Niska temperatura, jałowa gleba, burze pyłowe, niezwykle przerzedzona atmosfera, złożona niemal wyłącznie z dwutlenku węgla. Jakby tego wszystkiego było mało, przyszłym zdobywcom Marsa przez cały czas towarzyszyć będzie niewidzialny zabójca, którego musimy obezwładnić. Promieniowanie kosmiczne.

Magnetyczny stróż

To co współ­cze­śnie mamy, zawdzię­czamy przodkom, którzy mieli odwagę opuścić znany świat. Jeśli powstrzy­mamy takie ini­cja­tywy, prze­ka­żemy potomnym mniej niż sami otrzy­ma­li­śmy.
– Robert Zubrin
Dość zabawny fakt. Nasze ist­nie­nie zawdzię­czamy dzia­ła­niu nie­ma­te­rial­nej tarczy, chro­nią­cej nas przed równie nie­ma­te­rial­nym zagro­że­niem. Wspa­niała bariera ochronna, pod postacią pola magne­tycz­nego Ziemi, pozwala nam na trwanie w błogiej nie­świa­do­mo­ści. Na zapo­mnie­nie, iż Słońce jest nie tylko dawcą życia, ale również rozdętą kulą wodoru, targaną potęż­nymi pro­ce­sami fizycz­nymi. Każda sekunda jego pracy oznacza miotanie dookoła ogromną ilością neutrin, elek­tro­nów, protonów i cząstek alfa, domi­nu­ją­cych na prze­strzeni kil­ku­na­stu miliar­dów kilo­me­trów. A żeby było jeszcze cie­ka­wiej, pustkę mię­dzy­pla­ne­tarną pene­trują również ener­ge­tyczne drobiny o pocho­dze­niu galak­tycz­nym (GCRs). Nie przej­mu­jemy się tym za bardzo, bo owe mikro­sko­pijne pociski mknące z nie­ba­ga­telną pręd­ko­ścią, zostają sku­tecz­nie odparte przez magne­tos­ferę naszej planety. 

Musimy nauczyć się doceniać to bło­go­sła­wień­stwo matki natury, choćby dlatego, że jest pewnym ewe­ne­men­tem. Obecnie, wśród małych, skalnych światów Układu Sło­necz­nego, tylko Ziemia posiada wyraźne i tak efek­tywne pole magne­tyczne. Wszystko dzięki roz­ża­rzo­nym i wciąż płynnym warstwom naszego globu, zwłasz­cza aktyw­nemu żelazno-niklo­wemu jądru. Ruchy miliar­dów ton metalu we wnętrzu Ziemi,

Nasza tarcza w akcji.

 czynią z niej istne dynamo, prze­kształ­ca­jące energię mecha­niczną na pole elek­tro­ma­gne­tyczne, odchy­la­jące igły kompasów i tamujące nie­bez­pieczne pro­mie­nio­wa­nie. Merkury i Wenus posia­dają bardzo ogra­ni­czone magne­tos­fery, nato­miast Mars nie ma jej w ogóle. Nie­wy­klu­czone, iż nasz sąsiad w dalekiej prze­szło­ści dys­po­no­wał własnym murem obronnym, lecz go postra­dał. Prze­pusz­czony wiatr sło­neczny wyste­ry­li­zo­wał planetę (zakła­da­jąc, że coś tam żyło) i zdmuch­nął więk­szość tam­tej­szej atmos­fery, czyniąc jego powierzch­nię znanym obecnie, nie­go­ścin­nym pust­ko­wiem.

