Czytaj dalej

Jak może słyszeliście, Biblioteka UW pragnęła ugościć w swoich murach konferencję “Teoria Inteligentnego Projektu 2020”. Wydarzenie ostatecznie nie dojdzie do skutku, ale pomyślałem, że warto przyjrzeć się bliżej jego pomysłodawcom – fundacji En Arche.

Dzi­siej­sza historia zawiera wiele wątków. Zacznijmy może od maila jakiego otrzy­ma­łem w grudniu ubie­głego roku. Pewna miła pani zapytała w nim o moż­li­wość współ­pracy, pole­ga­ją­cej na “zamiesz­cze­niu artykułu (…) zwią­za­nego z wydaniem książki uczonego Jona­thana Wellsa. Artykuł zostanie napisany przez nas, będzie zawierał linki oraz zdjęcie autora, będzie tam m.in. infor­ma­cja o wyda­rze­niu z udziałem tego autora”. Okazja do podej­rza­nie łatwego zarobku – pomy­śla­łem – usiłując przy­po­mnieć sobie, z jakich to badań słynie uczony Wells. Szybki zwiad odświe­żył pamięć.

Jonathan Wells to jeden z czo­ło­wych nega­cjo­ni­stów teorii ewolucji i zarazem – a to ci nie­spo­dzianka – popu­la­ry­za­tor teorii inte­li­gent­nego projektu (zwracam uwagę, iż orę­dow­nicy IP kwa­li­fi­kują swoje pomysły nawet nie jako hipotezę, lecz cało­ściową teorię naukową). Jak pod­kre­ślają wszelkie mate­riały pro­mo­cyjne jego książek i występów, Wells to poważny nauko­wiec, biolog z dyplomem zdobytym w Berkeley. Czyli waga ciężka. Znacznie oszczęd­niej wspomina się o pozo­sta­łych zain­te­re­so­wa­niach uczonego i ścieżce jaka dopro­wa­dziła go przed mikro­skop. Otóż jeszcze jako mło­dzie­niec, Wells wpadł w ramiona wie­leb­nego Suna Myunga Moona i zapisał się do semi­na­rium akre­dy­to­wa­nego przy (głęboki wdech) Ruchu pod Wezwa­niem Ducha Świętego dla Zjed­no­cze­nia Chrze­ści­jań­stwa Świa­to­wego. Następ­nie podjął studia z zakresu reli­gio­znaw­stwa, w trakcie których po raz pierwszy wziął pod lupę teorię ewolucji, stając w opozycji do aktu­al­nego stanu wiedzy. Wreszcie, w wieku 52-lat obronił doktorat z biologii, legi­ty­mi­zu­jąc w ten sposób głoszone od dawna tezy. Oczy­wi­ście nie mające nic wspól­nego z wiarą. Nic a nic.

Po odrzu­ce­niu oferty, na Kwantowo pojawiły się spa­mer­skie komen­ta­rze, pytające o Ikony ewolucji Wellsa. Zupełnie przy­pad­kowo.

Rzecz jasna, miłej pani grzecz­nie odmó­wi­łem, zaś zapo­wia­dane na 31 stycznia wyda­rze­nie naj­pew­niej nie dojdzie do skutku. Tym samym BUW nie stanie się forum dla wymiany myśli kre­acjo­ni­stycz­nej, a tacy spece jak inż. Adam Cenian z Insty­tutu Maszyn Prze­pły­wo­wych PAN, nie opo­wie­dzą o białych plamach dar­wi­ni­zmu. Podobno dzięki dez­apro­ba­cie i sta­now­czej postawie pra­cow­ni­ków nauko­wych Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego.

Teo­re­tycz­nie sprawę można by uznać za zamkniętą. Przyszło mi do głowy jednak kolejne pytanie: skąd u licha w ogóle wzięła się bez­den­nie głupia idea zor­ga­ni­zo­wa­nia w takim miejscu tego rodzaju kon­fe­ren­cji?

