Kiedy eksperci i politycy dumają nad strategią dotyczącą wyhamowania wzrostu globalnej średniej temperatur, ja postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej na temat konsekwencji zmian klimatycznych w Polsce. W tym celu poprosiłem o rozmowę dr Aleksandrę Kardaś.

Pod auspi­cjami ONZ w Kato­wi­cach trwa właśnie 24. szczyt kli­ma­tyczny COP, czyli Con­fe­rence of the Parties. Znów zetrą się interesy, wizje i ocze­ki­wa­nia 190 dele­ga­cji z całego świata. Nie ma co mydlić sobie oczu i liczyć na wielkie, ponadna­ro­dowe poro­zu­mie­nie, które jednym zde­cy­do­wa­nym ruchem prze­stawi ludzkość na właściwe tory rozwoju. Pozo­staje nam nadzieja, że małe, lecz kon­se­kwent­nie stawiane kroki również pozwolą na osią­gnię­cie zado­wa­la­ją­cych efektów, w postaci odczu­wal­nego ogra­ni­cze­nia emisji gazów cie­plar­nia­nych oraz spo­wol­nie­nia zmian kli­ma­tycz­nych. Bez wąt­pie­nia wielu wzruszy ramio­nami. Wszakże Polska jest zbyt małym try­bi­kiem, aby nasze decyzje i reformy mogły wymier­nie wpłynąć na klimat. Może i tak. Pytanie tylko, jak długo można spo­glą­dać się na innych i unikać jakiej­kol­wiek odpo­wie­dzial­no­ści?

To o tyle istotne, że wbrew prze­ko­na­niu wielu osób, kon­se­kwen­cje zmian kli­ma­tycz­nych zapukają również do naszych bram. Między innymi na ten temat roz­ma­wia­łem z fizyczką atmos­fery z Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego – dr Alek­san­drą Kardaś. Więk­szość inter­nau­tów może kojarzyć jej nazwisko jako współ­au­torkę portalu naukaoklimacie.pl (oczy­wi­ście mocno polecam) oraz niedawno wydanej książki pod tym samym tytułem. Pani Alek­san­dra, wraz z resztą redakcji od kilku lat dzielnie i mery­to­rycz­nie odpo­wiada na przejawy kli­ma­tycz­nego denia­li­zmu, obalając naj­róż­niej­sze mity na temat glo­bal­nego ocie­ple­nia.


Korci żeby zacząć od ofi­cjal­nego spotu pro­mu­ją­cego nad­cho­dzący szczyt COP24 oraz polskie “osią­gnię­cia” kli­ma­tyczne. Widziała go Pani? Jak on wygląda z per­spek­tywy eksperta od klimatu?

Ten materiał odbierać można tylko z przy­mru­że­niem oka. Hasło o “kraju, w którym klimat się poprawia” kojarzy mi się z argu­men­ta­cją osób, które nad­mier­nie opty­mi­stycz­nie patrzą na skutki glo­bal­nego ocie­ple­nia w Polsce. Co prawda w przy­padku naszego regionu można dopa­trzeć się poje­dyn­czych pozy­tyw­nych efektów zmiany klimatu (np. spadek kosztów ogrze­wa­nia czy moż­li­wość zwięk­sze­nia plonów w przy­padku nie­któ­rych upraw), ale przy­nie­sie nam ona również wiele pro­ble­mów, takich jak częstsze susze, nie­bez­pieczne dla zdrowia fale upałów, czy roz­prze­strze­nia­nie się chorób odklesz­czo­wych.

Film wspiera też mylne ale dość popu­larne wrażenie, że kon­tro­lu­jąc nasze emisje gazów cie­plar­nia­nych, kon­tro­lu­jemy klimat w naszym kraju. W rze­czy­wi­sto­ści atmos­fera nie roz­po­znaje granic, a dwu­tle­nek węgla roz­no­szony jest po całym świecie. Emitując gazy cie­plar­niane wpływamy na klimat na całym globie, a z kolei średnia tem­pe­ra­tura w Polsce zależy od sumy emisji z całego świata.

