Zapraszam na lutowy przegląd wiadomości ze świata nauki. W najnowszym odcinku będziemy m.in. opłakiwać łazik Opportunity, świętować kolejny sukces sondy Hayabusa 2 oraz dumać nad nową, rozbudowaną wariacją DNA.

Łazik Opportunity

Ostatecznie pożegnaliśmy Opportunity

Zacznijmy od minuty ciszy dla jednego z naj­bar­dziej zasłu­żo­nych urządzeń w historii badań Układu Sło­necz­nego. Mimo usilnych prób nawią­za­nia łącz­no­ści i reani­mo­wa­nia mar­sjań­skiego łazika Oppor­tu­nity, NASA została osta­tecz­nie zmuszona do uznania go za nie­zdat­nego do dzia­ła­nia. W ten sposób, po 15. latach nie­zwy­kle owocnej pracy, “Oppy” zamilkł na wieki.

Już w ubiegłym roku wzmian­ko­wa­li­śmy o trud­no­ściach mar­sjań­skich maszyn, które wystą­piły w wyniku wyjąt­kowo inten­syw­nych burz pia­sko­wych. O ile Curio­sity jakoś prze­trwał, o tyle jego starszy kuzyn wła­ści­wie od początku nie odpo­wia­dał na liczne próby ocucenia. Choć NASA odwle­kała moment ofi­cjal­nego poże­gna­nia, w końcu musiała dać za wygraną. Dzielny łazik – nękany różnymi awariami, kapry­sami pogody i piasz­czy­stym terenem – przebył dystans ponad 45 kilo­me­trów, wykonał 200 tysięcy foto­gra­fii oraz zebrał nie­zli­czoną ilość cennych danych. Podczas swej wędrówki natrafił m.in. na pierwsze mete­oryty na obcej planecie, jak również potwier­dził hipotezę jakoby Mars był w prze­szło­ści bogaty w ciekłą wodę. Więcej żalu i tęsknoty za Oppkiem znaj­dzie­cie na stronie NASA, a także w licznych tweetach poja­wia­ją­cych się pod hasz­ta­giem #Thank­sOppy.

Planetoida Ultima Thule

Ultima Thule okazała się być spłaszczona

W styczniu świat astro­no­mii słusznie pod­nie­cał się świe­żut­kimi zdję­ciami obiektu Ultima Thule (ofi­cjal­nie 2014 MU69), wyko­na­nymi przez prze­mie­rza­jącą rubieże Układu Sło­necz­nego sondę New Horizons. W ciągu następ­nych tygodni napły­nęły jednak kolejne dane, które w pierw­szo­rzędny sposób dowiodły jak mylne bywa czasem pierwsze wrażenie. Mia­no­wi­cie, pierwsze ujęcia odległej aste­ro­idy wska­zy­wały, iż posiada ona postać krą­glut­kiego “bałwanka”. Wystar­czyło jednak nieco zmienić kąt, aby okazało się, że w rze­czy­wi­sto­ści obiekt pozo­staje mocno spłasz­czony i przy­po­mina raczej dwa zacho­dzące na siebie nale­śniki.

Ultima Thule to obecnie naj­bar­dziej oddalony od Ziemi obiekt, który udało się zbadać z bliska przy pomocy sondy i sfo­to­gra­fo­wać w zado­wa­la­ją­cej roz­dziel­czo­ści. Tym­cza­sem New Horizons znajduje się w odle­gło­ści ponad 6,5 miliarda kilo­me­trów od Słońca i nadal sprawuje się świetnie pene­tru­jąc obszar Pasa Kuipera. W naj­bliż­szych mie­sią­cach praw­do­po­dob­nie roz­pocz­nie obser­wa­cje nowego celu, naj­pew­niej pla­ne­to­idy 2014 PN70. Więcej infor­ma­cji o spłasz­czo­nej aste­ro­idzie znaj­dzie­cie na stronie poświę­co­nej Nowym Hory­zon­tom.

