Tragedie mają to do siebie, że przyciągają media, a media podsycają emocje. Nie sprzyja to ani obiektywizmowi, ani przekazywaniu informacji. Dlatego przekopałem się przez dostępne raporty i doniesienia, w poszukiwaniu najważniejszych, nagich faktów na temat ostatnich pożarów w Australii.

Świat płonie. Nie jest to metafora, ani nawet hiper­bola. Od kilku lat, na naszych oczach, w perzynę obracają się ogromne połacie kolej­nych kon­ty­nen­tów. Tym razem padło na krainę kangurów i koali, które – jak na pewno zdą­ży­li­ście usłyszeć – giną tysią­cami, bez­bronne w obliczu sza­le­ją­cego żywiołu.

Oczy­wi­ście każdemu z nas przykro jest patrzeć na popa­rzony pyszczek koali, ale dziś pro­po­nuję skupić się na istocie problemu. Czy pożary szerzące się na anty­po­dach są czymś nie­ty­po­wym? Co jest ich przy­czyną? I jakie przy­niosą kon­se­kwen­cje? Jeżeli szukacie prostych, zero-jedyn­ko­wych odpo­wie­dzi na te pytania, praw­do­po­dob­nie was zawiodę. Tym bardziej, że szeroki strumień szo­ku­ją­cych donie­sień naniósł już całkiem pokaźną warstwę infor­ma­cyj­nego mułu, pełnego sprzecz­no­ści i nie­do­mó­wień. Mam jednak nadzieję, że udało mi się wyłowić przy­naj­mniej część liczb, danych i komen­ta­rzy, nie­zbęd­nych dla nale­ży­tego ogar­nię­cia sytuacji.


1. Pożary były, są i będą, ale…

Jeżeli uczest­ni­czy­li­ście w jakiej­kol­wiek sie­cio­wej dyskusji na temat trwa­ją­cego kryzysu, praw­do­po­dob­nie nie raz tra­fi­li­ście na głosy baga­te­li­zu­jące temat. Wszakże, pożar lasu to żadna nowość, zwłasz­cza w gorącej i dzikiej Austra­lii. Furorę w social mediach robi m.in. wycinek gazety z 1939 roku z jakby znajomym nagłów­kiem: “Lasy Austra­lii płoną nadal”. Zapewne ma on dowodzić, że kata­strofy tego rodzaju towa­rzy­szą ludz­ko­ści od zarania dziejów – co jednak nie jest żadnym odkry­ciem.

Problem tkwi w zasięgu i skali austra­lij­skich pożarów.

Skala to zresztą bardzo ciekawy i nie­jed­no­znaczny temat. Jeżeli się­gnie­cie do gołych sta­ty­styk (choćby tych dostęp­nych u cioci Wiki­pe­dii), dowiecie się, że aktualna sytuacja nie stanowi żadnego ewe­ne­mentu. Zwłasz­cza, jeżeli zesta­wimy ją z mad­ma­xową apo­ka­lipsą, jaka nawie­dziła kon­ty­nent kangurów pół wieku temu. Z tabeli możemy odczytać, że sezon pożarowy 1974/75 pochło­nął obszar się­ga­jący, według nie­któ­rych źródeł, aż 117 milionów hektarów. To ponad milion kilo­me­trów kwa­dra­to­wych, 1/8 tery­to­rium całej Austra­lii, lub łączna powierzch­nia Polski i Ukrainy.

Jednak sta­ty­styki nie zdra­dzają szcze­gó­łów, a te są kluczowe przy próbach oceny obu klęsk. Przede wszyst­kim należy pod­kre­ślić, co dokład­nie paliło się wtedy, a co płonie dziś. Kata­klizm roku 1974 dotknął zwłasz­cza Austra­lii Zachod­niej, Tery­to­rium Pół­noc­nego oraz Queen­sland. Dlaczego to istotne? Austra­lia to potężny kawał ziemi, prze­cięty kilkoma strefami kli­ma­tycz­nymi, z przewagą strefy pustyn­nej i pół­pu­styn­nej. W prze­szło­ści ogień hulał głównie po wiecznie suchych, tra­wia­stych obsza­rach oka­la­ją­cych jałowy zachód oraz serce kon­ty­nentu.

Sta­ty­styki terenów dotknię­tych przez pożary dla Nowej Połu­dnio­wej Walii (NSW).