Nie jest tajem­nicą, że pseu­do­nauka rozwija się współ­cze­śnie nazbyt dobrze. Wiedzą o tym przede wszyst­kim lekarze zma­ga­jący się z rekor­dową aktyw­no­ścią pro­epi­de­mi­ków. A jak kli­ma­to­lo­dzy oceniają poziom kli­ma­tycz­nego denia­li­zmu w naszym spo­łe­czeń­stwie? Czy tutaj też daje się odczuć ten­den­cję zwyżkową?

Znane mi badania opinii (na przykład zre­ali­zo­wane w ramach projektu Energia odNowa) pokazują raczej, że Polacy zdają sobie sprawę z problemu, jaki stanowi zmiana klimatu, choć czasem nie doce­niają jej zna­cze­nia dla naszego regionu. Z moich oso­bi­stych doświad­czeń wynika, że raczej przybywa osób, które dotąd nie inte­re­so­wały się tym tematem a dopiero teraz dotarła do nich infor­ma­cja o tym, że sytuacja jest tak poważna. Osoby negujące problem bywają krzy­kliwe i chętnie włączają się w dyskusje, dlatego być może powstaje wrażenie, że jest ich więcej niż w rze­czy­wi­sto­ści.

Może to kwestia poziomu debaty publicz­nej na tematy kli­ma­tyczne i śro­do­wi­skowe? Czy ona w ogóle istnieje? Bo mam wrażenie, że choćby w odróż­nie­niu od USA, temat prze­cho­dzi nieco bokiem.

Więk­szość z nas żyje obecnie w infor­ma­cyj­nych “bańkach” – docie­rają do nas infor­ma­cje wstępnie wyse­lek­cjo­no­wane przez redak­to­rów mediów, z których korzy­stamy, naszych zna­jo­mych w mediach spo­łecz­no­ścio­wych itp. W moim “stru­mie­niu infor­ma­cji” debata na tematy związane z klimatem jest bardzo żywa. Fak­tycz­nie jednak infor­ma­cje nie docie­rają szerzej do spo­łe­czeń­stwa. Wciąż zdarza się też, że wypo­wia­da­jący się publiczne politycy czy spe­cja­li­ści różnych dziedzin nie znają naprawdę pod­sta­wo­wych ustaleń nauki w kwestii zmiany klimatu i wygła­szają baga­te­li­zu­jące lub wręcz pełne błędów komen­ta­rze. To rodzi wąt­pli­wo­ści, czy przy­go­to­wy­wane przez nich projekty doty­czące polityki lub infra­struk­tury są sensowne i oparte na wiedzy. Zmiany sta­ty­styk pogo­do­wych będą miały przecież istotny wpływ na wiele dziedzin naszego życia – łącznie z gospo­darką i zdrowiem spo­łecz­nym.
Wzrost temperatur

Prosty gif Eda Hawkins z Uni­wer­sy­tetu w Reading, uzmy­sła­wia­jący skalę wzrostu glo­bal­nej średniej tem­pe­ra­tur

A propos wspo­mnia­nych wcze­śniej “krzy­ka­czy” i wypo­wia­da­ją­cych się osób. Dosłow­nie kilka dni temu do radiowej Trójki, jako eksperta, zapro­szono… redak­tora Naj­wyż­szego czasu Tomasza Sommera. Gość postawił dość śmiałą tezę, jakby szko­dli­wość CO2 była wymysłem nie­miec­kiej nauki, a z tą “należy uważać ponieważ uznawała niższość rasy Żydów i Polaków”. Nie będę ocze­ki­wał repliki na tak bły­sko­tliwy argument, ale chciał­bym zapytać: jak brzmiała naj­bar­dziej kurio­zalna teza kli­ma­tyczna, z jaką miała Pani stycz­ność?