Ciemna energia zmienna w czasie

Pojawiła się hipoteza ewoluującej ciemnej energii

Ostat­nimi czasy bardzo uak­tyw­nili się kosmo­lo­go­wie pra­cu­jący nad zagadką czynnika wywo­łu­ją­cego przy­śpie­sza­jącą eks­pan­sję wszech­świata. Pod koniec ubie­głego roku mogli­ście na łamach Kwantowo prze­czy­tać o kon­cep­cji zakła­da­ją­cej ist­nie­nie czegoś na kształt ujemnej masy, likwi­du­ją­cej za jednym zamachem potrzebę sięgania po ciemną materię i ciemną energię (udało mi się nawet uzyskać komen­tarz jej autora, Jamiego Farnesa). Ta ory­gi­nalna praca nie zmienia jednak faktu, że wciąż fawo­ry­tem pozo­staje “ciemna kosmo­lo­gia” i model ΛCDM.

Istot­nymi spo­strze­że­niami na temat ciemnej energii podzie­lił się w ostatnim miesiącu zespół Guido Risa­li­tiego z Uni­wer­sy­tetu Flo­renc­kiego. Bazując na obser­wa­cjach bardzo odle­głych kwazarów, fizycy osza­co­wali zmiany tempa roz­sze­rza­nia wszech­świata do 12 miliar­dów lat wstecz (przy 13,82 mld lat ist­nie­nia wszech­świata). Dane uzyskane z obser­wa­to­riów Chandra i Swift ukazały jednak coś dziwnego: młody wszech­świat przy­śpie­szał szybciej niż powinien. Innymi słowy zachodzi tu dysonans pomiędzy obser­wa­cją a wyli­cze­niami opartymi o teorię. Bardzo podobne wnioski wysnuli też ame­ry­kań­scy badacze z Uni­wer­sy­te­tów Hopkinsa i Harvarda. Jeżeli błysk kwazarów nie wiedzie nas na manowce, to energia napę­dza­jąca rozrost prze­strzeni, może okazać się zmienna w czasie. Cały artykuł Risa­li­tiego jest dostępny w sieci.

Virgin Galactic Spaceship

Virgin Galactic zabrało w kosmos pierwszego pasażera

Początek ery komer­cyj­nych i łatwo dostęp­nych (o ile posia­dasz gruby portfel) lotów kosmicz­nych ogłasza się już od paru dobrych lat. Kolejny krok na drodze do reali­za­cji tych obietnic postawił miliar­der Richard Branson, ze swoim Virgin Galactic. 22 lutego w kolejny testowy lot ruszył statek Spa­ce­Ship­Two o nazwie VSS Unity. Na pokła­dzie obecni byli dwaj piloci, Dave Mackay i Michael Masucci oraz instruk­torka astro­nau­tów Virgin Galactic, Beth Moses. Statek już dwa miesiące temu wzbił się na wysokość 82 km, a tym razem poprawił ten wynik sięgając prawie 90 km. Więk­szość świata uznaje, że prze­strzeń kosmiczna roz­po­czyna się ponad linią Kármána – 100 km nad ziemią – jednak Ame­ry­ka­nie, jak to często bywa, posia­dają własną defi­ni­cję, wedle której już obecne wojaże należy uznać za loty kosmiczne.

Podróż trwała około godziny. Na razie Branson nie wskazuje daty roz­po­czę­cia pierw­szych wypraw komer­cyj­nych, ale kolejka chętnych do wydania 250 tys. dolarów na przygodę życia liczy już 600 nazwisk. Póki co, Virgin Galactic dopra­co­wuje stan­dardy bez­pie­czeń­stwa, zanim zaprosi na pokład pierw­szych amatorów. Parę słów o tej wycieczce znaj­dzie­cie na Universetoday.com.

