Ledwo zaczął się rok, a świat nauki już zdążył sypnąć sporą liczbą interesujących wydarzeń. W dzisiejszym przeglądzie przyjrzymy się m.in. transneptunowej planetoidzie Ultima Thule, nowej rakiecie od SpaceX oraz świeżym szacunkom stałej Hubble’a.

Planetoida Ultima Thule

New Horizons przeleciała w pobliżu planetoidy Ultima Thule

Trwa trzy­na­sty rok odysei sondy New Horizons. Po minięciu okolic Plutona i Charona w 2015 roku, urzą­dze­nie kon­ty­nu­uje swoją misję, prze­mie­rza­jąc zimne, ciemne i słabo zbadane rubieże Układu Sło­necz­nego. Przez długi czas nie było pewne, co stanie się kolejnym przy­stan­kiem na trasie urzą­dze­nia. Osta­tecz­nie, 1 stycznia sonda ominęła w odle­gło­ści 3,5 tys. kilo­me­trów pla­ne­to­idę (486958) 2014 MU69, okre­ślaną też popu­lar­niej­szą nazwą Ultima Thule. Tym samym, Ultima uzyskała tytuł najdalej poło­żo­nego (ponad 6 mld kilo­me­trów od Słońca!), zba­da­nego z bliska ciała nie­bie­skiego. Inte­re­su­jący jest też fakt, że Teleskop Hubble’a odkrył skałę dopiero w 2014 roku – zatem w chwili startu Nowych Hory­zon­tów, astro­no­mo­wie nie zdawali sobie w ogóle sprawy z jej ist­nie­nia.

Badacze mają oczy­wi­ście nadzieję, że analiza kosmicz­nego bałwanka, przy­nie­sie nieco nowych infor­ma­cji na temat Pasa Kuipera i cha­rak­te­ry­styki obiektów trans­nep­tu­no­wych. Więcej o tym doko­na­niu i jego zna­cze­niu, pisała ofi­cjalna strona NASA.

Roślina na pokładzie Change'e 4

Cheng’e 4 wylądował na Księżycu

Jednym z bardziej medial­nych wydarzeń początku tego roku okazał się sukces misji Chang’e 4. Dla przy­po­mnie­nia: w ramach pierw­szych dwóch odsłon chiń­skiego programu, na orbicie Księżyca umiesz­czono satelity, zaś w czasie trzeciej i czwartej, na powierzch­nię Srebr­nego Globu dotarły lądow­niki wraz z łazikami. Wyjąt­ko­wość Chang’e 4 polega na tym, że po raz pierwszy doszło do lądo­wa­nia po nie­wi­docz­nej z Ziemi stronie Księżyca. Ważący ponad 1200 kilo­gra­mów sprzęt osiadł w olbrzy­mim kraterze, w pobliżu bieguna połu­dnio­wego (Basen Biegun Połu­dniowy-Aitken). Głównym zadaniem misji jest wyko­rzy­sta­nie instru­men­tów do badań gruntu i zasobów Księżyca.

Przy okazji zre­ali­zo­wano też inny cel. Chińska Agencja Kosmiczna poin­for­mo­wała, że na pokła­dzie lądow­nika znaj­do­wał się pojemnik z ziemią i nasio­nami kilku roślin. Dwa tygodnie po lądo­wa­niu Azjaci pochwa­lili się foto­gra­fią, na której widnieje zie­lo­niutki kiełek bawełny. Życie prze­trwało 212 godzin. To czy eks­pe­ry­ment można zaliczyć jako sukces i czy ma on realne zna­cze­nie badawcze budzi pewne kon­tro­wer­sje, ale próba bez wąt­pie­nia zostanie zapa­mię­tana. Więcej o tej sprawie dowiecie się ze space.com, zaś o samym lądo­wa­niu możecie poczytać na nasaspaceflight.com.

Genetyk He Jiankui w areszcie domowym

Pod koniec tamtego roku świat (nie tylko nauki) zelek­try­zo­wała infor­ma­cja o naro­dzi­nach pierw­szych dzieci, których geny zostały zmo­dy­fi­ko­wane przy użyciu metody CRISPR/Cas9. Za kon­tro­wer­syj­nymi bada­niami stoi chiński uczony z ośrodka w Shenzhen, He Jiankui. Poza głosami obu­rze­nia w śro­do­wi­sku, naukowca praw­do­po­dob­nie spotkają nie­przy­jem­no­ści prawne. Pań­stwowe służby twierdzą, że eks­pe­ry­ment został wykonany cał­ko­wi­cie nie­le­gal­nie, jed­no­cze­śnie ofi­cjal­nie potwier­dza­jąc, że taki proceder rze­czy­wi­ście miał miejsce (do tej pory wielu uczonych nie dowie­rzało donie­sie­niom). Jak na razie Jiankui został zwol­niony z uczelni i oczekuje na proces, zaś dziew­czynki z “uspraw­nio­nym” DNA pozo­stają pod okiem lekarzy. Wiele orga­ni­za­cji i placówek badaw­czych, w tym chiń­skich, coraz głośniej apeluje o wypra­co­wa­nie kon­kret­nych, kla­row­nych wytycz­nych doty­czą­cych tego typu praktyk w odnie­sie­niu do ludzi. Nic dziwnego, bo chyba każdy zdaje sobie sprawę, że tak czy inaczej kwestia ta musi doczekać się praw­dzi­wej debaty i wpro­wa­dze­nia odpo­wied­nich regu­la­cji. Więcej o pro­ble­mach chiń­skiego genetyka prze­czy­tasz na stronie Genengnews.com.

Bakteria wywołująca Alzheimera

Ta sama bakteria może atakować dziąsła i wywoływać Alzheimera

Koja­rzona do tej pory ze stanami zapal­nymi dziąseł, przy­zę­bia i jamy ustnej bakteria Porphy­ro­mo­nas gin­gi­va­lis, zdaje się znacznie groź­niej­sza niż kto­kol­wiek mógł sądzić. Zgodnie z bada­niami pro­wa­dzo­nymi  przez Stephena Dominy’ego i Casey Lynch dla firmy Cor­te­xyme, wystę­puje zatrwa­ża­jąca kore­la­cja pomiędzy obec­no­ścią bakterii Pg i wystę­po­wa­niem choroby Alzhe­imera. Na 53 prze­ba­da­nych nie­bosz­czy­ków cier­pią­cych wcze­śniej na ten rodzaj otę­pie­nia, aż 51 pozo­sta­wało również zara­żo­nych pato­ge­nem. Oczy­wi­ście kore­la­cja nie musi oznaczać zależ­no­ści, jednak naukowcy prze­ko­nują, że te same wnioski nasuwają się po bada­niach prze­pro­wa­dzo­nych na gry­zo­niach. Porphy­ro­mo­nas gin­gi­va­lis miałaby pro­wa­dzić do wydzie­la­nia się tok­sycz­nych enzymów, pro­wa­dzą­cych do dege­ne­ra­cji neuronów. Sceptycy twierdzą, że bakterie mogą wzmagać lub przy­śpie­szać postępy choroby, ale jak na razie wiele brakuje aby uznać Alzhe­imera za scho­rze­nie bak­te­ryjne. Szerzej temat opisał portal Eurekalert.org.

