Pięciuset naukowców opublikowało deklarację, w której zaprzeczyli kryzysowi klimatycznemu. Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i rzuciłem okiem na listę owych ekspertów.

W ubiegłym tygodniu na biurku Sekre­ta­rza Gene­ral­nego ONZ wylą­do­wał list pod wiele mówiącym tytułem: There is no climate emer­gency. Dokument nie byłby może szcze­gól­nie godny uwagi, gdyby nie fakt, że pod tekstem widnieją podpisy aż pię­ciu­set sygna­ta­riu­szy, zaś anty­nau­kowa część inter­netu bły­ska­wicz­nie pod­chwy­ciła temat, trium­fal­nie sypiąc nagłów­kami w stylu:

List 500 naukow­ców: Kryzys kli­ma­tyczny nie istnieje

500 naukow­ców pisze do ONZ: kli­ma­tyczny alarm to bzdura!

Nie ma czegoś takiego jak „kryzys kli­ma­tyczny”, pisze ponad 500 naukow­ców

Co by nie mówić, hasło “500 naukow­ców” brzmi impo­nu­jąco i nadaje treści powagi. Zwłasz­cza, że nie mamy do czy­nie­nia z ludźmi wziętymi z ulicy, lecz – jak głosi tekst – z “kom­pe­tent­nymi i doświad­czo­nymi naukow­cami oraz spe­cja­li­stami w bada­niach klimatu i dzie­dzi­nach pokrew­nych”. Swoją drogą, naprawdę doceniam zaska­ku­jącą zmianę optyki denia­li­stów. Publi­cy­ści, którzy przez lata bronili się przed argu­men­tem z auto­ry­tetu i z oślim uporem prze­ko­ny­wali o powszech­nej omyl­no­ści uczonych – nagle docenili głos nauki, a nawet sami z dumą podparli się zdaniem naukow­ców.

Inna rzecz, że szacunek do spe­cja­li­stów przybrał w tym przy­padku kary­ka­tu­ralną i mocno wybiór­czą formę. Przede wszyst­kim list zaadre­so­wany do Sekre­ta­rza ONZ wyszedł spod pióra “500 naukow­ców”, ale nie “500 kli­ma­to­lo­gów”. Pisząc kon­kret­niej, na całej dłu­ga­śnej liście nazwisk znajduje się (plus, minus) około dwu­dzie­stu aktyw­nych uczonych spe­cja­li­zu­ją­cych się w bada­niach klimatu i w fizyce atmos­fery. Dwu­dzie­stu na pię­ciu­set. To trochę tak, jakby biolog chciał obalić teorię ewolucji i dla wzmoc­nie­nia swojej kon­cep­cji zebrał podpisy kolegów z wydziału prawa. Niby nie skłamie opo­wia­da­jąc, że jego pracę popiera wielu “naukow­ców”, ale chyba każdy z nas rozumie na czym polega zgrzyt.

A jakie podpisy znaj­dziemy w liście? Pozwo­li­łem na wyno­to­wa­nie kilku naj­cie­kaw­szych “eks­per­tów kli­ma­tycz­nych”:

Fintan Ryan, eme­ry­to­wany starszy kapitan linii lot­ni­czych, członek Royal Aero­nau­ti­cal Society;
David Thompson, magister die­te­tyki zwierząt;
Roberto Bonucchi, nauczy­ciel (nie podano jakiego przed­miotu);
Paul Cliteur, profesor nauk prawnych, członek Senatu Holandii;
Luigi Fressoia, archi­tekt miejski, Perugia;
Jaap van der Vuurst de Vries, eme­ry­to­wany profesor inży­nie­rii naftowej;
Ingemar Nordin, eme­ry­to­wany profesor filo­zo­fii, Uni­wer­sy­tet Lin­köping;
Chri­sto­pher J.S. Game, eme­ry­to­wany neu­ro­fi­zjo­log, Austra­lia;
David E. Dirkse, były infor­ma­tyk i nauczy­ciel mate­ma­tyki.

Do wyboru do koloru: eko­no­mi­ści, chemicy, lekarze, genetycy, astro­no­mo­wie, fizycy jądrowi, mate­ma­tycy, geolodzy, inży­nie­ro­wie… Do festynu brakuje tylko fry­zje­rów i piekarzy. Co ciekawe, z Polski załapały się tylko trzy nazwiska: Marek Boiński, Jarosław Grzesik oraz Dominik Kolorz. Nie koja­rzy­cie? Ja również nie, ale Google pod­po­wia­dają, że to aktywni dzia­ła­cze NSZZ “Soli­dar­ność”, bez związków ze śro­do­wi­skiem aka­de­mic­kim, za to wpie­ra­jący spółki węglowe i ener­ge­tyczne. Ot ważny głos w sprawie badań atmos­fery na naszym krajowym podwórku.

Oczy­wi­ście, ktoś może powie­dzieć, że nie dyplom i nie uczelnia świadczą o wiedzy oraz rze­tel­no­ści. Być może, ale jeżeli chwalimy się popar­ciem auto­ry­te­tów, warto zadbać, aby byli oni spe­cja­li­stami właśnie oma­wia­nej dzie­dziny. Pomysły naj­zdol­niej­szego nawet archi­tekta czy pilota, nie będą miały pierw­szeń­stwa przed zdaniem osoby, która poświę­ciła lata na badanie zmian atmos­fery. Zna­mienny jest również fakt, że lwia część spe­cja­li­stów z listy to albo emeryci, albo repre­zen­tanci prze­my­słu, w tym również branży wydo­byw­czej.

Mamy zatem do czy­nie­nia z apelem co najwyżej kil­ku­dzie­się­ciu osób, rze­czy­wi­ście zaj­mu­ją­cych się sprawami klimatu. Kil­ku­dzie­się­ciu pra­cow­ni­ków wyło­wio­nych z uczelni (albo i nie) roz­sy­pa­nych po całym wielkim świecie. To już nie wygląda tak impo­nu­jąco. Wręcz prze­ciw­nie, mowa o pewnym mar­gi­ne­sie, który dwoi się i troi aby jak­kol­wiek zazna­czyć swoją obecność. Stra­te­gia nie jest szcze­gól­nie odkryw­cza i polega na spra­wia­niu wrażenia, jakoby w dys­kur­sie ciągle tlił się spór co do fun­da­men­tów obser­wo­wa­nych zmian klimatu. Jest to jednak mani­pu­la­cja, bowiem wąt­pli­wo­ści można znaleźć w zaledwie około 3% publi­ka­cji na ten temat. To trochę za mało aby popu­la­ry­zo­wać twier­dze­nie o “podzie­lo­nych zdaniach naukow­ców”.

Wracając do samej dekla­ra­cji. Opiera się ona na kilku tezach z gruntu sprzecz­nych z aktu­al­nym sta­no­wi­skiem nauki. Dowia­du­jemy się z niej jakoby “ocie­ple­nie postę­po­wało znacznie wolniej niż pier­wot­nie prze­wi­dy­wano”, “dzia­ła­nie gazów cie­plar­nia­nych było wyol­brzy­miane”, “polityka kli­ma­tyczna opierała się o nie­od­po­wied­nie modele”, a także “globalne ocie­ple­nie nie przy­czy­niło się do nasi­le­nia klęsk żywio­ło­wych”. Oczy­wi­ście autorzy operują wyłącz­nie ogól­ni­kami, nie pole­mi­zu­jąc przy tym z żadnymi ofi­cjal­nymi rapor­tami czy sta­ty­sty­kami. Jak zauwa­żyli naukowcy (ci praw­dziwi) recen­zu­jący tekst – jak Twila Moon czy Timothy Osborn – treść ignoruje ugrun­to­waną wiedzę naukową, powtarza dawno obalone hipotezy, jak również łączy rze­czy­wi­ste wąt­pli­wo­ści z bez­po­śred­nimi kłam­stwami, wpro­wa­dza­jąc do dyskusji celowy chaos. (Przy okazji, choć autorzy listu istotnie wyrażają scep­ty­cyzm, co do powagi nad­cho­dzą­cego kryzysu, nie negują samego glo­bal­nego ocie­ple­nia, ani nawet jego antro­po­ge­nicz­nego cha­rak­teru. Z tym większą uciechą przyj­muję aktyw­ność denia­li­stów powo­łu­ją­cych się na ten dokument. Nagle przy­znają oni, że tem­pe­ra­tury fak­tycz­nie rosną, a przy­czyną istotnie jest prze­my­słowa emisja CO2 – choć jeszcze chwilę temu uważali takie twier­dze­nia za nie­do­rzeczne).

Jednak naj­bar­dziej ujmujący pozo­staje pierwszy postulat listu stwier­dza­jący, że “kli­ma­to­lo­gia powinna być mniej poli­tyczna”. Piękny apel i trudno odmówić mu racji. W końcu, ostatnie czego potrze­buje nauka to prze­no­sze­nie rze­czo­wej debaty z uczel­nia­nych auli i bran­żo­wych cza­so­pism, do poli­tycz­nych dekla­ra­cji i organów ONZ. Czyż nie?

