Już pojutrze spora część z nas ruszy do urn celem wyboru nowych-starych reprezentantów narodu. Będzie to wielkie święto demokracji, które, jak co cztery lata, uczcimy powtarzaniem bzdur, bajek i półprawd.

Nie lubię demo­kra­cji. Szanuję ją i wiem, że na obecnym etapie trudno o lepszy system, jednak nie darzę jej sympatią. Nie­świa­dome masy dokonują ilu­zo­rycz­nego wyboru spośród pozor­nych mężów stanu. Widzę w niej szka­radz­two stojące na cokole irra­cjo­na­li­zmu, podatne na dege­ne­ra­cję, pełne naj­róż­niej­szych nie­do­cią­gnięć – zarówno ustro­jo­wych jak i prak­tycz­nych – ale wciąż lepsze od dostęp­nych alter­na­tyw.

To prze­my­ślana opinia, podparta zarówno teorią jak i doświad­cze­niem płynącym z maso­chi­stycz­nego nawyku nie­ustan­nego obser­wo­wa­nia krajowej sceny poli­tycz­nej. Odkąd skoń­czy­łem 18 lat brałem udział w każdym możliwym akcie elek­cyj­nym. I wiecie co? Chyba nigdy nie oddałem głosu z prze­ko­na­niem, że mój kandydat z grubsza repre­zen­tuje moje poglądy i rozumie moje potrzeby. Nawet jeżeli jakiś par­tyj­niak rzuci inte­re­su­ją­cym pomysłem, to po chwili dodaje dwa kolejne, które budzą we mnie obrzy­dze­nie. Zresztą to i tak bez zna­cze­nia, bo od programu do reali­za­cji wiedzie długa i kręta droga. Pewnie dlatego co wybory daję szansę innej opcji, aby zaraz po odejściu od urny tego żałować i wstydzić się za podjętą decyzję. Wiem, że nie jestem jedyny i z wieloma z was mógłbym sobie przybić piątkę.

Kusi opcja, aby rzucić to wszystko w cholerę i zostać w domu. Albo zaba­zgrać kartę nie­par­la­men­tar­nym słow­nic­twem i w ramach protestu oddać głos nieważny (na pewno ktoś się tym przejmie). Tyle, że będzie to rów­no­znaczne z postrze­le­niem się w kolano. Do tego spro­wa­dza się cał­ko­wita rezy­gna­cja z prawa wyboru i pozwo­le­nie na to, aby decy­do­wał za nas ktoś inny.

No dobrze, ale co w sytuacji, gdy naprawdę z żadną opcją nie jest nam po drodze? Zawsze pozo­staje kry­te­rium nega­tywne i pytanie, kogo u sterów na pewno nie chcie­li­by­śmy zobaczyć. Tak, wiem. Nikt nie chce głosować prze­ciwko komuś i wybierać mniej­szego zła. Jednak rozu­mu­jąc racjo­nal­nie – dlaczego mie­li­by­śmy tego nie robić? Powiem więcej: na dobrą sprawę wybór poli­tyczny zawsze spro­wa­dza się do wska­za­nia naj­lep­szego z naj­gor­szych. Jeżeli uważasz Czy­tel­niku inaczej, to szczerze Ci zazdrosz­czę. Naj­wy­raź­niej odna­la­złeś kan­dy­data ide­al­nego, odzwier­cie­dla­ją­cego Twoje poglądy w stu pro­cen­tach; w Twoich oczach wia­ry­god­nego, uczci­wego i kom­pe­tent­nego.

Ale wracając na Ziemię. Nie jest prawdą, że nie da się dokonać racjo­nal­nego wyboru pomiędzy dwiema kiep­skimi opcjami. Pomy­śl­cie o gło­so­wa­niu jak o wąskim moście, przez który za moment prze­mknie loko­mo­tywa. Albo prze­sko­czy­cie przez barierkę ryzy­ku­jąc wiele siniaków i kilka pęk­nię­tych kości, albo zacze­ka­cie aż bierność zamieni was w krwawą mar­mo­ladę pod kołami pociągu. Mniejsze zło nagle okazuje się całkiem atrak­cyjne.

W tym miejscu powi­nie­nem pod­su­mo­wać swoją myśl natu­ral­nym apelem o wypeł­nie­nie oby­wa­tel­skiego obo­wiązku i zachęcić wszyst­kich do gło­so­wa­nia. Nic z tych rzeczy.

To drugie wielkie nie­po­ro­zu­mie­nie, które wybrzmiewa zawsze w okresie kampanii. Fre­kwen­cję wyborczą powszech­nie uważa się za miernik doj­rza­ło­ści ustroju oraz spo­łe­czeń­stwa. Poczy­tuję to jako pół­prawdę. Pomy­śl­cie przez chwilę o naj­więk­szych igno­ran­tach, jakich spo­tka­li­ście w swoim życiu. Nie mówię o osobach o odmien­nych poglą­dach, lecz o wujku, sąsie­dzie, koledze z pracy – który pozo­staje abso­lut­nie nie­za­in­te­re­so­wany tym, co dzieje się dookoła. Wszyscy znamy takich ludzi. Z trudem są w stanie wydukać nazwisko urzę­du­ją­cego premiera, słyszeli nazwy najwyżej dwóch partii, a o poli­ty­kach wiedzą tylko tyle, że “wszyscy kradną”. Oso­bi­ście nie mam do takich osób żadnych pre­ten­sji. To indy­wi­du­alny wybór jed­nostki, czy poświęca swój wolny czas na pochła­nia­nie codzien­nych afer, skła­da­nie modeli samo­lo­tów, spacery po górach, czy regu­larne wyjścia do kina. Ale skoro tak, to nie widzę również powodu, aby wywierać na takie osoby spo­łeczny nacisk i usilnie nakła­niać je do czynnego udziału w życiu poli­tycz­nym. Ich wybór i tak nie będzie realnym wyborem, lecz zakre­śle­niem przy­pad­ko­wej kratki na liście.

Publicz­nie nie wypada mówić takich rzeczy. Media i politycy z każdej strony prze­ko­nują nas do dzia­ła­nia, a także do gor­li­wego zachę­ca­nia swoich zna­jo­mych. Mają w tym interes. Jeżeli zacią­gniemy do lokalu krewnego lub kolegę, jest duża szansa, że ten zasu­ge­ruje się naszą pod­po­wie­dzią. Jeżeli ignorant pójdzie oddać głos tylko dlatego, że prze­ko­nała go jakaś głowa z tele­wi­zora, to praw­do­po­dob­nie ta sama głowa już wpoiła mu jedyny słuszny wybór. Dlatego krzy­czymy głośno: “chodźcie wszyscy na wybory”, modląc się w duchu, żeby naiwne owieczki po prostu wsparły naszych kan­dy­da­tów lub przy­naj­mniej zwięk­szyły fre­kwen­cję, szkodząc opo­nen­tom.

