Jak może słyszeliście, Biblioteka UW pragnęła ugościć w swoich murach konferencję “Teoria Inteligentnego Projektu 2020”. Wydarzenie ostatecznie nie dojdzie do skutku, ale pomyślałem, że warto przyjrzeć się bliżej jego pomysłodawcom – fundacji En Arche.

Dzi­siej­sza historia zawiera wiele wątków. Zacznijmy może od maila jakiego otrzy­ma­łem w grudniu ubie­głego roku. Pewna miła pani zapytała w nim o moż­li­wość współ­pracy, pole­ga­ją­cej na “zamiesz­cze­niu artykułu (…) zwią­za­nego z wydaniem książki uczonego Jona­thana Wellsa. Artykuł zostanie napisany przez nas, będzie zawierał linki oraz zdjęcie autora, będzie tam m.in. infor­ma­cja o wyda­rze­niu z udziałem tego autora”. Okazja do podej­rza­nie łatwego zarobku – pomy­śla­łem – usiłując przy­po­mnieć sobie, z jakich to badań słynie uczony Wells. Szybki zwiad odświe­żył pamięć.

Jonathan Wells to jeden z czo­ło­wych nega­cjo­ni­stów teorii ewolucji i zarazem – a to ci nie­spo­dzianka – popu­la­ry­za­tor teorii inte­li­gent­nego projektu (zwracam uwagę, iż orę­dow­nicy IP kwa­li­fi­kują swoje pomysły nawet nie jako hipotezę, lecz cało­ściową teorię naukową). Jak pod­kre­ślają wszelkie mate­riały pro­mo­cyjne jego książek i występów, Wells to poważny nauko­wiec, biolog z dyplomem zdobytym w Berkeley. Czyli waga ciężka. Znacznie oszczęd­niej wspomina się o pozo­sta­łych zain­te­re­so­wa­niach uczonego i ścieżce jaka dopro­wa­dziła go przed mikro­skop. Otóż jeszcze jako mło­dzie­niec, Wells wpadł w ramiona wie­leb­nego Suna Myunga Moona i zapisał się do semi­na­rium akre­dy­to­wa­nego przy (głęboki wdech) Ruchu pod Wezwa­niem Ducha Świętego dla Zjed­no­cze­nia Chrze­ści­jań­stwa Świa­to­wego. Następ­nie podjął studia z zakresu reli­gio­znaw­stwa, w trakcie których po raz pierwszy wziął pod lupę teorię ewolucji, stając w opozycji do aktu­al­nego stanu wiedzy. Wreszcie, w wieku 52-lat obronił doktorat z biologii, legi­ty­mi­zu­jąc w ten sposób głoszone od dawna tezy. Oczy­wi­ście nie mające nic wspól­nego z wiarą. Nic a nic.

Po odrzu­ce­niu oferty, na Kwantowo pojawiły się spa­mer­skie komen­ta­rze, pytające o Ikony ewolucji Wellsa. Zupełnie przy­pad­kowo.

Rzecz jasna, miłej pani grzecz­nie odmó­wi­łem, zaś zapo­wia­dane na 31 stycznia wyda­rze­nie naj­pew­niej nie dojdzie do skutku. Tym samym BUW nie stanie się forum dla wymiany myśli kre­acjo­ni­stycz­nej, a tacy spece jak inż. Adam Cenian z Insty­tutu Maszyn Prze­pły­wo­wych PAN, nie opo­wie­dzą o białych plamach dar­wi­ni­zmu. Podobno dzięki dez­apro­ba­cie i sta­now­czej postawie pra­cow­ni­ków nauko­wych Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego.

Teo­re­tycz­nie sprawę można by uznać za zamkniętą. Przyszło mi do głowy jednak kolejne pytanie: skąd u licha w ogóle wzięła się bez­den­nie głupia idea zor­ga­ni­zo­wa­nia w takim miejscu tego rodzaju kon­fe­ren­cji?

Po wyczer­pu­ją­cym śledz­twie, pole­ga­ją­cym na wpisaniu w wyszu­ki­warce kilku odpo­wied­nich haseł, trafiłem na stronę fundacji En Arche (z greki Na początku). Bez cienia ironii muszę przyznać, że moje pierwsze wrażenie okazało się zaska­ku­jąco pozy­tywne. Nowo­cze­sna, miła dla oka witryna już w progu przy­wi­tała mnie wielkim hasłem:

Działamy na rzecz nauki i edukacji.

Wszystko wygląda nad­zwy­czaj pro­fe­sjo­nal­nie, a grafiki i kolejne nagłówki tworzą atmos­ferę poważnej nauki i eli­tar­no­ści. Pięknie. Ale czym dokład­nie zajmuje się war­szaw­ska orga­ni­za­cja i skąd się wzięła? Dokład­nego stresz­cze­nia historii En Arche nigdzie nie zna­la­złem, ale za to dano nam do dys­po­zy­cji biogramy członków czte­ro­oso­bo­wego zarządu. Prezesem jest Ewa Bubro­wiecka, pani psy­cho­log, pozo­sta­jąca w kon­tak­cie z austriac­kim Zentrum für Bio­Kom­ple­xi­tät & Natur­Te­le­olo­gie. Poza tym do zespołu należą: filozof Grzegorz Malec, który zarówno licen­cjat jak i magi­sterkę poświę­cił dema­sko­wa­niu Darwina; fanka jogi Anna Cichocka (bez podanego wykształ­ce­nia, ale ponoć robi dobrą atmos­ferę) oraz Rafał Dyra – harcerz i student zarzą­dza­nia.