Po wyczer­pu­ją­cym śledz­twie, pole­ga­ją­cym na wpisaniu w wyszu­ki­warce kilku odpo­wied­nich haseł, trafiłem na stronę fundacji En Arche (z greki Na początku). Bez cienia ironii muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenie okazało się zaska­ku­jąco pozy­tywne. Nowo­cze­sna, miła dla oka witryna już w progu przy­wi­tała mnie wielkim hasłem:

Działamy na rzecz nauki i edukacji.

Wszystko wygląda nad­zwy­czaj pro­fe­sjo­nal­nie, a grafiki i kolejne nagłówki tworzą atmos­ferę poważnej nauki i eli­tar­no­ści. Pięknie. Ale czym dokład­nie zajmuje się war­szaw­ska orga­ni­za­cja i skąd się wzięła? Dokład­nego stresz­cze­nia historii En Arche nigdzie nie zna­la­złem, ale za to dano nam do dys­po­zy­cji biogramy członków czte­ro­oso­bo­wego zarządu. Prezesem jest Ewa Bubro­wiecka, pani psy­cho­log, pozo­sta­jąca w kon­tak­cie z austriac­kim Zentrum für Bio­Kom­ple­xi­tät & Natur­Te­le­olo­gie. Poza tym do zespołu należą: filozof Grzegorz Malec, który zarówno licen­cjat jak i magi­sterkę poświę­cił dema­sko­wa­niu Darwina; fanka jogi Anna Cichocka (bez podanego wykształ­ce­nia, ale ponoć robi dobrą atmos­ferę) oraz Rafał Dyra – harcerz i student zarzą­dza­nia.

Warto pogra­tu­lo­wać En Arche siły prze­bi­cia. Profil fundacji na FB, choć wciąż młody i nie­wielki, cieszy się zaska­ku­jącą popu­lar­no­ścią wśród gości zza granicy.

To budujące, że paczka młodych ludzi posta­no­wiła dać upust swoim pasjom i z godną podziwu ofiar­no­ścią wspo­ma­gać naukę. Aż robi się czło­wie­kowi cieplej na sercu. Zwłasz­cza, gdy spo­strze­głem, że En Arche wykłada poważne pie­nią­dze na własny system sty­pen­dialny. Jak czytamy w regu­la­mi­nie: “Prze­zna­czony jest on głównie dla stu­den­tów oraz dok­to­ran­tów biologii i nauk pokrew­nych, ale udział w nim mogą brać także studenci innych kie­run­ków, którzy inte­re­sują się neo­dar­wi­ni­zmem i teorią inte­li­gent­nego projektu”. Jeżeli więc macie wśród zna­jo­mych studenta biologii, medycyny, chemii, czy nawet mecha­tro­niki (ale zain­te­re­so­wa­nego neo­dar­wi­ni­zmem), to może mieć szansę na nie­zgor­szą, comie­sięczną zapomogę w wyso­ko­ści 2500 zł. Nic tylko przy­kla­snąć.

Oczy­wi­ście są pewne wymogi formalne. Przy­kła­dowo, osoby ubie­ga­jące się o sty­pen­dium w ubiegłym roku zostały zobli­go­wane do przed­sta­wie­nia eseju oraz przej­ścia rozmowy kwa­li­fi­ka­cyj­nej. Rzecz w pełni zro­zu­miała. Pozo­staje jednak jeszcze jeden, maciupki haczyk. Kan­dy­daci mieli odzna­czać się “szcze­gól­nym zain­te­re­so­wa­niem neo­dar­wi­ni­styczną teorią ewolucji oraz jej krytyką z pozycji teorii inte­li­gent­nego projektu”. Co więcej, aplikant powinien złożyć pisemne spra­woz­da­nie “z rozwoju swoich zain­te­re­so­wań w obrębie tematyki teorii inte­li­gent­nego projektu”. W zamian, poza pie­niędzmi, student mógł liczyć na udział w letnim semi­na­rium inte­li­gent­nego projektu, orga­ni­zo­wa­nym przez skrajnie kon­ser­wa­tywny chrze­ści­jań­ski think tank Disco­very Insti­tute w Seattle. I jeszcze jedno: esej musiał czerpać z prac wybra­nych orę­dow­ni­ków IP, na czele ze znanym nam już Jona­tha­nem Wellsem.

