Nie chciałem tworzyć jakiejś prostej, typowej listy największych odkryć ubiegłego roku. Byłoby to nużące, a poza tym takie klasyfikacje na pewno w sieci już można znaleźć. Ugryźmy więc temat od nieco mniej formalnej strony.


Najważniejsze wydarzenie

Nie wiem jak wy, ale ja nie mam więk­szych wąt­pli­wo­ści. Euro­pej­czycy, będący już hege­mo­nem w dzie­dzi­nie badań cząstek ele­men­tar­nych (LHC forever!) pokazali, że mają swoje ambicje również w sferze eks­plo­ra­cji kosmosu. Pro­wa­dzona od 2004 roku misja Rosetta była na pewno naj­więk­szym przed­się­wzię­ciem ESA oraz pierw­szym pro­jek­tem w historii ludz­ko­ści, który pozwolił na bez­po­śred­nie oglę­dziny komety. Co ciekawe, znaj­du­jący się obecnie w stanie hiber­na­cji lądownik Philae, być może nie powie­dział jeszcze ostat­niego słowa! Inży­nie­ro­wie mają nadzieję, że w przy­szłym miesiącu kometa 67P/Chu­riu­mov-Gera­si­menko będzie oświe­tlona na tyle dobrze, że pozwoli to na ponowny rozruch urzą­dze­nia.

rozetka
O misji Rosetta pisałem tutu. A tu możecie sobie kupić pamiąt­kowy kubek.

Najważniejsze wydarzenie w Polsce

Dla naszego poletka również nie był to naj­gor­szy rok. W samym grudniu doszło do dwóch wartych wspo­mnie­nia sukcesów. Najpierw dok­to­ranci Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego pochwa­lili się posta­wie­niem ważnego kroku w kierunku stwo­rze­nia pamięci kwan­to­wej (bardzo krótkiej, ale zawsze), a dwa tygodnie później mał­żeń­stwo Iwo i Zofia Bia­ły­niccy-Biru­lo­wie, opu­bli­ko­wali pracę na temat zasto­so­wa­nia zasady nie­ozna­czo­no­ści Heisen­berga do fotonów.

Prze­kor­nie jednak posta­no­wi­łem uho­no­ro­wać osią­gnię­cie nie fizyków, a dwóch bio­che­mi­czek z Lublina, prof. Grażyny Ginal­skiej i jej asy­stentki dr Anny Balcerz. Pani profesor zmo­bi­li­zo­wana własnym pro­ble­mem (skom­pli­ko­wane złamanie nogi) opra­co­wała rewe­la­cyjny bio­ma­te­riał do łatania ubytków kostnych. Polska sztuczna kość jest wytrzy­mała, ela­styczna i w żaden sposób nie “gryzie się” z orga­ni­zmem. 

Najpiękniejsze zdjęcie

Taka mar­sjań­ska wersja Pale Blue Dot. Foto­gra­fię wykonał oczy­wi­ście łazik Curio­sity, podczas 529 dnia swojej przygody na Czer­wo­nym Globie.

ziemia mars

Najlepsza wypowiedź

Na początku tego roku miała miejsce debata między (tfu!) kre­acjo­ni­stą Kenem Hamem a Billem Nyem. Niedługo później po sieci zaczął krążyć pięknie zmon­to­wany monolog ame­ry­kań­skiego popu­la­ry­za­tora nauki. The joy of disco­very! That’s what drives us!


Najgłupsza wypowiedź

Wojciech Cej­row­ski opowiada o tym jak rachunek praw­do­po­do­bień­stwa i zdrowy rozsądek obalają teorię Darwina. Powtórzę tylko jedno: boli mnie, wręcz serce mi krwawi, gdy osoby mające naprawdę spory posłuch w spo­łe­czeń­stwie, wyko­rzy­stują swoją władzę i charyzmę do sze­rze­nia igno­ran­cji. Smutne, tym bardziej, że znam i podzi­wiam sporą część twór­czo­ści znanego podróż­nika.

Przy­znaję, że Cej­row­ski miał w tej kate­go­rii sporą kon­ku­ren­cję, zwłasz­cza wśród poli­ty­ków i publi­cy­stów uwa­ża­ją­cych się ostatnio za nie­sa­mo­wite auto­ry­tety w dzie­dzi­nie kli­ma­to­lo­gii. Osta­tecz­nie jednak posta­no­wi­łem pozo­sta­wić temat glo­bal­nego ocie­ple­nia autorom Nauki o klimacie, którzy mają wprawę w obalaniu mitów i już zor­ga­ni­zo­wali odpo­wiedni ple­bi­scyt.


PS Jan Paweł II pisał: Nowe zdobycze nauki każą nam uznać, że teoria ewolucji jest czymś więcej niż hipotezą. Uwiel­biam kato­li­ków święt­szych od papieża (a to już drugi w ostatnim czasie, po Ter­li­kow­skim).

Największy “skandal”

Cudzy­słów celowy, bowiem medialny atak dzien­ni­karki na członka ekipy obsłu­gu­ją­cej misję Rosetta, był eufe­mi­stycz­nie mówiąc kurio­zalny. Dla tych, którzy gów­no­bu­rzę prze­spali, krótkie przy­po­mnie­nie.


Zaraz po wie­ko­pom­nym lądo­wa­niu łazika Philae na komecie, pewna dzien­ni­karka posta­no­wiła poruszyć znacznie waż­niej­szy wedle siebie temat, ubioru jednego z pra­cow­ni­ków ESA. Wszystko dlatego, iż dr Matt Taylor bez­czel­nie śmiał pokazać się przed kamerą w kolo­ro­wej koszuli przy­ozdo­bio­nej rysun­kami dziew­cząt o przy­stęp­nych krą­gło­ściach. W końcu czymże jest poko­ny­wa­nie barier nauki w porów­na­niu do wypa­la­ją­cego oczy przy­kładu szo­wi­ni­zmu?

Na szczę­ście inter­nauci zacho­wali rozsądek obsy­pu­jąc pana Taylora wyrazami wsparcia oraz trak­tu­jąc odpo­wied­nio “obroń­czy­nię” kobiet i dobrego smaku. Podobno zor­ga­ni­zo­wano nawet ściepę na nową koszulę dla sym­pa­tycz­nego naukowca.

Najlepsza książka

Parę popu­lar­no­nau­ko­wych nowości przyszło mi w tym roku prze­czy­tać, nie jedną zre­cen­zo­wa­łem na łamach bloga. Z per­spek­tywy czasu za naj­lep­szy tytuł pozo­staje mi uznać Jak prze­trwać wśród czarnych dziur Jeffa Blo­mqu­ista i Dave’a Gold­berga. Lektura nie­spe­cjal­nie posze­rzyła moje hory­zonty, ale i tak prze­czy­ta­łem ją jednym tchem. Autorzy bez­błęd­nie wywią­zali się z obiet­nicy, oddając czy­tel­ni­kom do dys­po­zy­cji Naj­za­baw­niej­szy prze­wod­nik po wszech­świe­cie, w syn­te­tyczny i humo­ry­styczny sposób obja­śnia­jący co cie­kaw­sze aspekty współ­cze­snej fizyki. Co prawda żarty miej­scami zaha­czają o poziom “ultra­nerd”, ale i tak polecam ten tytuł każdemu laikowi, który nie ma pojęcia od czego roz­po­cząć swoją przygodę z kosmosem.