Mikroskopijne pociski

Nie ma rady. Marząc  nawet nie o kolo­ni­za­cji, ale zwykłej zało­go­wej wyprawie na Marsa  musimy zmierzyć się z tym bez­li­to­snym prze­ciw­ni­kiem. Do tej pory kwestie pro­mie­nio­wa­nia łatwo było igno­ro­wać. W domu nam nie grozi, stacje kosmiczne krążą na tyle nisko aby zmieścić się pod płasz­czem magne­tos­fery (choć i tak istnieje pewne ryzyko), zaś misje księ­ży­cowe trwały zaledwie kilka dni. Mars to inna bajka. Nie­za­leż­nie od przy­ję­tego sce­na­riu­sza, musimy być gotowi na naprawdę długą eskapadę. Mowa o trzy­mie­sięcz­nej podróży (zapewne dłuższej, może nawet pół­rocz­nej) przez prze­strzeń kosmiczną, spę­dze­niu 550 dni na powierzchni planety i kolej­nych trzech mie­sią­cach drogi powrot­nej. Pro­mie­nio­wa­nie będzie towa­rzy­szyło pio­nie­rom bez przerwy, przez 2–3 lata. Cienka mar­sjań­ska atmos­fera zatrzyma część roz­pę­dzo­nych protonów – opty­mi­stycz­nie dwie trzecie – ale nawet wtedy  natę­że­nie wciąż będzie zbyt duże.

Dyskusja o kon­se­kwen­cjach dłu­go­trwa­łej eks­po­zy­cji na kosmiczną radiację, prędko uak­tyw­niła scep­ty­ków kosmicz­nych wojaży. Od dawna biją oni na alarm, wzywając do opra­co­wa­nia znacznie lepszych zabez­pie­czeń, a nawet do zupeł­nego odpusz­cze­nia zało­go­wych misji w dalekie zakątki Układu Sło­necz­nego. Fizyk jądrowy Cary Zeitlin, stwier­dził na łamach Science, iż astro­nauci będą narażeni na wchło­nię­cie dawki około 0,66 siwerta. Nie będziemy się tu wdawać w szcze­góły doty­czące pomiarów pro­mie­nio­wa­nia (odsyłam do artykułu Zło­wiesz­czy pik-pik), ale musicie wiedzieć, że to dużo. Zbyt dużo. Prze­cięt­nie, prze­by­wa­jąc na Ziemi otrzy­mu­jemy jakieś 3 mSv w skali roku (mili­si­wer­tów, czyli tysięcz­nych części siwerta). Za powszech­nie przyjętą granicę bez­pie­czeń­stwa, uważa się 20 mSv rocznie. Wedle tej zasady, naj­le­piej byłoby gdyby podczas całej misji załoga nie otrzy­mała więcej niż 40–60 mSv, czyli 0,04–0,06 siwerta. Jeśli Zeitlin w swoim czar­no­widz­twie ma słusz­ność, to astro­nauci prze­kro­czą limit ryzyka jeszcze nim miną połowę drogi na Czerwoną Planetę…
mars-magnetosfera

Papierosy są groźniejsze?

Co to oznacza dla eks­plo­ra­to­rów Układu Sło­necz­nego? W tamtym roku próbował to spraw­dzić Charles Limoli z Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nij­skiego. Biolog wystawił gromadkę myszy na dzia­ła­nie radiacji imi­tu­ją­cej pro­mie­nio­wa­nie kosmiczne, a następ­nie zbadał ich mózgi. Wyniki nie napawają opty­mi­zmem: doszło do wyraźnej dege­ne­ra­cji neuronów, uszko­dzeń hipo­kampu oraz kory mózgowej, w praktyce mogących dopro­wa­dzić do zaburzeń funkcji poznaw­czych, pamięci oraz wzroku. Jednak to badanie nie jest do końca mia­ro­dajne, bo – jak podnoszą jego krytycy – Limoli bom­bar­do­wał myszy krócej, ale i znacznie inten­syw­niej. Choć więc ziemscy wysłańcy przyjmą dawkę suma­rycz­nie podobną do testo­wa­nych gryzoni, to jej roz­ło­że­nie będzie zupełnie inne. Niemniej, niepokój pozo­staje. Nawet jeśli pro­mie­nio­wa­nie nie spu­sto­szy głów astro­nau­tów, to nikt nie wątpi w “zwykłe” skutki pro­mie­nio­wa­nia. Chodzi przede wszyst­kim o wpływ na komórki i zwięk­sze­nie ryzyka przy­szłego zacho­ro­wa­nia na nowotwór. Pytanie tylko, jakie jest owe ryzyko i czy możemy je zaak­cep­to­wać? Wielki orę­dow­nik eks­plo­ra­cji Marsa i archi­tekt projektu Mars Direct, Robert Zubrin, od dawna odpiera zarzuty twier­dząc wszem i wobec, że cała eskapada zwiększy szansę na zacho­ro­wa­nie o zaledwie 1%. Jak argu­men­tuje: bardziej rako­twór­cze są ziemskie używki, więc jeśli wyślemy na Marsa palacza bez papie­ro­sów, to jeszcze wyjdzie mu to na zdrowie. Nie­któ­rzy nazwa­liby jednak Zubrina nie­po­praw­nym opty­mi­stą. Wspo­mniany już Zeitlin szacuje w swoim artykule, że podróż zwiększy ryzyko nie o 1, lecz przy­naj­mniej 5%.

