Kiedy eksperci i politycy dumają nad strategią dotyczącą wyhamowania wzrostu globalnej średniej temperatur, ja postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej na temat konsekwencji zmian klimatycznych w Polsce. W tym celu poprosiłem o rozmowę dr Aleksandrę Kardaś.

Pod auspi­cjami ONZ w Kato­wi­cach trwa właśnie 24. szczyt kli­ma­tyczny COP, czyli Con­fe­rence of the Parties. Znów zetrą się interesy, wizje i ocze­ki­wa­nia 190 dele­ga­cji z całego świata. Nie ma co mydlić sobie oczu i liczyć na wielkie, ponadna­ro­dowe poro­zu­mie­nie, które jednym zde­cy­do­wa­nym ruchem prze­stawi ludzkość na właściwe tory rozwoju. Pozo­staje nam nadzieja, że małe, lecz kon­se­kwent­nie stawiane kroki również pozwolą na osią­gnię­cie zado­wa­la­ją­cych efektów, w postaci odczu­wal­nego ogra­ni­cze­nia emisji gazów cie­plar­nia­nych oraz spo­wol­nie­nia zmian kli­ma­tycz­nych. Bez wąt­pie­nia wielu wzruszy ramio­nami. Wszakże Polska jest zbyt małym try­bi­kiem, aby nasze decyzje i reformy mogły wymier­nie wpłynąć na klimat. Może i tak. Pytanie tylko, jak długo można spo­glą­dać się na innych i unikać jakiej­kol­wiek odpo­wie­dzial­no­ści?

To o tyle istotne, że wbrew prze­ko­na­niu wielu osób, kon­se­kwen­cje zmian kli­ma­tycz­nych zapukają również do naszych bram. Między innymi na ten temat roz­ma­wia­łem z fizyczką atmos­fery z Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego – dr Alek­san­drą Kardaś. Więk­szość inter­nau­tów może kojarzyć jej nazwisko jako współ­au­torkę portalu naukaoklimacie.pl (oczy­wi­ście mocno polecam) oraz niedawno wydanej książki pod tym samym tytułem. Pani Alek­san­dra, wraz z resztą redakcji od kilku lat dzielnie i mery­to­rycz­nie odpo­wiada na przejawy kli­ma­tycz­nego denia­li­zmu, obalając naj­róż­niej­sze mity na temat glo­bal­nego ocie­ple­nia.

Korci żeby zacząć od ofi­cjal­nego spotu pro­mu­ją­cego nad­cho­dzący szczyt COP24 oraz polskie “osią­gnię­cia” kli­ma­tyczne. Widziała go Pani? Jak on wygląda z per­spek­tywy eksperta od klimatu?

Ten materiał odbierać można tylko z przy­mru­że­niem oka. Hasło o “kraju, w którym klimat się poprawia” kojarzy mi się z argu­men­ta­cją osób, które nad­mier­nie opty­mi­stycz­nie patrzą na skutki glo­bal­nego ocie­ple­nia w Polsce. Co prawda w przy­padku naszego regionu można dopa­trzeć się poje­dyn­czych pozy­tyw­nych efektów zmiany klimatu (np. spadek kosztów ogrze­wa­nia czy moż­li­wość zwięk­sze­nia plonów w przy­padku nie­któ­rych upraw), ale przy­nie­sie nam ona również wiele pro­ble­mów, takich jak częstsze susze, nie­bez­pieczne dla zdrowia fale upałów, czy roz­prze­strze­nia­nie się chorób odklesz­czo­wych.

Film wspiera też mylne ale dość popu­larne wrażenie, że kon­tro­lu­jąc nasze emisje gazów cie­plar­nia­nych, kon­tro­lu­jemy klimat w naszym kraju. W rze­czy­wi­sto­ści atmos­fera nie roz­po­znaje granic, a dwu­tle­nek węgla roz­no­szony jest po całym świecie. Emitując gazy cie­plar­niane wpływamy na klimat na całym globie, a z kolei średnia tem­pe­ra­tura w Polsce zależy od sumy emisji z całego świata.