Jak już wspo­mnia­łam, atmos­fera nie uznaje granic, a emi­to­wany przez czło­wieka dwu­tle­nek węgla roz­prze­strze­nia się po niej swo­bod­nie, tra­fia­jąc nawet w rejony naj­od­le­glej­sze od cywi­li­za­cji. Tym­cza­sem, jedna z osób pra­gną­cych zane­go­wać ten fakt stwier­dziła, że granicą nie do prze­kro­cze­nia dla dwu­tlenku węgla (lub innych zanie­czysz­czeń) jest równik. Aby wykazać absur­dal­ność tego pomysłu wystar­czy przy­po­mnieć, że w strefie rów­ni­ko­wej spo­ty­kają się wiejące z północy i południa pasaty, a ta strefa zbież­no­ści w ciągu roku wędruje z półkuli połu­dnio­wej na północną i z powrotem (wraz z pozorną wędrówką Słońca między zwrot­ni­kami). Roz­prze­strze­nia­nia się zanie­czysz­czeń po całej Ziemi dowodzą też inne przy­kłady. Na przykład to, że freony emi­to­wane przede wszyst­kim na półkuli pół­noc­nej docie­rają aż nad biegun połu­dniowy.

Dostrzega Pani jakieś realne zagro­że­nie dla edukacji pro­kli­ma­tycz­nej w naszym kraju? Medycyna musi mierzyć się z pewnym inży­nie­rem leczącym raka witaminą C i kon­stru­ują­cym struk­tu­ry­za­tory wody. Kli­ma­to­lo­dzy posia­dają adwer­sa­rza mogącego siać podobne spu­sto­sze­nie w świa­do­mo­ści spo­łecz­nej?

Na pewno są osoby, które opo­wia­dają na temat klimatu różne bzdury. Wystar­czy zajrzeć na stronę ple­bi­scytu Kli­ma­tyczna bzdura roku, by zobaczyć całą listę. Dyżurnym kan­dy­da­tem jest na przykład Janusz Korwin-Mikke. Trudno mi jednak określić, na ile udaje mu się wpływać na opinię mas.

Dla mnie szcze­gól­nie nie­po­ko­jące jest, gdy kli­ma­tyczne androny opo­wia­dają osoby z tytułami pro­fe­sor­skimi. Nawet jeśli nie są szerzej znane, tytuł legi­ty­mi­zuje je w oczach opinii publicz­nej. Słu­cha­cze zakła­dają, że profesor wie co mówi, tym­cza­sem wypo­wia­da­jąc się na temat spoza swojej spe­cjal­no­ści, nauko­wiec jest w takiej samej sytuacji jak każdy zwykły człowiek. Albo zna aktualne wyniki badań albo nie.

Mogę zapytać o nazwiska takich pro­fe­so­rów?

Pośród nomi­no­wa­nych do Kli­ma­tycz­nej bzdury roku w ubie­głych edycjach znaleźli się między innymi pro­fe­so­ro­wie Leszek Marks (geolog), Michał Lesz­czyń­ski (fizyk) czy Janusz Sowa i Jan Szyszko (nauki leśne).
Jan Szyszko

Wypo­wiedź nomi­no­wana do Kli­ma­tycz­nej bzdury roku 2015.

Porzu­ca­jąc wątek total­nych nega­cjo­ni­stów. Co odpowie kli­ma­to­log osobom, które wcale nie wyklu­czają faktu antro­po­ge­nicz­nego ocie­ple­nia, ale nie widzą w nim niczego złego? Jak sama Pani przy­znała, zmiany klimatu mogą przy­nieść pewne korzyści naszemu regio­nowi.

Niestety wraz z ocie­pla­niem klimatu, dłuższym okresem wege­ta­cyj­nym czy sezonem kawiar­nia­nych ogródków, przy­cho­dzą do nas także problemy. Wzro­stowi średniej tem­pe­ra­tury towa­rzy­szy przy­kła­dowo większe jej zróż­ni­co­wa­nie: poja­wiają się dni i okresy cie­plej­sze niż wystę­pu­jące dotąd, ale zdarzają się (i będą dalej zdarzać) również dni i okresy chłodne. Wcze­śniej budzące się do życia wiosną rośliny są bardziej narażone na przy­mrozki i za szybko zużywają zasoby zgro­ma­dzo­nej w glebie wilgoci, przez co latem stają się bardziej wrażliwe na suszę. Letnie fale upałów i susze to jed­no­cze­śnie zagro­że­nie dla zdrowia, plonów i utrud­nie­nie dla pro­duk­cji energii elek­trycz­nej z paliw kopal­nych (wzrost zapo­trze­bo­wa­nia na chło­dze­nie oznacza, że energii potrzeba więcej a wysokie tem­pe­ra­tury i niedobór wody utrud­niają chło­dze­nie urządzeń). Chociaż można cieszyć się lepszymi warun­kami do uprawy nie­któ­rych owoców czy kuku­ry­dzy, to kon­cen­tro­wa­nie się na tego typu korzy­ściach jest bardzo krót­ko­wzroczne.
Elektrownia Bełchatów

Elek­trow­nia Beł­cha­tów. Jeden z naj­więk­szych emi­ten­tów gazów cie­plar­nia­nych w Europie. Potrafi wypuścić 100 tys. ton CO2 w dobę.

