Już na wstępie uraczę was niewygodnym faktem: poniższy tekst jest prosty i powierzchowny. Podobnie jak poprzednia odsłona, nie zawiera szczególnie wyrafinowanych przemyśleń (choć może do takowych skłaniać) ani nie zdradza wiedzy tajemnej.

To tylko fakty lub praw­do­po­dobne sce­na­riu­sze, z których po cichu zdajemy sobie sprawę, a nad którymi zbyt często wolimy się nie zasta­na­wiać. Trudne do zaak­cep­to­wa­nia jest również to, że owa filo­zo­ficzna płycizna, zain­te­re­suje was bardziej niż więk­szość ambit­nych arty­ku­łów. (Z góry prze­pra­szam zbul­wer­so­wa­nych czy­tel­ni­ków, którzy właśnie zrobili sobie przerwę w lekturze Krytyki czystego rozumu…).

Wojna napędza

Nie jest tajem­nicą, że pierwsze ogromne kom­pu­tery, oparte na tysią­cach lamp elek­tro­no­wych, powstały na potrzeby US Army. Internet, z którego w tej chwili korzy­stamy wszyscy, wykluł się z zaini­cjo­wa­nego przez Pentagon przed­się­wzię­cia ARPANET. Satelita Sputnik została wynie­siona na orbitę przez lekko prze­bu­do­waną wersję pocisku bali­stycz­nego R-7. Pierwszą elek­trow­nię jądrową uru­cho­miono prawie dekadę po histo­rycz­nej deto­na­cji bomby atomowej w Nowym Meksyku. Nie mam zamiaru podawać w wąt­pli­wość tezy, że każda wojna to tragedia, a ryko­sze­tem obrywają niemal wszyscy, nie­za­leż­nie od strony i zaan­ga­żo­wa­nia. Jednak obok wszyst­kich okrop­no­ści, kon­flikty stanowią nie­za­wodny motor napędowy ludz­ko­ści. Nic nas tak nie mobi­li­zuje do natych­mia­sto­wego dzia­ła­nia i pono­sze­nia ogrom­nych kosztów jak rywa­li­za­cja i nad­cią­ga­jące zagro­że­nie. Moim ulu­bio­nym przy­kła­dem jest Projekt Man­hat­tan. Nie­sa­mo­wita, nawet jak na dzi­siej­sze stan­dardy ini­cja­tywa, która skupiła kil­ka­na­ście naj­tęż­szych umysłów swojej epoki w pracy nad jednym pro­jek­tem. Wyna­la­zek ten okazał się narzę­dziem zagłady, lecz przy okazji w rekor­do­wym czasie pozwolił ujarzmić energię atomu. Co osią­gnę­li­by­śmy dzisiaj, finan­su­jąc podobną placówkę i anga­żu­jąc tuzin nobli­stów? Być może po roku wzno­si­li­by­śmy pierwszą funk­cjo­nalną elek­trow­nię ter­mo­ją­drową? Tego się jednak nie dowiemy.

Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu fanów science-fiction to kon­tro­wer­syjne i pesy­mi­styczne zało­że­nie. W końcu, skoro w ciągu jednego wieku “prze­sie­dli­śmy się” z samolotu braci Wright do łazika Curio­sity, to przyszłe stulecia zapo­wia­dają się obie­cu­jąco. Różnica polega na tym, że ani pierwszy lot samo­lo­tem, ani misja na Marsa, nie spra­wiały takich pro­ble­mów teo­re­tycz­nych jak poten­cjalna podróż, choćby do naj­bliż­szego układu Alfa Centauri. W rzeczy samej, żadna z dzi­siej­szych tech­no­lo­gii nie daje cienia szans na prze­by­cie odle­gło­ści 4 lat świetl­nych (czyli ponad 38 bilionów kilo­me­trów) w sen­sow­nym czasie. A co tu dopiero mówić o eska­pa­dzie poza Drogę Mleczną? Sonda Voyager 1, jako pierwsze dzieło ludzkich rąk, opuściła w ubiegłym roku Układ Sło­neczny. Prze­by­cie 19 miliar­dów kilo­me­trów zajęło jej… 36 lat. Obecną kosmo­nau­tykę od zało­go­wych misji mię­dzy­gwiezd­nych, dzieli większa przepaść niż Gali­le­usza od Stephena Hawkinga. Naj­le­piej byłoby, gdybyśmy znaleźli wyłom w teorii względ­no­ści i jakoś ominęli ogra­ni­cze­nie pręd­ko­ści światła. Na razie jednak, nie mamy nawet prze­sła­nek pozwa­la­ją­cych twier­dzić, że taka sztuczka w ogóle istnieje i czeka na odkrycie. Nie potrze­bu­jemy przełomu tech­nicz­nego, tylko czysto teo­re­tycz­nego – zaś o ten znacznie trudniej. Na nasze nie­szczę­ście, bez­kre­sny wszech­świat może się okazać naj­zwy­czaj­niej nie­moż­liwy do eks­plo­ra­cji.

Być może jesteśmy sami

Czy odmóż­dża­jąco obszerna prze­strzeń wszech­świata może być mar­no­tra­wiona poprzez egzy­sten­cję zaledwie jednej cywi­li­za­cji (w tym momencie Carl Sagan prze­wró­cił się w grobie)? Praw­do­po­dob­nie wszyscy sły­sze­li­ście o równaniu Drake’a. Jest to chyba naj­bar­dziej nie­ści­sły, z nauko­wego punktu widzenia wręcz bez­war­to­ściowy, wzór. Ma jednak tę zaletę, że w łatwy sposób obrazuje całe spektrum pro­ble­mów zwią­za­nych z poszu­ki­wa­niem inte­li­gen­cji poza­ziem­skiej, pro­wa­dzą­cych osta­tecz­nie do jeszcze słyn­niej­szego para­doksu Fermiego. Naj­ogól­niej można go ująć jednym pytaniem: “Jeżeli oni istnieją, to dlaczego milczą”? W ciągu kil­ku­dzie­się­ciu lat bez­owoc­nej pracy SETI (kon­tro­wer­syjne sygnały z lat 1977 i 2008 to za mało), wielu scep­ty­ków bez zająk­nię­cia mówi o wyrzu­ca­niu pie­nię­dzy w błoto. Natu­ral­nie, obie strony posia­dają arsenał łatwych do prze­wi­dze­nia argu­men­tów, których nie ma sensu tu przy­ta­czać. Chciał­bym jednak zwrócić uwagę, że nawet jeśli w samej naszej galak­tyce funk­cjo­nuje dziesięć, sto czy tysiąc cywi­li­za­cji, to nadal pozo­sta­jemy samotni. Kosmiczna pustka nas sku­tecz­nie izoluje, a zna­le­zie­nie drugiej zamiesz­ka­nej planety w galak­tycz­nym morzu gwiazd, graniczy z cudem. Trzeba też brać pod uwagę sce­na­riusz, w którym życie we wszech­świe­cie jest powszechne, ale… pry­mi­tywne i nie­zdolne do komu­ni­ka­cji.