PS Tytuł tekstu “500 autorów przeciwko klimatologii” to odniesienie do haniebnej publikacji z lat 30. “100 autorów przeciwko Einsteinowi”, która bez merytorycznych podstaw miała dyskredytować osiągnięcia twórcy teorii względności. Skojarzenie nasunęło się samo.
  • rober­trock

    To dobra głupota na nie­dzielę. Ale i prze­stroga na resztę dni.
    Sprawa jest prosta. Kilku pod­pi­sa­nych w tej petycji jest ewi­dent­nie prze­pła­co­nych, robią bojkot i zamie­sza­nie. Wystar­czy zrobić mały wywiad i poszukać kto, kiedy i ile ma zapła­cone przez koncerny paliwowe (np. Exxon Mobil) a takie sto­wa­rzy­sze­nia jak nie­miecki EIKE, Koch Indu­stries, Delphi Con­sor­tium czy Cato Insti­tute dostają potężne pie­nią­dze aby siać dez­in­for­ma­cję.
    Tak samo jak w latach 60 i 70 ubie­głego wieku zatrud­niano spe­cja­li­stów i lekarzy aby mówić, że palenie tytoniu nie jest szko­dliwe podobna stra­te­gia działa i teraz.
    Cały czas powta­rzam to z uporem maniaka, że dopóki nie będzie porząd­nej edukacji od pierw­szej klasy dopóty takie rzeczy i inne będą znaj­do­wały zwo­len­ni­ków.
    Pozdra­wiam

  • Kwiat­kow­ski

    Brzmi jak pisow­skie programy 500+. Teraz 500+ “naukowcy”. To zwykli lobbiści, którzy bez dogłęb­nych badań przed­sta­wiają swoje durne, nie praw­dziwe dogmaty. KROPKA!

    • Tomasz Kar­wow­ski

      Tak jak zwykłymi lob­by­stami są ci , którzy powołują się na zacho­dzące zmiany klimatu.

    • Wojciech Nie­wia­dom­ski

      Masz dowody naukowe na to, że są to “lobbyści”?

  • Teresa

    Całe nie­szczę­ście polega na tym, że na skutek takich apeli jak wyżej wymie­niony znajdzie się mnóstwo osób, które zaczną się zasta­na­wiać, czy aby na pewno zmiany kli­ma­tyczne postę­pują i czy są rze­czy­wi­ście wywołane dzia­łal­no­ścią czło­wieka, czy też może wynikają z procesów natu­ral­nych. Takich osób jest w naszym spo­łe­czeń­stwie coraz więcej.

    • tur­bo­tramp

      Gdyby zaczęli się rze­czy­wi­ście zasta­na­wiać, to akurat byłby plus. Odrobina kry­tycz­nego myślenia może tylko pomóc. Problem w tym, że ogromna część spo­łe­czeń­stwa jest zwy­czaj­nie umysłowo leniwa i nie będzie im się chciało spraw­dzić źródeł, autorów, ani tym bardziej czytać publi­ka­cji nauko­wych.

  • Janek Foka

    Hmm, czy mój komen­tarz został usunięty z uwagi na jedno ze źródeł, które podałem… Jeśli tak, to nie ma problemu, mogę podać kilka bardziej “nauko­wych”…

    • Janek Foka
      • Janek Foka

        Widzę, że to z powodu linków komen­ta­rze znalazły się w spamie (dziękuję za wyja­śnie­nie). Bałem się, że źródło zakwa­li­fi­kuje mnie z automatu do wyzna­ją­cych teorie spiskowe oszo­ło­mów. Na prawdę polecam pierwszą połowę filmu oraz dotarcie do wspo­mnia­nych w niej naukow­ców, badań i orga­ni­za­cji. W zma­ga­niach z tym tematem (Glo­bal­nego ocie­ple­nia) czerwoną lampkę powinno zapalić już okre­śle­nie “kon­sen­sus kli­ma­tyczny”, którego się nagmin­nie używa. Co to niby oznacza? Czy coś takiego może istnieć w nauce? Nie spo­tka­łem się z takim okre­śle­niem w żadnej innej dzie­dzi­nie…

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Służę uprzej­mie odpo­wie­dzią: https://naukaoklimacie.pl/aktualnosci/zrozumiec-kontrowersje-wokol-zmiany-klimatu-czesc-1-konsensus-naukowy-148
        Kon­sen­sus jest w nauce czymś nor­mal­nym, podobnie jak para­dyg­mat. W żadnym razie nie zapala czer­wo­nej lampki, lecz wskazuje, że w danym temacie panuje zgodność wśród eks­per­tów. Przy czym przez eks­per­tów nie rozu­miemy pierw­szego lepszego inży­niera hut­nic­twa czy wete­ry­na­rza, a fizyka atmos­fery lub kli­ma­to­loga, który ma na swoim koncie publi­ka­cje doty­czące klimatu.

        “Nie spo­tka­łem się z takim okre­śle­niem w żadnej innej dzie­dzi­nie…”

        A w ilu debatach nauko­wych bierzesz czynny udział? Dyskusja o klimacie jest medialna, stąd wiele osób po raz pierwszy słyszy o metodzie naukowej oraz spo­so­bach pracy naukow­ców. Zazwy­czaj szokiem jest dla nich infor­ma­cja, że te same metody dały im nowo­cze­sną medycynę czy komputer, z którego korzy­stają.

      • Michał Skichał

        W zma­ga­niach z tym tematem (Glo­bal­nego ocie­ple­nia) czerwoną lampkę
        powinno zapalić już okre­śle­nie “kon­sen­sus kli­ma­tyczny”, którego się
        nagmin­nie używa. Co to niby oznacza? Czy coś takiego może istnieć w 
        nauce? Nie spo­tka­łem się z takim okre­śle­niem w żadnej innej
        dzie­dzi­nie…

        A znasz jaką­kol­wiek dzie­dzinę? <- Prze­pra­szam, jeżeli ten komen­tarz zabrzmi nieco ostro, ale zapew­niam, że nie mam niczego złego na myśli, to jedynie szczypta ostrej papryczki dosypana do sty­li­styki 😉 A teraz konkret. W nauce, tej praw­dzi­wej nauce, a nie sztuce takiej jak malar­stwo, prawo czy historia, wszystko jest zde­fi­nio­wane i zope­ra­cjo­na­li­zo­wane. Słowem “kon­sen­sus” okre­ślamy wspólne sta­no­wi­sko wyrażane przez więk­szość uczonych repre­zen­tu­ją­cych daną dzie­dzinę, zazwy­czaj for­mal­nie przyjęte na jakiejś mię­dzy­na­ro­do­wej kon­fe­ren­cji powo­ła­nej spe­cjal­nie w celu obra­do­wa­nia nad formą i treścią takiego kon­sen­susu, pod prze­wod­nic­twem grupy eks­perc­kiej. Grupa eks­percka nie musi się składać z nobli­stów, ale lider musi być ope­ra­tywny i w skład grupy muszą wchodzić ludzie potra­fiący dokonać prze­glądu całej lite­ra­tury, jak i ludzie potra­fiący przy­go­to­wać odpo­wiedni tekst dla potrzeb kon­fe­ren­cji i publi­ka­cji. W mate­ma­tyce być może rzadko się spotyka tak rozu­miane kon­sen­susy, ale już w medy­cy­nie dość często. Kon­sen­sus w medy­cy­nie zazwy­czaj jest opinią eks­per­tów na temat przyczyn i sposobów leczenia jakiegoś scho­rze­nia, w oparciu o całą dotych­cza­sową lite­ra­turę i naj­now­sze badania — zaak­cep­to­waną przez spo­łecz­ność badaczy na sto­sow­nej kon­fe­ren­cji. W medy­cy­nie grupy eks­perc­kie pracują cały czas i jak się coś zmieni w wiedzy, ogła­szają nowe wytyczne i zale­ce­nia, a jak trzeba, tworzony jest nowy kon­sen­sus. Rozumiem, że w nauce o klimacie nie jest to aż tak zin­sty­tu­cjo­na­li­zo­wane ani powszechne. Bo i po co? Okazuje się, że śro­do­wi­sko kli­ma­to­lo­gów musi być nieźle wkurzone na ilość nie­me­ry­to­rycz­nego bełkotu, jaki nawie­dzeni laicy wciskają im zamiast kon­kret­nej wiedzy, skoro posta­no­wili utworzyć taki właśnie kon­sen­sus — i w sposób klarowny, jasny, tworzyć grupy eks­perc­kie publi­ku­jące wytyczne, zale­ce­nia i sta­no­wi­ska (tym razem praw­dzi­wych) uczonych “na temat klimatu”.