Disco­very Insti­tute zasły­nęło akcją dez­in­for­ma­cyjną “Naucz kon­tro­wer­sji”, zachę­ca­ją­cej nauczy­cieli gło­sze­nia idei kre­acjo­ni­stycz­nej oraz sze­rze­nia prze­ko­na­nia, jakoby teoria ewolucji znaj­do­wała się w kryzysie.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zro­zu­miał na czym polega kant, śpieszę z wyja­śnie­niem. Oczy­wi­ście każdy bogacz, każda firma i każda fundacja ma zupełne prawo wykładać fundusze na badania i dyktować własne zasady. Istnieje jednak różnica pomiędzy ofe­ro­wa­niem grantu za prace nad poszcze­gól­nymi aspek­tami teorii ewolucji, a sypaniem pie­niędzmi w celu jej obalenia. To tak jak gdybyśmy sfi­nan­so­wali badania nad gra­wi­ta­cją, ale z zastrze­że­niem, że płacimy wyłącz­nie gdy otrzy­mane wyniki dys­kre­dy­tują ogólną teorię względ­no­ści, wypunk­tują Ein­ste­ina, a autor oprze się na sta­ran­nie wyse­lek­cjo­no­wa­nej lite­ra­tu­rze. Mamy tu do czy­nie­nia właśnie z takim przy­pad­kiem: z obiet­nicą zapłaty za uzy­ska­nie odpo­wied­nich wyników, gdzie proces twórczy ma być od początku do końca pod­po­rząd­ko­wany okre­ślo­nej tezie. Takie dzia­ła­nie ma niewiele wspól­nego z rzetelną nauką.

Kiedy więc En Arche dumnie chwali się, że “działa na rzecz nauki i edukacji, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem nauko­wych kon­cep­cji pocho­dze­nia Wszech­świata i życia, w tym czło­wieka”, należy od razu dopo­wie­dzieć – “o ile kon­cep­cje te przeczą aktu­al­nemu stanowi wiedzy i potwier­dzają inte­li­gentny projekt”.

Wszyst­kie pod­nio­słe slogany i odmie­niana przez wszyst­kie przy­padki “nauka” to listek figowy zakry­wa­jący kolejny spęd kre­acjo­ni­stów. Pod­kre­ślam to tym dosad­niej, że orę­dow­nicy IP próbują odciąć się od kre­acjo­ni­zmu, wyka­zu­jąc jak wiele rzekomo dzieli obie doktryny. W FAQ widnieje takie wyja­śnie­nie:

Kre­acjo­nizm może korzy­stać z metod wykry­wa­nia projektu przed­sta­wia­nych przez teorię IP, ale idzie dalej i iden­ty­fi­kuje inte­li­gent­nego pro­jek­tanta z Bogiem tej czy innej religii, czego teoria IP nie robi.

Innymi słowy, kre­acjo­ni­ści pokroju Hovinda, Hama czy Cho­jec­kiego próbują pokazać, że ewolucja bio­lo­giczna czy kosmo­lo­giczna nie miały miejsca, a wszech­świat i życie musiały zostać ściśle zapro­jek­to­wane przez archi­tekta, iden­ty­fi­ko­wa­nego z Bogiem. To pseu­do­nau­kowcy i szar­la­tani. Z kolei teo­re­tycy IP jak Wells, Meyer czy Bechly, starają się udo­wod­nić, że ewolucja bio­lo­giczna czy kosmo­lo­giczna nie miały miejsca, wszech­świat i życie musiały zostać ściśle zapro­jek­to­wane przez archi­tekta, ale nie nadają mu imienia. To poważni naukowcy.