Ludzkość nigdy nie stworzy raju

Kolejnym poko­le­niom filo­zo­fów i badaczy towa­rzy­szyło prze­ko­na­nie, że mają receptę na pełne uszczę­śli­wie­nie ludz­ko­ści. Tomasso Cam­pa­nella, Charles Fourier i dzie­siątki innych uto­pi­stów, prze­ści­gało się w publi­ko­wa­niu pro­jek­tów ide­al­nego ustroju, prawa i gospo­darki. Kon­cep­cje Marksa i Engelsa jak wiemy, docze­kały się nawet wery­fi­ka­cji, zakoń­czo­nej spek­ta­ku­lar­nym fiaskiem. Dzisiaj na face­bo­oku natra­fi­łem na ini­cja­tywę Tworzymy Raj na Ziemi. Powstało setki pomysłów i obietnic gwa­ran­tu­ją­cych nowy ład, ale jed­no­cze­śnie ze sobą sprzecz­nych. Jedni chcą pełnej równości, inni hołdują indy­wi­du­ali­zmowi. Jedni żądają wolności kosztem wszyst­kiego, drudzy wyżej stawiają bez­pie­czeń­stwo i dobrobyt. Nie­któ­rzy biorą pod uwagę jedynie obraz świata zgodnego z ich poglą­dami, inni marzą o złotej tole­ran­cji. Nie ważne czy roz­wią­żemy problemy ener­ge­tyczne Ziemi, czy nauczymy się chronić przyrodę lub wynaj­dziemy lek na raka – nadal będziemy nie­za­do­wo­leni. W ciągu ostat­nich kilku wieków standard życia prze­cięt­nego Euro­pej­czyka podniósł się w sposób trudny do wyobra­że­nia. Pisarze wieków XVII, XVIII a nawet XIX, w naj­bar­dziej fan­ta­zyj­nych wizjach nie przy­pusz­czali, że prze­ciętny człowiek będzie miał kiedyś powszechny dostęp do edukacji na każdym szczeblu, komu­ni­ka­cji z całym globem, sze­ro­kiej wolności słowa i poglądów, całego reper­tu­aru wytworów kultury i dóbr kon­sump­cyj­nych. I co? Nadal spora część świata dosłow­nie walczy o prze­trwa­nie i to nie dlatego, że brakuje środków pro­duk­cji. Rzecz nie dotyczy tylko Afryki sub­sa­ha­ryj­skiej, ale np. Indii, w których mimo impo­nu­ją­cego wzrostu gospo­dar­czego, wskaźnik ludzi żyjących na skraju ubóstwa od lat ani drgnie. Nie oznacza to, że mamy zaprze­stać szukania bram do raju, ale musimy być świadomi, że nasze starania nigdy nie zakończą się pełnym sukcesem.

Postęp boli

I kosztuje! W roku 1970 na biurku prof. Ernsta Stuh­lin­gera znalazł się poru­sza­jący list napisany przez prze­by­wa­jącą w Zimbabwe siostrę Jacundę. Zakon­nica z wyrzutem stwier­dziła, że nie godzi się wydawać hor­ren­dal­nych sum na eks­plo­ra­cję kosmosu, kiedy Afryka głoduje. Taka postawa choć jest naiwna, to jednak zro­zu­miała; a dotyka w sposób szcze­gólny fizyki i nauk pokrew­nych. Pal licho misję na Marsa; jak wytłu­ma­czyć, że owocem dłu­go­let­nich badań wartych 5 miliar­dów euro, jest odkrycie cząstki nie mającej w istocie żadnego prak­tycz­nego zasto­so­wa­nia? Jak prze­ko­nać prze­cięt­nego oby­wa­tela o koniecz­no­ści finan­so­wa­nia prac teo­re­ty­ków? Nie­zwy­kle ważne jest infor­mo­wa­nie spo­łe­czeń­stwa, przy­po­mi­na­nie, iż swojego czasu prąd czy samolot również wydawały się zbędnymi fana­be­riami. Istnieje też bardziej nie­wy­mierna cena postępu. Wystar­czy zapytać o zdanie, któ­re­go­kol­wiek ekologa, żeby zobaczyć jakie kon­tro­wer­sje budzi ludzka inge­ren­cja w śro­do­wi­sko, nie wspo­mi­na­jąc już o eks­pe­ry­men­tach prze­pro­wa­dza­nych na zwie­rzę­tach. Mimo to, nawet nie zdajemy sobie sprawy jak powszechne są doświad­cze­nia na gry­zo­niach i jak wiele nam dały. Czy nauka mogłaby się rozwijać bez tej ofiary krwi? Odpo­wie­dzi w jednym z wywiadów udzielił biolog Krzysz­tof Turelski: “Organizm jest tak nie­praw­do­po­dob­nie złożonym systemem, że bardzo wielu rzeczy nie jesteśmy w stanie prze­wi­dzieć. Mamy wiele hipotez, a która się sprawdzi, możemy się dowie­dzieć wyłącz­nie w doświad­cze­niu. Niektóre sprawy da się spraw­dzić poza orga­ni­zmem żywym, ale w części przy­pad­ków niestety to zadanie nie­wy­ko­nalne”.