      • Janek Foka

        Niejako na zakoń­cze­nie tych dywa­ga­cji z mojej strony kilka słów pod­su­mo­wa­nia (do wszyst­kich komen­tu­ją­cych).
        1. Nie ma wąt­pli­wo­ści co do tego, że klimat się zmieniał nie­za­leż­nie od tego, czy Ziemię zamiesz­ki­wał człowiek czy nie. Raz było cieplej, raz zimniej, czasami jakaś epoka lodow­cowa. Dokładne badanie zmian tem­pe­ra­tury jest jednak możliwe od całkiem niedawna (lepszym okre­śle­niem będzie “jest pro­wa­dzone”), co nie pozwala na wysnucie jed­no­znacz­nych wniosków. To tak jakby na pod­sta­wie zachowań indeksu gieł­do­wego przez jeden dzień wnio­sko­wać o stanie gospo­darki.
        2. Nie byłoby w tym nic złego (nie znamy przecież odpo­wie­dzi na wszyst­kie pytania, cały czas badamy, odkry­wamy etc.) gdyby nie fakt, że staje się to pre­tek­stem do opo­dat­ko­wa­nia i to tylko nie­któ­rych (w zasadzie tych mniej­szych, co efekt ma mizerny, nato­miast jest wielkim hamulcem w rozwoju).
        3. Tych po drugiej stronie barykady — scep­ty­ków wcale nie jest tak mało. Jednak kampania medialna robi swoje. Ktoś dobrze płaci za nakrę­ca­nie tematu. Nie lepiej byłoby te pie­nią­dze wyko­rzy­stać na coś do czego nie ma wąt­pli­wo­ści, np. zanie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska, śmieci, itp? P.S. Pamięta ktoś jeszcze Ala Gore i jego “do 2014 lód na bie­gu­nach stop­nieje”? Albo Michael Mann i jego prze­grany niedawno proces. Tego typu kom­pro­mi­ta­cje nie dodają wia­ry­god­no­ści gło­szo­nym tezom. Udo­wad­niają tylko, że jest jakieś drugie dno, że nauka jest na drugim miejscu, na pierw­szym zaś polityka.
        4. Dwu­tle­nek węgla — przecież to jest podstawa życia na naszej planecie! Jak można walczyć z czymś, co jest podstawą dla życia roślin, a w kon­se­kwen­cji i dla nas. Tylko proszę mi nie mówić o jakichś rów­no­wa­gach zakłó­co­nych rzekomo przez czło­wieka, bo jedyne co mamy to hipotezy.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Odniosę się do trzech punktów, jeśli pozwo­lisz.
        2. To kwestia poza­me­ry­to­ryczna i nigdy jej tu nie poru­sza­łem. Uwzględ­nia­nie jej sporze o cha­rak­te­rze naukowym jest kata­stro­fal­nym błędem, bo budzi emocje poten­cjal­nie zaciem­nia­jące obraz rze­czy­wi­sto­ści. Pie­nią­dze, biznes i ludzie to jedno — obser­wa­cje to coś zupełnie co innego. To, że ktoś wyko­rzy­stuje ważny temat dla własnych celów, nie może wpływać na naszą ocenę tego tematu. Byłoby to nie­ra­cjo­nalne.
        3. Jest ich mało. Kon­sen­sus dotyczy tego co widzimy na naj­waż­niej­szym forum — czyli w cza­so­pi­smach nauko­wych. Jak w przy­padku każdego spornego tematu, badania i pomiary stop­niowo prze­chy­lały szalę i obecnie istnieje zaledwie margines eks­per­tów, którzy w rze­tel­nych pracach pod­wa­żają istotne elementy obecnych modeli kli­ma­tycz­nych. Trudno powie­dzieć, że na branżowe perio­dyki wpływ mają media — wręcz prze­ciw­nie, to dzięki mediom i sieci wciąż głos mają nega­cjo­ni­ści, których w aka­de­mic­kim dys­kur­sie prawie już nie ma.
        4. Tlen też jest podstawą życia na naszej planecie, ale zwięk­sze­nie jego stężenia w atmos­fe­rze nie­ko­niecz­nie popra­wi­łoby nasze zdrowie. Zresztą mówimy o wpływie na efekt cie­plar­niany, więc nie wiem co wła­ści­wo­ści bio­lo­giczne CO2 mają tu do rzeczy.

        “Tylko proszę mi nie mówić o jakichś rów­no­wa­gach zakłó­co­nych rzekomo przez czło­wieka, bo jedyne co mamy to hipotezy.”

        A czego ocze­ku­jesz od nauki? Mówimy o aktu­al­nym stanie wiedzy; jeżeli widzisz w nim lukę to musisz ją potwier­dzić pomia­rami i wskazać lepsze wyja­śnie­nie obser­wo­wa­nego zjawiska. W innym wypadku należy mówić o “jakichś rów­no­wa­gach”. Przy tej okazji warto zadać sobie pytanie, czy możliwym jest aby sztucz­nie, w krótkim czasie zwięk­szyć ilość gazu cie­plar­nia­nego o niemal jedną czwartą (do 415 ppm obecnie) — nie wpły­wa­jąc tym na klimat i eko­sys­temy.

      • Janek Foka

        A co gdyby okazało się, że “global warming” to zjawisko pozy­tywne? Oczy­wi­ście mogłoby to być ocenione dopiero w per­spek­ty­wie kilku setek lat, czy choćby dzie­się­cio­leci (suma korzyści prze­wyż­sza­jąca łączne koszty). Natura ma fan­ta­styczne mecha­ni­zmy regu­lu­jące. Dlatego uważam, że są wyższe prio­ry­tety. A naj­wyż­szym jest zanie­czysz­cze­nie śro­do­wi­ska (bynaj­mniej nie przez CO2).
        Pozdra­wiam i życzę wszyst­kiego dobrego!

      • Momo Olejnik

        Myślę że masz rację, warto zary­zy­ko­wać przy­szłość cywi­li­za­cji (bo de facto do tego się to spro­wa­dza) żeby spraw­dzić, czy te nie­spełna 1% naukow­ców zaj­mu­ją­cych się klimatem miało rację. Bo to byłoby takie epickie 🙂 Nie mam pojęcia jak sobie wyobra­żasz, że takie zmiany w tak krótkim czasie mogą być pozy­tywne dla ludz­ko­ści. Bo natura sobie poradzi, jak zauwa­ży­łeś. Wyginą pewne gatunki, inne się zaadop­tują, wyemi­grują lub powstaną nowe. Super, tylko że gatunek ludzki już nie potrafi się tak szybko przy­sto­so­wać. Nie zauwa­żasz (lub tylko udajesz), że obecne zmiany klimatu nastę­pują w eks­pre­so­wym tempie. Wcze­śniej trwało to setki lub tysiące lat, teraz to dekady a tempo przy­spie­sza. Właśnie gazy cie­plar­niane są prio­ry­te­tem, inne zanie­czysz­cze­nia też są ważne, ale nie mają skali glo­bal­nej.

      • Michał Skichał

        A co gdyby się okazało, że nagły, silny ból głowy z utratą czucia i motoryki w prawej koń­czy­nie górnej i z utratą moż­li­wo­ści wypo­wia­da­nia się był zja­wi­skiem pozy­tyw­nym? Po co temu prze­ciw­dzia­łać? Po co to leczyć? Po co wysyłać do takich przy­pad­ków karetki? Oczy­wi­ście, pozy­tywne aspekty mogłyby być dostrze­galne z per­spek­tywy kilku setek lat. Natura ma fan­ta­styczne mecha­ni­zmy regu­lu­jące. Naj­lep­szym przy­kła­dem jest to, że sami pro­du­ku­jemy witaminy. Np. witaminę B12. A wła­ści­wie to nie my, tylko flora bak­te­ryjna w jelicie grubym. Chociaż nie ma się z czego cieszyć, bowiem nasze jelito grube nie wchłania sub­stan­cji odżyw­czych ani nie przesuwa zawar­tego w nich mate­riału w górę, a jedynie w dół, do muszli klo­ze­to­wej. Tak więc natura tak fan­ta­stycz­nie nas reguluje, że choć mamy pro­du­centa B12 w sobie, to i tak musimy zjadać inne żywe orga­ni­zmy, aby dostar­czyć sobie ich­niej­sze B12 przez przełyk, żołądek do jelita cien­kiego, bo tamże dopiero możemy ten związek przy­swoić. Co do zanie­czysz­cze­nia nato­miast to się zgodzę, że to również poważna sprawa. Ale obawiam się, że ci, którzy tak negują badania kli­ma­to­lo­gów, wkrótce zaczną negować ist­nie­nie plastiku.

      • Janek Foka

        Proszę zatem zarówno Pana Michała, jak i Pana/Panią Momo Olejnik o wymie­nie­nie kilku z tych kon­se­kwen­cji, które nastąpią, a dopro­wa­dzą do zagłady ludz­ko­ści. Jestem bardzo ciekaw i piszę to bez cienia ironii.

