Wszechświat obserwowalny, choć wydaje się odmóżdżająco przepastny, tak naprawdę stanowi tylko część wszechświata jako całości. Jak wygląda jego reszta?

Bardzo krótko: Tak samo. Nie ma fizycz­nego powodu, aby nie­wi­doczna część wszech­świata różniła się od tej widocz­nej.

Ciut dłużej: Wszech­świat jest naprawdę spory. Cytując Douglasa Adamsa: “może Ci się wydawać, że od Twojego domu do drogerii jest daleko, ale to nic w porów­na­niu z kosmosem”. O jakich wiel­ko­ściach mówimy? Już przy tym pytaniu trafiamy na pierwszą pułapkę. Tu i ówdzie natra­fisz na bardzo kon­kretną liczbę 92 miliar­dów lat świetl­nych. Czy to dużo? Pamię­ta­jąc o tym, że średnica całej Drogi Mlecznej wynosi zaledwie 100 tysięcy lat świetl­nych, na pewno niemało. Ale musimy być świadomi, że myślimy tylko o średnicy wszech­świata obser­wo­wal­nego, nazy­wa­nego też wszech­świa­tem widzial­nym. To żaden wyra­fi­no­wany koncept. Po prostu światło posiada pewną nie­prze­kra­czalną prędkość, w związku z czym fotony wyemi­to­wane przez baaaaar­dzo odległe obiekty, jeszcze do nas nie dotarły. A jeśli dodamy do tego wszyst­kiego fakt ciągłej eks­pan­sji wszech­świata i wza­jem­nej ucieczki galaktyk, okazuje się, że nasze kosmiczne pole widzenia jest i zawsze będzie mocno ogra­ni­czone. Żyjemy więc w swego rodzaju bańce o okre­ślo­nych roz­mia­rach. (O tym dlaczego widzialny wszech­świat ma akurat taką wielkość pisałem już w innym tekście, acz­kol­wiek nie roz­wia­łem w nim wszyst­kich wąt­pli­wo­ści więc chyba poświęcę temu zagad­nie­niu więcej miejsca w przy­szło­ści).

Skoro mówimy o wszech­świe­cie obser­wo­wal­nym, to naj­wy­raź­niej nauka zakłada również ist­nie­nie wszech­świata nie­ob­se­ro­wal­nego, czyli wszech­świata poza naszą bańką. I tu pojawia się pytanie, które usły­sza­łem już kil­ku­krot­nie: czy “tamten” wszech­świat wygląda tak samo jak “nasz” wszech­świat?

Przede wszyst­kim musimy wyeli­mi­no­wać z naszego myślenia podział na “tamten” i “nasz”. Jak usta­li­li­śmy, wszech­świat obser­wo­walny to po prostu ten fragment kosmosu, z którego światło do nas dotarło. Ma on więc kształt rów­niut­kiej kuli, w centrum której siedzi obser­wa­tor. W naszym przy­padku to ludzik korzy­sta­jący z zaawan­so­wa­nych tele­sko­pów aby pooglą­dać bardzo dalekie kwazary. Trak­tu­jąc to dosłow­nie, możemy dojść do łech­ta­ją­cego ego stwier­dze­nia, że człowiek jednak jest pępkiem wszech­świata. (Hura!) Tyle tylko, że jeżeli istnieje jakaś cywi­li­za­cja w galak­tyce Wia­tra­czek, będzie ona umiej­sco­wiona w środku własnego obser­wo­wal­nego wszech­świata, o takich samych roz­mia­rach, lecz prze­su­nię­tego względem nas o 21 milionów lat świetl­nych. (Nie hura.) Kosmita z Wia­traczka ujrzy więc kilka kwazarów nie­do­stęp­nych dla naszych oczu, ale jed­no­cze­śnie nie będzie mógł dojrzeć innych ciał, znaj­du­ją­cych się w naszym zasięgu.
Piszę o tym tylko po to, aby wykazać, że nasz wszech­świat obser­wo­walny nie jest niczym szcze­gól­nym. To jedynie swego rodzaju horyzont zdarzeń, który fizycz­nie ogra­ni­cza nasze kontakty z resztą kosmosu. Mimo to, cały wszech­świat – widzialny i nie­wi­dzialny – powstał w tym samym procesie i roz­ra­stał się w ana­lo­giczny sposób. Stąd mamy pełne prawo zakładać, iż 100 miliar­dów lat świetl­nych stąd, choć tego nie widzimy, panują iden­tyczne prawa fizyki jak na Ziemi. Działa tam taka sama gra­wi­ta­cja, taki sam elek­tro­ma­gne­tyzm, a mikro­fa­lowe pro­mie­nio­wa­nie tła niesie taką samą tem­pe­ra­turę. To z kolei pozwala zakładać, że znajduje się tam pełno zwykłego wodoru, z którego powstały zwy­czajne galak­tyki, zwy­czajne czarne dziury, zwy­czajne gwiazdy i zwy­czajne układy pla­ne­tarne. Zatem, skoro bliski nam wszech­świat cha­rak­te­ry­zuje się izo­tro­pią i jed­no­rod­no­ścią w każdym kierunku, nie ma powodu aby poza nim istniały jakieś szalone anomalie.