W poszukiwaniu ochrony

Bez względu na to, który z panów ma rację, głównym zadaniem inży­nie­rów pozo­staje opra­co­wa­nie w naj­bliż­szej przy­szło­ści, sku­tecz­nej ochrony, choćby czę­ściowo niwe­lu­ją­cej wpływ wiatru sło­necz­nego. Jak przy­znała pra­cu­jąca w NASA Sheila Thi­be­ault: “Zro­bi­li­śmy postęp w zmniej­sza­niu zagro­że­nia wyso­ko­ener­ge­tycz­nymi cząst­kami, ale wciąż pra­cu­jemy nad zna­le­zie­niem mate­riału, który będzie dobrą tarczą i spełni rolę pod­sta­wo­wej struk­tury statku kosmicz­nego”. Jasnym jest, że nie opan­ce­rzymy rakiety grubą warstwą cięż­kiego ołowiu, musząc szukać złotego środka pomiędzy niską masą, wytrzy­ma­ło­ścią i ochroną przed pro­mie­nio­wa­niem. Obecnie ame­ry­kań­ska agencja upatruje ratunku w azotku boru, tudzież w nano­struk­tu­rach opartych o węgiel, wodór, azot i bor. Kluczowy element stanowi ten ostatni pier­wia­stek. Bor ma olbrzy­mie moż­li­wo­ści absorp­cyjne, przez co stosuje się go w prętach kon­tro­l­nych reak­to­rów jądro­wych, do hamo­wa­nia reakcji łań­cu­cho­wej. Tu ma robić mniej więcej to samo – pochła­niać roz­pę­dzone cząstki.

Ale fizyczna tarcza to nie wszystko. Poza per­ma­nent­nym wiatrem sło­necz­nym i pro­mie­nio­wa­niem galak­tycz­nym, astro­nauci będą musieli zmierzyć się również z epi­zo­dycz­nymi kry­zy­sami. Mowa przede wszyst­kim o nagłych i nie­re­gu­lar­nych roz­bły­skach sło­necz­nych. 

Słońce bywa groźne.

Edward Weiler z NASA stwier­dził bru­tal­nie: “Nie jesteśmy gotowi wysłać ludzi na Marsa. (…) Jedną z misji Apollo o tydzień ominął poważny rozbłysk sło­neczny. Gdyby do niego doszło wcze­śniej, astro­nauci otrzy­ma­liby dawkę pro­mie­nio­wa­nia dopusz­czalną podczas całego życia”. I rze­czy­wi­ście, wskutek takiego bek­nię­cia naszej gwiazdy, nie­chro­niona osoba może oberwać w jednej chwili nawet kilka siwertów! Zależnie od szczę­ścia, skoń­czy­łoby się to objawami choroby popro­mien­nej, lub nawet zgonem. 