Rządzi przypadek

Zawsze mnie zdu­mie­wało, jak potężną lecz nie­do­ce­nianą siłą jest przy­pa­dek. Prze­ko­nu­jemy się o tym już niemal od stu lat, za każdym razem gdy podej­mu­jemy hero­iczną próbę ogar­nię­cia mikro­świata. Stałość i prze­wi­dy­wal­ność dużych obiektów, nie­któ­rzy wyobra­żają sobie jako powierzch­nię płaskiej deski. Z naszej per­spek­tywy wydaje się wyhe­blo­wana i gładka, ale po użyciu mikro­skopu natra­fiamy na liczne rysy i nie­rów­no­ści. Mecha­nika kwantowa to właśnie owa nie­re­gu­lar­ność, uśred­nio­nej i sta­bil­nej z pozoru struk­tury rze­czy­wi­sto­ści. Nawet spokojna tafla kosmicz­nej próżni, na poziomie sub­a­to­mo­wym ciągle się pieni tworząc przy­pad­kowe fluk­tu­acje, pary cząstek wir­tu­al­nych. Rzesze fizyków dostrze­gają w tym odpo­wiedź na odwieczne pytanie o początek: nasz wszech­świat mógł się zrodzić w drodze kwan­to­wego rzutu kością. Bardziej docie­kliwi zapytają: kto rzuca? To jest, skąd wzięły się prawa fizyki i logiki, które umoż­li­wiły powsta­nie takich fluk­tu­acji? I czy sen­sow­niej­sza nie wydaje się idea przed­wiecz­nego Archi­tekta, który wyniki już zna? Ja odpo­wie­dzi wam nie podam, choćby dlatego, że nie uważam jej za pozna­walną. Mogę jedynie zacy­to­wać legen­dar­nego filozofa, Ber­tranda Russela: “Wszyscy wiemy, że istnieje prawo, według którego podczas gry w kości otrzy­muje się podwójną szóstkę tylko raz mniej więcej na trzy­dzie­ści sześć rzutów, a jednak nie uważamy tego za dowód, że rzuty kości są regu­lo­wane z góry powzię­tym zamiarem. Prze­ciw­nie, gdyby podwójna szóstka wycho­dziła raz po raz, sądzi­li­by­śmy, że to było zrobione umyślnie”.

Bóg może być, ale…

Załóżmy, że ateiści są w błędzie, a opatrz­ność nad nami czuwa (z agno­stycz­nego punktu widzenia nie mam z tym problemu). Na jakiej pod­sta­wie odróż­niamy wyznaw­ców praw­dzi­wej wiary od bluź­nier­ców i bał­wo­chwal­ców? A co jeśli to inno­wiercy mają rację i to ich bóstwo naprawdę kieruje losami świata? Wielki Pro­jek­tant ułożył wszech­świat wraz ze wszyst­kimi jego cudami, ale to kom­plet­nie inny duch niż ten postu­lo­wany przez przez Biblię? Logika każe się zasta­no­wić, a wiara szepcze moja prawda jest naj­moj­sza. To zupełnie inna płasz­czy­zna sporu, niż pole bitwy religii z ateizmem, z wyświech­ta­nymi argu­men­tami wska­zu­ją­cymi na Boga jako nie­zbędną przed­wieczną przy­czynę, miło­sier­nego Ojca i naj­wyż­szego Pra­wo­dawcę. Tutaj możemy przyjąć, że siła wyższa działa, ale nie­ko­niecz­nie taka jaką ją sobie wyobra­żamy. Nie­któ­rzy są skłonni przyznać, że wszyst­kie bądź więk­szość religii świata to tak naprawdę odbicia wiary w tego samego boga. To podej­ście (poza tym, że podpada pod herezję) impli­kuje kolejne problemy, zwłasz­cza dla wszel­kiej maści orto­dok­sów. Ilu chrze­ści­jan przyzna, że ich poglądy i moral­ność nie odbiega znacząco od islamu? Ciągle wza­jem­nie kry­ty­ku­jemy swoje postawy, spieramy się o każdą teo­lo­giczną bła­hostkę – a racji wszyscy mieć nie mogą. Skąd pomysł, że jedna święta księga jest praw­dziw­sza od drugiej?

  • Ano­ny­mous

    Mówi się, że jak ktoś z kimś zgadza się w stu pro­cen­tach to nie ma swojego zdania. Też tak uważałem do czasu aż natra­fi­łem na ten blog. Czytając wpisy mam wrażenie, że Autor przed­sta­wia tu moje prze­my­śle­nia. Pozdra­wiam.

  • http://www.blogger.com/profile/13071990453477728950 Paweł Boboń

    Panie Adamie — wojna zawsze napę­dzała rozwój nauki. ZAWSZE. Do czasów per­spek­ty­wicz­nej wojny na sadzenie jądro­wych pie­cza­rek i nukle­arną zimę po tym (choć to też tylko teoria o tej zimie) zawsze to owa wojna pchała naj­moc­niej rozwój gospo­dar­czy i naukowy. Ktoś wymyślił, że można zabić kijem, po drugiej stronie ktoś ten kij naostrzył kawał­kiem krze­mie­nia, bo naostrzo­nym kijem można łatwiej zabić. Ktoś pro­du­ko­wał ostre kije, po drugiej stronie starano się pro­du­ko­wać więcej ostrych kijów. Per­pe­tuum mobile.
    A postęp zawsze bolał. Czy to tysiące wymor­do­wa­nych czy zgwał­co­nych ofiar na wojnie, czy szczur­ków poświę­co­nych w labo­ra­to­riach.
    A w to, że kiedyś dotrzemy do innych gwiazd ja wierzę. Kiedyś nikt nie wierzył, że człowiek może latać, a dziś dzie­siątki tysięcy samo­lo­tów dziennie startuje i ląduje.

  • http://tabletoid.pl/ Paweł

    Dosko­nały wpis. Ciężko mi coś dodać, wtrącić. Poglądy Autora są w zasadzie tożsame z moimi.
    Za to nie do końca rozumiem sens tytułu tego wpisu. Choć być może jest tak właśnie dlatego, że sam nie boję się go zaak­cep­to­wać. Mam wrażenie, że każdy otwarty człowiek myśli podobnie do Autora tego artykułu.
    Paweł

  • Ano­ny­mous

    Od jakiegoś czasu prze­glą­dam wpisy autora. Też zasta­na­wiam się jak on nad życiem i ota­cza­jącą mnie rze­czy­wi­sto­ścią.