Istnieje jeszcze kate­go­ria osób, które nie negują ocie­ple­nia, wiedzą również, że jest ono nie­bez­pieczne – ale i tak nie chcą z nim walczyć. Uważają, że skoro kopcą wielkie mocar­stwa, to nasze reformy i tak są bez zna­cze­nia. Może rze­czy­wi­ście, nasze ewen­tu­alne starania są daremne?

Ostatni Spe­cjalny raport IPCC na temat ocie­ple­nia o 1,5ºC nie pozo­sta­wia złudzeń. Jeśli chcie­li­by­śmy zatrzy­mać ocie­ple­nie klimatu na tym poziomie, konieczne jest bły­ska­wiczne prze­pro­wa­dze­nie dra­stycz­nych zmian w gospo­darce i zwy­cza­jach spo­łe­czeństw na całym świecie. Nie ma czasu na oglą­da­nie się na siebie i czekanie, kto zrobi pierwszy krok. Wtedy po prostu nic nam z tego nie wyjdzie. Jedyne wyjście to działać, dawać przykład i wywierać presję na innych, by postę­po­wali podobnie.

Nie­któ­rzy martwią się, że kraje, które będą ociągać się z wdra­ża­niem nowych sposobów pro­duk­cji energii, będą miały nad innymi przewagę kon­ku­ren­cyjną. Ale czy ta przewaga potrwa długo, gdy ener­ge­tyka sło­neczna czy wiatrowa będą stawać się coraz tańsze i coraz bardziej dostęp­nie, a paliwa kopalne – odwrot­nie? Gdy zmiany staną się koniecz­no­ścią a ich wdro­że­nie będzie wymagać dodat­kowo zakupu tech­no­lo­gii od krajów, które prze­sta­wiły się już wcze­śniej? To jednak pytanie do eko­no­mi­stów.
Porozumienie paryskie

Podczas COP21 zawarto Poro­zu­mie­nie paryskie, mówiące o “wysił­kach na rzecz ogra­ni­cze­nia wzrostu tem­pe­ra­tur do 1,5 stopnia”.

Rze­czy­wi­ście sygna­ta­riu­sze Paktu Pary­skiego zobo­wią­zali się do utrzy­ma­nia wzrostu nie­prze­kra­cza­ją­cego 1,5 stopnia. Prze­kła­da­jąc to na emisje: na ile CO2 w atmos­fe­rze możemy sobie jeszcze pozwolić? Już w 2015 roku prze­bi­li­śmy granicę 400 ppm!

Tak, to idzie bardzo szybko! W 2017 mieliśmy już średnią kon­cen­tra­cję ponad 405 ppm. Jeśli chcemy zatrzy­mać ocie­ple­nie na poziomie 1,5–2ºC, to kon­cen­tra­cja wszyst­kich gazów cie­plar­nia­nych prze­li­czo­nych na ekwi­wa­lent (rów­no­waż­nik) CO2 powinna zatrzy­mać się około 450 ppm. Oczy­wi­ście to wartość przy­bli­żona. Daje nam ona po prostu duże praw­do­po­do­bień­stwo na zatrzy­ma­nie się w pożą­da­nym prze­dziale tem­pe­ra­tur.

Nie sądzi Pani, że te zało­że­nia Paktu Pary­skiego są nazbyt opty­mi­styczne? Naprawdę mamy szansę nie wyjść poza ten limit, zwłasz­cza gdy nawet Stany Zjed­no­czone kręcą tu nosem, a roz­wi­ja­jące się państwa, jak Indie, jeszcze wzmocnią emisję?

