Czytaj dalej

Kosmos i religia stanowiły niegdyś mieszankę wybuchową. Ojcom Kościoła nie odpowiadała doktryna nieskończonego i wiecznego wszechświata autorstwa Giordano Bruno, ani teza Galileusza, jakoby Słońce stanowiło centrum świata. Obecnie Watykan zmienia podejście do tematów astronomicznych i stara się nadążyć za nowinkami naukowymi.

W Waty­kań­skim Obser­wa­to­rium Astro­no­micz­nym działa ciągle nowo­cze­sny teleskop VATT, na sympozja do Stolicy Pio­tro­wej zaprasza się zna­mie­ni­tych naukow­ców, a nie­któ­rzy księża snują śmiałe przy­pusz­cze­nia na temat ist­nie­nia cywi­li­za­cji poza­ziem­skich. Do tego stopnia, że rozwija się całkiem nowa dzie­dzina zwana astro­te­olo­gią.

Nauka nad religią ma tę przewagę, że się myli, ale potrafi jednak swoje błędy sko­ry­go­wać, mimo że fizycy wodzą się za łby.

Sta­ni­sław Lem

Kosmici to ateiści?

Sama Droga Mleczna liczy kilkaset miliar­dów gwiazd. Zakła­da­jąc, że choćby nie­wielka część z nich ma układy pla­ne­tarne, nie­wąt­pli­wie znajduje się wśród nich wiele planet podob­nych Ziemi. Skoro tak, to łatwo dojść do wniosku, że życie w kosmosie może być powszechne. Entu­zja­ści pod­pie­ra­jący się praw­do­po­do­bień­stwem uważają, że nasza galak­tyka zamiesz­kana jest przez ogromną liczbę cywi­li­za­cji. Dlaczego więc nie wykry­jemy choćby jednej z nich? Znany XX-wieczny fizyk, Enrico Fermi, postawił dobitną tezę – naj­wy­raź­niej poza Ziemią nie wystę­puje inte­li­gen­cja. Tzw. paradoks Fermiego wywołał sporo kon­tro­wer­sji i do dziś stanowi główny argument prze­ciwko idei UFO. Wyobraź­cie sobie jednak, że Fermi nie miał racji, a lata świetlne od nas egzy­stują świadomi obcy. Ich inte­li­gen­cja praw­do­po­dob­nie prze­wyż­sza naszą, a wygląd może być całkiem odmienny. O tym wszyst­kim wiemy choćby z filmów science fiction. Inte­re­su­jące jest to, że znacznie rzadziej poddaje się pod rozwagę życie duchowe kosmitów. To przecież kwestia kluczowa. Jakieś 90% z 6 miliar­dów miesz­kań­ców naszej planety wierzy w ist­nie­nie jakiegoś bytu nad­przy­ro­dzo­nego. To natu­ralne, że więk­szość z nas po roz­wi­nię­tym kosmicie spo­dzie­wa­łaby się oka­za­łego systemu wiary lub przy­naj­mniej filo­zo­ficz­nych prze­my­śleń na temat hipotezy wiel­kiego pro­jek­tanta.

Człowiek, dzięki wykształ­co­nemu ewo­lu­cyj­nie mózgowi, posiada moż­li­wość two­rze­nia narzędzi i zmie­nia­nia ota­cza­ją­cego go świata. Nic dziwnego, że w pewnym momencie spojrzał na to wszystko i zadał sobie intu­icyjne pytanie: kto to wszystko zrobił? Nie­wąt­pli­wie musiała być to istota silna, pre­cy­zyjna, mądra – jednym słowem wszech­po­tężna. Jeżeli gdzie­kol­wiek istnieją inne świadome orga­ni­zmy, to wysoce praw­do­po­dobne, że gnębią je pytania ana­lo­giczne. Zakła­da­jąc, że są bardzo dobrze roz­wi­nięte umysłowo, można również spo­dzie­wać się, iż w jakiś sposób roz­wią­zali te kwestie. Wielu ludzi nauki, scep­tycz­nie nasta­wio­nych do religii, wyobraża sobie kosmitów o cał­ko­wi­cie non­te­istycz­nym podej­ściu do świata. Jako istoty rozu­mie­jące naturę znacznie lepiej niż my, nie potrze­bują oni bytów nad­przy­ro­dzo­nych. Poza tym, umysły roz­wi­ja­jące się w odmien­nych warun­kach mogą być w ogóle nie przy­sto­so­wane do two­rze­nia mito­lo­gii. To, że człowiek ma szeroką wyobraź­nię i uwielbia zanurzać się w marze­niach, baśniach i wierze, nie oznacza, że inne orga­ni­zmy zacho­wują się podobnie. W takiej sytuacji mieliby oni ogromne problemy z poj­mo­wa­niem ziem­skiej kultury i oby­cza­jów.