Trwające teraz pożary dewa­stują połu­dniowo-wschod­nią część kraju, na czele ze zur­ba­ni­zo­waną, zale­sioną i dotąd przy­ja­zną kli­ma­tycz­nie Nową Połu­dniową Walią. Cytując biologa Owena Price’a: “Niektóre pożary na północy stanu przeszły w listo­pa­dzie przez lasy desz­czowe. Istnieją obszary, jak park narodowy Kanangra na zachód od Gór Błę­kit­nych, które zostały spalone po raz pierwszy w historii”. David Boman z Uni­wer­sy­tetu Tasmanii dodaje: “Nigdy jeszcze nie było sytuacji, gdzie w ogniu stałyby jed­no­cze­śnie Queen­sland, Nowa Połu­dniowa Walia, Adelaide Hills, Perth i wschod­nie wybrzeże Tasmanii”. W momencie gdy piszę te słowa, według raportu Rural Fire Service, w sezonie 2019/20 ogień strawił obszar niemal 11 milionów ha, przy czym połowa to lasy. Pod tym względem, mamy do czy­nie­nia z jedną z naj­więk­szych klęsk tego rodzaju i zde­cy­do­wa­nie naj­więk­szą w regionie. A to przecież jeszcze nie koniec.

2. Zmiany klimatyczne nie pomagają

Wielkie pożary, tak jak wszyst­kie złożone zjawiska, posia­dają wiele przyczyn – począw­szy od ludzkiej głupoty (pod­pa­le­nia), aż po zawsze obecny czynnik losowy. Trudno jednak nie dostrzec, że średnia tem­pe­ra­tur wzrasta, co w oczy­wi­sty sposób potęguje zagro­że­nie i wzmaga gniew żywiołów na całym globie. Oto co mówią liczby.

Podobnie jak w więk­szo­ści krajów (włącznie z Polską), w ostat­nich latach ter­mo­me­try w Austra­lii regu­lar­nie wskazują na coraz wyższe, eks­tre­malne upały. Dziewięć z dzie­się­ciu rekor­dowo ciepłych lat miało miejsce już w XXI wieku. Według danych austra­lij­skiego Biura Mete­oro­lo­gii rok 2019 okazał się dla Austra­lij­czy­ków naj­go­ręt­szy w historii obser­wa­cji. Pomiary tem­pe­ra­tur z dwunastu miesięcy wykazały wynik o 1,52°C wyższy od dłu­go­ter­mi­no­wej średniej i o 0,19°C wyższy od poprzed­niego rekordu z roku 2013. Z kolei patrząc na samą Nową Połu­dniową Walię tem­pe­ra­tury z ubie­głego roku były aż o 1,95°C wyższe od średniej z lat poprzed­nich i – znów – naj­wyż­sze w historii pro­wa­dzo­nych pomiarów. Żeby lepiej zro­zu­mieć o czym mówimy: w grudniu na obszarze Nul­lar­bor ter­mo­me­try wska­zy­wały 49,9°C!

Sza­co­wane zmiany w liczbie dni o wysokim zagro­że­niu poża­ro­wym (Climate Council).

W parze ze skwarem idzie krańcowe wysu­sze­nie terenu. Kon­ty­nent natu­ral­nie należy do naj­bar­dziej jałowych skrawków naszej planety (80% powierzchni to pustynie), ale w ostat­nich trzech latach ilość opadów spadła poniżej kry­tycz­nego minimum. Krajowa średnia w 2019 roku wyniosła 277 mm, czyli o ponad 1/4 mniej niż nor­mal­nie. Tak, to kolejny ponury rekord i zapro­sze­nie dla ognia.

3. Pożary kopcą bez umiaru

Tam gdzie ogień musi być dym. W istocie, tony pło­ną­cego drewna sku­tecz­nie zanie­czysz­czają austra­lij­skie niebo, zaś wiatry roznoszą naj­mniej­sze pyły na ogrom­nych dystan­sach. W tym momencie, według danych z aqicn.org, stężenie zanie­czysz­czeń w Mel­bo­urne sięga 165 mikro­gra­mów (µg) pyłów PM2,5 na metr sze­ścienny. Naj­gor­szy okres przypadł jednak na listopad i grudzień ubie­głego roku. Były dni, gdy w czer­wo­na­wej atmos­fe­rze Sydney, stężenie drobin PM2,5 prze­kra­czało znacznie 400 µg/m3. Dla porów­na­nia, według airly.eu, pisząc ten tekst w Kato­wi­cach wdycham 79 µg/m3 PM2,5. Nawet taka wartość oznacza potrójne prze­kro­cze­nie normy i stan, przy którym lepiej darować sobie oddy­cha­nie poranny spacer. Syd­nej­czy­kom przyszło więc dzielić dolę miesz­kań­ców Rybnika w szczycie sezonu grzew­czego.