Eksperyment SALSA na Antarktydzie

SALSA znalazła szczątki życia kilometr pod antarktycznym lodem

Czy jest sens szukać czegoś na lodowym pust­ko­wiu, kilkaset kilo­me­trów od bieguna połu­dnio­wego? Okazuje się, że tak, a my nigdy nie powin­ni­śmy wątpić w nie­praw­do­po­dobne zdol­no­ści adap­ta­cyjne i roz­po­wszech­nie­nie ziem­skiego życia. Dowodzą tego m.in. kolejne eks­pe­dy­cje uczonych z programu Sub­gla­cial Antarc­tic Lakes Scien­ti­fic Access (SALSA). W ubiegłym miesiącu badacze wylą­do­wali w pobliżu pod­lo­dow­co­wego jeziora Mercera, gdzie prze­to­pili się przez kilo­me­trową warstwę lodu, zdo­by­wa­jąc uni­ka­towe próbki wody i mułu. Spo­dzie­wali się znaleźć w nich przede wszyst­kim ślady bardzo starych śladów z życia, z okresu gdy na Antark­ty­dzie panował znacznie cie­plej­szy klimat. Zamiast tego natra­fiono na ogromne stężenie bakterii, a także szczątki sta­wo­no­gów, sko­ru­pia­ków oraz (jakże by inaczej) nie­spor­cza­ków, wyglą­da­jące rela­tyw­nie świeżo. Materiał będzie jeszcze wie­lo­krot­nie spraw­dzany, ale nic nie wskazuje na to aby pocho­dził on z okresu wcze­śniej­szego niż kilka, może kil­ka­na­ście tysięcy lat. Dużo więcej na ten temat znaj­dziesz w eks­klu­zyw­nym mate­rialne Nature.

Rakieta Starship

SpaceX pracuje nad rakietą ze stali nierdzewnej

Falcon Heavy to świetna maszyna, ale Elon Musk od dłuż­szego czasu zapo­wiada coś jeszcze potęż­niej­szego – praw­dziwe monstrum, które po 2022 roku zabierze ludzi na Marsa. Przez długi czas mówiono o BFR, czyli Big Falcon Rocket (lub Big Fu**ing Rocket). W ostatnim czasie projekt uległ jednak poważnej moder­ni­za­cji, a Starship, jakim chwali się miliar­der, w niczym nie przy­po­mina już popu­lar­nych Falconów. Pierwsze co rzuca się w oczy to rezy­gna­cja z włókiem węglo­wych i wyko­na­nie korpusu maszyny ze stali nie­rdzew­nej. Metal cha­rak­te­ry­zuje się większą masą, ale za to nie­straszne mu niskie i wysokie tem­pe­ra­tury, może być łatwiej­szy w obróbce i przede wszyst­kim tańszy. Naj­cie­kaw­szym ele­men­tem nowego konceptu wydaje się ory­gi­nalna osłona ter­miczna. Korpus rakiety będzie składał się z dwóch warstw stali, pomiędzy którymi znajdzie się odpo­wiedni płyn. Gdy materiał zostanie roz­grzany do czer­wo­no­ści, na jego powierzchni pojawią się mikro­sko­pijne otwory, wypeł­niane płynem. Więcej o tej nie­ty­po­wej kon­struk­cji napisał Węglowy Szo­wi­ni­sta.

Stała Hubble'a

W Kalifornii doprecyzowano stałą Hubble’a

Prze­strzeń pęcz­nieje w każdym miejscu, a stała Hubble’a mówi nam jak dyna­micz­nie ta eks­pan­sja postę­puje. Jeżeli czy­ta­li­ście na łamach Kwantowo róż­no­ra­kie roz­wa­ża­nia łączące się z kosmo­lo­gią, to wiecie, że wielkość tę znamy wyłącz­nie w przu­bli­że­niu. W rzeczy samej, dotych­cza­sowe obser­wa­cje pozwa­lały naukow­com na przy­ję­cie sza­cun­ko­wej wartości, rzędu około 70 km/s na mega­par­sek. Cel dopre­cy­zo­wa­nia stałej Hubble’a posta­wili przed sobą ostatnio astro­no­mo­wie z Uni­wer­sy­tetu Kali­for­nij­skiego w Los Angeles. Simon Birrer wraz z kolegami wzięli pod lupę kwazary. Ale nie wszyst­kie – badaczy inte­re­so­wało przede wszyst­kim światło odle­głych kwazarów, prze­cho­dzące przez pola gra­wi­ta­cyjne leżących po drodze galaktyk. W pewnych przy­pad­kach taka soczewka gra­wi­ta­cyjna może spo­wo­do­wać roz­dwo­je­nie obser­wo­wa­nego obrazu, przy czym światło pierw­szego i drugiego obrazu pokonuje nieco inną trasę. W związku z tym każdą zmianę jasności kwazara widzimy dwu­krot­nie, a ewen­tu­alne opóź­nie­nie astro­no­mo­wie potrafią wyko­rzy­stać do bardzo dokład­nego wyzna­cze­nia dzie­lą­cych nas odle­gło­ści. W ten sposób nowe badanie ustaliło. że wartość stałej Hubble’a powinna wynosić 72,5 km/s na mega­par­sek – co jak naj­bar­dziej mieści się w dotych­cza­so­wych prze­wi­dy­wa­niach. Więcej szcze­gó­łów znaj­dzie­cie na Phys.org.