Jesteśmy w sytuacji, w której ludzie nie wiedzą nawet jak są opo­dat­ko­wani (serio, 58% Polaków myśli, że nie płaci VAT, a 16% pra­cu­ją­cych na etacie nie wie, że płaci PIT…) i myślą, że pie­nią­dze spadają z nieba. Dlatego właśnie uważam obecny system za wyna­tu­rze­nie, pełne irra­cjo­na­li­zmów i para­dok­sów. Ludzie dookoła nas, nie rozu­mieją i nie chcą rozumieć jak funk­cjo­nuje państwo, ale wymagamy od nich, aby ocenili stan prawa, gospo­darki czy dyplo­ma­cji. To nie­uczciwe wobec nich i nie­roz­sądne wobec całej reszty.

Nie zachę­cajmy zatem do odbęb­nia­nia gło­so­wa­nia, lecz wyłącz­nie do świa­do­mego korzy­sta­nia ze swego przy­wi­leju. Jeżeli poświę­ci­łeś wolne popo­łu­dnie na zapo­zna­nie się z pro­gra­mami wybor­czymi poszcze­gól­nych opcji – idź na wybory. Jeżeli upew­ni­łeś się, że Twój poten­cjalny kandydat posiada odpo­wied­nie kom­pe­ten­cje i nie brał udział w tuzinie afer korup­cyj­nych – idź na wybory. Jeżeli posia­dasz ele­men­tarną wiedzę o państwie i nie mylisz Premiera z Prymasem, a inflacji z inha­la­cją – idź na wybory.

Jednakże, jeżeli na co dzień masz to wszystko gdzieś, a swój wybór zamie­rzasz oprzeć o poje­dyn­czy spot lub sym­pa­tyczną gębę na plakacie – siedź w domu.

  • Albert Bru­dzew­ski

    Jedyna słuszna partia NAUKOWA!!!

    • Michał Skichał

      Masz na myśli refe­ren­dum jako metodę badania tole­ran­cji popu­la­cji na fantazję repre­zen­tan­tów?

  • https://wszstk.wordpress.com/ Zacny_Łoś

    To rzadkie wybory, kiedy mamy pełne (ideowo) spektrum wyboru i w dodatku każda ogól­no­pol­ska opcja ma szansę wejść do Sejmu.
    Tym razem oddam głos nie tylko z pełnym prze­ko­na­niem, jak czyniłem to dotąd (to 3. moje wybory), ale też z zado­wo­le­niem, że mój głos na pewno sprawi, że przy­czy­nię się do wyboru bli­skiego mi repre­zen­tanta, bo dana formacja prze­kro­czy próg wyborczy.

    To była ciekawa kampania, bo w końcu poru­szano kwestie klimatu i ener­ge­tyki. Chociaż tyle.

  • Teresa

    Dla osób nie­zde­cy­do­wa­nych pozo­staje osta­tecz­nie http://www.latarnikwyborczy.pl

  • Konrad Ran­dom­ski

    To naj­sek­sow­niej­szy wpis tego roku, wręcz ocieka jakże nie­po­pu­lar­nym racjo­nal­nym podej­ściem. Ser­decz­nie dziękuję.

  • arthy

    I znowu tekst nie mający się nijak do profilu portalu. Chociaż strach pisać odkąd cen­zu­ru­jesz nie­przy­chylne ci wpisy panie xi.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      I znów narze­ka­nia arthy’ego, który wie lepiej od autora jaki profil ma jego blog (to nie portal). Wcho­dzisz tu od lat i nie dostrze­głeś, że od samego początku umiesz­czam tu felie­tony i własne prze­my­śle­nia, mające na celu krze­wie­nie racjo­na­li­zmu. Istnieje nawet wydzie­lona ku temu kate­go­ria wpisów: “Racjo­nalne gadanie”.

      Jeśli się nie mylę, drogi dysy­den­cie, żaden Twój komen­tarz nie został usunięty. Ale skoro już o tym mowa. Widząc jak bardzo nie odpo­wiada Ci zarówno moja twór­czość jak i moja osoba, naj­roz­sąd­niej­szym wyjściem wydaje się opusz­cze­nie tego miejsca. Wbrew pozorom nie ma przymusu odwie­dza­nia tego bloga i czytania akurat moich tekstów.

      • arthy

        Dziękuję za odpo­wiedź. Nie spo­dzie­wa­łem się, ze ją otrzymam, bardziej spo­dzie­wa­łem się jej ska­so­wa­nia (wcze­śniej­sza na disqusie miała adno­ta­cje “usunięta”).
        Nie myśl sobie, ze się tak łatwo ode mnie uwolnisz. Uwiel­biam tego bloga (oczy­wi­ście, że blog, a nie portal — mój błąd). Twoje felie­tony roz­ja­śniły mi mnóstwo kwestii za co jestem nie­zmier­nie wdzięczny. Jeśli jednak chodzi o inte­rak­cję z czy­tel­ni­kami zauwa­ży­łem, że bywasz niekiedy lekko złośliwy, a i potra­fisz wpaść w pro­tek­cjo­nalny ton czego do zalet bym nie zaliczył. Usu­nię­cie komen­ta­rza też raczej nie pomaga w zdrowej wymianie zdań.
        Kiedyś też odpi­sa­łeś mi, że nie zamie­rzasz się udzielać w sekcji komen­ta­rzy więc albo to był żart albo zmie­ni­łeś zdanie, bo nie sądzę, żebyś był takim hipo­krytą. Ciekawy miks się z tego wszyst­kiego wyłania.

        Dla mnie kwantowo to kosmos i kwanty. Nie­po­trzebne mi są wpisy doty­czące racjo­na­li­zmu — to jest moje subiek­tywne zdanie i myślałem, że sekcja komen­ta­rzy jest po to, aby właśnie taki zdanie wyrażać, bez względu na to czy autor lub kto­kol­wiek inny się z nim zgadza czy nie. Ty dalej rób swoje, bo robisz to dobrze, a ja, może wbrew pozorom, polecam kwantowo nie tylko ludziom zain­te­re­so­wa­nym takimi tematami, ale każdemu kto się nawinie, bo a nuż zachły­śnie się mean­drami nowej dla niego wiedzy.
        pozdra­wiam

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Disqus wywala do spamu co mu się podoba (w tym czasem… moje własne komen­ta­rze) i należy je zaak­cep­to­wać. Niemniej, może mi przyjść ochota aby się od kogoś uwolnić i wtedy rze­czy­wi­ście zadzia­łam. Jestem ku temu bliski zwłasz­cza w dwóch przy­pad­kach. Po pierwsze, w przy­padku komen­ta­rzy nie­me­ry­to­rycz­nych, np. recen­zu­ją­cych autora (to dopiero aro­gan­cja) zamiast odnosić się do treści tekstu. Po drugie, jeżeli nie cierpię komen­ta­rzy mówią­cych mi o czym mam nie pisać. To mój zaułek, który odzwier­cie­dla moje zain­te­re­so­wa­nia i pomysły. Rozumiem cał­ko­wi­cie to, że ktoś może mnie nie lubić albo mogą komuś nie odpo­wia­dać teksty — jednak to on przy­cho­dzi do mnie, a nie ja do niego.

