Już na wstępie uraczę was niewygodnym faktem: poniższy tekst jest prosty i powierzchowny. Podobnie jak poprzednia odsłona, nie zawiera szczególnie wyrafinowanych przemyśleń (choć może do takowych skłaniać) ani nie zdradza wiedzy tajemnej. To tylko fakty lub prawdopodobne scenariusze, z których po cichu zdajemy sobie sprawę, a nad którymi zbyt często wolimy się nie zastanawiać. Trudne do zaakceptowania jest również to, że owa filozoficzna płycizna, zainteresuje was bardziej niż większość ambitnych artykułów. (Z góry przepraszam zbulwersowanych czytelników, którzy właśnie zrobili sobie przerwę w lekturze Krytyki czystego rozumu…).

Wojna napędza

Nie jest tajem­nicą, że pierwsze ogromne kom­pu­tery, oparte na tysią­cach lamp elek­tro­no­wych, powstały na potrzeby US Army. Internet, z którego w tej chwili korzy­stamy wszyscy, wykluł się z zaini­cjo­wa­nego przez Pentagon przed­się­wzię­cia ARPANET. Satelita Sputnik została wynie­siona na orbitę przez lekko prze­bu­do­waną wersję pocisku bali­stycz­nego R-7. Pierwszą elek­trow­nię jądrową uru­cho­miono prawie dekadę po histo­rycz­nej deto­na­cji bomby atomowej w Nowym Meksyku. Nie mam zamiaru podawać w wąt­pli­wość tezy, że każda wojna to tragedia, a ryko­sze­tem obrywają niemal wszyscy, nie­za­leż­nie od strony i zaan­ga­żo­wa­nia. Jednak obok wszyst­kich okrop­no­ści, kon­flikty stanowią nie­za­wodny motor napędowy ludz­ko­ści. Nic nas tak nie mobi­li­zuje do natych­mia­sto­wego dzia­ła­nia i pono­sze­nia ogrom­nych kosztów jak rywa­li­za­cja i nad­cią­ga­jące zagro­że­nie. Moim ulu­bio­nym przy­kła­dem jest Projekt Man­hat­tan. Nie­sa­mo­wita, nawet jak na dzi­siej­sze stan­dardy ini­cja­tywa, która skupiła kil­ka­na­ście naj­tęż­szych umysłów swojej epoki w pracy nad jednym pro­jek­tem. Wyna­la­zek ten okazał się narzę­dziem zagłady, lecz przy okazji w rekor­do­wym czasie pozwolił ujarzmić energię atomu. Co osią­gnę­li­by­śmy dzisiaj, finan­su­jąc podobną placówkę i anga­żu­jąc tuzin nobli­stów? Być może po roku wzno­si­li­by­śmy pierwszą funk­cjo­nalną elek­trow­nię ter­mo­ją­drową? Tego się jednak nie dowiemy.

Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu fanów science-fiction to kon­tro­wer­syjne i pesy­mi­styczne zało­że­nie. W końcu, skoro w ciągu jednego wieku “prze­sie­dli­śmy się” z samolotu braci Wright do łazika Curio­sity, to przyszłe stulecia zapo­wia­dają się obie­cu­jąco. Różnica polega na tym, że ani pierwszy lot samo­lo­tem, ani misja na Marsa, nie spra­wiały takich pro­ble­mów teo­re­tycz­nych jak poten­cjalna podróż, choćby do naj­bliż­szego układu Alfa Centauri. W rzeczy samej, żadna z dzi­siej­szych tech­no­lo­gii nie daje cienia szans na prze­by­cie odle­gło­ści 4 lat świetl­nych (czyli ponad 38 bilionów kilo­me­trów) w sen­sow­nym czasie. A co tu dopiero mówić o eska­pa­dzie poza Drogę Mleczną? Sonda Voyager 1, jako pierwsze dzieło ludzkich rąk, opuściła w ubiegłym roku Układ Sło­neczny. Prze­by­cie 19 miliar­dów kilo­me­trów zajęło jej… 36 lat. Obecną kosmo­nau­tykę od zało­go­wych misji mię­dzy­gwiezd­nych, dzieli większa przepaść niż Gali­le­usza od Stephena Hawkinga. Naj­le­piej byłoby, gdybyśmy znaleźli wyłom w teorii względ­no­ści i jakoś ominęli ogra­ni­cze­nie pręd­ko­ści światła. Na razie jednak, nie mamy nawet prze­sła­nek pozwa­la­ją­cych twier­dzić, że taka sztuczka w ogóle istnieje i czeka na odkrycie. Nie potrze­bu­jemy przełomu tech­nicz­nego, tylko czysto teo­re­tycz­nego – zaś o ten znacznie trudniej. Na nasze nie­szczę­ście, bez­kre­sny wszech­świat może się okazać naj­zwy­czaj­niej nie­moż­liwy do eks­plo­ra­cji.

Być może jesteśmy sami

Czy odmóż­dża­jąco obszerna prze­strzeń wszech­świata może być mar­no­tra­wiona poprzez egzy­sten­cję zaledwie jednej cywi­li­za­cji (w tym momencie Carl Sagan prze­wró­cił się w grobie)? Praw­do­po­dob­nie wszyscy sły­sze­li­ście o równaniu Drake’a. Jest to chyba naj­bar­dziej nie­ści­sły, z nauko­wego punktu widzenia wręcz bez­war­to­ściowy, wzór. Ma jednak tę zaletę, że w łatwy sposób obrazuje całe spektrum pro­ble­mów zwią­za­nych z poszu­ki­wa­niem inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej, pro­wa­dzą­cych osta­tecz­nie do jeszcze słyn­niej­szego para­doksu Fermiego. Naj­ogól­niej można go ująć jednym pytaniem: “Jeżeli oni istnieją, to dlaczego milczą”? W ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat bez­owoc­nej pracy SETI (kon­tro­wer­syjne sygnały z lat 1977 i 2008 to za mało), wielu scep­ty­ków bez zająk­nię­cia mówi o wyrzu­ca­niu pie­nię­dzy w błoto. Natu­ral­nie, obie strony posia­dają arsenał łatwych do prze­wi­dze­nia argu­men­tów, których nie ma sensu tu przy­ta­czać. Chciał­bym jednak zwrócić uwagę, że nawet jeśli w samej naszej galak­tyce funk­cjo­nuje dziesięć, sto czy tysiąc cywi­li­za­cji, to nadal pozo­sta­jemy samotni. Kosmiczna pustka nas sku­tecz­nie izoluje, a zna­le­zie­nie drugiej zamiesz­ka­nej planety w galak­tycz­nym morzu gwiazd, graniczy z cudem. Trzeba też brać pod uwagę sce­na­riusz, w którym życie we wszech­świe­cie jest powszechne, ale… pry­mi­tywne i nie­zdolne do komu­ni­ka­cji.

