Przegląd newsów – luty 2019

Zapraszam na lutowy przegląd wiadomości ze świata nauki. W najnowszym odcinku będziemy m.in. opłakiwać łazik Opportunity, świętować kolejny sukces sondy Hayabusa 2 oraz dumać nad nową, rozbudowaną wariacją DNA.

Łazik Opportunity

Ostatecznie pożegnaliśmy Opportunity

Zacznijmy od minuty ciszy dla jednego z najbardziej zasłużonych urządzeń w historii badań Układu Słonecznego. Mimo usilnych prób nawiązania łączności i reanimowania marsjańskiego łazika Opportunity, NASA została ostatecznie zmuszona do uznania go za niezdatnego do działania. W ten sposób, po 15. latach niezwykle owocnej pracy, “Oppy” zamilkł na wieki.

Już w ubiegłym roku wzmiankowaliśmy o trudnościach marsjańskich maszyn, które wystąpiły w wyniku wyjątkowo intensywnych burz piaskowych. O ile Curiosity jakoś przetrwał, o tyle jego starszy kuzyn właściwie od początku nie odpowiadał na liczne próby ocucenia. Choć NASA odwlekała moment oficjalnego pożegnania, w końcu musiała dać za wygraną. Dzielny łazik – nękany różnymi awariami, kaprysami pogody i piaszczystym terenem – przebył dystans ponad 45 kilometrów, wykonał 200 tysięcy fotografii oraz zebrał niezliczoną ilość cennych danych. Podczas swej wędrówki natrafił m.in. na pierwsze meteoryty na obcej planecie, jak również potwierdził hipotezę jakoby Mars był w przeszłości bogaty w ciekłą wodę. Więcej żalu i tęsknoty za Oppkiem znajdziecie na stronie NASA, a także w licznych tweetach pojawiających się pod hasztagiem #ThanksOppy.

Planetoida Ultima Thule

Ultima Thule okazała się być spłaszczona

W styczniu świat astronomii słusznie podniecał się świeżutkimi zdjęciami obiektu Ultima Thule (oficjalnie 2014 MU69), wykonanymi przez przemierzającą rubieże Układu Słonecznego sondę New Horizons. W ciągu następnych tygodni napłynęły jednak kolejne dane, które w pierwszorzędny sposób dowiodły jak mylne bywa czasem pierwsze wrażenie. Mianowicie, pierwsze ujęcia odległej asteroidy wskazywały, iż posiada ona postać krąglutkiego “bałwanka”. Wystarczyło jednak nieco zmienić kąt, aby okazało się, że w rzeczywistości obiekt pozostaje mocno spłaszczony i przypomina raczej dwa zachodzące na siebie naleśniki.

Ultima Thule to obecnie najbardziej oddalony od Ziemi obiekt, który udało się zbadać z bliska przy pomocy sondy i sfotografować w zadowalającej rozdzielczości. Tymczasem New Horizons znajduje się w odległości ponad 6,5 miliarda kilometrów od Słońca i nadal sprawuje się świetnie penetrując obszar Pasa Kuipera. W najbliższych miesiącach prawdopodobnie rozpocznie obserwacje nowego celu, najpewniej planetoidy 2014 PN70. Więcej informacji o spłaszczonej asteroidzie znajdziecie na stronie poświęconej Nowym Horyzontom.

Ciemna energia zmienna w czasie

Pojawiła się hipoteza ewoluującej ciemnej energii

Ostatnimi czasy bardzo uaktywnili się kosmologowie pracujący nad zagadką czynnika wywołującego przyśpieszającą ekspansję wszechświata. Pod koniec ubiegłego roku mogliście na łamach Kwantowo przeczytać o koncepcji zakładającej istnienie czegoś na kształt ujemnej masy, likwidującej za jednym zamachem potrzebę sięgania po ciemną materię i ciemną energię (udało mi się nawet uzyskać komentarz jej autora, Jamiego Farnesa). Ta oryginalna praca nie zmienia jednak faktu, że wciąż faworytem pozostaje “ciemna kosmologia” i model ΛCDM.

Istotnymi spostrzeżeniami na temat ciemnej energii podzielił się w ostatnim miesiącu zespół Guido Risalitiego z Uniwersytetu Florenckiego. Bazując na obserwacjach bardzo odległych kwazarów, fizycy oszacowali zmiany tempa rozszerzania wszechświata do 12 miliardów lat wstecz (przy 13,82 mld lat istnienia wszechświata). Dane uzyskane z obserwatoriów Chandra i Swift ukazały jednak coś dziwnego: młody wszechświat przyśpieszał szybciej niż powinien. Innymi słowy zachodzi tu dysonans pomiędzy obserwacją a wyliczeniami opartymi o teorię. Bardzo podobne wnioski wysnuli też amerykańscy badacze z Uniwersytetów Hopkinsa i Harvarda. Jeżeli błysk kwazarów nie wiedzie nas na manowce, to energia napędzająca rozrost przestrzeni, może okazać się zmienna w czasie. Cały artykuł Risalitiego jest dostępny w sieci.