Nie jest tajem­nicą, że pseu­do­nauka rozwija się współ­cze­śnie nazbyt dobrze. Wiedzą o tym przede wszyst­kim lekarze zma­ga­jący się z rekor­dową aktyw­no­ścią pro­epi­de­mi­ków. A jak kli­ma­to­lo­dzy oceniają poziom kli­ma­tycz­nego denia­li­zmu w naszym spo­łe­czeń­stwie? Czy tutaj też daje się odczuć ten­den­cję zwyżkową?

Znane mi badania opinii (na przykład zre­ali­zo­wane w ramach projektu Energia odNowa) pokazują raczej, że Polacy zdają sobie sprawę z problemu, jaki stanowi zmiana klimatu, choć czasem nie doce­niają jej zna­cze­nia dla naszego regionu. Z moich oso­bi­stych doświad­czeń wynika, że raczej przybywa osób, które dotąd nie inte­re­so­wały się tym tematem a dopiero teraz dotarła do nich infor­ma­cja o tym, że sytuacja jest tak poważna. Osoby negujące problem bywają krzy­kliwe i chętnie włączają się w dyskusje, dlatego być może powstaje wrażenie, że jest ich więcej niż w rze­czy­wi­sto­ści.

Może to kwestia poziomu debaty publicz­nej na tematy kli­ma­tyczne i śro­do­wi­skowe? Czy ona w ogóle istnieje? Bo mam wrażenie, że choćby w odróż­nie­niu od USA, temat prze­cho­dzi nieco bokiem.

Więk­szość z nas żyje obecnie w infor­ma­cyj­nych “bańkach” – docie­rają do nas infor­ma­cje wstępnie wyse­lek­cjo­no­wane przez redak­to­rów mediów, z których korzy­stamy, naszych zna­jo­mych w mediach spo­łecz­no­ścio­wych itp. W moim “stru­mie­niu infor­ma­cji” debata na tematy związane z klimatem jest bardzo żywa. Fak­tycz­nie jednak infor­ma­cje nie docie­rają szerzej do spo­łe­czeń­stwa. Wciąż zdarza się też, że wypo­wia­da­jący się publiczne politycy czy spe­cja­li­ści różnych dziedzin nie znają naprawdę pod­sta­wo­wych ustaleń nauki w kwestii zmiany klimatu i wygła­szają baga­te­li­zu­jące lub wręcz pełne błędów komen­ta­rze. To rodzi wąt­pli­wo­ści, czy przy­go­to­wy­wane przez nich projekty doty­czące polityki lub infra­struk­tury są sensowne i oparte na wiedzy. Zmiany sta­ty­styk pogo­do­wych będą miały przecież istotny wpływ na wiele dziedzin naszego życia – łącznie z gospo­darką i zdrowiem spo­łecz­nym.

Wzrost temperatur
Prosty gif Eda Hawkins z Uni­wer­sy­tetu w Reading, uzmy­sła­wia­jący skalę wzrostu glo­bal­nej średniej tem­pe­ra­tur

A propos wspo­mnia­nych wcze­śniej “krzy­ka­czy” i wypo­wia­da­ją­cych się osób. Dosłow­nie kilka dni temu do radiowej Trójki, jako eksperta, zapro­szono… redak­tora Naj­wyż­szego czasu Tomasza Sommera. Gość postawił dość śmiałą tezę, jakby szko­dli­wość CO2 była wymysłem nie­miec­kiej nauki, a z tą “należy uważać ponieważ uznawała niższość rasy Żydów i Polaków”. Nie będę ocze­ki­wał repliki na tak bły­sko­tliwy argument, ale chciał­bym zapytać: jak brzmiała naj­bar­dziej kurio­zalna teza kli­ma­tyczna, z jaką miała Pani stycz­ność?