Śląski Festiwal Nauki

W Katowicach zakończył się 3. Śląski Festiwal Nauki

W połowie miesiąca miałem okazję pokręcić się trochę po kato­wic­kim Centrum Kon­gre­so­wym, gdzie odbyła się trzecia edycja Ślą­skiego Festi­walu Nauki. Wyda­rze­nie obfi­to­wało w liczne pokazy, spo­tka­nia i wykłady. Swoje pięć minut mieli wszyscy: od filo­lo­gów, przez praw­ni­ków, aż po inży­nie­rów i przed­sta­wi­cieli branży kosmicz­nej (którzy cieszyli się nie­przy­pad­kowo naj­więk­szym zain­te­re­so­wa­niem). W strefie kosmicz­nej można było obejrzeć oraz pokie­ro­wać łazikami mar­sjań­skimi, jak również dać się wsadzić do olbrzy­miego żyro­skopu i poczuć się jak na treningu dla astro­nau­tów. Jednak naj­istot­niej­szym punktem programu (przy­naj­mniej z mojego punktu widzenia), były oczy­wi­ście wystą­pie­nia zapro­szo­nych osób, w tym Nicole Scott – astro­nautki NASA, która spędziła ponad 100 dni na pokła­dzie Mię­dzy­na­ro­do­wej Stacji Kosmicz­nej, a także Johan­nesa Georga Bednorza – noblisty w dzie­dzi­nie fizyki i eksperta w sferze nad­prze­wod­nic­twa. Poza zagra­nicz­nymi vipami, główna scena gościła jeszcze m.in. gen. Miro­sława Her­ma­szew­skiego, hima­la­istę Leszka Cichego oraz przed­sta­wi­cieli wielu ośrodków i firm zwią­za­nych z prze­my­słem kosmicz­nym. Na stronie inter­ne­to­wej ŚFN można zapoznać się z kom­plet­nym pro­gra­mem, jak również z relacją całej imprezy.

Po kolejną dawkę wieści ze świata nauki, zapra­szam już na początku następ­nego miesiąca.

  • Michał Skichał

    Tak dla posze­rze­nia tematu, uzu­peł­nie­nia kon­tek­stu i dla naj­zwy­klej­szej cie­ka­wo­ści pozwolę sobie przy­to­czyć inne osza­co­wa­nia stałej Hubble‘a, poczy­nione w 2016 roku przez trzy nie­za­leżne zespoły: H = 67,8 km/s (na pod­sta­wie pomiaru aku­stycz­nych oscy­la­cji mikro­fa­lo­wego pro­mie­nio­wa­nia tła za pomocą satelity “Planck” ESA), H = 71,9 km/s (na pod­sta­wie pomiaru różnic w czasie w uwi­dacz­nia­niu się światła kwazarów zwie­lo­krot­nio­nego w soczew­ko­wa­niu gra­wi­ta­cyj­nym — czyli chyba metoda podobna do wspo­mnia­nej w artykule kwantowo) oraz H = 73,1 km/s (na pod­sta­wie pomiaru cefeid tele­sko­pem Hubble). Warto przy tym pamiętać, że stała H nie jest bez­względna — nie jest ona stałą fizyczną, może się zmieniać w czasie i naj­pew­niej inne jej wartości daje pomiar obiektów odle­głych a inny bliskich.

    • BloodMan

      Czyli nie ma żadnej Stałej H.
      (skoro nie jest stałą)
      W tym kon­tek­ście zasta­na­wia­jące jest używanie okre­śle­nia Stałej…

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Rze­czy­wi­ście nie jest to stała fizyczna w ścisłym zna­cze­niu tego słowa, bo z upływem czasu powinna się zmieniać (wszakże tempo eks­pan­sji wszech­świata rośnie). Jednakże, z ludz­kiego punktu widzenia nie ma to aż takiego zna­cze­nia i stałą H z powo­dze­niem wpro­wa­dza się do równań, podobnie do każdej innej stałej.

      • kuba_wu

        Są różne “stałe”. Jedne mają cha­rak­ter abso­lutny i są, o ile wiemy, nie­zmienne; inne to raczej współ­czyn­niki, tylko tra­dy­cyj­nie nazywane stałymi.

    • Michał Skichał

      O matko! Napi­sa­łem bzdury! Naj­moc­niej wszyst­kich prze­pra­szam i już koryguję: oczy­wi­ście stała H wyrażana jest nie w km/s lecz w km/s/Mpc (kilo­me­try na sekundę dzielone przez mega­par­sec). Oczy­wi­ście chodzi tutaj o współ­czyn­nik pro­por­cjo­nal­no­ści, czyli o ile km/s szybciej galak­tyki się od nas oddalają na każdy Mpc.

  • Michał Skichał

    Mani­pu­lo­wa­nie ludzkim genomem — ciekawi mnie co myślą inni czy­tel­nicy. Mam tutaj na myśli wzmiankę o panu prof. He Jiankui, który to przy­czy­nił się do uro­dze­nia się dzieci ze zmo­dy­fi­ko­wa­nym genem CCR5 (kodu­ją­cym receptor C-C chemokin typu 5, który jest wyko­rzy­sty­wany przez HIV do infekcji komórek). Osoby, które urodziły się z natu­ralną mutacją tego genu, są odporne na dzia­ła­nie wirusa HIV. Ja jestem jak naj­bar­dziej za grze­ba­niem w naszym genomie. Ja to widzę jako natu­ralną kon­ty­nu­ację tego, co już i tak robimy jako gatunek — korzy­stamy z praw przyrody aby prze­kształ­cać i mody­fi­ko­wać nasz świat, śro­do­wi­sko, począw­szy od rud węgla i metali, na implan­ta­cji różnych urządzeń w ciało, jak np. endo­pro­tezy czy kar­dio­sty­mu­la­tory.

    • rober­trock

      Myślę, że się zaczęło, choć wolał bym żeby nie. Oso­bi­ście jestem prze­ciw­ni­kiem grze­ba­nia w naszym genomie.
      Prawo, prawnicy, politycy, filo­zo­fo­wie, etycy nie nadążają za tymi odkry­ciami w genetyce a uważam, że sami naukowcy nie są w stanie nas ochronić przed nega­tyw­nymi kon­se­kwen­cjami tych mani­pu­la­cji. A nega­tywne kon­se­kwen­cje na pewno przyjdą.
      Jako przykład podam tu prze­my­śle­nia Ein­ste­ina, który to mówił o energii ukrytej w atomie że “otwie­rają się nowe źródła energii o kolo­sal­nej efek­tyw­no­ści” ale jed­no­cze­śnie zdawał sobie sprawę, że odkrycie to może nieść wiele zagrożeń, a ten “kosmiczny ogień” może sprzyjać powsta­niu ter­ro­ry­zmu jądro­wemu a nawet wojny atomowej.
      Jak się okazało te złe kon­se­kwen­cje odkryć przyszły pierwsze i tak samo może być w przy­padku mody­fi­ka­cji genomu.
      Rzeczy które wymie­ni­łeś jako natu­ralną potrzebę prze­kształ­ca­nia świata, łącznie z endo­pro­te­zami to tylko i aż narzę­dzia do lepszego życia i rozu­mie­nia natury. Ja widzę tu wyraźną granicę — narzę­dzie a cecha natywna.
      Jestem wielkim entu­zja­stą eks­plo­ra­cji układu sło­necz­nego i kosmosu, i zdaję sobie sprawę, że może się okazać, że te narzę­dzia które teraz mamy mogą być nie­wy­star­cza­jące do osią­gnię­cia tych celów. I może właśnie te mody­fi­ka­cje pomogą to osiągnąć. Dlatego oso­bi­ście jestem w wielkiej rozterce z tego powodu, ponieważ nadal wolałbym żeby jednak używać narzędzi a nie zmo­dy­fi­ko­wa­nego czło­wieka.
      Wiele rzeczy na świecie się sypie, a mody­fi­ka­cje genowe albo rozwój sztucz­nej inte­li­gen­cji tylko to przy­śpie­szą.
      Wedle mojej wiedzy oznacza to, że nie pora­dzimy sobie — jako spo­łe­czeń­stwa, z tymi “dobro­dziej­stwami”.
      Nastąpi jeszcze większe roz­war­stwie­nie między ludźmi tej samej spo­łecz­no­ści i całymi spo­łe­czeń­stwami. Oczy­wi­ście tech­no­lo­gia będzie tanieć, ale zanim stanieje to ci co mogą sobie na na takie nowinki pozwolić bardzo odskoczą.
      Dlatego nie wierzę w spra­wie­dliwą dys­try­bu­cję tych odkryć nauko­wych przez państwa czy inne insty­tu­cje, ponieważ już teraz rządy ulegają wpływom kor­po­ra­cji.
      Oczy­wi­ście zaraz można zapro­te­sto­wać, że takie mody­fi­ka­cje uratują wiele ludzi przed cho­ro­bami. I tak się nie­wąt­pli­wie stanie. Ale granica miedzy rato­wa­niem życia a mody­fi­ka­cją dla przy­jem­no­ści jest bardzo cienka i szybko zostanie prze­kro­czona.