Recenzję możecie prze­czy­tać tutaj.

Największa katastrofa

Pech prze­śla­do­wał zarówno Ame­ry­ka­nów jak i Rosjan. W maju eks­plo­do­wała rakieta Proton-M wyno­sząca na orbitę satelitę tele­ko­mu­ni­ka­cyj­nego. W paź­dzier­niku z kolei, wybuchła star­tu­jąca z Wirginii rakieta Antares. Na szczę­ście w obu przy­pad­kach mieliśmy do czy­nie­nia z misjami bez­za­ło­go­wymi, niemniej kata­strofy przy­po­mniały światu, że każda wycieczka ponad ziemską atmos­ferę to nadal nie byle wyzwanie. Pozo­staje cieszyć się, że bodaj naj­waż­niej­szy start tego roku – wystrze­le­nie nowa­tor­skiej rakiety Orion – zakoń­czył się osta­tecz­nym sukcesem.

Takie fajer­werki towa­rzy­szyły wypad­kowi w Wirginii:


Najzacniejsza postać

Niech ma. Rzecz jasna status ikony astro­no­mii, Neil deGrasse Tyson uzyskał znacznie wcze­śniej, ale w tym roku jego popu­lar­ność chyba osią­gnęła apogeum. Po części to kwestia odświe­że­nia kla­sycz­nego serialu Cosmos, ale nie można też zlek­ce­wa­żyć ogromnej aktyw­no­ści dyrek­tora Hyden Pla­ne­ta­rium w mediach. Ciągłe wywiady i nie­zli­czona ilość tweetów świadczą o bez­błęd­nym zro­zu­mie­niu przez Tysona potrzeb współ­cze­snego rynku.


Sam serial nie do końca trafił w mój gust, ale przy­znaję, że twórcy sku­tecz­nie  nawią­zali do idei oraz klimatu pier­wo­wzoru autor­stwa Sagana. Z kolei efekty spe­cjalne i cała warstwa audio-wizualna zde­cy­do­wa­nie wyniosły Cosmos ponad swój gatunek. Piękne upa­mięt­nie­nie osiem­dzie­sią­tej rocznicy urodzin legen­dar­nego popu­la­ry­za­tora nauki.

Swoją opinią o serialu podzie­li­łem się tutaj

Największe oczekiwanie…

Naj­bliż­sze miesiące upłyną pod znakiem kolejnej wielkiej misji bez­za­ło­go­wej. Tym razem do punktu kul­mi­na­cyj­nego zbliża się ame­ry­kań­ska sonda New Horizons, która po dzie­wię­ciu latach dotrze wreszcie do Plutona. Urzą­dze­nie prze­le­ciało do dziś dystans ponad 4,5 miliarda kilo­me­trów, wyko­nu­jąc po drodze wiele istot­nych foto­gra­fii i pomiarów ciał Układu Sło­necz­nego. Po zbli­że­niu do planety kar­ło­wa­tej (proces roz­pocz­nie się w kwietniu) po raz pierwszy w historii zoba­czymy coś więcej niż tylko widoczną na tele­sko­pie plamkę.

Na tym oczy­wi­ście posługa New Horizons się nie skończy. Sonda pofrunie dalej, prze­sy­ła­jąc na Ziemię w następ­nych latach dane na temat wciąż słabo znanego pasa Kuipera.


podpis-czarny
  • Pawel Gluza

    Świetny artykuł! Dzięki!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Polo­wa­nie na Zdrowie

    Heh, uwiel­biam dyskusje z kre­acjo­ni­stami :-). Pamiętam tą wypo­wiedź Cej­row­skiego, on pod tymi wzglę­dami słynie z bez­myśl­nych wypo­wie­dzi (ewolucja, homo­sek­su­alizm itp.).

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Rasty

    Ile ty masz dzie­ciaczku lat , że tak żaglu­jesz kto głupi kto nie. T o pierwsze po drugie sam byłem kiedyś ewo­lu­cjo­ni­stą bo tak jest prościej nie wymaga to niczego więcej niż pogo­dze­nie ie z tym co mówią inni, niestety im człowiek starszy tym bardziej staje się docie­kliwy, jak dla mnie ewolucja to taka sama bajka ja te które pro­mu­jesz na swoim ” naukowym ” blogu .

    Pozdra­wiam cie ser­decz­nie i Adamie myśl nie powta­rzaj za innymi a jeśli masz jakiś dowód np nagrałem zmianę z psa w mrówkę daj wtedy będę ewo­lu­cjo­ni­sta .

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Powi­nie­nem pewnie wyrzucić tę wypo­wiedź już za pierwsze zdanie, ale takie perełki są warte uwiecz­nie­nia. =)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Nie grzmisz

      Pan “dojrzały” dał popis rozumnej, kul­tu­ral­nej wypo­wie­dzi i “otwar­tego” umysłu.
      Wróć pan lepiej do czytania Frondy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Pawel Gluza

      Ja nie wierzę, że to komen­tarz na poważnie. To nie­moż­liwe jest.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://tomekszczepanski.pl/ Tomasz Szcze­pań­ski

      Hahahaha, a akurat trochę wyżej o tym pisałem w komen­ta­rzu.… OMG

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Arbuz

      »jak dla mnie ewolucja to taka sama bajka ja te które pro­mu­jesz na swoim ” naukowym ” blogu .«

      To zdanie jest bardzo ciekawe. Zgaduję, że tymi innymi bajkami jest ciemna energia, czarna dziura, fotony… Wyobra­żam sobie, że ten ów tajem­ni­czy docie­kliwy jegomość od “dzie­ciaczka” żyje w prostym rozu­mie­niu rze­czy­wi­sto­ści, w którym chłop z babą robią dzieci a dorośli ludzie muszą ciężko pracować aby zarabiać (przy czym “praca” musi być ciężka fizycz­nie, bo np. socjo­lo­dzy to zajmują się “głu­po­tami” a fizycy to powinni w szkołach fizyki uczyć, a nie starać się o jakieś granty i sty­pen­dia, których to pie­nię­dzy “nor­mal­nie” pra­cu­ją­cemu czło­wie­kowi nikt nie daje). Zgaduję, że poj­mo­wa­nie rze­czy­wi­sto­ści dla takiej osoby musi być zro­zu­miałe, świat musi rządzić się zro­zu­mia­łymi zasadami, w prze­ciw­nym razie wyda się nie­zro­zu­miały, zagra­ża­jący. I w tym jest problem, owe “zro­zu­miałe” poj­mo­wa­nie świata to zbiór prostych fantazji, nie wykra­cza­ją­cych po za kilka klas szkoły pod­sta­wo­wej. Dlaczego tak nisko? Bo tyle się zazwy­czaj pamięta ze szkoły, 50% wiedzy to mecha­niczne wkłu­wa­nie bez zro­zu­mie­nia na potrzeby bie­żą­cych spraw­dzia­nów, dalsze 30% to rzeczy dość abs­trak­cyjne, źle wyja­śnione, pochop­nie prze­ro­bione — jak np. historia, chemia, biologia, fizyka… Nagle ktoś o tak prostym poglą­dzie na świat spotyka się z czymś nie­zro­zu­mia­łym: z babami, które zamiast gotować obiady czy oddawać się mężom zdo­by­wają lepsze wykształ­ce­nie i lepiej płatne posady, nie rodząc ani pół dziecka, spotyka się z chłopami, którzy kopulują bez­wstyd­nie z innymi chłopami, z socjo­lo­gami roz­pra­wia­ją­cymi o różnych rodza­jach spo­łe­czeństw, systemów pań­stwo­wych, różnych wzorach kul­tu­ro­wych (jak to, to inni ludzie mogą myśleć innymi kate­go­riami, lubić inne rzeczy i mieć inne zdanie????), a na domiar złego jeszcze film, tele­wi­zja, gazety i internet bom­bar­duje o jakiś gwiaz­dach, galak­ty­kach, czarnych dziurach, wielkich wybu­chach… panie! Świat się wali! Nic nie rozumiem z tego co to mówią w tele­wi­zji! Nikt mnie nie uczył w szkole o czarnych dziurach i wielkich wybu­chach! Wszędzie tylko ci zbo­czeńcy, nie­wdzięcz­nicy, dar­mo­zjady, wykształ­ciu­chy! Naj­le­piej jest skupić się i zamknąć w wieży z księdzem, bo kto jak kto, ale księża muszą mieć rację…

