Marzec przebiegł pod względem naukowym raczej spokojnie. Nie zmienia to jednak faktu, że byliśmy świadkami pierwszego startu statku Dragon w wersji załogowej oraz największej podniebnej eksplozji od czasu Czelabińska.

Nad Morzem Barentsa nastąpiła spora eksplozja meteoroidu

Więk­szość czy­tel­ni­ków pamięta zapewne przy­pa­dek meteoru cze­la­biń­skiego. Zimowym rankiem 15 lutego 2013 roku w atmos­ferę ziemską wpadła 20-metrowa skała, fundując miesz­kań­com pod­ural­skich miej­sco­wo­ści nie­sa­mo­wity spektakl. Bolid eks­plo­do­wał 30 kilo­me­trów nad powierzch­nią ziemi, czemu towa­rzy­szył huk, błysk i energia niemal pół megatony. Praw­do­po­dob­nie był to naj­więk­szy wybuch tego rodzaju od czasu słynnej kata­strofy tun­gu­skiej z 1908 roku.

W ostatnim miesiącu upu­blicz­nione zostały infor­ma­cje na temat kolejnej nie­ba­ga­tel­nej eks­plo­zji wywo­ła­nej przez gościa z kosmosu. Kil­ku­me­trowa skała roz­trza­skała się w prze­strzeni powietrz­nej nad Morzem Barentsa – znów na tery­to­rium Rosji – 18 grudnia ubie­głego roku. Jako, że okolice Kam­czatki nie należą to zbyt gęsto zalud­nio­nych, zda­rze­nie zostało zare­je­stro­wane wyłącz­nie przez satelity. NASA szacuje, że meteor wybuchł o ponad połowę słabiej od tego z Cze­la­biń­ska, ale nadal mowa o uwol­nie­niu energii dzie­się­ciu bomb Little boy zrzu­co­nych na Hiro­szimę. Czyni to ubie­gło­roczny incydent trzecim co do wiel­ko­ści kosmicz­nym najściem zare­je­stro­wa­nym w epoce współ­cze­snej. O odkryciu NASA poin­for­mo­wała na swojej stronie.

Rekordowo duży Tyranozaur

Wyłoniono największego Tyranozaura

Począt­kowo miałem napisać, że “odkryto naj­więk­szego Tyra­no­zaura”, ale nie byłoby to do końca zgodne z prawdą. Na pierwsze ślady osobnika o imieniu Scotty (RSM P2523.8) kana­dyj­scy badacze wpadli już w 1991 roku, jednak mieli problem z bez­piecz­nym wydłu­ba­niem kości, odre­stau­ro­wa­niem i analizą szkie­letu. Zgodnie z naj­śwież­szą publi­ka­cją Scotta Personsa, Philipa Currie i Gregory’ego Erick­sona, badany przez nich okaz mógł mierzyć 13 metrów długości i ważyć niecałe 10 ton (dla porów­na­nia: samiec Słonia afry­kań­skiego dochodzi do 6 ton). Czy­ni­łoby go to naj­do­rod­niej­szym z ponad pięć­dzie­się­ciu pozna­nych dotąd przed­sta­wi­cieli gatunku Tyran­no­sau­rus rex. Natu­ral­nie pale­on­to­lo­dzy zawsze muszą liczyć się z pewnym mar­gi­ne­sem błędu, ale kom­pletny w 65% szkielet Scotty’ego dość mocno upraw­do­po­dab­nia szacunki.

Króla gadów o krótkich rączkach będzie można już niedługo podzi­wiać w kana­dyj­skim Royal Saskat­che­wan Museum. Więcej infor­ma­cji znaj­dzie­cie w ofi­cjal­nej publi­ka­cji.

Mózg

Mózg (być może) potrafi wytwarzać nowe neurony przez całe życie

Jeszcze do niedawna poku­to­wała teza, że u osób doro­słych, a już na pewno u star­szych, neu­ro­ge­neza ulega zupeł­nemu lub niemal zupeł­nemu wyha­mo­wa­niu. Niedawna publi­ka­cja zespołu prof. Eleny Moreno-Jiménez jest kolejną, która wspiera sta­no­wi­sko prze­ciwne. Hisz­pa­nie skupili się przede wszyst­kim na pro­ce­sach zacho­dzą­cych w hipo­kam­pie, odpo­wia­da­ją­cym za wspo­mnie­nia i pamięć. W tym celu wzięli pod lupę mózgi pocho­dzące od trzy­na­stu doro­słych osób, z których naj­star­szy miał 87 lat. Neu­ro­lo­dzy dostrze­gli w badanych próbkach ślady białek cha­rak­te­ry­stycz­nych dla neu­ro­ge­nezy. Sceptycy uważają, że to bardzo słaba poszlaka, ponieważ takie sub­stan­cje mogą towa­rzy­szyć innym zja­wi­skom lub też stanowić pozo­sta­łość po dawnych naro­dzi­nach komórek. W każdym razie, do pełnego sukcesu badaw­czego potrzeba kolej­nych badań i bardziej zróż­ni­co­wa­nych dowodów. Artykuł Moreno-Jiménez ukazał się na łamach Nature.