      • Michał Skichał

        Dzięki za wypo­wiedź.

        Rozumiem, że ludzie boją się nie­zna­nego, nie chcą wchodzić w świat nowych tech­no­lo­gii. Zapewne wielu bało się maszyn parowych podczas rewo­lu­cji prze­my­sło­wej. Bardziej współ­cze­śnie wielu się bało energii atomowej. Reaktory atomowe dostar­czają czystej energii i czystego powie­trza, kosztem górników, inży­nie­rów gór­nic­twa, elek­tro­cie­płowni i trans­portu kole­jo­wego, który wozi węgiel. Przeskok na ener­ge­tykę jądrową w Polsce nie­wąt­pli­wie wpłynie na podziały klasowe i struk­turę socjo­eko­no­miczną Śląska. Powoli wcho­dzimy też w świat samo­cho­dów elek­trycz­nych kosztem ropy naftowej. Są kraje, które już zapla­no­wały taki skok tech­no­lo­giczny, w innych jest to tylko “czcze gadanie”, a w takiej Polsce to jest to wciąż science-fiction i to bliższe Gwiezd­nym Wojnom niż Gra­wi­ta­cji. Postęp w tech­no­lo­gii wpływa na spo­łe­czeń­stwo, kulturę, sztukę, media i inne tech­no­lo­gie. Patrz: komputer i internet. Czyż grze­ba­nie w genomie nie jest niczym innym, jak kolejną tech­no­lo­gią? No jest, czego dowodzi prężnie roz­wi­ja­jąca się bio­tech­no­lo­gia. To dzie­dzina wiedzy, nauki i prze­my­słu bazująca właśnie na mody­fi­ka­cji gene­tycz­nej. Dziś nie potrze­bu­jemy malin, aby dodać je do jogurtu, by miał smak malinowy. Potrzebny jest bio­tech­no­log, który wyizo­luje z maliny białko odpo­wia­da­jące za smak owocu, odkryje jego gen, wszczepi go w genom wirusa a tego wpro­wa­dzi do bakterii, aby wirus wsz­cze­pił ten gen w genom bakterii. W jednym, małym pokoju miliony bakterii pro­du­kują miliony białek, iden­tycz­nych z natu­ral­nymi, których poło­że­nie na naszym języku powoduje, że odczu­wamy smak malin. Proste. Dlaczego więc nie grzebać we własnym genomie, aby np. uod­por­nić się na paskudne choroby, jakich nie jesteśmy w stanie poradzić sobie za pomocą szcze­pień, czy anty­bio­ty­ków? Zresztą to może być już niebawem konieczne, bo docho­dzimy do kresu sku­tecz­no­ści anty­bio­ty­ków. A cho­ro­bo­twór­cze drob­no­ustroje coraz sku­tecz­niej się uod­par­niają… no mniejsza o to. Wspo­mi­nasz o tym, że być może mody­fi­ka­cje naszego genomu mogłyby nam pomóc w podró­żach kosmicz­nych. To byłoby dobre. Ale jakoś trudno mi sobie wyobra­zić geny nie­spor­czaka w moich komór­kach (to żart). Wątpię, aby dałoby się gene­tycz­nie zmienić nas tak, byśmy byli odporni na pro­mie­nio­wa­nie, czy zanik mięśni w nie­waż­ko­ści. Owszem istnieje ryzyko. Moim zdaniem dziś nie mamy takiej tech­no­lo­gii, czy raczej bio­in­ży­nie­rii, która pozwa­la­łaby nam na reali­zo­wa­nie z naszym genomem tego, co pokazują książki czy filmy sci-fi. Ale zamiast krzyczeć w prze­stra­chu, mogli­by­śmy już badać np. szym­pansy mody­fi­ko­wane gene­tycz­nie i dłu­go­fa­lowe skutki takich procedur…

      • m

        Nauka rozwija się bo ktoś za to płaci. Bez spon­so­rów szczytem techniki byłby kamień na kiju.
        Jasne że na początek sko­rzy­stają naj­bo­gatsi ale z czasem technika stanieje i będzie dostępna dla wszyst­kich (jak wszyst­kie nowinki tech­niczne które kiedyś kosz­to­wały krocie a teraz można je kupić za grosze).
        Repre­zen­tu­jesz podej­ście psa ogrod­nika — mnie nie stać więc żeby przy­naj­mniej inni nie mieli.