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tomekszczepanski.pl/ Tomasz Szcze­pań­ski

    Świetny artykuł, dzięki za fajne pod­su­mo­wa­nie!

    Przy okazji, Adam, mam do Ciebie jedno ważne pytanie — odnośnie filmiku Cej­row­skiego. Prze­czy­ta­łem sobie komen­ta­rze pod nim (zmar­no­wa­łem czas i się wku­rzy­łem, ale trudno). Oczy­wi­ście pełne były krytyki ewolucji, nie­ro­zu­mie­nia pod­sta­wo­wych pojęć nauko­wych (teoria a hipoteza itd.) i wymagały podania dowodu, bo podobno “nikt jeszcze go nie podał”.

    Mam do Ciebie pytanie, bo pewnie nie raz w życiu trafię na podobną dyskusję. W jaki sposób prze­ko­nać dys­ku­tanta do tego, że ewolucja jest potwier­dzo­nym faktem naukowym? Jakich nie­zbi­tych, rozum­nych nawet dla zamknię­tego i ośle­pio­nego swoimi wie­rze­niami umysłu mam użyć? Z tego, co widzę to każdy kolejny i tak rozbija się o mur, przy okazji wcale go nie krusząc, tylko wzmac­nia­jąc.

    Dener­wuje mnie to, że ludzie odrzu­cają naukę i dys­ku­tują z nią, przy­ta­cza­jąc kom­plet­nie bzdurne i pełne własnego świa­to­po­glądu “fakty”. Czy masz jakąś poradę, jak prze­mó­wić takim jed­nost­kom do rozumu w prostej dyskusji?

    Pozdra­wiam i dzięki za odpo­wiedź!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      To jedno z naj­trud­niej­szych pytań jakie ostatnio zostało mi zadane ;). Przede wszyst­kim pozbądź się złudzeń, że kogo­kol­wiek prze­ko­nasz. W trzech czwar­tych dyskusji na temat ewolucji czy bliż­szego mi wiel­kiego wybuchu, brakuje arcy­waż­nego elementu: chęci zna­le­zie­nia praw­dzi­wej odpo­wie­dzi. Ty możesz wystąpić z pozycji osoby opie­ra­ją­cej swoje zdanie na kon­kret­nych prze­słan­kach, ale nie oczekuj tego od swojego rozmówcy. Gdyby zależało mu na dowodach, to by je znalazł. Skoro je odrzuca, to problem leży gdzieś dalej. I zauważ, że bardzo często takie osoby hurtem odrzu­cają lwią część teorii nauko­wych, nie tylko ewolucję. To obrazuje pewien schemat myślenia. Jeśli jest sens takich dysput, to jedynie ze względu na widownię, wśród których mogą znaj­do­wać się jeszcze nie­prze­ko­nani.

      Co do dowodów, to pole­cił­bym Ci jedno bardzo ciekawe źródełko: “Naj­wspa­nial­sze wido­wi­sko świata. Świa­dec­twa ewolucji”. 500 stron niemalże samych dowodów, opisów, obser­wa­cji, eks­pe­ry­men­tów i foto­gra­fii. Pro­ble­mem jest autor, który ze względu na swą czarną sławę auto­ma­tycz­nie odrzuca część czy­tel­ni­ków. Inna sprawa, że naj­więksi krytycy Dawkinsa naj­czę­ściej nie mieli nigdy w ręku żadnej jego popu­lar­no­nau­ko­wej książki, a szkoda gdyż Samo­lubny gen, Rzeka genów czy wspo­mniane Świa­dec­twa ewolucji to klasyki swojego gatunku.

      Jednak nadal prze­strze­gam. Choćbyś rzucił w dyskusji setką przy­kła­dów i doświad­czeń, rozmówca i tak osta­tecz­nie odpowie argu­men­tem śmierci w stylu “a czy ktoś nagrał proces ewolucji” / “czy ktoś widział moment wiel­kiego wybuchu”. Niestety brakuje w spo­łe­czeń­stwie zro­zu­mie­nia metod nauko­wych i od tego nale­ża­łoby zacząć edukację. =)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • DK

      Obecnie czytam i mogę polecić ” Darwin, Bóg i sens życia”. Autor całkiem sprawnie i w przy­stępny sposób (a taki jest potrzebny w rozmowie z kre­acjo­ni­sta) tłumaczy czemu ta ” tylko teoria” jest słuszna. Jest też odnie­sie­nie do Słów JP2 zacy­to­wa­nych w artykule i dalszego ich roz­wi­nię­cia. Kościół z bólem akcep­tuje jako taką ewolucję gatunków ale nie w rozu­mie­niu Darwina ( przy­pad­kowy dobór natu­ralny).
      Jeden aspekt który warto mieć na uwadze w dyskusji z szcze­gól­nie opornymi osob­ni­kami które znajda zawsze potwier­dze­nie swoich teorii to “efekt potwier­dze­nia”. W sieci można znaleźć tysiące ” wia­ro­god­nych” potwier­dzeń ze to oni mają rację.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Polo­wa­nie na Zdrowie

      Może Cię zain­te­re­suje, polecę swój artykuł o ewolucji (nie sugeruj się nazwą bloga, jestem bio­lo­giem, jednym z moich zain­te­re­so­wań jest biologia ewo­lu­cyjna ;-)) http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/2014/09/czy-wierzycie-w-ewolucje.html ;-). Ja po prostu podsyłam ten artykuł, bo ode­chciało mi się dyskusji z takimi właśnie dys­ku­tan­tami :-).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mi Wi

    Dzięki za artykuł. Cej­row­ski w sferze świa­to­po­glądu to idiota. O ile lubię jego programy podróż­ni­cze, to staram się je prze­wi­nąć gdy zaczyna bredzić o bogu. Zresztą pokazał na co go stać ostatnią swoją “akcją” na temat Empiku (warto poszukać w Sieci co nagrał w odstępie kilku dni…)