Warto pogra­tu­lo­wać En Arche siły prze­bi­cia. Profil fundacji na FB, choć wciąż młody i nie­wielki, cieszy się zaska­ku­jącą popu­lar­no­ścią wśród gości zza granicy.

To budujące, że paczka młodych ludzi posta­no­wiła dać upust swoim pasjom i z godną podziwu ofiar­no­ścią wspo­ma­gać naukę. Aż robi się czło­wie­kowi cieplej na sercu. Zwłasz­cza, gdy spo­strze­głem, że En Arche wykłada poważne pie­nią­dze na własny system sty­pen­dialny. Jak czytamy w regu­la­mi­nie: “Prze­zna­czony jest on głównie dla stu­den­tów oraz dok­to­ran­tów biologii i nauk pokrew­nych, ale udział w nim mogą brać także studenci innych kie­run­ków, którzy inte­re­sują się neo­dar­wi­ni­zmem i teorią inte­li­gent­nego projektu”. Jeżeli więc macie wśród zna­jo­mych studenta biologii, medycyny, chemii, czy nawet mecha­tro­niki (ale zain­te­re­so­wa­nego neo­dar­wi­ni­zmem), to może mieć szansę na nie­zgor­szą, comie­sięczną zapomogę w wyso­ko­ści 2500 zł. Nic tylko przy­kla­snąć.

Oczy­wi­ście są pewne wymogi formalne. Przy­kła­dowo, osoby ubie­ga­jące się o sty­pen­dium w ubiegłym roku zostały zobli­go­wane do przed­sta­wie­nia eseju oraz przej­ścia rozmowy kwa­li­fi­ka­cyj­nej. Rzecz w pełni zro­zu­miała. Pozo­staje jednak jeszcze jeden, maciupki haczyk. Kan­dy­daci mieli odzna­czać się “szcze­gól­nym zain­te­re­so­wa­niem neo­dar­wi­ni­styczną teorią ewolucji oraz jej krytyką z pozycji teorii inte­li­gent­nego projektu”. Co więcej, aplikant powinien złożyć pisemne spra­woz­da­nie “z rozwoju swoich zain­te­re­so­wań w obrębie tematyki teorii inte­li­gent­nego projektu”. W zamian, poza pie­niędzmi, student mógł liczyć na udział w letnim semi­na­rium inte­li­gent­nego projektu, orga­ni­zo­wa­nym przez skrajnie kon­ser­wa­tywny chrze­ści­jań­ski think tank Disco­very Insti­tute w Seattle. I jeszcze jedno: esej musiał czerpać z prac wybra­nych orę­dow­ni­ków IP, na czele ze znanym nam już Jona­tha­nem Wellsem.

Disco­very Insti­tute zasły­nęło akcją dez­in­for­ma­cyjną “Naucz kon­tro­wer­sji”, zachę­ca­ją­cej nauczy­cieli gło­sze­nia idei kre­acjo­ni­stycz­nej oraz sze­rze­nia prze­ko­na­nia, jakoby teoria ewolucji znaj­do­wała się w kryzysie.

Jeżeli ktoś jeszcze nie zro­zu­miał na czym polega kant, śpieszę z wyja­śnie­niem. Oczy­wi­ście każdy bogacz, każda firma i każda fundacja ma zupełne prawo wykładać fundusze na badania i dyktować własne zasady. Istnieje jednak różnica pomiędzy ofe­ro­wa­niem grantu za prace nad poszcze­gól­nymi aspek­tami teorii ewolucji, a sypaniem pie­niędzmi w celu jej obalenia. To tak jak gdybyśmy sfi­nan­so­wali badania nad gra­wi­ta­cją, ale z zastrze­że­niem, że płacimy wyłącz­nie gdy otrzy­mane wyniki dys­kre­dy­tują ogólną teorię względ­no­ści, wypunk­tują Ein­ste­ina, a autor oprze się na sta­ran­nie wyse­lek­cjo­no­wa­nej lite­ra­tu­rze. Mamy tu do czy­nie­nia właśnie z takim przy­pad­kiem: z obiet­nicą zapłaty za uzy­ska­nie odpo­wied­nich wyników, gdzie proces twórczy ma być od początku do końca pod­po­rząd­ko­wany okre­ślo­nej tezie. Takie dzia­ła­nie ma niewiele wspól­nego z rzetelną nauką.

Kiedy więc En Arche dumnie chwali się, że “działa na rzecz nauki i edukacji, ze szcze­gól­nym uwzględ­nie­niem nauko­wych kon­cep­cji pocho­dze­nia Wszech­świata i życia, w tym czło­wieka”, należy od razu dopo­wie­dzieć – “o ile kon­cep­cje te przeczą aktu­al­nemu stanowi wiedzy i potwier­dzają inte­li­gentny projekt”.

Wszyst­kie pod­nio­słe slogany i odmie­niana przez wszyst­kie przy­padki “nauka” to listek figowy zakry­wa­jący kolejny spęd kre­acjo­ni­stów. Pod­kre­ślam to tym dosad­niej, że orę­dow­nicy IP próbują odciąć się od kre­acjo­ni­zmu, wyka­zu­jąc jak wiele rzekomo dzieli obie doktryny. W FAQ widnieje takie wyja­śnie­nie:

Kre­acjo­nizm może korzy­stać z metod wykry­wa­nia projektu przed­sta­wia­nych przez teorię IP, ale idzie dalej i iden­ty­fi­kuje inte­li­gent­nego pro­jek­tanta z Bogiem tej czy innej religii, czego teoria IP nie robi.