Jeżeli jednak istnieje wiele cywi­li­za­cji, to część na pewno wykształ­ciła jakieś systemy reli­gijne. Niektóre muszą być zupełnie odmienne od ziem­skich z pro­za­icz­nych powodów. Jak wiadomo, więk­szość sta­ro­żyt­nych narodów czciła Słońce, a w ciałach nie­bie­skich widziała bogów. Wie­rze­nia wyglą­da­łyby zupełnie inaczej, gdyby inaczej pre­zen­to­wał się nie­bo­skłon. 8 lat świetl­nych od nas znajduje się układ podwójny Syriusza A i białego karła Syriusza B. Gdyby ten region zamiesz­ki­wały inte­li­gentne istoty, to na pewno zna­la­złyby ciekawą inter­pre­ta­cję mito­lo­giczną dla takiego widoku na niebie. Być może to Stwo­rzy­ciel wraz z synem podró­żują przez wszech­świat? Rasa egzy­stu­jąca w pobliżu grupy kilkuset pięknych gwiazd zwanych Ple­ja­dami, praw­do­po­dob­nie utoż­sa­mi­łaby je z kosmicz­nymi straż­ni­kami lub całym pan­te­onem pomniej­szych bóstw. Takich sce­na­riu­szy można wymyślić wiele. Nie­wy­klu­czone, że na dalszym poziomie rozwoju, obcy porzucą kultu ciał nie­bie­skich i sił przyrody na korzyść bardziej abs­trak­cyj­nych bytów.

Wpływ na wiarę

Wyobraź­cie sobie, że jutro naukowcy wydają nastę­pu­jący komu­ni­kat: program SETI odniósł sukces, mamy kontakt z cywi­li­za­cją poza­ziem­ską! Ludzie zacho­wują na skrajnie różne sposoby. Jedni popusz­czają wodzę fantazji marząc o jak naj­szyb­szym spo­tka­niu, inni obawiają się, że tra­fi­li­śmy na kosmiczne stwory pokroju Pre­da­tora, a jeszcze inni starają się przejść nie­udol­nie obok całego zamie­sza­nia. Dochodzi do masowej manii na punkcie istot poza­ziem­skich, doty­ka­ją­cej każdej dzie­dziny życia i wiedzy. Gdzie w tym wszyst­kim miejsce na sferę duchową, cechu­jąca ludzką rasę? W roku 2010 w Londynie, odbyło się sym­po­zjum doty­czące wpływu życia poza­ziem­skiego na religie. Gwoź­dziem programu było przed­sta­wie­nie ankiety prze­pro­wa­dzo­nej przez Teda Petersa, lute­rań­skiego teologa i pro­fe­sora Pacific Lutheran The­olo­gi­cal Seminary. Można powie­dzieć, że jest źle, ale nie tra­gicz­nie. Ponad 1/4 ankie­to­wa­nych przy­znaje, że ewen­tu­alny przełom w poszu­ki­wa­niu inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej spo­wo­duje kryzys ich wiary. Osoby nie­wie­rzące, zgodnie z prze­wi­dy­wa­niami, w zde­cy­do­wa­nej więk­szo­ści dekla­rują, że nie zmienią swoich prze­ko­nań w związku z takim odkry­ciem.

Tego typu badania niczego nie prze­są­dzają i na dobrą sprawę nie są mia­ro­dajne. Sprawa rysuje się kon­tro­wer­syj­nie i moim zdaniem, osta­tecz­nie wszystko zale­ża­łoby od samych kosmitów. Jeżeli poznani przez nas obcy byliby hiper-zaawan­so­waną rasą, cał­ko­wi­cie odrzu­ca­jącą każdą formę wiary, to nie­wąt­pli­wie dałoby nam to wszyst­kim do myślenia. Pisząc z per­spek­tywy miesz­kańca państwa kato­lic­kiego – Bóg stworzył niebo i ziemię – więc przy­by­sze z innej planety również są dziełem jego reki. Dlaczego jednak, oni sami nic o tym nie wiedzą? Jak to się stało, że roz­wi­nięta cywi­li­za­cja cał­ko­wi­cie odrzuca ist­nie­nie Stwórcy? Można założyć, że po prostu się mylą, a Zie­mia­nie mają rację. Czy to jednak możliwe, że znacznie inte­li­gent­niej­sze orga­ni­zmy, posia­da­jące nie­po­rów­na­nie większy zasób wiedzy od nas, są w lesie a my doszli­śmy do prawdy? Jeżeli do tego okaże się, że owi kosmici mają roz­wi­nięte poczucie spra­wie­dli­wo­ści, moral­no­ści, czy nawet potrafią odczuwać miłość, bez pomocy żadnego boga, to sprawy mocno się kom­pli­kują. Każdy musi taką ewen­tu­al­ność skon­fron­to­wać z własnym sumie­niem.

