Tagi


Archiwa


Zaprzyjaźnione


/ 43

Artykuły

7 faktów, które boimy się zaakceptować cz.2

22nd Lut '14

Już na wstępie uraczę was niewygodnym faktem: poniższy tekst jest prosty i powierzchowny. Podobnie jak poprzednia odsłona, nie zawiera szczególnie wyrafinowanych przemyśleń (choć może do takowych skłaniać) ani nie zdradza wiedzy tajemnej. To tylko fakty lub prawdopodobne scenariusze, z których po cichu zdajemy sobie sprawę, a nad którymi zbyt często wolimy się nie zastanawiać. Trudne do zaakceptowania jest również to, że owa filozoficzna płycizna, zainteresuje was bardziej niż większość ambitnych artykułów. (Z góry przepraszam zbulwersowanych czytelników, którzy właśnie zrobili sobie przerwę w lekturze Krytyki czystego rozumu…).

Nie jest tajem­nicą, że pierwsze ogromne kom­pu­tery, oparte na tysią­cach lamp elek­tro­no­wych, powstały na potrzeby US Army. Internet, z którego w tej chwili korzy­stamy wszyscy, wykluł się z zaini­cjo­wa­nego przez Pentagon przed­się­wzięcia ARPANET. Satelita Sputnik została wynie­siona na orbitę przez lekko prze­bu­do­waną wersję pocisku bali­stycz­nego R-7. Pierwszą elek­trownię jądrową uru­cho­miono prawie dekadę po histo­rycznej deto­nacji bomby atomowej w Nowym Meksyku. Nie mam zamiaru podawać w wąt­pli­wość tezy, że każda wojna to tragedia, a ryko­szetem obrywają niemal wszyscy, nie­za­leżnie od strony i zaan­ga­żo­wania. Jednak obok wszyst­kich okrop­ności, kon­flikty stanowią nie­za­wodny motor napędowy ludz­kości. Nic nas tak nie mobi­li­zuje do natych­mia­sto­wego dzia­łania i pono­szenia ogrom­nych kosztów jak rywa­li­zacja i nad­cią­ga­jące zagro­żenie. Moim ulu­bionym przy­kładem jest Projekt Man­hattan. Nie­sa­mo­wita, nawet jak na dzi­siejsze stan­dardy ini­cja­tywa, która skupiła kil­ka­na­ście naj­tęż­szych umysłów swojej epoki w pracy nad jednym pro­jektem. Wyna­lazek ten okazał się narzę­dziem zagłady, lecz przy okazji w rekor­dowym czasie pozwolił ujarzmić energię atomu. Co osią­gnę­li­byśmy dzisiaj, finan­sując podobną placówkę i anga­żując tuzin nobli­stów? Być może po roku wzno­si­li­byśmy pierwszą funk­cjo­nalną elek­trownię ter­mo­ją­drową? Tego się jednak nie dowiemy.

Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu fanów science-fiction to kon­tro­wer­syjne i pesy­mi­styczne zało­żenie. W końcu, skoro w ciągu jednego wieku „prze­sie­dliśmy się” z samolotu braci Wright do łazika Curio­sity, to przyszłe stulecia zapo­wia­dają się obie­cu­jąco. Różnica polega na tym, że ani pierwszy lot samo­lotem, ani misja na Marsa, nie spra­wiały takich pro­blemów teo­re­tycz­nych jak poten­cjalna podróż, choćby do naj­bliż­szego układu Alfa Centauri. W rzeczy samej, żadna z dzi­siej­szych tech­no­logii nie daje cienia szans na prze­bycie odle­głości 4 lat świetl­nych (czyli ponad 38 bilionów kilo­me­trów) w sen­sownym czasie. A co tu dopiero mówić o eska­pa­dzie poza Drogę Mleczną? Sonda Voyager 1, jako pierwsze dzieło ludzkich rąk, opuściła w ubiegłym roku Układ Sło­neczny. Prze­bycie 19 miliardów kilo­me­trów zajęło jej… 36 lat. Obecną kosmo­nau­tykę od zało­go­wych misji mię­dzy­gwiezd­nych, dzieli większa przepaść niż Gali­le­usza od Stephena Hawkinga. Naj­le­piej byłoby, gdybyśmy znaleźli wyłom w teorii względ­ności i jakoś ominęli ogra­ni­czenie pręd­kości światła. Na razie jednak, nie mamy nawet prze­słanek pozwa­la­ją­cych twier­dzić, że taka sztuczka w ogóle istnieje i czeka na odkrycie. Nie potrze­bu­jemy przełomu tech­nicz­nego, tylko czysto teo­re­tycz­nego – zaś o ten znacznie trudniej. Na nasze nie­szczę­ście, bez­kresny wszech­świat może się okazać naj­zwy­czaj­niej nie­moż­liwy do eks­plo­racji.

Być może jesteśmy sami

Czy odmóż­dża­jąco obszerna prze­strzeń wszech­świata może być mar­no­tra­wiona poprzez egzy­stencję zaledwie jednej cywi­li­zacji (w tym momencie Carl Sagan prze­wrócił się w grobie)? Praw­do­po­dobnie wszyscy sły­sze­li­ście o równaniu Drake’a. Jest to chyba naj­bar­dziej nie­ścisły, z nauko­wego punktu widzenia wręcz bez­war­to­ściowy, wzór. Ma jednak tę zaletę, że w łatwy sposób obrazuje całe spektrum pro­blemów zwią­za­nych z poszu­ki­wa­niem inte­li­gencji poza­ziem­skiej, pro­wa­dzą­cych osta­tecznie do jeszcze słyn­niej­szego para­doksu Fermiego. Naj­ogól­niej można go ująć jednym pytaniem: „Jeżeli oni istnieją, to dlaczego milczą”? W ciągu kil­ku­dzie­sięciu lat bez­owocnej pracy SETI (kon­tro­wer­syjne sygnały z lat 1977 i 2008 to za mało), wielu scep­tyków bez zająk­nięcia mówi o wyrzu­caniu pie­niędzy w błoto. Natu­ralnie, obie strony posia­dają arsenał łatwych do prze­wi­dzenia argu­mentów, których nie ma sensu tu przy­ta­czać. Chciałbym jednak zwrócić uwagę, że nawet jeśli w samej naszej galak­tyce funk­cjo­nuje dziesięć, sto czy tysiąc cywi­li­zacji, to nadal pozo­sta­jemy samotni. Kosmiczna pustka nas sku­tecznie izoluje, a zna­le­zienie drugiej zamiesz­kanej planety w galak­tycznym morzu gwiazd, graniczy z cudem. Trzeba też brać pod uwagę sce­na­riusz, w którym życie we wszech­świecie jest powszechne, ale… pry­mi­tywne i nie­zdolne do komu­ni­kacji.