      • Momo Olejnik

        Przede wszyst­kim mylisz cywi­li­za­cję z ludz­ko­ścią, to nie to samo. Gatunek ludzki przetrwa i się dosto­suje (pewnie jakieś 5–10% obecnej popu­la­cji), ale skończy się cywi­li­za­cja jaką znamy. W skrócie: brak obszarów upraw­nych i brak wody dopro­wa­dzi do masowych migracji, które muszą skończyć się wojnami. Ludzie nie będą ze sobą walczyć o złoto, tylko o ziemię na której jeszcze można coś uprawiać. A nawet na tych ziemiach będzie ciężko, bo susze i nagłe kata­kli­zmy pogodowe będą dzie­siąt­ko­wać uprawy (gra­do­bi­cia, nawał­nice itd). Do tego jeszcze dojdą choroby roślin upraw­nych, zresztą ludzi też.
        Ale jak o tym piszę to stwier­dzam, że może tak być, że za 100 — 200 lat ludzie będą to postrze­gać pozy­tyw­nie. Doszło do “oczysz­cze­nia”, taki The Purge wykonany przez naturę. Pozo­stałe kilkaset milionów ludzi nauczyło się szanować przyrodę, politycy dbają o interes wszyst­kich ludzi i wszystko skoń­czyło się dobrze. A raz do roku wspomina się miliardy, które wyginęły 🙂 Tylko że to już fantasy..

      • Janek Foka

        Jakieś dowody na te miliardy, które wyginą? Na związek ocie­ple­nia klimatu z brakiem obszarów upraw­nych? A może więcej pojawi się nowych, na których teraz jest za zimno w stosunku do tych co zaleje woda. A gdyby ocie­ple­nie działo się natu­ral­nie, jak już w historii naszego globu bywało, to byłoby ok? 95% popu­la­cji mogłoby wyginąć? Czy może wtedy byśmy również z takim zacię­ciem cisnęli biedne kraje (bo USA czy Chiny mogą mieć to głęboko w …)?
        Gra­do­bi­cia, nawał­nice itd. tym właśnie się straszy, a jedyne co można zapro­po­no­wać to modele, które nijak mogą mieć się do rze­czy­wi­sto­ści ze względu na zło­żo­ność zjawiska, jakim jest klimat.
        Swoją drogą to o ile do dzisiaj miał się podnieść poziom oceanów w pre­dyk­cjach sprzed 20 lat? Te dzi­siej­sze w odnie­sie­niu do klimatu są tyle samo warte…

      • Michał Skichał

        Proszę zatem zarówno Pana Michała, jak i Pana/Panią Momo Olejnik o 
        wymie­nie­nie kilku z tych kon­se­kwen­cji, które nastąpią, a dopro­wa­dzą do 
        zagłady ludz­ko­ści. Jestem bardzo ciekaw i piszę to bez cienia ironii.

        Ale dla czego taką prośbę, Panie Foka, kie­ru­jesz Pan do mnie? Dlaczego nagle scho­dzimy na temat zagłady ludz­ko­ści? Czyżby dyskusja nad antro­po­ge­nicz­nymi zmianami kli­ma­tycz­nymi była zbyt nużąca? Nie ma sprawy, mogę zmienić temat. Chętnie spełnię tę prośbę, ponieważ mam jakoś tak w dniu dzi­siej­szym dobre serce. Skoro nie zostały spre­cy­zo­wane żadne dokład­niej­sze warunki, ani tema­tyczne, ani ilo­ściowe, zatem pozwolę sobie zgłosić na ten konkurs takie o to dwie “kon­se­kwen­cje, które nastąpią, a dopro­wa­dzą do zagłady ludz­ko­ści”:

        1. Prawo powszech­nego ciążenia. Kon­se­kwen­cje tego prawa mogą dopro­wa­dzić do zagłady ludz­ko­ści, jeżeli na Ziemię spadnie olbrzy­mia pla­ne­to­ida.

        2. Utrata pola magne­tycz­nego przez Ziemię. Kon­se­kwen­cją takiej oko­licz­no­ści byłoby pozba­wie­nie Ziemi ochron­nej tarczy sku­tecz­nie odbi­ja­ją­cej więk­szość wiatru sło­necz­nego, zatem ludzkość byłaby bom­bar­do­wana wyso­ko­ener­ge­tycz­nymi elek­tro­nami, jonami wodoru i helu (pro­to­nami i cząst­kami alfa) oraz fotonami, w tym z zakresu UV. Być może 1% popu­la­cji schro­niłby się w kopal­niach, ale z racji upadku rol­nic­twa i prze­my­słu, oraz wyczer­pa­nia się w końcu zgro­ma­dzo­nych zapasów, szcze­pio­nek, anty­bio­ty­ków i naboi, liczeb­ność kra­sno­lu­dów w kopal­niach także by zaczęła gwał­tow­nie maleć.

        Zado­wo­lony?

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Kon­sen­sus to w zasadzie naj­czę­ściej powta­rza­jący się wniosek spe­cja­li­stów z danej dzie­dziny. Nor­mal­nie nie ma potrzeby powta­rzać tej infor­ma­cji — wpraw­dzie 99% fizyków ciała stałego uznaje prawo Bolt­zmana, ale nie ma po co spe­cjal­nie tego opisywać. Chyba że ktoś zacznie nakręcać kon­tro­wer­sje. W takich kon­tek­stach mówi się o tym, że “wśród spe­cja­li­stów w dzie­dzi­nie panuje kon­sen­sus co do sta­no­wi­ska X”.

        Były już pod­su­mo­wa­nia sta­ty­styk kon­sen­susu na temat tego, że AIDS jest wywo­ły­wane przez HIV, kon­sen­susu, że człowiek odpo­wiada za kwaśne deszcze itp.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nic nie zostało usunięte. Komen­ta­rze z linkami bywają auto­ma­tycz­nie prze­su­nięte do spamu. Ale rze­czy­wi­ście, zamiast youtube zde­cy­do­wa­nie wolałbym widzieć tu artykuły. Z im bardziej pre­sti­żo­wych perio­dy­ków pochodzą, tym lepiej.

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Chwi­leczkę. Globalne ocie­ple­nie jest faktem, bo na to wskazują pomiary. Liczby. Kon­kretne średnie tem­pe­ra­tur. Przed­mio­tem badań nauki jest co najwyżej cha­rak­ter tych zmian i tu panuje kon­sen­sus. Link z Wiki­pe­dii, który wkleiłeś to potwier­dza. Mamy do czy­nie­nia z mar­gi­ne­sem uczonych, którzy rze­czy­wi­ście badają temat i zaprze­czają udzia­łowi czło­wieka we wzroście tem­pe­ra­tur. Reszta to osoby nie zaj­mu­jące się klimatem i atmos­ferą, a ich zdanie — bez względu na dyplomy i Noble — są warte tyle samo co moje lub Twoje. Zakładam, że wszyscy wolimy prze­cho­dzić po moście skon­stru­owa­nym przez doświad­czo­nego inży­niera, a nie taki, który zapro­jek­to­wał np. fizjolog, nawet jeśli otrzymał Nobla z medycyny.

    W zasadzie o tym jest ten tekst, a gros osób wymie­nio­nych w Wiki­pe­dii jest równie wia­ry­godna co sygna­ta­riu­sze “Listu 500”.

  • Michał Skichał

    Ło matko! Mnie się to sko­ja­rzyło z tzw. eks­per­tami smo­leń­skimi. Z tego co prze­czy­ta­łem w w/w artykule, to chyba mamy tutaj do czy­nie­nia z odpo­wied­ni­kiem fake news, tyle że opra­co­wa­nym w sposób bardziej cyniczny i prze­bie­gły. Jeżeli ktoś uzna, że prze­sa­dzam, to proszę o wyba­cze­nie, ale moje pierwsze sko­ja­rze­nia to właśnie komisje smo­leń­skie, antysz­cze­pion­kowcy i kre­acjo­ni­ści… no i jeszcze nasz lokalny Kościół z ostat­nich dni… słowem: nawie­dzeni fanatycy, pozba­wieni wiedzy fachowej, którzy w sposób jawny posłu­gują się kłam­stwem w myśl dzi­wacz­nie poj­mo­wa­nej wojny ide­olo­gicz­nej. Nam się wydaje to absur­dalne, ale musimy pamiętać o tym, że ludzie, którzy stoją za takimi “listami” i “komi­sjami” nie mają na celu dojście do prawdy, tylko dez­in­for­ma­cję opinii publicz­nej. Czy takim listem są w stanie zmienić opinię poli­ty­ków UE? Oczy­wi­ście nie, bo — dzięki Bogu — politycy UE wciąż opierają się na facho­wych komi­sjach eks­perc­kich i przy­go­to­wa­nych przez nich rze­czo­wych rapor­tach. Jak i zle­co­nych opiniach nie­za­leż­nych eks­per­tów. Jaki to ma cel? Wystar­czy przej­rzeć naszą lokalną prasę, np. “Do rzeczy”. Okazuje się, że całe to przed­się­wzię­cie służy temu, aby w irra­cjo­nal­nej prasie, skie­ro­wa­nej do swojego irra­cjo­nal­nego targetu, móc napisać, że 500 uczonych twierdzi, że z klimatem nie ma problemu i apeluje do poli­ty­ków o “rzetelną debatę” i powstrzy­ma­nie — tutaj już w domyśle — tej “lewac­kiej”, “wrogiej czło­wie­kowi” i “sta­li­now­skiej” ide­olo­gii… Dla tych ludzi nie liczą się fakty, dążenie do prawdy, obiek­ty­wizm, badania naukowe czy auto­ry­tety, a jedynym ich celem jest sianie zamętu i pro­pa­gandy i budo­wa­nie punktów zacze­pie­nia w realnej rze­czy­wi­sto­ści dla powol­nego uwia­ry­gad­nia­nia lan­so­wa­nej przez siebie, nie­praw­dzi­wej legendy… Prze­ko­naj­cie mnie, że się mylę.…