    Jestem ciekaw, jakie spoj­rze­nie ma autor na “rze­czy­wi­stość”? Czy życie to jedna wielka symu­la­cja.. pro­jek­cja?

    pozdra­wiam
    Tomek

  • Ano­ny­mous

    Teza 3
    Moim zdaniem mało praw­do­po­dobne jest spo­tka­nie obcej roz­wi­nię­tej cywi­li­za­cji. Żeby w ogóle życie mogło się wykształ­cić, potrzebne są spe­cjalne warunki i odpo­wied­nia ilość czasu, które w kosmosie raczej nie wystę­pują zbyt często. W końcu tak złożona struk­tura, jaką jest komórka, nie bierze się znikąd, tylko w wyniku skom­pli­ko­wa­nych reakcji, które mogą zajść tylko w okre­ślo­nych warun­kach. Więc chociaż planet jest bardzo dużo, to pewnie na niewielu z nich istnieją choćby naj­prost­sze bakterie. No ale nawet jeśli, gdzieś istnieje życie, to jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że ewoluuje w takim kierunku co my? Jakie jest praw­do­po­do­bień­stwo, że wykształcą się tam istoty rozumne, zadające pytania typu: “co jest po śmierci?” czy “czy jesteśmy sami w kosmosie?” Na ziemi żyje wiele gatunków prze­wyż­sza­ją­cych pewnymi cechami/zdolnościami inne, także inte­li­gen­cją. No ale można spo­koj­nie powie­dzieć, że człowiek mocno się wybija i dekla­suje inne zwie­rzęta. Jedynie człowiek, jak dotąd stworzył tech­no­lo­giczną cywi­li­za­cję i raczej prędko się to nie zmieni. I raczej na innych pla­ne­tach też jest to zjawisko bardzo rzadkie. Bo jesteśmy w pewnym stopniu czymś uni­ka­to­wym i według mnie ist­nie­nie czegoś podob­nego jest mało praw­do­po­dobne, ale nie nie­moż­liwe. Bo skoro już powstała jedna zaawan­so­wana cywi­li­za­cja (czyli my) to znaczy ‚że jest to jak naj­bar­dziej możliwe, więc musi gdzieś istnieć inna. Tylko, że jest to zjawisko bardzo rzadkie, więc takowa istnieje pewnie gdzieś bardzo daleko, i dlatego jej nie “słychać”. To takie moje zdanie.

    • Ano­ny­mous

      “W końcu tak złożona struk­tura, jaką jest komórka, nie bierze się znikąd, tylko w wyniku skom­pli­ko­wa­nych reakcji, które mogą zajść tylko w okre­ślo­nych warun­kach. Więc chociaż planet jest bardzo dużo, to pewnie na niewielu z nich istnieją choćby naj­prost­sze bakterie.”

      Proszę nie zapo­mi­nać, że ewen­tu­alne życie na innych pla­ne­tach nie musi składać się z tych samych “klocków”, co życie na Ziemi.

      Luźno spe­ku­luję, acz­kol­wiek aktyw­ność innych cywi­li­za­cji (w naszej galak­tyce, bo inne są raczej zbyt daleko byśmy mogli z nich odbierać infor­ma­cje o innych inte­li­gent­nych stwo­rze­niach) może objawiać się w sposób, który trudno nam wykryć. Możliwe też, że takie cywi­li­za­cje istniały, ale uległy zagła­dzie i po prostu nie zdą­ży­li­śmy “załapać się” na dowody ich ist­nie­nia.

      “No ale nawet jeśli, gdzieś istnieje życie, to jak duże jest praw­do­po­do­bień­stwo, że ewoluuje w takim kierunku co my?”

      Tutaj widzę mały problem. Widzimy jak roz­wi­nęła się nasza cywi­li­za­cja, znamy świat z naszego punktu widzenia i bardzo trudno wyobra­zić sobie inne moż­li­wo­ści (tak jak np. trudno wyobra­zić sobie co istnieje poza gra­ni­cami Wszech­świata). To, co stało się “u Nas” dotyczy tylko Nas, w innych miej­scach wszystko związane z życiem, wyglądem i rozwojem innych cywi­li­za­cji może być zupełnie inne.

    • Ano­ny­mous

      Nie mogę edytować odpo­wie­dzi, w związku z czym w ten sposób pragnę jedynie spre­cy­zo­wać (wydaje mi się, że opisałem to zbyt ogólnie), że co do odpo­wie­dzi na drugi cytat miałem na myśli to, iż inne orga­ni­zmy i cywi­li­za­cje mogły rozwinąć się w zupełnie inny sposób i do zupełnie innej formy (przez co być może są bardziej zaawan­so­wani od Nas) niż Nasza.

  • Ano­ny­mous

    “W rzeczy samej, żadna z dzi­siej­szych tech­no­lo­gii nie daje cienia szans na prze­by­cie odle­gło­ści 4 lat świetl­nych (czyli ponad 38 bilionów kilo­me­trów) w sen­sow­nym czasie.“
    https://en.wikipedia.org/wiki/Project_Daedalus

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Pomi­ja­jąc to, że to nie tech­no­lo­gia a pomysł daleki od reali­za­cji; 50 lat nie jest sen­sow­nym czasem. Nie dla misji zało­go­wych i nie dla poten­cjal­nej kolo­ni­za­cji kosmosu.

    • http://www.blogger.com/profile/13907673115266371404 Ups Observer

      Pomi­ja­jąc to że gene­ral­nie masz rację, to 50 lat byłoby jednak więcej niż sen­sow­nym czasem dla eks­plo­ra­cji tudzież kolo­ni­za­cji kosmosu. ; )

  • Ano­ny­mous

    “Być może po roku wzno­si­li­by­śmy pierwszą funk­cjo­nalną elek­trow­nię ter­mo­ją­drową?”