Ludzkość nigdy nie stworzy raju

Kolejnym poko­le­niom filo­zofów i badaczy towa­rzy­szyło prze­ko­nanie, że mają receptę na pełne uszczę­śli­wienie ludz­kości. Tomasso Cam­pa­nella, Charles Fourier i dzie­siątki innych uto­pi­stów, prze­ści­gało się w publi­ko­waniu pro­jektów ide­al­nego ustroju, prawa i gospo­darki. Kon­cepcje Marksa i Engelsa jak wiemy, docze­kały się nawet wery­fi­kacji, zakoń­czonej spek­ta­ku­larnym fiaskiem. Dzisiaj na face­booku natra­fiłem na ini­cja­tywę Tworzymy Raj na Ziemi. Powstało setki pomysłów i obietnic gwa­ran­tu­ją­cych nowy ład, ale jed­no­cze­śnie ze sobą sprzecz­nych. Jedni chcą pełnej równości, inni hołdują indy­wi­du­ali­zmowi. Jedni żądają wolności kosztem wszyst­kiego, drudzy wyżej stawiają bez­pie­czeń­stwo i dobrobyt. Nie­którzy biorą pod uwagę jedynie obraz świata zgodnego z ich poglą­dami, inni marzą o złotej tole­rancji. Nie ważne czy roz­wią­żemy problemy ener­ge­tyczne Ziemi, czy nauczymy się chronić przyrodę lub wynaj­dziemy lek na raka – nadal będziemy nie­za­do­wo­leni. W ciągu ostat­nich kilku wieków standard życia prze­cięt­nego Euro­pej­czyka podniósł się w sposób trudny do wyobra­żenia. Pisarze wieków XVII, XVIII a nawet XIX, w naj­bar­dziej fan­ta­zyj­nych wizjach nie przy­pusz­czali, że prze­ciętny człowiek będzie miał kiedyś powszechny dostęp do edukacji na każdym szczeblu, komu­ni­kacji z całym globem, sze­ro­kiej wolności słowa i poglądów, całego reper­tuaru wytworów kultury i dóbr kon­sump­cyj­nych. I co? Nadal spora część świata dosłownie walczy o prze­trwanie i to nie dlatego, że brakuje środków pro­dukcji. Rzecz nie dotyczy tylko Afryki sub­sa­ha­ryj­skiej, ale np. Indii, w których mimo impo­nu­ją­cego wzrostu gospo­dar­czego, wskaźnik ludzi żyjących na skraju ubóstwa od lat ani drgnie. Nie oznacza to, że mamy zaprze­stać szukania bram do raju, ale musimy być świadomi, że nasze starania nigdy nie zakończą się pełnym sukcesem.

Postęp boli

I kosztuje! W roku 1970 na biurku prof. Ernsta Stuh­lin­gera znalazł się poru­sza­jący list napisany przez prze­by­wa­jącą w Zimbabwe siostrę Jacundę. Zakon­nica z wyrzutem stwier­dziła, że nie godzi się wydawać hor­ren­dal­nych sum na eks­plo­rację kosmosu, kiedy Afryka głoduje. Taka postawa choć jest naiwna, to jednak zro­zu­miała; a dotyka w sposób szcze­gólny fizyki i nauk pokrew­nych. Pal licho misję na Marsa; jak wytłu­ma­czyć, że owocem dłu­go­let­nich badań wartych 5 miliardów euro, jest odkrycie cząstki nie mającej w istocie żadnego prak­tycz­nego zasto­so­wania? Jak prze­konać prze­cięt­nego oby­wa­tela o koniecz­ności finan­so­wania prac teo­re­tyków? Nie­zwykle ważne jest infor­mo­wanie spo­łe­czeń­stwa, przy­po­mi­nanie, iż swojego czasu prąd czy samolot również wydawały się zbędnymi fana­be­riami. Istnieje też bardziej nie­wy­mierna cena postępu. Wystarczy zapytać o zdanie, któ­re­go­kol­wiek ekologa, żeby zobaczyć jakie kon­tro­wersje budzi ludzka inge­rencja w śro­do­wisko, nie wspo­mi­nając już o eks­pe­ry­men­tach prze­pro­wa­dza­nych na zwie­rzę­tach. Mimo to, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak powszechne są doświad­czenia na gry­zo­niach i jak wiele nam dały. Czy nauka mogłaby się rozwijać bez tej ofiary krwi? Odpo­wiedzi w jednym z wywiadów udzielił biolog Krzysztof Turelski: „Organizm jest tak nie­praw­do­po­dobnie złożonym systemem, że bardzo wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie prze­wi­dzieć. Mamy wiele hipotez, a która się sprawdzi, możemy się dowie­dzieć wyłącznie w doświad­czeniu. Niektóre sprawy da się spraw­dzić poza orga­ni­zmem żywym, ale w części przy­padków niestety to zadanie nie­wy­ko­nalne”.