Ale żeby nie było za nudno. Co by nie mówić o jed­no­rod­no­ści wszech­świata, choć wszyst­kie jego elementy wyglą­dają na dość podobne, to jednak pewnie różnice istnieją (inaczej byś tego nie czytał). W końcu galak­tyki miewają nieco różne kształty, gwiazdy są mniejsze lub większe, a zaledwie nie­wielki ułamek planet znajduje się w posia­da­niu wody i tlenu. W związku z tym nie da się wyklu­czyć, że np. tuż za granicą naszych obser­wa­cji leży jakieś rekor­dowo duże zgro­ma­dze­nie galaktyk, jakaś spora struk­tura, super­gro­mada czy włókno. Coś co mieści się w ramach normy, a mogłoby być inte­re­su­jące i wpływać na obiekty ze skraju widzial­nego dla nas wszech­świata. Coś takiego mogłoby odpo­wia­dać choćby za zagad­kowe prze­su­nię­cia całych grup galaktyk, w stylu enig­ma­tycz­nego ciemnego prze­pływu.

Ale na żadne cuda raczej bym nie liczył. Poza obser­wo­wal­nym wszech­świa­tem leży po prostu więcej wszech­świata.
  • alla­dy­nek

    Czy na pewno możemy mówić o idealnej kuli, a nie kształ­towi co w prze­kroju jest elipsą? Nasza galak­tyka ma jakiś wektor pręd­ko­ści w pewnym kierunku. Czy zatem światło, które do nas dociera od obiektu od którego się oddalamy nie ma przy­pad­kiem dłuższej drogi niż to idące do nas z obiektu w kierunku którego podążamy (efekt Dopplera)?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Tak mi się zdaje

      Od okre­ślo­nego obiektu może masz rację ale tu przecież chodzi o obszar widzenia a ten jeśli się nie mylę porusza się razem z nami.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Daniel Zabłocki

        Hej. Myślę, że alla­dy­nek ma na myśli (:D) iż ten obszar widzenia w rze­czy­wi­sto­ści powinien być elip­tyczny ze względu na to że nie widzimy czasowo tak samo obiektu “za nami” i “przed nami”. Nadal dla uła­twie­nia lepiej operować okrągłą bańką, jednak jeśli chodzi o dokład­ność to się z nim zgadzam, acz­kol­wiek nie wiem w jakim stopniu elip­tyczny byłby taki obszar widzenia.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • sharent

    Dzięki za wpis!
    Nasunęło mi się pytanie — jeśli jesteśmy w stanie, na pod­sta­wie prze­su­nię­cia widma (odwołuję się do tekstu, dlaczego wszech­świat obser­wo­walny ma średnicę 92 mld LY, a nie 26 mld), określić średnicę obser­wo­wal­nego wszech­świata, to czy nie dys­po­nu­jemy wiedzą, by na podobnej zasadzie określić wielkość całego wszech­świata? Której zmiennej brakuje w tym równaniu? Znamy wiek wszech­świata, znamy tempo pęcz­nie­nia prze­strzeni, znamy (??) wzrost tego tempa wraz ze wzrostem odle­gło­ści. Czy jest jakaś stała “ogra­ni­cza­jąca”, na pod­sta­wie której dałoby się osza­co­wać fak­tyczne rozmiary wszech­świata?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kf2.pl/ Marcin K.

      To tempo pęcz­nie­nia nie jest tak pewne bo odkryto, że stare wyli­cze­nia były robione na małej próbie pulsarów, nowe badania sugerują że wszech­świat nie pęcz­nieje tak szybko jak sądzono, że pęcz­nieje. W sumie nie wiem czy można polegać na tak wró­żeb­nych danych 😀

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arek Wit­t­brodt

        Odnoszę wrażenie, że pomiary w astro­no­mii są nad­zwy­czaj nie­do­kładne (ostatnio np. prze­czy­ta­łem o nowej metodzie “ważenia” gwiazd, dokład­niej­szej od wcze­śniej­szych, która umoż­li­wia okre­śle­nie masy gwiazdy z dokład­no­ścią nawet do… 10% ! ). Więc rze­czy­wi­ście można być scep­tycz­nym wobec wniosków opartych na tak nie­do­kład­nych pomia­rach.

        Ja również sły­sza­łem o tym, o czym wspo­mi­nasz — że nowsze pomiary wykazały, że roz­sze­rza­nie się wszech­świata nie przy­spie­sza aż tak szybko, jak sądzono. Ciągle jednak pomiary te wskazują na rosnące tempo roz­sze­rza­nia się wszech­świata.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie wiem o czym mówi Marcin K., bo odkrycia nagro­dzone Noblem 6 lat temu (pro­wa­dzone przez dwa nie­za­leżne zespoły) dowiodły przy­śpie­sza­ją­cej eks­pan­sji.