    O cudow­nych elek­trow­niach ter­mo­ją­dro­wych mówi się już od kil­ku­dzie­się­ciu lat i nic komer­cyj­nego z tego nie wychodzi (mimo łożenia grubych miliar­dów np. na ITER). Są tech­no­lo­gie jądrowe które mogą dać nam podobne korzyści za o wiele mniejszą cenę:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/Reaktor_torowy_na_ciek%C5%82ych_fluorkach

  • Ano­ny­mous

    Ależ ten ostatbi punkt jest słaby. Taki prosty i pusty. Religia w ogóle nie działa w ten sposób to trzeba czuć i tyle, a Bóg który jest całym dobrem jakie nas otacza, istnieje bez naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści.

    • Ano­ny­mous

      Troll czy bez­kry­tyczny wierzący?

    • http://www.blogger.com/profile/04842367139356695435 Hubert Michalak

      “Bóg który jest całym dobrem jakie nas otacza, istnieje bez naj­mniej­szej wąt­pli­wo­ści” A właśnie, że nie prawda! Ja mam wąt­pli­wo­ści!

  • http://tabletoid.pl/blog Marcin

    Witam, bardzo ciekawy wpis, naj­chęt­niej pod­jął­bym dyskusję z każdym punktem (nie mam na myśli krytyki, po prostu to ciekawe i szerokie tematy), ale ogra­ni­czę się do trzech drobnych uwag:

    “Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd” — prędkość szybsza od pręd­ko­ści światła została już stwier­dzona. Jest nią bodajże prędkosć z jaką tzw. fotony w stanie zwią­za­nym wymie­niają się infor­ma­cją na temat swojego stanu. Inna sprawa, że jak na razie nie potra­fimy tego wyko­rzy­stać, ale kto pięćset lat temu myślał o elek­trycz­no­ści?

    “Być może jetesmy sami” — dodam jedną ciekawą opcję: byc może obce cywi­li­za­cje już nas widzą, ale jesteśmy dla nich tak tempi, że to one się z nami nie chcą komu­ni­ko­wać, bo po co?

    “Ludzkość nigdy nie stworzy raju” — tak działa psy­cho­lo­gia. Osoby wygry­wa­jące na loterii i chore na nie­ule­czalne choroby w więk­szo­ści wykazują podobny poziom zado­wo­le­nia z życia. Umysł się przy­zwy­czaja.

    Pozdra­wiam.

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Oczy­wi­ście polemika jest zawsze mile widziana.

      1. Nein. Nie ma i nie będzie (dlatego pisałem o potrze­bie praw­dzi­wej rewo­lu­cji w fizyce) moż­li­wo­ści prze­kro­cze­nia pręd­ko­ści światła. Stan splątany opiera się na zupełnie innych zasadach, odsyłam: https://www.kwantowo.pl/2013/11/o-splataniu-ktore-chciao-byc.html
      2. To jedna z wielu prób wyja­śnie­nia para­doksu Fermiego. Dla mnie oso­bi­ście mało praw­do­po­dobna, ale rzecz jasna to pełna gdy­bo­lo­gia. Być może za bardzo patrzę na obce formy życia przez pryzmat cywi­li­za­cji ludzkiej i celów/motywów, jakie nami kierują.
      3. Zgadzam się. Ale chodzi też o to, że czysto teo­re­tycz­nie jesteśmy w stanie zapewnić każdemu spośród kilku miliar­dów ludzi godne życie. Środków pro­duk­cyj­nych, żywności, odzieży i wody jest aż nadto. Pro­ble­mem jest logi­styka, której efek­tyw­no­ści, moim zdaniem, nigdy nie zwięk­szymy do 100%. Poza tym mamy tu zbyt wiele zmien­nych poli­tycz­nych, gospo­dar­czych a nawet natu­ral­nych.

    • http://tabletoid.pl/blog Marcin

      2. Pełna zgoda — gdy­bo­lo­gia totalna, za dużo zmien­nych; tak tylko dodałem tę opcję dla osób inte­re­su­ją­cych się tematem.

      3. Oczy­wi­ście też zgoda. Choć być może trzeba również wspo­mnieć o moty­wa­cji. Niby współ­czu­jemy małym głodnym Afry­kań­czy­kom, ale — jako spo­łe­czeń­stwo, a i indy­wi­du­al­nie — nie robimy wiele by to zmienić. Waż­niej­sze są cele bardziej ego­istyczne (jak­kol­wiek pate­tycz­nie by to nie brzmiało) — dobro własnego kraju, rodziny czy osobiste. Zresztą być może to miałeś na myśli mówiąc o zmien­nych poli­tycz­nych.

      1. Ha! to mnie zasko­czy­łeś. Zresztą po pierw­szych aka­pi­tach z artykułu, który pode­sła­łeś widzę, że wpisałem się w haniebny nurt igno­ran­tów. Dzięki za tę infor­ma­cję, w takim razie muszę nadrobić braki:)

  • http://www.blogger.com/profile/08428203524285602423 Artur Beling

    Tekst jest powierz­chowny, ale mimo wszystko ważny. Wiem to z praktyki. Też zajmuję się czasami pisaniem rzeczy, które wg mnie są ważne, mimo, że jestem trochę zaże­no­wany koniecz­no­ścią ich przy­po­mi­na­nia. Tak! Do cholery — mam wrażenie, że więk­szość ludzi kom­plet­nie ignoruje (przez zapo­mnie­nie, lub nie­wie­dzę) rzeczy o których piszesz. A są to sprawy fun­da­men­talne. Dalej. Sytuacja wydaje się być kom­plet­nie bez­na­dziejna, bo, mimo, że to sprawy pod­sta­wowe, tzw. “praktyka życia” skłania ludzi do kom­plet­nego lek­ce­wa­że­nia tych faktów, z których wg mnie wynika bardzo wiele i które mogą mieć wpływ na pewne gene­ralne postawy wobec życia. W każdym razie myślę, że jest sens pisania takich rzeczy. Przy okazji — zajrzyj na http://www.horoskopdlatwardzieli.pl — od dawna nie aktu­ali­zo­wany, ale stale aktualny żart. 🙂

  • http://www.blogger.com/profile/18294416945994908374 bepower

    Nie koniecz­nie do eks­plo­ra­cji kosmosu potrze­bu­jemy przełomu teo­re­tycz­nego. Wystar­czy nam np. tak daleki postęp tech­niczny, by zbudować statek zdolny do samo­wy­star­czal­nego lot w czasie kilku pokoleń i prędkość powiedzmy 0,5c i jesteśmy w stanie dotrzeć do wielu tysięcy układów gwiezd­nych. Ceną będzie czas, jaki minie na Ziemi i praw­do­po­dobny brak komu­ni­ka­cji z metro­po­lią, ale jednak teo­re­tycz­nie mamy szansę rozejść się po kosmosie.