    PS. a do tego wszyst­kiego ciekawe sko­ja­rze­nie Pana Adama z tym rasi­stow­skim arty­ku­łem “100 autorów prze­ciwko Ein­ste­inowi”… wyra­ża­jąc się eufe­mi­stycz­nie, za porów­ny­wa­nymi tutaj tekstami na temat Ein­ste­ina i klimatu, w moim przy­naj­mniej odczuciu, stoi iden­tyczna ide­olo­gia naro­do­wego socja­li­zmu.… ale może ktoś mnie przekona, że się mylę…

    • Wojciech Nie­wia­dom­ski

      Sorry, ale twój komen­tarz jest tak nie­czy­telny że wła­ści­wie nie wiadomo o co chodzi.
      ” no i jeszcze nasz lokalny Kościół z ostat­nich dni… słowem: nawie­dzeni fanatycy, pozba­wieni wiedzy fachowej, którzy w sposób jawny posłu­gują się kłam­stwem w myśl dzi­wacz­nie poj­mo­wa­nej wojny ide­olo­gicz­nej.”
      Masz na to co piszesz jakieś naukowe dowody?

  • Jan Janowski

    Niestety podobnie to wygląda w przy­padku członków IPCC i innych orga­ni­za­cji wal­cza­cych o pod­wyz­sza­nie podatkow w wybra­nych krajach (a docelowo glo­bal­nie). Trudno byłoby uwierzyć, że mając tak olbrzy­mie środki, wielkie kor­po­ra­cje wydo­byw­cze i ener­ge­tyczne nie finan­so­wa­łyby i kon­tro­lo­wały sku­tecz­nie obu stron “dyskusji”.
    Jak zwykle w logicz­nej dla każdego sprawie (kazdy rozumie, ze smie­ce­nie jest zle, ze dym z rury samo­chodu czy komina to wstyd, ludzie chetnie dopła­caja dodat­kowo za to ze sami segre­gują smieci nie rozu­mie­jac i nie patrzac co sie z nimi dalej dzieje itd… bo w glebi kazdy chce dobrze) dzieli sie ludzi dajac obu stronom dopa­so­wana odpo­wied­nio pseu­do­nau­kową pozywke 🙁

    • Momo Olejnik

      Może najpierw prze­czy­taj, czym jest IPCC i na czym polega ich praca? Wtedy zro­zu­miesz, że nawet gdyby szefem IPCC był jakiś były prezes fabryki mebli, to i tak niczego by to nie zmie­niało. Cze­pia­nie się IPCC to jak cze­pia­nie się pre­zen­tera prognozy pogody, że padało w sobotę a w czwartek mówił, że będzie sło­necz­nie.
      Prawa fizyki są dla Ciebie pseu­do­nauką? Ciekawe…

  • Michał Skichał

    odnośnie “No właśnie. Proszę więc na nie spojrzeć. Mam nadzieję, że ten kli­ma­to­log (Ph.D. w mete­oro­lo­gii) będzie wystar­cza­jąco wia­ry­godny…

    Na w/w stronie Roya Spencera, a dokład­niej na pod­lin­ko­wa­nej przez Ciebie pod­stro­nie z wykresem, autor tejże strony zamiesz­cza (cytuje) czyjś wykres uka­zu­jący zmiany w średniej tem­pe­ra­tu­rze w ostat­nich dwóch tysią­cach lat.

    Jest dla nas oczy­wi­ste, że jeszcze 100 lat temu nie było insty­tu­cji nauko­wych obli­cza­ją­cych roczną, średnią tem­pe­ra­turę. Przez ostatnie dwa tysiące lat nikt nie mierzył tego ter­mo­me­trem. Taki zapis zmian tem­pe­ra­tury w tak odległej prze­szło­ści jest zawsze umowny, jest pewnego rodzaju modelem, a nie odzwier­cie­dle­niem fak­tycz­nych zmian klimatu, bazuje na jakiś bada­niach nauko­wych rzecz jasna.

    No i ów autor cyto­wa­nej strony podej­rzewa, że jedna z metod sto­so­wa­nych przez naukow­ców celem oceny prze­szłych zmian tem­pe­ra­tury, a dokład­nie metoda oceny tem­pe­ra­tury po przez pomiar słoi w ściętym starym drzewie, może nie być tak dokładna, jak tego oczekują od niej nie­któ­rzy uczeni. I tyle, nic więcej na tej stronie nie ma.

    Przyznam się, że nie bardzo wiem, jak ta infor­ma­cja, że ów dr Spencer, były pra­cow­nik NASA (jak sam pod­kre­śla) i autor różnych inter­ne­to­wych mądrości (jak znowu sam pod­kre­śla), ma pewne obiekcje meto­do­lo­giczne do jakiejś metody badań prze­szło­ści — no jak się to ma do całej tej dyskusji o tym, że uczeni kłamią mówiąc o pro­ble­mie zmian kli­ma­tycz­nych i wska­zu­jąc na ich przy­czyny w dzia­łal­no­ści homo sapiens. Gene­ral­nie wśród uczonych cały czas trwa dyskusja meta-meto­do­lo­giczna, czyli dyskusja ponad samą meto­do­lo­gią, dyskusja o meto­do­lo­gii, gdzie każdy bystry uczony wytyka błędy każdej możliwej metody naukowej, bo dzięki wska­za­niom ogra­ni­czeń, możemy wątpić w dotych­cza­sowe badania i planować nowe, lepsze, usi­łu­jące uniknąć pro­ble­mów, z jakimi borykają się wcze­śniej­sze prace badawcze. Chodzi mi o to, że w nauce nie ma świętych krów i nie chodzi w niej o to, aby wykuć na blachę poglądy pro­fe­sora, ale chodzi o to, aby wykuć na blachę wszyst­kie, nawet naj­drob­niej­sze wady metod badaw­czych i móc samo­dziel­nie oceniać wia­ry­god­ność publi­ka­cji nauko­wych (a osta­tecz­nie, aby samemu umieć prze­pro­wa­dzić rzetelne badanie). Chodzi mi o to, że wady każdej metody są powszech­nie znane, udo­ku­men­to­wane, wady danej metody wymienia się w każdej publi­ka­cji, która tę metodę stosuje (a przy­naj­mniej powinno się to robić) i naucza się ich stu­den­tów.

    Nie znam się akurat na tej gałęzi nauki, ale być może dr Spencer nie mówi tutaj niczego, czego inni kli­ma­to­lo­dzy by nie wie­dzieli. A jeżeli już coś kry­ty­kuje, to wyłącz­nie — co chyba w tym tekście jest jasne — kon­kretne badania jakiegoś jednego swojego kolegi. Dla mnie wygląda to trochę jak atak per­so­nalny, że uczony kpi sobie na swoim blogu z pracy innego uczonego, że ten niby stosuje wątpliwe metody a więc i jego badania są wątpliwe. Ale ponownie, nie wiem jak się to ma do całej glo­bal­nej dyskusji na temat zmian kli­ma­tycz­nych?

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Nie rozu­miemy się. Kon­sen­sus naukowy nie oznacza, że na całym świecie, wśród tysięcy uczonych z setek uczelni nie ma nikogo kto miałby odrębne zdanie. Istnieje margines. Tak samo zdarzają się rodzynki pod­wa­ża­jące ogólną teorię względ­no­ści, po 100 latach, nawet po odkryciu fal gra­wi­ta­cyj­nych czy zaob­ser­wo­wa­niu czarnej dziury. Serio.

    Globalne ocie­ple­nie jest faktem. Żeby być pre­cy­zyj­nym: obecny wzrost tem­pe­ra­tur jest bardzo gwał­towny, odbywa się mimo niskiej aktyw­no­ści Słońca i pozo­staje ewi­dent­nie sko­re­lo­wany ze zwięk­szoną ilością CO2, za co odpo­wiada człowiek. Aby obecne modele okazały się błędne, nale­ża­łoby wykazać przy­pad­ko­wość tej kore­la­cji oraz wskazać inny czynnik, który tłumaczy to co obser­wu­jemy. Czy pan Roy Spancer to zrobił?

    Nie wiem co Gren­lan­dia ma do rzeczy, bo roz­ma­wiamy o współ­cze­snych zmianach, które nijak nie przeczą ist­nie­niu natu­ral­nych cyklów i procesów. Ale skoro już o tym: https://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-za-czasow-eryka-rudego-grenlandia-byla-zielona-37

  • Michal Fly

    Moglbys dla prze­ciw­wagi prze­ana­li­zo­wac ludzi liste sto­ja­cych za IPCC i spraw­dzic ile tam pro­cen­towo jest kli­ma­to­lo­gow ? Z gory dziekuje.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Dlaczego miałbym to robić? Jeżeli jest Ci to do czegoś potrzebne, to zakasaj rękawy i do roboty.

    • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

      IPCC to ciało doradcze, którego zadaniem jest jedynie przy­go­to­wy­wa­nie raportów pod­su­mo­wu­ją­cych. Dane do raportu są zbierane z całej dostęp­nej nowej lite­ra­tury kli­ma­to­lo­gicz­nej. W zasadzie człon­ko­wie IPCC to nadzorcy kom­pi­la­cji, a nie naukowcy.

      • Michał Skichał

        Coś jak Cochrane Col­la­bo­ra­tion?

    • arthy

      Waść kpisz? Poziom aro­gan­cji naszego jaśnie panu­ją­cego pana autora sięga pozio­mowi jego wiedzy. Za takie pytania narażasz się tylko na zło­śli­wość i pro­tek­cjo­na­lizm.

      • Zatan

        Chyba nigdy nie sły­sza­łeś aro­ganc­kiej wypo­wie­dzi. A pan Adam wypo­wiada się bardzo mery­to­rycz­nie.

    • Michał Skichał

      Ale jaki jest sens ana­li­zo­wa­nia IPC, jeżeli mamy nastę­pu­jące publi­ka­cje, pod­su­mo­wu­jące kon­sen­sus naukow­ców na temat zmian klimatu (po przez analizę np. o czym kli­ma­to­lo­dzy piszą w swych publi­ka­cjach):

      1. Anderegg i wsp. 2010, “Expert cre­di­bi­lity in climate change” (link tutaj)

      2. Cook i wsp. 2013 “Quan­ti­fy­ing the con­sen­sus on anth­ro­po­ge­nic global warming in the scien­ti­fic lite­ra­ture” (link tutaj)

      3. Cook i wsp. 2016 “Con­sen­sus on con­sen­sus: a syn­the­sis of con­sen­sus esti­ma­tes on human-caused global warming” (link tutaj)

      Tutaj są zaledwie trzy publi­ka­cje pod­su­mo­wu­jące to, co wynika z badań nauko­wych na temat klimatu. Zaledwie trzy, bo takich prac jest więcej. Są wreszcie badania bez­po­śred­nio opi­su­jące zmiany klimatu oraz przy­czyny tych zmian. Są one publicz­nie dostępne i każdy prze­cięt­nie inte­li­gentny człowiek jest zdolny dotarcia do większej ich liczby za pomocą google, pubmed, rese­arch­gate, czy podą­ża­nia za linkami zamiesz­czo­nymi w sekcji lite­ra­tury cyto­wa­nej tych i innych arty­ku­łów na temat klimatu. (Ba, na rese­arch­gate, po zare­je­stro­wa­niu się, można zadawać pytania i liczyć na to, że eksperci z danej dzie­dziny nam udzielą zwięzłej i rze­tel­nej odpo­wie­dzi, choć­by­śmy nie wiem jak nie­po­rad­nie sfor­mu­ło­wali nasze pytanie.)

      Podaję przykład kon­kret­nych prac nauko­wych, opu­bli­ko­wa­nych w recen­zo­wa­nych cza­so­pi­smach nauko­wych, bo to z tymi publi­ka­cjami ewen­tu­alni oponenci winni podej­mo­wać polemikę. Mowa tutaj o eks­per­tach od klimatu, czyli ludziach, którzy aktywnie publi­kują prace badawcze, prze­glą­dowe, meta analizy, modele obli­cze­niowe i innego rodzaju artykuły naukowe na temat klimatu w recen­zo­wa­nych cza­so­pi­smach nauko­wych. Przecież za eksperta i auto­ry­tet w danej dzie­dzi­nie nie można uznać kogoś, kto po prostu posiada jakiś tytuł naukowy, czy skończył studia, czy w ogóle zabrał głos w dyskusji i sprawiał wrażenie wypo­wia­da­ją­cego się mądrze. Eks­per­tem od klimatu nie jest też ktoś, kto jest eks­per­tem czy auto­ry­te­tem w jakiejś innej dzie­dzi­nie, np. uty­tu­ło­wany mistrz szachowy, zawodnik MMA, ksiądz pro­boszcz, czy uwiel­biany przez tłumy prof. Jerzy Bralczyk, który nie­wąt­pli­wie potrafi mówić pięknie i mądrze na dowolny temat. Eks­per­tami kli­ma­tycz­nymi mogą być wyłącz­nie ci ludzie, którzy zajmują się klimatem w sposób rzetelny, uczciwy, pro­fe­sjo­nalny, a więc, krótko mówiąc, którzy publi­kują prace naukowe na ten temat w recen­zo­wa­nych cza­so­pi­smach. No i z badań nad klimatem jasno wynika, że mamy z klimatem problem. Z prac badaw­czych, a nie pry­wat­nych opinii, poglądów, prze­ko­nań, wierzeń, przeczuć, wymysłów i fantazji, jakie ktoś wygarnął w 15 minu­to­wym klipie na youtube, czy jako poboczne wyna­tu­rze­nie podczas przemowy na corocz­nym zjeździe sto­ma­to­lo­gów.

      Z pod­lin­ko­wa­nych tutaj przez moją skromną osobę trzech arty­ku­łów wynika, że ponad 90% eks­per­tów od klimatu uzyskuje w bada­niach wyniki, jakie upraw­niają ich do wnio­sko­wa­nia o tym, że ludzie psują klimat planety ZIemia. No i jak takie publi­ka­cje naukowe, kon­kretne, oparte na rze­tel­nych danych, mają się do jakiegoś listu — listu a więc nawet nie publi­ka­cji naukowej — z ogólnie scha­rak­te­ry­zo­wa­nymi uwagami, że “z tym klimatem to jest jednak inaczej”, sygno­wa­nego przez nauczy­cieli szkol­nych, peda­go­gów, rysow­ni­ków, mecha­ni­ków samo­cho­do­wych, mece­na­sów, kuglarzy, zbro­ja­rzy, czoł­gi­stów, członków NZSS Soli­dar­ność… opi­sy­wa­nych jako rzekomo “100 uczonych”? No jak? No i jak się te publi­ka­cje kli­ma­to­lo­gów mają do składu IPCC? Czy w IPCC — agendy ONZ — zasia­dają kli­ma­to­lo­dzy, czy tynkarze, fry­zje­rzy, poli­to­lo­dzy, astro­no­mo­wie, nie ma abso­lut­nie żadnego zna­cze­nia w obliczu kon­kret­nych publi­ka­cji nauko­wych, jakie kli­ma­to­lo­dzy publi­kują już od przeszło 20 lat. Czy na prawdę potrze­bu­je­cie negować rze­tel­ność i powagę paneli robo­czych ONZ, pro­du­ko­wać teorie spiskowe i wietrzyć kolejny, globalny spisek, tym razem może nie Żydów, czy masonów, ale bliżej nie okre­ślo­nych kon­cer­nów, kor­po­ra­cji… słowem jakiś “onych”, aby tylko nie skon­fron­to­wać się z lękiem przez przy­zna­niem się do posia­da­nia w głowie błędnego prze­ko­na­nia?

      Istnieją wąt­pli­wo­ści w samej nauce (nauka składa się z wąt­pli­wo­ści), gdzie­nie­gdzie otrzy­mano sprzeczne wyniki, ktoś usiłuje lansować alter­na­tywne wyja­śnie­nia… jednak ogólne wnioski są, jakie są. ONZ, CNN, FBI czy NSZZ też nie są w stanie zmienić rze­czy­wi­sto­ści, bez względu na to, czy będą jej zaprze­czać, czy będą popu­la­ry­zo­wać wyniki badań i szukać jakiś glo­bal­nych roz­wią­zań. Panuje przecież ogólna dyskusja, co z tym faktem — że klimat się psuje — należy robić, tzn. jakie dzia­ła­nia powinny podjąć na forum mię­dzy­na­ro­do­wym rządy wielu państw, ale to już jest dyskusja poli­tyczna, która nie ma abso­lut­nie nic wspól­nego z nauką, ani z tym, co z badań nauko­wych wynika. A co z tych badań wynika dokład­nie, to można poczytać choćby w w/w trzech publi­ka­cjach.

  • Krystyna

    Globalne ocie­ple­nie urosło do kon­fliktu poli­tycz­nego, albowiem tylko niektóre kraje pocią­gane są do odpo­wie­dzial­no­sci za to zjawisko. Podczas gdy cała ludzkość bez wyjątku jest temu winna.W ogóle człowiek prowadzi gospo­darkę rabun­kową a glo­bal­nego poro­zu­mie­nia w tych sprawach nie ma i nie będzie

    • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

      To Greta pole­ciała do Polski ze swoimi żąda­niami, czy może jednak do pre­zy­denta naj­bar­dziej emi­syj­nego kraju?