I wiecie co? Gdyby mnie na moment zamro­czyło, być może nawet kupiłbym takie wytłu­ma­cze­nie. Uwie­rzył­bym, że idea inte­li­gent­nego projektu ma w sobie większe pokłady nauko­wo­ści, bo jej twórcy nie są obcią­żeni fun­da­men­ta­li­stycz­nym bagażem i pod­cho­dzą do tematu ciut obiek­tyw­niej od kre­acjo­ni­stów-bigotów. Może bym to łyknął, gdybym nie wiedział, że Jonathan Wells to rów­no­cze­śnie pro­mi­nentny członek Kościoła Zjed­no­cze­nio­wego; gdybym zapo­mniał, iż licen­cjat Grze­go­rza Malca kon­cen­tro­wał się na sta­no­wi­sku Karola Darwina wobec… religii; wreszcie, gdybym nie zapoznał się z ofi­cjal­nymi celami Disco­very Insti­tute wśród których stoi jak wół:

Zastą­pie­nie wyja­śnień mate­ria­li­stycz­nych podej­ściem teistycz­nym, zakła­da­ją­cym, że Bóg stworzył naturę i ludzi.

I nie chodzi mi o to, aby kwe­stio­no­wać wolność wyznania – do której każdy ma pełne prawo – lecz o próby krycia rze­czy­wi­stych inspi­ra­cji i two­rze­nie pozorów.

O tym czy teoria jest naukowa świadczy stosunek do metody i moż­li­wość fal­sy­fi­ka­cji, nie ety­kietki.

Po co tyle zachodu? Popu­la­ry­za­to­rzy inte­li­gent­nego projektu przy­po­mi­nają mi trochę poli­ty­ków zmie­nia­ją­cych nazwę partii, bojących się powtór­nie stanąć do wyborów pod skom­pro­mi­to­wa­nym szyldem. Przecież zwo­len­nicy Wellsa dążą dokład­nie do tego samego co owieczki czo­ło­wych kre­acjo­ni­stów. Oba “obozy” przy­bie­rają bliź­nia­czą narrację, zogni­sko­waną na próbach pod­wa­że­nia teorii ewolucji i kwe­stio­no­wa­niu wiel­kiego wybuchu. Entu­zja­ści obu doktryn zgodnie odrzu­cają wizję natury kształ­to­wa­nej przez bez­oso­bowe prawa fizyki oraz prze­ko­nują samych siebie, że cały ten mecha­nizm musiał nakręcić przed­wieczny zegar­mistrz. Tyle tylko, że jedni widzą w tym zegar­mi­strzu odbicie bóstwa opi­sa­nego przez tę czy inną świętą księgę, a drudzy udają, że tego nie robią i założyli koszulki z napisem I Love Science.

To już chyba wolę orto­dok­syj­nych kre­acjo­ni­stów. Przy­naj­mniej grają w otwarte karty.

PS Obiecałem sobie, że złożę publicznie wyrazy uznania Polskiemu Wydawnictwu Naukowemu. W czasie googlowania zauważyłem, że książkę Jonathana Wellsa wydaną przez En Arche można znaleźć m.in. w księgarni PWN. W akcie obywatelskiej interwencji wysmarowałem do oficyny maila, z pytaniem czy wiedzą jakiego rodzaju literaturę można u nich znaleźć. Przyzwyczajony do pasywności wielu instytucji nie spodziewałem się odzewu. A jednak. Już na drugi dzień otrzymałem telefon i poinformowano mnie, że książka nie będzie promowana, a ewentualne kontynuacje w ogóle nie trafią do oferty PWN. Tak trzymać.
Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.