Ludzkość nigdy nie stworzy raju

Kolejnym poko­le­niom filo­zo­fów i badaczy towa­rzy­szyło prze­ko­na­nie, że mają receptę na pełne uszczę­śli­wie­nie ludz­ko­ści. Tomasso Cam­pa­nella, Charles Fourier i dzie­siątki innych uto­pi­stów, prze­ści­gało się w publi­ko­wa­niu pro­jek­tów ide­al­nego ustroju, prawa i gospo­darki. Kon­cep­cje Marksa i Engelsa jak wiemy, docze­kały się nawet wery­fi­ka­cji, zakoń­czo­nej spek­ta­ku­lar­nym fiaskiem. Dzisiaj na face­bo­oku natra­fi­łem na ini­cja­tywę Tworzymy Raj na Ziemi. Powstało setki pomysłów i obietnic gwa­ran­tu­ją­cych nowy ład, ale jed­no­cze­śnie ze sobą sprzecz­nych. Jedni chcą pełnej równości, inni hołdują indy­wi­du­ali­zmowi. Jedni żądają wolności kosztem wszyst­kiego, drudzy wyżej stawiają bez­pie­czeń­stwo i dobrobyt. Nie­któ­rzy biorą pod uwagę jedynie obraz świata zgodnego z ich poglą­dami, inni marzą o złotej tole­ran­cji. Nie ważne czy roz­wią­żemy problemy ener­ge­tyczne Ziemi, czy nauczymy się chronić przyrodę lub wynaj­dziemy lek na raka – nadal będziemy nie­za­do­wo­leni. W ciągu ostat­nich kilku wieków standard życia prze­cięt­nego Euro­pej­czyka podniósł się w sposób trudny do wyobra­że­nia. Pisarze wieków XVII, XVIII a nawet XIX, w naj­bar­dziej fan­ta­zyj­nych wizjach nie przy­pusz­czali, że prze­ciętny człowiek będzie miał kiedyś powszechny dostęp do edukacji na każdym szczeblu, komu­ni­ka­cji z całym globem, sze­ro­kiej wolności słowa i poglądów, całego reper­tu­aru wytworów kultury i dóbr kon­sump­cyj­nych. I co? Nadal spora część świata dosłow­nie walczy o prze­trwa­nie i to nie dlatego, że brakuje środków pro­duk­cji. Rzecz nie dotyczy tylko Afryki sub­sa­ha­ryj­skiej, ale np. Indii, w których mimo impo­nu­ją­cego wzrostu gospo­dar­czego, wskaźnik ludzi żyjących na skraju ubóstwa od lat ani drgnie. Nie oznacza to, że mamy zaprze­stać szukania bram do raju, ale musimy być świadomi, że nasze starania nigdy nie zakończą się pełnym sukcesem.

Postęp boli

I kosztuje! W roku 1970 na biurku prof. Ernsta Stuh­lin­gera znalazł się poru­sza­jący list napisany przez prze­by­wa­jącą w Zimbabwe siostrę Jacundę. Zakon­nica z wyrzutem stwier­dziła, że nie godzi się wydawać hor­ren­dal­nych sum na eks­plo­ra­cję kosmosu, kiedy Afryka głoduje. Taka postawa choć jest naiwna, to jednak zro­zu­miała; a dotyka w sposób szcze­gólny fizyki i nauk pokrew­nych. Pal licho misję na Marsa; jak wytłu­ma­czyć, że owocem dłu­go­let­nich badań wartych 5 miliar­dów euro, jest odkrycie cząstki nie mającej w istocie żadnego prak­tycz­nego zasto­so­wa­nia? Jak prze­ko­nać prze­cięt­nego oby­wa­tela o koniecz­no­ści finan­so­wa­nia prac teo­re­ty­ków? Nie­zwy­kle ważne jest infor­mo­wa­nie spo­łe­czeń­stwa, przy­po­mi­na­nie, iż swojego czasu prąd czy samolot również wydawały się zbędnymi fana­be­riami. Istnieje też bardziej nie­wy­mierna cena postępu. Wystar­czy zapytać o zdanie, któ­re­go­kol­wiek ekologa, żeby zobaczyć jakie kon­tro­wer­sje budzi ludzka inge­ren­cja w śro­do­wi­sko, nie wspo­mi­na­jąc już o eks­pe­ry­men­tach prze­pro­wa­dza­nych na zwie­rzę­tach. Mimo to, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak powszechne są doświad­cze­nia na gry­zo­niach i jak wiele nam dały. Czy nauka mogłaby się rozwijać bez tej ofiary krwi? Odpo­wie­dzi w jednym z wywiadów udzielił biolog Krzysz­tof Turelski: “Organizm jest tak nie­praw­do­po­dob­nie złożonym systemem, że bardzo wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie prze­wi­dzieć. Mamy wiele hipotez, a która się sprawdzi, możemy się dowie­dzieć wyłącz­nie w doświad­cze­niu. Niektóre sprawy da się spraw­dzić poza orga­ni­zmem żywym, ale w części przy­pad­ków niestety to zadanie nie­wy­ko­nalne”.