      • Krystyna

        To ma byc kpina ?

    • rober­trock

      Nie do końca rozumiem co ma Pani na myśli, że to cała ludzkość bez wyjątku jest winna glo­bal­nemu ocie­ple­niu?
      Rewo­lu­cja prze­my­słowa naro­dziła się w Europie a Europa eks­por­to­wała ją — dobro­wol­nie lub nie, na cały świat. Bywało tak, że były kraje opie­ra­jące się takiemu modelowi gospo­da­ro­wa­nia.
      Wspo­mi­na­łem już kiedyś o tym, ale obecnie naj­więk­szy problem to kraje szybko roz­wi­ja­jące się, to one aspirują do modelu życia europy i ameryki i raczej z tamtych krajów będzie albo już jest naj­więk­sze zagro­że­nie eko­lo­giczne. Na razie tylko niektóre kraje są pod­cią­gane do odpo­wie­dzial­no­ści bo to one do tej pory naj­bar­dziej, że się tak wyrażę “naroz­ra­biały” i może dlatego powinny teraz dać przykład co zrobić aby nie było gorzej.
      A te wszyst­kie chwyty dozwo­lone to niestety może jest i prawda ale cały czas wierzę, że po to mamy spu­ści­znę zeszłych pokoleń, prawa i na tyle roz­wi­niętą demo­kra­cję aby nie sięgać po takie metody. Choć pewnie się mylę.
      Pozdra­wiam

      • Krystyna

        Demo­kra­cja to sztuczny twór, obcy Naturze działa lokalnie ale nigdy nie zadziała glo­bal­nie. Wierzę tylko w prawa Natury i takie postrze­ga­nie rze­czy­wi­sto­ści jeszcze nigdy mnie nie zawiodło. Pozdra­wiam i dziękuję za budujący dialog.

      • rober­trock

        Oczy­wi­ście, że to sztuczny twór. Historia pokazała, że demo­kra­cja nie nadaje się do wielu kultur na tym świecie choć to min. dzięki demo­kra­cji prawie wszyst­kie kultury korzy­stają z rozwoju cywi­li­za­cji na ziemi. Oczy­wi­ście dzięki tej demo­kra­cji także cierpią (globalne ocie­ple­nie, zaśmie­ce­nie śro­do­wi­ska itp). Rachunek nie jest prosty. Dzięki za odpo­wiedz i pozdra­wiam

      • Krystyna

        Polityka to potęźne narzę­dzie rywa­li­za­cji. Nauka to czynnik wiodący popu­la­cję ludzką do ewo­lu­cyj­nej adap­ta­cji. Nauka jest moim hobby albowiem sty­mu­luje moją cie­ka­wość a polityka wywołuje u mnie mdłości, bo nie­od­łącz­nie związana jest z mnóstwem podłości. Stąd unikam poli­tycz­nych dysput . Cieszę się, źe zna­la­złam tak ciekawe dla mnie miejsce do nauki i dyskusji. Ser­decz­nie pozdra­wiam wszyst­kich dys­ku­tan­tów.

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

    Jeśli powtarza pan stary mit o zielonej Gren­landi, to znaczy, że nie zgłębił pan tematu.

  • Jotek

    Zawsze i wszędzie znajdzie się jakaś grupa ludzi (i znaj­dziemy tam nawet ‘praw­dzi­wych’ naukow­ców z tytułami), którzy będą w opozycji do ogólnie gło­szo­nej tezy.
    Bez różnicy czy będzie chodziło o ochronę tru­ska­wek czy o ochronę ludz­ko­ści przed mete­ory­tem, który miałby (naprawdę) trzepnąć jutro w Ziemię.
    Pła­sko­ziemcy, ‘zama­chowcy’ smo­leń­scy itd itp, nic nowego. Zresztą, ja też taki byłem — tylko jak miałem 15 lat. Inni z tego nie wyra­stają i tyle.
    I tak się dziwię, że był/jest taki długi ‘kon­sen­sus’ wśród naukow­ców odnośnie klimatu. Prawdę powie­dziaw­szy, to nie wierzę i nie wie­rzy­łem do końca w ten ‘kon­sen­sus’.

    • Wojciech Nie­wia­dom­ski

      Takim praw­dzi­wym naukow­cem był na przykład Gali­le­usz.

  • Wojciech Nie­wia­dom­ski

    Było dwóch braci.
    Jeden z nich zaczął krzyczeć: “Globalne ocie­ple­nie jest faktem i trzeba z nim walczyć!” — po czym poszedł zamykać wszyst­kie elek­trow­nie jądrowe.
    Drugi nato­miast rzekł “Ocie­ple­nia nie ma” — po czym poszedł uru­cha­miać elek­trow­nie jądrowe i zamykać węglowe.
    Który z nich zrobił dobrze?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Równie dobrze mogłeś napisać:
      “Jeden z braci zaczął krzyczeć: 2+2=4. Po czym wepchnął babcię pod autobus.
      Drugi nato­miast rzekł: 2+2=5. Po czym prze­pro­wa­dził sta­ruszkę przez ulicę.
      Który zrobił dobrze?”

      • Wojciech Nie­wia­dom­ski

        Możliwe że ten pierwszy — bo przy­naj­mniej nie jest wrogiem nauki.

    • Michał Skichał

      Panie Woj­cie­chu, cóż to Pan sugeruje? Akurat elek­trow­nie atomowe nie generują CO2 i one są OK. Jedyne kominy, jakie taka elek­trow­nia posiada, to te “grube” wieże chłod­ni­cze, emi­tu­jące trochę ciepłej — to prawda — ale H2O. To elek­trow­nie węglowe, kom­bi­naty meta­lur­giczne, piece opałowe i kominki w domach a także silniki spa­li­nowe, to one generują ten nad­mia­rowy CO2, jakiego rośliny nie prze­ro­bią. I jeżeli już było dwóch braci, to jeden krzyknął “Uczeni kłamią! To oszuści! Precz z nauką! Precz z klimatem! Precz ze szcze­pion­kami! Precz z wymianą piecy! Powie­trze jest czyste i przej­rzy­ste! Smog nie istnieje! Wszystko winą Niemców!”. Drugi zaś rzekł “Mój brat już totalnie odpłynął”. Globalne ocie­ple­nie jest faktem naukowym, podobnie jak to, że próch­nica psuje zęby, anty­bio­tyki leczą zapa­le­nie płuc, prąd elek­tryczny istnieje, słoń jest ssakiem, szcze­pionki pozwo­liły nie umrzeć milionom ludzi… to nie jest kwestia, że ktoś sobie coś tam ubzdurał i krzyknął. Dobrze zrobiłby ten, który dałby dotacje na elek­trow­nie wiatrowe zamiast na pola rzepaku.

      • Wojciech Nie­wia­dom­ski

        Panie Michale, cóż to Pan sugeruje?
        Nie rozumiem jaką Pan stosuje logikę skoro na pod­sta­wie mojego komen­ta­rza stwier­dził Pan, że jestem kli­ma­to­scep­ty­kiem który twierdzi że elek­trow­nie jądrowe emitują CO2.
        Chociaż użył Pan okre­śle­nia “elek­trow­nie atomowe” — co jest błędnym okre­śle­niem elek­trowni jądro­wych. Chyba że ma Pan na myśli elek­trow­nie wyko­rzy­stu­jące prze­miany w powło­kach elek­tro­no­wych (czyli che­miczne) — tu już okre­śle­nie “atomowe” pasuje jak naj­bar­dziej, ale do węglo­wych, gazowych czy bio­ma­so­wych. Tak więc jądrowe nie emitują, ale atomowe już mogą emitować CO2.

        No i nie rozumiem skąd Pan wziął że jestem rzekomo prze­ciw­ni­kiem glo­bal­nego ocie­ple­nia.
        Chyba że po prostu bardzo lubi Pan doszu­ki­wać się denia­li­stów wszędzie gdzie się da i bardzo Pana smuci gdy w ciągu całego dnia nie udało się nikogo zwyzywać od nega­cjo­ni­stów lub antysz­cze­pion­kow­ców.

        Fakty są takie, że elek­trow­nie wiatrowe są mało efek­tywne i nie­sta­bilne ener­ge­tycz­nie więc lepiej dać dotacje na reaktor jądrowy niż wiatraki, a “ekolodzy” którzy starają się by “być może ochło­dzić klimat, ale żeby tym nukle­ar­nym super­ma­cjo­ni­stom ener­ge­tycz­nym nie pozwolić na reaktor — tylko 100% OZE” — no to cóż, nikt tak bardzo nie szkodzi kli­ma­towi.

      • Michał Skichał

        Ach gra­tu­luję Panu wejścia na nowy poziom kpiny i się­gnię­cia po moje ulubione środki sty­li­stycz­nej zgryź­li­wo­ści! Ten komen­tarz o prze­mia­nach w powło­kach elek­tro­no­wych jest genialny! Aż czuję pewną zazdrość, że to nie ja nie miałem okazję tak komuś wypunk­to­wać tą ter­mi­no­lo­gię w dzie­dzi­nie ener­ge­tyki.