        A propos hipo­kry­zji. Oczy­wi­ście, że bywam złośliwy, a także aro­gancki i pro­tek­cjo­nalny. Odpo­wia­dam w ten sposób na aro­gan­cję, głupotę oraz zło­śli­wość zawarte w nie­któ­rych w komen­ta­rzach. Ale spo­koj­nie, trwa to tylko do momentu wyczer­pa­nia mojej cier­pli­wo­ści.

      • arthy

        Fak­tycz­nie ostatni ska­so­wany komen­tarz nie ma już statusu “usunięte”.
        Z tego co piszesz wynika, że swoje prze­my­śle­nia powin­ni­śmy zachować dla siebie. Nie chcesz infor­ma­cji zwrotnej od czy­tel­nika? Powiedz mi czy tego bloga piszesz dla siebie czy dla nas? Odpo­wiedź na to pytanie jest zasad­ni­cza.
        Bardzo się cieszę, że przy­zna­jesz się do wszyst­kich tych cech, problem jednak jest w tym, ze można je dostrzec nie tylko w odpo­wie­dzi na zło­śli­wość, głupotę i aro­gan­cje, a choćby po nie­win­nych zapy­ta­niach, które musiały Cię z jakiegoś powodu zde­ner­wo­wać.
        Po mojej stronie problem jest taki, że zawsze z auto­ry­te­tem wiedzy kojarzę same pozy­tywne cechy. Dlatego tu mam taki zgrzyt i uze­wnętrz­niam swoje żale. Jeśli zasu­ge­ru­jesz mi abym tego nie robił pokornie sko­rzy­stam z tej rady.

        PS
        Czy balan­suję już na granicy bana?

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ty już go masz, ale najpierw postaram się go uza­sad­nić, abyś nie pozostał bez odpo­wie­dzi. Komen­ta­rze mają oczy­wi­ście wiele funkcji, tak jak wiele funkcji ma normalna rozmowa w rze­czy­wi­stym świecie. Rozmowa może przybrać formę poważnej dyskusji na temat, ale może być też zwykłą pyskówką. Zawsze staram się dosto­so­wać komu­ni­katy do odbiorcy. Uwagi na temat bloga jako takiego są mile widziane, o ile coś wnoszą i dotyczą rzeczy, które są do zmiany, a nie fun­da­men­tów. Jeżeli wiesz, że jedną z imma­nent­nych części Kwantowo są teksty krze­wiące racjo­na­lizm (które są poczytne), ale ich nie trawisz, to masz dwa wyjścia. Racjo­nalne, czyli omijanie tego działu lub w ogóle opusz­cze­nie bloga; albo nie­ra­cjo­nalne — impu­to­wa­nie autorowi, że nie zna formuły własnego bloga.

        “problem jednak jest w tym, ze można je dostrzec nie tylko w odpo­wie­dzi na zło­śli­wość, głupotę i aro­gan­cje”

        Och, zapo­mi­nasz tu o pod­sta­wie, czyli subiek­tyw­nym spoj­rze­niu. To co Tobie wydaje się przy­zwo­itym komen­ta­rzem, kogoś innego może irytować lub obrażać. Na Kwantowo pojawiło się już niemal 10 tysięcy komen­ta­rzy — po takiej lekturze zmienia się spoj­rze­nie na dyskusję w sieci.

        I tak, kiedy widzę użyt­kow­nika, który pod którymś kolejnym tekstem sili się wyłącz­nie na komen­ta­rze doty­czące mnie samego, tracę cier­pli­wość. Spójrz choćby na swój komen­tarz pod innym tekstem, który nie wnosił nic poza stwier­dze­niem, że “autor jest aro­gancki”. Czy można to postrze­gać inaczej niż zaczepkę? Nie wiem jak sam to postrze­gasz, ale dla mnie to jedno z naj­bar­dziej nie­kul­tu­ral­nych i bez­czel­nych zachowań, jak również argu­men­ta­cyjne faux pas. Sam pomyśl, jak potrak­to­wał­byś komen­tarz inter­ne­to­wego anonima, który kojarzy Cię tylko z inter­ne­tów, a który co jakiś czas przy­cho­dzi po to aby napisać, że jesteś taki i owaki. Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie takich treści bez końca trak­to­wał z pobła­ża­niem. Zwłasz­cza, że samo prze­świad­cze­nie, jakobyś miał prawo do wysta­wia­nia komuś wią­żą­cych ocen — bije moją aro­gan­cję na głowę.

      • arthy

        Nasza rozmowa przy­po­mina mi Pis-Po — ta sama osoba jest jed­no­cze­ście zdracjcą i bohaterm. Ja mówię o infor­ma­cji zwrotnej, Ty to nazywasz impu­to­wa­niem — w ten sposób się nie dogadamy.
        Pisząc ban miałem na myśli zablo­ko­wa­nie moż­li­wo­ści pisania komen­ta­rzy, nie Twoje nasta­wie­nie do mnie.

        Jeśli chcesz mieć ostatnie zdanie to proszę. Ja nie muszę, ale nie mam nic prze­ciwko.

      • Tesia

        “Nie chcesz infor­ma­cji zwrotnej od czy­tel­nika? Powiedz mi czy tego bloga piszesz dla siebie czy dla nas? Odpo­wiedź na to pytanie jest zasad­ni­cza.”

        Ech, ale ta ewen­tu­alna infor­ma­cja zwrotna powinna z zalo­ze­nia dotyczyć publi­ko­wa­nej tresci… a nie byc dopi­sy­wa­niem przy­miot­ni­kow do slowa “autor”. To dopier­da­lac­two ze autor jest “aro­gancki” (?xD bo nie używa wazeliny? xD) to jest tak roz­pacz­liwe żebranie o atencję że nawet ban sprawi takiemu bie­da­kowi satys­fak­cję — w końcu się go domagał i prze­wi­dział.

        Zosta­wiam tu tego komcia jako infor­ma­cję zwrotną od, nazwijmy to, widowni. Typie, czy­tel­nik Kwantowo przy­cho­dzi tu po ciekawy tekst i czasem scrol­luje do komen­ta­rzy, żeby uzu­peł­nić lekturę polemiką. Z TEKSTEM.

        Tym­cza­sem dzięki tobie jest mu dane czytać raczej jakieś żałosne zawo­dze­nie “eueu­eu­eue, autor, ja cie czytam od lat, jam jest Jaśnie Pan Odbiorca, ja ci tu dyktuje co mnie sie podoba czytac, a ty sie nie sto­su­jesz, no jakze to. I jeszcze mi w zamian za moje czytanie nie lizesz dupy w komen­ta­rzach. Jak możesz, ty aro­gancki autorze, DOSTRZEŻ MNIE NO, DAJ MI CHOCIAŻ BANA NO”.

        Spadaj i się ogarnij.