Innymi słowy, kre­acjo­ni­ści pokroju Hovinda, Hama czy Cho­jec­kiego próbują pokazać, że ewolucja bio­lo­giczna czy kosmo­lo­giczna nie miały miejsca, a wszech­świat i życie musiały zostać ściśle zapro­jek­to­wane przez archi­tekta, iden­ty­fi­ko­wa­nego z Bogiem. To pseu­do­nau­kowcy i szar­la­tani. Z kolei teo­re­tycy IP jak Wells, Meyer czy Bechly, starają się udo­wod­nić, że ewolucja bio­lo­giczna czy kosmo­lo­giczna nie miały miejsca, wszech­świat i życie musiały zostać ściśle zapro­jek­to­wane przez archi­tekta, ale nie nadają mu imienia. To poważni naukowcy.

I wiecie co? Gdyby mnie na moment zamro­czyło, być może nawet kupiłbym takie wytłu­ma­cze­nie. Uwie­rzył­bym, że idea inte­li­gent­nego projektu ma w sobie większe pokłady nauko­wo­ści, bo jej twórcy nie są obcią­żeni fun­da­men­ta­li­stycz­nym bagażem i pod­cho­dzą do tematu ciut obiek­tyw­niej od kre­acjo­ni­stów-bigotów. Może bym to łyknął, gdybym nie wiedział, że Jonathan Wells to rów­no­cze­śnie pro­mi­nentny członek Kościoła Zjed­no­cze­nio­wego; gdybym zapo­mniał, iż licen­cjat Grze­go­rza Malca kon­cen­tro­wał się na sta­no­wi­sku Karola Darwina wobec… religii; wreszcie, gdybym nie zapoznał się z ofi­cjal­nymi celami Disco­very Insti­tute, wśród, których stoi jak wół:

Zastą­pie­nie wyja­śnień mate­ria­li­stycz­nych podej­ściem teistycz­nym, zakła­da­ją­cym, że Bóg stworzył naturę i ludzi.

I nie chodzi mi o to, aby kwe­stio­no­wać wolność wyznania – do której każdy ma pełne prawo – lecz o próby krycia rze­czy­wi­stych inspi­ra­cji i two­rze­nie pozorów.

O tym czy teoria jest naukowa świadczy stosunek do metody i moż­li­wość fal­sy­fi­ka­cji, nie ety­kietki.

Po co tyle zachodu? Popu­la­ry­za­to­rzy inte­li­gent­nego projektu przy­po­mi­nają mi trochę poli­ty­ków zmie­nia­ją­cych nazwę partii, bojących się powtór­nie stanąć do wyborów pod skom­pro­mi­to­wa­nym szyldem. Przecież zwo­len­nicy Wellsa dążą dokład­nie do tego samego co owieczki czo­ło­wych kre­acjo­ni­stów. Oba “obozy” przy­bie­rają bliź­nia­czą narrację, zogni­sko­waną na próbach pod­wa­że­nia teorii ewolucji i kwe­stio­no­wa­niu wiel­kiego wybuchu. Entu­zja­ści obu doktryn zgodnie odrzu­cają wizję natury kształ­to­wa­nej przez bez­oso­bowe prawa fizyki oraz prze­ko­nują samych siebie, że cały ten mecha­nizm musiał nakręcić przed­wieczny zegar­mistrz. Tyle tylko, że jedni widzą w tym zegar­mi­strzu odbicie bóstwa opi­sa­nego przez tę czy inną świętą księgę, a drudzy udają, że tego nie robią i założyli koszulki z napisem I Love Science.

To już chyba wolę orto­dok­syj­nych kre­acjo­ni­stów. Przy­naj­mniej grają w otwarte karty.

PS Obiecałem sobie, że złożę publicznie wyrazy uznania Polskiemu Wydawnictwu Naukowemu. W czasie googlowania zauważyłem, że książkę Jonathana Wellsa wydaną przez En Arche można znaleźć m.in. w księgarni PWN. W akcie obywatelskiej interwencji wysmarowałem do oficyny maila, z pytaniem czy wiedzą jakiego rodzaju literaturę można u nich znaleźć. Przyzwyczajony do pasywności wielu instytucji nie spodziewałem się odzewu. A jednak. Już na drugi dzień otrzymałem telefon i poinformowano mnie, że książka nie będzie promowana, a ewentualne kontynuacje w ogóle nie trafią do oferty PWN. Tak trzymać.
  • nikt

    Na studiach miałem przed­miot “Sztuczna inte­li­gen­cja”. Jedną z oma­wia­nych metod były algo­rytmy ewo­lu­cyjne. Z tego wynika że mecha­nizm ewolucji to rodzaj inte­li­gen­cji, a więc człowiek powstał w wyniku inte­li­gent­nego projektu ;P

    • Mario CsGo

      Słaba zarzutka. Z tego że ktoś nazwał pewną grupę zagad­nień algo­ryt­mami ewo­lu­cyj­nymi nie wynika, że ewolucja musi mieć swojego programistę/projektanta.

      • nikt

        Nie zro­zu­mia­łeś.
        — Algo­rytmy ewo­lu­cyjne (AE) — metody używane w infor­ma­tyce do znaj­dy­wa­nia roz­wią­zań.
        — Ewolucja bio­lo­giczna (EB) — natu­ral­nie wystę­pu­jąca ewolucja wyko­rzy­stu­jąca dobór natu­ralny do oceny i selekcji, oraz DNA do opisu roz­wią­za­nia, powie­la­nia i mutacji (w przy­padku orga­ni­zmów roz­mna­ża­ją­cych się płciowo dochodzi jeszcze krzy­żo­wa­nie).
        — Mecha­nizm ewolucji (ME) — ogólna zasada prze­szu­ki­wa­nia prze­strzeni roz­wią­zań. W skrócie: “powie­la­nie-mutacja-ocena-selekcja” Przy­kła­dami imple­men­ta­cji tej zasady są AE i EB.