Rządzi przypadek

Zawsze mnie zdu­mie­wało, jak potężną lecz nie­do­ce­nianą siłą jest przy­pa­dek. Prze­ko­nu­jemy się o tym już niemal od stu lat, za każdym razem gdy podej­mu­jemy hero­iczną próbę ogar­nię­cia mikro­świata. Stałość i prze­wi­dy­wal­ność dużych obiektów, nie­któ­rzy wyobra­żają sobie jako powierzch­nię płaskiej deski. Z naszej per­spek­tywy wydaje się wyhe­blo­wana i gładka, ale po użyciu mikro­skopu natra­fiamy na liczne rysy i nie­rów­no­ści. Mecha­nika kwantowa to właśnie owa nie­re­gu­lar­ność, uśred­nio­nej i sta­bil­nej z pozoru struk­tury rze­czy­wi­sto­ści. Nawet spokojna tafla kosmicz­nej próżni, na poziomie sub­a­to­mo­wym ciągle się pieni tworząc przy­pad­kowe fluk­tu­acje, pary cząstek wir­tu­al­nych. Rzesze fizyków dostrze­gają w tym odpo­wiedź na odwieczne pytanie o początek: nasz wszech­świat mógł się zrodzić w drodze kwan­to­wego rzutu kością. Bardziej docie­kliwi zapytają: kto rzuca? To jest, skąd wzięły się prawa fizyki i logiki, które umoż­li­wiły powsta­nie takich fluk­tu­acji? I czy sen­sow­niej­sza nie wydaje się idea przed­wiecz­nego Archi­tekta, który wyniki już zna? Ja odpo­wie­dzi wam nie podam, choćby dlatego, że nie uważam jej za pozna­walną. Mogę jedynie zacy­to­wać legen­dar­nego filozofa, Ber­tranda Russela: “Wszyscy wiemy, że istnieje prawo, według którego podczas gry w kości otrzy­muje się podwójną szóstkę tylko raz mniej więcej na trzy­dzie­ści sześć rzutów, a jednak nie uważamy tego za dowód, że rzuty kości są regu­lo­wane z góry powzię­tym zamiarem. Prze­ciw­nie, gdyby podwójna szóstka wycho­dziła raz po raz, sądzi­li­by­śmy, że to było zrobione umyślnie”.

Bóg może być, ale…

Załóżmy, że ateiści są w błędzie, a opatrz­ność nad nami czuwa (z agno­stycz­nego punktu widzenia nie mam z tym problemu). Na jakiej pod­sta­wie odróż­niamy wyznaw­ców praw­dzi­wej wiary od bluź­nier­ców i bał­wo­chwal­ców? A co jeśli to inno­wiercy mają rację i to ich bóstwo naprawdę kieruje losami świata? Wielki Pro­jek­tant ułożył wszech­świat wraz ze wszyst­kimi jego cudami, ale to kom­plet­nie inny duch niż ten postu­lo­wany przez przez Biblię? Logika każe się zasta­no­wić, a wiara szepcze moja prawda jest naj­moj­sza. To zupełnie inna płasz­czy­zna sporu, niż pole bitwy religii z ateizmem, z wyświech­ta­nymi argu­men­tami wska­zu­ją­cymi na Boga jako nie­zbędną przed­wieczną przy­czynę, miło­sier­nego Ojca i naj­wyż­szego Pra­wo­dawcę. Tutaj możemy przyjąć, że siła wyższa działa, ale nie­ko­niecz­nie taka jaką ją sobie wyobra­żamy. Nie­któ­rzy są skłonni przyznać, że wszyst­kie bądź więk­szość religii świata to tak naprawdę odbicia wiary w tego samego boga. To podej­ście (poza tym, że podpada pod herezję) impli­kuje kolejne problemy, zwłasz­cza dla wszel­kiej maści orto­dok­sów. Ilu chrze­ści­jan przyzna, że ich poglądy i moral­ność nie odbiega znacząco od islamu? Ciągle wza­jem­nie kry­ty­ku­jemy swoje postawy, spieramy się o każdą teo­lo­giczną bła­hostkę – a racji wszyscy mieć nie mogą. Skąd pomysł, że jedna święta księga jest praw­dziw­sza od drugiej?

  • Ano­ny­mous

    Mówi się, że jak ktoś z kimś zgadza się w stu pro­cen­tach to nie ma swojego zdania. Też tak uważałem do czasu aż natra­fi­łem na ten blog. Czytając wpisy mam wrażenie, że Autor przed­sta­wia tu moje prze­my­śle­nia. Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/13071990453477728950 Paweł Boboń

    Panie Adamie — wojna zawsze napę­dzała rozwój nauki. ZAWSZE. Do czasów per­spek­ty­wicz­nej wojny na sadzenie jądro­wych pie­cza­rek i nukle­arną zimę po tym (choć to też tylko teoria o tej zimie) zawsze to owa wojna pchała naj­moc­niej rozwój gospo­dar­czy i naukowy. Ktoś wymyślił, że można zabić kijem, po drugiej stronie ktoś ten kij naostrzył kawał­kiem krze­mie­nia, bo naostrzo­nym kijem można łatwiej zabić. Ktoś pro­du­ko­wał ostre kije, po drugiej stronie starano się pro­du­ko­wać więcej ostrych kijów. Per­pe­tuum mobile.
    A postęp zawsze bolał. Czy to tysiące wymor­do­wa­nych czy zgwał­co­nych ofiar na wojnie, czy szczur­ków poświę­co­nych w labo­ra­to­riach.
    A w to, że kiedyś dotrzemy do innych gwiazd ja wierzę. Kiedyś nikt nie wierzył, że człowiek może latać, a dziś dzie­siątki tysięcy samo­lo­tów dziennie startuje i ląduje.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl/ Paweł

    Dosko­nały wpis. Ciężko mi coś dodać, wtrącić. Poglądy Autora są w zasadzie tożsame z moimi.
    Za to nie do końca rozumiem sens tytułu tego wpisu. Choć być może jest tak właśnie dlatego, że sam nie boję się go zaak­cep­to­wać. Mam wrażenie, że każdy otwarty człowiek myśli podobnie do Autora tego artykułu.
    Paweł

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Od jakiegoś czasu prze­glą­dam wpisy autora. Też zasta­na­wiam się jak on nad życiem i ota­cza­jącą mnie rze­czy­wi­sto­ścią.