  • Marek Piechula

    może warto wspo­mnieć, że w sta­ro­żyt­no­ści demo­kra­cja była wyśmie­wana, bo co to za rządy ludzi którzy nie wiedzą jak rządzić, a rządy więk­szo­ści prowadzą do tyranii i prze­śla­do­wań mniej­szo­ści (tzw tyrania więk­szo­ści). Gene­ral­nie w prawie każdej epoce histo­rycz­nej demo­kra­cja jest bardziej nega­tywna niż pozy­tywna. W tej chwili tak naprawdę nie mamy ustroju demo­kra­tycz­nego tylko repu­blika demo­kra­tycz­nie wybie­rana. I działa to w miarę, poza tym że mogą dalej rządzić osoby które nie mają żadnej wiedzy 🙁

    • rober­trock

      Jeżeli dobrze zro­zu­mia­łem Twoją wypo­wiedz to niby tyrania mniej­szo­ści nad więk­szo­ścią jest OK? To dzięki demo­kra­cji mniej­szo­ści mogą w ogóle się pojawić na scenie spo­łecz­nej.
      To że demo­kra­cja obecnie jest w kryzysie nie oznacza ze jest jakąś tyranią a jedynie to, że spo­łe­czeń­stwo nadal nie odpra­co­wuje lekcji. Demo­kra­cja była wyśmie­wana przez tych co mieli naj­wię­cej do stra­ce­nia czyli władzę, wpływy i pie­nią­dze.
      Jeżeli jakimś cudem znalazł byś się kilka stuleci wstecz to natych­miast zatę­sk­nił byś za demo­kra­cją i jej zdo­by­czami. Nato­miast fakt, że ciućmoki i cwaniaki są poli­ty­kami dowodzi tylko i wyłącz­nie braku porząd­nej edukacji.
      Pozdra­wiam

      • Marek Piechula

        Źle zro­zu­mia­łeś — nie napi­sa­łem że tyrania mniej­szo­ści jest OK, napi­sa­łem że demo­kra­cja może dopro­wa­dzić do tyranii więk­szo­ści. Żadna tyrania nie jest dobra 🙁

        Co do braku edukacji — owszem, to jest naj­więk­szy problem który skutkuje w każdej dzie­dzi­nie życia.

        Demo­kra­cja była wyśmie­wana przez tych co mieli naj­wię­cej do stra­ce­nia czyli władzę, wpływy i pie­nią­dze.

        Nie tylko — była wyśmiewna przez mistrzów filo­zo­fii jak Sokrates czy Platon.

        Jeżeli jakimś cudem znalazł byś się kilka stuleci wstecz to natych­miast zatę­sk­nił byś za demo­kra­cją i jej zdo­by­czami

        Tutaj przyznam że napi­sa­łem nie tak jak chciałem — chciałem napisać, że była kry­ty­ko­wana a nie gorszym ustrojem (czy to się da ocenić który ustrój jest gorszy?)
        Zależy w którym miejscu — bycie chłopem na terenach Polskich fak­tycz­nie do przy­jem­nych nie należało 🙁 obawiam się że raczej bym zate­sk­nił za zdo­by­czami nauki aniżeli samej demo­kra­cji.

        Wspomnę że w sta­ro­żyt­nej demo­kra­cji ateń­skiej był sąd ludowy, gdzie każda sprawa w sądzie składala się z kilkuset sędziów którzy byli zwykłymi oby­wa­te­lami Aten. Mogli w takich sprawach głosować nad karą śmierci i wygry­wala więk­szość głosów — niezbyt bez­pieczna forma gdy oskar­żony pod­pad­nie więk­szo­ści swoimi poglą­dami.

        Przyznam szczerze że poczułem się zaata­ko­wany twoimi argu­men­tami jakoby byłbym wrogiem demo­kra­cji — nie czuję się wrogiem demo­kra­cji, uważam, że jest bardzo wspa­nia­łym narzę­dziem w systemie, ale jest też bardzo nie­bez­piecz­nym. Uważam że te nie­zpie­czeń­stwa reguluje właśnie ustrój repu­bli­kań­ski, zwłasz­cza z trój­po­dzia­łem władzy która działa według swoich praw a nie głosu więk­szo­ści. Uważam że demo­kra­tyczne wybory władzy są jak naj­bar­dziej w porządku i wystar­cza­jące (chociaż przy­da­łoby się wymusić refe­ren­dum do zmian kon­sty­tu­cji, a nie jak jest teraz, że wystar­czy 3/4 głosów poparcia)

        Po co to w sumie piszę? Ponieważ demo­kra­cja nie posiada tylko plusów oraz o czym jest artykuł — dlaczego osoba igno­ru­jąca politykę oraz kwestie finansów państwa ma takie same prawo jak wie­lo­letni akty­wi­sta czy dzia­ła­jący polityk? o tym dys­ku­to­wano nieraz w prze­szło­ści i raz uważano że każdy ma takie samo prawo, a raz uważano że tylko wyższa warstwa spo­łeczna ma prawo do gło­so­wa­nia (bo niższa i tak nie potrafi podjąć popraw­nej decyzji). A jak by było naj­le­piej? trudno mi oceniać 🙁

      • rober­trock

        Jeżeli poczułeś się zaata­ko­wany moją wypo­wie­dzą to nie­słusz­nie, prze­pra­szam.
        Pamiętam z pod­sta­wówki jak tłu­ma­czyli, że demo­kra­cja to rządy więk­szo­ści a mniej­szość ma się dosto­so­wać. Dopiero po latach zro­zu­mia­łem, że tłu­ma­czyli źle i demo­kra­cja to są rządy więk­szo­ści ale z posza­no­wa­niem mniej­szo­ści. A jak sza­nu­jesz i słuchasz mniej­szo­ści to natu­ral­nym jest, że oddajesz część władzy i upraw­nień.

        Wiadomo, nic nie jest idealne a demo­kra­cja zwłasz­cza. Każdy kto chce może ją lać po pysku. A naj­bar­dziej nie podoba mi się, że kapi­ta­lizm, pusz­czony wolno leje pra­cow­ni­ków, pracę i demo­kra­cję właśnie. Ale do rzeczy.

        Nigdy nie podobał mi się przykład Aten bo tamta demo­kra­cja była bardzo narażona na mani­pu­la­cje. Dzi­siej­sza także jest na to narażona ale obecnie jest wbu­do­wa­nych trochę bez­piecz­ni­ków w ten system.
        Oso­bi­ście jestem za demo­kra­cją i powszech­nymi wyborami w prze­ci­wień­stwie do auto­ry­ta­ry­zmu czy monar­chii i to mam na myśli broniąc demo­kra­cji.