Jak już wspo­mnia­łam, atmos­fera nie uznaje granic, a emi­to­wany przez czło­wieka dwu­tle­nek węgla roz­prze­strze­nia się po niej swo­bod­nie, tra­fia­jąc nawet w rejony naj­od­le­glej­sze od cywi­li­za­cji. Tym­cza­sem, jedna z osób pra­gną­cych zane­go­wać ten fakt stwier­dziła, że granicą nie do prze­kro­cze­nia dla dwu­tlenku węgla (lub innych zanie­czysz­czeń) jest równik. Aby wykazać absur­dal­ność tego pomysłu wystar­czy przy­po­mnieć, że w strefie rów­ni­ko­wej spo­ty­kają się wiejące z północy i południa pasaty, a ta strefa zbież­no­ści w ciągu roku wędruje z półkuli połu­dnio­wej na północną i z powrotem (wraz z pozorną wędrówką Słońca między zwrot­ni­kami). Roz­prze­strze­nia­nia się zanie­czysz­czeń po całej Ziemi dowodzą też inne przy­kłady. Na przykład to, że freony emi­to­wane przede wszyst­kim na półkuli pół­noc­nej docie­rają aż nad biegun połu­dniowy.

Dostrzega Pani jakieś realne zagro­że­nie dla edukacji pro­kli­ma­tycz­nej w naszym kraju? Medycyna musi mierzyć się z pewnym inży­nie­rem leczącym raka witaminą C i kon­stru­ują­cym struk­tu­ry­za­tory wody. Kli­ma­to­lo­dzy posia­dają adwer­sa­rza mogącego siać podobne spu­sto­sze­nie w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej?

Na pewno są osoby, które opo­wia­dają na temat klimatu różne bzdury. Wystar­czy zajrzeć na stronę ple­bi­scytu Kli­ma­tyczna bzdura roku, by zobaczyć całą listę. Dyżurnym kan­dy­da­tem jest na przykład Janusz Korwin-Mikke. Trudno mi jednak określić, na ile udaje mu się wpływać na opinię mas. Dla mnie szcze­gól­nie nie­po­ko­jące jest, gdy kli­ma­tyczne androny opo­wia­dają osoby z tytułami pro­fe­sor­skimi. Nawet jeśli nie są szerzej znane, tytuł legi­ty­mi­zuje je w oczach opinii publicz­nej. Słu­cha­cze zakła­dają, że profesor wie co mówi, tym­cza­sem wypo­wia­da­jąc się na temat spoza swojej spe­cjal­no­ści, nauko­wiec jest w takiej samej sytuacji jak każdy zwykły człowiek. Albo zna aktualne wyniki badań albo nie.

Mogę zapytać o nazwiska takich pro­fe­so­rów?

Pośród nomi­no­wa­nych do Kli­ma­tycz­nej bzdury roku w ubie­głych edycjach znaleźli się między innymi pro­fe­so­ro­wie Leszek Marks (geolog), Michał Lesz­czyń­ski (fizyk) czy Janusz Sowa i Jan Szyszko (nauki leśne).

Jan Szyszko
Wypo­wiedź nomi­no­wana do Kli­ma­tycz­nej bzdury roku 2015.

Porzu­ca­jąc wątek total­nych nega­cjo­ni­stów. Co odpowie kli­ma­to­log osobom, które wcale nie wyklu­czają faktu antro­po­ge­nicz­nego ocie­ple­nia, ale nie widzą w nim niczego złego? Jak sama Pani przy­znała, zmiany klimatu mogą przy­nieść pewne korzyści naszemu regio­nowi.

