Wszechświat obserwowalny, choć wydaje się odmóżdżająco przepastny, tak naprawdę stanowi tylko część wszechświata jako całości. Jak wygląda jego reszta?

Bardzo krótko: Tak samo. Nie ma fizycz­nego powodu, aby nie­wi­doczna część wszech­świata różniła się od tej widocz­nej.

Ciut dłużej: Wszech­świat jest naprawdę spory. Cytując Douglasa Adamsa: “może Ci się wydawać, że od Twojego domu do drogerii jest daleko, ale to nic w porów­na­niu z kosmosem”. O jakich wiel­ko­ściach mówimy? Już przy tym pytaniu trafiamy na pierwszą pułapkę. Tu i ówdzie natra­fisz na bardzo kon­kretną liczbę 92 miliar­dów lat świetl­nych. Czy to dużo? Pamię­ta­jąc o tym, że średnica całej Drogi Mlecznej wynosi zaledwie 100 tysięcy lat świetl­nych, na pewno niemało. Ale musimy być świadomi, że myślimy tylko o średnicy wszech­świata widzial­nego, nazy­wa­nego też wszech­świa­tem obser­wo­wal­nym. To żaden wyra­fi­no­wany koncept. Po prostu światło posiada pewną nie­prze­kra­czalną prędkość, w związku z czym fotony wyemi­to­wane przez baaaaar­dzo odległe obiekty, jeszcze do nas nie dotarły. A jeśli dodamy do tego wszyst­kiego fakt ciągłej eks­pan­sji wszech­świata i wza­jem­nej ucieczki galaktyk, okazuje się, że nasze kosmiczne pole widzenia jest i zawsze będzie mocno ogra­ni­czone. Żyjemy więc w swego rodzaju bańce o okre­ślo­nych roz­mia­rach. (O tym dlaczego widzialny wszech­świat ma akurat taką wielkość pisałem już w innym tekście, acz­kol­wiek nie roz­wia­łem w nim wszyst­kich wąt­pli­wo­ści więc chyba poświęcę temu zagad­nie­niu więcej miejsca w przy­szło­ści).

Skoro mówimy o wszech­świe­cie obser­wo­wal­nym, to naj­wy­raź­niej nauka zakłada również ist­nie­nie wszech­świata nie­ob­se­ro­wal­nego, czyli wszech­świata poza naszą bańką. I tu pojawia się pytanie, które usły­sza­łem już kil­ku­krot­nie: czy “tamten” wszech­świat wygląda tak samo jak “nasz” wszech­świat?

Granice wszechświata widzialnego

Przede wszyst­kim musimy wyeli­mi­no­wać z naszego myślenia podział na “tamten” i “nasz”. Jak usta­li­li­śmy, wszech­świat widzialny to po prostu ten fragment kosmosu, z którego światło do nas dotarło. Ma on więc kształt rów­niut­kiej kuli, w centrum której siedzi obser­wa­tor. W naszym przy­padku to ludzik korzy­sta­jący z zaawan­so­wa­nych tele­sko­pów aby pooglą­dać bardzo dalekie kwazary. Trak­tu­jąc to dosłow­nie, możemy dojść do łech­ta­ją­cego ego stwier­dze­nia, że człowiek jednak jest pępkiem wszech­świata. (Hura!) Tyle tylko, że jeżeli istnieje jakaś cywi­li­za­cja w galak­tyce Wia­tra­czek, będzie ona umiej­sco­wiona w środku własnego obser­wo­wal­nego wszech­świata, o takich samych roz­mia­rach, lecz prze­su­nię­tego względem nas o 21 milionów lat świetl­nych. (Nie hura.) Kosmita z Wia­traczka ujrzy więc kilka kwazarów nie­do­stęp­nych dla naszych oczu, ale jed­no­cze­śnie nie będzie mógł dojrzeć innych ciał, znaj­du­ją­cych się w naszym zasięgu.

Piszę o tym tylko po to, aby wykazać, że nasz wszech­świat obser­wo­walny nie jest niczym szcze­gól­nym. To jedynie swego rodzaju horyzont zdarzeń, który fizycz­nie ogra­ni­cza nasze kontakty z resztą kosmosu. Mimo to, cały wszech­świat – widzialny i nie­wi­dzialny – powstał w tym samym procesie i roz­ra­stał się w ana­lo­giczny sposób. Stąd mamy pełne prawo zakładać, iż 100 miliar­dów lat świetl­nych stąd, choć tego nie widzimy, panują iden­tyczne prawa fizyki jak na Ziemi. Działa tam taka sama gra­wi­ta­cja, taki sam elek­tro­ma­gne­tyzm, a mikro­fa­lowe pro­mie­nio­wa­nie tła niesie taką samą tem­pe­ra­turę. To z kolei pozwala zakładać, że znajduje się tam pełno zwykłego wodoru, z którego powstały zwy­czajne galak­tyki, zwy­czajne czarne dziury, zwy­czajne gwiazdy i zwy­czajne układy pla­ne­tarne. Zatem, skoro bliski nam wszech­świat cha­rak­te­ry­zuje się izo­tro­pią i jed­no­rod­no­ścią w każdym kierunku, nie ma powodu aby poza nim istniały jakieś szalone anomalie.

Ale żeby nie było za nudno. Co by nie mówić o jed­no­rod­no­ści wszech­świata, choć wszyst­kie jego elementy wyglą­dają na dość podobne, to jednak pewnie różnice istnieją (inaczej byś tego nie czytał). W końcu galak­tyki miewają nieco różne kształty, gwiazdy są mniejsze lub większe, a zaledwie nie­wielki ułamek planet znajduje się w posia­da­niu wody i tlenu. W związku z tym nie da się wyklu­czyć, że np. tuż za granicą naszych obser­wa­cji leży jakieś rekor­dowo duże zgro­ma­dze­nie galaktyk, jakaś spora struk­tura, super­gro­mada czy włókno. Coś co mieści się w ramach normy, a mogłoby być inte­re­su­jące i wpływać na obiekty ze skraju widzial­nego dla nas wszech­świata. Coś takiego mogłoby odpo­wia­dać choćby za zagad­kowe prze­su­nię­cia całych grup galaktyk, w stylu enig­ma­tycz­nego ciemnego prze­pływu.