W Poro­zu­mie­niu jest mowa o “utrzy­ma­niu wzrostu glo­bal­nych średnich tem­pe­ra­tur na poziomie znacznie poniżej 2 stopni Cel­sju­sza ponad poziom przed­in­du­strialny i kon­ty­nu­owa­nie wysiłków na rzecz ogra­ni­cze­nia wzrostu tem­pe­ra­tur do 1,5 stopnia”. Trzeba mieć świa­do­mość, że jeśli tem­pe­ra­tura wzrośnie o więcej niż 1,5 stopnia, nisko położone kraje zaczną znikać z mapy ze względu na wzrost poziomu morza. Dlatego w moim odczuciu nawet jeśli ten cel jest, jak Pan mówi “opty­mi­styczny”, to nie możemy z niego rezy­gno­wać.

Ciekawi mnie jedna rzecz. Nawet w naj­bar­dziej korzyst­nym sce­na­riu­szu, jeszcze przez jakiś czas poziom wszech­oce­anu i tak będzie wzrastał. Wiadomo o ile? Jeśli się nie mylę, niektóre wysepki na Pacyfiku tak czy owak, już są skazane na zagładę?

Sytuacja jest trudna. Trzeba pamiętać, że uczy­nie­nie wyspy nie­zdatną do zamiesz­ka­nia nie polega na tym, że znajduje się ona po prostu pod wodą. Wraz ze wzrostem poziomu morza nasila się erozja wybrzeża i kolejne kawałki lądu są po prostu roz­my­wane. Woda coraz częściej wdziera się na ląd – na przykład podczas sztormów – powo­du­jąc zasa­la­nie gleb i zbior­ni­ków wody. Część wysp już teraz wymaga ochrony w postaci tzw. opasek brze­go­wych – długich murów wzdłuż wybrzeża zapo­bie­ga­ją­cych erozji. Nawet jeśli wzrost poziomu morza zostanie w końcu zaha­mo­wany, część miesz­kań­ców tych regionów będzie musiała się prze­pro­wa­dzić.
Poziom wszechoceanu rośnieTo teraz trochę postraszmy losem Polski. Która z kon­se­kwen­cji glo­bal­nego ocie­ple­nia, jest poten­cjal­nie naj­bar­dziej złowroga, dla miesz­kań­ców naszej części świata?

Myślę, że naj­bar­dziej prze­ma­wia do wyobraźni zagro­że­nie dla zdrowia. Coraz częstsze są u nas fale upałów i tro­pi­kalne noce, które stwa­rzają problemy zwłasz­cza dla osób star­szych i miesz­ka­ją­cych w miastach. Obecnie niemal co roku zdarza się w War­sza­wie noc z tem­pe­ra­turą powyżej 20 stopni. Przed latami dzie­więć­dzie­sią­tymi był to ewe­ne­ment poja­wia­jący się co dziesięć, kil­ka­na­ście lat. W lawi­no­wym tempie rośnie też liczba przy­pad­ków bore­liozy, choroby prze­no­szo­nej przez kleszcze. Ocie­ple­nie klimatu okazuje się w przy­padku Polski sprzyjać licz­niej­szemu wystę­po­wa­niu kleszczy, ich dłuż­szemu żero­wa­niu w ciągu roku i namna­ża­niu się cho­ro­bo­twór­czych drob­no­ustro­jów, które prze­no­szą.

Tak swoją drogą, jeszcze w listo­pa­dzie niemal każdego wieczoru znaj­do­wa­łem w miesz­ka­niu komara. To też kwestia ocie­ple­nia, czy jestem prze­wraż­li­wiony? 🙂

Niestety nie orien­tuję się w sta­ty­sty­kach doty­czą­cych środ­ko­wo­eu­ro­pej­skich komarów, ale wiem, że inne zwie­rzęta – jak przy­wo­łane kleszcze – wydłu­żają okres swojej aktyw­no­ści w ciągu roku.

Jak w końcu będzie z naszymi porami roku. Zaczną się zlewać aż zostanie tylko lato z zimą?

Myślę, że pro­ble­ma­tyczne jest użycie słów “lato i zima”, bo budzą u nas kon­kretne sko­ja­rze­nia. Jedno to upały i Słońce, drugie mróz i śnieg. Tym­cza­sem tego mrozu i śniegu będzie coraz mniej, zastąpi je deszcz i szarówka. Lepiej może mówić o porze ciepłej i chłodnej, podczas których zdarzać się będą epizody upałów lub odpo­wied­nio mrozów.