Rządzi przypadek

Zawsze mnie zdu­mie­wało, jak potężną lecz nie­do­ce­nianą siłą jest przy­padek. Prze­ko­nu­jemy się o tym już niemal od stu lat, za każdym razem gdy podej­mu­jemy hero­iczną próbę ogar­nięcia mikro­świata. Stałość i prze­wi­dy­wal­ność dużych obiektów, nie­którzy wyobra­żają sobie jako powierzchnię płaskiej deski. Z naszej per­spek­tywy wydaje się wyhe­blo­wana i gładka, ale po użyciu mikro­skopu natra­fiamy na liczne rysy i nie­rów­ności. Mecha­nika kwantowa to właśnie owa nie­re­gu­lar­ność, uśred­nionej i sta­bilnej z pozoru struk­tury rze­czy­wi­stości. Nawet spokojna tafla kosmicznej próżni, na poziomie sub­a­to­mowym ciągle się pieni tworząc przy­pad­kowe fluk­tu­acje, pary cząstek wir­tu­al­nych. Rzesze fizyków dostrze­gają w tym odpo­wiedź na odwieczne pytanie o początek: nasz wszech­świat mógł się zrodzić w drodze kwan­to­wego rzutu kością. Bardziej docie­kliwi zapytają: kto rzuca? To jest, skąd wzięły się prawa fizyki i logiki, które umoż­li­wiły powstanie takich fluk­tu­acji? I czy sen­sow­niejsza nie wydaje się idea przed­wiecz­nego Archi­tekta, który wyniki już zna? Ja odpo­wiedzi wam nie podam, choćby dlatego, że nie uważam jej za pozna­walną. Mogę jedynie zacy­tować legen­dar­nego filozofa, Ber­tranda Russela: „Wszyscy wiemy, że istnieje prawo, według którego podczas gry w kości otrzy­muje się podwójną szóstkę tylko raz mniej więcej na trzy­dzieści sześć rzutów, a jednak nie uważamy tego za dowód, że rzuty kości są regu­lo­wane z góry powziętym zamiarem. Prze­ciwnie, gdyby podwójna szóstka wycho­dziła raz po raz, sądzi­li­byśmy, że to było zrobione umyślnie”.

Bóg może być, ale…

Załóżmy, że ateiści są w błędzie, a opatrz­ność nad nami czuwa (z agno­stycz­nego punktu widzenia nie mam z tym problemu). Na jakiej pod­stawie odróż­niamy wyznawców praw­dziwej wiary od bluź­nierców i bał­wo­chwalców? A co jeśli to inno­wiercy mają rację i to ich bóstwo naprawdę kieruje losami świata? Wielki Pro­jek­tant ułożył wszech­świat wraz ze wszyst­kimi jego cudami, ale to kom­pletnie inny duch niż ten postu­lo­wany przez przez Biblię? Logika każe się zasta­nowić, a wiara szepcze moja prawda jest naj­mojsza. To zupełnie inna płasz­czyzna sporu, niż pole bitwy religii z ateizmem, z wyświech­ta­nymi argu­men­tami wska­zu­ją­cymi na Boga jako nie­zbędną przed­wieczną przy­czynę, miło­sier­nego Ojca i naj­wyż­szego Pra­wo­dawcę. Tutaj możemy przyjąć, że siła wyższa działa, ale nie­ko­niecznie taka jaką ją sobie wyobra­żamy. Nie­którzy są skłonni przyznać, że wszystkie bądź więk­szość religii świata to tak naprawdę odbicia wiary w tego samego boga. To podej­ście (poza tym, że podpada pod herezję) impli­kuje kolejne problemy, zwłaszcza dla wszel­kiej maści orto­doksów. Ilu chrze­ścijan przyzna, że ich poglądy i moral­ność nie odbiega znacząco od islamu? Ciągle wza­jemnie kry­ty­ku­jemy swoje postawy, spieramy się o każdą teo­lo­giczną bła­hostkę – a racji wszyscy mieć nie mogą. Skąd pomysł, że jedna święta księga jest praw­dziwsza od drugiej?

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.

  • Ano­ny­mous

    Mówi się, że jak ktoś z kimś zgadza się w stu pro­cen­tach to nie ma swojego zdania. Też tak uważałem do czasu aż natra­fiłem na ten blog. Czytając wpisy mam wrażenie, że Autor przed­stawia tu moje prze­my­ślenia. Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/13071990453477728950 Paweł Boboń

    Panie Adamie – wojna zawsze napę­dzała rozwój nauki. ZAWSZE. Do czasów per­spek­ty­wicznej wojny na sadzenie jądro­wych pie­czarek i nukle­arną zimę po tym (choć to też tylko teoria o tej zimie) zawsze to owa wojna pchała naj­moc­niej rozwój gospo­darczy i naukowy. Ktoś wymyślił, że można zabić kijem, po drugiej stronie ktoś ten kij naostrzył kawał­kiem krze­mienia, bo naostrzonym kijem można łatwiej zabić. Ktoś pro­du­kował ostre kije, po drugiej stronie starano się pro­du­kować więcej ostrych kijów. Per­pe­tuum mobile.
    A postęp zawsze bolał. Czy to tysiące wymor­do­wa­nych czy zgwał­co­nych ofiar na wojnie, czy szczurków poświę­co­nych w labo­ra­to­riach.
    A w to, że kiedyś dotrzemy do innych gwiazd ja wierzę. Kiedyś nikt nie wierzył, że człowiek może latać, a dziś dzie­siątki tysięcy samo­lotów dziennie startuje i ląduje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl/ Paweł

    Dosko­nały wpis. Ciężko mi coś dodać, wtrącić. Poglądy Autora są w zasadzie tożsame z moimi.
    Za to nie do końca rozumiem sens tytułu tego wpisu. Choć być może jest tak właśnie dlatego, że sam nie boję się go zaak­cep­tować. Mam wrażenie, że każdy otwarty człowiek myśli podobnie do Autora tego artykułu.
    Paweł

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Od jakiegoś czasu prze­glądam wpisy autora. Też zasta­na­wiam się jak on nad życiem i ota­cza­jącą mnie rze­czy­wi­sto­ścią.