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Gienek

    Punkt pierwszy jest z sufitu wzięty. Po pierwsze, to czy nauka ma granice jest pytaniem dia­bel­nie dys­ku­syj­nym. Cała sfera meta­fi­zyki nie jest czymś co przyj­muje każdy i nie ma żadnej prze­słanki pozwa­la­ją­cej uznać taką tezę za praw­dziwą. Możesz napisać co najwyżej “Być może nauka ma granice”.
    Zaś wywód o pasjo­na­tach nauki ata­ku­ją­cych i obra­ża­ją­cych roz­mów­ców jest już kom­plet­nym non­sen­sem i próbą dys­kre­dy­ta­cji. Osoba, która się prze­krzy­kuje i wyzywa jest po prostu burakiem i nie ma zna­cze­nia jakie ma poglądy. Chyba, że starasz się udo­wod­nić, że po tej naukowej stronie jest takich buraków więcej, ale wtedy zapytam o to na jakich pod­sta­wach wysuwasz taki wniosek. Ja takiej ten­den­cji nie zauważam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Arbuz

      A ja się z Tobą Gienku nie zgodzę. Właśnie ten pierwszy argument jest naj­sen­sow­niej­szym. Dlaczego pytanie o posia­da­nie granic przez naukę jest dys­ku­syjne? Sęk w tym, że nie jest. Jest ono jak naj­bar­dziej sensowne, zro­zu­miałe, jak i ma oczy­wi­stą odpo­wiedź. Gra­ni­cami nauki jest fal­sy­fi­ko­wal­ność. Nauka tworzy stwier­dze­nia, które można sfal­sy­fi­ko­wać. Nie chodzi o to, aby je udo­wad­niać, ale o to, aby można było je obalić. Naukowym jest to, co zostaje sfor­mu­ło­wane w sposób taki, aby prze­wi­dy­wało moż­li­wość sfal­sy­fi­ko­wa­nia tego czegoś. A to sprawia, że nauka ma wąskie i ciasne granice. Ale to mało. Dzisiaj jeszcze bardziej zacie­śniamy granice nauki. Nie wystar­czy sama fal­sy­fi­ko­wal­ność, konieczne jest jeszcze wyklu­cze­nie błędu podczas gro­ma­dze­nia danych obser­wo­wal­nych, mie­rzal­nych. To nie sztuka powie­dzieć, że oto widzę X, zatem stawiam hipotezę, że jeżeli jest X… ale czy aby na pewno widzi się ów X? Pomiary trzeba powta­rzać i powta­rzać, zmieniać warunki, wyklu­czać wszelkie hipo­te­tyczne moż­li­wo­ści, które mogłyby zakłócać pomiar. Po wielu, wielu latach można dopiero stwier­dzić, że się ów X widzi z dużym lękiem, czy aby przy­pad­kiem czegoś nie prze­oczono i że nie pojawi się jakiś chytry dok­to­rant, który wykaże, że jednak źle gro­ma­dzono dane obser­wa­cyjne… a cały czas mówimy jedynie o gro­ma­dze­niu danych, z których można później tworzyć jakieś hipotezy. W ogóle nie dotykamy kwestii udo­wad­nia­nia cze­go­kol­wiek. I to są te granice nauki: nauka niczego nie udo­wad­nia, umoż­li­wia jedynie fal­sy­fi­ko­wa­nie.

      Na mar­gi­ne­sie mogę dodać, że to wie­rze­nia, w tym reli­gijne, mogą sobie pozwolić na luksus powo­ły­wa­nia do życia wsze­la­kich pomysłów i idei, którym następ­nie będzie przy­pi­sana wartość prawdy bądź fałszu, ist­nie­nia bądź nie­ist­nie­nia. Nauka zawsze przegra z wiarą. Póki ludzie wierzą w sens badań nauko­wych, to nauka ma się dobrze. Ale nie wiele trzeba, aby prze­stali w to wierzyć, w końcu 80% ludzi nic nie rozumie z nauki a kieruje się jedynie naj­bar­dziej pry­mi­tyw­nymi popędami. Wystar­czy, że ludziom się odbierze nieco godności i dobro­bytu, zagrozi ich bio­lo­gicz­nym potrze­bom, a kupią każdą idio­tyczną nawet ide­olo­gię, w tym i taką, która godzi w naukę, naukow­ców i osią­gnię­cia nauki. To kon­struk­ty­wizm spo­łeczny, coś, co uprawiał i Hitler, i Stalin, i co uprawia obecnie Kaczyń­ski z Kościo­łem w Polsce. To naj­lep­szy przykład. Jeżeli jakieś hasła będą powszech­nie obecne w środkach masowego przekazu i uparcie głoszone przez auto­ry­tety, to staną się.. staną się prak­tycz­nie prawdą. Ludzie to kupią, czy chcą, czy nie chcą. Stąd mamy zamach w Smo­leń­sku, wiarę w sfał­szo­wane wybory samo­rzą­dowe, oraz cały ten dzi­waczny postulat o dżender. To cyniczna socjo­tech­nika, pranie mózgu mas. Dlaczego o tym piszę? Bo to pięknie pokazuje siłę wierzeń i słabość nauki. Co z tego, że jakiś 1% popu­la­cji coś wie o gender studies, o bada­niach nad rolami płcio­wymi w naukach spo­łecz­nych, skoro 99% jest już prze­ko­na­nych i wierzy w jakąś nie­zro­zu­miałą grupę spo­łeczną złych sata­ni­stów, zbo­czeń­ców i kobiet, którzy rzekomo drogą socjo­tech­niki chcą zmo­dy­fi­ko­wać umysły naszych dzieci w przed­szko­lach aby nasze dzieci były zboczone i sprze­ci­wiały się naszym tra­dy­cjom? Jak ma się do tego nauka, a więc zbiór zasad meto­do­lo­gicz­nych z zakresu socjo­lo­gii, psy­cho­lo­gii, biologii — w zakresie badań nad rolami płcio­wymi w spo­łe­czeń­stwie? To tylko pewne zasady meto­do­lo­giczne, które prze­strzega nie­wielka liczba naukow­ców a nie ide­olo­gia życiowa, wiara czy pospo­lite ruszenie pełne emocji. To może pokazać granice nauki rozu­miane nieco inaczej, niż kwestia fal­sy­fi­ko­wal­no­ści.