Niestety wraz z ocie­pla­niem klimatu, dłuższym okresem wege­ta­cyj­nym czy sezonem kawiar­nia­nych ogródków, przy­cho­dzą do nas także problemy. Wzro­stowi średniej tem­pe­ra­tury towa­rzy­szy przy­kła­dowo większe jej zróż­ni­co­wa­nie: poja­wiają się dni i okresy cie­plej­sze niż wystę­pu­jące dotąd, ale zdarzają się (i będą dalej zdarzać) również dni i okresy chłodne. Wcze­śniej budzące się do życia wiosną rośliny są bardziej narażone na przy­mrozki i za szybko zużywają zasoby zgro­ma­dzo­nej w glebie wilgoci, przez co latem stają się bardziej wrażliwe na suszę. Letnie fale upałów i susze to jed­no­cze­śnie zagro­że­nie dla zdrowia, plonów i utrud­nie­nie dla pro­duk­cji energii elek­trycz­nej z paliw kopal­nych (wzrost zapo­trze­bo­wa­nia na chło­dze­nie oznacza, że energii potrzeba więcej a wysokie tem­pe­ra­tury i niedobór wody utrud­niają chło­dze­nie urządzeń). Chociaż można cieszyć się lepszymi warun­kami do uprawy nie­któ­rych owoców czy kuku­ry­dzy, to kon­cen­tro­wa­nie się na tego typu korzy­ściach jest bardzo krót­ko­wzroczne.

Elektrownia Bełchatów
Elek­trow­nia Beł­cha­tów. Jeden z naj­więk­szych emi­ten­tów gazów cie­plar­nia­nych w Europie. Potrafi wypuścić 100 tys. ton CO2 w dobę.

Istnieje jeszcze kate­go­ria osób, które nie negują ocie­ple­nia, wiedzą również, że jest ono nie­bez­pieczne – ale i tak nie chcą z nim walczyć. Uważają, że skoro kopcą wielkie mocar­stwa, to nasze reformy i tak są bez zna­cze­nia. Może rze­czy­wi­ście, nasze ewen­tu­alne starania są daremne?

Ostatni Spe­cjalny raport IPCC na temat ocie­ple­nia o 1,5ºC nie pozo­sta­wia złudzeń. Jeśli chcie­li­by­śmy zatrzy­mać ocie­ple­nie klimatu na tym poziomie, konieczne jest bły­ska­wiczne prze­pro­wa­dze­nie dra­stycz­nych zmian w gospo­darce i zwy­cza­jach spo­łe­czeństw na całym świecie. Nie ma czasu na oglą­da­nie się na siebie i czekanie, kto zrobi pierwszy krok. Wtedy po prostu nic nam z tego nie wyjdzie. Jedyne wyjście to działać, dawać przykład i wywierać presję na innych, by postę­po­wali podobnie. Nie­któ­rzy martwią się, że kraje, które będą ociągać się z wdra­ża­niem nowych sposobów pro­duk­cji energii, będą miały nad innymi przewagę kon­ku­ren­cyjną. Ale czy ta przewaga potrwa długo, gdy ener­ge­tyka sło­neczna czy wiatrowa będą stawać się coraz tańsze i coraz bardziej dostęp­nie, a paliwa kopalne – odwrot­nie? Gdy zmiany staną się koniecz­no­ścią a ich wdro­że­nie będzie wymagać dodat­kowo zakupu tech­no­lo­gii od krajów, które prze­sta­wiły się już wcze­śniej? To jednak pytanie do eko­no­mi­stów.

Porozumienie paryskie
Podczas COP21 zawarto Poro­zu­mie­nie paryskie, mówiące o “wysił­kach na rzecz ogra­ni­cze­nia wzrostu tem­pe­ra­tur do 1,5 stopnia”.

Rze­czy­wi­ście sygna­ta­riu­sze Paktu Pary­skiego zobo­wią­zali się do utrzy­ma­nia wzrostu nie­prze­kra­cza­ją­cego 1,5 stopnia. Prze­kła­da­jąc to na emisje: na ile CO2 w atmos­fe­rze możemy sobie jeszcze pozwolić? Już w 2015 roku prze­bi­li­śmy granicę 400 ppm!