    Jestem ciekaw, jakie spoj­rzenie ma autor na „rze­czy­wi­stość”? Czy życie to jedna wielka symu­lacja.. pro­jekcja?

    pozdra­wiam
    Tomek

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Teza 3
    Moim zdaniem mało praw­do­po­dobne jest spo­tkanie obcej roz­wi­niętej cywi­li­zacji. Żeby w ogóle życie mogło się wykształcić, potrzebne są spe­cjalne warunki i odpo­wiednia ilość czasu, które w kosmosie raczej nie wystę­pują zbyt często. W końcu tak złożona struk­tura, jaką jest komórka, nie bierze się znikąd, tylko w wyniku skom­pli­ko­wa­nych reakcji, które mogą zajść tylko w okre­ślo­nych warun­kach. Więc chociaż planet jest bardzo dużo, to pewnie na niewielu z nich istnieją choćby naj­prostsze bakterie. No ale nawet jeśli, gdzieś istnieje życie, to jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że ewoluuje w takim kierunku co my? Jakie jest praw­do­po­do­bień­stwo, że wykształcą się tam istoty rozumne, zadające pytania typu: „co jest po śmierci?” czy „czy jesteśmy sami w kosmosie?” Na ziemi żyje wiele gatunków prze­wyż­sza­ją­cych pewnymi cechami/zdolnościami inne, także inte­li­gencją. No ale można spo­kojnie powie­dzieć, że człowiek mocno się wybija i dekla­suje inne zwie­rzęta. Jedynie człowiek, jak dotąd stworzył tech­no­lo­giczną cywi­li­zację i raczej prędko się to nie zmieni. I raczej na innych pla­ne­tach też jest to zjawisko bardzo rzadkie. Bo jesteśmy w pewnym stopniu czymś uni­ka­towym i według mnie ist­nienie czegoś podob­nego jest mało praw­do­po­dobne, ale nie nie­moż­liwe. Bo skoro już powstała jedna zaawan­so­wana cywi­li­zacja (czyli my) to znaczy ‚że jest to jak naj­bar­dziej możliwe, więc musi gdzieś istnieć inna. Tylko, że jest to zjawisko bardzo rzadkie, więc takowa istnieje pewnie gdzieś bardzo daleko, i dlatego jej nie „słychać”. To takie moje zdanie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      „W końcu tak złożona struk­tura, jaką jest komórka, nie bierze się znikąd, tylko w wyniku skom­pli­ko­wa­nych reakcji, które mogą zajść tylko w okre­ślo­nych warun­kach. Więc chociaż planet jest bardzo dużo, to pewnie na niewielu z nich istnieją choćby naj­prostsze bakterie.”

      Proszę nie zapo­minać, że ewen­tu­alne życie na innych pla­ne­tach nie musi składać się z tych samych „klocków”, co życie na Ziemi.

      Luźno spe­ku­luję, acz­kol­wiek aktyw­ność innych cywi­li­zacji (w naszej galak­tyce, bo inne są raczej zbyt daleko byśmy mogli z nich odbierać infor­macje o innych inte­li­gent­nych stwo­rze­niach) może objawiać się w sposób, który trudno nam wykryć. Możliwe też, że takie cywi­li­zacje istniały, ale uległy zagła­dzie i po prostu nie zdą­ży­liśmy „załapać się” na dowody ich ist­nienia.

      „No ale nawet jeśli, gdzieś istnieje życie, to jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że ewoluuje w takim kierunku co my?”

      Tutaj widzę mały problem. Widzimy jak roz­wi­nęła się nasza cywi­li­zacja, znamy świat z naszego punktu widzenia i bardzo trudno wyobrazić sobie inne moż­li­wości (tak jak np. trudno wyobrazić sobie co istnieje poza gra­ni­cami Wszech­świata). To, co stało się „u Nas” dotyczy tylko Nas, w innych miej­scach wszystko związane z życiem, wyglądem i rozwojem innych cywi­li­zacji może być zupełnie inne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Nie mogę edytować odpo­wiedzi, w związku z czym w ten sposób pragnę jedynie spre­cy­zować (wydaje mi się, że opisałem to zbyt ogólnie), że co do odpo­wiedzi na drugi cytat miałem na myśli to, iż inne orga­nizmy i cywi­li­zacje mogły rozwinąć się w zupełnie inny sposób i do zupełnie innej formy (przez co być może są bardziej zaawan­so­wani od Nas) niż Nasza.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    „W rzeczy samej, żadna z dzi­siej­szych tech­no­logii nie daje cienia szans na prze­bycie odle­głości 4 lat świetl­nych (czyli ponad 38 bilionów kilo­me­trów) w sen­sownym czasie.”
    https://en.wikipedia.org/wiki/Project_Daedalus

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Pomi­jając to, że to nie tech­no­logia a pomysł daleki od reali­zacji; 50 lat nie jest sen­sownym czasem. Nie dla misji zało­go­wych i nie dla poten­cjalnej kolo­ni­zacji kosmosu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/13907673115266371404 Ups Observer

      Pomi­jając to że gene­ralnie masz rację, to 50 lat byłoby jednak więcej niż sen­sownym czasem dla eks­plo­racji tudzież kolo­ni­zacji kosmosu. ; )

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    „Być może po roku wzno­si­li­byśmy pierwszą funk­cjo­nalną elek­trownię ter­mo­ją­drową?”

