Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 2

Artykuły

Kościół Galaktyczny

3rd Sie '12

Kosmos i religia stanowiły niegdyś mieszankę wybuchową. Ojcom Kościoła nie odpowiadała doktryna nieskończonego i wiecznego wszechświata autorstwa Giordano Bruno, ani teza Galileusza, jakoby Słońce stanowiło centrum świata. Obecnie Watykan zmienia podejście do tematów astronomicznych i stara się nadążyć za nowinkami naukowymi. W Watykańskim Obserwatorium Astronomicznym działa ciągle nowoczesny teleskop VATT, na sympozja do Stolicy Piotrowej zaprasza się znamienitych naukowców, a niektórzy księża snują śmiałe przypuszczenia na temat istnienia cywilizacji pozaziemskich. Do tego stopnia, że rozwija się całkiem nowa dziedzina zwana astroteologią.

Nauka nad religią ma tę przewagę, że się myli, ale potrafi jednak swoje błędy sko­ry­gować, mimo że fizycy wodzą się za łby.
– Sta­ni­sław Lem

Kosmici to ateiści?

Sama Droga Mleczna liczy kilkaset miliardów gwiazd. Zakła­dając, że choćby nie­wielka część z nich ma układy pla­ne­tarne, nie­wąt­pliwie znajduje się wśród nich wiele planet podob­nych Ziemi. Skoro tak, to łatwo dojść do wniosku, że życie w kosmosie może być powszechne. Entu­zjaści pod­pie­ra­jący się praw­do­po­do­bień­stwem uważają, że nasza galak­tyka zamiesz­kana jest przez ogromną liczbę cywi­li­zacji. Dlaczego więc nie wykry­jemy choćby jednej z nich? Znany XX-wieczny fizyk, Enrico Fermi, postawił dobitną tezę – naj­wy­raź­niej poza Ziemią nie wystę­puje inte­li­gencja. Tzw. paradoks Fermiego wywołał sporo kon­tro­wersji i do dziś stanowi główny argument prze­ciwko idei UFO. Wyobraźcie sobie jednak, że Fermi nie miał racji, a lata świetlne od nas egzy­stują świadomi obcy. Ich inte­li­gencja praw­do­po­dobnie prze­wyższa naszą, a wygląd może być całkiem odmienny. O tym wszystkim wiemy choćby z filmów science fiction. Inte­re­su­jące jest to, że znacznie rzadziej poddaje się pod rozwagę życie duchowe kosmitów. To przecież kwestia kluczowa. Jakieś 90% z 6 miliardów miesz­kańców naszej planety wierzy w ist­nienie jakiegoś bytu nad­przy­ro­dzo­nego. To natu­ralne, że więk­szość z nas po roz­wi­niętym kosmicie spo­dzie­wa­łaby się oka­za­łego systemu wiary lub przy­najm­niej filo­zo­ficz­nych prze­my­śleń na temat hipotezy wiel­kiego pro­jek­tanta.