      • rober­trock

        Oooo.…. dzięki za dobre słowo, że repre­zen­tuje podej­ście psa ogrod­nika.
        A tak na poważnie. Mam wykształ­ce­nie i tech­niczne i huma­ni­styczne więc zawsze widzę a przy­naj­mniej staram się zobaczyć problem z każdej możliwej strony. I tak jest w tym przy­padku. Choć to jest blog o tematyce naukowej to nie sposób nie dostrzec pro­ble­mów także spo­łecz­nych i mam nadzieję, że autor tego bloga mnie za to nie zbanuje (bo moja poprzed­nia wypo­wiedz do “Michał Skichał” została ska­so­wana).
        Ja oso­bi­ście nie boję się zmian i jestem za zmianami, choć nie koniecz­nie za zmianami w genomie.
        O kilku tych rzeczach pisałem w komen­ta­rzu do poprzed­niego artykułu na tym blogu, odnośnie przy­szło­ści kom­pu­te­rów. Staram się do tego przy­go­to­wać i siebie i swoją rodzinę, bo trochę można zrobić już teraz.
        Może to wyglądać w taki sposób jak to było w osiem­na­stym i dzie­więt­na­stym wieku. Tam gdzie poja­wiała się linia kolejowa tam roz­kwi­tały miasta, biznesy i cała reszta — oczy­wi­ście były i ciemne strony tego rozwoju. Więc teraz może będzie podobnie, tam gdzie będą się rozwijać i upo­wszech­niać zabiegi mody­fi­ka­cji gene­tycz­nej tam będzie się roz­wi­jało spo­łeczne życie.
        Ja się tego nie boję, mówię tylko że będzie jeszcze większe roz­war­stwie­nie spo­łeczne. Postęp tego rodzaju będzie obar­czony wielkimi nie­po­ko­jami spo­łecz­nymi, jestem prze­ko­nany, że będzie bolało i to wszyst­kich.
        Na razie to nie jest kwesta czy mnie stać czy nie. Dla przy­kładu weźmy smart­fony. Czy biedny czy bogaty posłu­gu­jemy się takimi samymi urzą­dze­niami, a takich samych moż­li­wo­ściach.
        A teraz kwestia pie­nię­dzy. CRISPR/Cas9 jak wiemy teo­re­tycz­nie daje nie­ogra­ni­czone moż­li­wo­ści. Czy wszyst­kich będzie stać na to aby zmo­dy­fi­ko­wać swoje dziecko aby było inte­li­gent­niej­sze, spraw­niej­sze albo pięk­niej­sze? Na pewno nie, dlatego trzeba tego pilnować już teraz ale prawo jest daleko w tyle. Naprawdę, większa część spo­łe­czeństw nie ma pojęcia o mody­fi­ka­cji genów.
        Należy zauważyć że oprócz mody­fi­ka­cji genowej na hory­zon­cie mamy jeszcze i inne nie­wia­dome takie jak sztuczna inte­li­gen­cja, oporność bakterii na anty­bio­tyki czy zmiany klimatu.
        Trzeba rozwijać badania i iść do przodu ale czy na wariac­kich papie­rach i bez opa­mię­ta­nia jak to jest w przy­padku rabun­ko­wej eks­plo­ata­cji śro­do­wi­ska?
        Pozdra­wiam

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Staram się zro­zu­mieć o co chodzi, bo żadnego Twojego komen­ta­rza nie kaso­wa­łem.

      • rober­trock

        Witam
        Napi­sa­łem odpo­wiedz w dyskusji, wysłałem i pokazał się na stronie na chwilkę, potem znikną i wyświe­tlił się komu­ni­kat, że wątek nie­ak­tywny. Myślałem więc, że to coś jak ban. Ale widzę, że teraz mogę pisać więc jest ok.
        Pozdra­wiam

      • Michał Skichał

        Wygląda na to, że jak piszemy długi tekst, to on idzie wówczas do mode­ra­cji, a nie od razu na stronę.

      • m

        Telefon komór­kowy to zna­ko­mity przykład tego jak szybko tech­no­lo­gia droga i elitarna (jeszcze 30 lat temu na telefony komór­kowe było stać wyłącz­nie naj­bo­gat­szych) trafia do mas (dziś smart­fona ma każdy, biedny czy bogaty).
        Poza tym rozwój tech­no­logi sprawia że spo­łe­czeń­stwo staje się coraz bardziej ega­li­tarne. Skoro masz wykształ­ce­nie huma­ni­styczne to zapewne zdajesz sobie sprawę że zarówno władza poli­tyczna jest i bogactwo zarówno w czasie rewo­lu­cji prze­my­sło­wej jak i przed nią należały bo wąskiej, uprzy­wi­le­jo­wa­nej grupki (kolejno kapitalistów/właścicieli fabryk i arystokratów/właścicieli ziemi). Nie kojarzę poważ­nych nie­po­ko­jów spo­łecz­nych wyni­ka­ją­cych z tego powodu.
        Zwłasz­cza że jak sam piszesz, więk­szość spo­łe­czeń­stwa nie ma pojęcia o mody­fi­ka­cji genów. Brak świa­do­mo­ści i brak zain­te­re­so­wa­nia jeszcze bardziej zmniej­szają szanse na jakiś opór, nie­po­koje, rewo­lu­cje. Tym bardziej że tech­no­lo­gia ta, jak i każda inna, szybko trafi pod strzechy.

