Głupota na niedzielę: 500 autorów przeciwko klimatologii

Pięciuset naukowców opublikowało deklarację, w której zaprzeczyli kryzysowi klimatycznemu. Nie mogłem sobie odmówić tej przyjemności i rzuciłem okiem na listę owych ekspertów.

W ubiegłym tygodniu na biurku Sekretarza Generalnego ONZ wylądował list pod wiele mówiącym tytułem: There is no climate emergency. Dokument nie byłby może szczególnie godny uwagi, gdyby nie fakt, że pod tekstem widnieją podpisy aż pięciuset sygnatariuszy, zaś antynaukowa część internetu błyskawicznie podchwyciła temat, triumfalnie sypiąc nagłówkami w stylu:

List 500 naukowców: Kryzys klimatyczny nie istnieje

500 naukowców pisze do ONZ: klimatyczny alarm to bzdura!

Nie ma czegoś takiego jak “kryzys klimatyczny”, pisze ponad 500 naukowców

Co by nie mówić, hasło “500 naukowców” brzmi imponująco i nadaje treści powagi. Zwłaszcza, że nie mamy do czynienia z ludźmi wziętymi z ulicy, lecz – jak głosi tekst – z “kompetentnymi i doświadczonymi naukowcami oraz specjalistami w badaniach klimatu i dziedzinach pokrewnych”. Swoją drogą, naprawdę doceniam zaskakującą zmianę optyki denialistów. Publicyści, którzy przez lata bronili się przed argumentem z autorytetu i z oślim uporem przekonywali o powszechnej omylności uczonych – nagle docenili głos nauki, a nawet sami z dumą podparli się zdaniem naukowców.

Inna rzecz, że szacunek do specjalistów przybrał w tym przypadku karykaturalną i mocno wybiórczą formę. Przede wszystkim list zaadresowany do Sekretarza ONZ wyszedł spod pióra “500 naukowców”, ale nie “500 klimatologów”. Pisząc konkretniej, na całej długaśnej liście nazwisk znajduje się (plus, minus) około dwudziestu aktywnych uczonych specjalizujących się w badaniach klimatu i w fizyce atmosfery. Dwudziestu na pięciuset. To trochę tak, jakby biolog chciał obalić teorię ewolucji i dla wzmocnienia swojej koncepcji zebrał podpisy kolegów z wydziału prawa. Niby nie skłamie opowiadając, że jego pracę popiera wielu “naukowców”, ale chyba każdy z nas rozumie na czym polega zgrzyt.

A jakie podpisy znajdziemy w liście? Pozwoliłem na wynotowanie kilku najciekawszych “ekspertów klimatycznych”:

Fintan Ryan, emerytowany starszy kapitan linii lotniczych, członek Royal Aeronautical Society;
David Thompson, magister dietetyki zwierząt;
Roberto Bonucchi, nauczyciel (nie podano jakiego przedmiotu);
Paul Cliteur, profesor nauk prawnych, członek Senatu Holandii;
Luigi Fressoia, architekt miejski, Perugia;
Jaap van der Vuurst de Vries, emerytowany profesor inżynierii naftowej;
Ingemar Nordin, emerytowany profesor filozofii, Uniwersytet Linköping;
Christopher J.S. Game, emerytowany neurofizjolog, Australia;
David E. Dirkse, były informatyk i nauczyciel matematyki.

Do wyboru do koloru: ekonomiści, chemicy, lekarze, genetycy, astronomowie, fizycy jądrowi, matematycy, geolodzy, inżynierowie… Do festynu brakuje tylko fryzjerów i piekarzy. Co ciekawe, z Polski załapały się tylko trzy nazwiska: Marek Boiński, Jarosław Grzesik oraz Dominik Kolorz. Nie kojarzycie? Ja również nie, ale Google podpowiadają, że to aktywni działacze NSZZ “Solidarność”, bez związków ze środowiskiem akademickim, za to wpierający spółki węglowe i energetyczne. Ot ważny głos w sprawie badań atmosfery na naszym krajowym podwórku.

