Czytaj dalej

Kilka dni temu astronomowie z Caltechu opublikowali artykuł, który wzbudził w środowisku wielkie podniecenie. Jeśli mają oni rację to będziemy świadkami uzupełnienia modelu Układu Słonecznego o dodatkową planetę. Warto wiedzieć, że bynajmniej nie jest to idea nowa, a Planeta X przewija się w astronomicznych spekulacjach od ponad stu lat.

1. Szukano jej jeszcze przed Plutonem

Percival Lowell pragnął znaleźć Planetę X

Zabawny fakt jest taki, że legenda Planety X jest starsza niż dzieje byłej, dzie­wią­tej planety naszego systemu. XIX-wieczni uczeni, wnet po odkryciu Neptuna zorien­to­wali się, że kon­struk­cja Układu Sło­necz­nego nie funk­cjo­nuje tak jak powinna. Zarówno orbita Neptuna jak i sąsied­niego Urana wyka­zy­wały drobne anomalie, suge­ru­jące, iż za granicą 4,5 miliarda kilo­me­trów koniecz­nie powinno istnieć coś jeszcze. Coś co ochrzczono roboczą nazwą Planety X bądź Planety O (ponieważ “O” wystę­puje w alfa­be­cie po “N” jak Neptun).

Taki wniosek bardzo ucieszył bogatego i eks­cen­trycz­nego Per­ci­vala Lowella. To właśnie za sprawą datków tego pana, mło­dzie­niec nazwi­skiem Clyde Tombaugh, dostrzegł w 1930 roku Plutona – pierwszy w dziejach obiekt trans­nep­tu­nowy. Trudno powie­dzieć czy obiekt o średnicy nie­ca­łych 2,5 tys. kilo­me­trów spełnił wielkie ocze­ki­wa­nia Lowella, który miał pecha nie dożyć tego odkrycia. Zapewne nie. Astronom wspo­mniał w swoim pamięt­niku, o nadzie­jach na ustrze­le­nie ciała nie­bie­skiego o masie sied­mio­krot­nie większej od Ziemi oraz sze­ścio­krot­nie jaśniej­szego od planety Tom­bau­gha. Taki olbrzym mógłby z powo­dze­niem tłu­ma­czyć wszyst­kie problemy związane z mecha­niką Układu. Fili­gra­nowy Pluton zrobił szybką karierę, ale gros uczonych trak­to­wało skalno-lodowy glob co najwyżej jako przy­stawkę przed daniem głównym, którego wciąż nie podano. Mimo natręt­nych nalegań gości. 

Niestety. Dekady mijały, a mimo bujnego rozwoju sprzętu i nauki, nikt nie zdołał trafić choćby na cień “praw­dzi­wej” Planety X.

2. Temat Planety X powraca raz za razem

Orbita nowej planety byłaby bardzo ekscentryczna

Epi­zo­dycz­nie pomysł wzno­wie­nia poszu­ki­wań odle­głego globu wypływa co kilka lat. Przy­kła­dowo w latach 70. Joseph Brady, badając sławną kometę Halleya, doszedł do wniosku, iż na jej ruch wpływa jakieś duże ciało – może nawet gaba­ry­tów Jowisza – leżące co najmniej dwa razy dalej od Słońca niż Pluton. Koledzy po piórze bez­li­to­śnie zrugali te przy­pusz­cze­nia, zauwa­ża­jąc, że wypusz­cza­jące swoje “soki” komety, nie są na tyle prze­wi­dy­wal­nymi obiek­tami, aby ich nie­re­gu­lar­no­ści trak­to­wać zbyt poważnie. Nie zważając na to, do zamysłu Bra­dy­’ego nawią­zy­wali jeszcze m.in. John Matese i Daniel Whitmire. Oni również, bodaj jako pierwsi nadali hipo­te­tycz­nej planecie kon­kretną nazwę: Tyche. W końcu, co to za planeta bez porząd­nego, mito­lo­gicz­nego imienia?