Zubrin nie lek­ce­waży tej groźby, ale i na nią ma lekar­stwo. Opra­co­wane w ramach Mars Direct, okrągłe moduły miesz­kalne (HAB-y), byłyby wypo­sa­żone w odpo­wied­nie schrony, znaj­du­jące się w ich centrach. Odpo­wied­nie ekrany ochronne oraz otulenie wszyst­kimi posia­da­nymi zapasami, wymier­nie zmniej­szy­łoby zagro­że­nie. Do tego, będąc już u celu, załoga obło­ży­łaby swój nowy dom workami z piaskiem (czy raczej rego­li­tem). Inżynier prze­ko­nuje w swojej książce, że podczas prze­cięt­nego roz­bły­sku, schowana osoba nie otrzyma więcej niż 8 mSv. Oczy­wi­ście macie prawo dostrzec pewien man­ka­ment w tym sprytnym planie. Skąd astro­nauci będą wie­dzieli o zwięk­szo­nej aktyw­no­ści Słońca?
Przykładowy schemat HAB-u. W centrum znajduje się schron.

Przy­kła­dowy schemat HAB-u. W centrum znajduje się schron.

Pogodę kosmiczną da się pro­gno­zo­wać, choć to niełatwe. Naj­groź­niej­sze cząstki poru­szają się z pręd­ko­ścią około 70% pręd­ko­ści światła, więc jesteśmy w stanie dostrzec zwięk­szoną aktyw­ność naszej gwiazdy jeszcze zanim uderzy w nas główne natarcie. Miesz­kańcy Marsa muszą zatem zostać wypo­sa­żeni we własny sprzęt (może satelity) pozwa­la­jący na moni­to­ro­wa­nie Słońca i zachować ciągłą czujność. W razie alarmu będą mieli nie więcej niż kil­ka­na­ście minut na wsko­cze­nie do schronu.

Ile możemy poświęcić?

Czy w tej per­spek­ty­wie załogowa misja na Marsa jest możliwa? Bez wąt­pie­nia tak. Ale musimy być gotowi na podjęcie ryzyka. Co najmniej tak dużego, jak to, które podej­mo­wali pierwsi kosmo­nauci, modlący się przed każdym uru­cho­mie­niem silników, aby rakieta pod nimi za moment nie eks­plo­do­wała. Taka jest cena. Jeśli Czerwoną Planetę odwiedzi kil­ku­dzie­się­ciu ludzi, zapewne u nie­któ­rych ujawnią się efekty długiej eks­po­zy­cji na pro­mie­nio­wa­nie. Jeśli systemy bez­pie­czeń­stwa zawiodą i astro­nauci nie schronią się w trakcie roz­bły­sku sło­necz­nego: może dojść do ofiar śmier­tel­nych, a nawet straty całej załogi.

Wielki cel wymaga równie wiel­kiego ryzyka.
Literatura uzupełniająca:
C. Limoli, V. Parihar, Cosmic radiation exposure and persistent cognitive dysfunction, [online: www.nature.com/articles/srep34774];
E. Howell, 5 Mars Mission Radiation Shield Ideas Win NASA Challenge, [online: www.space.com/29512-mars-mission-radiation-nasa-challenge.html];
S. Frazier, Real Martians: How to Protect Astronauts from Space Radiation on Mars, [online: www.nasa.gov/feature/goddard/real-martians-how-to-protect-astronauts-from-space-radiation-on-mars];
Z. Jaworski, Promieniowanie jądrowe w środowisku, [online: www.clor.waw.pl/ochrona/promieniowanie/artykul_1_efw.pdf];
Wyprawa na Marsa, reż. S. Gill, prod. Canal+ 2004;
R. Zubrin, R. Wagner, Czas Marsa. Dlaczego i w jaki sposób musimy skolonizować Czerwoną Planetę, przeł. L. Kallas, Warszawa 1997;
H. McSween, Od gwiezdnego pyłu do planet, przeł. A. Pilski, Warszawa 1996.
podpis-czarny