Tak, to idzie bardzo szybko! W 2017 mieliśmy już średnią kon­cen­tra­cję ponad 405 ppm. Jeśli chcemy zatrzy­mać ocie­ple­nie na poziomie 1,5–2ºC, to kon­cen­tra­cja wszyst­kich gazów cie­plar­nia­nych prze­li­czo­nych na ekwi­wa­lent (rów­no­waż­nik) CO2 powinna zatrzy­mać się około 450 ppm. Oczy­wi­ście to wartość przy­bli­żona. Daje nam ona po prostu duże praw­do­po­do­bień­stwo na zatrzy­ma­nie się w pożą­da­nym prze­dziale tem­pe­ra­tur.

Nie sądzi Pani, że te zało­że­nia Paktu Pary­skiego są nazbyt opty­mi­styczne? Naprawdę mamy szansę nie wyjść poza ten limit, zwłasz­cza gdy nawet Stany Zjed­no­czone kręcą tu nosem, a roz­wi­ja­jące się państwa, jak Indie, jeszcze wzmocnią emisję?

W Poro­zu­mie­niu jest mowa o “utrzy­ma­niu wzrostu glo­bal­nych średnich tem­pe­ra­tur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Cel­sju­sza ponad poziom przed­in­du­strialny i kon­ty­nu­owa­nie wysiłków na rzecz ogra­ni­cze­nia wzrostu tem­pe­ra­tur do 1,5 stopnia”. Trzeba mieć świa­do­mość, że jeśli tem­pe­ra­tura wzrośnie o więcej niż 1,5 stopnia, nisko położone kraje zaczną znikać z mapy ze względu na wzrost poziomu morza. Dlatego w moim odczuciu nawet jeśli ten cel doty­czący skutków glo­bal­nego ocie­ple­nia, jak Pan mówi jest “opty­mi­styczny”, to nie możemy z niego rezy­gno­wać.

Ciekawi mnie jedna rzecz. Nawet w naj­bar­dziej korzyst­nym sce­na­riu­szu, jeszcze przez jakiś czas poziom wszech­oce­anu i tak będzie wzrastał. Wiadomo o ile? Jeśli się nie mylę, niektóre wysepki na Pacyfiku tak czy owak, już są skazane na zagładę? Sytuacja jest trudna.

Trzeba pamiętać, że uczy­nie­nie wyspy nie­zdatną do zamiesz­ka­nia nie polega na tym, że znajduje się ona po prostu pod wodą. Wraz ze wzrostem poziomu morza nasila się erozja wybrzeża i kolejne kawałki lądu są po prostu roz­my­wane. Woda coraz częściej wdziera się na ląd – na przykład podczas sztormów – powo­du­jąc zasa­la­nie gleb i zbior­ni­ków wody. Część wysp już teraz wymaga ochrony w postaci tzw. opasek brze­go­wych – długich murów wzdłuż wybrzeża zapo­bie­ga­ją­cych erozji. Nawet jeśli wzrost poziomu morza zostanie w końcu zaha­mo­wany, część miesz­kań­ców tych regionów będzie musiała się prze­pro­wa­dzić.

Skutkiem globalnego ocieplenia jest wzrost poziomu wszechoceanu

To teraz trochę postraszmy losem Polski. Który ze skutków glo­bal­nego ocie­ple­nia, jest poten­cjal­nie naj­bar­dziej złowrogi dla miesz­kań­ców naszej części świata?