Sprawa znów powró­ciła do łask z wielkim impetem pod koniec ubie­głego stulecia. Sondy z serii Voyager i Pioneer, po kil­ku­na­stu latach od wystrze­le­nia, jako pierwsze ziemskie urzą­dze­nia prze­kro­czyły orbitę Neptuna. Misje ukazały bogactwo odle­głego Pasa Kuipera, ini­cju­jąc na nowo wiele dyskusji na temat genezy i struk­tury systemu solar­nego – jak się okazało – się­ga­ją­cego znacznie, znacznie dalej niż kto­kol­wiek przy­pusz­czał. Oczy­wi­ście żadna z sond nie wpadła na nową planetę, jednakże ucie­ka­jące w prze­strzeń Pioneery 10 i 11, zary­so­wały na tyle eks­cen­tryczną tra­jek­to­rię lotu, aby znów zacząć zadawać pytania. Czy zadzia­łała na nie gra­wi­ta­cja ukrytego cielska gazowego olbrzyma? Czy z ein­ste­inow­ską ogólną teorią względ­no­ści na pewno wszystko jest w porządku? A może wpływ na ich kurs miała energia, w nad­mia­rze wypro­mie­nio­wy­wana przez napę­dza­jące sondy reaktory? Zaj­mu­jąca się pro­ble­mem Pio­ne­erów ekipa Johna Ander­sona wyklu­czyła błędy pomia­rowe, a spo­łecz­ność naukowa przy­chy­liła się ku ostat­niej z przed­sta­wio­nych hipotez.

Jednak wyko­rzy­stu­jąc dobrą koniunk­turę, wielu astro­no­mów pró­bo­wało wywlec z grobu truchło Tyche. Ich zapał ostu­dzili Robert Har­ring­ton i Erland Standish, wysu­wa­jąc hipotezę wyja­śnia­jącą nara­sta­jące sprzecz­no­ści przez nie­wiel­kie nie­do­sza­co­wa­nie masy Neptuna – rzędu pół procenta. W 1993 roku Standish pisał na łamach Astro­no­mi­cal Journal:

Wiele karier zostało poświę­co­nych długim sesjom z użyciem koła połu­dni­ko­wego, dla obser­wa­cji gwiazd i planet, na prze­strzeni ostat­nich trzech stuleci. Obser­wa­cje te sta­no­wiły jedne z naj­bar­dziej dokład­nych pomiarów nauko­wych na jakie mogliśmy sobie pozwolić przed poja­wie­niem się elek­tro­niki. Liczne sukcesy wyni­ka­jące z ich zasto­so­wa­nia są z pew­no­ścią nie­zwy­kle impo­nu­jące. Jednakże, jak w przy­padku wszyst­kich pomiarów, dokład­ność ma swoje ogra­ni­cze­nia, poza którymi mogą kryć się istotne infor­ma­cje. Jest wiele przy­pad­ków, w których ta granica leży poza naszymi moż­li­wo­ściami; Planeta X jest z pew­no­ścią właśnie takim przy­pad­kiem.

3. Tyche czy Nibiru?

Planetą X jest planeta Nibiru?

Oczy­wi­ście tajem­ni­czy obiekt kosmiczny, o nie­ja­snej cha­rak­te­ry­styce to gorący temat dla fan­ta­stów i baj­ko­pi­sa­rzy. Wcale nie będę zdzi­wiony jeśli wielu z was słysząc o ostat­niej pracy doty­czą­cej Planety X, sko­ja­rzyło ją z obecną w wielu teoriach spi­sko­wych, zło­wiesz­czą planetą Nibiru. Jej legendę zawdzię­czamy dzien­ni­ka­rzowi Zecha­riemu Sit­chi­nowi, znanemu z prób naszki­co­wa­nia alter­na­tyw­nej historii Ziemi i ludz­ko­ści. Jak każdy sza­nu­jący się pseu­do­nau­ko­wiec, Sitchin uwiel­biał sta­ro­żytne mity i opo­wia­da­nia, których treść stawiał ponad współ­cze­sną nauką. W wydanej tuż przed śmiercią książce The End of Days, prze­ko­nuje on o ist­nie­niu masywnej planety obie­ga­ją­cej Słońce po wydłu­żo­nej orbicie, co 3600 lat. Według jego wyliczeń Nibiru ostatnim razem znalazła się blisko Ziemi w roku 506 roku p.n.e., aby powrócić w roku 2900.