        Nie twierdzę że EB ma swojego programistę/projektanta. Twierdzę, że EB JEST inte­li­gent­nym pro­jek­tan­tem, w końcu chyba nie­przy­pad­kowo uczy się ME na zaję­ciach ze sztucz­nej inte­li­gen­cji.

      • Mario CsGo

        Ale twój przed­miot Sztuczna Inte­li­gen­cja i for­ma­lizm jaki jest tam wpro­wa­dzany nie powoduje, że SI, czy AE może w jaki­kol­wiek sposób oceniać czy EB jest czy nie jest inte­li­gent­nym pro­jek­tem, nie­za­leż­nie czy autorem jej byłby Pro­jek­tant czy ona sama w sobie jest jakoby inte­li­gent­nym pro­jek­tan­tem. To nie nauki infor­ma­tyczne defi­niują co to jest inte­li­gen­cja a raczej huma­ni­styczne — jak psy­cho­lo­gia. Twoja SI jest tylko (jak na razie) próbą emulacji inte­li­gen­cji ludzkiej, a algo­rytmy ewo­lu­cyjne są tylko pod­zbio­rem tej SI. Nie da sie z tego wypro­wa­dzić ogólnej zasady że skoro AE są prze­ja­wem jakiejś inte­li­gen­cji (sztucz­nej w dodatku zde­fi­nio­wa­nej przez nauki IT) to z tego wynika że Ewolucja Bio­lo­giczna też jest prze­ja­wem inte­li­gen­cji czy tez jest inte­li­gen­cją. Bo na tej samej zasadzie każdy proces ewo­lu­cyjny, jak ewolucja kosmosu, galaktyk, gwiazd, czy czarnych dziur byłaby prze­ja­wem inte­li­gen­cji.

      • Michał Skichał

        Dokład­nie. Co ciekawe , w latach 70 XX w. psy­cho­lo­gia czerpała pojęcia z infor­ma­tyki (meta­fo­ryczne ujęcie umysłu jako kom­pu­tera, do dziś zresztą się mówi, że umysł prze­twa­rza infor­ma­cje, ma input i output), nato­miast dziś to infor­ma­tyka czerpie pojęcia z psy­cho­lo­gii (czyli przede wszyst­kim ta inte­li­gen­cja). Jak jakieś hasło staje się bardzo popu­larne, nagle wszyscy go używają w różnych kon­tek­stach, które nie mają zupełnie nic wspól­nego z ory­gi­nal­nym zna­cze­niem. Gene­ral­nie, przecież to kwestia czysto językowa: zarówno ewolucja, jak i inte­li­gen­cja, mają zupełnie inne zna­cze­nia, jakich w infor­ma­tyce po prostu znaleźć się nie da. Ponieważ jednak te hasła są tak bardzo cool, że nawet jakiś infor­ma­tyk pragnie choćby cienia ich spo­łecz­nego wydźwięku, stąd nazywa tymi poję­ciami swoje rzeczy. A ponieważ inni infor­ma­tycy też są tym zachwy­ceni (mogą dumnie oświad­czyć na imprezie, że zawodowo zajmują się ewolucją, jak ten słynny Darwin), pomysł się przyj­muje i jest powie­lany na kolej­nych wykła­dach i w kolej­nych publi­ka­cjach. W takich przy­pad­kach zwykło się mówić, że ewolucja i inte­li­gen­cja mają inne zna­cze­nia w psy­cho­lo­gii, biologii a inne w infor­ma­tyce. Innym przy­kła­dem mogą być tutaj tzw sieci neu­ro­nowe, które tyle mają z neu­ro­nami wspól­nego, co kot z tokarką.

      • tur­bo­tramp

        Żeby zakwa­li­fi­ko­wać ewolucję bio­lo­giczną jako twór inte­li­gentny musie­li­by­śmy najpierw zde­fi­nio­wać inte­li­gen­cję. Idąc naj­prost­szym tokiem, za PWN:

        «zdolność rozu­mie­nia, uczenia się oraz wyko­rzy­sty­wa­nia posia­da­nej wiedzy i umie­jęt­no­ści w sytu­acjach nowych»

        Wymie­niono trzy cechy, z czego pierw­szej nijak nie da się przy­pi­sać ewolucji bio­lo­gicz­nej, a dwie kolejne to sprawa dys­ku­syjna (znów oparta o różne defi­ni­cje). Rozu­mie­nie to cecha wyłącz­nie orga­ni­zmów żywych, posia­da­ją­cych zdolność analizy i wycią­ga­nia wniosków. W ewolucji bio­lo­gicz­nej nie ma “uczenia się”, są tylko mutacje i selekcja natu­ralna, która w natu­ralny, bardzo prosty sposób prowadzi do zwięk­sze­nia w popu­la­cji osob­ni­ków lepiej przy­sto­so­wa­nych do życia.
        Przy­pi­sy­wa­nie EB inte­li­gen­cji to albo efekt nie­zro­zu­mie­nia fun­da­men­tal­nych zasad dzia­ła­nia mecha­ni­zmów samej EB, albo przy­ję­cie odmien­nej defi­ni­cji inte­li­gen­cji. Poza tym wniosek, że EB jest inte­li­gentna, bo algo­rytmy ewo­lu­cyjne są omawiane na przed­mio­cie SI, jest cał­ko­wi­cie pozba­wiony logiki. Brak w nim ciągu przy­czy­nowo-skut­ko­wego.