      Co do Twojego pytania: tu w ogóle brakuje sen­sow­nego równania. Dane o których mówisz pozwa­lają na obli­cza­nie tego co widzimy, wielkość wszech­świata jako całości możemy jedynie szacować i to zależnie od przy­ję­tego modelu wiel­kiego wybuchu. Inflacja kosmo­lo­giczna bierze pod uwagę moż­li­wość, że widzialny wszech­świat nie jest nawet try­lio­nową częścią całości. Niestety nie mam pod ręką książki Gutha, a szcze­gó­łów nie pamiętam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • amorek

    Rozumiem, że obser­wo­walny wszech­świat stale się roz­sze­rza i kiedyś światło z obecznie nie­wi­docz­nych galaktyk do nas dotrze.
    Czy oznacza to, że nie­bo­skłon staje się coraz jaśniej­szy w miarę jak odległe światło do nas dociera? Czy niebo będzie kiedyś całkiem białe od miliar­dów galaktyk spoza obecnego hory­zontu?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kf2.pl/ Marcin K.

      Tak na prawdę wszech­świat się nie roz­sze­rza bo nie ma nic poza wszech­świa­tem w co mógłby się roz­sze­rzyć, po prostu odle­gło­ści między struk­tu­rami we wszech­świe­cie rosną. Przez co światło nie będzie do nas docierać z rejonów z których nie dociera teraz ponieważ stale one od nas uciekają i dlatego to światło nie dotrze do nas nigdy i nigdy nie zoba­czymy więcej niż teraz.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • amorek

        Chodziło mi o obser­wo­walny wszech­świat, a nie wszech­świat w ogóle, czyli tylko ten jego wycinek który widzimy w danym momencie 🙂 Sam artykuł mówi, że na zewnątrz tej bańki coś jest, więc sama bańka chyba może się powięk­szyć w odpo­wied­niu długim czasie..
        Moje rozu­mie­nie jest takie, że jeśli widzimy galak­tyki w pro­mie­niu 92 mld lat świetl­nych, to za 8 mld lat powinno do nas dotrzeć światło z obiektow odda­lo­nych o 100 mld lat. No chyba, że odle­głość pomiędzy nami a obie­katmi spoza bańki fak­tyzcz­nie rośnie szybciej niż prędkość światła, nie wiem więc pytam 🙂

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kf2.pl/ Marcin K.

        No wlasnie nie dotrze bo wszech­swiat nie jest taki stary jak 100 mld lat a jedynie ma 13 mld wiec swiatlo ktore mialo juz do nas dotrzec dotarlo.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • SzQ1

        “ktore mialo juz do nas dotrzec dotarlo.”

        A to które było trochę dalej jeszcze nie dotarło.

        @disqus_4NnGBGzSeY:disqus Jak na razie wszech­świat widzialny roz­sze­rza się wraz z czasem aż dojdzie do granicy gdzie odle­głość będzie rosnąć szybciej niż światło zdąży ją przebyć. Wtedy wszech­świat widzalny zacznie się kurczyć.

        “Czy oznacza to, że nie­bo­skłon staje się coraz jaśniej­szy w miarę jak odległe światło do nas dociera? Czy niebo będzie kiedyś całkiem białe od miliar­dów galaktyk spoza obecnego hory­zontu?”

        Tak i nie. światło z tych odle­gło­ści jest prze­su­nięte do pod­czer­wieni. Jak chcesz mieć jaśniej­sze niebo to musisz się prze­pro­wa­dzić do cen­tral­nych części galak­tyki. Sze­ro­kiej drogi.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arek Wit­t­brodt

        Gra słów. Wszech­świat może roz­sze­rzać się sam w siebie jeśli jest nie­skoń­czony. Jeśli jest skoń­czony ale zakrzy­wiony (zamknięty), to rosnąc może jego objętość co jest prak­tycz­nie rzecz biorąc jed­no­znaczne z jego roz­sze­rza­niem się.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Tak jak powie­dział Marcin, niejako kon­ku­rują tu ze sobą dwa procesy. Z jednej strony dolatują do nas fotony z coraz dalszych zakątków kosmosu. Z drugiej jednak eks­pan­sja wszech­świata rośnie i w dalekiej przy­szło­ści czeka nas raczej problem odwrotny: nasze niebo będzie uboższe.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.szatkus.pl szatkus

    Takie pytanie, mniej więcej w temacie.

    Czytałem kiedyś wyja­śnie­nie pła­sko­ści wszech­świata, że po Wielkiej Inflacji prze­strzeń została jakby gwał­tow­nie nadmu­chana i tak jak mały obszar Ziemi wydaje się płaski tak samo wszech­świat jest płaski, bo jest małym obszarem na tej bańce, którą nadmu­chała Wielka Inflacja. Czy to znaczy, że prze­strzeń może być sferą, gdzie wszyst­kie ciała nie­bie­skie znajdują mniej więcej na powierzchni tej sfery?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Już komuś na podobną wąt­pli­wość odpo­wia­da­łem na fb. 😉 Rze­czy­wi­ście istnieje taka moż­li­wość; czy raczej nie możemy wyklu­czyć, że takowa istnieje. Tak jak patrząc wokół siebie powierzch­nia Ziemi wydaje się płaska, tak nasz skrawek wszech­świata może tworzyć złu­dze­nie pła­sko­ści. Przy czym uczulam, że mówimy tu o kształ­cie całej trój­wy­mia­ro­wej prze­strzeni, więc sfera o której mówisz to tylko przy­bli­że­nie. Jed­no­cze­śnie to i tak nie ma dla nas żadnego fizycz­nego zna­cze­nia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • vriesk