      • rober­trock

        Witam
        Żebyś nie został bez odpo­wie­dzi a dla dokład­niej­szego wyja­śnie­nia co mam na myśli i bez prze­dłu­ża­nia kilka zdań wyja­śnie­nia.
        Każdy ma prawo do swojej opinii i swojego postrze­ga­nia rze­czy­wi­sto­ści.
        Roz­war­stwie­nie eko­no­miczne może dało by się przeżyć ale pociąga za sobą coraz większe prze­pa­ście świa­to­po­glą­dowe i to może być, a nawet już jest czyn­ni­kiem zapalnym.
        O Polsce nie będę pisał ale sami widzicie.
        Wielka Brytania — wiele osób zagło­so­wało na brexit ze wschod­niego wybrzeża. Jak sami miesz­kańcy tamtego regionu mówili, dlatego, ponieważ przez bardzo, bardzo długie lata w swoich mia­stecz­kach i wsiach na ulicach nie słyszeli żadnego obcego języka aż tu nagle to się zmieniło i to ich napawa nie­po­ko­jem. Spo­łe­czeń­stwo UK jest bardzo, bardzo podzie­lone zwłasz­cza na przykład w takim York­shire. Oczy­wi­ście są i inne przy­czyny.
        Włochy są prawie ban­kru­tem. Oczy­wi­ście można powie­dzieć, że Por­tu­ga­lia także kilka razy ban­kru­to­wała w swojej historii, ale to co kiedyś ludzie uznawali że tak trzeba i sie­dzieli cicho to teraz tak na pewno nie będzie.
        W Szwaj­ca­rii kiedyś ludzie wycho­dząc z domu np. za zakupy nie zamykali swoich domów bo wie­dzieli, że ich państwo działa dobrze i jest bez­piecz­nie. Obecnie tak się nie dzieje bo jest coraz więcej przy­jezd­nych i robi się nie ciekawie. I to ich irytuje. Nawiasem mówiąc Szwaj­ca­rzy i Skan­dy­na­wo­wie są jeszcze naj­bar­dziej prag­ma­tyczni w europie.
        Europa traci swoją toż­sa­mość. Musi prze­pra­szać za kolo­nia­lizm i tym podobne. Dawne kolonie a obecnie nie­pod­le­głe państwa domagają się od UK, Francji, Holandii zwrotów dzieł sztuki z muzeów, twier­dząc na forum mię­dzy­na­ro­do­wym, że zostały skra­dzione, co strasz­nie drażni dawne potęgi.
        Euro­pej­czycy jeszcze jakiś czas będą sobie zdawać sprawę z tego, że Europa nie jest centrum świata wplą­tu­jąc się w puste spory. Wahadło prze­chyla się na drugą stronę. Dawno temu uczono mnie, jeśli chodzi o gospo­darkę i kulturę, że było PAX America, Potem miało być PAX Japan, ale nic z tego nie wyszło. PAX Europe trudno sobie wyobra­żić w obecnej sytuacji. Punkt cięż­ko­ści prze­chyla się na wschód, co Euro­pej­czy­kom trudno będzie to zaak­cep­to­wać.
        Coraz więcej eko­no­mi­stów wypo­wiada się o tym, że pracy się nie sprze­daje, czyli nie wypro­wa­dza się jej na drugi koniec świata, bo u nas zostanie tylko kon­sump­cja i usługi a tego może nie wystar­czyć.
        Ktoś kiedyś powie­dział, że pie­nią­dze na social kończą się wtedy kiedy kończą się cudze pie­nią­dze. A pie­nią­dze na social właśnie się skoń­czyły w UK i Francji a to nie wróży nic dobrego.
        Dlatego nie rozumiem dlaczego rząd Polski tak chętnie rozdaje pie­nią­dze, a nie korzysta z doświad­czeń innych krajów.
        Siła nabywcza pie­nię­dzy zmniej­sza się nato­miast koszty opieki medycz­nej i edukacji stale rosną.
        Prze­pro­wa­dzono badanie i zapytano ludzi czy z dnia na dzień potra­fili by zdobyć jed­no­krot­ność swojej pensji. Zna­ko­mita więk­szość odpo­wie­działa nega­tyw­nie. I to są te nawar­stwia­jące się dys­pro­por­cje. A współ­cze­sne mecha­ni­zmy eko­no­miczne nie potrafią tego naprawić.
        W tym przy­padku nie możemy się posłu­gi­wać czysto kapi­ta­li­styczną formułką o podziele na biednych i bogatych. Właśnie między innymi po to powstał projekt UE aby zrów­ny­wać i żeby wszyst­kim rosło równo.
        Na zlecenie Komisji UE prze­pro­wa­dzono badanie w 13 krajach UE gdzie prze­py­tano 580000 tyś ludzi. Pytanie było proste: czy Pan/Pani brał by czynny udział w zamiesz­kach, buncie prze­ciwko elitom. Więk­szość odpo­wie­działa twier­dząco. A to nie napawa opty­mi­zmem.
        Lloyds Of London ma duży dział ana­li­tyczny, gdzie bada się nastroje spo­łeczne i trendy. I w swoim raporcie ostrze­gali przed tego typu sytu­acjami w różnych krajach EU.
        A teraz wracając to techniki. Mówi się czasami, że rozwój tech­no­lo­giczny będzie pociągał za sobą tak duży poten­cjał, że roz­war­stwie­niami nie ma się co martwić. Czasami nazywa się to potęgą obfi­to­ści. Jednakże jest wielu badaczy, którzy twierdzą, że tech­no­lo­gia, choć ogólnie przynosi korzyści gospo­darce ale nie wyrów­nuje biedy, nie zawsze pomaga w awansie spo­łecz­nym czy eko­no­micz­nym,
        a tu zaczyna się zjawisko, że dzięki potędze obfi­to­ści elita zapewnia sobie jeszcze większą przewagę eko­no­miczną, poli­tyczną co prowadzi do błędnego koła.
        Są i tacy badacze, którzy widzą ze wiele ludzi są po prostu zmęczeni ciągłym przy­śpie­sza­niem, ciągłą gonitwą i wyści­giem. Robiono badania gdzie badano jak smart­fony używane przez nasto­latki wpływają na komu­ni­ka­cję. Wyszło, że np. relacje są coraz płytsze. Bo cały czas czują się oceniane, i stale muszą czymś impo­no­wać na por­ta­lach spo­łecz­no­ścio­wych.
        Ehhh i znowu wyszło przy­długo.
        Pozdra­wiam

      • m

        Wyszło przy­długo, to prawda. Bez obrazy ale znacznie lepiej by się czytało Twoje posty gdybyś pisał je zwięźle, skupiał się na temacie i mniej — mówiąc wprost — lał wodę.
        Nie wiem na przykład czemu na służyć dość przy­długi wstęp który można streścić do słów “ludzie boją się zmian”. Ano ludzie zawsze bali się zmian, zmiany zawsze nastę­po­wały i ludzie zawsze się do nich przy­zwy­cza­jali.
        Pytanie o politykę i socjal uznam za reto­ryczne. Zapytam jedynie — widzia­łeś kiedyś polityka patrzą­cego dalej niż na termin naj­bliż­szych wyborów?
        580 tyś ludzi dekla­ru­ją­cych udział w zamiesz­kach brzmi strasz­nie dopóki nie przy­po­mnisz sobie jak te liczby prze­kła­dają się na realny świat — a w realnym świecie z tych 580 tyś ludzi zostanie nie­wielki ułamek.
        No i na koniec jedni naukowcy mówią jedno, drudzy mówią drugie a trzeci trzecie. A wszyscy wróżą z fusów bo przy­szło­ści nikt nie zna. Dlatego ja opieram się raczej na prze­szło­ści która wyraźnie pokazuje że tech­no­lo­gia zasypuje prze­pa­ści a nie tworzy nowe. Średnie roz­war­stwie­nie dochodów i bogactwa jest dziś dużo mniejsze niż kie­dy­kol­wiek w prze­szło­ści a średni poziom dochodów (co jest, moim zdaniem, dużo waż­niej­sze) jest o wiele wyższy. I tym opty­mi­stycz­nym akcentem zakończę.