    Jestem ciekaw, jakie spoj­rze­nie ma autor na “rze­czy­wi­stość”? Czy życie to jedna wielka symu­la­cja.. pro­jek­cja?

    pozdra­wiam
    Tomek

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Teza 3
    Moim zdaniem mało praw­do­po­dobne jest spo­tka­nie obcej roz­wi­nię­tej cywi­li­za­cji. Żeby w ogóle życie mogło się wykształ­cić, potrzebne są spe­cjalne warunki i odpo­wied­nia ilość czasu, które w kosmosie raczej nie wystę­pują zbyt często. W końcu tak złożona struk­tura, jaką jest komórka, nie bierze się znikąd, tylko w wyniku skom­pli­ko­wa­nych reakcji, które mogą zajść tylko w okre­ślo­nych warun­kach. Więc chociaż planet jest bardzo dużo, to pewnie na niewielu z nich istnieją choćby naj­prost­sze bakterie. No ale nawet jeśli, gdzieś istnieje życie, to jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że ewoluuje w takim kierunku co my? Jakie jest praw­do­po­do­bień­stwo, że wykształcą się tam istoty rozumne, zadające pytania typu: “co jest po śmierci?” czy “czy jesteśmy sami w kosmosie?” Na ziemi żyje wiele gatunków prze­wyż­sza­ją­cych pewnymi cechami/zdolnościami inne, także inte­li­gen­cją. No ale można spo­koj­nie powie­dzieć, że człowiek mocno się wybija i dekla­suje inne zwie­rzęta. Jedynie człowiek, jak dotąd stworzył tech­no­lo­giczną cywi­li­za­cję i raczej prędko się to nie zmieni. I raczej na innych pla­ne­tach też jest to zjawisko bardzo rzadkie. Bo jesteśmy w pewnym stopniu czymś uni­ka­to­wym i według mnie ist­nie­nie czegoś podob­nego jest mało praw­do­po­dobne, ale nie nie­moż­liwe. Bo skoro już powstała jedna zaawan­so­wana cywi­li­za­cja (czyli my) to znaczy ‚że jest to jak naj­bar­dziej możliwe, więc musi gdzieś istnieć inna. Tylko, że jest to zjawisko bardzo rzadkie, więc takowa istnieje pewnie gdzieś bardzo daleko, i dlatego jej nie “słychać”. To takie moje zdanie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      “W końcu tak złożona struk­tura, jaką jest komórka, nie bierze się znikąd, tylko w wyniku skom­pli­ko­wa­nych reakcji, które mogą zajść tylko w okre­ślo­nych warun­kach. Więc chociaż planet jest bardzo dużo, to pewnie na niewielu z nich istnieją choćby naj­prost­sze bakterie.”

      Proszę nie zapo­mi­nać, że ewen­tu­alne życie na innych pla­ne­tach nie musi składać się z tych samych “klocków”, co życie na Ziemi.

      Luźno spe­ku­luję, acz­kol­wiek aktyw­ność innych cywi­li­za­cji (w naszej galak­tyce, bo inne są raczej zbyt daleko byśmy mogli z nich odbierać infor­ma­cje o innych inte­li­gent­nych stwo­rze­niach) może objawiać się w sposób, który trudno nam wykryć. Możliwe też, że takie cywi­li­za­cje istniały, ale uległy zagła­dzie i po prostu nie zdą­ży­li­śmy “załapać się” na dowody ich ist­nie­nia.

      “No ale nawet jeśli, gdzieś istnieje życie, to jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że ewoluuje w takim kierunku co my?”

      Tutaj widzę mały problem. Widzimy jak roz­wi­nęła się nasza cywi­li­za­cja, znamy świat z naszego punktu widzenia i bardzo trudno wyobra­zić sobie inne moż­li­wo­ści (tak jak np. trudno wyobra­zić sobie co istnieje poza gra­ni­cami Wszech­świata). To, co stało się “u Nas” dotyczy tylko Nas, w innych miej­scach wszystko związane z życiem, wyglądem i rozwojem innych cywi­li­za­cji może być zupełnie inne.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Nie mogę edytować odpo­wie­dzi, w związku z czym w ten sposób pragnę jedynie spre­cy­zo­wać (wydaje mi się, że opisałem to zbyt ogólnie), że co do odpo­wie­dzi na drugi cytat miałem na myśli to, iż inne orga­ni­zmy i cywi­li­za­cje mogły rozwinąć się w zupełnie inny sposób i do zupełnie innej formy (przez co być może są bardziej zaawan­so­wani od Nas) niż Nasza.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    “W rzeczy samej, żadna z dzi­siej­szych tech­no­lo­gii nie daje cienia szans na prze­by­cie odle­gło­ści 4 lat świetl­nych (czyli ponad 38 bilionów kilo­me­trów) w sen­sow­nym czasie.“
    https://en.wikipedia.org/wiki/Project_Daedalus

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Pomi­ja­jąc to, że to nie tech­no­lo­gia a pomysł daleki od reali­za­cji; 50 lat nie jest sen­sow­nym czasem. Nie dla misji zało­go­wych i nie dla poten­cjal­nej kolo­ni­za­cji kosmosu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/13907673115266371404 Ups Observer

      Pomi­ja­jąc to że gene­ral­nie masz rację, to 50 lat byłoby jednak więcej niż sen­sow­nym czasem dla eks­plo­ra­cji tudzież kolo­ni­za­cji kosmosu. ; )

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    “Być może po roku wzno­si­li­by­śmy pierwszą funk­cjo­nalną elek­trow­nię ter­mo­ją­drową?”