        Nie pomijam, to też napi­sa­łem — że może. Tyle, że my tego nie możemy widzieć, bo światło z tą infor­ma­cją do nas jeszcze nie dole­ciało.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie pod tym komen­ta­rzem. 😉

        Wiem chyba o co Ci chodzi i też mi to chodziło po głowie. Mia­no­wi­cie, skoro widzimy jakiś obiekt, który jest przy­cią­gany przez inny, to powin­ni­śmy widzieć ten obiekt bo gra­wi­ta­cja i prędkość światłą poru­szają się tak samo. Ale (mogę się mylić) to nie jest poprawne rozu­mo­wa­nie. Przecież to nie do nas dotarło oddzia­ły­wa­nie gra­wi­ta­cyjne, które oddzia­łuje na widoczną dla nas galak­tykę. My widzimy, że coś ją przy­ciąga, czyli ona to coś widzi. Myśląc inaczej doszli­by­śmy do para­doksu. Obiekt z samego skraju wszech­świata obser­wo­wal­nego musiałby (dla nas jako obser­wa­to­rów) reagować tylko na oddzia­ły­wa­nia płynące z naszej strony.

        Weźmy eks­pe­ry­ment myślowy, w którym we wszech­świe­cie obser­wo­wal­nym pojawia się fragment naszego Układu Sło­necz­nego. Widzimy dajmy na to tylko ostatnią planetę. Na pewno dostrze­żemy, że porusza się ona po orbicie — jest przez coś przy­cią­gana, choć jeszcze nie widzimy przez co. Ta gra­wi­ta­cja nie dotarła do nas, tak jak i światło Słońca, ale już wiemy, że coś tam jest.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sean Thingy

    Mam opory, by uznać takie spe­ku­la­cje za naukę. Eks­tra­po­la­cja znanego na nieznane może być (i często bywa) fałszywa już choćby z tego powodu, że nie znamy wszyst­kich praw rzą­dzą­cych wszech­świa­tem (a w szcze­gól­no­ści jego powsta­niem i rozwojem); ba, zagadek jest cała masa, także ciemna (pun intended).
    Dodat­kowo, już na początku zakła­damy nie­po­zna­wal­ność tych innych części wszech­świata, co impli­kuje nie­fal­sy­fi­ko­wal­ność czyli de facto nie­nau­ko­wość (podoba mi się to zdanie 😀 ). A stąd już blisko do religii i wyznaw­ców.
    Rozumiem prze­słanki, ale miałbym więcej pokory wobec tego, co natura może “wymyślić”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Arek Wit­t­brodt

      Eks­tra­po­la­cja znanego w nieznane to nie­od­łączna część nauki (możnaby powie­dzieć, że to właśnie ta tzw. zdolność nauki do prze­wi­dy­wa­nia).

      To, że tych prze­wi­dy­wań nie da się zwe­ry­fi­ko­wać, to już zupełnie inna para kaloszy — ale nigdy w życiu nie powie­dział­bym, że spe­ku­la­cje oparte na faktach i logice są bliskie religiom, które nie są oparte na żadnych faktach i pełne logicz­nych sprzecz­no­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sean Thingy

        To prawda, trochę nie­po­trzeb­nie tę religię wtrą­ci­łem, choć jak znam różnej maści ludzi wie­rzą­cych, to taką okazję (że też wierzymy w coś, czego nie jesteśmy w stanie poznać) natych­miast by wyko­rzy­stali, co zresztą zdarza się bez przerwy. Ale w sumie racja.
        Nato­miast “eks­tra­po­la­cja znanego w nieznane to nie­od­łączna część nauki” — a i owszem. Tylko że tu z defi­ni­cji zamykamy sobie drogę do wery­fi­ka­cji, więc nie wydaje mi się to naukowe (jeśli przyj­miemy, że nie­od­łączną częścią nauki jest oparcie o fakty czyli obser­wa­cje). W tej chwili toczą się spory, czy na przykład teoria strun albo teoria wie­lo­świa­tów jest naukowa, bo dają prze­wi­dy­wa­nia albo właśnie nie­we­ry­fi­ko­walne, albo o to się ocie­ra­jące — problem z naszego wątku chyba się do tego kwa­li­fi­kuje.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sean Thingy

        Dodat­kowo, zazwy­czaj postęp w nauce to nie prosta eks­tra­po­la­cja, ale jakaś “wartość dodana” — trudno uznać OTW jedynie za eks­tra­po­la­cję teorii Newtona; podobnie nie da się z teorii Maxwella wejść w świat kwantów itp. W naszym przy­padku co prawda nie wymy­ślamy nowej teorii, ale roz­cią­gamy ist­nie­jącą na część nam nie­do­stępną (wedle naszej obecnej wiedzy), ale to też wysoce ryzy­kowne — kiedyś eks­tra­po­la­cja wyglądu Kosmosu wyglą­da­łaby zupełnie inaczej niż od czasu odkrycia galaktyk czyli czasów Edwina Hubble’a.
        Nie twierdzę, że nie mamy do tego prawa albo że to mylny trop. Tak się tylko zasta­na­wiam po ama­tor­sku, czy aby na pewno to jeszcze nauka. Nie prze­są­dzam.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Jakub Zawi­now­ski