To jak będzie wyglądać “pora chłodna”? Jak rozumiem lata będą coraz cie­plej­sze. Zimy również (co w ostat­nich latach obser­wu­jemy), czy jednak finalnie możemy spo­dzie­wać się siar­czy­stych mrozów?

Dni z mrozem będą coraz rzadsze. Pro­jek­cje przed­sta­wione w piątym raporcie IPCC pokazują, że w zależ­no­ści od dalszych emisji gazów cie­plar­nia­nych, do końca stulecia liczba mroźnych dni może w Polsce spaść do 60 (wersja opty­mi­styczna) lub nawet 30 rocznie (w przy­padku utrzy­ma­nia inten­syw­nych emisji). Dla porów­na­nia w wieku XX było ich zwykle ponad 100! Ze względu na to, że zmiana klimatu przynosi nam ocie­ple­nie Arktyki i spo­wol­nie­nie prądu stru­mie­nio­wego, rośnie praw­do­po­do­bień­stwo tak zwanych “blokad wyżowych” – dłuż­szych okresów, podczas których rozległe wyże z centrum nad Europą Wschod­nią czy Cen­tralną nie wpusz­czają do nas powie­trza wędru­ją­cego znad oceanu i przez dłuższy czas pozo­sta­jemy pod wpływem na przykład powie­trza znad Rosji. Zimą oznacza to nawet kil­ku­ty­go­dniowe okresy mrozu i smogu.

Załóżmy, że dzwoni do Pani Doktor premier lub prezes i proszą o szczerą radę. Jakie (możliwie realne) roz­wią­za­nia pro­po­no­wa­łaby Pani wpro­wa­dzić? Co wymaga naj­więk­szej uwagi?

Myślę, że przede wszyst­kim zacząć trzeba od roz­wi­ja­nia efek­tyw­no­ści ener­ge­tycz­nej. Na pewno sprzy­ja­łoby temu ure­al­nie­nie kosztów powo­do­wa­nych przez emisje gazów cie­plar­nia­nych, tak żeby każdy, widząc swój rachunek za prąd czy ogrze­wa­nie albo cenę produktu wypro­du­ko­wa­nego w ener­go­chłon­nym procesie, odczuwał silną moty­wa­cję, by zmienić ich wysokość. Myślę, że w wielu przy­pad­kach – na przykład popu­la­ry­za­cji bez­e­mi­syj­nych źródeł energii czy trans­portu – wystar­czy­łoby przestać utrud­niać polskim przed­się­bior­com podą­ża­nie za świa­to­wymi trendami.

Pomysł z rachun­kiem brzmi ciekawie. Obawiam się tylko, że efekt może być inny. Szary obywatel zamiast naciskać na rząd i wymagać zielonej energii, zostanie nega­tyw­nie nasta­wiony do UE czy uczonych bro­nią­cych klimatu. Przecież tą kartą już teraz grają nie­któ­rzy popu­li­ści.

Oczy­wi­ście każde roz­wią­za­nie można przed­sta­wić w nega­tyw­nym świetle, a następ­nie zrzucić winę za jego wdro­że­nie na tego, kogo nie lubimy. Dlatego może nie ma co martwić się na zapas, a po prostu spraw­dzić, co spraw­dzało się na świecie i mieć nadzieję, że zadziała i u nas. Prze­glą­dów i oceny różnych podejść do ogra­ni­cza­nia zmiany klimatu dokonuje trzecia grupa robocza IPCC, więc można zajrzeć do jej raportów.

Niestety rze­czy­wi­stość rysuje się dość ponuro. Wiatraki popadły w niełaskę, zaś na kres elek­trowni węglo­wych raczej w tym poko­le­niu liczyć nie możemy. Jako drugi problem, wymie­niła Pani trans­port. Jaki jest udział samo­cho­dów w emisji gazów cie­plar­nia­nych? Przej­ście na auta elek­tryczne byłoby poważnie odczu­walne, czy to jedynie zmiana kosme­tyczna?