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      Ale czy to jest prak­tyczny sposób, który umożliwi kolo­ni­za­cję z praw­dzi­wego zda­rze­nia? Podobnie, wierzę że już niedługo będziemy zdolni do hiber­na­cji czło­wieka aby mógł podró­żo­wać setki lat — to jednak nie jest uży­teczne narzę­dzie. Potrze­bu­jemy czegoś więcej.

  • http://www.blogger.com/profile/13907673115266371404 Ups Observer

    Nie podoba mi się tytuł punktu szóstego (takie moje cze­pial­stwo — do treści nic nie mam). Brzmi on trochę tak jakby wszelkie modele nie miały racji bytu, ponieważ o wła­ści­wo­ściach danego elementu decydują przy­pad­kowe i nie­prze­wi­dy­walne odchy­le­nia — co oczy­wi­ście jest nie­prawdą. Rzecz jasna zdaję sobie sprawę że podpunkt nie traktuje o tym. To co napi­sa­łem to tylko moje osobiste spo­strze­że­nie, w dodatku — jak wspo­mnia­łem wcze­śniej — świa­do­mie cze­pial­skie. ; )

  • http://www.blogger.com/profile/10794809137083463607 Sergi

    Uuu, prawie bez trolli i narze­ka­czy? Co się stało 😉
    A teraz na poważnie:
    Ad. 1 — można pole­mi­zo­wać. Mont­gol­fier, Wright, odkrywcy pro­mie­nio­wa­nia mikro­fa­lo­wego z labo­ra­to­riów Bella etc. — Oni wszyscy nie potrze­bo­wali dra­ma­tycz­nej sytuacji, by dokonać przełomu. Kwestia wyboru przy­kła­dów (choć podanych przez Ciebie nie neguję).
    Albo wręcz odwrócić sprawę — ile rzeczy byśmy osią­gnęli gdyby NIE wojny. Kto wie, ilu geniuszy zginęło w bom­bar­do­wa­niach, ile świa­tłych umysłów zastrze­lono na linii frontu. Albo na co można by prze­zna­czyć środki wyko­rzy­stane na odbudowę znisz­czo­nych miast.

    Ad. 2 Zależy co uznasz za sensowny czas. Nie oblecimy całej Drogi Mlecznej za życia jednej osoby, ale dotarcie do układu Centauri i powrót w ciągu, powiedzmy, 100 lat (przy użyciu hiber­na­cji), nie jest już tak nie­praw­do­po­dobny. Silniki jonowe, żagle na wiatr sło­neczny czy laserowe “holow­niki” dają nadzieję na pojazdy, które nadadzą się do takich podróży. A gdy roz­pocz­nie się kolo­ni­za­cja, to naj­praw­do­po­dob­niej dlatego, że innego wyjścia i tak już nie będzie.

  • http://www.piekar.pl/ Piekar

    Muszę się zgodzić z autorem jeśli chodzi o postęp tech­no­lo­giczny w czasie kon­flik­tów. Wydaje mi się to jedynym „plusem” wojen. Im bardziej wynisz­cza­jąca i długa tym więcej poten­cjal­nych tech­no­lo­gicz­nych profitów. Oczy­wi­ście można by spe­ku­lo­wać za jaką cenę a argument ile świa­tłych umysłów zginęło czy na co można by prze­zna­czyć pie­nią­dze „zmar­no­wane” na wojnie uważam za słaby. Na wojnie (jak i w życiu) liczy się bilans zysków i strat. Oczy­wi­ście zaraz posypią się gromy że mam jakieś zapędy dyk­ta­tor­skie i pewnie gdybym miał dostęp do atomowej wali­zeczki to nie zawa­hał­bym się jej użyć. Wszyst­kie kon­flikty po Drugiej Wojnie Świa­to­wej były kon­flik­tami lokal­nymi bez użycia broni masowego rażenia (nie licząc przy­pad­ków jak Irak i Syria wymie­rzo­nych we własnych oby­wa­teli) i myślę że jeżeli dojdzie do kolej­nego wiel­kiego kon­fliktu to broń masowego rażenia nie zostanie użyta bo pocią­gnęło by to za sobą widmo uni­ce­stwie­nia więk­szo­ści życia na Ziemi (a więc bilans zysków i strat). Polecam film The Day After 1983 i The Road 2009 (uwaga bardzo przy­gnę­bia­jące filmy).

    Czy dotrzemy do obcych gwiazd?? Patrząc z per­spek­tywy postępu tech­no­lo­gicz­nego wszystko zależy od tego jak długo gatunek ludzki będzie trwać. Porów­nu­jąc nasz obecny poziom zaawan­so­wa­nia do naszej historii być może jesteśmy właśnie na etapie epoki żelaza?? Dobrym przy­kła­dem jest przełom dokonany przez Ein­ste­ina i zupełna zmiana filo­zo­fii o ota­cza­ją­cym nas świecie oraz wachlarz nowych tech­no­logi jakie ze sobą niesie a nie jest ona jeszcze do końca potwier­dzona we wszyst­kich aspek­tach (inflacja i naj­śwież­sze donie­sie­nia http://news.astronet.pl/7350 )

    U mnie z wiarą w to czy istnieją inne cywi­li­za­cje jest jak z moją wiarą w Boga- na dwoje babka wróżyła. Jeżeli ist­nie­jemy my to dlaczego nie miałaby istnieć inna forma życia w kosmosie?? Więk­szość z Nas patrzy na ten aspekt przez ludzką naturę, sposób w jaki wyewo­lu­owa­li­śmy ale czy to jedyna sku­teczna droga dla życia w kosmosie?? Nie wiadomo a nawet jeśli to planet podob­nych lub niemal iden­tycz­nych zapewne są w kosmosie miliony. Być może jesteśmy tylko formą przej­ściową a po nas prym będą wieść maszyny uczące się w tempie wykład­ni­czym dla Nas nigdy nie osią­gal­nym?? Co na to Bóg?? Może to wszystko On zapla­no­wał w całym sobie tylko danym geniuszu? A może jesteśmy tylko zabu­rze­niem kwan­to­wym jednym z wielu w kosmosie??