Virgin Galactic Spaceship

Virgin Galactic zabrało w kosmos pierwszego pasażera

Początek ery komercyjnych i łatwo dostępnych (o ile posiadasz gruby portfel) lotów kosmicznych ogłasza się już od paru dobrych lat. Kolejny krok na drodze do realizacji tych obietnic postawił miliarder Richard Branson, ze swoim Virgin Galactic. 22 lutego w kolejny testowy lot ruszył statek SpaceShipTwo o nazwie VSS Unity. Na pokładzie obecni byli dwaj piloci, Dave Mackay i Michael Masucci oraz instruktorka astronautów Virgin Galactic, Beth Moses. Statek już dwa miesiące temu wzbił się na wysokość 82 km, a tym razem poprawił ten wynik sięgając prawie 90 km. Większość świata uznaje, że przestrzeń kosmiczna rozpoczyna się ponad linią Kármána – 100 km nad ziemią – jednak Amerykanie, jak to często bywa, posiadają własną definicję, wedle której już obecne wojaże należy uznać za loty kosmiczne.

Podróż trwała około godziny. Na razie Branson nie wskazuje daty rozpoczęcia pierwszych wypraw komercyjnych, ale kolejka chętnych do wydania 250 tys. dolarów na przygodę życia liczy już 600 nazwisk. Póki co, Virgin Galactic dopracowuje standardy bezpieczeństwa, zanim zaprosi na pokład pierwszych amatorów. Parę słów o tej wycieczce znajdziecie na Universetoday.com.

Grafen

Nano Carbon nie radzi sobie z “polskim” grafenem

Prawda jest taka, że medialne hasło “polski grafen”, właściwie od początku było mitem. Co prawda Polska naprawdę dysponuje rzeszą kompetentnych inżynierów, którzy z powodzeniem mogliby konkurować z zagranicznymi kolegami – ale na tym koniec. Nasze placówki po obiecującym początku bardzo szybko dały za wygraną, ustępując miejsca Amerykanom, Chińczykom, Koreańczykom oraz Europie Zachodniej. Pewnym symbolem tej degrengolady stało się ubiegłoroczne zamieszanie wokół Instytutu Technologii Materiałów Elektronicznych i niezrozumiałe usunięcie kierującego jego pracami Włodzimierza Strupińskiego. Pewną próbą naprawienia sytuacji było powołanie do życia spółki Nano Carbon. Należący do Polskiej Grupy Zbrojeniowej i KGHM twór, miał zająć się tym, co do tej pory najbardziej kulało – komercjalizacją przemysłowej metody wytwarzania grafenu. Problem polega na tym, że chociaż spółka już trochę istnieje, do chwili obecnej… w ogóle nie rozpoczęła procesu produkcji. Dyrektor twierdzi, że wciąż trwa postępowanie przetargowe dotyczące zakupu koniecznego sprzętu, jednak nie podaje żadnych konkretnych terminów.

Ale może doczekamy się pozytywnego zwrotu akcji? Dosłownie kilka dni temu pojawiła się wieść, jakoby potężną inwestycję w grafenowy biznes rozważała Grupa Azoty. Miejmy nadzieję, że to prawda, bowiem światowy rynek materiałów 2D, w najbliższych latach niemal na pewno zwielokrotni swoją wartość. Więcej o problemach polskich wynalazków pisało wiele portali i gazet, w tym Rzeczpospolita.