Marsjański konkurs

Na koniec, moi drodzy, mam dla Was wyzwanie. Kwantowo.pl we współ­pracy z National Geo­gra­phic Channel orga­ni­zuje tema­tyczny konkurs, doty­czący oczy­wi­ście eks­plo­ra­cji Czer­wo­nej Planety. Nie będę ukrywał, że jako moi czy­tel­nicy będzie­cie mieli pewne fory, z racji tego, że brałem udział w kon­stru­owa­niu quizu. Jeśli więc regu­lar­nie odwie­dza­cie Kwantowo, czy­ta­li­ście takie artykuły jak powyższy lub ten, to Wasze szanse mocno rosną. Żeby jednak nie było zbyt łatwo, po roz­wią­za­niu zamknię­tego testu otrzy­ma­cie krótkie pytanie otwarte. W tym przy­padku liczyć się będzie Wasza kre­atyw­ność, którą oceni trzy­oso­bowa komisja. Z kolei w dni parzyste, począw­szy od jutra, czekają na Was wyzwania “laj­fstaj­lowe”, związane z aktyw­no­ścią na por­ta­lach spo­łecz­no­ścio­wych. Krótko mówiąc, dla każdego coś miłego. 🙂 Resztę szcze­gó­łów znaj­dzie­cie na stronie NGC oraz w regu­la­mi­nie.

Warto wziąć udział, bo na naj­lep­szych czekają nieliche upominki. Komisja wyse­lek­cjo­nuje aż 10 lau­re­atów nagrody głównej oraz 30 lau­re­atów nagród dodat­ko­wych. Zwy­cięzcy będą wybie­rani codzien­nie (tj. po 3 osoby) po każdym etapie, aż do zakoń­cze­nia całej zabawy – więc od dziś, aż do 13 listo­pada. Oznacza to rów­no­cze­śnie, że jeżeli w danym dniu nie poszło Wam naj­le­piej, możecie spró­bo­wać swoich sił następ­nym razem. Do dzieła! 
mars-konkurs2

“Mars”

Wypa­da­łoby wspo­mnieć o przy­czy­nie całego zamie­sza­nia. Jeśli jeszcze nie wiecie (choć podej­rze­wam, że już obiło Wam się o uszy), National Geo­gra­phic Channel rusza niebawem z nową serią, którą sami nazywają “prze­ło­mową”. Trzeba przyznać, że wypusz­czony trailer robi nie lada wrażenie i sam wycze­kuję premiery. Otrzy­mamy inte­re­su­jący miks serialu fabu­lar­nego i rze­tel­nej pro­duk­cji doku­men­tal­nej. Jak widać w samych zapo­wie­dziach, na ekranie ujrzymy wiele znanych twarzy, w tym niemal wszyst­kie ikony koja­rzone z wyprawą na Czerwoną Planetę. Mowa m.in. o Robercie Zubrinie, Neilu Tysonie i Elonie Musku, zaś reży­se­rem jest… Ron Howard. Zdobywca Oscara i twórca takich hol­ly­wo­odz­kich hitów jak Piękny Umysł, Frost/Nixon czy mój ulubiony Apollo 13.

Premiera tele­wi­zyjna zbiegnie się oczy­wi­ście z zakoń­cze­niem naszego konkursu: 13 listo­pada (nie­dziela) o 21:30 na kanale National Geo­gra­phic. Praw­do­po­dob­nie wzmianka na ten temat jeszcze pojawi się na blogu lub fan­pej­dżu, więc nie zapo­mni­cie. 