    • Michał Skichał

      he he, dobre

  • Kajka

    Naj­za­baw­niej­sze jest to że wydaje im się, że jeśli wezmą ładny layout strony, wiele razy powtórzą słowo nauka i prze­tłu­ma­czą kil­ka­dzie­siąt arty­ku­łów różnych kre­acjo­ni­stów, to są rów­no­rzęd­nymi part­ne­rami w dys­kur­sie naukowym. Że ich debata lub tekst ze strony to prze­ciw­waga dla setek arty­ku­łów z cza­so­pism nauko­wych.

    • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

      Naj­praw­do­po­dob­niej są bardziej cyniczni i bardziej im zależy na wywo­ła­niu takiego wrażenia u laików.

      • Michał Skichał

        Oczy­wi­ście, że są pełni cynizmu, hipo­kry­zji i kłamstwa. U fana­ty­ków reli­gij­nych nie znaj­dziesz nic innego.

    • jast

      Oj, niestety tu się nie mylą. Jestem w śro­do­wi­sku naukowym i nawet tu bez problemu można zauważyć na kon­fe­ren­cjach czy przy recen­zo­wa­niu, że dobrze wykonana i “catchy” strona gra­ficzna pre­zen­ta­cji, plakatu czy artykułu potrafi potężnie wpłynąć na odbiór.

  • Teresa

    W kon­tek­ście tych kre­acjo­ni­stycz­nych wizji stwo­rze­nia świata przy­po­mina się parodia pod postacią Kościoła Lata­ją­cego Potwora Spa­ghetti.

  • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

    A czy te eseje na temat obalania Darwina miałyby być potem publi­ko­wane w cza­so­pi­śmie naukawym? Bo przy takich warun­kach wygląda mi to na opła­ca­nie cytowań dla jakichś gości.

    • Michał Skichał

      Przecież żadne cza­so­pi­smo naukowe nie opu­bli­kuje jakiegoś pseu­do­fi­lo­zo­ficz­nego eseju “oba­la­ją­cego” podstawy biologii. Podobnie, jak trudno byłoby ocze­ki­wać, aby publi­ko­wało “huma­ni­styczne” wywody oba­la­jące podstawy chemii czy geo­gra­fii. Takie teksty publi­kuje się w cza­so­pi­śmie o nazwie “Straż­nica”. Jeżeli kie­dy­kol­wiek uczeni doją do wniosków, jakie zachwieją pod­sta­wami biologii, z pew­no­ścią nie będą to studenci wynaj­mo­wani przez kre­acjo­ni­stów do pisania ten­den­cyj­nych tekstów “loku­ją­cych produkt” — myśl kre­acjo­ni­styczną.

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        Dlatego pisałem o cza­so­pi­śmie nakAwym. Założyć jakieś pre­da­tory jouru­nals to nie problem.

  • Dr. Paul Kopetzky

    Cha cha, spo­koj­nie, a mi przy­po­mina się stara polska komedia, jeszcze z PRL-u i tzw. komuny, pt. “Wolna sobota” z W. Sie­mio­nem, gdzie to nawie­dzony i pełen zapału akty­wi­sta partyjny, marxista, jeździł po górskich wioskach z pre­lek­cjami (z rysun­kami!) i oświecał, uprzy­tam­niał, wpajał oko­licz­nej ciem­no­cie, iż ludzie, więc oni także, pochodzą od małpy cha cha. Na co oczy­wi­ście dostał w końcu odpór od głównego bohatera — batem. Wcześnie jeszcze, podobnie potrak­to­wała go wredna i mało postę­powa, nie­wy­edu­ko­wana nowo­cze­śnie i mate­ria­li­stycz­nie, pszczoła (Opatrz­ność?!), która go użądliła cha cha.

    • Michał Skichał

      Czy to ma być chytre “loko­wa­nie produktu”? Tylko jakiego? Że niby kre­acjo­ni­ści to “wie­śniaki” i “nieuki”, czy może biolodzy to “mark­si­ści” i “lewacy”?

  • Dr. Paul Kopetzky

    ps. Cóż, nie­któ­rzy może po prostu pochodzą od małpy cha cha.
    O duszy już nie wspo­mi­na­jąc…
    A K.Darwin podobno wierzył w Boga i Bogu.

    • kuba_wu

      Dokład­niej, człowiek nie pochodzi od mały (tj żadnej kon­kret­nej współ­cze­snej małpy), tylko ma ze z małpami człe­ko­kształt­nymi wspól­nego przodka, którego również zaliczamy(byśmy, gdyby istniał) do człe­ko­kształt­nych.
      A wiara w Boga o ile mi wiadomo nie koliduje z teorią ewolucji, przy­naj­mniej w opinii wielu znanych mi kato­li­ków.

  • scep­to­niczny

    Tak się kończy włą­cza­nie ele­men­tów “nad­przy­ro­dzo­no­ści”, polityki czy ide­olo­gii do dyskusji o nauce. Bełkot, hochsz­ta­pler­stwo, głupota opa­ko­wana w świecący papierek z napisem “science”. Dobrze, że autor to wychwy­cił. Teraz czekam na wyśmia­nie pseu­do­nauki np. spod znaku “gender”. Ciekawe, czy autor będzie miał odwagę…

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie wiem jak z odwagą (jak rozumiem coś by mi groziło?), ale nie zajmę się “pseu­do­nauką spod znaku gender”, podobnie jak i wieloma innymi tematami, które po prostu nie leżą w kręgu moich zain­te­re­so­wań.

    • Maddy

      A Ty sam nie potra­fisz? Może dlatego, że nie masz pojęcia co to są gender studies?