Obiekt FarFarOut

Odkryto obiekt leżący 140 j.a. od Słońca 

Chyba nigdy nie mieliśmy takiego przyrostu wiedzy o rubieżach Układu Słonecznego, jak w ostatnich miesiącach. I nie chodzi tylko o misję New Horizons. Pod koniec ubiegłego roku astronomowie obsługujący teleskop Subaru odnaleźli planetę karłowatą FarOut (bardziej oficjalnie 2018 VG18), oddaloną od Słońca o 120 j.a., czyli ponad 18 mld kilometrów. Ten sam zespół uchwycił niedawno jeszcze odleglejsze ciało FarFarOut, uciekające na dystans co najmniej 140 j.a., a zatem 21 mld kilometrów. Na razie o tych obiektach wiemy niewiele i trudno nam chociażby określić ich dokładne orbity. To dość istotne, gdyż dopiero po uzupełnieniu tej informacji dowiemy się gdzie sięgają ich aphelia i co za tym idzie – czy mamy do czynienia z jakimś rekordzistą. Na chwilę obecną najbardziej oddalającym się poznanym obiektem pozostaje (90377) Sedna. Peryhelium planetoidy sięga “tylko” 76 j.a. (mniej od powyższych), jednak jej orbita jest ekstremalnie eliptyczna, przez co aphelium przekracza 910 j.a., czyli aż 136 mld kilometrów. Ten wynik może być zagrożony tylko pod warunkiem, że nowo odkryte struktury poruszają się po równie wydłużonej trajektorii. Ale kto wie?

Hayabusa 2 dotyka Ryugu

Hayabusa 2 dokonała pierwszego kontaktu z planetoidą Ryugu

Parę miesięcy temu sonda Hayabusa 2, po czteroletniej wędrówce dotarła do celu pod postacią planetoidy Ryugu. Od tego momentu krąży wokół kosmicznej skały wykonując kolejne zaplanowane operacje. Najpierw zrzuciła trzy (z czterech planowanych) lądowniki, a 21 lutego sama przystąpiła do skomplikowanego manewru prowadzącego do krótkiego zetknięcia z powierzchnią. Tuż przed kontaktem sonda wystrzeliła niewielki pocisk, który wzbił obłok pyłu, następnie wessany przez aparaturę. To niezwykle ważne, ponieważ pobrany w ten sposób materiał skalny powróci w przyszłym roku wraz z Hayabusą na Ziemię. Jednak zanim do tego dojdzie, japońska maszyna wykona jeszcze dwie tego typu akrobacje. Najciekawsza będzie ostatnia, ponieważ zamiast zwykłego pocisku upuszczony zostanie ładunek wybuchowy – w celu dobrania się do głębszych warstw skalnych. Jeśli wszystko dobrze pójdzie, pod koniec obecnego roku sonda obierze kurs na matczyną planetę. Dokładniejsze informacje oraz świeże zdjęcia z misji są dostępne na stronie agencji JAXA, zaś polskojęzyczny artykuł na jej temat mogliście przeczytać w niedawnym artykule.

Hachimoji DNA

Powstaje DNA na bazie ośmiu nukleotydów

Jak wszyscy wiemy, cała informacja o właściwościach naszego organizmu zawiera się w ikonicznych już helisach kwasu deoksyrybonukleinowego. Biologia posługuje się przy tym charakterystycznym kodem opartym o cztery związki: adeninę A, tyminę T, guaninę G oraz cytozynę C. Zasady te łączą się w odpowiednie pary: guanina z cytozyną, adenina z tyminą. To fundament, na którym wspiera się organizacja życia na Ziemi. Można jednak zadać sobie pytanie, czy dałoby się inaczej? Czy dałoby się sformować nośnik informacji genetycznej korzystający z bogatszego języka?

Tę zagadkę postanowili rozwikłać naukowcy zgromadzeni wokół Fundacji na rzecz Zastosowanej Ewolucji Molekularnej i Nauk Biomolekularnych. W efekcie ich pracy udało się otrzymać molekułę podobną do ludzkiego DNA, lecz wyposażoną w osiem nukleotydów zamiast czterech. Projekt zyskał nazwę Hachimoji DNA, co z japońskiego oznacza osiem liter (zapewne w związku z azjatycką większością wśród autorów podpisanych pod publikacją). Według biologów pod kierownictwem Stevena Bennera, większa różnorodność par zasadowych oznacza podwojenie potencjału informacyjnego molekuły. Na razie trudno orzec jak tę wiedzę wykorzystać w praktyce, niemniej odkrycie i tak rodzi gigantyczne konsekwencje. Fakt, że życie mogłoby powstać w oparciu o zupełnie inną podstawę niż ta tradycyjna, nakazuje zrewidować nasze spojrzenie na ewentualność istnienia życia poza Ziemią. Być może na innych planetach wyewoluowały organizmy zupełnie wymykające się poza ramy znanej nam genetyki. O Hachimoji DNA pisali wszyscy, m.in. ScienceAlert oraz Sci-News.com.

Po kolejną porcję newsów ze świata nauki, zapraszam już na początku następnego miesiąca.

Komunikwanty – luty 2018 Komunikwanty – kwiecień 2018 Ludzie nauki, których pożegnaliśmy w ostatnim roku