Co ciekawe, pyły i dym z pło­ną­cego buszu, to coś więcej niż chwilowe zagro­że­nie zdro­wotne dla płuc Austra­lij­czy­ków. Wiatr rozniósł spaloną materię po obszarze się­ga­ją­cym daleko poza granice kon­ty­nentu. Prze­ko­nali się o tym oby­wa­tele odda­lo­nej o dwa tysiące kilo­me­trów Nowej Zelandii, gdzie niebo również przy­brało zło­wiesz­czą, poma­rań­czową barwę. I nie pozo­stało to bez kon­se­kwen­cji. Nalot pokrył m.in. Lodowiec Tasmana, czyli naj­więk­szy lodowiec górski Wyspy Połu­dnio­wej. Zanie­czysz­czona powierzch­nia lodu odbija odpo­wied­nio mniej promieni sło­necz­nych, łatwiej się nagrzewa i szybciej topnieje. To gwóźdź do trumny dla zani­ka­ją­cego cudu natury, który jeszcze za naszego życia zmieni się cał­ko­wi­cie w Jezioro Tasmana.

4. Endemity padają milionami

Pożary skrubu (jak tubylcy nazywają busz), wiążą się z zachwia­niem całych eko­sys­te­mów. Znisz­cze­niu może ulec nawet połowa dzikich lasów wschod­niej Austra­lii, a wraz z nimi trudna do ogar­nię­cia liczba stworzeń. Stycz­niowy raport naukow­ców z Uni­wer­sy­tetu w Sydney podał często cytowaną sumę 480 milionów ptaków, gadów i ssaków. Jednak zdaniem prof. Chrisa Dickmana, te przy­gnę­bia­jące szacunki i tak należy uznać za ostrożne i niepełne. Według niego mogło paść nawet 800 milionów zwierząt, bez uwzględ­nie­nia bez­krę­gow­ców i nie­to­pe­rzy.

Liczby to jedno. Obraz kata­strofy dopełnia uni­ka­to­wość wynisz­cza­nej fauny. Austra­lia obfituje w gatunki ende­miczne, nie­spo­ty­kane nigdzie indziej na świecie. Kangury, kol­czatki, emu, kan­gu­rosz­czury (tak, jest coś takiego), gru­bo­go­niki, dziobaki – przed końcem obecnego stulecia mogą stanąć na skraju zagłady. Sym­bo­liczna w tym kon­tek­ście wydaje się sytuacja koali. Gatunek torbacza repre­zen­tuje w śro­do­wi­sku natu­ral­nym około 80 tysięcy osob­ni­ków (śmieszna liczba w zesta­wie­niu z przy­wo­ła­nymi wcze­śniej setkami milionów), zamiesz­ku­ją­cych głównie euka­lip­tu­sowe lasy wschod­niej Austra­lii. Dokład­nie te same, które trawią obecnie pło­mie­nie. O dokład­nych roz­mia­rach problemu dowiemy się zapewne dopiero za jakiś czas, ale i bez ostat­nich pożarów popu­la­cja tego zwie­rzaka kurczy się w zastra­sza­ją­cym tempie 4 tysięcy osob­ni­ków rocznie. Sytuacja stała się na tyle poważna, że Austra­lij­ska Fundacja Koali mówi głośno o funk­cjo­nal­nym wymarciu tego gatunku.

5. To jeszcze nie koniec kryzysu

Chociaż rozmiary znisz­czeń już teraz przy­pra­wiają o ból głowy, musimy mieć świa­do­mość, że sezon pożarowy na południu Austra­lii zwykle ciągnie się do końca marca. Spłoną więc kolejne miliony hektarów, a wszyst­kie przed­sta­wione powyżej liczby, na pewno jeszcze wzrosną. Nato­miast już po ustą­pie­niu żywiołu, jeszcze wiele miesięcy będzie trwało masowe wymie­ra­nie zwierząt – pozba­wio­nych poży­wie­nia i natu­ral­nego schro­nie­nia.

Jednak pisząc, że to jeszcze nie koniec, przede wszyst­kim mam na myśli dłuższą per­spek­tywę. Spe­cja­li­ści od lat alarmują, że wzrost tem­pe­ra­tur w sposób szcze­gólny musi dotknąć tereny o tak spe­cy­ficz­nych warun­kach jak Austra­lia. Pięć­dzie­się­cio­stop­niowe upały czają się tuż za rogiem. Do 2050 roku liczba suchych dni o naj­wyż­szym ryzyku poża­ro­wym, ma szansę wzrosnąć nawet o 70%. Oczy­wi­ście nie oznacza to prostej zależ­no­ści i tego, że od teraz regu­lar­nie, co rok czy dwa, będziemy świad­kami kolej­nych maka­brycz­nych rekordów. Niemniej, możemy być pewni dalszego wysu­sza­nia poszcze­gól­nych regionów Ziemi, a tym samym, stwo­rze­nia ide­al­nych warunków dla zapłonu i eks­pre­so­wego roz­prze­strze­nia­nia ognia. I niestety, Austra­lia nie będzie pod tym względem uni­ka­towa.