        Zmie­rza­jąc jednak do uwol­nie­nia Pana od tego nie­po­jęt­nego zdzi­wie­nia moim wpisem pragnę zazna­czyć, że wypo­wiedź “Było dwóch braci. Jeden z nich zaczął krzyczeć, że jest globalne ocie­ple­nie i poszedł zamykać elek­trow­nie” nie jest przecież niczym innym, jak szy­der­stwem z glo­bal­nego ocie­ple­nia, przy­pi­su­ją­cym twier­dze­nie o ist­nie­niu takiego zjawiska “wykrzy­kowi” jakiegoś nie­po­waż­nego osobnika.A jeżeli ktoś sugeruje, że globalne ocie­ple­nie to coś porów­ny­wal­nego z “wykrzy­kiem” jakiejś poje­dyn­czej, kary­ka­tu­ral­nej osoby (a więc o porów­ny­wal­nym statusie, jak np. “wykrzyk” wie­czo­rową porą na Pradze Południu “Legia rządzi!”), to trudno nie przy­pi­sy­wać temu komuś denia­li­stycz­nej orien­ta­cji, zwłasz­cza w temacie, jaki mamy tutaj, w tych komen­ta­rzach. Cóż miałem zrobić innego, jak nie podążyć za takim stylem retoryki i nie zwrócić uwagi, że jednak globalne ocie­ple­nie to nie teza, jaką ktoś sobie może wymyślić nie­spo­dzie­wa­nie i wykrzyk­nąć. To wynik ciężkiej pracy dwóch bądź nawet trzech pokoleń naukow­ców, opisana w ponad kil­ku­na­sty tysią­cach recen­zo­wa­nych publi­ka­cji w ciągu ostat­nich 30 lat. I jest to sprawa nieco bardziej poważna, aniżeli sugeruje to szy­der­cza wizja urzęd­nika UE bie­gną­cego zamykać elek­trow­nie.

        Trudno się domyślać, że szydzący z glo­bal­nego ocie­ple­nia w rze­czy­wi­sto­ści miał na myśli coś zupełnie innego, np. że burczy mu w brzuchu. Na prawdę Panie Woj­cie­chu nie rozumie Pan swojego własnego zacho­wa­nia, ze potrze­buje Pan pytać się, czemu ludzie reagują na Pańskie dzia­ła­nia tak, a nie inaczej? Nie wiem — ani ja, ani nikt inny — co Pan myśli, mogę dowie­dzieć się tylko tyle, ile Pan sam to ujawni w swoich wypo­wie­dziach.

        A elek­trow­nie wiatrowe są dość efek­tywne w zasi­la­niu małych gmin, przy czym trzeba tutaj rozważać nie jeden słupek, ale ze 300 wia­tra­ków na polu. Dotacje do elek­trowni wia­tro­wych są jak naj­bar­dziej sen­sow­nym roz­wią­za­niem, nato­miast jeszcze nie spo­tka­łem się, aby jakiś urząd wpro­wa­dził dotacje dla rolników, aby sobie posta­wili swoją przy­do­mową elek­trow­nię atomową, czy też jądrową, na polu zamiast siania rzepaku.

  • Michał Skichał

    Panie Woj­cie­chu, jakich spisków? Dlaczego Pan zmienia temat i usiłuje prze­pchnąć całą tą wymianę zdań na rzecz jakiegoś sporu o atom? Jeśli idzie o prze­my­słowe pozy­ski­wa­nie ciepła z przemian jądro­wych, to przecież w ogóle się na ten temat nie wypo­wia­da­łem! Nigdzie nie zaj­mo­wa­łem sta­no­wi­ska, jakoby takie elek­trow­nie miałyby być złe czy kary­godne. Jak już o tym mówimy, to przyznam się, że jestem w tej materii scep­tyczny, bowiem widząc, jak my tu w Polsce budujemy choćby auto­strady, jak tymi auto­stra­dami zarzą­dzamy, jak wyglą­dają rządowe inwe­sty­cje w obsza­rach stra­te­gicz­nych (np. projekty dla wojska)… to obawiam się, że taka jakość zarzą­dza­nia elek­trow­niami jądro­wymi prędzej (a nie później) dopro­wa­dzi do tragedii. Ale to już inna sprawa. Ofi­cjal­nie przy­znaję, że jestem zwo­len­ni­kiem takiej ener­ge­tyki, a nie ener­ge­tyki węglowej. Pod warun­kiem, że będzie ta gałąź ener­ge­tyki wła­ści­wie zarzą­dzana i wła­ści­wie finan­so­wana.

    Pozwolę sobie przy­po­mnieć: to Pan poruszył na tutej­szym forum, pod arty­ku­łem na temat klimatu, temat ener­ge­tyki jądrowej. Napisał Pan, że było 2 braci, jeden se tam coś krzyknął o ocie­ple­niu i poszedł zamykać elek­trow­nie jądrowe. To Pańskie słowa, nie moje. Proszę mi ich teraz nie przy­pi­sy­wać, że niby to ja miałbym krzyczeć, że ener­ge­tyka jądrowa jest be, szkodzi kli­ma­towi i na dodatek, trzeba zamiast niej stawiać wiatraki. O wia­tra­kach wspo­mnia­łem, jako że łatwiej i taniej jest promować te wiatraki — koszta finan­sowe są żadne dla państwa, w porów­na­niu do kosztów budowy elek­trowni jądrowej (w dodatku jednej, a jak wiadomo, jedna taka elek­trow­nia, mająca kilka reak­to­rów, nie zapewni nawet 30% potrzeb ener­ge­tycz­nych Polski — 5 elek­trowni sta­no­wi­łoby dobre roz­wią­za­nie, ale obawiam się, że jest to cał­ko­wi­cie nie­re­alne, cał­ko­wi­cie poza zasię­giem finan­so­wym naszych moż­li­wo­ści. To dla tego wciąż elek­trowni nie mamy, nie stać nas nawet na jedną! To nie jest jed­no­ra­zowy wydatek — nie mamy kopalni uranu ani zakładów wzbo­ga­ca­ją­cych — musie­li­by­śmy impor­to­wać paliwo jądrowe z Rosji za zawyżoną cenę, jak obecnie węgiel, musie­li­by­śmy też eks­por­to­wać zużyte paliwo, a to byłby koszt nawet wyższy. Nie wspo­mi­na­jąc już o zapew­nie­niu finansów na pensje. Chyba że zamiast fizyków jądro­wych chcemy zatrud­niać harcerzy, albo osobniki twier­dzące, że w dzie­ciń­stwie to składali modele reak­to­rów więc się nadają od tej roboty…). Aby nikt nie miał wąt­pli­wo­ści, co mam na myśli, porów­na­łem pro­mo­wa­nie wia­tra­ków z pro­mo­wa­niem upraw rzepaku.

    Ja tutaj nie szukam żadnych spisków, staram się czytać ze zro­zu­mie­niem to, co — w tym przy­padku — Pan napisał i się do tego odnosić. Pana zdaniem taki wpis, że było dwóch braci, jeden se coś tam wykrzyk­nął i poszedł zamykać elek­trow­nie, to był wpis głęboki, który z należytą powagą odnosi się do problemu zmian kli­ma­tycz­nych? A może miała być to żar­to­bliwa promocja ener­ge­tyki jądrowej? Cokol­wiek by to nie miało być, nie wyszło dobrze. Przyznam się, że po tych wypo­wie­dziach raczej spo­dzie­wał­bym się, że Pan wyjaśni, co takiego miał Pan an myśli. Tym­cza­sem mamy tu jakieś prze­py­chanki. Ja w każdym razie odże­gnuję się sta­now­czo od poszu­ki­wa­nia spisków, jak i od tego, że cała nasza tutejsza dyskusja to niby kwestia “prze­ciw­sta­wia­nia się ener­ge­tyce jądrowej”. Nic podob­nego. To jest temat poboczny i zupełnie nie­istotny. Czy­tel­nik powinien go cał­ko­wi­cie wyka­so­wać z naszych dyskusji, aby miał jasność, o czym my mówimy. Ja może powtórzę: problem zmian klimatu to nie jest problem, który jakiś ludzik sobie ot tak ubzdurał i wymyślił, że w związku z tym, pozamyka elek­trow­nie — a że jądrowe, a nie węglowe, to już Pan dopo­wie­dział.

  • Djonizos

    Tak będą gadać dopóki nie zaczną się pierwsze problemy (2030–2050).

    Ja nie wierzę, że zaczniemy coś poważ­nego (tak na serio) robić z tym klimatem wcze­śniej.
    A czy prze­trwamy ?
    Szczerze mówiąc: wali mnie to.
    Jeśli jakiś gatunek jest zbyt głupi by prze­trwać, to wręcz powinien umrzeć albo przy­naj­mniej bardzo cierpieć.
    Tak było ze wszyst­kimi innymi gatun­kami, więc dlaczego z ludźmi miałoby być inaczej ?
    Za głupotę zawsze płaci się naj­wyż­szą cenę.