    Co do utopii na Ziemi to mam nadzieję że do niej nigdy nie dojdzie. Ozna­czało by to teo­re­tycz­nie zatrzy­ma­nie rozwoju ludz­ko­ści i spo­czę­cie na laurach. Oczy­wi­ście że nie będzie utopi!! Wszak tak ułomne istoty jak ludzie w całej swej nie­do­sko­na­ło­ści zawsze będą chcieć więcej! Pra­gnie­nie posia­da­nia, sięgania po gwiazdy to jest to co nas napędza!! Zawsze będziemy nie­za­do­wo­leni i będzie nam mało a już na pewno tak długo jak długo będziemy żyć My- Polacy naj­bar­dziej mal­kon­tencki naród 😀

  • http://www.blogger.com/profile/16409959450729775438 Nekro­sa­ta­nic

    A będzie część trzecia? Bardzo chciał­bym ją prze­czy­tać^^

  • Ano­ny­mous

    Wojna nie napędza rozwoju, to tylko utarty slogan. Przy­kłady które podałeś tak na prawdę nie wpłynęły bardzo na ludzkość. Internet był wypad­kową nowej rewo­lu­cji tech­no­lo­gicz­nej więc najwyżej powstałby kilka lat później. Gdyby rozwój napę­dzała wojna to tak samo można powie­dzieć że wandal który zbije szybę napędza gospo­darkę. Problem w tym że ten któremu zbito szybę zamiast tracić pie­nią­dze na to by mieć szybę, wydał by je na przy­kła­dowo buty. Tak zarobił szewc a ty masz i szybę i buty. To tak zwany mit zbitej szyby w ekonomii.

    • http://www.blogger.com/profile/11397196611078180548 Adam Adamczyk

      “…więc najwyżej powstałby kilka lat później.”

      Dziwna metoda per­swa­zji. Przy­zna­jesz twier­dze­niu rację, jed­no­cze­śnie mówiąc, że jest nie­praw­dziwe? Właśnie o to chodzi, więk­szość wyna­laz­ków mogło powstać później, ale pod naci­skiem postęp nastąpił szybciej.

      Zbyt dosłow­nie odczy­tu­jesz to hasło: nie tyle chodzi o wojnę w sensie mili­tar­nych zapasów, co po prostu rywa­li­za­cji (której wojna jest naj­ostrzej­szym prze­ja­wem), a ta nawet w przy­ro­dzie stanowi podstawę rozwoju. Internet, komputer czy bomba jądrowa to przecież ziarenko na czubku Mount Everestu zdobyczy tech­nicz­nych i tech­no­lo­gicz­nych jakie przy­nio­sło takie czy inne współ­za­wod­nic­two. Nie ważne czy spoj­rzysz na wojnę sece­syjną, obie wojny światowe czy zimną wojnę — znaj­dziesz mnóstwo nowinek, które miały prze­chy­lić szalę zwy­cię­stwa na jedną ze stron. Z biegiem czasu owe wyna­lazki o cha­rak­te­rze zbrojnym, znaj­dy­wały również zasto­so­wa­nie w życiu codzien­nym.

      Podana przez Ciebie metafora byłaby traf­niej­sza gdybyś zamiast wandala wybi­ja­ją­cego szybę wstawił drugiego, kon­ku­ren­cyj­nego, szewca.

  • http://www.blogger.com/profile/09810925212316528763 Tomasz Płowucha

    Kojarzy mi się ten tekst z pozycją “Nie­bez­pieczne idee we współ­cze­snej nauce” Brockman’a. Bardzo przy­jem­nie się czyta.

  • Mi Wi

    Bardzo dobre. Zmie­nił­bym tylko jeden tytuł.
    Skoro jest “Być może jesteśmy sami” to powinno być “Być może nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd”
    Tak naprawdę nie wiemy co ludzkość jeszcze odkryje i być może (mam nadzieję) kiedyś dotrzemy do obcych gwiazd.
    Pewnie nie za 100 czy nawet 500 lat, ale może za 5000 lat — o ile wcze­śniej ludzkość się sama nie wykończy co jest bardzo praw­do­po­dobne…

    • Tree

      No tak ale idąc tą drogą to można podważyć wszystko co zostało napisane w tym artykule.

      Podle obecnej wiedzy takie podróże nie będą nigdy możliwe w ludzkim poj­mo­wa­niu czasu.

  • Trias

    “Nigdy nie dotrzemy do obcych gwiazd”

    Nie widzę problemu, żeby zbudować statek samo­wy­star­czalny pod względem pod­trzy­my­wa­nia życia, zaludnić go sporą grupą — tak, aby mogli sobie oni toczyć w miarę normalne życie — i puścić go w prze­strzeń, tak jak Voyagera. I choćby dopiero ich dalecy potom­ko­wie mieli dotrzeć do Alfy Centauri po paru tysią­cach lat, zapewne zna­leź­liby się śmiał­ko­wie gotowi wyruszyć na taką wyprawę.
    Oczy­wi­ście, o podróży do dalszych gwiazd, o galak­ty­kach nie wspo­mi­na­jąc, fak­tycz­nie możemy sobie tylko pomarzyć. Z tym że też takiej moż­li­wo­ści nigdy do końca skreślić nie możemy.

    • Jeremi Haber

      A koszt wynie­sie­nia takiej ogromnej masy na orbitę?

      • Tree

        W per­spek­ty­wie czasu to akurat wydaje się naj­mniej­szym problem

      • anto­ni­po­to­czek

        Tree i Trias jak Flip i Flap. Macie poten­cjał na duet pajaców

      • Tree

        Budżet NASA to tylko ułamek PKB w USA, już teraz mogliby wysłać dużo większe obiekty w kosmos, gdyby była na to zgoda władz i spo­łe­czeń­stwa, a co dopiero za 50 lat kiedy gospo­darka się rozwinie, znaj­dziemy wydaj­niej­sze napędy i bardziej ener­ge­tyczne paliwo. Co gdyby wszyst­kie kraje połą­czyły siły? Ale co może o tym wiedzieć pajac który potrafi tylko wyzywać w inter­ne­cie.