Literatura uzupełniająca:
Climate Council. Climate change and escalating bushfire risk, [online: www.climatecouncil.org.au/wp-content/uploads/2019/11/CC-nov-Bushfire-briefing-paper.pdf];
S. Ellis, P. Kanowski, R. Whelan, National Inquiry on Bushfire Mitigation and Management, [online: www.dfes.wa.gov.au/publications/GeneralReports/FESA_Report-NationalInquiryonBushfireMitigationandManagement.pdf];
N. Abram, Australia’s Angry Summer: This Is What Climate Change Looks Like, [online: https://blogs.scientificamerican.com/observations/australias-angry-summer-this-is-what-climate-change-looks-like/];
N. Zhou, Record-breaking 4.9m hectares of land burned in NSW this bushfire season, [online: www.theguardian.com/australia-news/2020/jan/07/record-breaking-49m-hectares-of-land-burned-in-nsw-this-bushfire-season];
G. Readfearn, 2019 was Australia’s hottest year on record – 1.5C above average temperature, [online: www.theguardian.com/australia-news/2020/jan/02/2019-australia-hottest-year-record-temperature-15c-above-average-temperature];
A. Norton, Yes, Australia has always had bushfires: but 2019 is like nothing we’ve seen before, [online: www.theguardian.com/australia-news/2019/dec/25/factcheck-why-australias-monster-2019-bushfires-are-unprecedented];
F. Brown, More than 1,000,000,000 animals have now died in Australia’s wildfires, [online: https://metro.co.uk/2020/01/07/1000000000-animals-now-died-australias-wildfires-12015827/].
  • Mikołaj Kar­kow­ski

    Świetny artykuł, pole­ci­łem wszyst­kim znajomym.

  • Teresa

    Ja wiem, że oleiste drzewa w Austra­lii są łatwo palne, ale nie mogę pojąć jak to możliwe, że przez tyle czasu (niedługo będzie pół roku) Austra­lij­czycy nie są w stanie nawet czę­ściowo ogarnąć tego całego bałaganu. Nor­mal­nie żyć się ode­chciewa jak się to wszystko widzi.Oby jak naj­wię­cej ludzi ruszyło tam na pomoc.

    • BloodMan

      Tam jest taka tem­pe­ra­tura i tak na pieprz wysu­szone podłoże (trawa, ścinki, gałązki, cokol­wiek) że pożar + wiatr tworzą ogniste tornada wza­jem­nie się pod­sy­ca­jąc — tak się roznosi na dzie­siątki kilo­me­trów.
      Łatwo mówi się “ogarnąć” — trudniej to zrobić…

      • Teresa

        Wiem, ale może gdyby chociaż wcze­śniej moni­to­ro­wali na bieżąco wszyst­kie ogniska zapalne i gasili je w zarodku, to by to coś więcej dało.

      • everyday

        czy ty widzisz jaka to skala?

        to ogromne tereny wie­lo­krot­nie wieksze od polski i duzo mniej zalud­nione.…

        jak maja moni­to­ro­wac i gasic kaz­dyb­za­cza­cza­tek ppzaru?

      • Teresa

        Skala jest istotnie duża, ale heli­kop­tery przecież jakieś mają. Można moni­to­ro­wać częściej przy­naj­mniej te naj­bar­dziej zagro­żone i zale­sione tereny.

      • nie­wy­ro­bie

        O żesz krwa ja prdole… LEĆ TAM CZYM PRĘDZEJ I POKAŻ IM JAK TO SIĘ ROBI, EKSPERTKO OD MONITOROWANIA POŻARÓW! BŁAGAM, RATUJ TYCH TĘPAKÓW!!!

      • Teresa

        Po co te nerwy? Powiedz jakie byś zapro­po­no­wał roz­wią­za­nia, żeby za rok o tej samej porze nie wyda­rzyło się to co widzimy teraz?