Na stronach fanów pseu­do­nau­ko­wych teorii możemy się dowie­dzieć, że planeta Sitchina wpływa na ziemski dryft kon­ty­nen­talny, na anomalie w polu magne­tycz­nym czy zmiany kli­ma­tyczne. Czym różni się idea Nibiru od naukowej Tyche? Przede wszyst­kim Nibiru miałaby wkraczać bardzo głęboko w Układ Sło­neczny, wpadając przed orbitę Jowisza i zacho­wu­jąc się niczym słoń w składzie por­ce­lany. To dość absur­dalne zało­że­nie, bo gazowy olbrzym regu­lar­nie prze­ci­na­jący orbity kilku innych planet, w ciągu miliar­dów lat nie mógłby nie dopro­wa­dzić do kraksy. Tyche ma również wydłu­żoną orbitę, ale nawet jej przy­pusz­czalne pery­he­lium znajduje się poza orbitą Plutona; a na pewno Neptuna. Planeta X niemal na pewno nie może mieć bez­po­śred­niego wpływu na sytuację Ziemi.

4. Niektórzy chcieliby drugiego Słońca

Słońce może mieć brązowego karła za partnera
Kilka spośród pozna­nych dotych­czas brą­zo­wych karłów.

Powstały również kon­cep­cje o większym rozmachu. Może tysiące jed­no­stek astro­no­micz­nych stąd – nawet poza gra­ni­cami Obłoku Oorta – czai się nie Planeta X, ale inna gwiazda? Nie jest to wcale eks­tra­wa­gancki pomysł: mniej więcej połowa gwiazd widocz­nych na nie­bo­skło­nie to układy skła­da­jące się z dwóch lub większej ilości skład­ni­ków. Nie­da­leki Syriusz to w istocie system złożony z Syriusza A i białego karła ozna­cza­nego jako Syriusz B. Nasz układ podwójny mógłby tworzyć żółty karzeł (Słońce) wespół z mniej­szym i znacznie zim­niej­szym brązowym karłem. Tego typu gwiezdny niewypał, mimo wspólnej genezy, swą cha­rak­te­ry­styką zapewne bardziej przy­po­mi­nałby prze­ro­śnię­tego Jowisza niż krew­niaka Słońca.

Nie trzeba być jednak spe­cja­li­stą żeby dostrzec niskie praw­do­po­do­bień­stwo tego domysłu. Jeszcze dwie dekady temu dałoby się go wybronić, ale nie teraz. Nawet jeżeli tem­pe­ra­tura powierzchni brą­zo­wego karła wynosi tylko kilkaset stopni, to nasza apa­ra­tura i tak powinna pozwolić na jego uchwy­ce­nie. Obser­wa­to­rium Gemini, Teleskop Spitzera i WISE ustaliły już ist­nie­nie ponad dzie­się­ciu tego typu obiektów w odle­gło­ści do 100 lat świetl­nych. Jeśli Nemezis (jak nie­któ­rzy roboczo towa­rzyszkę Słońca nazwali) naprawdę gdzieś tam jest, to musi rewe­la­cyj­nie grać w cho­wa­nego.

5. Mike Brown lubi sensacje

Gdzie mogłaby leżeć nowa Planeta X
Hipo­te­tyczna orbita nowej planety, w zesta­wie­niu z sze­ścioma naj­od­le­glej­szymi, znanymi obiek­tami w Układzie Sło­necz­nym.