    O cudow­nych elek­trow­niach ter­mo­ją­dro­wych mówi się już od kil­ku­dzie­się­ciu lat i nic komer­cyj­nego z tego nie wychodzi (mimo łożenia grubych miliar­dów np. na ITER). Są tech­no­lo­gie jądrowe które mogą dać nam podobne korzyści za o wiele mniejszą cenę:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Reaktor_torowy_na_ciek%C5%82ych_fluorkach

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Ależ ten ostatbi punkt jest słaby. Taki prosty i pusty. Religia w ogóle nie działa w ten sposób to trzeba czuć i tyle, a Bóg który jest całym dobrem jakie nas otacza, istnieje bez naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Ano­ny­mous

      Troll czy bez­kry­tyczny wierzący?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Bóg który jest całym dobrem jakie nas otacza, istnieje bez naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści” A właśnie, że nie prawda! Ja mam wąt­pli­wo­ści!

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://tabletoid.pl/blog Marcin

    Witam, bardzo ciekawy wpis, naj­chęt­niej pod­jął­bym dyskusję z każdym punktem (nie mam na myśli krytyki, po prostu to ciekawe i szerokie tematy), ale ogra­ni­czę się do trzech drobnych uwag:

    “Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd” — prędkość szybsza od pręd­ko­ści światła została już stwier­dzona. Jest nią bodajże prędkosć z jaką tzw. fotony w stanie zwią­za­nym wymie­niają się infor­ma­cją na temat swojego stanu. Inna sprawa, że jak na razie nie potra­fimy tego wyko­rzy­stać, ale kto pięćset lat temu myślał o elek­trycz­no­ści?

    “Być może jetesmy sami” — dodam jedną ciekawą opcję: byc może obce cywi­li­za­cje już nas widzą, ale jesteśmy dla nich tak tempi, że to one się z nami nie chcą komu­ni­ko­wać, bo po co?

    “Ludzkość nigdy nie stworzy raju” — tak działa psy­cho­lo­gia. Osoby wygry­wa­jące na loterii i chore na nie­ule­czalne choroby w więk­szo­ści wykazują podobny poziom zado­wo­le­nia z życia. Umysł się przy­zwy­czaja.

    Pozdra­wiam.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście polemika jest zawsze mile widziana.

      1. Nein. Nie ma i nie będzie (dlatego pisałem o potrze­bie praw­dzi­wej rewo­lu­cji w fizyce) moż­li­wo­ści prze­kro­cze­nia pręd­ko­ści światła. Stan splątany opiera się na zupełnie innych zasadach, odsyłam: http://www.kwantowo.pl/2013/11/o-splataniu-ktore-chciao-byc.html
      2. To jedna z wielu prób wyja­śnie­nia para­doksu Fermiego. Dla mnie oso­bi­ście mało praw­do­po­dobna, ale rzecz jasna to pełna gdy­bo­lo­gia. Być może za bardzo patrzę na obce formy życia przez pryzmat cywi­li­za­cji ludzkiej i celów/motywów, jakie nami kierują.
      3. Zgadzam się. Ale chodzi też o to, że czysto teo­re­tycz­nie jesteśmy w stanie zapewnić każdemu spośród kilku miliar­dów ludzi godne życie. Środków pro­duk­cyj­nych, żywności, odzieży i wody jest aż nadto. Pro­ble­mem jest logi­styka, której efek­tyw­no­ści, moim zdaniem, nigdy nie zwięk­szymy do 100%. Poza tym mamy tu zbyt wiele zmien­nych poli­tycz­nych, gospo­dar­czych a nawet natu­ral­nych.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://tabletoid.pl/blog Marcin

      2. Pełna zgoda — gdy­bo­lo­gia totalna, za dużo zmien­nych; tak tylko dodałem tę opcję dla osób inte­re­su­ją­cych się tematem.

      3. Oczy­wi­ście też zgoda. Choć być może trzeba również wspo­mnieć o moty­wa­cji. Niby współ­czu­jemy małym głodnym Afry­kań­czy­kom, ale — jako spo­łe­czeń­stwo, a i indy­wi­du­al­nie — nie robimy wiele by to zmienić. Waż­niej­sze są cele bardziej ego­istyczne (jak­kol­wiek pate­tycz­nie by to nie brzmiało) — dobro własnego kraju, rodziny czy osobiste. Zresztą być może to miałeś na myśli mówiąc o zmien­nych poli­tycz­nych.

      1. Ha! to mnie zasko­czy­łeś. Zresztą po pierw­szych aka­pi­tach z artykułu, który pode­sła­łeś widzę, że wpisałem się w haniebny nurt igno­ran­tów. Dzięki za tę infor­ma­cję, w takim razie muszę nadrobić braki:)

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/08428203524285602423 Artur Beling

    Tekst jest powierz­chowny, ale mimo wszystko ważny. Wiem to z praktyki. Też zajmuję się czasami pisaniem rzeczy, które wg mnie są ważne, mimo, że jestem trochę zaże­no­wany koniecz­no­ścią ich przy­po­mi­na­nia. Tak! Do cholery — mam wrażenie, że więk­szość ludzi kom­plet­nie ignoruje (przez zapo­mnie­nie, lub nie­wie­dzę) rzeczy o których piszesz. A są to sprawy fun­da­men­talne. Dalej. Sytuacja wydaje się być kom­plet­nie bez­na­dziejna, bo, mimo, że to sprawy pod­sta­wowe, tzw. “praktyka życia” skłania ludzi do kom­plet­nego lek­ce­wa­że­nia tych faktów, z których wg mnie wynika bardzo wiele i które mogą mieć wpływ na pewne gene­ralne postawy wobec życia. W każdym razie myślę, że jest sens pisania takich rzeczy. Przy okazji — zajrzyj na http://www.horoskopdlatwardzieli.pl — od dawna nie aktu­ali­zo­wany, ale stale aktualny żart. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/18294416945994908374 bepower