Grafen

Nano Carbon nie radzi sobie z “polskim” grafenem

Prawda jest taka, że medialne hasło “polski grafen”, wła­ści­wie od początku było mitem. Co prawda Polska naprawdę dys­po­nuje rzeszą kom­pe­tent­nych inży­nie­rów, którzy z powo­dze­niem mogliby kon­ku­ro­wać z zagra­nicz­nymi kolegami – ale na tym koniec. Nasze placówki po obie­cu­ją­cym początku bardzo szybko dały za wygraną, ustę­pu­jąc miejsca Ame­ry­ka­nom, Chiń­czy­kom, Kore­ań­czy­kom oraz Europie Zachod­niej. Pewnym symbolem tej degren­go­lady stało się ubie­gło­roczne zamie­sza­nie wokół Insty­tutu Tech­no­lo­gii Mate­ria­łów Elek­tro­nicz­nych i nie­zro­zu­miałe usu­nię­cie kie­ru­ją­cego jego pracami Wło­dzi­mie­rza Stru­piń­skiego. Pewną próbą napra­wie­nia sytuacji było powo­ła­nie do życia spółki Nano Carbon. Należący do Polskiej Grupy Zbro­je­nio­wej i KGHM twór, miał zająć się tym, co do tej pory naj­bar­dziej kulało – komer­cja­li­za­cją prze­my­sło­wej metody wytwa­rza­nia grafenu. Problem polega na tym, że chociaż spółka już trochę istnieje, do chwili obecnej… w ogóle nie roz­po­częła procesu pro­duk­cji. Dyrektor twierdzi, że wciąż trwa postę­po­wa­nie prze­tar­gowe doty­czące zakupu koniecz­nego sprzętu, jednak nie podaje żadnych kon­kret­nych terminów.

Ale może docze­kamy się pozy­tyw­nego zwrotu akcji? Dosłow­nie kilka dni temu pojawiła się wieść, jakoby potężną inwe­sty­cję w gra­fe­nowy biznes roz­wa­żała Grupa Azoty. Miejmy nadzieję, że to prawda, bowiem światowy rynek mate­ria­łów 2D, w naj­bliż­szych latach niemal na pewno zwie­lo­krotni swoją wartość. Więcej o pro­ble­mach polskich wyna­laz­ków pisało wiele portali i gazet, w tym Rzecz­po­spo­lita.

Obiekt FarFarOut

Odkryto obiekt leżący 140 j.a. od Słońca 

Chyba nigdy nie mieliśmy takiego przy­ro­stu wiedzy o rubie­żach Układu Sło­necz­nego, jak w ostat­nich mie­sią­cach. I nie chodzi tylko o misję New Horizons. Pod koniec ubie­głego roku astro­no­mo­wie obsłu­gu­jący teleskop Subaru odna­leźli planetę kar­ło­watą FarOut (bardziej ofi­cjal­nie 2018 VG18), oddaloną od Słońca o 120 j.a., czyli ponad 18 mld kilo­me­trów. Ten sam zespół uchwycił niedawno jeszcze odle­glej­sze ciało Far­Fa­rOut, ucie­ka­jące na dystans co najmniej 140 j.a., a zatem 21 mld kilo­me­trów. Na razie o tych obiek­tach wiemy niewiele i trudno nam cho­ciażby określić ich dokładne orbity. To dość istotne, gdyż dopiero po uzu­peł­nie­niu tej infor­ma­cji dowiemy się gdzie sięgają ich aphelia i co za tym idzie – czy mamy do czy­nie­nia z jakimś rekor­dzi­stą. Na chwilę obecną naj­bar­dziej odda­la­ją­cym się poznanym obiektem pozo­staje (90377) Sedna. Pery­he­lium pla­ne­to­idy sięga “tylko” 76 j.a. (mniej od powyż­szych), jednak jej orbita jest eks­tre­mal­nie elip­tyczna, przez co aphelium prze­kra­cza 910 j.a., czyli aż 136 mld kilo­me­trów. Ten wynik może być zagro­żony tylko pod warun­kiem, że nowo odkryte struk­tury poru­szają się po równie wydłu­żo­nej tra­jek­to­rii. Ale kto wie?

Hayabusa 2 dotyka Ryugu

Hayabusa 2 dokonała pierwszego kontaktu z planetoidą Ryugu

Parę miesięcy temu sonda Hayabusa 2, po czte­ro­let­niej wędrówce dotarła do celu pod postacią pla­ne­to­idy Ryugu. Od tego momentu krąży wokół kosmicz­nej skały wyko­nu­jąc kolejne zapla­no­wane operacje. Najpierw zrzuciła trzy (z czterech pla­no­wa­nych) lądow­niki, a 21 lutego sama przy­stą­piła do skom­pli­ko­wa­nego manewru pro­wa­dzą­cego do krót­kiego zetknię­cia z powierzch­nią. Tuż przed kon­tak­tem sonda wystrze­liła nie­wielki pocisk, który wzbił obłok pyłu, następ­nie wessany przez apa­ra­turę. To nie­zwy­kle ważne, ponieważ pobrany w ten sposób materiał skalny powróci w przy­szłym roku wraz z Hayabusą na Ziemię. Jednak zanim do tego dojdzie, japońska maszyna wykona jeszcze dwie tego typu akro­ba­cje. Naj­cie­kaw­sza będzie ostatnia, ponieważ zamiast zwykłego pocisku upusz­czony zostanie ładunek wybu­chowy – w celu dobrania się do głęb­szych warstw skalnych. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, pod koniec obecnego roku sonda obierze kurs na matczyną planetę. Dokład­niej­sze infor­ma­cje oraz świeże zdjęcia z misji są dostępne na stronie agencji JAXA, zaś pol­sko­ję­zyczny artykuł na jej temat mogli­ście prze­czy­tać w nie­daw­nym artykule.