Myślę, że naj­bar­dziej prze­ma­wia do wyobraźni zagro­że­nie dla zdrowia. Coraz częstsze są u nas fale upałów i tro­pi­kalne noce, które stwa­rzają problemy zwłasz­cza dla osób star­szych i miesz­ka­ją­cych w miastach. Obecnie niemal co roku zdarza się w War­sza­wie noc z tem­pe­ra­turą powyżej 20 stopni. Przed latami dzie­więć­dzie­sią­tymi był to ewe­ne­ment poja­wia­jący się co dziesięć, kil­ka­na­ście lat. W lawi­no­wym tempie rośnie też liczba przy­pad­ków bore­liozy, choroby prze­no­szo­nej przez kleszcze. Zmiany klimatu w Polsce okazują się sprzyjać licz­niej­szemu wystę­po­wa­niu kleszczy, ich dłuż­szemu żero­wa­niu w ciągu roku i namna­ża­niu się cho­ro­bo­twór­czych drob­no­ustro­jów, które prze­no­szą.

Tak swoją drogą, jeszcze w listo­pa­dzie niemal każdego wieczoru znaj­do­wa­łem w miesz­ka­niu komara. To też kwestia ocie­ple­nia, czy jestem prze­wraż­li­wiony? 🙂

Niestety nie orien­tuję się w sta­ty­sty­kach doty­czą­cych środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich komarów, ale wiem, że inne zwie­rzęta – jak przy­wo­łane kleszcze – wydłu­żają okres swojej aktyw­no­ści w ciągu roku.

Jak w końcu będzie z naszymi porami roku. Zaczną się zlewać aż zostanie tylko lato z zimą?

Myślę, że pro­ble­ma­tyczne jest użycie słów “lato i zima”, bo budzą u nas kon­kretne sko­ja­rze­nia. Jedno to upały i Słońce, drugie mróz i śnieg. Tym­cza­sem tego mrozu i śniegu będzie coraz mniej, zastąpi je deszcz i szarówka. Lepiej może mówić o porze ciepłej i chłodnej, podczas których zdarzać się będą epizody upałów lub odpo­wied­nio mrozów.

To jak będzie wyglądać “pora chłodna”? Jak rozumiem lata będą coraz cie­plej­sze. Zimy również (co w ostat­nich latach obser­wu­jemy), czy jednak finalnie możemy spo­dzie­wać się siar­czy­stych mrozów?

Dni z mrozem będą coraz rzadsze. Pro­jek­cje przed­sta­wione w piątym raporcie IPCC pokazują, że w zależ­no­ści od dalszych emisji gazów cie­plar­nia­nych, do końca stulecia liczba mroźnych dni może w Polsce spaść do 60 (wersja opty­mi­styczna) lub nawet 30 rocznie (w przy­padku utrzy­ma­nia inten­syw­nych emisji). Dla porów­na­nia w wieku XX było ich zwykle ponad 100! Ze względu na to, że zmiana klimatu przynosi nam ocie­ple­nie Arktyki i spo­wol­nie­nie prądu stru­mie­nio­wego, rośnie praw­do­po­do­bień­stwo tak zwanych “blokad wyżowych” – dłuż­szych okresów, podczas których rozległe wyże z centrum nad Europą Wschod­nią czy Cen­tralną nie wpusz­czają do nas powie­trza wędru­ją­cego znad oceanu i przez dłuższy czas pozo­sta­jemy pod wpływem na przykład powie­trza znad Rosji. Zimą oznacza to nawet kil­ku­ty­go­dniowe okresy mrozu i smogu.

Załóżmy, że dzwoni do Pani Doktor premier lub prezes i proszą o szczerą radę. Jakie (możliwie realne) roz­wią­za­nia pro­po­no­wa­łaby Pani wpro­wa­dzić? Co wymaga naj­więk­szej uwagi?