  • Truffus

    Cieszę się, że kwantowo zostało zauwa­żone przez więk­szych rekla­mo­daw­ców.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale to nie pierwszy konkurs orga­ni­zo­wany przy współ­pracy z NGC. Podobna zabawa miała miejsce w 2014 roku. Oso­bi­ście mnie to cieszy, bo to jednak jakaś odmiana od stan­dar­do­wych, “książ­ko­wych” kon­kur­sów. A i sam serial “Mars” zapo­wiada się nie­zwy­kle ciekawie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michal Mierzwa

    Zasta­na­wiam się, czy zamiast pancerza nie dało by się wyge­ne­ro­wać na około statku kosmicz­nego tarczy magne­tycz­nej. Wyma­ga­łoby to znacz­nych ilości energii, ale zakła­da­jąc że do dys­po­zy­cji jest reaktor atomowy?
    Nie zgadzam się jednak z autorem co do posta­wio­nej tezy, że (w tym przy­padku) cel uświęca środki (i ofiary). Wszak wyprawa załogowa nie przy­nie­sie dużej różnicy w kon­tek­ście obser­wa­cji, w stosunku do wyprawy zało­go­wej. Więc chyba raczej chodzi o udo­wod­nie­nie czegoś samym sobie. W tym świetle, wydaje mi się, że nie warto ryzy­ko­wać życia ludz­kiego. Z drugiej strony, nie mam naj­mniej­szych wąt­pli­wo­ści, że znajdą się ochot­nicy, no i czemu im zabra­niać…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      O takich pomy­słach sły­sza­łem już dawno, ale w ostatnim czasie, w per­spek­ty­wie właśnie lotu na Marsa, zrobiło się o nich bardzo cicho. To chyba jednak melodia dalszej przy­szło­ści.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • devpad

      Ryzyko jest po stronie Astro­nau­tów, nikt przecież nikogo nie zmusza (nie biorę pod uwagę, oczy­wi­ście misji kosmicz­nych orga­ni­zo­wa­nych przez kraje nie­cy­wi­li­zo­wane jak Rosja czy Chiny). Poza tym zysk z zało­go­wej misji byłby jednak ogromny, człowiek może prze­pro­wa­dzić więcej badań niż dzi­siej­sze roboty i to chyba o wiele więcej…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • kuba_wu

      Nie będę się silił na szacunki, ale zapew­nie­nie podobnej sku­tecz­no­ści co ziemska magne­tos­fera wyma­ga­łoby zasto­so­wa­nia pola o znacznie większym natę­że­niu (bo dużo mniej­szego — więc ay odchylić cząstkę, musia­łoby być o wiele sil­niej­sze). Podej­rze­wam, że w grę wchodzą takie rzędy wiel­ko­ści, że nie jest to realne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Michal Mierzwa

    Zapo­mnia­łem dodać, że bardzo doceniam wysoki poziom mery­to­ryczny i ogólnie całą oprawę. Widać, jak wiele pracy zostało włożone w to, żeby wszystko było tak per­fek­cyjne.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Przemek

    Dobry tekst, jakoś o pro­mie­nio­wa­niu zbyt mało się mówiło w kon­tek­ście wyprawy na Marsa (np. ostatnie wystą­pie­nia Muska — chyba w ogóle się temat nie pojawił?). Dzięki!
    A konkurs, cóż, chyba jednak książki lepsze 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Inter­ne­te­usz

    To problem tak wsty­dliwy że aż tabu. Takie odnosze wrażenie, nawet swojego czasu mówiło się o zdrowiu samych uczest­ni­ków Apollo że oni nawet wyka­zy­wali jakieś ślady choroby popro­mien­nej i chyba wielu cho­ro­wało na raka. A tu nie ma porów­na­nia, podróż wie­lo­krot­nie dluższa i nie­bez­piecz­niej­sza. Ale trzymam kciuki.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • quater

    Jaram się mocno Marsem tą misją oraz serialem (trailer widzia­łem już wcze­śniej, miodzio). Trzymam kciuki i wierzę że jeszcze za mojego życia ktoś stanie na czer­wo­nym piachu. :))

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tadeusz

    Wystar­czy, że głównym eks­per­tem ochrony radio­lo­gicz­nej podczas wyprawy na Marsa zostanie prof. Strup­czew­ski, wtedy okaże się, że w kosmosie w ogóle nie ma pro­mie­nio­wa­nia, a jeśli już jest, to nawet w takich dawkach ma dzia­ła­nie hor­me­tyczne 😛