    Nie koniecz­nie do eks­plo­ra­cji kosmosu potrze­bu­jemy przełomu teo­re­tycz­nego. Wystar­czy nam np. tak daleki postęp tech­niczny, by zbudować statek zdolny do samo­wy­star­czal­nego lot w czasie kilku pokoleń i prędkość powiedzmy 0,5c i jesteśmy w stanie dotrzeć do wielu tysięcy układów gwiezd­nych. Ceną będzie czas, jaki minie na Ziemi i praw­do­po­dobny brak komu­ni­ka­cji z metro­po­lią, ale jednak teo­re­tycz­nie mamy szansę rozejść się po kosmosie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ale czy to jest prak­tyczny sposób, który umożliwi kolo­ni­za­cję z praw­dzi­wego zda­rze­nia? Podobnie, wierzę że już niedługo będziemy zdolni do hiber­na­cji czło­wieka aby mógł podró­żo­wać setki lat — to jednak nie jest uży­teczne narzę­dzie. Potrze­bu­jemy czegoś więcej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/13907673115266371404 Ups Observer

    Nie podoba mi się tytuł punktu szóstego (takie moje cze­pial­stwo — do treści nic nie mam). Brzmi on trochę tak jakby wszelkie modele nie miały racji bytu, ponieważ o wła­ści­wo­ściach danego elementu decydują przy­pad­kowe i nie­prze­wi­dy­walne odchy­le­nia — co oczy­wi­ście jest nie­prawdą. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę że podpunkt nie traktuje o tym. To co napi­sa­łem to tylko moje osobiste spo­strze­że­nie, w dodatku — jak wspo­mnia­łem wcze­śniej — świa­do­mie cze­pial­skie. ; )

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Uuu, prawie bez trolli i narze­ka­czy? Co się stało 😉
    A teraz na poważnie:
    Ad. 1 — można pole­mi­zo­wać. Mont­gol­fier, Wright, odkrywcy pro­mie­nio­wa­nia mikro­fa­lo­wego z labo­ra­to­riów Bella etc. — Oni wszyscy nie potrze­bo­wali dra­ma­tycz­nej sytuacji, by dokonać przełomu. Kwestia wyboru przy­kła­dów (choć podanych przez Ciebie nie neguję).
    Albo wręcz odwrócić sprawę — ile rzeczy byśmy osią­gnęli gdyby NIE wojny. Kto wie, ilu geniuszy zginęło w bom­bar­do­wa­niach, ile świa­tłych umysłów zastrze­lono na linii frontu. Albo na co można by prze­zna­czyć środki wyko­rzy­stane na odbudowę znisz­czo­nych miast.

    Ad. 2 Zależy co uznasz za sensowny czas. Nie oblecimy całej Drogi Mlecznej za życia jednej osoby, ale dotarcie do układu Centauri i powrót w ciągu, powiedzmy, 100 lat (przy użyciu hiber­na­cji), nie jest już tak nie­praw­do­po­dobny. Silniki jonowe, żagle na wiatr sło­neczny czy laserowe “holow­niki” dają nadzieję na pojazdy, które nadadzą się do takich podróży. A gdy roz­pocz­nie się kolo­ni­za­cja, to naj­praw­do­po­dob­niej dlatego, że innego wyjścia i tak już nie będzie.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.piekar.pl/ Piekar

    Muszę się zgodzić z autorem jeśli chodzi o postęp tech­no­lo­giczny w czasie kon­flik­tów. Wydaje mi się to jedynym „plusem” wojen. Im bardziej wynisz­cza­jąca i długa tym więcej poten­cjal­nych tech­no­lo­gicz­nych profitów. Oczy­wi­ście można by spe­ku­lo­wać za jaką cenę a argument ile świa­tłych umysłów zginęło czy na co można by prze­zna­czyć pie­nią­dze „zmar­no­wane” na wojnie uważam za słaby. Na wojnie (jak i w życiu) liczy się bilans zysków i strat. Oczy­wi­ście zaraz posypią się gromy że mam jakieś zapędy dyk­ta­tor­skie i pewnie gdybym miał dostęp do atomowej wali­zeczki to nie zawa­hał­bym się jej użyć. Wszyst­kie kon­flikty po Drugiej Wojnie Świa­to­wej były kon­flik­tami lokal­nymi bez użycia broni masowego rażenia (nie licząc przy­pad­ków jak Irak i Syria wymie­rzo­nych we własnych oby­wa­teli) i myślę że jeżeli dojdzie do kolej­nego wiel­kiego kon­fliktu to broń masowego rażenia nie zostanie użyta bo pocią­gnęło by to za sobą widmo uni­ce­stwie­nia więk­szo­ści życia na Ziemi (a więc bilans zysków i strat). Polecam film The Day After 1983 i The Road 2009 (uwaga bardzo przy­gnę­bia­jące filmy).

    Czy dotrzemy do obcych gwiazd?? Patrząc z per­spek­tywy postępu tech­no­lo­gicz­nego wszystko zależy od tego jak długo gatunek ludzki będzie trwać. Porów­nu­jąc nasz obecny poziom zaawan­so­wa­nia do naszej historii być może jesteśmy właśnie na etapie epoki żelaza?? Dobrym przy­kła­dem jest przełom dokonany przez Ein­ste­ina i zupełna zmiana filo­zo­fii o ota­cza­ją­cym nas świecie oraz wachlarz nowych tech­no­logi jakie ze sobą niesie a nie jest ona jeszcze do końca potwier­dzona we wszyst­kich aspek­tach (inflacja i naj­śwież­sze donie­sie­nia http://news.astronet.pl/7350 )

    U mnie z wiarą w to czy istnieją inne cywi­li­za­cje jest jak z moją wiarą w Boga- na dwoje babka wróżyła. Jeżeli ist­nie­jemy my to dlaczego nie miałaby istnieć inna forma życia w kosmosie?? Więk­szość z Nas patrzy na ten aspekt przez ludzką naturę, sposób w jaki wyewo­lu­owa­li­śmy ale czy to jedyna sku­teczna droga dla życia w kosmosie?? Nie wiadomo a nawet jeśli to planet podob­nych lub niemal iden­tycz­nych zapewne są w kosmosie miliony. Być może jesteśmy tylko formą przej­ściową a po nas prym będą wieść maszyny uczące się w tempie wykład­ni­czym dla Nas nigdy nie osią­gal­nym?? Co na to Bóg?? Może to wszystko On zapla­no­wał w całym sobie tylko danym geniuszu? A może jesteśmy tylko zabu­rze­niem kwan­to­wym jednym z wielu w kosmosie??