      • rober­trock

        Moje wypo­wie­dzi to nie jest lanie wody, choc tak to widzisz. Wieksza czesc wypo­wie­dzi to spoj­rze­nie bardziej socjo­lo­giczne I w tym kon­tek­scie podalem miejsca zapalne w spo­le­czen­stwach euro­pej­skich. A to ma wplyw na kazdy aspekt zycia. Ale mniejsza z tym. Za bardzo odbie­glem od tematyki bloga.
        Skoro wszech­swiat sie rozrzeza to dlaczego jak twierdza astro­fi­zycy, nasza galak­tyka I galak­tyka Andro­medy (jesli sie myle co do galakyki to mnie popraw­cie) zblizaja sie do siebie I ma dojsc do zde­rze­nia?
        Pozdra­wiam

      • Michał Skichał

        Wszystko jest źle. Gdzieby nie spojrzeć: tragedia. Nic tylko w łeb sobie strzelić. Nawet smart­fony są złe, bo relacje są płytsze. Być może są płytsze, ale relacje rozu­miane przez pryzmat XIX wieku, zde­fi­nio­wane w czasach, kiedy smart­fo­nów nie było. Zde­fi­niujmy relacje jako liczbę zna­jo­mych na fb. Okaże się wówczas, że w XIX wieku ludzkość była bardzo nie­szczę­śliwa, bowiem prze­ciętny człowiek miał zero zna­jo­mych na fb. Dzięki temu prostemu zabie­gowi, cytowane badania nagle nabie­rają rumień­ców! Ale i tak nic to nie da, bo Europa umiera. Już czuć swąd zgni­li­zny. Jak pokazują naj­now­sze badania socjo­lo­giczne, w Polsce rząd nie jest zain­te­re­so­wany dobrym rzą­dze­niem na długie lata gro­ma­dzą­cym zasoby, bowiem jego szczyt­nym celem jest roz­rzu­cać pie­nią­dze w tłum, aby tłum na rząd głosował, aby z popar­ciem ludu zdobyć banki i sądy, zaś z pie­niędzmi banków wybu­do­wać biurowce w War­sza­wie. A gdyby ktoś miał jakieś pre­ten­sje do tego, to i tak by w sądzie przegrał. Ot, meandry polityki…

        Ale tak szczerze i bardziej serio: mam wrażenie, że przy­ta­czane przez Ciebie dowody naukowe są bardzo ten­den­cyjne. Np. pomijasz badania poka­zu­jące, że nowa tech­no­lo­gia zawsze tworzy więcej miejsc pracy, niż miejsc pracy odbiera, tworzy nowe zawody, nowe dzie­dziny aktyw­no­ści, zwiększa popyt, kon­sump­cję, rozwija rynek. Pomijasz badania poka­zu­jące, że naj­młod­sze poko­le­nie wykazuje daleko idące zmiany w sposobie myślenia, roz­wią­zy­wa­nia pro­ble­mów i prze­twa­rza­nia infor­ma­cji w związku z nie­wy­obra­żal­nie łatwym dostępem do prak­tycz­nie nie­skoń­czo­nych zasobów infor­ma­cji na dowolny temat. Dzięki temu, że mamy smart­fony z dostępem do inter­netu i google (i dzięki temu, że mamy też internet z miliar­dem stron i serwisów), nie trzeba się już uczyć dat. Po co komu wiedzieć, kiedy miała miejsce bitwa pod Grun­wal­dem? Każdy “głupi” znajdzie to w ciągu minuty w google. Być może nie będzie już potrzeby uczyć się modelu stan­dar­do­wego czy układu pier­wiast­ków. (Wystar­czy stosowna apli­ka­cja na smart­fo­nie uru­cha­miana np. skrótem kla­wia­tu­ro­wym albo głosowo. Wyobra­żasz to sobie? Mówisz do smart­fona “miedź” i już wyświe­tla Ci się wszystko, od liczby atomowej, wła­ści­wo­ści, receptur che­micz­nych po spis kopalń i naj­now­szych publi­ka­cji.) Nowe poko­le­nie wykazuje zmiany w myśleniu — o jakich tu piszę — mie­rzalne na poziomie beha­wio­ral­nym i neu­ro­fi­zjo­lo­gicz­nym. Możesz to zobaczyć obser­wu­jąc dzie­ciaki, badając je różnymi testami, jak również zobaczyć zmiany ich aktyw­no­ści neu­ro­nal­nej w ska­ne­rach neu­ro­obra­zo­wych. Wiemy już, że przyszła szkoła musi się zmienić. Czeka nas rewo­lu­cja w systemie edukacji. Nowe poko­le­nia po prostu nie będą w stanie korzy­stać z naszych szkół. To będzie dopiero roz­war­stwie­nie spo­łeczne: kraje trze­ciego świata wciąż będą się uczyć pisać, czytać, rachować i wkuwać podstawy historii na blachę, ewen­tu­al­nie marząc o tym, aby choć jeden osobnik z wioski dostał się do liceum, kiedy to w cywi­li­za­cji Zachodu świat pójdzie w kierunku prawie cyber­ne­tycz­nym: dostęp do sieci stanie się roz­sze­rze­niem mózgu. Może prze­sa­dzam, ale przy­szłość widzę jedną. Albo wymrą kraje trze­ciego świata, albo zaleją i zniszczą one cywi­li­za­cję Zachodu, cofając Ziemię do poziomu przełomy XIX / XX wieku. Oba warianty już zdarzały się w historii (np. upadek cesar­stwa rzym­skiego, Egiptu, Babilonu, ale też wyjście ze śre­dnio­wie­cza, oświe­ce­nie itd.). Cóż, odsze­dłem od tematu. Ale pociągał mnie ten wątek 😉 Już się roz­ma­rzy­łem o inter­fej­sach neu­ro­nal­nych dzięki którym mógłbym podpiąć mózg bez­po­śred­nio do sieci he he ale wracając do rzeczy. Nie będę jednak robił listingu badań, jest ich od groma, a mam tu na myśli badań poka­zu­ją­cych, że postęp jest OK i nowe tech­no­lo­gie prze­obra­żają nasze spo­łe­czeń­stwo raczej na plus.

  • arthy

    Dla mnie atak He Jiankui to czysta ludzka zazdrość, bo on był PIERWSZY i już nikt nie będzie tego mógł powie­dzieć o sobie. To jak z tym słynnym pytaniem “kto był drugi na księżycu? No właśnie”. Poza tym hej, mamy 21. wiek i powin­ni­śmy z otwar­tymi ramio­nami witać wszelkie nowinki mogące pomóc czło­wie­kowi, to nie śre­dnio­wie­cze gdzie wszystko co nowe i nieznane to magia i zabobon — spalić na stosie.
    Z testami na ludziach też nie byłoby problemu, bo ochot­nicy waliliby drzwiami i oknami za obiet­nice poprawy swojego życia/ciała, podsunąc tylko odpo­wied­nie papierki do podpisu i gotowe.