Człowiek, dzięki wykształ­co­nemu ewo­lu­cyjnie mózgowi, posiada moż­li­wość two­rzenia narzędzi i zmie­niania ota­cza­ją­cego go świata. Nic dziwnego, że w pewnym momencie spojrzał na to wszystko i zadał sobie intu­icyjne pytanie: kto to wszystko zrobił? Nie­wąt­pliwie musiała być to istota silna, pre­cy­zyjna, mądra – jednym słowem wszech­po­tężna. Jeżeli gdzie­kol­wiek istnieją inne świadome orga­nizmy, to wysoce praw­do­po­dobne, że gnębią je pytania ana­lo­giczne. Zakła­dając, że są bardzo dobrze roz­wi­nięte umysłowo, można również spo­dziewać się, iż w jakiś sposób roz­wią­zali te kwestie. Wielu ludzi nauki, scep­tycznie nasta­wio­nych do religii, wyobraża sobie kosmitów o cał­ko­wicie non­te­istycznym podej­ściu do świata. Jako istoty rozu­mie­jące naturę znacznie lepiej niż my, nie potrze­bują oni bytów nad­przy­ro­dzo­nych. Poza tym, umysły roz­wi­ja­jące się w odmien­nych warun­kach mogą być w ogóle nie przy­sto­so­wane do two­rzenia mito­logii. To, że człowiek ma szeroką wyobraźnię i uwielbia zanurzać się w marze­niach, baśniach i wierze, nie oznacza, że inne orga­nizmy zacho­wują się podobnie. W takiej sytuacji mieliby oni ogromne problemy z poj­mo­wa­niem ziem­skiej kultury i oby­czajów.
Jeżeli jednak istnieje wiele cywi­li­zacji, to część na pewno wykształ­ciła jakieś systemy reli­gijne. Niektóre muszą być zupełnie odmienne od ziem­skich z pro­za­icz­nych powodów. Jak wiadomo, więk­szość sta­ro­żyt­nych narodów czciła Słońce, a w ciałach nie­bie­skich widziała bogów. Wie­rzenia wyglą­da­łyby zupełnie inaczej, gdyby inaczej pre­zen­tował się nie­bo­skłon. 8 lat świetl­nych od nas znajduje się układ podwójny Syriusza A i białego karła Syriusza B. Gdyby ten region zamiesz­ki­wały inte­li­gentne istoty, to na pewno zna­la­złyby ciekawą inter­pre­tację mito­lo­giczną dla takiego widoku na niebie. Być może to Stwo­rzy­ciel wraz z synem podró­żują przez wszech­świat? Rasa egzy­stu­jąca w pobliżu grupy kilkuset pięknych gwiazd zwanych Ple­ja­dami, praw­do­po­dobnie utoż­sa­mi­łaby je z kosmicz­nymi straż­ni­kami lub całym pan­te­onem pomniej­szych bóstw. Takich sce­na­riuszy można wymyślić wiele. Nie­wy­klu­czone, że na dalszym poziomie rozwoju, obcy porzucą kultu ciał nie­bie­skich i sił przyrody na korzyść bardziej abs­trak­cyj­nych bytów.

Wpływ na wiarę

Wyobraźcie sobie, że jutro naukowcy wydają nastę­pu­jący komu­nikat: program SETI odniósł sukces, mamy kontakt z cywi­li­zacją poza­ziemską! Ludzie zacho­wują na skrajnie różne sposoby. Jedni popusz­czają wodzę fantazji marząc o jak naj­szyb­szym spo­tkaniu, inni obawiają się, że tra­fi­liśmy na kosmiczne stwory pokroju Pre­da­tora, a jeszcze inni starają się przejść nie­udolnie obok całego zamie­szania. Dochodzi do masowej manii na punkcie istot poza­ziem­skich, doty­ka­jącej każdej dzie­dziny życia i wiedzy. Gdzie w tym wszystkim miejsce na sferę duchową, cechu­jąca ludzką rasę? W roku 2010 w Londynie, odbyło się sym­po­zjum doty­czące wpływu życia poza­ziem­skiego na religie. Gwoź­dziem programu było przed­sta­wienie ankiety prze­pro­wa­dzonej przez Teda Petersa, lute­rań­skiego teologa i pro­fe­sora Pacific Lutheran The­olo­gical Seminary. Można powie­dzieć, że jest źle, ale nie tra­gicznie. Ponad 1/4 ankie­to­wa­nych przy­znaje, że ewen­tu­alny przełom w poszu­ki­waniu inte­li­gencji poza­ziem­skiej spo­wo­duje kryzys ich wiary. Osoby nie­wie­rzące, zgodnie z prze­wi­dy­wa­niami, w zde­cy­do­wanej więk­szości dekla­rują, że nie zmienią swoich prze­konań w związku z takim odkry­ciem.