    Co do utopii na Ziemi to mam nadzieję że do niej nigdy nie dojdzie. Ozna­czało by to teo­re­tycz­nie zatrzy­ma­nie rozwoju ludz­ko­ści i spo­czę­cie na laurach. Oczy­wi­ście że nie będzie utopi!! Wszak tak ułomne istoty jak ludzie w całej swej nie­do­sko­na­ło­ści zawsze będą chcieć więcej! Pra­gnie­nie posia­da­nia, sięgania po gwiazdy to jest to co nas napędza!! Zawsze będziemy nie­za­do­wo­leni i będzie nam mało a już na pewno tak długo jak długo będziemy żyć My- Polacy naj­bar­dziej mal­kon­tencki naród 😀

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/16409959450729775438 Nekro­sa­ta­nic

    A będzie część trzecia? Bardzo chciał­bym ją prze­czy­tać^^

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ano­ny­mous

    Wojna nie napędza rozwoju, to tylko utarty slogan. Przy­kłady które podałeś tak na prawdę nie wpłynęły bardzo na ludzkość. Internet był wypad­kową nowej rewo­lu­cji tech­no­lo­gicz­nej więc najwyżej powstałby kilka lat później. Gdyby rozwój napę­dzała wojna to tak samo można powie­dzieć że wandal który zbije szybę napędza gospo­darkę. Problem w tym że ten któremu zbito szybę zamiast tracić pie­nią­dze na to by mieć szybę, wydał by je na przy­kła­dowo buty. Tak zarobił szewc a ty masz i szybę i buty. To tak zwany mit zbitej szyby w ekonomii.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      “…więc najwyżej powstałby kilka lat później.”

      Dziwna metoda per­swa­zji. Przy­zna­jesz twier­dze­niu rację, jed­no­cze­śnie mówiąc, że jest nie­praw­dziwe? Właśnie o to chodzi, więk­szość wyna­laz­ków mogło powstać później, ale pod naci­skiem postęp nastąpił szybciej.

      Zbyt dosłow­nie odczy­tu­jesz to hasło: nie tyle chodzi o wojnę w sensie mili­tar­nych zapasów, co po prostu rywa­li­za­cji (której wojna jest naj­ostrzej­szym prze­ja­wem), a ta nawet w przy­ro­dzie stanowi podstawę rozwoju. Internet, komputer czy bomba jądrowa to przecież ziarenko na czubku Mount Everestu zdobyczy tech­nicz­nych i tech­no­lo­gicz­nych jakie przy­nio­sło takie czy inne współ­za­wod­nic­two. Nie ważne czy spoj­rzysz na wojnę sece­syjną, obie wojny światowe czy zimną wojnę — znaj­dziesz mnóstwo nowinek, które miały prze­chy­lić szalę zwy­cię­stwa na jedną ze stron. Z biegiem czasu owe wyna­lazki o cha­rak­te­rze zbrojnym, znaj­dy­wały również zasto­so­wa­nie w życiu codzien­nym.

      Podana przez Ciebie metafora byłaby traf­niej­sza gdybyś zamiast wandala wybi­ja­ją­cego szybę wstawił drugiego, kon­ku­ren­cyj­nego, szewca.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogger.com/profile/09810925212316528763 Tomasz Płowucha

    Kojarzy mi się ten tekst z pozycją “Nie­bez­pieczne idee we współ­cze­snej nauce” Brockman’a. Bardzo przy­jem­nie się czyta.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mi Wi

    Bardzo dobre. Zmie­nił­bym tylko jeden tytuł.
    Skoro jest “Być może jesteśmy sami” to powinno być “Być może nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd”
    Tak naprawdę nie wiemy co ludzkość jeszcze odkryje i być może (mam nadzieję) kiedyś dotrzemy do obcych gwiazd.
    Pewnie nie za 100 czy nawet 500 lat, ale może za 5000 lat — o ile wcze­śniej ludzkość się sama nie wykończy co jest bardzo praw­do­po­dobne…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Tree

      No tak ale idąc tą drogą to można podważyć wszystko co zostało napisane w tym artykule. 

      Podle obecnej wiedzy takie podróże nie będą nigdy możliwe w ludzkim poj­mo­wa­niu czasu.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Trias

    “Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd”

    Nie widzę problemu, żeby zbudować statek samo­wy­star­czalny pod względem pod­trzy­my­wa­nia życia, zaludnić go sporą grupą — tak, aby mogli sobie oni toczyć w miarę normalne życie — i puścić go w prze­strzeń, tak jak Voyagera. I choćby dopiero ich dalecy potom­ko­wie mieli dotrzeć do Alfy Centauri po paru tysią­cach lat, zapewne zna­leź­liby się śmiał­ko­wie gotowi wyruszyć na taką wyprawę.
    Oczy­wi­ście, o podróży do dalszych gwiazd, o galak­ty­kach nie wspo­mi­na­jąc, fak­tycz­nie możemy sobie tylko pomarzyć. Z tym że też takiej moż­li­wo­ści nigdy do końca skreślić nie możemy.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Jeremi Haber

      A koszt wynie­sie­nia takiej ogromnej masy na orbitę?