Pulsar PSR J0002

Pulsar PSR J0002+6216 został wystrzelony z prędkością 1,1 tys. km/s

Smuga wid­nie­jąca na zdjęciu mierzy 13 lat świetl­nych i stanowi ślad pozo­sta­wiony przez obiekt wystrze­lony w prze­strzeń przez eks­plo­zję super­no­wej. I to nie byle jaki obiekt, lecz pulsar – nie­wielki, ale bardzo gęsty twór gwiaz­dowy, wirujący z ogromną pręd­ko­ścią. Tym bardziej szokuje, że ciało mogące posiadać masę 1,5 Słońca zostało wyrzu­cone z wielką, nawet jak na warunki kosmiczne pręd­ko­ścią wyno­szącą 1100 km/s (tak, mowa o 0,3% pręd­ko­ści światła). Zda­rze­nie warte odno­to­wa­nia, bowiem więk­szość odno­to­wa­nych przy­pad­ków ciał nie­bie­skich mio­ta­nych przez super­no­wych, osiąga mak­sy­mal­nie 1/4 tej wartości.

Pierwszy sygnał od odda­lo­nego o 6,5 tys. lat świetl­nych PSR J0002+6216 uchwy­cono w 2017 roku, w ramach programu Einstein@home (wyko­rzy­stu­ją­cego moc obli­cze­niową kom­pu­te­rów oso­bi­stych, dobro­wol­nie przy­łą­cza­ją­cych się do sieci). Dokładną obser­wa­cję zawdzię­czamy radio­te­le­sko­powi VLA w Nowym Meksyku. Więcej na temat tej kosmicz­nej kuli armat­niej napisało National Radio Astro­nomy Obse­rva­tory.

Jowisz

Jowisz odbył w przeszłości wielką wędrówkę

Naj­więk­sza planeta naszego Układu obiega Słońce w odle­gło­ści około 750 milionów kilo­me­trów, jednak naj­now­sza praca Simony Pirani sugeruje, że w dalekiej prze­szło­ści Jowisz leżał znacznie dalej. Astro­nomka z Uni­wer­sy­tetu w Lund doszła do tego wniosku na pod­sta­wie analizy mniej­szych ciał towa­rzy­szą­cych gazowemu olbrzy­mowi – pla­ne­toid tro­jań­skich. Tro­jań­czyki mają to do siebie, że poru­szają się po orbicie zbli­żo­nej do Jowisza, ale z jakiegoś powodu wyraźna więk­szość znajduje się nieco bliżej Słońca. Pirani ze współ­pra­cow­ni­kami przy­go­to­wała symu­la­cje kom­pu­te­rowe przed­sta­wia­jące różne sce­na­riu­sze ewolucji Układu Sło­necz­nego, mogące tłu­ma­czyć widoczne struk­tury. Naj­bar­dziej obie­cu­jący okazał się wariant zakła­da­jący, że świeżo po ufor­mo­wa­niu Jowisz leżał jakieś cztery razy dalej niż teraz (zatem w oko­li­cach obecnego Urana) i przez 700 tysięcy lat wędrował ku swojej aktu­al­nej pozycji. Zjawiska gra­wi­ta­cyjne towa­rzy­szące tej migracji miałyby tłu­ma­czyć współ­cze­sne roz­ło­że­nie pla­ne­toid. Można też zakładać, że pozo­stałe planety zewnętrzne w dalekiej przy­szło­ści również spo­czy­wały na znacznie odle­glej­szych orbitach.

Temat jest o tyle inte­re­su­jący, że obser­wu­jąc egzo­pla­nety często natra­fiamy na tzw. gorące Jowisze – tj. gazowe olbrzymy orbi­tu­jące tuż pod nosem swojej gwiazdy cen­tral­nej. Stąd część astro­no­mów mogło podej­rze­wać, że Jowisz w prze­szło­ści leżał bliżej i stop­niowo się oddalał. Artykuł uczonych z Lund zamiesz­czony na łamach  Astro­nomy & Astro­phy­sics, ma więc spore zna­cze­nie dla dyskusji o genezie układów pla­ne­tar­nych.