      • Lobsang

        Połą­cze­nie wszyst­kich państw dla jednego celu to również nie­re­alne marzenie. Niestety.
        Ale byłaby to super wizja dla całej ludz­ko­ści. Prędzej po kolejnej dużej wojnie świa­to­wej przy­bę­dzie tech­no­lo­gii do podróży kosmicz­nych i znów zacznie się rywa­li­za­cja, który pierwszy, który lepszy.

  • Trias

    Co do raju na Ziemi, niestety ciężko się nie zgodzić. Postęp roz­wią­zuje problemy, ale jed­no­cze­śnie tworzy kolejne, zwłasz­cza zwa­żyw­szy na ludzką naturę, której sporą częścią jest egoizm, bez­względ­ność i agresja.
    Naj­bar­dziej przeraża mnie właśnie wizja tak wyso­kiego poziomu rozwoju ludz­ko­ści, że będzie możliwe bez­po­śred­nie inge­ro­wa­nie w psychikę czy w mózg, np. sty­mu­lo­wa­nie ośrodka bólu (co w zasadzie chyba już jest wyko­nalne). Nie­trudno sobie wyobra­zić, że znajdą się tacy, którzy zechcą to wyko­rzy­stać prze­ciwko innym (ludziom czy zwie­rzę­tom). I bez wąt­pie­nia wyko­rzy­stają, cho­ciażby dla samej sady­stycz­nej przy­jem­no­ści znęcania się nad bez­bronną ofiarą.

  • Karolina Nihil

    To, że wojna przy­spie­sza rozwój to złu­dze­nie. Dzieje się tak dlatego, że na wojnie giną głównie młodzi męż­czyźni, którzy sa w spo­łe­czeń­stwie główną siłą hamująca rozwój. Dlatego po wojnach nasta­wały czasy dobro­bytu.

    • Sabrina

      Ha, ha, Jesteś genialna.

      • Karolina Nihil

        Dzięki ;__;

  • Karolina Nihil

    Mylisz się, bo zakła­dasz, że wojna sama w sobie jest racjo­nalna (balans zysków i strat). Wojna nie jest wynikiem racjo­nal­nego myślenia, jest jego prze­ci­wień­stwem.

  • Sabrina

    Bogate reflek­sje. Jednak dar­wi­now­skie myślenie, przenika do nauki. Wojna, nie przy­spie­sza rozwoju, wojna niszczy ludzkość. Wojna to rywa­li­za­cja, w dar­wi­now­skim wydaniu; zagry­za­nia się. Nie masz punktu odnie­sie­nia, jak toczyły by się losy ludz­ko­ści, bez wojen, ponieważ u nas wojny są nie­ustan­nie.
    Przykład z teflonem. Odkrył go Ame­ry­ka­nin, z zakładów che­micz­nych, lecz nie od razu znalazł zastosowanie.Dowiedział się o nowej sub­stan­cji gen. nad­zo­ru­jący budowę bomby atomowej. Teflon dosko­nale spełnił rolę. Lecz praw­dziwą karierę teflon uzyskał nie w mili­ta­riach, lecz w patel­niach kuchen­nych, w medy­cy­nie i astro­nau­tyce. Koncern ame­ry­kań­ski zarobił na patel­niach krocie a wyna­lazca teflonu otrzymał nagrodę i zero kasy. Naj­lep­szy więc nie wygrywa. Wygrywa pasożyt.

    Nie inte­re­suje mnie podróż, do innych gwiazd. Inte­re­suje mnie lot rakietą na księżyc. Kiedy ja tam polecę? Co mi daje era kosmiczna, postep tech­no­logi, elek­tro­nika, gdy ludzie mają czasu coraz mniej? Ludzkość w pra­co­wi­to­ści, prze­ści­gnęła mrówki. Żadne zwierze nie pracuje tak długo jak człowiek. Na co ta technika?
    Nie jestem pewna czy doświad­cze­nia na zwie­rzę­tach coś nam dały. Farmacja rozkwita, a wraz z nią coraz więcej chorób cywi­li­za­cyj­nych i nowych z labo­ra­to­riów.. To są fakty.
    Nie wierzę w cudowne przy­padki.
    Jakie i dla kogo ma zna­cze­nie, czy ktoś wierzy w Boga, czy nie. Jesli istnieje Nawyższa Siła, to nie taka, która nas spyta czy w niego wie­rzy­li­śmy. To byłoby zabawne.Owo, mega­lo­ma­nem być nie może. Naj­wię­cej hałasu robią ci którzy boją się utracić wiarę.(podświadomie nie wierzą?) Bez niej czuli by pustkę w naszym świecie. I nie dziwię się nasza cywi­li­za­cja nie napawa opty­mi­zmem. Wg mnie wszyst­kie religie są narzę­dziem mani­pu­la­cji i nie zbliżają czło­wieka do Nie­zna­nego.
    Piszesz, że ludzkość nie stworzy Raju! A broń boże, raj! Z opisu wynikało, że w raju należało zachować głupotę i nie odróż­niać co dobre co złe. Czasem myślę że być może pod namową Ewy “Adam” nadgryzł tylko to jabłko I dlatego mamy co mamy. A pasowało by go zjadł całe! Nabrał by rozumu i nie urządzał wojen i podbojów.

    • anto­ni­po­to­czek

      Odstaw dopa­la­cze. Albo stosuj krem z moc­niej­szym filtrem

  • Terra

    “Jeżeli oni istnieją, to dlaczego milczą?” jesli oni sa po drugiej stronie to oni sie rowniez zasta­na­wiaja dlaczego my milczymy. Widza nas tak jak my ich, czyli jak wygla­dali X miliar­dow lat temu.

    “Lot do gwiazd” — naszym statkiem kosmicz­nym jest Ziemia. Wiec w koncu sie “zderzymy” z mglawica Andro­medy i jakies tam inne gwiazdy odwie­dzimy (oczy­wi­scie predzej juz ludzkosc wyginie).”, ale taka wizyta moze byc nie­przy­jemna.