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tree

        W per­spek­ty­wie czasu to akurat wydaje się naj­mniej­szym problem

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • anto­ni­po­to­czek

        Tree i Trias jak Flip i Flap. Macie poten­cjał na duet pajaców

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Tree

        Budżet NASA to tylko ułamek PKB w USA, już teraz mogliby wysłać dużo większe obiekty w kosmos, gdyby była na to zgoda władz i spo­łe­czeń­stwa, a co dopiero za 50 lat kiedy gospo­darka się rozwinie, znaj­dziemy wydaj­niej­sze napędy i bardziej ener­ge­tyczne paliwo. Co gdyby wszyst­kie kraje połą­czyły siły? Ale co może o tym wiedzieć pajac który potrafi tylko wyzywać w inter­ne­cie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Lobsang

        Połą­cze­nie wszyst­kich państw dla jednego celu to również nie­re­alne marzenie. Niestety.
        Ale byłaby to super wizja dla całej ludz­ko­ści. Prędzej po kolejnej dużej wojnie świa­to­wej przy­bę­dzie tech­no­lo­gii do podróży kosmicz­nych i znów zacznie się rywa­li­za­cja, który pierwszy, który lepszy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Trias

    Co do raju na Ziemi, niestety ciężko się nie zgodzić. Postęp roz­wią­zuje problemy, ale jed­no­cze­śnie tworzy kolejne, zwłasz­cza zwa­żyw­szy na ludzką naturę, której sporą częścią jest egoizm, bez­względ­ność i agresja.
    Naj­bar­dziej przeraża mnie właśnie wizja tak wyso­kiego poziomu rozwoju ludz­ko­ści, że będzie możliwe bez­po­śred­nie inge­ro­wa­nie w psychikę czy w mózg, np. sty­mu­lo­wa­nie ośrodka bólu (co w zasadzie chyba już jest wyko­nalne). Nie­trudno sobie wyobra­zić, że znajdą się tacy, którzy zechcą to wyko­rzy­stać prze­ciwko innym (ludziom czy zwie­rzę­tom). I bez wąt­pie­nia wyko­rzy­stają, cho­ciażby dla samej sady­stycz­nej przy­jem­no­ści znęcania się nad bez­bronną ofiarą.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Karolina Nihil

    To, że wojna przy­spie­sza rozwój to złu­dze­nie. Dzieje się tak dlatego, że na wojnie giną głównie młodzi męż­czyźni, którzy sa w spo­łe­czeń­stwie główną siłą hamująca rozwój. Dlatego po wojnach nasta­wały czasy dobro­bytu.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Sabrina

      Ha, ha, Jesteś genialna.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Karolina Nihil

        Dzięki ;__;

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Karolina Nihil

    Mylisz się, bo zakła­dasz, że wojna sama w sobie jest racjo­nalna (balans zysków i strat). Wojna nie jest wynikiem racjo­nal­nego myślenia, jest jego prze­ci­wień­stwem.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Sabrina

    Bogate reflek­sje. Jednak dar­wi­now­skie myślenie, przenika do nauki. Wojna, nie przy­spie­sza rozwoju, wojna niszczy ludzkość. Wojna to rywa­li­za­cja, w dar­wi­now­skim wydaniu; zagry­za­nia się. Nie masz punktu odnie­sie­nia, jak toczyły by się losy ludz­ko­ści, bez wojen, ponieważ u nas wojny są nie­ustan­nie.
    Przykład z teflonem. Odkrył go Ame­ry­ka­nin, z zakładów che­micz­nych, lecz nie od razu znalazł zastosowanie.Dowiedział się o nowej sub­stan­cji gen. nad­zo­ru­jący budowę bomby atomowej. Teflon dosko­nale spełnił rolę. Lecz praw­dziwą karierę teflon uzyskał nie w mili­ta­riach, lecz w patel­niach kuchen­nych, w medy­cy­nie i astro­nau­tyce. Koncern ame­ry­kań­ski zarobił na patel­niach krocie a wyna­lazca teflonu otrzymał nagrodę i zero kasy. Naj­lep­szy więc nie wygrywa. Wygrywa pasożyt. 

    Nie inte­re­suje mnie podróż, do innych gwiazd. Inte­re­suje mnie lot rakietą na księżyc. Kiedy ja tam polecę? Co mi daje era kosmiczna, postep tech­no­logi, elek­tro­nika, gdy ludzie mają czasu coraz mniej? Ludzkość w pra­co­wi­to­ści, prze­ści­gnęła mrówki. Żadne zwierze nie pracuje tak długo jak człowiek. Na co ta technika?
    Nie jestem pewna czy doświad­cze­nia na zwie­rzę­tach coś nam dały. Farmacja rozkwita, a wraz z nią coraz więcej chorób cywi­li­za­cyj­nych i nowych z labo­ra­to­riów.. To są fakty.
    Nie wierzę w cudowne przy­padki.
    Jakie i dla kogo ma zna­cze­nie, czy ktoś wierzy w Boga, czy nie. Jesli istnieje Nawyższa Siła, to nie taka, która nas spyta czy w niego wie­rzy­li­śmy. To byłoby zabawne.Owo, mega­lo­ma­nem być nie może. Naj­wię­cej hałasu robią ci którzy boją się utracić wiarę.(podświadomie nie wierzą?) Bez niej czuli by pustkę w naszym świecie. I nie dziwię się nasza cywi­li­za­cja nie napawa opty­mi­zmem. Wg mnie wszyst­kie religie są narzę­dziem mani­pu­la­cji i nie zbliżają czło­wieka do Nie­zna­nego.
    Piszesz, że ludzkość nie stworzy Raju! A broń boże, raj! Z opisu wynikało, że w raju należało zachować głupotę i nie odróż­niać co dobre co złe. Czasem myślę że być może pod namową Ewy “Adam” nadgryzł tylko to jabłko I dlatego mamy co mamy. A pasowało by go zjadł całe! Nabrał by rozumu i nie urządzał wojen i podbojów.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • anto­ni­po­to­czek

      Odstaw dopa­la­cze. Albo stosuj krem z moc­niej­szym filtrem

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Terra

    “Jeżeli oni istnieją, to dlaczego milczą?” jesli oni sa po drugiej stronie to oni sie rowniez zasta­na­wiaja dlaczego my milczymy. Widza nas tak jak my ich, czyli jak wygla­dali X miliar­dow lat temu. 

    “Lot do gwiazd” — naszym statkiem kosmicz­nym jest Ziemia. Wiec w koncu sie “zderzymy” z mglawica Andro­medy i jakies tam inne gwiazdy odwie­dzimy (oczy­wi­scie predzej juz ludzkosc wyginie).”, ale taka wizyta moze byc nie­przy­jemna.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0