        Patrząc trochę bliżej to wystar­czy wspo­mnieć jakie prawo napisał John Locke kiedy w 1663 ośmiu wła­ści­cieli ziem­skich zakła­dali Karolinę w Ameryce. Wymy­ślili ary­sto­kra­cje wyższą i niższą a także pańsz­czyź­nia­nych chłopów bez żadnych praw a ich dzieci miały być pańsz­czyź­niane po wszyst­kie poko­le­nia.
        I właśnie prze­ciwko takim zasadom sta­now­czo pro­te­stuję.
        Nadal twierdzę, że demo­kra­cja ma bardzo wiele do zro­bie­nia (w sprawie oświaty zwłasz­cza) bo nie podobają mi się okre­śle­nia, że jakieś warstwy niższe nie potrafią decy­do­wać (np. patrz George Orwell, Rok 1984 i postacie opisane jako prole).
        Mnie jest bardzo łatwo ocenić: każdy ma takie same prawa. A demo­kra­cje ma wspierać rzetelna nauka i oświata aby nie było jakiś durnych niższych warstw spo­łecz­nych.
        Pozdra­wiam

      • Łukasz Dragosz

        Ma wspierać? Po co? W kogo inte­re­sie? Mądrze prawiąc mylicie cel z ideą.

        Demo­kra­cja współ­cze­śnie to forma rządów bogat­szych nad bied­niej­szymi w bardziej cywi­li­zo­wany sposób.

        Zgadzam sie z autorem nt. sztucz­no­ści tego tworu i wolałbym inny, np. monar­chię o ile król zawsze zosta­wiłby świa­tłego następcę.

      • rober­trock

        Przecież napi­sa­łem, że demo­kra­cja to jest coś trudnego a jed­no­cze­śnie i kruchego i że każdy kto chce może mieć ją w powa­ża­niu.
        Tak, ma wspierać, w inte­re­sie wszyst­kich ludzi choć zazwy­czaj bogaci poradzą sobie sami to wspierać trzeba jednak wszyst­kich.
        Jeżeli jest tak jak mówisz to uważam, że to “trochę bardziej” cywi­li­zo­wany sposób robi bardzo dużo.
        Obecnie można by znaleść kilka różnych sztucz­nych tworów w różnych dzie­dzi­nach (finanse, gospo­darka czy infor­ma­ty­za­cja) i jakoś wiele płaczu nad tym nie ma, a można aby się do kilku przy­cze­pić.
        Uważał bym z takim porów­na­niem, że monar­chia jest lepsza.
        Zaczy­na­jąc od tego, że raczej nie zdarzyło się aby jakiś król albo monar­chia dopro­wa­dziła do rozwoju spo­łecz­nego, tech­nicz­nego i wzrostu gospo­dar­czego, a było wręcz odwrot­nie, często taki rozwój blo­ko­wały.
        Nato­miast zawsze zasta­na­wia minie taki paradoks, że osoby wypo­wia­da­jące się z nostal­gią czy jakiegoś rodzaju uznaniem za tego typu rządami jak monar­chia zawsze mają na myśli, że miały by być, oczy­wi­ście, kimś ważnym, bogatym i wpły­wo­wym. Nato­miast jakoś nikomu nie przy­cho­dzi do głowy, że może być zwy­czaj­nym chłopem pańsz­czyź­nia­nym czy nie­wol­ni­kiem. Taki sce­na­riusz podczas tych wspa­nia­łych rządów wspa­nia­łego króla jakoś nikomu do głowy nie przy­cho­dzi, a szkoda bo by może zro­zu­miał co ma obecnie i co można stracić.
        Pozdra­wiam

      • Łukasz Dragosz

        Owszem, to krok w dobrym kierunku ale dalej pano­wa­nie sil­niej­szych nad słab­szymi i życie ponad stan ich kosztem.

        Demo­kra­cja służy jedynie udawaniu, że klasa niższa jest suwe­re­nem jak u Rousseau a jest mani­pu­lo­wana na potęgę co m.in. można przy­pi­sać słabej edukacji.

        Programy spo­łeczne typu 500+ są próbą redy­stry­bu­cji dóbr ale jeszcze nigdy social nie skończył się dobrze w myśl sprzy­ja­ją­cej bogatym idei libe­ra­li­zmu.
        Królów i władców bez tytułu było sporo myślą­cych postę­powo jak w Prusach czy Austrii ale to wyjątki i następcy nie dzie­dzi­czyli tego z mlekiem matki

      • rober­trock

        Ideału nie ma i nie będzie. W mojej poprzed­niej wypo­wie­dzi podą­ży­łem, chwilowo, waszą myślą, że demo­kra­cja to sztuczny twór. Jednakże nie zgadzam się z tym. Taki stan spo­łe­czeństw jest natu­ralną kon­se­kwen­cją ich rozwoju. Co będzie następne, tego nikt nie wie, choć wielu pre­den­tuje jako wizjo­ne­rów. I choć wiele myśli Alvina Tofflera nadal jest aktu­al­nych to trudno obecnie szukać kogoś tak trafnie opi­su­ją­cych przy­szłość.

        Należy wspo­mnieć, że akurat Prusy i jej laty­fun­dia są mało chwa­leb­nym przy­kła­dem, gdzie władza państwa kończyła się przy bramie majątku a ich wła­ści­ciele owszem dawali pracę ale wymie­rzali spra­wie­dli­wość na własną rękę.
        Fran­ci­szek I tak się bał nowinek tech­nicz­nych, że zakazał budo­wa­nia fabryk, a kiedy przed­sta­wiono mu plany budowy linii kole­jo­wej (podstawa rewo­lu­cji prze­my­sło­wej) bie­gną­cej przez północną część Austro -Węgier wykrzy­czał “nie nie nie jak do tego ręki nie przyłożę”
        Tak samo było za Mikołaja I w Rosji.

        Chyba prawie każda monar­chia takie rzeczy jak nowinki inte­lek­tu­alne, poli­tyczne a tym bardziej tech­niczne uważała za nie­po­trzebne żeby nie powie­dzieć szko­dliwe. W takich spo­łe­czeń­stwach brakuje cie­ka­wo­ści, ini­cja­tywy, poczucia oby­wa­tel­skiego a naj­bar­dziej brakuje gwa­ran­cji równych praw zarówno oso­bi­stych jak i tych doty­czą­cych pro­wa­dze­nia biznesu (wła­sno­ści pry­wat­nej).

        To całe 500+ to prosta kalka z tego co zachod­nia Europa robiła po II wojnie świa­to­wej. Po kil­ku­dzie­się­ciu latach w wielu krajach są całe osiedla uza­leż­nione od socjalu. Takie życie się tam dzie­dzi­czy, kasa się należy a wszystko co złe to imi­granci.
        Bogactwo narodów bierze się z pracy a nie z socjalu. Ja to wiem, Ty to wiesz ale wielu brakuje edukacji. I o tym cały czas mówię, że porządna edukacja jest filarem spo­łe­czeń­stwa i demo­kra­cji.
        Pozdra­wiam

      • Łukasz Dragosz

        To zde­cy­do­wa­nie szerszy i zmie­nia­jący się w czasie temat.

        Nie napi­sa­łem, w którym okresie i zakresie Prusy czy Austria podążały ścieżką postępu (XIX w. i edukacja).

        Uważam iż komen­ta­rzom brakuje opcji umó­wie­nia się na dyskusję na żywo bez której czasem nawet naj­lep­sza debata pisana staje się jałowa.