Planeta X lub Dziewiąta planeta

Batygin i Brown dalej spekulują na temat Planety X

Na początku 2016 roku kilku astro­no­mów z Kali­for­nii narobiło nie­ma­łego szumu, odko­pu­jąc temat polo­wa­nia na nową, całkiem dużą planetę Układu Sło­necz­nego. Kilka lat minęło, a prze­ło­mo­wego odkrycia jak nie było tak nie ma. Nie oznacza to jednak, że naukowcy złożyli broń. W ostatnim czasie Mike Brown i Kon­stan­tin Batygin – główni entu­zja­ści poszu­ki­wań – podzie­lili się swoimi prze­wi­dy­wa­niami w dwóch arty­ku­łach. Zapo­wie­dziano w nich nowe symu­la­cje kom­pu­te­rowe, a także zawarto naj­śwież­sze prze­wi­dy­wa­nia. Naj­waż­niej­sza zmiana dotyczy sza­cun­ków na temat gaba­ry­tów poszu­ki­wa­nego globu – o ile wcze­śniej spo­dzie­wano się gazowego olbrzyma o masie 10 Ziem, o tyle teraz mowa o obiekcie o połowę mniej­szym.
Po więcej odsyłam do tekstu na Puls Kosmosu oraz do swojego dawnego artykułu na temat Planety X.

Statek Dragon

Nastąpił debiut załogowej kapsuły Dragon

Na zakoń­cze­nie infor­ma­cja z samego początku miesiąca. 2 marca z Centrum im. Kennedy’ego na Flo­ry­dzie wystar­to­wała rakieta Falcon 9 – po raz pierwszy wypo­sa­żona w załogowy statek Dragon 2. Był to lot testowy, więc zamiast żywych astro­nau­tów posłano na orbitę manekin o imieniu Ripley oraz… maskotkę w kształ­cie Kuli Ziem­skiej. Po nieco ponad dobie kapsuła wyko­rzy­stu­jąc własne silniki udanie zado­ko­wała do orbi­tu­ją­cej na wyso­ko­ści 400 kilo­me­trów Mię­dzy­na­ro­do­wej Stacji Kosmicz­nej. (Wcze­śniej pierwszy człon Falcona wrócił na Ziemię, z sukcesem lądując na pokła­dzie pły­wa­ją­cej plat­formy Of Course I Still Love You). Po sześciu dniach, 8 marca Dragon został odłą­czony od ISS i przy­stą­pił do manewru deor­bi­ta­cji. Zarówno osłona ter­miczna jak i cztery spa­do­chrony dosko­nale spełniły swoje funkcje, pozwa­la­jąc kapsule na bez­pieczne lądo­wa­nie w wodach Oceanu Atlan­tyc­kiego. Bardziej szcze­gó­łową relację całej misji znaj­dzie­cie na SpaceX.com.pl.

Debiut zało­go­wego Dragona ma nie­zwy­kle doniosłe zna­cze­nie dla ame­ry­kań­skiej astro­nau­tyki. Od czasu zakoń­cze­nia programu waha­dłow­ców (ostatni był Atlantis w 2011 roku), NASA de facto nie była zdolna do samo­dziel­nego wysy­ła­nia ludzi w kosmos – co w przy­padku super­mo­car­stwa sta­no­wiło sytuację kurio­zalną, żeby nie powie­dzieć uwła­cza­jącą. Udana koope­ra­cja NASA i SpaceX powinna w ciągu kilku lat naprawić tę sytuację.

Ostatni okres przy­niósł nam również intry­gu­jący eks­pe­ry­ment z zakresu mecha­niki kwan­to­wej, któremu poświę­ci­łem osobny artykuł. Po kolejną porcję kosmicz­nych wia­do­mo­ści zapra­szam już na początku następ­nego miesiąca.

  • http://oknostartowe.pl/ Rafał

    Bardzo drobna uwaga. Statek Crew Dragon zado­ko­wał, a nie przy­cu­mo­wał. 🙂 Cumują statki towarowe Dragon — zbliżają się do stacji i są prze­chwy­ty­wane przez ramię robo­tyczne Canadarm2, które przy­twier­dza je do portu. Różnica między docking, a berthing bierze się oczy­wi­ście z morskiej ter­mi­no­lo­gii. Doko­wa­nie to samo­dzielne dobicie to portu na ISS. 🙂

  • Jarosław Psikuta

    Panie Adamie. Jestem pod wielkim wra­że­niem Pana bloga i na pewno nie prze­stanę czytać, jednak zapis “energia o mocy niemal pół megatony” nie wydaje mi się poprawny. To trochę jakby napisać “napięcie o masie niemal pół godziny” 😉

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Słusznie.

×