Tego typu badania niczego nie prze­są­dzają i na dobrą sprawę nie są mia­ro­dajne. Sprawa rysuje się kon­tro­wer­syjnie i moim zdaniem, osta­tecznie wszystko zale­ża­łoby od samych kosmitów. Jeżeli poznani przez nas obcy byliby hiper-zaawan­so­waną rasą, cał­ko­wicie odrzu­ca­jącą każdą formę wiary, to nie­wąt­pliwie dałoby nam to wszystkim do myślenia. Pisząc z per­spek­tywy miesz­kańca państwa kato­lic­kiego – Bóg stworzył niebo i ziemię – więc przy­bysze z innej planety również są dziełem jego reki. Dlaczego jednak, oni sami nic o tym nie wiedzą? Jak to się stało, że roz­wi­nięta cywi­li­zacja cał­ko­wicie odrzuca ist­nienie Stwórcy? Można założyć, że po prostu się mylą, a Zie­mianie mają rację. Czy to jednak możliwe, że znacznie inte­li­gent­niejsze orga­nizmy, posia­da­jące nie­po­rów­nanie większy zasób wiedzy od nas, są w lesie a my doszliśmy do prawdy? Jeżeli do tego okaże się, że owi kosmici mają roz­wi­nięte poczucie spra­wie­dli­wości, moral­ności, czy nawet potrafią odczuwać miłość, bez pomocy żadnego boga, to sprawy mocno się kom­pli­kują. Każdy musi taką ewen­tu­al­ność skon­fron­tować z własnym sumie­niem.
Jest też druga strona medalu, o której chyba zapo­mnieli ateiści biorący udział w badaniu Petersa. Co gdy kosmici okażą się osobami wie­rzą­cymi? O ile, podobnie do Ziemian, będą oni wewnętrznie rozbici, wyzna­jący wiele religii i odłamów, to raczej nie będzie pro­blemów. Załóżmy jednak bardziej nie­praw­do­po­dobną historię: istoty poza­ziem­skie okazują się chrze­ści­ja­nami. Przy­by­wają w odwie­dziny, przywożą swoją wersję Biblii i opo­wia­dają o mesjaszu, który w ana­lo­giczny do Chry­stusa sposób odkupił ich grzechy. Dla ludzi nie nale­żą­cych do Kościoła to tylko bujna fantazja, lecz dla osoby głęboko wie­rzącej jest to sytuacja nie­trudna do wyobra­żenia i jak naj­bar­dziej pożądana. Część ateistów lub inno­wierców na pewno przy­ję­łaby to jako dziwny zbieg oko­licz­ności, ale nie wierzę, że ledwo 1% (zgodnie z ankietą Petersa) nawró­ciłby się. Trudno o lepszy dowód praw­dzi­wości religii niż obja­wienie w innej części galak­tyki.

Gwiezdni misjonarze

Pozo­stańmy przy bardziej praw­do­po­dobnym sce­na­riuszu, w którym obcy okazują się nie­wie­rzący bądź posia­dają własną religię. Jak powinien zachować się w tej sytuacji chrze­ści­janin? Problem mieliśmy okazję poznać przy okazji powieści Carla Saga „Kontakt” (bądź jego ekra­ni­zacji z Jodie Foster w roli głównej). Szukając kan­dy­data na repre­zen­tanta Ziemi, spe­cjalna komisja zadała głównej boha­terce pytanie doty­czące jej wiaryDr Arroway, 95% ludzi na świecie wierzy w takiego, czy innego rodzaju siły wyższe. To pytanie jest tu bardzo na miejscu. Pojawia się tu ogromny problem: wybrać lepszego spe­cja­listę-ateistę, czy słab­szego lecz „bardziej ludz­kiego”? Poza tym dlaczego amba­sa­dorem ludz­kości miałby być wyznawca akurat tej, a nie innej wiary?