    O cudow­nych elek­trow­niach ter­mo­ją­dro­wych mówi się już od kil­ku­dzie­sięciu lat i nic komer­cyj­nego z tego nie wychodzi (mimo łożenia grubych miliardów np. na ITER). Są tech­no­logie jądrowe które mogą dać nam podobne korzyści za o wiele mniejszą cenę:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Reaktor_torowy_na_ciek%C5%82ych_fluorkach

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ależ ten ostatbi punkt jest słaby. Taki prosty i pusty. Religia w ogóle nie działa w ten sposób to trzeba czuć i tyle, a Bóg który jest całym dobrem jakie nas otacza, istnieje bez naj­mniej­szej wąt­pli­wości.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Troll czy bez­kry­tyczny wierzący?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      „Bóg który jest całym dobrem jakie nas otacza, istnieje bez naj­mniej­szej wąt­pli­wości” A właśnie, że nie prawda! Ja mam wąt­pli­wości!

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl/blog Marcin

    Witam, bardzo ciekawy wpis, naj­chęt­niej pod­jąłbym dyskusję z każdym punktem (nie mam na myśli krytyki, po prostu to ciekawe i szerokie tematy), ale ogra­niczę się do trzech drobnych uwag:

    „Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd” – prędkość szybsza od pręd­kości światła została już stwier­dzona. Jest nią bodajże prędkosć z jaką tzw. fotony w stanie zwią­zanym wymie­niają się infor­macją na temat swojego stanu. Inna sprawa, że jak na razie nie potra­fimy tego wyko­rzy­stać, ale kto pięćset lat temu myślał o elek­trycz­ności?

    „Być może jetesmy sami” – dodam jedną ciekawą opcję: byc może obce cywi­li­zacje już nas widzą, ale jesteśmy dla nich tak tempi, że to one się z nami nie chcą komu­ni­kować, bo po co?

    „Ludzkość nigdy nie stworzy raju” – tak działa psy­cho­logia. Osoby wygry­wa­jące na loterii i chore na nie­ule­czalne choroby w więk­szości wykazują podobny poziom zado­wo­lenia z życia. Umysł się przy­zwy­czaja.

    Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście polemika jest zawsze mile widziana.

      1. Nein. Nie ma i nie będzie (dlatego pisałem o potrzebie praw­dziwej rewo­lucji w fizyce) moż­li­wości prze­kro­czenia pręd­kości światła. Stan splątany opiera się na zupełnie innych zasadach, odsyłam: http://www.kwantowo.pl/2013/11/o-splataniu-ktore-chciao-byc.html
      2. To jedna z wielu prób wyja­śnienia para­doksu Fermiego. Dla mnie oso­bi­ście mało praw­do­po­dobna, ale rzecz jasna to pełna gdy­bo­logia. Być może za bardzo patrzę na obce formy życia przez pryzmat cywi­li­zacji ludzkiej i celów/motywów, jakie nami kierują.
      3. Zgadzam się. Ale chodzi też o to, że czysto teo­re­tycznie jesteśmy w stanie zapewnić każdemu spośród kilku miliardów ludzi godne życie. Środków pro­duk­cyj­nych, żywności, odzieży i wody jest aż nadto. Pro­blemem jest logi­styka, której efek­tyw­ności, moim zdaniem, nigdy nie zwięk­szymy do 100%. Poza tym mamy tu zbyt wiele zmien­nych poli­tycz­nych, gospo­dar­czych a nawet natu­ral­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://tabletoid.pl/blog Marcin

      2. Pełna zgoda – gdy­bo­logia totalna, za dużo zmien­nych; tak tylko dodałem tę opcję dla osób inte­re­su­ją­cych się tematem.

      3. Oczy­wi­ście też zgoda. Choć być może trzeba również wspo­mnieć o moty­wacji. Niby współ­czu­jemy małym głodnym Afry­kań­czykom, ale – jako spo­łe­czeń­stwo, a i indy­wi­du­alnie – nie robimy wiele by to zmienić. Waż­niejsze są cele bardziej ego­istyczne (jak­kol­wiek pate­tycznie by to nie brzmiało) – dobro własnego kraju, rodziny czy osobiste. Zresztą być może to miałeś na myśli mówiąc o zmien­nych poli­tycz­nych.

      1. Ha! to mnie zasko­czyłeś. Zresztą po pierw­szych aka­pi­tach z artykułu, który pode­słałeś widzę, że wpisałem się w haniebny nurt igno­rantów. Dzięki za tę infor­mację, w takim razie muszę nadrobić braki:)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/08428203524285602423 Artur Beling

    Tekst jest powierz­chowny, ale mimo wszystko ważny. Wiem to z praktyki. Też zajmuję się czasami pisaniem rzeczy, które wg mnie są ważne, mimo, że jestem trochę zaże­no­wany koniecz­no­ścią ich przy­po­mi­nania. Tak! Do cholery – mam wrażenie, że więk­szość ludzi kom­pletnie ignoruje (przez zapo­mnienie, lub nie­wiedzę) rzeczy o których piszesz. A są to sprawy fun­da­men­talne. Dalej. Sytuacja wydaje się być kom­pletnie bez­na­dziejna, bo, mimo, że to sprawy pod­sta­wowe, tzw. „praktyka życia” skłania ludzi do kom­plet­nego lek­ce­wa­żenia tych faktów, z których wg mnie wynika bardzo wiele i które mogą mieć wpływ na pewne gene­ralne postawy wobec życia. W każdym razie myślę, że jest sens pisania takich rzeczy. Przy okazji – zajrzyj na http://www.horoskopdlatwardzieli.pl – od dawna nie aktu­ali­zo­wany, ale stale aktualny żart. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/18294416945994908374 bepower