      Nauka może posłużyć do wytwo­rze­nia “udo­wod­nio­nej naukowo” ide­olo­gii, ale to będzie owa ide­olo­gia, ale nie nauka. Wszelkie “ataki” w postaci najazdu Złego Dżendera, zabo­bo­nów, kre­acjo­ni­stów i kogo tam chcecie, na pod­ręcz­niki aka­de­mic­kie są atakiem na pewne idee towa­rzy­szące myśleniu o wynikach badań nauko­wych, ale nie na wyniki badań nauko­wych same w sobie. Powodują też, że studenci i niekiedy pro­fe­so­ro­wie dostają kocio­kwiku i białej gorączki, i w reakcji na to zjawisko usiłują się okopać i bronić swoich idei na poziomie wiary, wierzeń. A do tego nauka już nie uprawnia. Nauka nie mówi, w co należy wierzyć, jak jest na prawdę, czy istnieje absolut — tego nauka nigdy nie powie. To jest kwestia wiary. Nauka jedynie pozwala fal­sy­fi­ko­wać hipotezy wyrażone w ścisłym języku meto­do­lo­gii danej dzie­dziny. Przy­kła­dowo, uczony za pomocą nauki może próbować roz­wią­zać problem, czy zmie­rzone x > 343 i przy przy­ję­tych warun­kach doświad­cze­nia jest to wartość wyższa niż zwykły przy­pa­dek + błędy pomiaru, ale z tego nie wynika, że należy tak a nie inaczej wycho­wy­wać dzieci, bić kobiety, doko­ny­wać aborcji, czy chodzić do kościoła. Tutaj też chcę pokazać ogra­ni­cze­nia nauki. Nauka nie jest ide­olo­gią i nie uza­sad­nia żadnych wierzeń ani ide­olo­gii. To uczonym się może jedynie wydawać, że takie a nie inne “dane naukowe” “udo­wad­niają” takie a nie inne ich poglądy, ale to nie jest tak, że to nauka tworzy jakieś poglądy czy świa­to­po­gląd.

      I zgodzę się też z tym, że bojow­nicy o świa­to­po­gląd scjen­ty­styczny (nie mylić ze scjen­to­lo­gią!) rzadko kiedy zapo­znają się z argu­men­tami strony prze­ciw­nej, zakła­da­jąc naj­czę­ściej, że skoro są lepiej wykształ­ceni i na co dzień obcują z nauką, to ich prze­ciw­nicy muszą być ciemnym, żyjącym w zabo­bo­nie, motło­chem, który z defi­ni­cji nie powinien mieć prawa głosu, a jak się wypo­wiada, to z defi­ni­cji cokol­wiek nie powie, będzie nie­po­ważne. To poważna wada, ale jak już pisałem wcze­śniej — nie wiem, na ile mi się udało to upra­wo­moc­nić — mówimy o wojnie świa­to­po­glą­do­wej, a nie o tym, czy nauka coś udo­wad­nia. Obie strony mogą w równym stopniu przy­ta­czać argu­menty zaczerp­nięte z nauki. Ale cała akcja toczy się na płasz­czyź­nie wierzeń, poglądów, postaw itp, a nie nauki. W efekcie, to śro­do­wi­sko aka­de­mic­kie naj­czę­ściej realnie jest aro­ganc­kie i nie­zro­zu­miałe — bo nie zbija ani jednego argu­mentu prze­ciw­nika, skoro nie zadaje sobie trudu zapo­zna­nia się z nimi na poważnie. I np. potrak­to­wa­nia ich z całym reżimem naukowej popraw­no­ści w analizie.

      Na mar­gi­ne­sie dodam, że oso­bi­ście nie cierpię kre­acjo­ni­stów, ludzi nie­wy­kształ­co­nych, reli­gij­nych, jestem za cał­ko­witą swobodą w dostępie do aborcji, badań (i mani­pu­la­cji) gene­tycz­nych (w tym na zarod­kach), uważam też, że osobom z wykształ­ce­niem mniej­szym niż wyższe zbyt pochop­nie przy­znano prawa wyborcze czynne i bierne. Piszę o tym, jakby ktoś chciał koniecz­nie mnie ustawić po którejś ze stron barykady.

      To jeszcze o wspo­mnia­nym Hellerze. Ks. Heller jest ciekawym przy­pad­kiem: gość nauczył się fizyki i ma poważny problem, bowiem rozumie ogrom dys­pro­por­cji między teologią a fizyką. Usiłuje to jakoś pogodzić bez negacji fizyki, a więc negując teologię. Jak cza­so­prze­strzeń nagina teologię tak, aby pasowała do fizyki. Można powie­dzieć, że jest to przykład teologii empi­rycz­nej: taką zbu­du­jemy teologię i takie wyobra­że­nie o abso­lu­cie, na jakie pozwa­lają nam mie­rzalne i wyli­czane fakty. Zna­mienne dla Hellera jest to, że nie zabiera on głosu w żadnych teo­lo­gicz­nych dys­pu­tach Kościoła. Jego poglądy uznano by za herezje i spalono by go na stosie (w prze­no­śni). Przecież Heller wprost — w wywia­dach, w tym także tele­wi­zyj­nych, ale pusz­cza­nych w pro­gra­mach popu­lar­no­nau­ko­wych, których nikt nie ogląda — mówi, że takiego absolutu, o jakim pisze pismo święte, czy jaki głosi Kościół, nie ma, takowy nie istnieje. Całą ta reli­gijna papla­nina to bajki, próby wyobra­że­nia sobie przez ludzi czegoś, co jest tak skom­pli­ko­wane, że praw­do­po­dob­nie zupełnie nie­poj­mo­walne. Podej­rze­wam, że nie wiele różni się w poglą­dach od Hawkinga, z tym że jedyną możliwą boską inge­ren­cje upatruje w wielkim wybuchu, w końcu ktoś musiał pousta­wiać te wszyst­kie stałe kosmo­lo­giczne i inne para­me­try świata kwan­to­wego tak, aby następ­nie historia wszech­świata, powsta­nie układu sło­necz­nego i wreszcie ewolucja na naszej planecie poto­czyły się w stronę zaist­nie­nia ludzi. Heller jest bardzo ciekawy, bowiem a) łączy jakąś wersję inte­li­gent­nego projektu z ewolucją oraz b) uważa, że wszystko można mate­ma­tycz­nie obliczyć, a z tego wynika, że praw­do­po­dob­nie magiczny absolut także jest mate­ma­tycz­nie obli­czalny. Teraz wyobraź­cie sobie, jak ks. Heller wygłasza homilię, bądź udaje się na zjazd epi­sko­patu i sta­now­czo twierdzi, że Pana Boga możemy obliczyć mate­ma­tycz­nie, opisać wzorami, oraz prze­wi­dy­wać jego zamysły — prze­wi­dy­wać wszyst­kie najmniej praw­do­po­dobne moż­li­wo­ści wydarzeń. Czy aby na pewno ks. Heller jest tym, na którego zwo­len­nicy kre­acjo­ni­zmu, anty-scjen­ty­zmu i Cej­row­skiego chcą się powo­ły­wać?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://polowanie-na-zdrowie.blogspot.com/ Polo­wa­nie na Zdrowie

    Hm, moim zdaniem, po prze­czy­ta­niu całego Twojego komen­ta­rza, stwo­rzy­łeś na siłę problem, który nie dotyczy tego wpisu, ani bloga (na tyle na ile go znam), ani komen­ta­rzy. Co do zaś samego kon­fliktu kre­acjo­ni­ści-biolodzy, to ja widzę, że nakrę­cają go sami kre­acjo­ni­ści, bo co dyskusja, czy to na żywo czy w Inter­ne­cie, biolodzy podają argu­menty ale też mówią, że jeśli ktoś wierzy w Boga itd. to taka osoba może sobie uznać, że Bóg stworzył mecha­ni­zmy ewolucji itd. itd., nato­miast kre­acjo­ni­ści zwykle są fana­tyczni, agre­sywni, obrażają, nie mają często mery­to­rycz­nie pojęcia o czym mówią. Naprawdę mam wiele doświad­czeń jeśli chodzi o dyskusje z kre­acjo­ni­stami i prawie zawsze wyglą­dała ona tak, jak piszę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Krzych