    • kuba_wu

      Może najpierw ty zde­fi­niuj, co dokład­nie rozu­miesz przez “pseu­do­naukę spod znaku gender”, wymień ze 3 tezy, z którymi się nie zgadzasz, tak na dobry początek. Choć nie sądzę żeby gospo­darz chętnie widział tu taką dyskusję, skoro tematyka go nie inte­re­suje.

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    Nie mogę się z tym sta­no­wi­skiem zgodzić — choć bardzo chciał­bym. Jak sam widzisz, nie mówimy już o jakimś nie­zna­czą­cym anonimie z inter­netu, lecz o całej fundacji — posia­da­ją­cej zarząd, członków, radę “naukową”, fundusze, dru­ku­jącą książki i pró­bu­jącą wtargnąć na uni­wer­sy­tety. Niestety więc, problem istnieje i boję się, że to dopiero początek.

    • BloodMan

      Eh, no dobra (/me z rezy­gna­cją pokręcił głową) — możesz używać licencji 00.
      Ale napisz coś z fizyki dla wiernych czy­tel­ni­ków, przy okazji ;d

  • BloodMan

    spra­so­wane… hm hm hm…
    To może Teoria Pneu­ma­tyki wraz z odpo­wied­nimi Teoriami Mecha­niki Płynów dla kon­tra­stu…

  • Michał Skichał

    Jak śpiewał R. Kostrzew­ski: “Gdybym dziś wierzyć miał to nie lepiej w wesołą Mickey Mouse?” i zaraz po tym dodając: “i w cze­ko­la­dowe msze”.

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk
    • Michał Skichał

      Pro­po­nuję zre­cen­zo­wać i na łamach kwantowo opisać książkę “Człowiek i błędy ewolucji” Lentsa (i przy­to­czyć parę cytatów). Temat może przy­nieść istne zba­wie­nie dla udrę­czo­nej duszy 😉

    • Malwina Nurka

      Rozumiem wszystko, czytam cały wpis, komen­ta­rze, ale nie rozumiem jednego po co jest RODO, ewi­dent­nie Pan udo­stęp­nił imię i nazwisko Pani i tam wyżej też. Ok nie odpo­wiada cos panu, usuń, zablokuj cokol­wiek. Ale chociaż mógł Pan zamazać dane, cokol­wiek, przecież udo­stęp­nia­nie tego nie jest chyba dozwo­lone. Ciekawe czy pan byłby zado­wo­lony, jakby pana gdzieś tam ktoś upu­blicz­niał screnami.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Niestety Malwino, wbrew temu co napi­sa­łaś zbyt wiele nie rozu­miesz — ale śpieszę z wyja­śnie­niami. 1) Powyższe konta są fejkowe i nie należą do praw­dzi­wych osób — to typowy inter­ne­towy spam, 2) To screeny komen­ta­rzy, które i tak były publiczne, a więc autor chciał żeby były udo­stęp­nione wraz z imieniem i nazwi­skiem, 3) Zostały one udo­stęp­nione przez autorów tutaj, u mnie na blogu. Oni przyszli do mnie, nie ja do nich. 4) RODO ma wiele zasto­so­wań, ale w żadnym razie nie zostało tu naru­szone, a jeśli tak, to proszę zawia­do­mić odpo­wiedni urząd, 5) Moje nazwisko jest wszędzie widoczne i z całą odpo­wie­dzial­no­ścią pod­pi­suję nim wszyst­kie pro­du­ko­wane przeze mnie treści. Jestem z tego faktu bardzo zado­wo­lony.

  • Teresa

    Głupota ma wiele odcieni, ale nie jesteśmy w stanie ich wszyst­kich ana­li­zo­wać. Patrzcie ile czasu na to idzie. A w nauce tyle się dzieje.

  • New­Po­li­sh­Scien­tist

    Pro­te­stanci z braku auto­ry­tetu wymy­ślili te wszyst­kie teorie jak teoria kre­acjo­ni­zmu, płaskiej ziemi czy nawet eugeniki.
    Katolicy zaś po wielu latach przyj­mo­wali wszyst­kie odkrycia naukowe a nawet przy­czy­niali się do nowy odkryć jak np. teoria wiel­kiego wybuchu.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Niestety, to zdanie może wpro­wa­dzać w błąd. Georges Lemaître — bo o niego jak rozumiem Ci chodzi — wpadł na hipotezę “pier­wot­nego atomu” ponieważ był niezłym fizykiem i cie­kaw­skim gościem. To, że przy okazji nosił kolo­ratkę, nie oznacza, że Kościół czy inna religia przy­czy­nił się do powsta­nia teorii wiel­kiego wybuchu.

    • Michał Skichał

      To stwier­dze­nie to typowy rasizm, w którym na siłę trzeba przy­pi­sać danej grupie spo­łecz­nej jakieś nie­go­dzi­wo­ści a nawet brak auto­ry­tetu (cokol­wiek miałoby to znaczyć), aby w kon­tra­ście wyide­ali­zo­wać jakąś inną grupę. Ktoś, kto tego nie widzi, powinien zamienić pierwsze słowo powyż­szej wypo­wie­dzi — a więc “Pro­te­stanci” — na “Żydzi”, “lewacy”, albo “Murzyni”, być może wówczas ta ten­den­cyjna machina pro­pa­gan­dowa do sze­rze­nia uprze­dzeń i ste­reo­ty­pów stanie się jasna. Katolicy, jak widać na powyż­szym przy­kła­dzie, w cale nie są lepsi od opi­sy­wa­nych w tym tekście cynicz­nych hipo­kry­tów.