    Nie koniecznie do eks­plo­racji kosmosu potrze­bu­jemy przełomu teo­re­tycz­nego. Wystarczy nam np. tak daleki postęp tech­niczny, by zbudować statek zdolny do samo­wy­star­czal­nego lot w czasie kilku pokoleń i prędkość powiedzmy 0,5c i jesteśmy w stanie dotrzeć do wielu tysięcy układów gwiezd­nych. Ceną będzie czas, jaki minie na Ziemi i praw­do­po­dobny brak komu­ni­kacji z metro­polią, ale jednak teo­re­tycznie mamy szansę rozejść się po kosmosie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ale czy to jest prak­tyczny sposób, który umożliwi kolo­ni­zację z praw­dzi­wego zda­rzenia? Podobnie, wierzę że już niedługo będziemy zdolni do hiber­nacji czło­wieka aby mógł podró­żować setki lat – to jednak nie jest uży­teczne narzę­dzie. Potrze­bu­jemy czegoś więcej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/13907673115266371404 Ups Observer

    Nie podoba mi się tytuł punktu szóstego (takie moje cze­pial­stwo – do treści nic nie mam). Brzmi on trochę tak jakby wszelkie modele nie miały racji bytu, ponieważ o wła­ści­wo­ściach danego elementu decydują przy­pad­kowe i nie­prze­wi­dy­walne odchy­lenia – co oczy­wi­ście jest nie­prawdą. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę że podpunkt nie traktuje o tym. To co napi­sałem to tylko moje osobiste spo­strze­żenie, w dodatku – jak wspo­mniałem wcze­śniej – świa­domie cze­pial­skie. ; )

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Uuu, prawie bez trolli i narze­kaczy? Co się stało 😉
    A teraz na poważnie:
    Ad. 1 – można pole­mi­zować. Mont­gol­fier, Wright, odkrywcy pro­mie­nio­wania mikro­fa­lo­wego z labo­ra­to­riów Bella etc. – Oni wszyscy nie potrze­bo­wali dra­ma­tycznej sytuacji, by dokonać przełomu. Kwestia wyboru przy­kładów (choć podanych przez Ciebie nie neguję).
    Albo wręcz odwrócić sprawę – ile rzeczy byśmy osią­gnęli gdyby NIE wojny. Kto wie, ilu geniuszy zginęło w bom­bar­do­wa­niach, ile świa­tłych umysłów zastrze­lono na linii frontu. Albo na co można by prze­zna­czyć środki wyko­rzy­stane na odbudowę znisz­czo­nych miast.

    Ad. 2 Zależy co uznasz za sensowny czas. Nie oblecimy całej Drogi Mlecznej za życia jednej osoby, ale dotarcie do układu Centauri i powrót w ciągu, powiedzmy, 100 lat (przy użyciu hiber­nacji), nie jest już tak nie­praw­do­po­dobny. Silniki jonowe, żagle na wiatr sło­neczny czy laserowe „holow­niki” dają nadzieję na pojazdy, które nadadzą się do takich podróży. A gdy roz­pocznie się kolo­ni­zacja, to naj­praw­do­po­dob­niej dlatego, że innego wyjścia i tak już nie będzie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.piekar.pl/ Piekar

    Muszę się zgodzić z autorem jeśli chodzi o postęp tech­no­lo­giczny w czasie kon­fliktów. Wydaje mi się to jedynym „plusem” wojen. Im bardziej wynisz­cza­jąca i długa tym więcej poten­cjal­nych tech­no­lo­gicz­nych profitów. Oczy­wi­ście można by spe­ku­lować za jaką cenę a argument ile świa­tłych umysłów zginęło czy na co można by prze­zna­czyć pie­niądze „zmar­no­wane” na wojnie uważam za słaby. Na wojnie (jak i w życiu) liczy się bilans zysków i strat. Oczy­wi­ście zaraz posypią się gromy że mam jakieś zapędy dyk­ta­tor­skie i pewnie gdybym miał dostęp do atomowej wali­zeczki to nie zawa­hałbym się jej użyć. Wszystkie kon­flikty po Drugiej Wojnie Świa­towej były kon­flik­tami lokal­nymi bez użycia broni masowego rażenia (nie licząc przy­padków jak Irak i Syria wymie­rzo­nych we własnych oby­wa­teli) i myślę że jeżeli dojdzie do kolej­nego wiel­kiego kon­fliktu to broń masowego rażenia nie zostanie użyta bo pocią­gnęło by to za sobą widmo uni­ce­stwienia więk­szości życia na Ziemi (a więc bilans zysków i strat). Polecam film The Day After 1983 i The Road 2009 (uwaga bardzo przy­gnę­bia­jące filmy).

    Czy dotrzemy do obcych gwiazd?? Patrząc z per­spek­tywy postępu tech­no­lo­gicz­nego wszystko zależy od tego jak długo gatunek ludzki będzie trwać. Porów­nując nasz obecny poziom zaawan­so­wania do naszej historii być może jesteśmy właśnie na etapie epoki żelaza?? Dobrym przy­kładem jest przełom dokonany przez Ein­steina i zupełna zmiana filo­zofii o ota­cza­jącym nas świecie oraz wachlarz nowych tech­no­logi jakie ze sobą niesie a nie jest ona jeszcze do końca potwier­dzona we wszyst­kich aspek­tach (inflacja i naj­świeższe donie­sienia http://news.astronet.pl/7350 )

    U mnie z wiarą w to czy istnieją inne cywi­li­zacje jest jak z moją wiarą w Boga- na dwoje babka wróżyła. Jeżeli ist­nie­jemy my to dlaczego nie miałaby istnieć inna forma życia w kosmosie?? Więk­szość z Nas patrzy na ten aspekt przez ludzką naturę, sposób w jaki wyewo­lu­owa­liśmy ale czy to jedyna sku­teczna droga dla życia w kosmosie?? Nie wiadomo a nawet jeśli to planet podob­nych lub niemal iden­tycz­nych zapewne są w kosmosie miliony. Być może jesteśmy tylko formą przej­ściową a po nas prym będą wieść maszyny uczące się w tempie wykład­ni­czym dla Nas nigdy nie osią­galnym?? Co na to Bóg?? Może to wszystko On zapla­nował w całym sobie tylko danym geniuszu? A może jesteśmy tylko zabu­rze­niem kwan­towym jednym z wielu w kosmosie??