Trans­port drogowy odpo­wiada za ok. 10,5% emisji gazów cie­plar­nia­nych przez czło­wieka. Nie jest to domi­nu­jące źródło, ale też nie można go pomijać. IPCC zaleca zwięk­sza­nie elek­tro­mo­bil­no­ści i ogólnie elek­try­fi­ka­cji procesów tech­no­lo­gicz­nych i ogrze­wa­nia jako jedną z dróg pro­wa­dzą­cych nas do ogra­ni­cze­nia emisji. Oczy­wi­ście jednak przy zało­że­niu, że rów­no­le­gle pro­duk­cja energii prze­sta­wiana będzie na źródła bez­e­mi­syj­nie.

A jakich zmian życzy­liby sobie kli­ma­to­lo­dzy na naj­wyż­szym, mię­dzy­na­ro­do­wym szczeblu? Jest sens ocze­ki­wać czegoś ważnego po Szczycie Kli­ma­tycz­nym?

Myślę, że kli­ma­to­lo­dzy ucie­szy­liby się, gdyby ich ostrze­że­nia i wska­zówki zebrane w Spe­cjal­nym Raporcie IPCC na temat ocie­ple­nia o 1,5ºC zostały wreszcie wzięte na poważnie. Podczas Szczytu powinny zostać przyjęte kon­kretne zasady, którymi po 2020 roku będą się kierować państwa reali­zu­jące zało­że­nia Poro­zu­mie­nia pary­skiego (tzw. „Rule-book”). Nego­cja­cje doty­czące tych zasad trwają już od jakiegoś czasu, jest więc realna nadzieja, że proces ten uda się zakoń­czyć w Kato­wi­cach.
Aleksandra Kardaś

Dr Alek­san­dra Kardaś pozdra­wia z plat­formy pomia­ro­wej na dachu Wydziału Fizyki UW. 🙂

I tego też życzmy światu. Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów w obalaniu mitów o klimacie!

Z Alek­san­drą Kardaś roz­ma­wiał Adam Adamczyk

  • Mikołaj Kar­kow­ski

    Aha

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Bocian i pirat

    Dzięki, dobry tekścior i ładna pani doktor ;). Jedyne czego mi zabrakło to ciut więcej kon­kre­tów doty­czą­cych tego co powin­ni­śmy zrobić. To, że konieczne są zmiany w ener­ge­tyczne jest oczy­wi­ste, ale chyba wciąż wiele osób nie wie lub nie jest prze­ko­na­nych co do formy tych zmian.

    Wiatraki? Elek­trow­nia atomowa? Co będzie naj­lep­sze?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://macbury.ninja macbury

    Dlaczego wszyscy zawsze chcą więk­szych podatków? Dlaczego po prostu nie usunąć VAT na np. wiatraki/panele słoneczne/samochody speł­nia­jące stan­dardy spalania/samochody elek­tryczne?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.igf.fuw.edu.pl/igf/?option=com_employees&Itemid=98&lang=pl&func=view&employee=36 Szymon Mali­now­ski

      Wielu, w tym nobliści, pro­po­nuję “revenue neutral carbon tax”. Płacimy podatek od węgla w cenie wyrobów, ale wpływów nie zatrzy­muje państwo ale roz­dziela po równo miedzy oby­wa­teli. W tek sposób kto emituje więcej CO2 placi więcej, ale kasa wraca do nas wszyst­kich. O tym np. opisali tego­roczni laureaci Nobla. Znie­sie­nie VAT to zupełnie inna broszka — wzmacnia kon­sump­cje nie wyce­nia­jąc jej ze względu na koszty śro­do­wi­skowe które ponosimy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://mmm777.kilu.de/ mmm777

    “Nie ma czasu na oglą­da­nie się na siebie i czekanie, kto zrobi pierwszy krok. Wtedy po prostu nic nam z tego nie wyjdzie. Jedyne wyjście to działać, dawać przykład i wywierać presję na innych, by postę­po­wali podobnie.”
    “a roz­wi­ja­jące się państwa, jak Indie, jeszcze wzmocnią emisję?”
    .
    Fajna pro­pa­ganda: skoro inni, rze­czy­wi­ście duzi zwiększą emisję — to my naszą, chociaż znacznie mniejszą, powin­ni­śmy zmniej­szyć.
    A dlaczego? To proste — tamci chcą podnieść dobrobyt swoich spo­łe­czeństw. A my byśmy chcieli swojemu obniżyć.
    A dlaczego? To proste — niech żrą szczaw i mira­belki, należy im się.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Pozwolę sobie prze­ko­pio­wać swój świeży komen­tarz z face­bo­oka, bo poniekąd odpo­wiada na Twoją uwagę.