      • rober­trock

        Tak, na żywo było by super. Dzięki za ciekawą dyskusję.
        Pozdra­wiam

  • spr

    W sumie fajnie i racjo­nal­nie napisany artykuł, i fakt więk­szość ludzi nie wie nawet że płaci podatki, wystar­czy obejrzeć pare sond ulicz­nych jak np. te u Wapniaka, by prze­ko­nać się że to prze­ra­ża­jąca prawda. I też mam zdanie że lepiej by tacy ludzie nie szli głosować, tym bardziej że 4 z 5 aktu­al­nie star­tu­ją­cych kłóci się głównie o sprawy ide­olo­giczne a nie te ważne dla Polski i polaków.

  • BloodMan

    Któregoś razu myślałem nad tym samym (na szczę­ście nie zrobiłem sobie krzywdy), i tak mi wyszło że naj­lep­szym rządem byłby rząd eks­per­tów. 20–30 eks­per­tów od ekonomii ustala zasady eko­no­miczne, kolejne tyle sprawy rolnicze, jeszcze inna grupa sprawy ener­ge­tyczne, etc.

    Warunek powinien być jakiś anty-korup­cjo­genny i anty-auto-korup­cjo­genny — czyli żeby nie dało się prze­ku­pić eks­per­tów oraz aby jed­no­cze­śnie byli eks­per­tami ale nie sądzili we własnej sprawie. Chyba naj­le­piej by było, gdyby byli (każda z grup) wybrani z dwóch różnych podgrup — z eks­per­tów teo­re­ty­ków czyli np. pro­fe­so­ro­wie danej dzie­dziny z odpo­wied­nim stażem oraz z eks­per­tów prak­ty­ków z odpo­wied­nią wiedzą i doświad­cze­niem zawo­do­wym w stosunku 50/50. Dla bez­pie­czeń­stwa warunek że nie można być wybranym do rządu eks­per­tów jeśli jest się jed­no­cze­śnie teo­re­ty­kiem i było/jest prak­ty­kiem lub odwrot­nie. Przy okazji jakieś sensowne zabez­pie­cze­nia, aby nie prze­cie­kały do rządu osoby płytkie i puste, aby ktoś o pobru­dzo­nej opinii wstępu do rządu nie miał.

    Druga rzecz to debu­go­wa­nie prawa. Porządne testy prawa które ma być wpro­wa­dzone wraz ze wcze­śniej­szym upu­blicz­nie­niem gotowego tekstu — pozwa­la­jące każdemu zgłosić błąd. Ale błąd (lub nie­do­róbkę) — nie zachcianki czy sprze­ciwy / polemiki. Taki błąd trzeba by opisać, przy­to­czyć ewen­tu­alne impacty na inne przepisy, lub nie­zgod­no­ści z innymi prze­pi­sami lub oczy­wi­ście wskazać ewen­tu­alne luki prawne które mogą powstać. Za zgło­sze­nie istotnej luki oczy­wi­ście nagroda dla oby­wa­tela w postaci wpisania do księgi zasłu­żo­nych dla państwa.

    (przy okazji: podobnie powinien działać np. MEN: program naucza­nia układają nauczy­ciele i pro­fe­so­ro­wie a nie politycy i ich kolesie którzy wcze­śniej byli rol­ni­kami albo urzęd­ni­kami na poczcie)

    • ocenzurowane_licho

      Ciekawe z tymi ekspertami,ale też nie do końca bo kto będzie decy­do­wał kto tu jest eks­per­tem? To tak jak z egza­mi­nami wyborczymi,ktoś układał by klucz egza­mi­na­cyjny…

      Problem z demo­kra­cją jest taki,że fak­tycz­nie autor ma po części rację:

      Ludzie dookoła nas, nie rozu­mieją
      i nie chcą rozumieć jak funk­cjo­nuje państwo, ale wymagamy od nich, aby
      ocenili stan prawa, gospo­darki czy dyplo­ma­cji

      Tyle że nie “oceniali” a “decy­do­wali jaka ma być”.Gdy powinno być co najwyżej to jaka nie powinna być — i na tym powinna się kończyć w tej sferze demo­kra­cja. Ludzie wiedzą czego nie chcą i często (wiem,nie zawsze,ale alter­na­tywny koszt i alter­na­tywne wobec tego roz­wią­za­nie to już tyrania) mają na tyle kom­pe­ten­cji by wiedzieć co ich zaboli nawet jak są bez pod­sta­wówki. Ale szansa,że dobiorą sami roz­wią­za­nie opty­malne jest bliska zeru.

      • http://lukaszgrolik.pl Łukasz Grolik

        #via­ne­ga­tiva

      • BloodMan

        No cóż, zasady musia­łyby być oczy­wi­ście z góry ustalone na poziomie praw­do­po­dob­nie kon­sty­tu­cji — aby nie były możliwe zmiany w zależ­no­ści od widzi­mi­się, podej­mo­wane jakąś ogólną więk­szo­ścią popartą refe­ren­dum itd.

        No i właśnie takie pytania jak zadajesz, to debu­go­wa­nie prawa na poziomie zapytań do odpo­wied­niej komisji.

    • Michał Skichał

      A mało masz dziś pro­fe­so­rów u władzy?

      • BloodMan

        Mało

      • Michał Skichał

        Kiedyś myślałem podobnie. Ale już się nauczy­łem, że olbrzy­mia wiedza i doświad­cze­nie czło­wieka, którego wszyscy mogą uznawać za eksperta, nie jest tożsama z jego moty­wa­cją, światem wartości. Krótko mówiąc — to, że ktoś zna się na robieniu łódek nie oznacza, że nie zmaj­struje ci takiej łódki, w której zaraz nie zato­niesz, nawet jeżeli wcze­śniej obiecał ci zmaj­stro­wać nie­za­ta­pialną. Kolejny problem to takie, kto ma niby wybrać tych eks­per­tów? Naród w gło­so­wa­niu? A może tak, jak to jest teraz, jacyś politycy? A może biskupi?

  • arthy

    Cieszę się, że mogę dostar­czyć trochę rozrywki 😉
    I’ll be back.

  • ocenzurowane_licho

    Gadu gadu a pan “racjo­nalny inte­lek­tu­ali­sta” i autor tego bloga pisze:

    Nie lubię demo­kra­cji. Szanuję ją i wiem, że na obecnym etapie trudno o lepszy system, jednak nie darzę jej sympatią. Nie­świa­dome masy dokonują ilu­zo­rycz­nego wyboru spośród
    pozor­nych mężów stanu

    Czy my na początek mamy w Polsce demo­kra­cję i trój­po­dział władzy ? Serio ? Ile jest demo­kra­cji w takiej demo­kra­cji ? Rewo­lu­cyjne pytanie którego się nie zadaje.