      • New­Po­li­sh­Scien­tist

        Pro­te­stanci i rasizm mają bardzo dużo wspól­nego to oni w Stanach akcep­to­wali segre­ga­cję rasową. Tak w pro­te­stan­ty­zmie nie ma auto­ry­te­tów dlatego się tak podzie­lił na kal­wi­ni­stów, ewan­ge­li­ków itd. Proszę czytać mniej wybor­czej to tam są takie rzeczy że za całe zło jest odpo­wie­dzialny Polski KK. Co do nazwania mnie rasistą pragnę polecam Ci postu­dio­wa­nie bio­gra­fii Lutera, i wtedy zmienisz zdanie. Jego ruch można porównać do rewo­lu­cji bol­sze­wic­kiej.

      • Michał Skichał

        Ja zaś polecam zażywać rispo­lept.

      • New­Po­li­sh­Scien­tist

        Czy jak napiszę,że Bol­sze­wicy dopro­wa­dzili do głodu na Ukrainie, czy operacji polskiej nkwd to jest rasizm w stosunku do bol­sze­wi­ków czy stwier­dze­nie faktu ? Przez popraw­ność poli­tyczną nie można już nic mówić bo wszystko jest porów­ny­wane do rasizmu. Proszę poczytać bio­gra­fie Marcina Lutera. Pro­te­stan­tyzm dopro­wa­dził do wielu wojen reli­gij­nych, a w przy­szło­ści segre­ga­cji rasowej, eugeniki, kre­acjo­ni­zmu, i innych pseudo nauk. Dlaczego ? Ponieważ nie ma auto­ry­te­tów. Jako przykład podam Jacka Międlara. Z KK został szybko wywalony za gło­sze­nie głupot, nato­miast gdyby był pro­te­stan­tem nikt nie mógł by go wywalić . Nie mam nic do ludzi żyjących w wierze pro­te­stanc­kiej tak samo nie mam nic do chłopa z Korei pół­noc­nej bo nic nie mógł zrobić, że urodził się w tym nie­szczę­snym kraju, ale to nie zmienia faktu że Korea Północna to tyrania.
        I pisze to jako agnostyk (nie mam nawet chrztu) więc moja opinia jest jak naj­bar­dziej obiek­tywna.

      • http://nowaalchemia.blogspot.com/ zacie­ka­wiony

        A Kato­li­cyzm dopro­wa­dził do ludo­bój­stwa Katarów — wszystko za sprawą opie­ra­nia się na osobowym auto­ry­te­cie. Możemy się tak prze­rzu­cać.

  • kuba_wu

    Nauka raczej nie wypo­wiada się na temat “co było przed począt­kiem”, tj poza luźnymi spe­ku­la­cjami co ponie­któ­rych teo­re­ty­ków (chociaż chętnie powie­la­nymi przez media pop-science). Zwłasz­cza że czas to pojęcie, które traci sens poza struk­turą, jaką jest wszech­świat z jego oddzia­ły­wa­niami, rela­cjami przy­czy­nowo-skut­ko­wymi itd. Więc raczej nale­ża­łoby mówić o jakiejś pierw­szej przy­czy­nie, dzięki której “jest raczej coś, niż nic” — ale to bardziej domena filo­zo­fii lub religii właśnie, a nie nauki.

    Gene­ral­nie jeśli tezy nie są fal­sy­fi­ko­walne, to nie są naukowe.

    No chyba, że z jakiejś hipotezy na temat “początku” da się wywieść mie­rzalne prze­wi­dy­wa­nia (tak jak w teorii BB postu­lo­wano ist­nie­nie pro­mie­nio­wa­nia tła, które potem przy­pad­kowo odkryto) — wtedy staje się fal­sy­fi­ko­walna.

  • Asinus Inter Pares

    W kon­fron­ta­cji ewolucja vs IP jest jednak pewien paradoks.

    Otóż, współ­cze­sna inży­nie­ria gene­tyczna idzie właśnie w kierunku
    Inte­li­gent­nego Projektu (na poczatku przez mody­fi­ka­cję tego co jest,

    ale potem ma ambicje stwo­rze­nia czegoś od początku).

    Jeśli to się uda (a po cześci już się udaje), to nie będzie można głosić,
    że kon­cep­cja IP jest nie­nau­kowa, być może nawet w odnie­sie­niu do życia na Ziemii.

    Jeśli jednak inży­nie­ria gene­tyczna nigdy nie zre­ali­zuje kon­cep­cji IP, będzie to ozna­czało,
    że tak naprawdę nie rozu­miemy kodu życia i ewolucji, a więc nie możemy też cał­ko­wi­cie
    kwe­stio­no­wać kon­cep­cji IP w odnie­sie­niu do czło­wieka.

    I tak źle, i tak nie­do­brze dla ewolucji. I co z tym zrobić?

    • Otaq

      Nie ma para­doksu żadnego. Nawet zakła­da­jąc hipo­te­tycz­nie, że życie na Ziemi powstało dzięki inge­ren­cji zaawan­so­wa­nej obcej cywi­li­za­cji, to ta cywi­li­za­cja nie zapro­jek­to­wała współ­cze­snego czło­wieka, słonia czy kota. Zakła­da­jąc takie “zasianie” życia na Ziemi to mamy co najwyżej do czy­nie­nia z prze­su­nię­ciem w czasie i prze­strzeni abio­ge­nezy — pan­sper­mię. Dalej życie na Ziemi ewo­lu­owało natu­ral­nie — mamy na to dowody.
      Pozo­staje oczy­wi­ście do wyja­śnie­nia kwestia skąd się wzięli obcy pro­jek­tu­jący pier­wotne komórki i zrzu­ca­jący je na Ziemię. Jedyny proces, który znamy, który mógłby do tego dopro­wa­dzić to ewolucja.