Jest też druga strona medalu, o której chyba zapo­mnieli ateiści biorący udział w badaniu Petersa. Co gdy kosmici okażą się osobami wie­rzą­cymi? O ile, podobnie do Ziemian, będą oni wewnętrz­nie rozbici, wyzna­jący wiele religii i odłamów, to raczej nie będzie pro­ble­mów. Załóżmy jednak bardziej nie­praw­do­po­dobną historię: istoty poza­ziem­skie okazują się chrze­ści­ja­nami. Przy­by­wają w odwie­dziny, przywożą swoją wersję Biblii i opo­wia­dają o mesjaszu, który w ana­lo­giczny do Chry­stusa sposób odkupił ich grzechy. Dla ludzi nie nale­żą­cych do Kościoła to tylko bujna fantazja, lecz dla osoby głęboko wie­rzą­cej jest to sytuacja nie­trudna do wyobra­że­nia i jak naj­bar­dziej pożądana. Część ateistów lub inno­wier­ców na pewno przy­ję­łaby to jako dziwny zbieg oko­licz­no­ści, ale nie wierzę, że ledwo 1% (zgodnie z ankietą Petersa) nawró­ciłby się. Trudno o lepszy dowód praw­dzi­wo­ści religii niż obja­wie­nie w innej części galak­tyki.

Gwiezdni misjonarze

Pozo­stańmy przy bardziej praw­do­po­dob­nym sce­na­riu­szu, w którym obcy okazują się nie­wie­rzący bądź posia­dają własną religię. Jak powinien zachować się w tej sytuacji chrze­ści­ja­nin? Problem mieliśmy okazję poznać przy okazji powieści Carla Saga “Kontakt” (bądź jego ekra­ni­za­cji z Jodie Foster w roli głównej). Szukając kan­dy­data na repre­zen­tanta Ziemi, spe­cjalna komisja zadała głównej boha­terce pytanie doty­czące jej wiary:

Dr Arroway, 95% ludzi na świecie wierzy w takiego, czy innego rodzaju siły wyższe. To pytanie jest bardzo na miejscu.

Pojawia się tu ogromny problem: wybrać lepszego spe­cja­li­stę-ateistę, czy słab­szego lecz “bardziej ludz­kiego”? Poza tym dlaczego amba­sa­do­rem ludz­ko­ści miałby być wyznawca akurat tej, a nie innej wiary?

Choć od owego spo­tka­nia z obcymi dzieli nas jeszcze wiele, to już dziś dys­ku­to­wany jest problem wiary na tym tle. Rozwija się tzw. astro­te­olo­gia, młoda dzie­dzina, zaj­mu­jąca się pro­ble­mem ducho­wo­ści w skali kosmicz­nej. Pierwszą broszurę jej poświę­coną wydano w 2005 roku, za sprawą Guya Con­so­lo­ma­gno z Waty­kań­skiego Obser­wa­to­rium Astro­no­micz­nego. Na dzień dzi­siej­szy posiada cha­rak­ter czysto teo­re­tyczny. Księża i teolodzy inte­re­su­jący się tematem zazwy­czaj siedzą cicho, bojąc się wyśmia­nia przez śro­do­wi­sko.

Szkoda, gdyż astro­te­olo­gia wydaje się szalenie ciekawa, a w dalekiej przy­szło­ści również bardzo prak­tyczna. Załóżmy, że to ludzie za kil­ka­na­ście pokoleń stają się zdolni do kolo­ni­zo­wa­nia nowych światów i przy­pad­kiem natra­fiają na obcą cywi­li­za­cję, nieco gorzej roz­wi­niętą. Jeśli nie przy­sy­pia­li­ście na lekcjach historii, to zauwa­ży­li­ście, że historia się powtarza. W takiej samej sytuacji znaleźli się Euro­pej­czycy po odkryciu Ameryki. Finał był wszyst­kim znany: upadek indiań­skich kultur, języków i religii. Czasy nawra­ca­nia siłą raczej minęły. Tym bardziej inte­re­su­jące jest, jak zacho­wałby się Kościół w takiej sytuacji. Wyła­niają się nowe pytania: czy obcy są naszymi bliźnimi? Czy mają duszę? Czy Chrystus umarł także za nich? Con­so­lo­ma­gno sym­pa­tycz­nie teo­re­ty­zuje: Żeby uznać ich miesz­kań­ców za naszych braci i istoty godne miłości, wystar­czy, by miały intelekt i wolną wolę, nie ma zna­cze­nia ile będą miały odnóży. Ted Peters dodaje: Jezus jest ludzki tak jak my, zatem można pewnie znaleźć Jezusa spe­cy­ficz­nego dla kosmitów.

Za tym opty­mi­zmem czai się jednak ludzka natura. Nie da się wyklu­czyć, że nasza często nazbyt dumna rasa, znów wyśle kon­kwi­sta­do­rów, a za nimi naukow­ców i misjo­na­rzy. Z kolei, jeśli Katolicy posta­no­wią pozostać bierni i zostawić kosmiczne owieczki samym sobie, to na niemal pewno wyko­rzy­stają to inne religie. Wydaje się, że nie ma dobrego wyboru. Miejmy tylko nadzieję, że ludzkość budująca swój galak­tyczny Kościół, nie wejdzie kiedyś w konflikt z potęż­nymi inno­wier­cami zamiesz­ku­ją­cymi odległy zakątek kosmosu.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.