    No ale dobra:
    1.Jak zgodna jest z zasadą Trój­po­działu władzy pro­po­no­wa­nego przez Mon­te­skiu­sza sytuacja w której władza usta­wo­daw­cza w postaci partii rzą­dzą­cej czy rzą­dzą­cej koalicji wybiera spośród siebie władzę wyko­naw­czą — rząd ? Jest to powszechne nie tylko u nas,nie ure­gu­lo­wane może w ustawach ale jak się to ma do trój­po­działu władzy ? Rewo­lu­cyjne pytanie ze względu na oczy­wi­stą odpo­wiedź…
    2.Poseł jest rzekomo repre­zen­tan­tem obywateli.Czy jednak poseł przed nami odpo­wiada ?
    Na kon­kret­nych posłów nie głosujemy,wszak nie ma JOWów czy innych roz­wią­zań tego typu u nas,a miejsce na liście par­tyj­nej zależy bardziej od władz par­tyj­nych. Możemy mieć tylko nadzieję,że może poseł z wystar­cza­ją­cym popar­ciem przej­dzie zamiast czy obok “jedynki” ale ten wpływ jest ogra­ni­czony. Więc może odpo­wia­dają przed wybor­cami partie a w gruncie rzeczy gło­su­jemy na partie ? No wszystko było by fajnie,tylko wie­lo­krot­nie było tak,że wybrani posłowie zmie­niali przy­na­leż­ność partyjną nie tracąc mandatu posła…
    3. Problem repre­zen­ta­cji. W demo­kra­cji Aten­skiej która była bardziej bez­po­śred­nia było z tym w miarę dobrze,ale jak repre­zen­to­wani są ludzie u nas ? Pomińmy tych co nie pójdą na wybory i zadajmy sobie pytanie jak oddzia­łuje na problem repre­zen­ta­cji próg wyborczy fawo­ry­zu­jący duże partie ? Czy jest uczciwe i demo­kra­tyczne w takim razie,by jed­no­cze­śnie obo­wią­zy­wała metoda D’honta znów fawo­ry­zu­jąca duże ugru­po­wa­nia ? Rewo­lu­cyjne pytanie… Choć zapewne taka Kon­fe­de­ra­cja czy Lewica albo PSL to nie Pana bajka,to gdyby rachować bez progu i D’honta ilość miejsc w sejmie dla tych partii była by np. dużo większa…
    5.Problem rze­czy­wi­stego wpływu oby­wa­teli na losy państwa — w rze­czy­wi­stej demo­kra­cji a także w “demo­kra­cjach” zachod­nich wpływ oby­wa­teli na swój los bywa jednak większy niż w Polsce. Czy tylko mnie się tylko wydaje,że naj­czę­ściej nie­za­leżna od partii/urzędnika ini­cja­tywa oby­wa­tel­ska jest w tym kraju mielona czy inaczej miaż­dżona admi­ni­stra­cyj­nie ?
    6.Jesteśmy niby w kraju demo­kra­tycz­nym ale na ile on prze­strzega praw jed­nostki ? Na ile nawet te prawa są rozu­miane przez nas samych ?

    Do diabła,nie zgadzam się z wieloma innymi rzeczami które wg. pana uważane są za naukowe i jedyne słuszne gdy nauko­wość nie ma nic wspól­nego z dogmatyzmem.Nawet dogma­ty­zmem zwią­za­nym z “kon­sen­su­sem naukowym”.Ale mówienie o “demo­kra­cji” w Polsce jako o stanie fak­tycz­nym to już naprawdę poważ­niej­sza lemin­goza.

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Panie racjo­nalny komen­ta­to­rze. Dokonał Pan tego, co zawsze musi nastąpić przy­naj­mniej raz pod felie­to­nem: wyczytał Pan z niego treści, których w nim nie zawarto.

      “Czy my na początek mamy w Polsce demo­kra­cję i trój­po­dział władzy ? Serio ?”

      For­mal­nie funk­cjo­nu­jemy w realiach demo­kra­cji i par­la­men­ta­ry­zmu — jaka jest ich fak­tyczna kondycja to zupełnie inna sprawa. W powyż­szym tekście naj­zwy­czaj­niej w świecie nie podjąłem tego wątku. Choć zdradzę tajem­nicę, że począt­kowo chodził mi po głowie podobny temat. Tutaj wylałem wyłącz­nie swoje prze­my­śle­nia o akcie elek­cyj­nym.

      Co do postę­pu­ją­cej dege­ne­ra­cji naszego systemu, jego ogrom­nych wad, a także trój­po­działu władzy — jako prawnik z wykształ­ce­nia — oczy­wi­ście nie mam żadnych złudzeń. Zatem nie pole­mi­zuje Pan ze mną, ani z moim zdaniem.

      “naprawdę poważ­niej­sza lemin­goza”.

      Będę zmuszony prosić o ogra­ni­cze­nie pry­mi­tyw­nych określeń, a na przy­szłość, również o czytanie ze zro­zu­mie­niem.

      • BloodMan

        Co do postę­pu­ją­cej dege­ne­ra­cji naszego systemu

        …ja bym tego wątku nie ciągnął, i nie roz­trzą­sał — a w żadnym wypadku nie podej­mo­wał tematu. Wpad­niesz w alko­ho­lizm a my za Tobą…

        …i kto nam będzie o fizyce pisał?

      • Łukasz Dragosz

        Ha, dobre! Ciekawe, że w czasach dostęp­no­ści treści ad hoc nie można jej kate­go­ryzo
        wać tak, żeby mogki odpo­wie­dzieć spe­cja­li­ści, tak praw­dziwi jak i ilo­zjo­ni­ści tym samym wysta­wia­jąc się na pośmie­wi­sko wobec dyskursu z tymi pierw­szymi

  • SaycoRa

    Ja postu­luję wpro­wa­dze­nie na wszel­kich wyborach “żaden z powyż­szych” (kan­dy­da­tów), “nie głosuję na tę pro­po­zy­cję” (w przy­padku refe­ren­dum).
    W przy­padku głosów na listy sejmowe odsetek głosów oddanych na “żaden z powyż­szych” zmniej­sza liczbę mandatów posel­skich w danej kadencji.Jak ktoś nie idzie głosować lub oddaje głos nieważny to politycy nie ponoszą żadnych konsekwencji,więc to by była dra­styczna zmiana.
    Po drugie (to już nie mój wymysł) postu­luję zamiast krzy­ży­ków sprzed setek lat (tak anal­fa­beci sygno­wali doty­czące ich doku­menty) pro­po­nuję naklejki holo­gramy (skoro są na jed­no­ra­zo­wych biletach komu­ni­ka­cji miej­skiej to nie jest to aż tak drogie).Uniemożliwi to unie­waż­nia­nie głosów oraz dokła­da­nie dodat­ko­wych arkuszy do urn.
    Po trzecie uważam,że dziś to nie gło­so­wa­nie tylko ple­bi­scyt popularności.Nawet jeśli mówimy o jed­no­man­da­to­wych okręgach do senatu.Głosować można tylko “za” kimś,a to prowadzi do tego,że miernoty lan­su­jące się w mediach z kadencji na kadencję zawsze wchodzą bo nazwisko znane,gęba opatrzona.Mało tego,wchodzą nawet niespokrewnieni/niespowinowaceni noszący podobne lub takie samo nazwisko (ktoś pamięta “Wystar­czą cztery Ziobra,a Polska będzie dobra”).Dajmy wyborcom jeden głos za i jeden głos przeciw.Skoro możemy wyrażać chęć by ktoś nas repre­zen­to­wał to dlaczemu nie możemy wyrazić sprze­ciwu wobec repre­zen­to­wa­nia nas przez kogoś innego?
    Dzięki takiemu roz­wią­za­niu krzy­ka­cze (Ziobro,Sasin,Szczerba,Szejnfeld,Gasiuk-Pihowicz),którzy awan­tu­ro­wa­niem się budują sobie twardy elek­to­rat nie dostaną się po raz kolejny,gdyż swoim postę­po­wa­niem budują sobie również elek­to­rat anty.Może to nie zadziała przy pierwszej/drugiej kadencji,ale już w trzecich takich wyborach sposób pro­wa­dze­nia polityki ulegnie zmianie na lepsze. Dyskusje/debaty zmienią się nie do poznania,a zamiast się wza­jem­nie oskarżać i kłamać politycy zaczną tłu­ma­czyć elek­to­ra­towi prostymi słowami dlaczego “ich mojszość jest naj­moj­sza”.