Choć od owego spo­tkania z obcymi dzieli nas jeszcze wiele, to już dziś dys­ku­to­wany jest problem wiary na tym tle. Rozwija się tzw. astro­te­ologia, młoda dzie­dzina, zaj­mu­jąca się pro­blemem ducho­wości w skali kosmicznej. Pierwszą broszurę jej poświę­coną wydano w 2005 roku, za sprawą Guya Con­so­lo­magno z Waty­kań­skiego Obser­wa­to­rium Astro­no­micz­nego. Na dzień dzi­siejszy posiada cha­rakter czysto teo­re­tyczny. Księża i teolodzy inte­re­su­jący się tematem zazwy­czaj siedzą cicho, bojąc się wyśmiania przez śro­do­wisko. Szkoda, gdyż astro­te­ologia wydaje się szalenie ciekawa, a w dalekiej przy­szłości również bardzo prak­tyczna. Załóżmy, że to ludzie za kil­ka­na­ście pokoleń stają się zdolni do kolo­ni­zo­wania nowych światów i przy­pad­kiem natra­fiają na obcą cywi­li­zację, nieco gorzej roz­wi­niętą. Jeśli nie przy­sy­pia­li­ście na lekcjach historii, to zauwa­ży­li­ście, że historia się powtarza. W takiej samej sytuacji znaleźli się Euro­pej­czycy po odkryciu Ameryki. Finał był wszystkim znany: upadek indiań­skich kultur, języków i religii. Czasy nawra­cania siłą raczej minęły. Tym bardziej inte­re­su­jące jest, jak zacho­wałby się Kościół w takiej sytuacji. Wyła­niają się nowe pytania: czy obcy są naszymi bliźnimi? Czy mają duszę? Czy Chrystus umarł także za nich? Con­so­lo­magno sym­pa­tycznie teo­re­ty­zuje: Żeby uznać ich miesz­kańców za naszych braci i istoty godne miłości, wystarczy, by miały intelekt i wolną wolę, nie ma zna­czenia ile będą miały odnóży. Ted Peters dodaje: Jezus jest ludzki tak jak my, zatem można pewnie znaleźć Jezusa spe­cy­ficz­nego dla kosmitów. Za tym opty­mi­zmem czai się jednak ludzka natura. Nie da się wyklu­czyć, że nasza często nazbyt dumna rasa, znów wyśle kon­kwi­sta­dorów, a za nimi naukowców i misjo­narzy. Z kolei, jeśli Katolicy posta­nowią pozostać bierni i zostawić kosmiczne owieczki samym sobie, to na niemal pewno wyko­rzy­stają to inne religie. Wydaje się, że nie ma dobrego wyboru. Miejmy tylko nadzieję, że ludzkość budująca swój galak­tyczny Kościół, nie wejdzie kiedyś w konflikt z potęż­nymi inno­wier­cami zamiesz­ku­ją­cymi odległy zakątek kosmosu.

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Ezoteryk

    Chyba to nie takie proste 🙂
    Chrze­ści­jań­stwo opiera się na dok­trynie wcie­lenia , śmierci i zmar­twych­wstania Jezusa Chry­stusa . Zda­rzenia te miały na celu wyma­zanie grzechu pier­wo­rod­nego Adama i Ewy .
    Jesli kosmici istnieją , to z defi­nicji nie są ludźmi , nie są potom­stwem Pra­ro­dziców , więc logicznie biorąc nie mają grzechu pier­wo­rod­nego . Śmierć i zmar­twych­wstanie Jezusa nie mają więc na nich jakie­go­kol­wiek wpływu , z czego wynika prosty wniosek – Obcy nie może być chrze­ści­ja­ninem ! Doktryna chrze­ści­jańska jest nie­zwykle antro­po­cen­tryczna i trudno ją sobie wyobrazić jako kosmiczny uni­wer­sa­lizm . Trzeba by było stworzyć wręcz nową religię , tak odległą od chrze­ści­jań­stwa , jak ono jest odległe od judaizmu .
    Inne religie mają o wiele łatwiej , lecz nie ma tu miejsca na szcze­gó­łowe roz­wa­żania …

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      Chrze­ści­janie za pomocą jednej książki potra­fili uspra­wie­dli­wiać nie­wol­nictwo i je potępiać, głosić geo­cen­tryzm i helio­cen­tryzm, odrzucać i dopusz­czać ewolucję.
      Jestem pewien, że żadne „zielone ludziki” nie zmącą (zbytnio) ich wiary, bo nie jest ona oparta na logicz­nych i sen­sow­nych argu­men­tach. A jeśli już sami gubią się w stwo­rzonym przez siebie świecie to intonują „wieeelka tajem­niiica wiaaaary” i brną dalej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0