Artykuł ze stycz­nio­wego Astro­no­mi­cal Jurnal napisali zapra­wieni w bojach Kon­stan­tin Batygin i Michael Brown z Caltechu. Zwłasz­cza ten drugi przy­słu­żył się już astro­no­mii, odkry­wa­jąc niejedną rekor­dowo odległą pla­ne­to­idę. Wśród nich znajduje się 90377 Sedna o nie­sa­mo­wi­cie roz­cią­gnię­tej orbicie, której aphelium sięga osza­ła­mia­ją­cych 140 miliar­dów kilo­me­trów! (Przy­po­mi­nam: orbita Neptuna to średnio 4,5 mld km od Słońca. Więcej o Sednie znaj­dzie­cie tu). Nic dziwnego, że gdy wypływa temat jakiegoś obiektu z naj­dal­szych zakątków Układu, swoje palce musi w tym maczać Brown.

Pró­bu­jemy dowieść, że pery­he­lium i pozycje orbi­talne tych ciał (Pasa Kuipera) są ściśle ogra­ni­czone i że praw­do­po­do­bień­stwo takiego rozkładu w skutek przy­padku wynosi zaledwie 0,007%. (…) Uważamy, iż obser­wo­wany układ orbi­talny może być wywołany poprzez oddzia­ły­wa­nie eks­cen­trycz­nej, odległej planety o masie 10 mas Ziemi, której orbita leży w przy­bli­że­niu w tej samej płasz­czyź­nie, jak te z dalekich obiektów Pasa Kuipera.

~ Kon­stan­tin Batygin, Michael E. Brown

Nikt tu jednak nie szuka sensacji po omacku. Ekipa Browna już kilka lat wcze­śniej pod­no­siła kwestię trudów w wyja­śnia­niu ist­nie­nia tzw. klifu Kuipera; swego rodzaju wyrwy w trans­nep­tu­no­wym pasie pla­ne­toid. Wyrwy, którą mogłaby z łatwo­ścią tłu­ma­czyć gra­wi­ta­cja nie­zna­nego masyw­nego obiektu. Zwracali również uwagę na zwykłą sta­ty­stykę, wedle której na tysiące okruchów skał Obłoku Oorta i Pasa Kuipera, powinny przy­pa­dać setki kil­ku­ki­lo­me­tro­wych pla­ne­toid i być może jedna lub więcej duża planeta. Innymi słowy: skoro w tym obcym, ciemnym i zimnym rejonie znajduje się jeszcze tyle materii, dlaczego nie mogli­by­śmy tam znaleźć również nowej planety? 

Teraz kali­for­nij­scy badacze wydają się być bliżej roz­gry­zie­nia zagadki niż kto­kol­wiek wcze­śniej. Wyli­cze­nia doty­czące nie­ty­po­wych orbit – prze­chy­lo­nych i bardzo roz­cią­gnię­tych – sześciu obser­wo­wa­nych przezeń pla­ne­toid, pozo­stają kohe­rentne względem hipotezy o dzie­wią­tej planecie. I oczy­wi­ście nie mówimy tu o byle jakiej planecie, a o gazowym olbrzy­mie, blisko dzie­się­cio­krot­nie masyw­niej­szym od Ziemi, o bardzo odległej orbicie.

Percival Lowell byłby dumny.

Literatura uzupełniająca:
K. Batygin, M. Brown, Evidence for a distant giant planet in the solar system, “Astronomical Journal”, vol. 151, no. 22, styczeń 2016, [online: http://iopscience.iop.org/article/10.3847/0004–6256/151/2/22/pdf];
E. Standish, Planet X — No dynamical evidence in the optical observations, “Astronomical Journal”, vol. 105, no. 5, maj 1993;
J. Cohen, T. Pratchett, I. Stewart, Nauka Świata Dysku I, przeł. P. Cholewa,  Warszawa 2000;
FAQ: Will NASA Settle Debate Over Existence of Giant Planet ‘Tyche’?, [online: http://www.space.com/10952-nasa-giant-planet-tyche-faq-wise.html];
C. Naipaul, What is Planet X/Nibiru/Nemesis/Hercolubus/Wormwood?, [online: http://planetxnews.com/2015/07/02/what-is-planet-x-nibiru-nemesis-hercolubus-wormwood].
Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.