  • as

    Nie zgodzę się. Fanatycy partii wsze­la­kich nie speł­niają żadnych z kry­te­riów które autor stawia racjo­nal­nemu wyborcy, a oni głosują. Tym samym aby fanatyzm nie rządził krajem konieczne jest albo ogra­ni­cze­nie praw wybor­czych albo obo­wią­zek wyborczy.

  • Michał Skichał

    Skoro już jesteśmy po wyborach: czy jeste­ście zado­wo­leni z oddania (bądź nie oddania) głosu i uzy­ska­nych wyników?

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Patrząc ide­ali­stycz­nie, abso­lut­nie nie. Ale nie jestem zdzi­wiony, bo jako się rzekło, nie istnieje żadna opcja, której zwy­cię­stwo mogłoby mnie auten­tycz­nie usa­tys­fak­cjo­no­wać. 🙂
      Patrząc realnie, oba­wia­łem się, że będzie gorzej.

      • Michał Skichał

        Co ciekawe, mam tak samo. Mam wrażenie, że żadna opcja z tych dostęp­nych nie odpo­wiada moim ocze­ki­wa­niom 😉

    • Teresa

      To, że oddałam głos, to akurat jestem z tego zado­wo­lona o tyle o ile uważam, że jeżeli coś ma się w końcu zmienić, to nie można pozostać cał­ko­wi­cie biernym. Nato­miast z uzy­ska­nych wyników to już nie jestem zado­wo­lona. Chociaż zda­wa­łoby się, że coś jednak mini­mal­nie drgnęło.

      • Michał Skichał

        W pewnym sensie mogę powie­dzieć dokład­nie tak samo: zado­wo­lony z oddania głosu, nie­za­do­wo­lony z wyników. Przyznam się też, że nawet nie zauwa­ży­łem kampanii wybor­czej. Chyba muszę się zgodzić z tymi ana­li­ty­kami, którzy twierdzą, że było nudno. Mam wrażenie, że opozycja zmówiła się, aby powal­czyć jedynie o utrzy­ma­nie status quo — a skoro nie zjed­no­czyli się aby cokol­wiek zmienić, to partia domi­nu­jąca też nie musiała się o nic starać, wszak ich elek­to­rat jest 100% pewny i jego liczeb­ność jest większa od liczeb­no­ści elek­to­ratu któ­rej­kol­wiek partii opo­zy­cyj­nej. Ludzie nie są skłonni do zmiany swoich prze­ko­nań i nie przyj­mują do wia­do­mo­ści argu­menty, które ich prze­ko­na­niom przeczą. Niemniej jednak zapo­mnia­łem zawrzeć w swoim poście pytanie o fre­kwen­cję. Bowiem wła­ści­wie to miałem na myśli — zado­wo­le­nie z wyników (w sumie jakie­kol­wiek by nie były) przy takiej a nie innej fre­kwen­cji…

  • Arek Wit­t­brodt

    Już kiedyś na tym blogu to pisałem i też pod tematem doty­czą­cym polityki, ale czuję że muszę to napisać jeszcze raz — mógłbym podpisać się pod tym tekstem obiema rękami.

    Ja sam uznałem pójście na gło­so­wa­nie za swój obo­wią­zek, ale zawsze uważałem, że wolny wybór oznacza też moż­li­wość nie­pój­ścia na wybory.

    Tym razem jednak wybór był o tyle niedobry (nawią­zuję do pytania Michała), że o ile istniała partia na którą w sumie mógłbym mniej lub bardziej w zgodzie ze swoim sumie­niem zagło­so­wać, o tyle była ona w koalicji z partią, na którą w życiu nie oddałbym głosu. Osta­tecz­nie mój wybór ogra­ni­czył się do gło­so­wa­nia “prze­ciwko komuś” a nie “za kimś”.

  • Dominik Kurek

    Rodacy mają mizerne pojęcie o makro­eko­no­mii i lek­ce­wa­żący stosunek do prawa, stąd naj­le­piej prze­ko­nuje się ich kie­sze­nią. Zgadzam się, że demo­kra­cja jest ułomna jak obecna fizyka, ale brak lepszych alter­na­tyw na hory­zon­cie (czarnej dziury)

  • BloodMan

    przy­gar­nij kropka!

  • http://www.udamisie.com Natalia

    Genialny tekst. Aż mi głupio, że ja tak bez­myśl­nie chciałam namówić wszyst­kich aby gło­so­wali.… myślę, że ostatnie dwa aka­pi­ty­po­winny być cytowane przed każdą wyborczą gorączką.

  • Djonizos

    Pomi­ja­jąc te czy inne partie, to trzeba jeszcze trzeba utworzyć rząd i spójną politykę państwa.
    Mając kilka ugru­po­wań, inte­re­sów, pomysłów, bardzo trudno to zrobić.

    Każdy kto pro­wa­dził nawet małą lub średnią firmę wie, że firmy w których jest zbyt dużo do rzą­dze­nia (czasem nawet 2) się nie spraw­dzają. A co dopiero całe państwo.

    Pamiętam końcówkę rządów AWS, gdzie poszcze­gólne frakcje licy­to­wały się w pomy­słach i roz­da­wa­niu pie­nię­dzy na które w ówcze­snym budżecie nie mogło być miejsca (dług i tak był 3x za wysoki).

  • Djonizos

    W Szwecji wpusz­czają imi­gran­tów, którzy nie chcą uczyć się języka, siedzą na socjalu, po pół roku dostają oby­wa­tel­stwo i.… głosują na lewicę.

    Ale to tylko u nas jest 500+.

    Dowo­dzisz, że autor ma rację. Sam jesteś zma­ni­pu­lo­wa­nym idiotą jeśli myślisz, że w Polsce jest pato­lo­gia.

    • Łukasz Dragosz

      Teraz zoba­czy­łem ale za idiotę dziękuję, nie dys­ku­tuję dalej z sza­now­nym panem.