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • devpad

    A ile potrzeba energii aby wytwo­rzyć sztuczne pole gra­wi­ta­cyjne na marsie? Albo chociaż dookoła statku kosmicz­nego?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ale według jakiej tech­no­lo­gii? Bo o ile wiem, na chwile obecną takowa istnieje tylko w science-fiction. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.kissdigital.pl/ Adam

        Być może pyta­ją­cemu chodziło o pole magne­tyczne. To by się dało wyliczyć, elek­tro­ma­gnesy znamy nie od dziś, choć ja się tego nie podejmę 🙂 Pro­ble­mem tech­no­lo­gicz­nym, oprócz potrzeb­nej energii, byłaby zapewne masa takiego ustroj­stwa.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kuba_wu

    A ja się do idei odnoszę nie­zmien­nie mocno scep­tycz­nie (no, może jak miałem 15 czy 20 lat widzia­lem to inaczej, też “jarałem się” jak to ujął jeden z komen­ta­to­rów.). Kry­tycz­nie, gdyż nadal nie widzę odpo­wie­dzi na pod­sta­wowe pytanie: po co?

    Dawni odkrywcy i eks­plo­ra­to­rzy mogli na to ptanie odpo­wie­dzieć na wiele sposobów. Chęć zysków. Pęd do poznania. Roz­sze­rze­nie władzy i potęgi tego czy innego władcy. W przy­padku Marsa nic z tego nie działa. Eks­plo­ra­cję można pro­wa­dzić bez­za­ło­gowo. Po wła­do­wa­niu w nią takiej samej kasy, jakiej wymaga program załogowy, zapewne byłoby nawet efek­tyw­niej (ileż kosztów pochło­nie sama kwestia pod­trzy­my­wa­nia życia i zapew­nie­nia powrotu!), no i oczy­wi­ście bez­piecz­niej. Zyski? Nie widać. A jeśli się pojawi jakaś ich per­spek­tywa, to owszem, chętnie zmienię zdanie. Ale do odkrycia jakichś moż­li­wo­ści zarobku załogowe wyprawy nie są potrzebne, jak wyżej wspo­mnia­łem. Roz­sze­rze­nie wladzy, wbijanie flag? Dzie­ci­nada.

    Widzę jeden argument: bez­pie­czeń­stwo ludz­ko­ści. Mars jako szalupa ratun­kowa dla Homo Sapiens na wypadek kosmicz­nej kata­strofy. Ryzyko co prawda mikro­sko­pijne, ale stawka wielka, więc może i warto. Ale na obecnym etapie to mrzonka. Jesteśmy nadal na etapie kamienia łupanego w tech­no­lo­gii lotów, ew. kolonia nie byłaby samo­wy­star­czalna, jest nie­roz­wią­zany problem radiacji, itd.

    Zresztą, pomyślmy o tych klo­ni­stach: co to byłoby za życie? Kolo­ni­za­to­rzy Nowego Świata trafiali na miejsce dosko­nale nadające się do życia (no i już zamiesz­kałe zresztą). Ale jakoś nikt nie pchał się i nadal nie pcha na Antark­tydę. Ani nie zasiedla centrów pustyń. Nie bez powodu. A przecież Antark­tyda czy naj­go­ręt­sza pustynia ziemska to nadal raj w porów­na­niu z mar­sjań­ską.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jedzo­sław

    Tak wła­ści­wie, dlaczego mowa o trzy­mie­sięcz­nej lub dłuższej podróży na Marsa, skoro moż­li­wo­ści tech­niczne pozwa­lają nam już na zasto­so­wa­nie silników pla­zmo­wych, które zabra­łyby nas na Marsa mak­sy­mal­nie w miesiąc? Gdzie by nie spojrzeć, wszyscy straszą tymi trzema mie­sią­cami podróży, tym­cza­sem problem jest do roz­wią­za­nia. Nie wyobra­żam sobie zresztą, aby na Marsa lecieć z użyciem tra­dy­cyj­nych silników.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • joda

    Biedne myszy…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0