziała tak jak dwa miliony Polaków, którzy wynieśli się do cywi­li­zo­wa­nego świata po to aby zapewnić lepszy byt swojemu potom­stwu. Naród to przy­datna rzecz gdy ułatwia nam życie i chroni przed nie­ko­niecz­nie lubia­nymi sąsia­dami. Kiedy nie mamy problemu z językami, barierą kul­tu­rową i gra­ni­cami, patrio­tyzm z oczy­wi­stej postawy (bronimy swojego podwórka!) prze­ista­cza się w kul­ty­wo­wany obyczaj.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Krzych

        “Racjo­nal­nym impe­ra­ty­wem jest ochrona przy­szłego poko­le­nia”
        Dlaczego? A może racjo­nalne jest dbanie tylko siebie, o tu i teraz i nie zważanie na los przy­szłego poko­le­nia? Tak robią przecież rządzący, nie­ustan­nie powięk­sza­jąc nasz dług publiczny. Może przyszłe poko­le­nie naszych dzieci, gdy wkroczy w wiek dorosły (my wtedy będziemy już starzy i nie­po­trzebni), też stwier­dzi że nie ma wobec nas (prze­mi­ja­ją­cego poko­le­nia) żadnych zobo­wią­zań? Wszystko zależy, jakie przyj­miemy wartości, leżące u podstaw naszego wnio­sko­wa­nia. Jeden widzi tylko czubek własnego nosa, drugi dba również o przy­szłość swych dzieci, kolejny zatrosz­czy się również o rodziców i dziadków, a ktoś inny pomyśli o dobru ogółu spo­łe­czeń­stwa.

        W poprzed­nich wypo­wie­dziach pisałem czym jest i z czego wynika patrio­tyzm w jego kla­sycz­nym rozu­mie­niu. Bywa czasem, że ktoś się nie łapie pod defi­ni­cję patrioty. Trudno. Nikt nikogo nie zmusza do bycia patriotą. Ale nie widzę powodu, żeby rede­fi­nio­wać pojęcia tak, by większa ilość osób mogła o sobie powie­dzieć “patriota” i mogła w ten sposób poprawić sobie samo­po­czu­cie (np. próba defi­ni­cji, że patriota to ten kto dba o siebie i swoje dzieci).

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Lukasz

    To zdanie ”Nas łączy język i historia, nato­miast Ame­ry­ka­nów pewien zestaw idei, za którym goniły miliony euro­pej­skich migran­tów.” trochę nie pasuje, bo właśnie Europę dzieli masa różnych języków, a USA prze­ciw­nie.

    Nato­miast to zdanie “Gdyby nie język, nie jeden z nas odkryłby, że więcej łączy go z Włochem, Fran­cu­zem czy Szwedem.” bardzo mądre i trafne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nas jako Polaków — nie Euro­pej­czy­ków. Jak na razie nie jesteśmy jednym narodem. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.stratfor.com/ Halder

        Język, historia i tradycje generują pewien zestaw idei, więc
        nas też on łączy. Można co najwyżej powie­dzieć, że spo­łe­czeń­stwo ame­ry­kań­skie
        jest w większym stopniu oby­wa­tel­skie niż nasze, ale tutaj właśnie moim zdaniem
        widać wpływ historii. Nie można oczy­wi­ście na nasze dzieje wszyst­kiego zwalać,
        ale zasta­na­wia­li­ście się kiedyś jak wyglą­da­łoby życie w kraju, który nie był
        123 lata pod roz­bio­rami, nie ucier­piał podczas I i II Wojny Świa­to­wej i nie
        miał pół wieku komuny?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Becisz