      • Janusz Pod­ko­ścielny

        Napewno robią co mogą

    • Karusko

      Pytanie tech­niczne — jak mają to ogarnąć? Pali się na obszarze, jak nie­któ­rzy piszą, porów­ny­wal­nym do powierzchni UK. Zdaje się że euka­lip­tus w procesie ewolucji zdobył umie­jęt­ność samo­za­płonu wydzie­la­nych olejków przy wysokich tem­pe­ra­tu­rach (w przy­ro­dzie umoż­li­wia mu to wypa­le­nie kon­ku­ren­cji, a sam ma większą odpor­ność na ogień lub moż­li­wość rege­ne­ra­cji z korzeni). Pożary więc mogą wybuchać spon­ta­nicz­nie, nawet bez pioruna czy nie­do­pałka, i to na wielkim obszarze.
      W jaki sposób to gasić, nawet jeśli by miało się sku­teczny system moni­to­ro­wa­nia? Przy prze­kro­cze­niu pewnej skali kończą się i samoloty gaśnicze, i wozy stra­żac­kie (a odle­gło­ści w Austra­lii są duże dla samo­cho­dów), a nawet pewnie dostępna do gaszenia woda na pewnym terenie.

      Przy skalach wystę­pu­ją­cych w przy­ro­dzie człowiek bywa jednak mały i nawet jego tech­no­lo­gia nie wystar­cza (nie wspo­mi­na­jąc już o ogra­ni­cze­niach budże­to­wych).

      W Polsce też możemy się doczekać podob­nych pożarów. Skoro są prze­wi­dy­wa­nia ste­po­wie­nia i pustyn­nie­nia części terenów Polski (łódzkie, Jura…) to jak per­ma­nentny brak wody + upały wysuszą lasy iglaste (które u nas dominują), też zaczną wybuchać pożary z taką czę­sto­tli­wo­ścią, jaką nie­do­in­we­sto­wana straż pożarna nie ogarnie. I też może nie być czym gasić, jak wody w stud­niach nie będzie.

      • Teresa

        Dzięki za cier­pliwe i spokojne wyja­śnie­nia. Zdaję sobie sprawę z bez­na­dziej­no­ści całej tej walki. Ja po prostu bardzo ciężko znoszę tę tragedię dla tych ludzi i setek tysięcy bez­bron­nych zwierząt, Sama bym chętnie rzuciła się na pomoc.
        Ok, więcej już nie truję na ten temat.

      • Hanuś

        Tam zwie­rzęta płoną, bo nakrę­camy ocie­ple­nie klimatu i winni są wszyscy, a bardziej winni ci co żyją na wyższym poziomie — auto jedno i drugie, SUV zamiast małego auta, podróże lotnicze na wakacje, n‑ty smartfon i ogólnie kon­sump­cja, befsztyk zamiast kaszy i grochu, awokado i mango zamiast mar­chewki i jabłka… Ci co głosują na poli­ty­ków kwe­stio­nu­ją­cych ocie­ple­nie i wspie­ra­ją­cych wąską grupę zawodową górników i impor­te­rów węgla z Rosji czy Austra­lii, itp. itd. Rzuciła się na pomoc do Austra­lii? Czyli lot do Austra­lii samo­lo­tem — ile to CO2. Może warto coś robić na własnym podwórku? U nas też będą pożary. Ile drzew zasa­dzi­łaś w zeszłym roku?

  • mirek57

    Aż się prosi tutaj o porów­na­nie z Ngo­ron­goro, gdzie ide­olo­gia wzięła górę nad praktyką. W efekcie — młodzi “ekolodzy” z Francji i innych krajów jeżdżą do Tanzanii, żeby wypalać trawy — czego zabro­niono kiedyś Masajom. Abo­ry­geni też palili busz, ale to było “be” — więc w efekcie prawie cała Austra­lia jest pełna chrustu na podpałkę. W takich warun­kach opa­no­wa­nie pożaru to naprawdę problem.

    • brand­the­dwarf

      wie­lo­krot­nie komen­dan­tura straży pożarnej w austra­lii wypo­wia­dała się że to są kłamstwa. niczego nie zabro­niono, dalej prowadzą pre­wen­cyjne wypa­la­nie, ale przede wszyst­kim to dotyczy buszu a nie lasów i mają co raz mniej czasu w którym są w stanie kon­tro­lo­wać to wypa­la­nie. a ty powta­rzasz kłamstwa koncernu medial­nego cią­gną­cego kasę od lob­by­stów węglo­wych

  • Polski Mlecz

    Ludzie jeste­ście jak dzieci. Znów gadanie o rze­ko­mych zmianach klimatu i o tym jaki to człowiek jest zły. W tym roku akurat było goręcej, a za rok może być znowu chłod­niej. Poza tym co ten stopień lub dwa w te i we w te zmienia?

    • BloodMan

      A powiedz mi… kiedy widzia­łeś ostatnio 1 metr natu­ral­nego śniegu? Bo ja w Wiel­ko­pol­sce jakieś 30 lat temu.