    Co do utopii na Ziemi to mam nadzieję że do niej nigdy nie dojdzie. Ozna­czało by to teo­re­tycznie zatrzy­manie rozwoju ludz­kości i spo­częcie na laurach. Oczy­wi­ście że nie będzie utopi!! Wszak tak ułomne istoty jak ludzie w całej swej nie­do­sko­na­łości zawsze będą chcieć więcej! Pra­gnienie posia­dania, sięgania po gwiazdy to jest to co nas napędza!! Zawsze będziemy nie­za­do­wo­leni i będzie nam mało a już na pewno tak długo jak długo będziemy żyć My- Polacy naj­bar­dziej mal­kon­tencki naród 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16409959450729775438 Nekro­sa­tanic

    A będzie część trzecia? Bardzo chciałbym ją prze­czytać^^

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Wojna nie napędza rozwoju, to tylko utarty slogan. Przy­kłady które podałeś tak na prawdę nie wpłynęły bardzo na ludzkość. Internet był wypad­kową nowej rewo­lucji tech­no­lo­gicznej więc najwyżej powstałby kilka lat później. Gdyby rozwój napę­dzała wojna to tak samo można powie­dzieć że wandal który zbije szybę napędza gospo­darkę. Problem w tym że ten któremu zbito szybę zamiast tracić pie­niądze na to by mieć szybę, wydał by je na przy­kła­dowo buty. Tak zarobił szewc a ty masz i szybę i buty. To tak zwany mit zbitej szyby w ekonomii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      „…więc najwyżej powstałby kilka lat później.”

      Dziwna metoda per­swazji. Przy­zna­jesz twier­dzeniu rację, jed­no­cze­śnie mówiąc, że jest nie­praw­dziwe? Właśnie o to chodzi, więk­szość wyna­lazków mogło powstać później, ale pod naci­skiem postęp nastąpił szybciej.

      Zbyt dosłownie odczy­tu­jesz to hasło: nie tyle chodzi o wojnę w sensie mili­tar­nych zapasów, co po prostu rywa­li­zacji (której wojna jest naj­ostrzej­szym prze­jawem), a ta nawet w przy­ro­dzie stanowi podstawę rozwoju. Internet, komputer czy bomba jądrowa to przecież ziarenko na czubku Mount Everestu zdobyczy tech­nicz­nych i tech­no­lo­gicz­nych jakie przy­niosło takie czy inne współ­za­wod­nictwo. Nie ważne czy spoj­rzysz na wojnę sece­syjną, obie wojny światowe czy zimną wojnę – znaj­dziesz mnóstwo nowinek, które miały prze­chylić szalę zwy­cię­stwa na jedną ze stron. Z biegiem czasu owe wyna­lazki o cha­rak­terze zbrojnym, znaj­dy­wały również zasto­so­wanie w życiu codziennym. 

      Podana przez Ciebie metafora byłaby traf­niejsza gdybyś zamiast wandala wybi­ja­ją­cego szybę wstawił drugiego, kon­ku­ren­cyj­nego, szewca.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/09810925212316528763 Tomasz Płowucha

    Kojarzy mi się ten tekst z pozycją „Nie­bez­pieczne idee we współ­cze­snej nauce” Brockman’a. Bardzo przy­jemnie się czyta.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mi Wi

    Bardzo dobre. Zmie­niłbym tylko jeden tytuł.
    Skoro jest „Być może jesteśmy sami” to powinno być „Być może nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd”
    Tak naprawdę nie wiemy co ludzkość jeszcze odkryje i być może (mam nadzieję) kiedyś dotrzemy do obcych gwiazd.
    Pewnie nie za 100 czy nawet 500 lat, ale może za 5000 lat – o ile wcze­śniej ludzkość się sama nie wykończy co jest bardzo praw­do­po­dobne…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Tree

      No tak ale idąc tą drogą to można podważyć wszystko co zostało napisane w tym artykule. 

      Podle obecnej wiedzy takie podróże nie będą nigdy możliwe w ludzkim poj­mo­waniu czasu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Trias

    „Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd”

    Nie widzę problemu, żeby zbudować statek samo­wy­star­czalny pod względem pod­trzy­my­wania życia, zaludnić go sporą grupą – tak, aby mogli sobie oni toczyć w miarę normalne życie – i puścić go w prze­strzeń, tak jak Voyagera. I choćby dopiero ich dalecy potom­kowie mieli dotrzeć do Alfy Centauri po paru tysią­cach lat, zapewne zna­leź­liby się śmiał­kowie gotowi wyruszyć na taką wyprawę.
    Oczy­wi­ście, o podróży do dalszych gwiazd, o galak­ty­kach nie wspo­mi­nając, fak­tycznie możemy sobie tylko pomarzyć. Z tym że też takiej moż­li­wości nigdy do końca skreślić nie możemy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Jeremi Haber

      A koszt wynie­sienia takiej ogromnej masy na orbitę?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tree

        W per­spek­tywie czasu to akurat wydaje się naj­mniej­szym problem

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • anto­ni­po­to­czek

        Tree i Trias jak Flip i Flap. Macie poten­cjał na duet pajaców

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tree

        Budżet NASA to tylko ułamek PKB w USA, już teraz mogliby wysłać dużo większe obiekty w kosmos, gdyby była na to zgoda władz i spo­łe­czeń­stwa, a co dopiero za 50 lat kiedy gospo­darka się rozwinie, znaj­dziemy wydaj­niejsze napędy i bardziej ener­ge­tyczne paliwo. Co gdyby wszystkie kraje połą­czyły siły? Ale co może o tym wiedzieć pajac który potrafi tylko wyzywać w inter­necie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Lobsang