    Chciał­bym zwrócić uwagę na pewien ciekawy aspekt. Teorie pseu­do­nau­kowe to takie, których nie daje się udo­wod­nić lub sfal­sy­fi­ko­wać, bo bazują na zało­że­niach, które są nie­we­ry­fi­ko­walne. Zasta­nówmy się jak możnaby sfal­sy­fi­ko­wać teorię ewolucji? Ktoś pochop­nie mógłby powie­dzieć, że wystar­czy wskazać coś, co jej przeczy — coś, co jest nie­wy­tłu­ma­czalne w ramach tej teorii. Naiwny ten, kto tak sądzi! Ewo­lu­cjo­ni­sta przy­party do muru nie­wy­god­nymi pyta­niami stwier­dzi, … że to i tak nie fal­sy­fi­kuje teorii ewolucji, bo przecież ist­nie­jemy, więc ewolucja musiała sobie jakoś poradzić z pod­no­szo­nymi przez kre­acjo­ni­stów pro­ble­mami. Mamy więc kla­syczny przykład teorii pseu­do­nau­ko­wej i stąd wynika nie­moż­ność prze­ko­na­nia się nawzajem. Ewo­lu­cjo­ni­ści jednak są na ogół tak zaro­zu­miali, że tego nie widzą.

    Ja daję +1 dla Cej­row­skiego za cało­kształt jego dzia­łal­no­ści.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Nie grzmisz

      Rzucić historią swojego życia też mogę. “Bo 150 razy roz­ma­wia­łem z kre­acjo­ni­stami i oni za każdym razem pisali bez zna­jo­mo­ści podstaw biologii, logiki i orto­gra­fii. Wszyscy są więc głupi a ich teoria do debilizm”. Proste. Gorzej kiedy widzimy tylko to co chcemy a zamiast sięgać do poważ­nych opra­co­wać i książek, których na rynku jest gigan­tyczna ilość opieramy swoją wiedzę o szcze­ka­nie na forach inter­ne­to­wych.

      Cały Twój komen­tarz brzmi tak: “Ewolucja jest głupia bo ewo­lu­cjo­ni­ści są głupi i nie mają argu­men­tów. Ja co prawda też nie, ale jestem mądrzej­szy”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Krzych

        Nie pisałem nic o tym, że ewo­lu­cjo­ni­ści są głupi. Napi­sa­łem, że są zaro­zu­miali, ale to tak naprawdę nie jest takie ważne.

        Ważne jest to, że uważamy, że jakaś teoria jest praw­dziwa wtedy, gdy porząd­kuje znane nam fakty w spójną całość. Jeśli jednak niektóre znane nam fakty są nie do wytłu­ma­cze­nia w ramach tej teorii, tak że stanowią dla niej kontr­przy­kład, to dana teoria, jeśli chce być nadal naukowa, powinna albo znaleźć wytłu­ma­cze­nie dla tych rzeczy, bądź zostać zmo­dy­fi­ko­wana tak, by takie sprzecz­no­ści już nie wystę­po­wały. Tak się jednak nie dzieje. Kontr­ar­gu­men­tem ewo­lu­cjo­ni­stów są wyzwiska (np. “głupi”, “debilizm”), powo­ły­wa­nie się igno­ran­cję rozmówcy (“bez podstaw biologii, logiki, orto­gra­fii”), a cały dowód na ewolucję to tzw. “dowód przez auto­ry­tet” — bo w poważ­nych opra­co­wa­niach przecież tak napisano.

        Szczerze powiem, że nie wyobra­żam sobie takiej dyskusji w jakiej­kol­wiek nauce ścisłej. Jak można spierać się, czy coś jest udo­wod­nione? Wystar­czy przecież pokazać dowód i każdy nie­do­wia­rek musi zmienić zdanie. No chyba, że taki dowód nie istnieje, a kontr­przy­kłady oba­la­jące dane twier­dze­nie są igno­ro­wane — wtedy taka dyskusja może trwać nawet tysiąc­le­cia 😉

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arbuz

        “Ważne jest to, że uważamy, że jakaś teoria jest praw­dziwa wtedy, gdy 
        porząd­kuje znane nam fakty w spójną całość.”

        Nie zgodzę się. Jak­kol­wiek by nie rozumieć idei “praw­dzi­wo­ści” teorii, nie będzie miało to nic wspól­nego ze zdol­no­ścią jej do upo­rząd­ko­wa­nia cze­go­kol­wiek. Co to za logika? Jak “prawda” może być prostym wynikiem upo­rząd­ko­wa­nia cze­go­kol­wiek? Czy jak posprzą­tam swój gabinet i upo­rząd­kuję swoje akta alfa­be­tycz­nie, to będzie to bardziej praw­dziwy gabinet, niż gdyby był pozo­sta­wiony w bała­ga­nie? Umie­jęt­ność zebrania faktów w spójną całość to ogólna zdolność mózgu, jak bieganie, ryso­wa­nie czy mówienie, spo­strze­ga­nie ruchu itd. To, że ładnie upo­rząd­ko­wany zbiór faktów wydaje się bardziej wia­ry­godny niż zbiór faktów nie zebrany do kupy jest złu­dze­niem wyni­ka­ją­cym stąd, że nasz mózg koniecz­nie chce mieć wszystko spójne i upo­rząd­ko­wane. Ale to nie znaczy, że jak ładnie coś opiszemy, to będzie to fak­tycz­nie wyzna­czało praw­dzi­wość tego czegoś.

        Ale zgodzę się, że teoria naukowa ma na celu “lepsze” wyja­śnie­nie jakiegoś frag­mentu rze­czy­wi­sto­ści niż dotych­cza­sowe teorie. Przy czym owo “lepsze” nie musi oznaczać, że nowa teoria ma obo­wią­zek wyja­śniać rze­czy­wi­stość w sposób bardziej spójny, czy bardziej przy­stępny. Ma po prostu wyja­śniać i tyle. Zatem, “Jeśli jednak niektóre znane
        nam fakty są nie do wytłu­ma­cze­nia w ramach tej teorii, tak że stanowią
        dla niej kontr­przy­kład, to dana teoria, jeśli chce być nadal naukowa,
        powinna albo znaleźć wytłu­ma­cze­nie dla tych rzeczy, bądź zostać
        zmo­dy­fi­ko­wana tak, by takie sprzecz­no­ści już nie wystę­po­wały.” — jak piszesz — jest to oczy­wi­ście słuszne stwier­dze­nie, dość try­wialne, ale słuszne. Trudno się nie zgodzić. Zauważ jednak, że jeżeli dana teoria jest naukowa, to umoż­li­wia zna­le­zie­nie kontr­przy­kła­dów, prze­wi­duje ich znaj­dy­wa­nie i całą zabawa polega na tym, aby te kontr­przy­kłady znaj­do­wać i za ich pomocą “testować” ową teorię. Jeżeli znaj­dziesz choć jeden kontr­przy­kład, znisz­czysz teorię, nie­rzadko na amen.