        Ehhh te kłótnie na Kwantowo… Zawsze to samo — prze­rzu­cają się logicz­nymi argu­men­tami, odwołują do auto­ry­te­tów i praw nauko­wych, zamiast jak każdy porządny inter­nauta powie­dzieć co kto robił wczoraj w nocy z czyją starą. Powinno się zamykać takie blogi za rażące zawy­ża­nie śred­niego poziomu inter­netu. Wstydź­cie się!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Panowie. Słowo, którego szukacie to kon­fir­ma­cja i oczy­wi­ście jest ono nie­od­łączną, fun­da­men­talną częścią metody naukowej. Pisałem o tym obficie, ale chyba już wielu zapo­mniało: https://www.kwantowo.pl/2016/02/01/hipoteza-to-nie-teoria-zapamietaj/ Sean, drogi do wery­fi­ka­cji w pełnym tego słowa zna­cze­niu sobie nie zamykamy — ona jest zamknięta cały czas z przyczyn tech­nicz­nych. Wery­fi­ka­cja ozna­cza­łaby abso­lutne spraw­dze­nie danego twier­dze­nia, tak że byli­by­śmy pewni braku jakich­kol­wiek wyjątków. Innymi słowy, chcąc zwe­ry­fi­ko­wać, ale tak naprawdę zwe­ry­fi­ko­wać OTW, musiał­byś udać się do galak­tyki Andro­medy i tam prze­pro­wa­dzić badania. Potem do galak­tyki Sombrero. Potem do kwazara MACS0647-JD. W końcu również poza wszech­świat widzialny i również tam spraw­dzić czy aby tezy Ein­ste­ina znajdują potwier­dze­nie.

        W idealnym świecie dopiero upew­nie­nie się, że nie istnieje żaden przy­pa­dek prze­czący danej teorii, możemy uznać ją za poprawną. To jednak prak­tycz­nie wyklu­czone, więc cały czas zado­wa­lamy się kon­fir­ma­cją, opartą m.in. o zało­że­nie, że jednak wszech­świat jest podobny, a wszyst­kie prawa logiki, mate­ma­tyki i fizyki są wszędzie iden­tyczne. Czy tworzy to ryzyko błędu? Tak, ale to część nauk empi­rycz­nych.

        “To prawda, trochę nie­po­trzeb­nie tę religię wtrą­ci­łem, choć jak znam różnej maści ludzi wie­rzą­cych, to taką okazję (że też wierzymy w coś, czego nie jesteśmy w stanie poznać) natych­miast by wyko­rzy­stali, co zresztą zdarza się bez przerwy. Ale w sumie racja.”

        To jedynie ich problem nie­zro­zu­mie­nia istoty nauki. I religii. https://www.kwantowo.pl/2014/11/04/wiara-nauka-i-hipokryzja/

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Sean Thingy

        Wszystko to fajnie, ale jest dla mnie różnicą, czy odnosimy się spraw trudno osią­gal­nych, bo na przykład potrzeba zbyt wysokich energii jak na obecne moż­li­wo­ści (M-teoria i pokrewne, ogólnie cząstki ele­men­tarne), czy też dys­ku­tu­jemy o kwe­stiach nie­po­zna­wal­nych z defi­ni­cji, bo nie­ob­ser­wo­wal­nych. Można dys­ku­to­wać, czy to synonimy, ale wydaje mi się, że w tym przy­padku tak: jeśli czegoś nie możemy zaob­ser­wo­wać (w jaki­kol­wiek sposób), to chyba jest dla nas nie­po­zna­walne. Jeżeli tak, to taka M-teoria jawi mi się jako hipoteza naukowa, ale już spe­ku­la­cje co do natury i kształtu wszech­świata poza naszym hory­zon­tem obser­wa­cyj­nym wydają mi się jeszcze słabszej natury i słowo “spe­ku­la­cja naukowa” nie wiem, czy nie byłoby wła­ściw­sze, o ile “naukowa” też nie byłoby nad­uży­ciem. Tak, wiem — dzie­le­nie łebka szpilki 😀
        Wyjściem z tego jest oczy­wi­ście odkrycie sposobu na złamanie tej nieobserwowalności/niepoznawalności, ale nie wiemy, czy to jest nawet teo­re­tycz­nie możliwie.
        I dzięki za linka, powi­nie­nem go pewnie prze­czy­tać jeszcze przed tą odpo­wie­dzią, ale wymaga więcej czasu i sku­pie­nia niż teraz mnie na to stać 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arek Wit­t­brodt

        Jeśli mówimy o tych kon­kret­nych domy­słach na temat natury całego wszech­świata, to owszem — masz rację. Są to tylko nasze “fantazje”, nawet jeśli poparte są solid­nymi faktami i logiką. Podobnie sprawa ma się ze wspo­mnianą przez ciebie teorią strun, acz­kol­wiek w tym przy­padku jest nadzieja, że jednak można będzie ją kiedyś spraw­dzić (a przy­naj­mniej tak sły­sza­łem).

        Ogólnie rzecz biorąc jednak to, że coś jest nieznane nie oznacza auto­ma­tycz­nie, że jest nie­po­zna­walne. To dzięki takim domysłom tego, co nieznane na pod­sta­wie tego, co znane odkry­wamy nowe rzeczy i spraw­dzamy nasze teorie (pierwszy z brzegu przykład — cząstki ele­men­tarne: elek­trony, neutrony, protony, kwarki, bozon Higgsa itp).