      • Asinus Inter Pares

        Ja wcale nie kwe­stio­nuję ewolucji życia na Ziemii — nie zro­zu­mia­łeś mnie Otaq’u.
        A idąc dalej: sama ewolucja — jako cenny mecha­nizm przy­sto­so­waw­czy -
        może być w przy­szło­ści wbu­do­wana w ludzkie osia­gnię­cia IP — osta­tecz­nie ewolucja jako proces nie jest przecież niczym “świętym”. I może kiedyś nawet wymknie się spod kontroli ich twórców? Wszech­świat ma na to czas.

  • Don Wasyl

    Mało rzeczy irytuje mnie tak, jak nad­uży­wa­nie pojęcia Brzytwa Ockhama. W każdej dyskusji, czy to o bogach, czy o wie­lo­świa­tach musi się znaleźć ktoś, kto z tym wyskoczy.
    Tym­cza­sem przy jej użyciu nie da się udo­wod­nić lub zaprze­czyć żadnej hipo­te­zie.
    No tak, było nic, a potem wbrew prawom fizyki powstało coś z niczego. Dla mnie to taka sama bzdura jak teorie kre­acjo­ni­stów.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Wbrew którym prawom fizyki? Samo to, że wszech­świat istnieje świadczy o tym, że na jego powsta­nie pozwo­liły (a może nawet to wymusiły) prawa fizyki. Pytanie tylko czy już te prawa znamy, czy dopiero czekają na odkrycie. Przy­kłady do roz­wa­że­nia:
      https://www.kwantowo.pl/2016/02/28/proznia-kipiaca-czastkami-triumf-nieoznaczonosci/
      https://www.kwantowo.pl/2018/05/11/model-hawkinga-hartlea/

      Co do brzytwy, rze­czy­wi­ście bywa nad­uży­wana, choć nie jestem pewien czy to jest akurat ten przy­pa­dek.

      • Don Wasyl

        Drogi autorze, czyżbyś właśnie stwier­dził, że prawa fizyki istniały jeszcze przed powsta­niem wszech­świata?
        Wbrew którym? A znasz jakieś prawo, które pozwala na kreację czegoś z niczego? Tylko nie wyskakuj po raz enty z kwan­to­wymi fluk­tu­acjami, wir­tu­al­nymi czą­stecz­kami i poten­cjale próżni itp, bo to świadczy jedynie o tym, że praw­dziwa pustka, nicość, nie istnieje.

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Drogi komen­ta­to­rze, istnieją prze­słanki pozwa­la­jące stwier­dzić, że nasz wszech­świat miał swój początek i będzie miał koniec; nato­miast nie ma ani jednej, która zmusza nas do myślenia, że prawa logiki, mate­ma­tyki, czy fizyki muszą mieć okre­ślone ramy lub ulegają ewolucji. Może tak jest, może nie, fizyka się tym nie zajmuje, a modele wiel­kiego wybuchu tej sprawy nie roz­strzy­gają. Inna rzecz, czy pytanie o to czy prawa fizyki istniały “wcze­śniej” — wobec braku czasu — jest w tym przy­padku sensowne.

        “Tylko nie wyskakuj po raz enty z kwan­to­wymi fluk­tu­acjami”

        Jeżeli chcesz komuś zabra­niać “wyska­ki­wa­nia” z czym­kol­wiek, to radzę Ci nie wyska­ki­wać z komen­ta­rzami. Skoro nie inte­re­suje Cię dyskusja, nie zadawaj pytań.

        “wir­tu­al­nymi czą­stecz­kami”

        Cząst­kami, jeśli już.

        “bo to świadczy jedynie o tym, że praw­dziwa pustka, nicość, nie istnieje.”

        Jed­no­cze­śnie dostrze­gasz sedno mojej wypo­wie­dzi i pró­bu­jesz je igno­ro­wać. Oso­bi­ście uważam, że stara myśl Par­me­ni­desa “byt jest niebytu nie ma”, może stanowić fun­da­ment. Wszech­świat to tylko obiekt złożony z kon­kret­nej cza­so­prze­strzeni wypeł­nio­nej materią i energią, jednak nie­za­leż­nie powinny istnieć prawa, które dopro­wa­dziły lub nawet wymusiły jego powsta­nie. Heller mówi o “polu moż­li­wo­ści”, ale nazwa to oczy­wi­ście kwestia wtórna.

  • Don Wasyl

    Ojojoj, to jeszcze wymyśl co w tym bez­mia­rze nicości mogło wogóle do jakiej­kol­wiek fluk­tu­acji dopro­wa­dzić, bo taką try­wialną filo­zo­fię to każdy może sobie uprawiać. Co, bez­kre­sna i wieczna nicość nagle sama z siebie zafa­lo­wała i powstała materia i anty­ma­te­ria?

  • Maks Basiura

    SZANOWNY PANIE ADAMCZYK
    (w Gwiaz­do­zbi­rach mówił Pan że taki wstęp gwa­ran­tuje osobisty wywód, będzie oso­bi­ście)
    Bez cienia przesady — uwiel­biam Pana.
    Dziękuję za Pana twór­czość, czyni mnie ona lepszym, mądrzej­szym czło­wie­kiem.
    Bycie częścią spo­łecz­no­ści kwantowo.pl to dla mnie powód do dumy.
    Ser­decz­nie pozdra­wiam, Mak­sy­mi­lian

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      I vice versa. Ja również jestem nie­zwy­kle dumny z niedużej, ale repre­zen­tu­ją­cej bardzo wysoki poziom spo­łecz­no­ści Kwantowo. (。◕‿‿◕。)