  • rober­trock

    Odnośnie Chang’e 4 cieszę się, że coraz więcej krajów czy firm inwe­stuje w wyprawy na księżyc. Cały czas uważam, że księżyc to świetna baza do badań i do podróży dalej w głąb układu sło­necz­nego, cho­ciażby badanie Europy, księżyca Jowisza gdzie pod warstwą lodu odkryto wodę w stanie płynnym.
    Wspo­mniana bakteria przy­zię­bia to może być kolejny puzel w ukła­dance odnośnie choroby degra­da­cyj­nej mózgu i degra­da­cji neuronów. Tak już jest, że walczymy z enzymami i tok­sy­nami pro­du­ko­wa­nymi przez bakterie a które powodują stany zapalne w całym orga­ni­zmie.
    Warto śledzić te badania. Ćwi­cze­nia fizyczne i umysłowe i dieta pro­mu­jąca neu­ro­ge­nezę i neuro-ochron­nie to na razie tyle i aż tyle jeśli idzie o walkę z Alzhe­ime­rem.
    Pozdra­wiam

    • Michał Skichał

      Tak na prawdę nie ma żadnej walki z ch. Alzhe­imera. Żaden chory nie wyzdro­wiał, ani nie wrócił do pracy bez względu na to, jak bardzo by zdrowo jadł, ile leków pro­ko­gni­tyw­nych by nie zażył, ani ile krzy­żó­wek by nie roz­wią­zał. Choroba ma nieznaną etio­lo­gię, żadne leczenie nie jest sku­teczne, jest po prostu nie­ule­czalna. Co więcej, wiemy, że jej istotnym ele­men­tem jest odkła­da­nie się pato­lo­gicz­nych złogów w mózgu i wiemy, jakie geny mają w tym udział. Co gorsza, naj­praw­do­po­dob­niej te zmiany w mózgu roz­po­czy­nają się kiedy mamy 30 lat i osiągają kry­tyczne zna­cze­nie na starość. Zatem jeżeli ktoś wymyśli lek umoż­li­wia­jący nie odkła­da­nie się tychże pato­lo­gicz­nych białek, to sku­teczne leczenie będzie wymagać zaży­wa­nia tego leku już w młodości. Naj­wię­cej nadziei daje nam raczej wizja mody­fi­ka­cji ludz­kiego genomu tak, aby nie powsta­wały mutacje genów związane z pro­duk­cją i aku­mu­la­cją pato­lo­gicz­nych białek w mózgu.

      • rober­trock

        Dobrze że to napi­sa­łeś. Ja to wszystko wiem, dlatego napi­sa­łem, że mamy tylko tyle i aż tyle. Nie­któ­rzy w ogóle o siebie nie dbają a i tak sporo chorób ich omija, a inni odwrot­nie. W tym momencie widzimy jak wielką role odgry­wają geny, gdzie zależ­ność geny/środowisko różnie się rozkłada. W jednej z publi­ka­cji natra­fi­łem na hipotezę, że choroby tego typu wystę­pują tak licznie i w takim stopniu dlatego, że po prostu za długo żyjemy.
        Kil­ka­krot­nie spo­tka­łem się z opinią, że po co tak się męczyć i dbać o siebie, kiedy może być tak, że wyj­dziemy z domu i auto nas prze­je­dzie. Ja nie zgadzam się z tym twier­dze­niem, że nie warto. A na pewno nie zamie­rzam czekać do starości aby spraw­dzić co u mnie miało większą eks­pre­sję na zdrowie, geny czy czynniki śro­do­wi­skowe.
        Dlatego jak pisałem o diecie miałem na myśli cało­ściowe podej­ście ale także i kon­kretne. Zachod­nia dieta jest uboga w takie skład­niki jak api­ge­nina, diter­peny — sabro­ni­nes, sacro­do­nins A-H, kwas pro­to­ka­te­chi­nowy, teanina czy lute­olina. One mają potwier­dzone dzia­ła­nie, tylko w połą­cze­niu z cechami osob­ni­czymi różnie może to wyglądać.
        Pozdra­wiam

  • rober­trock

    Dzięki za odpo­wiedz.
    Rze­czy­wi­ście nasze wypo­wie­dzi poja­wiają się w dziwnych odstę­pach cza­so­wych. Oczy­wi­ście pan Adam ma prawo do mode­ra­cji swojego bloga, jednakże nie podej­rze­wam aby chciał blokować ciekawą dyskusję.
    Pisząc o popra­wia­niu inte­li­gen­cji czy wyglądu oczy­wi­ście wybie­głem za bardzo do przodu. Tak masz rację, obecna nauka nie wie jak tego dokonać tym bardziej, że to nie będą poje­dyn­cze geny na pewno fenotypy. Inte­li­gen­cja to za bardzo skom­pli­ko­wana sprawa.
    Widzisz samoloty mają to do siebie, że nawet jeśli nie stać mnie na kupno swojego samolotu to i tak korzy­stam z postępu i prac badaw­czych. Mogę z nich korzy­stać latając po całym świecie na wycieczki czy do pracy, czy tez korzy­stać z prze­sy­łek lot­ni­czych, co z resztą robię.
    Przykład z Porsche jest trochę inny, ponieważ dotyczy już tylko cech oso­bi­stych czło­wieka — nie wiem czy to dobrze ująłem. Chodzi mi o to, że w takich przy­pad­kach — pomi­ja­jąc choroby oczy­wi­ście, istnieje presja oto­cze­nia. Ja nie posiadam Face­bo­oka a czuję presję oto­cze­nia — jak to nie masz to jak ci coś napiszę albo jak sobie pogadamy? Odnośnie mody­fi­ka­cji genów może być taka sama presja: jak to nie zmie­niasz koloru oczu dziecka — bo to już jest do zro­bie­nia, przecież wyglą­dałby uroczo.
    Ja nie piję alkoholu ale czuję presję oto­cze­nia, a znamy gen odpo­wie­dzialny za enzymy roz­kła­da­jące alkohol etylowy do aldehydu octowego a następ­nie do wody i dwu­tlenku węgla, który zachodzi w wątrobie. Ta ścieżka meta­bo­liczna jest trochę inna u różnych osób. Dlatego może by się skusić, a co tam przecież można pić do woli i cały czas być na rauszu. Przecież ma być fajnie i zabawnie.
    Branża mono­po­lowa i roz­ryw­kowa będzie zachwy­cona.
    Mniejsza z tym. To wszystko to pieśń przy­szło­ści. Powrócę do mojej pier­wot­nej myśli, czyli o to, że będą większe roz­war­stwie­nia w spo­łe­czeń­stwie niż teraz. A na to akurat jestem wyczu­lony bo obser­wuję kraje zachodu i ich sytuacje spo­łeczne od dłuż­szego czasu. Widzę na co się zanosi.
    Są naukowcy którzy mówią że takie rzeczy będą dostępne bardzo szybko a są i inni, którzy chłodzą wypo­wie­dzi i ocze­ki­wa­nia ludzi.
    W chwili obecnej widać jak różnie ludzie pod­cho­dzą do mięsa z próbówki, choć ten temat to dopiero początek. Ale to się zapewne zmieni. Podobnie było w latach sie­dem­dzie­sią­tych poprzed­niego wieku kiedy zaczęto mody­fi­ko­wać bakterie. Ludzie ogromnie się tego bali. A teraz witaminę c pro­du­kują mody­fi­ko­wane bakterie a mody­fi­ko­wane gene­tycz­nie drożdże pro­du­kują szcze­pionkę prze­ciwko żół­taczce.
    Pozdra­wiam

×