      • kofeina

        Końcówka grudnia 2010. Dol­no­ślą­skie, ale nie góry.

      • Maja Szczerba

        Pochodzę z Mazur. Śnieg zale­ga­jący gdzieś tam w kwietniu był normą jeszcze w latach 90, Teraz to wyjątek.

      • Romanik

        Mazo­wiec­kie. Ja widzia­łem zimę w 2012. Była ostra zima (-20 chwilami), ale dopiero po świętach i ciągnęła się do Wiel­ka­nocy.
        Od tego czasu do dziś — prak­tycz­nie brak zimy (oprócz drobnych, góra 2‑tygodniowych epizodów). Za to wiosna się skur­czyła, szybko wybucha i zamienia się szybko w lato. Latem kiepsko z opadami (zimą też), więc robi się coraz bardziej sucho. Rolnicy w mazo­wiec­kim ciągną wodę z głę­bi­no­wych pokładów, ale coraz głębiej muszą sięgać co roku.
        Sanek ze strychu dzieciom już nawet nie wyciągam — nie ma po co.
        Moje opo­wie­ści z dzie­ciń­stwa o budo­wa­niu zimą fortec ze śniegu i toczeniu wojen na kule śnieżne, albo budo­wa­niu bałwanów dla moich dzie­cia­ków to prak­tycz­nie si-fi.

    • Teresa

      Pogadamy za kilka lat…

    • Djonizos

      W Jeziorze czasem wystar­czy jeden stopień różnicy by pojawiła się lub zniknęła pokrywa lodowa, a to z kolei ma wpływ na życie orga­ni­zmów.

      Poza tym co ten jeden stopień zmienia, to powiem ci tylko, że 4 stopnie do tyłu (w stosunku do teraz) był szczyt epoki lodow­co­wej a północna Polska była skuta lodem.

      Innymi słowy — jeden stopień pogody nic nie zmienia. Jeden stopień klimatu już zmienia pewne mecha­ni­zmy.
      Poza tym nie skończy się na jednym stopniu. Do 3–4 stopni doj­dziemy prak­tycz­nie na 100%, a to już będzie jak epoka lodow­cowa, ale w drugą stronę.

    • Trurl

      Człowiek zły? No coś ty 😉 W pełni masz racje.

    • Hitman 47

      Maskara jak możesz być tak ograniczony/ograniczona???? Stopień? Dwa? Wystar­czy pięć i nasza planeta zmieni się w suchara.

  • mwm

    Wszystko to bardzo przykre. Napisz może jeszcze coś o polityce Austra­lii doty­czą­cej węgla.

  • Antoine

    “Mój syn mieszka w Austra­lii w miej­scach gdzie są w tej chwili pożary.
    Słu­cha­jąc krzyków różnych pseu­do­eko­lo­gów stresuję się i martwię o niego.
    On mi odpo­wiada, że tam się żyje zupełnie nor­mal­nie tylko przed wyjściem z domu się sprawdza komu­ni­katy pożarowe.
    Wszyscy też zrzucają się na wsparcie stra­ża­ków bo to od zawsze jest tam naj­waż­niej­szy zawód zaufania publicz­nego.

    W każdej naj­mniej­szej wiosce jest jed­nostka straży pożarnej, w
    cen­tral­nym punkcie miej­sco­wo­ści stoi tablica na której codzien­nie rano
    jest opi­sy­wana sytuacja pogodowa, wil­got­ność ściółki i pro­cen­towe
    zagro­że­nie pożarem.
    Tam pożary były, są i będą bo taki jest klimat, rodzaj roślin­no­ści nasą­czo­nej olejkami i nic tego nie zmieni.
    Wszyscy znamy olejek euka­lip­tu­sowy i z tego właśnie powodu euka­lip­tusy palą się jak pochod­nie.
    Abo­ry­geni radzili sobie z tym świetnie
    pro­wa­dząc ste­ro­wane wypa­le­nia, tworzyli pasy przez które ogień nie mógł
    przejść dalej. Teraz w naj­bar­dziej zagro­żo­nych miej­scach ludzie
    nasta­wiali domów i się dziwią, że się palą.
    18 lat temu w Austra­lii
    spłonęło ponad 2 razy więcej buszu niż w aktu­al­nym pożarze. W 1974/75
    spłonęło ponad 100 milionów hektarów buszu (aktu­al­nie 6 mln). Histeria
    mediów i cele­bry­tów to jedynie dowód na rozwój inter­netu i portali
    spo­łecz­no­ścio­wych, a nie na rozmiar kata­strofy.”

    • Załamany

      Tak, a tym synem był Albert Einstein.