    Wyrywam z kon­tek­stu: ” Zresztą o czym ja tu mówię, skoro niemalże tradycją stały się już oddzielne mani­fe­sta­cje mające wyraźnie odróżnić „nas” od „nich” ” — dwaj męż­czyźni mogą kochać tę samą kobietę, ale to wcale nie oznacza, że muszą mieć wspólne poglądy i muszą się lubić. “nato­miast Ame­ry­ka­nów pewien zestaw idei, za którym goniły miliony euro­pej­skich migran­tów” — rzekłbym, że dla migran­tów raczej “pierw­szo­rzęd­nym pro­ble­mem pozo­sta­wało napeł­nie­nie michy”. A żeby wnieść coś od siebie do tematu: moim zdaniem patrio­tyzm to coś naj­zu­peł­niej racjo­nal­nego, to przejaw reali­za­cji potrzeby przy­na­leż­no­ści. Gdyby nie istniały narody, to “miłość do narodu” zosta­łaby zastą­piona miłością do innej grupy. Nato­miast potrzeba przy­na­leż­no­ści to pewnie jakaś ewo­lu­cyjna pozo­sta­łość.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Sądzę, że rozu­mu­jesz jak naj­bar­dziej trafnie, ale poja­wiają się nowe problemy. Tak bardzo dbamy o naszą wspól­notę, że sporą jej część chcie­li­by­śmy w jakiś sposób spa­cy­fi­ko­wać? Wychodzi na to, że ta potrzeba przy­na­leż­no­ści jest ułudą, bo kochamy nie naród jako spo­łecz­ność i współ­ple­mień­ców, lecz bliżej nie­okre­śloną abs­trak­cję. Tu właśnie racjo­na­lizm się kończy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://kenaz.in/ kenaz

        ” Tak bardzo dbamy o naszą wspól­notę, że sporą jej część chcie­li­by­śmy w jakiś sposób spa­cy­fi­ko­wać?”

        a no dlatego, że ta część jest zagro­że­niem dla wspól­noty,
        to tak jak z rakiem: niby część naszego ciała, a jednak chcemy się go pozbyć bo jest zagro­że­niem dla życia (a że w walce z rakiem stracimy włosy i nie tylko to inna sprawa). Jak naj­bar­dziej jest to racjo­nalne.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Racjo­nalna jest chęć ochrony grupy, ale wąt­pli­wo­ści dotyczą tego czy owa grupa na pewno jest narodem, czy tylko tym co chcemy uznać za naród. Jeśli np. ktoś twierdzi, że “praw­dziwy Polak to katolik” — jak się do tego odnieść?

        Zdrowy rozsądek nakazuje mu promować to co jemu jest bliskie, ludzi, wśród których czuje się bez­pieczny. Ale czy to uczucie można nazywać patrio­ty­zmem? A jeśli tak, to czy jest to postawa pozy­tywna, czy wręcz prze­ciw­nie?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.stratfor.com/ Halder

        Roz­wi­nął­bym to mówiąc, że patrio­tyzm zaspo­kaja nie tylko
        potrzebę przy­na­leż­no­ści, ale też inte­gra­cji i bez­pie­czeń­stwa. Pewien rdzeń budujący jego defi­ni­cję jest stały („pery­fe­ria” bywają różnie defi­nio­wane przez różne grupy) i to on zawie­ra­jąc pewne ideały, po części może nawet zasady moralne, powoduje że trzymamy się razem jako naród. współ­cze­sność nam pokazuje, że jed­nostka w skali glo­bal­nej jest niczym i trzeba się orga­ni­zo­wać, a naj­wyż­szą formą orga­ni­za­cji jest państwo. Państwo jako obszar zamiesz­kały przez spo­łe­czeń­stwo to też za mało, bo taka nie­ist­nie­jąca Jugo­sła­wia, obecna Rosja czy kraje z licznymi nie­za­sy­mi­lo­wa­nymi mniej­szo­ściami naro­do­wymi też nie daje
        rady.

        Zgadzam się z Kenazem, że w pewnych sytu­acjach stawia się
        dobro ogółu nad okre­śloną grupę, a już na pewno nie należy stawiać tej grupy lub jej inte­re­sów ponad ogół – czego efekty dobrze pokazuje zachod­nia
        poli­tyczna popraw­ność – gdyż może to być szko­dliwe.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mikołaj

    Świetny artykuł!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • lack

    Ameryka taka patrio­tyczna… Szkoda, że swój “ideowy” naród zbu­do­wali na cier­pie­niu, śmierci i nie­wol­nic­twie. Polecam uwadze: https://www.youtube.com/watch?v=l53X2hAW6f8

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0