Oczywiście, ktoś może powiedzieć, że nie dyplom i nie uczelnia świadczą o wiedzy oraz rzetelności. Być może, ale jeżeli chwalimy się poparciem autorytetów, warto zadbać, aby byli oni specjalistami właśnie omawianej dziedziny. Pomysły najzdolniejszego nawet architekta czy pilota, nie będą miały pierwszeństwa przed zdaniem osoby, która poświęciła lata na badanie zmian atmosfery. Znamienny jest również fakt, że lwia część specjalistów z listy to albo emeryci, albo reprezentanci przemysłu, w tym również branży wydobywczej.

Mamy zatem do czynienia z apelem co najwyżej kilkudziesięciu osób, rzeczywiście zajmujących się sprawami klimatu. Kilkudziesięciu pracowników wyłowionych z uczelni (albo i nie) rozsypanych po całym wielkim świecie. To już nie wygląda tak imponująco. Wręcz przeciwnie, mowa o pewnym marginesie, który dwoi się i troi aby jakkolwiek zaznaczyć swoją obecność. Strategia nie jest szczególnie odkrywcza i polega na sprawianiu wrażenia, jakoby w dyskursie ciągle tlił się spór co do fundamentów obserwowanych zmian klimatu. Jest to jednak manipulacja, bowiem wątpliwości można znaleźć w zaledwie około 3% publikacji na ten temat. To trochę za mało aby popularyzować twierdzenie o “podzielonych zdaniach naukowców”.

Wracając do samej deklaracji. Opiera się ona na kilku tezach z gruntu sprzecznych z aktualnym stanowiskiem nauki. Dowiadujemy się z niej jakoby “ocieplenie postępowało znacznie wolniej niż pierwotnie przewidywano”, “działanie gazów cieplarnianych było wyolbrzymiane”, “polityka klimatyczna opierała się o nieodpowiednie modele”, a także “globalne ocieplenie nie przyczyniło się do nasilenia klęsk żywiołowych”. Oczywiście autorzy operują wyłącznie ogólnikami, nie polemizując przy tym z żadnymi oficjalnymi raportami czy statystykami. Jak zauważyli naukowcy (ci prawdziwi) recenzujący tekst – jak Twila Moon czy Timothy Osborn – treść ignoruje ugruntowaną wiedzę naukową, powtarza dawno obalone hipotezy, jak również łączy rzeczywiste wątpliwości z bezpośrednimi kłamstwami, wprowadzając do dyskusji celowy chaos. (Przy okazji, choć autorzy listu istotnie wyrażają sceptycyzm, co do powagi nadchodzącego kryzysu, nie negują samego globalnego ocieplenia, ani nawet jego antropogenicznego charakteru. Z tym większą uciechą przyjmuję aktywność denialistów powołujących się na ten dokument. Nagle przyznają oni, że temperatury faktycznie rosną, a przyczyną istotnie jest przemysłowa emisja CO2 – choć jeszcze chwilę temu uważali takie twierdzenia za niedorzeczne).

Jednak najbardziej ujmujący pozostaje pierwszy postulat listu stwierdzający, że “klimatologia powinna być mniej polityczna”. Piękny apel i trudno odmówić mu racji. W końcu, ostatnie czego potrzebuje nauka to przenoszenie rzeczowej debaty z uczelnianych auli i branżowych czasopism, do politycznych deklaracji i organów ONZ. Czyż nie?

PS Tytuł tekstu “500 autorów przeciwko klimatologii” to odniesienie do haniebnej publikacji z lat 30. “100 autorów przeciwko Einsteinowi”, która bez merytorycznych podstaw miała dyskredytować osiągnięcia twórcy teorii względności. Skojarzenie nasunęło się samo.
Głupota na niedzielę: Najwyższy czas na koniec świata Janusze nauki #1: fizyka na Wykopkach Głupota na niedzielę: proszę nie pić wody chlorowanej