        Jeżeli przy tym chcesz pody­sku­to­wać na temat słusz­no­ści jakiejś teorii na forach inter­ne­to­wych i spo­ty­kasz się przy tym z wyzwi­skami, powo­ły­wa­niem się na igno­ran­cję itd., to fak­tycz­nie przykre… ale czego się spo­dzie­wać na forach inter­ne­to­wych? A nawet nie na forach tylko w dyskusji w komen­ta­rzach na blogu? Zgadzam się, tak być nie powinno, ale o tym już pisałem powyżej. Zauważ jednak, że po pry­mi­tywne środki depre­cjo­no­wa­nia rozmówcy sam też sięgasz. Sam używasz tego oręża. Przy­pi­su­jesz swoim roz­mów­com stan po zażyciu środków psy­cho­ak­tyw­nych. Więc już wyobra­żam sobie, czemu dyskusja się nie klei…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Arbuz

      Heh, nauka nie zajmuje się udo­wad­nia­niem, zajmuje się wyłącz­nie fal­sy­fi­ko­wa­niem. Dobra teoria to taka, której nie udaje się sfal­sy­fi­ko­wać przez dłuższy czas, bądź też, wychodzi z prób fal­sy­fi­ka­cji z drobnymi popraw­kami. Nie oznacza to, że teoria taka jest praw­dziwa, czy udo­wod­niona! Ale rzucając hasłem “teoria ewolucji” to tak, jakby rzucić hasłem “teoria poznania” — jak to można w ogóle fal­sy­fi­ko­wać? To hasło jest zbyt ogólne, obejmuje wiele różnych kon­cep­cji, modeli i teorii nauko­wych opi­su­ją­cych ewolucję na różnym poziomie, obejmuje dobór natu­ralny, dzie­dzi­cze­nie, genetykę i genomikę. A każde to kolejne hasło obejmuje tysiące innych teorii i modeli. Nie można ich wszyst­kich łącznie fal­sy­fi­ko­wać. Kiedy wej­dziemy w konkrety, to się okaże, że mówienie o fal­sy­fi­ko­wal­no­ści doboru natu­ral­nego będzie rów­no­ważne mówieniu o fal­sy­fi­ko­wal­no­ści fotonu. Kto w ogóle widział foton? Miał w ręce, zrobił mu zdjęcie, roz­ma­wiał z nim? Ba, jak w ogóle można mówić o fotonach, skoro fizycy sami nie wiedzą, czy to ma być jakaś kulka — okruch materii, czy fala — wyraz oddzia­ły­wa­nia jakiejś energii? Jedyne co mamy, to róż­no­rodne dane pośred­nie. Foton to koncept, podobnie jak pojęcie inte­li­gen­cji. Podobnie jak pojęcie doboru natu­ral­nego. To jest hasło, którym wyja­śniamy wyniki doświad­czeń, bądź którym chcemy wyjaśnić wyniki doświad­czeń, lepiej bądź gorzej. To nie musi być fak­tyczny, rze­czy­wi­sty byt. Sęk w tym, że pojęcie doboru natu­ral­nego — ten konspekt teo­re­tyczny — lepiej wyjaśnia zjawiska, które obser­wu­jemy, niż, dajmy na to, pojęcie doboru według pokre­wień­stwa, doboru wg. rozpiski CIA, albo magicz­nego oddzia­ły­wa­nia różdżki H. Pottera. Z teorią ewolucji jest całkiem nieźle, bo mamy ogrom badań, doświad­czeń i obser­wa­cji, gorzej jest np. z teorią inte­li­gent­nego projektu. Kre­acjo­nizm zupełnie nie ma nic wspól­nego z nauko­wo­ścią, bo tam niczego nie da się sfal­sy­fi­ko­wać. Równie dobrze można zapro­po­no­wać tezę o tym, że w roku 2982 utwo­rzony zostanie Instytut Chytrej Biologii i jego inży­nie­ro­wie będą za pomocą inży­nie­rii gene­tycz­nej tworzyć prze­dziwne gatunki zwierząt i roślin, a następ­nie będą się cofać w czasie, aby zaszcze­piać te wytwory w różnych miej­scach i w różnym czasie a i przy okazji roz­kła­dać spre­pa­ro­wane ska­mie­liny, abyśmy my, dziś żyjący, myśleli, że wszystko jest wytworem jakiejś ewolucji. Tez o inge­ren­cji siły wyższej, która wszyst­kim mani­pu­luje nie da się sfal­sy­fi­ko­wać. Ale sfal­sy­fi­ko­wać można teorie opi­su­jące procesy mutacji gene­tycz­nych, czy zjawiska opi­sy­wane łącznie jako dobór natu­ralny. Wystar­czy znaleźć coś, co lepiej tłumaczy obser­wo­walną rze­czy­wi­stość i wyniki eks­pe­ry­men­tów. Ale można o tym mówić na poziomie kon­kret­nych mecha­ni­zmów, a nie ogól­ni­ko­wych haseł, jak suge­ru­jesz. Czy można sfal­sy­fi­ko­wać teorię gra­wi­ta­cji? Teorię fotonu? Teorię inte­li­gen­cji? To są nagłówki pod­ręcz­ni­ków, czy roz­dzia­łów w pod­ręcz­ni­kach, a nie kon­kretne teorie naukowe!

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Krzych

        Celowo napi­sa­łem bardzo ogólnie, nie wchodząc w szcze­góły. Argu­menty wysuwane przez kre­acjo­ni­stów są dobrze znane, dobrze wiadomo co w teorii ewolucji jest sensowne, a co nie­do­rzeczne — nie ma sensu tego po raz kolejny powielać.

        Swoją drogą, jak czytam Twe prze­my­śle­nia o fotonach, różdż­kach H. Pottera, roz­pi­skach CIA, Insty­tu­cie Chytrej Biologii, albo Twój inny post o tym, jak wygląda świat oczami prostego nie­uczo­nego kre­acjo­ni­sty, to nasuwa mi się jedno: po czym ma się takie wizje? Cokol­wiek to by nie było — nie bierz już tego.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arbuz

        Nie bardzo rozumiem. Najpierw zaczy­nasz temat, a potem zaraz piszesz, że nie ma sensu o tym dys­ku­to­wać. Jeżeli chodzi o podawane przeze mnie przy­kłady, to są, owszem, absur­dalne, dzi­waczne, humo­ry­styczne, zaczepne i szy­der­cze, takie miały być. Ale przecież logika nie boli. I tak, teza główna kre­acjo­ni­stów brzmi mniej więcej nastę­pu­jąco: świat został stwo­rzony od razu takim, jakim go widzimy tu i teraz w czasie zero przez X, a jeżeli teraz odkry­wamy ska­mie­liny, które wydają się, że powstały w czasie < zero i w dodatku wydają się suge­ro­wać coś takiego, jak ewolucja, to znaczy, że X je spe­cjal­nie tak podłożył, abyśmy tak myśleli. Co zatem stoi na prze­szko­dzie pod­sta­wić za X albo za czas zero dowolne zmienne? X może być równy zarówno Jahwe, Allah, jak i kosmici czy Instytut Chytrej Biologii. Jak to zmienia tę teorię? Przecież to już prosty rachunek zdań mógłby tutaj pomóc. Owszem, może ktoś się obrazić za taką analizę i za porów­na­nie aktu boskiej kreacji do machania różdżką przez Harrego Pottera, ale przecież jedno i drugie to fantasy. Taki gatunek lite­racki. Czy można badać naukowo lite­ra­turę i treści lite­rac­kie? Ano można, ale czy można fal­sy­fi­ko­wać mito­lo­gię Tolkiena, Rowling, czy Pię­ciok­sięgu? Ano nie można, nato­miast jak naj­bar­dziej można fal­sy­fi­ko­wać szcze­gó­łowe teorie wypro­wa­dzone z idei ewolucji.