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://swiat.jutra.ovh keeeper

    Skoro wszech­świat ma wiek około 14mld lat, a już rozrósł się do niemalże 100mld lat świetl­nych to ozna­cza­łoby, ze tempo eks­pan­sji jest większe od szyb­ko­ści światła, czyli z czasem nasza “bańka” się skurczy i będziemy widzieć co raz mniej gwiazd aż do cał­ko­wi­tego zaciem­nie­nia (co i tak nastąpi daleko po tym jak słońce zgaśnie). . Dobrze kal­ku­luję?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • sharent

      tak

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • SzQ1

      Swoją drogą skoro istnieje fizyczno-magiczny proces, który przybywa cza­so­prze­strzeni to jeśli jest to proces odwra­calny nie­wy­ma­ga­jący nie­skoń­czo­nej energii to możliwe jest wyprze­dze­nie światła jak i samej eks­pan­sji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Arek Wit­t­brodt

    “Nie ma fizycz­nego powodu, aby nie­wi­doczna część wszech­świata różniła się od tej widocz­nej.”

    Teoria inflacji wyjaśnia, dlaczego widzialny wszech­świat jest taki jed­no­rodny. Gwał­towne roz­sze­rze­nie się tuż po wielkim wybuchu wygła­dzić miało wszelkie nie­rów­no­ści. Jeśli dobrze rozumiem, jakie­kol­wiek nie­jed­no­rod­no­ści, które wtedy istniały (a zakładam, że istnieć musiały — bo inaczej nie trzeba by wyja­śniać jed­no­rod­no­ści naszego widzial­nego kosmosu) zostały po prostu powięk­szone.

    Więc skoro jesteśmy już w sferze domysłów, to pokuszę się o własne.

    Myślę, że gdzieś indziej wszech­świat może różnić się od tego, co widzimy wokół siebie. Nie twierdzę rzecz jasna, że jest tak tuż za naszym kosmicz­nym hory­zon­tem — wręcz prze­ciw­nie. Wszech­świat jest bardzo jed­no­rodny, więc można z dużą dozą pewności założyć, że jest tak w każdym jego miejscu — każdy obser­wo­walny wszech­świat wydaje się jego (hipo­te­tycz­nym) miesz­kań­com jed­no­rodny.

    Ale zmiana jednak nastę­puje — nie­sa­mo­wi­cie powoli, możliwe że w sposób nie­moż­liwy do zaob­ser­wo­wa­nia, ale jednak. I może w odle­gło­ści miliarda miliar­dów widzial­nych wszech­świa­tów tamten kawałek wszech­świata różni się już znacząco od naszego.

    Jeśli dobrze pamiętam, było pewne badanie które wykryło w mikro­fa­lo­wym pro­mie­nio­wa­niu tła taką właśnie zmianę suge­ru­jącą na ist­nie­nie struktur więk­szych od naszego obser­wo­wal­nego wszech­świata. Tylko nie pamiętam już, co się z tym badaniem stało: czy zostało obalone, potwier­dzone?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Daniel Zabłocki

    Świetny tekst Adam, dzięki 🙂
    Fajnie by było kiedyś poznać odpo­wie­dzi n te wszyst­kie pytania. Łudzę się małą nadzieją, że kiedyś spe­cjal­nie lub przy­pad­kiem odkry­jemy coś takiego jak sieć filo­tyczna z książek o Enderze. Teoria strun i splą­ta­nie kwantowe dają jakieś nadzieję na to. Wiem, wiem wchodzę w SF, ale jakoś trzeba sobie teamat uroz­ma­icić 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sean Thingy

      Ta, chyba wszyscy, którzy się tym inte­re­sują mają podobne marzenia. Wycieczki po Wszech­świe­cie. “A, ostatnio byłem przy Betel­geu­zie, ciągle nie wybucha”. “Właśnie wróciłem z Andro­medy, fajnie było, ale tra­fi­li­śmy na mil­le­nijną inwazję sra­ta­ta­ków i musie­li­śmy skrócić pobyt”. “Okolice kwazara MACS0647-JD są prze­re­kla­mo­wane — za dużo światła i musie­li­śmy nosić duże filtry”. “Dziew­czyny z okolic czarnej dziury w jądrze Drogi Mlecznej są boskie, muszę tam wrócić w przyszły weekend”. “Uwaga podróżni, goni nas stado głodnych coeurlów, prosimy pożegnać się z dotych­cza­sową powłoką i wybrać kolejną”.
      Oj, nie dożyję. Pozo­staje s-f 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • vriesk

    Wydaje mi się, że nie masz racji w kwestii teo­re­tycz­nego wpływu spoza widzial­nego hory­zontu.