      Ciekawe kiedy ludzie zaczną czytać zanim coś napiszą.

    • Teresa

      “W 1974/75 spłonęło ponad 100 mln hektarów buszu”. No tak, ale jak w tekście powyżej podano: “w prze­szło­ści ogień hulał głównie po wiecznie suchych, tra­wia­stych obsza­rach oka­la­ją­cych jałowy zachód oraz serce kontynentu.Trwające teraz pożary dewa­stują połu­dniowo-wschod­nią część kraju, na czele ze zur­ba­ni­zo­waną, zale­sioną i dotąd przy­ja­zną kli­ma­tycz­nie Nową Połu­dniową Walią”. To nie jest jakaś tam histeria tylko fak­tycz­nie bardzo poważny rozmiar kata­strofy.

    • Ku Ber

      ten prze­kle­jany gre­mial­nie tekst jest wlasnie idealnym przy­kla­dem dez­in­for­ma­cji w mediach spo­lecz­no­scio­wych

  • Dr. Paul Kopetzky

    Kangurek Hip Hop

  • Komtur Pia­stow­ski

    Należy też pamiętać że wszyst­kie torbacze to jedne z najmniej inte­li­gent­nych zwierząt stąd po części tak wielka liczba ofiar wśród nich

    • Teresa

      Trudno się z tym zgodzić, inte­li­gen­cja tu nie ma nic do rzeczy. Koala nie są w stanie uciec, bo są zbyt powolne. Gdyby to ludzie zamiesz­ki­wali te palące się lasy, to może udałoby im się szybciej uciekać z racji posia­da­nia dłuż­szych kończyn, ale i tak ofiar śmier­tel­nych byłoby sporo przy tak szybko roz­prze­strze­nia­ją­cym się ogniu. Po za tym wiele obszarów z tego co mogłam zobaczyć w tele­wi­zji jest ogra­ni­czo­nych siatką i to jest kolejna przy­czyna, nie­moż­no­ści wydo­sta­nia się np. kangurów z pło­ną­cego terenu.

    • Orion Cen­tau­rii

      Mógłbym prosić o źródło tej infor­ma­cji? z cie­ka­wo­ści.

      • Komtur Pia­stow­ski

        Kiedyś gdzieś czytałem o tym ale nie pamiętam gdzie ale wiem że artykuł tyczył się kon­ty­nentu Austra­lii jako odse­pa­ro­wa­nego przez miliony lat od reszty i tam między innymi też było o faunie austra­lij­skiej i o braku natu­ral­nych dra­pież­ni­ków które by mogły zagrażać innym ende­micz­nym gatunkom rośli­no­żer­nym stąd u nich taki słaby instynkt samo­za­cho­waw­czy. Wiem że są psy dingo ale one pojawiły się tam zaledwie kil­ka­dzie­siąt tysięcy lat temu . Ja nic nie mam do koali czy kangurów, bardzo pocieszne zwie­rzeta. Też mi ich jest bardzo szkoda

      • Orion Cen­tau­rii

        Dzięki za odpo­wiedź, rze­czy­wi­ście ta hipoteza wydaje się praw­do­po­dobna 🙂 Tak tak bardzo ich szkoda 🙁

      • Teresa

        Prawda, że brak natu­ral­nych dra­pież­ni­ków dla kon­kret­nych grup zwierząt powoduje, iż pewne mecha­ni­zmy obronne się u nich nie wykształcą. Nie zgadzam się jednak z twier­dze­niem jakoby tak wielka liczba ofiar wśród torbaczy wynikała z tego, że są jednymi z najmniej inte­li­gent­nych zwierząt. Inte­li­gen­cję zwierząt nale­ża­łoby raczej roz­pa­try­wać w obrębie osob­ni­ków tego samego gatunku, a nie w porów­na­niu z innymi. Każdy gatunek jest przy­sto­so­wany do śro­do­wi­ska, w którym żyje i posiada takie, a nie inne mecha­ni­zmy przy­sto­so­waw­cze pozwa­la­jące mu na prze­ży­cie w kon­kret­nych warun­kach, a bły­ska­wicz­nie roz­prze­strze­nia­jący się pożar jest po prostu kata­kli­zmem, z którym nie poradzi sobie żadne zwierzę.

      • Trurl

        W samo sedno.

      • K1
    • Trurl

      Człowiek jest inte­li­gentny? Wie co dzieje się z klimatem i co jest tego przy­czyną, a nic z tym nie robi i brnie w bagno coraz bardziej…
      Rozumna istota pod­ję­łaby dzia­ła­nia, aby opra­co­wać i zasto­so­wać tech­no­lo­gię, która w sposób czysty i wydajny zaspo­ka­jała rosnące zapo­trze­bo­wa­nie ener­ge­tyczne cywi­li­za­cji.
      Jeśli dalej będziemy bazować na paliwach kopal­nych to i człowiek wyginie dusząc się i paląc w tym śro­do­wi­sku.