Myślę, że przede wszyst­kim zacząć trzeba od roz­wi­ja­nia efek­tyw­no­ści ener­ge­tycz­nej. Na pewno sprzy­ja­łoby temu ure­al­nie­nie kosztów powo­do­wa­nych przez emisje gazów cie­plar­nia­nych, tak żeby każdy, widząc swój rachunek za prąd czy ogrze­wa­nie albo cenę produktu wypro­du­ko­wa­nego w ener­go­chłon­nym procesie, odczuwał silną moty­wa­cję, by zmienić ich wysokość. Myślę, że w wielu przy­pad­kach – na przykład popu­la­ry­za­cji bez­e­mi­syj­nych źródeł energii czy trans­portu – wystar­czy­łoby przestać utrud­niać polskim przed­się­bior­com podą­ża­nie za świa­to­wymi trendami.

Pomysł z rachun­kiem brzmi ciekawie. Obawiam się tylko, że efekt może być inny. Szary obywatel zamiast naciskać na rząd i wymagać zielonej energii, zostanie nega­tyw­nie nasta­wiony do UE czy uczonych bro­nią­cych klimatu. Przecież tą kartą już teraz grają nie­któ­rzy popu­li­ści.

Oczy­wi­ście każde roz­wią­za­nie można przed­sta­wić w nega­tyw­nym świetle, a następ­nie zrzucić winę za jego wdro­że­nie na tego, kogo nie lubimy. Dlatego może nie ma co martwić się na zapas, a po prostu spraw­dzić, co spraw­dzało się na świecie i mieć nadzieję, że zadziała i u nas. Prze­glą­dów i oceny różnych podejść do ogra­ni­cza­nia zmiany klimatu dokonuje trzecia grupa robocza IPCC, więc można zajrzeć do jej raportów.

Niestety rze­czy­wi­stość rysuje się dość ponuro. Wiatraki popadły w niełaskę, zaś na kres elek­trowni węglo­wych raczej w tym poko­le­niu liczyć nie możemy. Jako drugi problem, wymie­niła Pani trans­port. Jaki jest udział samo­cho­dów w emisji gazów cie­plar­nia­nych? Przej­ście na auta elek­tryczne byłoby poważnie odczu­walne, czy to jedynie zmiana kosme­tyczna?

Trans­port drogowy odpo­wiada za ok. 10,5% emisji gazów cie­plar­nia­nych przez czło­wieka. Nie jest to domi­nu­jące źródło, ale też nie można go pomijać. IPCC zaleca zwięk­sza­nie elek­tro­mo­bil­no­ści i ogólnie elek­try­fi­ka­cji procesów tech­no­lo­gicz­nych i ogrze­wa­nia jako jedną z dróg pro­wa­dzą­cych nas do ogra­ni­cze­nia emisji. Oczy­wi­ście jednak przy zało­że­niu, że rów­no­le­gle pro­duk­cja energii prze­sta­wiana będzie na źródła bez­e­mi­syj­nie.

A jakich zmian życzy­liby sobie kli­ma­to­lo­dzy na naj­wyż­szym, mię­dzy­na­ro­do­wym szczeblu? Jest sens ocze­ki­wać czegoś ważnego po Szczycie Kli­ma­tycz­nym?

Myślę, że kli­ma­to­lo­dzy ucie­szy­liby się, gdyby ich ostrze­że­nia i wska­zówki zebrane w Spe­cjal­nym Raporcie IPCC na temat ocie­ple­nia o 1,5ºC zostały wreszcie wzięte na poważnie. Podczas Szczytu powinny zostać przyjęte kon­kretne zasady, którymi po 2020 roku będą się kierować państwa reali­zu­jące zało­że­nia Poro­zu­mie­nia pary­skiego (tzw. „Rule-book”). Nego­cja­cje doty­czące tych zasad trwają już od jakiegoś czasu, jest więc realna nadzieja, że proces ten uda się zakoń­czyć w Kato­wi­cach.

Aleksandra Kardaś
Dr Alek­san­dra Kardaś pozdra­wia z plat­formy pomia­ro­wej na dachu Wydziału Fizyki UW. 🙂

I tego też życzmy światu. Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów w obalaniu mitów o klimacie!

Z Alek­san­drą Kardaś roz­ma­wiał Adam Adamczyk