    Zakła­da­jąc, że gra­wi­ta­cja roz­cho­dzi się z pręd­ko­ścią światła (a, o ile rozumiem, naj­now­sze odkrycia fal gra­wi­ta­cyj­nych to potwier­dzają), to jeśli coś byłoby w stanie oddzia­ły­wać na obser­wo­wany przez nas obiekt, to tak samo mogłoby być dla nas obser­wo­walne wprost. Zatem, jeżeli znajduje się poza naszym obser­wo­wal­nym hory­zon­tem, to owszem, może mieć jakiś wpływ na obser­wo­walne przez nas obiekty, ale “później”, niż je widzimy — więc nie może odpo­wia­dać za kształt struktur, które obser­wu­jemy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Pomijasz jedną rzecz. Jeżeli coś jest poza naszym (!) wszech­świa­tem obser­wo­wal­nym to nie może wpłynąć gra­wi­ta­cyj­nie, ani w żaden inny sposób na nas. Jednak, dla jakiejś odległej galak­tyki, jej horyzont widzial­no­ści jest prze­su­nięty (leży ona w centrum swojego obser­wo­wal­nego wszech­świata) i obejmuje inne struk­tury, które na nią wpłyną, choć na nas jeszcze nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://rob006.net/ rob006

        Ale jeśli mamy obiekt A, który wpływa gra­wi­ta­cyj­nie na obiekt B, i tylko obiekt B jest dla nas widoczny, to mamy:
        X — odle­głość pomiędzy obiek­tami A i B.
        Y — odle­głość pomiędzy obiektem B a Ziemią.
        Obiekt A musi najpierw wpłynąć na obiekt B (sygnał gra­wi­ta­cyjny roz­cho­dzi się z pręd­ko­ścią światła, więc zajmuje mu to X * c), a po tym obiekt B “musi przesłać” infor­ma­cję o tym na Ziemię (również z pręd­ko­ścią światła — Y * c). W jaki sposób prze­sła­nie tej infor­ma­cji z A na B a później na Ziemię (czyli poko­na­nie odle­gło­ści X + Y) będzie szybsze niż prze­sła­nie infor­ma­cji bez­po­śred­nio z obiektu A na Ziemię?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Nie bierzesz pod uwagę sce­na­riu­sza, w którym ciało wcho­dzące w obręb naszego hory­zontu, JUŻ w tym momencie pozo­staje w gra­wi­ta­cyj­nej zależ­no­ści z innym ciałem. Jeżeli jest to jakaś planeta, leżąca na skraju swojego układu lub gwiazdy będące na skraju swojej galak­tyki — to przecież nie będą stały w miejscu, czekając aż dostrze­żemy też to co je przy­ciąga. Sytuacja ta nie łamie żadnej zasady; łamałaby gdyby ów nie­wi­doczny obiekt działał na nas gra­wi­ta­cyj­nie zanim go zoba­czy­li­śmy. My nato­miast wiemy tylko tyle, że przy­ciąga obser­wo­wane ciało i że tamto ciało musi je widzieć.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://rob006.net/ rob006

        Nie bierzesz pod uwagę sce­na­riu­sza, w którym ciało wcho­dzące w obręb
        naszego hory­zontu, JUŻ w tym momencie pozo­staje w gra­wi­ta­cyj­nej
        zależ­no­ści z innym ciałem.

        Czym jest “JUŻ”? Jeśli zoba­czymy obiekt B oddalony o 10 mln lat świetl­nych od nas, to wiemy tylko co się działo z nim 10 mln lat temu. Ana­lo­gicz­nie dla niego — oddzia­ły­wa­nie gra­wi­ta­cyjne obiektu A odda­lo­nego o kolej­nych 10 mln lat świetl­nych dotrze do niego dopiero po 10 mln lat. A więc obiekt B potrze­buje 10 mln lat żeby dostrzec obiekt A i kolej­nych 10 mln żeby prze­ka­zać ta infor­ma­cję nam na Ziemi. W jaki sposób to może być szybsze niż bez­po­śred­nie wysłanie infor­ma­cji z A na Ziemię?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Już, czyli w momencie gdy staje się dla nas obser­wo­walny. Wybacz, wydawało mi się, że wynika to jasno z kon­tek­stu. A to o czym mówisz jest przecież zupełnie inną sytuacją. Uprasz­cza­jąc. Kiedy masz galak­tykę A, pozo­sta­jącą w gra­wi­ta­cyj­nym związku ze swoją grupą i super­grupą, i wchodzi w obręb naszego wszech­świata obser­wo­wal­nego, to możemy dedu­ko­wać co ona widzi i co ją przy­ciąga. Nato­miast, kolejne zmiany doty­czące tego układu, np. wyrwanie się z grupy czy prze­chwy­ce­nie przez inną, do których dojdzie gdy ta galak­tyka już znajduje się w naszym zasięgu; oczy­wi­ście wymagają czasu i wtedy zasto­so­wa­li­by­śmy takie rozu­mo­wa­nie jakie zapre­zen­to­wa­łeś powyżej.