Hachimoji DNA

Powstaje DNA na bazie ośmiu nukleotydów

Jak wszyscy wiemy, cała infor­ma­cja o wła­ści­wo­ściach naszego orga­ni­zmu zawiera się w iko­nicz­nych już helisach kwasu deok­sy­ry­bo­nu­kle­ino­wego. Biologia posłu­guje się przy tym cha­rak­te­ry­stycz­nym kodem opartym o cztery związki: adeninę A, tyminę T, guaninę G oraz cytozynę C. Zasady te łączą się w odpo­wied­nie pary: guanina z cytozyną, adenina z tyminą. To fun­da­ment, na którym wspiera się orga­ni­za­cja życia na Ziemi. Można jednak zadać sobie pytanie, czy dałoby się inaczej? Czy dałoby się sfor­mo­wać nośnik infor­ma­cji gene­tycz­nej korzy­sta­jący z bogat­szego języka?

Tę zagadkę posta­no­wili roz­wi­kłać naukowcy zgro­ma­dzeni wokół Fundacji na rzecz Zasto­so­wa­nej Ewolucji Mole­ku­lar­nej i Nauk Bio­mo­le­ku­lar­nych. W efekcie ich pracy udało się otrzymać molekułę podobną do ludz­kiego DNA, lecz wypo­sa­żoną w osiem nukle­oty­dów zamiast czterech. Projekt zyskał nazwę Hachi­moji DNA, co z japoń­skiego oznacza osiem liter (zapewne w związku z azja­tycką więk­szo­ścią wśród autorów pod­pi­sa­nych pod publi­ka­cją). Według biologów pod kie­row­nic­twem Stevena Bennera, większa róż­no­rod­ność par zasa­do­wych oznacza podwo­je­nie poten­cjału infor­ma­cyj­nego molekuły. Na razie trudno orzec jak tę wiedzę wyko­rzy­stać w praktyce, niemniej odkrycie i tak rodzi gigan­tyczne kon­se­kwen­cje. Fakt, że życie mogłoby powstać w oparciu o zupełnie inną podstawę niż ta tra­dy­cyjna, nakazuje zre­wi­do­wać nasze spoj­rze­nie na ewen­tu­al­ność ist­nie­nia życia poza Ziemią. Być może na innych pla­ne­tach wyewo­lu­owały orga­ni­zmy zupełnie wymy­ka­jące się poza ramy znanej nam genetyki. O Hachi­moji DNA pisali wszyscy, m.in. Scien­ce­Alert oraz Sci-News.com.

Po kolejną porcję newsów ze świata nauki, zapra­szam już na początku następ­nego miesiąca.

  • arthy

    Dzię­ku­jemy za newsy.

  • Teresa

    Ciekawi mnie hipoteza ewo­lu­ują­cej ciemnej energii. Może na samym początku było tak, że cały ten proces roz­su­wa­nia się prze­strzeni w coraz szybszym tempie prze­bie­gał siłą rzeczy znacznie prędzej niż dzieje się to obecnie. Teraz eks­pan­sja wszech­świata nadal przy­spie­sza, ale może już nieco wolniej, w stosunku do tego co było to wcze­śniej. W końcu ten wielki “wybuch” musiał się jakoś przy­czy­nić. Bo raczej mało praw­do­po­dobne, żeby wszech­świat tak sobie w zależ­no­ści od energii raz szybciej, raz wolniej eks­pan­do­wał.

  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    Według tej infor­ma­cji https://www.nasa.gov/press-release/nasa-funded-research-creates-dna-like-molecule-to-aid-search-for-alien-life NASA dała kasę na te (Hachi­moji DNA) badania.