Osobowości i osobliwości – recenzja “Ale kosmos!”

Czy treść książki może być zarazem ogólna i wykraczać poza utarty schemat? Tego wyzwania podjął się Stuart Clark, autor książki “Ale kosmos!”.

Zastanawiam się, jak wiele beznadziejnie banalnych tytułów książek popularnonaukowych miałem okazję spotkać. Bez wątpienia sporo, natomiast Ale kosmos! pewnie dałby radę załapać się do pierwszej piątki. Nie mogę nawet za bardzo przyczepić się polskiego wydawcy, bowiem oryginał The Unknown Universe również nie porywa głębią. A szkoda, bo sama treść aż tak banalna nie jest.

Recenzowana praca wyszła spod ręki Stuarta Clarka – brytyjskiego astrofizyka i członka Królewskiego Towarzystwa Astronomicznego. W naszym kraju Clark nie cieszy się większą rozpoznawalnością, jednak na Wyspach uchodzi on za jednego z najbardziej utalentowanych twórców. Posiada na swoim koncie kilkanaście książek (większość niedostępna w języku polskim), jak również niezliczoną ilość artykułów publikowanych dosłownie wszędzie: od branżowych periodyków po Guardiana i Timesa.

Najnowsza praca Brytyjczyka składa się z dziesięciu rozdziałów, które jednak nie składają się na ściśle zwartą strukturę. Każdy z nich to właściwie zlepek kilku historyjek, mających przybliżać wybrane zagadnienie. Tematyka
– zgodnie z nieszczęsnym tytułem – orbituje wokół astronomii i astrofizyki, ale od czasu do czasu delikatnie muska również fizyki teoretycznej. Mamy tu zatem sporo informacji o badaniach Układu Słonecznego, o Słońcu, o czarnych dziurach, czy o wielkim wybuchu, ale przeczytamy również co nieco o fizyce newtonowskiej, Einsteinie oraz cząstkach elementarnych. (Nie zabrakło także miejsca na egzoplanety. Wspominam o tym, ponieważ już w drugim rozdziale znajdziemy opis odkrycia 51 Peg przez Michaela Mayora i Didiera Queloza – czyli laureatów Nagrody Nobla w dziedzinie fizyki za rok 2019).

Tego wieczora rozmowa dotyczyła tego, co właściwie sprawia, że planety postępują w zgodzie z prawami Keplera. (…) Trzech filozofów pochylało się nad stołem w aromatycznym cieple Jonathan’s Coffee House, ukrytej w labiryncie uliczek w samym sercu londyńskiego City, gdy Hooke ogłosił, że potrafi tego dowieść, jednak z demonstracją wstrzyma się do czasu, aż inni spróbują i poniosą klęskę. Wren zaoferował mu za ów dowód 40 szylingów, jednak Hooke był nieprzejednany. Nie jest dziś jasne, jakie są przyczyny takiego zachowania Hooke’a. Być może kłótliwy doświadczalnik po prostu się przechwalał. Dowód ów z pewnością nie jest prosty do przeprowadzenia, a Hooke nie należał do przesadnie zdolnych matematyków.

Twórczość Clarka charakteryzuje się wyjątkowo przyjemna w odbiorze narracja. Elegancka językowo, dostatecznie zwięzła, pozbawiona choćby strzępów grafomanii. Zwykle rozdział rozpoczyna ubarwiony rys historyczny, skoncentrowany na sylwetce uczonego lub wydarzenia. Nie mamy tu jednak do czynienia z encyklopedyzmem, a czymś bliższym formie wciągającego opowiadania. Ma to swój urok, tym bardziej, że Clark lubi nawiązywać nie tylko do największych bohaterów świata nauki – jak Newton czy Einstein – ale również tych, którzy na co dzień pozostawali w ich cieniu. Przykładowo punktem wyjścia do rozważań o prawie ciążenia są tu wątpliwości Edmunda Halleya, a zaczątki astrofizyki powiązano z sylwetkami Edwarda Pickeringa i Williaminy Fleming. Daje się przy tym dostrzec przewagę przedstawicieli anglosaskiego świata nauki. Nie powinno to dziwić, skoro autor jest Anglikiem, mimo to poczułem pewne rozczarowanie m.in. brakiem jakiegokolwiek wspomnienia nazwiska Czesława Białobrzeskiego we fragmencie poświęconym budowie gwiazd (jeśli nie wiecie, Białobrzeski rozpracował wnętrze Słońca w tym samym czasie co Eddington, jednak cały splendor przypadł sławniejszemu profesorowi Cambridge).

Ale kosmos! nie jest jednak wyłącznie książką poświęconą historii nauki. Każdy z rozdziałów przedstawia ewolucję rozwoju wiedzy i poglądów, kończąc na badaniach współczesnych oraz przewidywaniach na przyszłość. Osobiście, ucieszyły mnie akapity omawiające takie projekty jak CRESST II, DAMA, czy LISA Pathfinder, jak również bogate rozważania dotyczące inflacji kosmologicznej – należącej do osobistych zainteresowań autora. Nie brakuje w tym wszystkim szczypty sceptycyzmu, czasem wręcz cynizmu, wobec wiodących hipotez. Przykładowo, zaraz obok opisu ciemnej materii, autor silnie zaznacza jej możliwą alternatywę w postaci MOND (Zmodyfikowana Dynamika Newtonowska). Tego rodzaju kwestie i spory zostały co prawda tylko zasygnalizowane, ale zważywszy niewielkie gabaryty pracy, trudno mieć o to pretensje.

W poniedziałkowy wieczór dostałem maila od Peacocka, doświadczonego kosmologa z Edynburga. Przekaz był prosty: pośrodku całego tego świętowania nikt nic nie mówi o minusach. Zacząłem gorączkowo myśleć: minusy? Nikt mi nic o nich nie mówił. Peacock wyjaśnił, że jeśli rzeczywiście potwierdzono inflację, oznacza to, że istnieje granica wszelkiej wiedzy, jaką moglibyśmy uzyskać o wielkim wybuchu. Im dłużej się nad tym zastanawiałem, tym bardziej było to dla mnie oczywiste. Inflacja w praktyce kasuje wszelkie szczegółowe informacje o tym, co miało miejsce przed nią. Wszystko zostaje rozsmarowane do stanu jednorodności przez wykładniczą ekspansję.

Zatem, czy dziełko Stuarta Clarka zasługuje na uwagę? Na pewno nie zachwyca oryginalnością, choć należy docenić próby wplatania w narrację mniej oczywistych wątków oraz postaci. Na pochwałę zasługuje także trzeźwe podejście do obecnego stanu wiedzy, jak również jasne wskazanie na to czego nie wiemy i do czego staramy się dążyć. Nie sądzę natomiast, aby Clark mógł zachwycić bądź prawdziwie zaskoczyć czytelnika głębiej zaznajomionego z fizyką i astronomią.

Info:
Autor: Stuart Clark;
Przełożyła: Ł. Lamża;
Tytuł: “Ale kosmos! Nieznany Wszechświat w dziesięciu rozdziałach”;
Tytuł oryginału: “The Unknown Universe”;
Wydawnictwo: Feeria Science;
Wydanie: Łódź 2019;
Liczba stron: 335.
Gdzie patriotyzm, gdzie rozum “Tajemnice piramid” – piramidalne bzdury czy fakty? BioShock: Infinite i jego multiświaty