        Połą­czenie wszyst­kich państw dla jednego celu to również nie­re­alne marzenie. Niestety.
        Ale byłaby to super wizja dla całej ludz­kości. Prędzej po kolejnej dużej wojnie świa­towej przy­bę­dzie tech­no­logii do podróży kosmicz­nych i znów zacznie się rywa­li­zacja, który pierwszy, który lepszy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Trias

    Co do raju na Ziemi, niestety ciężko się nie zgodzić. Postęp roz­wią­zuje problemy, ale jed­no­cze­śnie tworzy kolejne, zwłaszcza zwa­żywszy na ludzką naturę, której sporą częścią jest egoizm, bez­względ­ność i agresja.
    Naj­bar­dziej przeraża mnie właśnie wizja tak wyso­kiego poziomu rozwoju ludz­kości, że będzie możliwe bez­po­średnie inge­ro­wanie w psychikę czy w mózg, np. sty­mu­lo­wanie ośrodka bólu (co w zasadzie chyba już jest wyko­nalne). Nie­trudno sobie wyobrazić, że znajdą się tacy, którzy zechcą to wyko­rzy­stać prze­ciwko innym (ludziom czy zwie­rzętom). I bez wąt­pienia wyko­rzy­stają, cho­ciażby dla samej sady­stycznej przy­jem­ności znęcania się nad bez­bronną ofiarą.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Karolina Nihil

    To, że wojna przy­spiesza rozwój to złu­dzenie. Dzieje się tak dlatego, że na wojnie giną głównie młodzi męż­czyźni, którzy sa w spo­łe­czeń­stwie główną siłą hamująca rozwój. Dlatego po wojnach nasta­wały czasy dobro­bytu.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sabrina

      Ha, ha, Jesteś genialna.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Karolina Nihil

        Dzięki ;__;

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Karolina Nihil

    Mylisz się, bo zakła­dasz, że wojna sama w sobie jest racjo­nalna (balans zysków i strat). Wojna nie jest wynikiem racjo­nal­nego myślenia, jest jego prze­ci­wień­stwem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sabrina

    Bogate refleksje. Jednak dar­wi­now­skie myślenie, przenika do nauki. Wojna, nie przy­spiesza rozwoju, wojna niszczy ludzkość. Wojna to rywa­li­zacja, w dar­wi­now­skim wydaniu; zagry­zania się. Nie masz punktu odnie­sienia, jak toczyły by się losy ludz­kości, bez wojen, ponieważ u nas wojny są nie­ustannie.
    Przykład z teflonem. Odkrył go Ame­ry­kanin, z zakładów che­micz­nych, lecz nie od razu znalazł zastosowanie.Dowiedział się o nowej sub­stancji gen. nad­zo­ru­jący budowę bomby atomowej. Teflon dosko­nale spełnił rolę. Lecz praw­dziwą karierę teflon uzyskał nie w mili­ta­riach, lecz w patel­niach kuchen­nych, w medy­cynie i astro­nau­tyce. Koncern ame­ry­kański zarobił na patel­niach krocie a wyna­lazca teflonu otrzymał nagrodę i zero kasy. Naj­lepszy więc nie wygrywa. Wygrywa pasożyt. 

    Nie inte­re­suje mnie podróż, do innych gwiazd. Inte­re­suje mnie lot rakietą na księżyc. Kiedy ja tam polecę? Co mi daje era kosmiczna, postep tech­no­logi, elek­tro­nika, gdy ludzie mają czasu coraz mniej? Ludzkość w pra­co­wi­tości, prze­ści­gnęła mrówki. Żadne zwierze nie pracuje tak długo jak człowiek. Na co ta technika?
    Nie jestem pewna czy doświad­czenia na zwie­rzę­tach coś nam dały. Farmacja rozkwita, a wraz z nią coraz więcej chorób cywi­li­za­cyj­nych i nowych z labo­ra­to­riów.. To są fakty.
    Nie wierzę w cudowne przy­padki.
    Jakie i dla kogo ma zna­czenie, czy ktoś wierzy w Boga, czy nie. Jesli istnieje Nawyższa Siła, to nie taka, która nas spyta czy w niego wie­rzy­liśmy. To byłoby zabawne.Owo, mega­lo­manem być nie może. Naj­więcej hałasu robią ci którzy boją się utracić wiarę.(podświadomie nie wierzą?) Bez niej czuli by pustkę w naszym świecie. I nie dziwię się nasza cywi­li­zacja nie napawa opty­mi­zmem. Wg mnie wszystkie religie są narzę­dziem mani­pu­lacji i nie zbliżają czło­wieka do Nie­zna­nego.
    Piszesz, że ludzkość nie stworzy Raju! A broń boże, raj! Z opisu wynikało, że w raju należało zachować głupotę i nie odróż­niać co dobre co złe. Czasem myślę że być może pod namową Ewy „Adam” nadgryzł tylko to jabłko I dlatego mamy co mamy. A pasowało by go zjadł całe! Nabrał by rozumu i nie urządzał wojen i podbojów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • anto­ni­po­to­czek

      Odstaw dopa­lacze. Albo stosuj krem z moc­niej­szym filtrem

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Terra

    „Jeżeli oni istnieją, to dlaczego milczą?” jesli oni sa po drugiej stronie to oni sie rowniez zasta­na­wiaja dlaczego my milczymy. Widza nas tak jak my ich, czyli jak wygla­dali X miliardow lat temu. 

    „Lot do gwiazd” – naszym statkiem kosmicznym jest Ziemia. Wiec w koncu sie „zderzymy” z mglawica Andro­medy i jakies tam inne gwiazdy odwie­dzimy (oczy­wi­scie predzej juz ludzkosc wyginie).”, ale taka wizyta moze byc nie­przy­jemna.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0