        Tylko nie wiem czy rozu­miesz, że mówimy o dwóch różnych, nie­wy­klu­cza­ją­cych się sce­na­riu­szach.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://rob006.net/ rob006

        OK, to fak­tycz­nie ma sens. Dzięki za wyja­śnie­nie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marek Mirek

    Adamie. Zało­że­nia dla których obecnie obser­wu­jemy dostępny nam kawałek Wszech­świata są takie, na jakie obecnie nas stać. Naszą men­tal­ność, środki tech­niczne, przy­zwy­cza­je­nie do odkryć nauki jakie teraz są nam znane. I to jest oczy­wi­ste, zro­zu­miałe i chwa­lebne. Moim przy­kła­dem na prze­kra­cza­nie granic obser­wa­cji, ale także granic “zatwar­dze­nia” naszych mózgów, takim ćwi­cze­niem logicz­nym umysłu, wymy­ślo­nym już dawno na swoją potrzebę postrze­ga­nia świata jest wyobra­że­nie sobie, uwaga, postrze­ga­nia świata przez uczonych ludzi, np. z okresu śre­dnio­wie­cza. Uczeni ówcześni, otwarte umysły, giganci inte­lektu na owe czasy. Będący poważani przez swoich ówcze­snych kolegów, uczonych również wielce. Sie­dzieli w swoich wieżach, obser­wa­to­riach czy innych mądrych labo­ra­to­riach. Żaden z tych zacnych mężów nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego, że jego ciało prze­szy­wają w owym czasie miliardy cząstek, obecnie zwanych neu­tri­nami w każdej chwili, gdy mrugali powie­kami. Nie wie­dzieli oni również, że pro­mie­nio­wa­nie elek­tro­ma­gne­tyczne wsze­la­kiego rodzaju przenika ich ciała, zamki w których pracują, oraz oko­liczne wsie i prostych ludzi krzą­ta­ją­cych się wokoło swoich gospo­darstw. Nie zdawali sobie sprawy z tego, że bły­ska­wice jaśnie­jące podczas burz i ich grzmoty to nie afir­ma­cje gniewu Bożego ale natu­ralne jak naj­bar­dziej skład­niki przyrody, którą wówczas starali się z nabo­żeń­stwem i bojaźnią badać i poznawać.
    Inaczej jeszcze. Jesteśmy jak ryby w potoku. Wygrze­wamy się w świetle sło­necz­nym gdy ta gwiazda świeci, ale boimy się i pierz­chamy pod kamienie, gdy chmury zasłonią jej blask. Nie znamy jeszcze milionów inte­rak­cji, które nas obecnie dotyczą. Nie jesteśmy ich w stanie nawet prze­wi­dzieć. Przy­pusz­czam, że obecne bajania o duchach, widmach i zjawach w starych domach da się wyjaśnić racjo­nal­nie i naukowo w czasach, gdy będziemy posiadać i wiedzę i narzę­dzia potrzebne ku temu.
    Być może w tej chwili jesteśmy jak owi zacni, uczeni mężowie w śre­dnio­wiecz­nych zamkach ? Wiemy tylko tyle na ile sobie w danym momencie zapra­co­wa­li­śmy ?
    Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Maciej Kazi­mier­ski

    Sły­sza­łem, że zdarzają się u ciebie wpisy gościnne. Czy mógłbym taki napisać? Jako temat wybrał­bym paradoks dziadka.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Zawsze znajdzie się miejsce na dobry artykuł. Ale, że paradoks dziadka jest dość popu­lar­nym tematem, dobrze byłoby podejść do niego w jakiś ory­gi­nalny sposób.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał Kazi­mier­ski

        Myślałem nad tym aby na początku wpro­wa­dzić krótko czy­tel­nika w zagad­nie­nie, potem omówić dwa lub trzy warianty tego para­doksu, a na końcu przed­sta­wić trzy logiczne roz­wią­za­nia.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marcin Kar­piń­ski

    Ciemny pływ został raczej na dobre obalony po drugim (dokład­niej­szym) mapo­wa­niu mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła. Kash­lin­sky jeszcze później próbował bronić swojej teorii, ale spełzło na niczym bo okazało się, że nie ma potwier­dze­nia w danych. Zatem póki co nie obser­wu­jemy żadnego istot­nego oddzia­ły­wa­nia gra­wi­tac­tyj­nego, które mogłoby suge­ro­wać jakąś ogromną struk­turę poza gra­ni­cami obser­wo­wal­nego wszech­świata.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Marek Mirek

    Adamie, jak Ty się zapa­tru­jesz na projekt CREDO ?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Wło­dzi­mierz Melzacki

    Mam tak wiele podziwu i szacunku dla
    Pana ‚więc bardzo prze­pra­szam za głupie pytania … -Myślałem ‚że
    obser­wo­walny i nie­ob­ser­wo­walny Wszech­świat znajdują się w naszej
    „bańce” . Wszech­świat nie­ob­ser­wo­walny poza naszą „bańką”
    znajduje się chyba w innej „bańce” , której w żaden sposób
    nie uda się nam dojrzeć.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nasza “bańka” to w tej meta­fo­rze horyzont obser­wa­cji. Nie jest on jednak stały i stale się poszerza ogar­nia­jąc obszary, które wcze­śniej należały do wszech­świata nie­ob­ser­wo­wal­nego dla nas. 🙂 Choć oczy­wi­ście, przy tych skalach wiel­ko­ści to powięk­sza­nie trwa strasz­nie wolno.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kuzguwu Boski Dynamit

    Ok przy zało­że­niu ‚że jest nie­skoń­czony (widzialny i nie­wi­dzialny jako całość) ‚a spró­buj­cie sobie wyobra­zić wszechświat,który ma granice i co może być po za tymi gra­ni­cami.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0