        Przykład z “nie­uczo­nym kre­acjo­ni­stą” może jest zbyt prze­ry­so­wany, ale chodzi w nim raczej o to, że czym innym jest wyobra­że­nie świata stwo­rzone na bazie zło­żo­nych mate­ma­tycz­nie nauko­wych modeli, a czym innym zwykłe rozu­mie­nie świata przez osoby nie grze­biące w modelach nauko­wych. Zwykli ludzie mają, zamiast modeli nauko­wych, banalne modele pro­po­no­wane przez kulturę, tradycję i wie­rze­nia reli­gijne — bo taka jest funkcja kultury i religii, obja­śniać świat — i za cholery nie mogą się odnaleźć w tym, co wynika z nauki. I się nie odnajdą, a wraz z dalszym postępem będzie coraz gorzej. Nie mają aparatu mate­ma­tycz­nego ani nie znają warsz­tatu meto­do­lo­gicz­nego, które by im umoż­li­wiły choćby w kilku pro­cen­tach zro­zu­mie­nie tego, o czym mówi nauka. Oceniają tezy uczonych za pomocą tych samych narzędzi inte­lek­tu­al­nych, którymi oceniają kulturę, tradycję i wie­rze­nia reli­gijne i wychodzi olbrzymi dysonans. Czy nauka musi zaprze­czać wie­rze­niom reli­gij­nym? Oczy­wi­ście że nie, może pomagać w zwal­cza­niu zabo­bo­nów, ale nauka nic nie mówi i nigdy nic nie powie o ist­nie­niu absolutu, a jednak wierzący okopują się i bronią przed nauką jak mogą, w tym atakują zawzię­cie ewolucję, kosmo­lo­gię i nawet socjo­lo­gię. Obawiam się, że misja tego portalu się nie powie­dzie, już jest za późno, z tej prostej przy­czyny, że dla wielu z laików trwa już w naj­lep­sze wojna, w której naukowcy to diabeł z piekła rodem. To już nie jest kwestia popu­la­ry­za­cji nauki, poziom irra­cjo­nal­no­ści w poglą­dach roz­po­wszech­nio­nych wśród laików jest wyższy niż na początku XX wieku. Ale może się mylę…

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    A ja podzię­kuję za artykuł. Nie wiem skąd nagle wzięły się te wszyst­kie dziwne komen­ta­rze. Widzę, że ludzi strasz­nie kręci spór kre­acjo­ni­ści vs logika i zapewne artykuły na ten temat nabiłyby tutaj mnóstwo wyświe­tleń. Nie chciał­bym jednak, aby ten blog się prze­ro­dził w kolejną arenę walk. Smuci mnie, że tak niewielu docenia w komen­ta­rzach trud włożony w napi­sa­nie tego pod­su­mo­wu­ją­cego rok 2014 artykułu. W każdym razie dzięki Adamie i czekam na następną wrzutkę. Pozdra­wiam, m.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Jade

    Zgadzam się z tym co napisał Polo­wa­nie na Zdrowie, więc tylko odniosę się do kilku kwestii, które poru­szy­łeś.

    “Nauka ma swoje granice” — Nauka jest narzę­dziem w rękach ludzi umoż­li­wia­ją­cym obiek­tywne poznanie praw rzą­dzą­cych światem. To ludzie pro­jek­tują eks­pe­ry­ment zgodnie z wszel­kimi zasadami sztuki, wycią­gają wnioski i coś odkry­wają. Zatem jak już to może my, ludzie, jako gatunek nie jesteśmy wystar­cza­jąco bystrzy do zro­zu­mie­nia abso­lut­nie wszyst­kiego w kosmosie. Może nasz intelekt jest nie­wy­star­cza­jący na wymy­śle­nie kolej­nego eks­pe­ry­mentu, ale narzę­dzia i metody naukowe, którymi się posłu­gu­jemy, nie są temu winne.

    “W tym wzglę­dzie argument, że katolicy są świętszy od Papieża jest śmieszny, irra­cjo­nalny, dzie­cinny, z tego względu, że po pierwsze należy wyróżnić stopnie Magi­ste­rium Kościoła (jest to dość złożona kwestia, wystar­czy zapa­mię­tać, że nie każda nauka papieska jest nie­omylna (…)” — To coś nowego. Od zawsze mówiło się, że głowa kościoła jest auto­ry­te­tem dla swoich wiernych, co za tym idzie z jego słowami się nie dys­ku­tuje. To zresztą odróżnia naukę od religii. W nauce nie ma auto­ry­te­tów. Nawet odkrycia dokonane przez naj­więk­szych eks­per­tów w swoich dzie­dzi­nach pod­le­gają wery­fi­ka­cji.

    “c) sama dar­wi­now­ska teoria ewolucji pod­le­gała… ewolucji.” — Nie znam historii badań nad ewolucją, ale patrz punkt wyżej. Jeżeli jakieś poglądy w obrębie teorii ewolucji uległy zmianie to właśnie jest naj­pięk­niej­szy przykład tego jak działa nauka. Znaj­du­jemy nowe dowody, które zmie­niają nasze myślenie w jakimś obszarze, więc auto­ma­tycz­nie wery­fi­ku­jemy fakty na ten temat. Nie trzymamy się zapisów jednej starej księgi spisanej wieki temu.

    “3. Gdyby kto­kol­wiek z woju­ją­cych ewo­lu­cjo­ni­stów zadał sobie trud zbadania naucza­nia Kościoła oraz obecnego stanu badań teo­lo­giczno-egze­ge­tyczno-filo­zo­ficz­nych (…), a nauką jest o wiele więcej punktów wspól­nych, niż prze­szkód.” — Z moich obser­wa­cji wynika, że wojują ludzie, którzy odczy­tują Biblię jako tekst naukowy. I to oni mają problem, nie ewo­lu­cjo­ni­ści. Byłoby miło, gdyby ktoś z nich zadał sobie trud zro­zu­mie­nia na czym polega nauka.

    Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kuba

    Facet bawiący się z wężem dożył wieku repro­duk­cyj­nego, czyli nie jest na tyle głupi, żeby wyeli­mi­no­wać swoje geny z procesu ewolucji. Ten bez­sporny fakt obala cały wywód Cej­row­skiego. A skoro ist­nie­nie idiotów ma obalać ewolucję na rzecz kre­acjo­ni­zmu… idiotyzm ludzi ma potwier­dzać, że zosta­li­śmy stwo­rzeni na obraz i podo­bień­stwo Boga? Tu Cej­row­ski strzelił sobie w stopę.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0