    • Michał Skichał

      Nie ma to jak dorwać się do tekstu opi­su­ją­cego tragedię i pode­pre­cjo­no­wać ofiary. Twój eufe­mi­styczny i wyper­fu­mo­wany wpis znaczy jedynie tyle, co: a niech się palą debile jedne, bo gdyby były mądre, to by se pożar lasu same ugasiły. Skąd się tacy… tacy… torbacze biorą?

      • Komtur Pia­stow­ski

        Nie prze­czy­ta­łeś mojej odpo­wie­dzi do Teresy która jest niżej

      • Teresa

        Raczej do Orion Cen­tau­rii

  • Mar­ko­nius

    Dobry i bardzo potrzebny tekst, zwłasz­cza w czasach masowej dez­in­for­ma­cji i wzmo­że­nia ideolo.

  • Espresso

    Spro­stujmy, że dr Chris Dickman sta­wier­dził, że tereny objęte pożarami MOGŁO ZAMIESZKIWAĆ 500 kk zwierząt. Znacząca część z nich (jak wszyst­kie ptaki, zde­cy­do­wa­nie wielki % dużych ssaków) po prostu uciekła a zwie­rzę­tom żyjącym pod ziemią również zbyt dużo się nie stało bon­zie­mia ton­świetna izolacja od warunków zewnętrz­nych.

    • Michał Skichał

      Co to za brednie? Jesteś kolegą Kur­skiego i Pereiro i posta­no­wi­łeś popisać trochę kłamstw na tym portalu w przerwie od prze­ku­py­wa­nia dawnych pacjen­tów Mar­szałka Senatu? W pożarach lasu zwie­rzęta giną masowo.

      • Skate

        Dlaczego od razu brednie i kłamstwa? dr Dickman miał powie­dzieć nie, że zginęło 500kk zwierząt, tylko, że pożary objęły obszar zamiesz­kały przez 500kk zwierząt, co nie znaczy, że wszyst­kie one zginęły.

      • Michał Skichał

        Stwier­dze­nie, że pożary obejmują teren, na którym żyje x gatunków fak­tycz­nie nic nie mówi o śmierci zwierząt, ale stwier­dze­nie, że (wszyst­kie te) zwie­rzęta spo­koj­nie odfru­wają, odbie­gają bądź prze­cze­kają pod ziemią i nie giną w płonącym lesie, a takie stwier­dze­nie właśnie padło i na nie odpo­wia­da­łem, jest czymś zupełnie innym.

  • Hitman 47

    A więc tak, artykuł napisany bardzo rze­tel­nie i posia­da­jący wszyst­kie naj­waż­niej­sze infor­ma­cje NASZEGO glo­bal­nego problemu, napi­sa­łem naszemu bo dotyczy nas wszyst­kich nie tylko w Austar­lii. Za parę lat sytuacje tego typu będą miały miejsce u nas, grozi nam wymarcie a ludzie którzy mają na to wpływ i WIEDZĄ o powadze sytuacji nic z tym nie robią albo próbują sta­now­czo za słabo. Spo­łe­czeń­stwo umyślnie nie dostaje infor­ma­cji żeby nie popadło w panikę. Żyjemy na skraju świata który jest piękny bo już dość roz­wi­nięty tech­no­ogicz­nie a z drugiej strony ta cała tech­no­lo­gia dała więcej minusów niż plusów bo chcie­li­śmy wygodę i ją otrzy­mu­jemy.

  • Hitman 47

    A więc tak, artykuł napisany bardzo rze­tel­nie i posia­da­jący wszyst­kie naj­waż­niej­sze infor­ma­cje NASZEGO glo­bal­nego problemu, napi­sa­łem naszemu bo dotyczy nas wszyst­kich nie tylko w Austar­lii. Za parę lat sytuacje tego typu będą miały miejsce u nas, grozi nam wymarcie a ludzie którzy mają na to wpływ i WIEDZĄ o powadze sytuacji nic z tym nie robią albo próbują sta­now­czo za słabo. Spo­łe­czeń­stwo umyślnie nie dostaje infor­ma­cji żeby nie popadło w panikę. Żyjemy na skraju świata który jest piękny bo już dość roz­wi­nięty tech­no­ogicz­nie a z drugiej strony ta cała tech­no­lo­gia dała więcej minusów niż plusów bo chcie­li­śmy wygodę i ją otrzy­mu­jemy.