      “Przede wszyst­kim nie widzę powodu aby roz­pa­try­wać globalny problem par­ty­ku­lar­nie. Chiny odpo­wia­dają za więk­szość emisji (nie tylko CO2, ale chyba w ogóle wszyst­kiego), bo są naj­lud­niej­szym krajem świata. To oczy­wi­ste chyba dla każdego. Mnie bardziej inte­re­suje ile gazów cie­plar­nia­nych przypada na każdego miesz­kańca. Nie możemy wymagać, że Chiny, Indie czy Indo­ne­zja będą pro­du­ko­wać cze­go­kol­wiek mniej niż 10 razy mniejsze państwa — bo to absur­dalne i nie­moż­liwe. Możemy jednak wyzna­czyć pewien ogólny standard i starać się aby cały świat do niego dążył. Trudno to jednak osiągnąć przy­bie­ra­jąc postawę w stylu: “Słu­chaj­cie, macie wszystko poza­my­kać, ale my pokop­cimy dalej, bo w sumie to żadna różnica”. Świat musi zmniej­szyć emisję, bo cały świat czekają kon­se­kwen­cje. To, czy za więk­szość CO2 odpo­wiada 30 firm, 300 czy 3 miliony nie ma dla mnie naj­mniej­szego zna­cze­nia. Tak czy inaczej potrzeba regu­la­cji, które ogra­ni­czą ich dzia­łal­ność i jed­no­cze­śnie zapo­bie­gną powsta­niu podob­nych molochów w przy­szło­ści.

      Na mar­gi­ne­sie: Polak nie powinien tu mieć dyle­ma­tów. Naj­więksi emitenci CO2 nie­rzadko pozo­stają również emi­ten­tami tzw. smogu. Zatem, nawet jeżeli wątpimy w sens walki z glo­bal­nym ocie­ple­niem, to i tak musimy zre­for­mo­wać ener­ge­tykę i przemysł, coby się nie potruć naszym brudnym powie­trzem. I mówię to jako miesz­ka­niec miej­sco­wo­ści, w której wszyst­kie normy zanie­czysz­czeń były wczoraj prze­kro­czone o 300%”.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mikołaj Kar­kow­ski

        Smogu się NIE EMITUJE smog powstaje w wyniku wymie­sza­nia się powie­trza z dymem i spa­li­nami

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Już Ci odpi­sa­łem w innym tekście, ale widzę, że będziemy do tego wracać. Smog w zna­cze­niu potocz­nym to zanie­czysz­cze­nie powie­trza (zwłasz­cza, że posta­wi­łem tam literki tzw.). Ale jeśli to ma dla Ciebie roz­strzy­ga­jące zna­cze­nie, chodzi o pyły PM10, PM2 oraz ben­zo­pi­reny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Łukasz Dragosz

        Ciekawe podej­ście z ustan­da­ry­zo­wa­niem norm na miesz­kańca choć dalej nie byłoby “spra­wie­dliwe” bo kraje roz­wi­nięte już zatruły śro­do­wi­sko paliwami kopal­nia­nymi zużytymi w trakcie swojego rozwoju więc czemu te roz­wi­ja­jące się dopiero teraz mają na tym ucier­pieć? Może ot wymu­szona utopia gdzie każdy ma tyle (samo) żeby natura nadążyła za odtwo­rze­niem zasobów?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał Tar­now­ski

        Oglą­da­nie się na Chiny ze strony Polaka to chyba hipo­kry­zja i nie­kon­se­kwen­cja. Wg angiel­skiej Wiki­pe­dii Polska ma więcej emisji na głowę (per capita) niż Chiny. Małe kraje nie mogą być bezkarne i uprzy­wi­le­jo­wane tylko dlatego, że są małe. Podobnie to, że w jakiejś miej­sco­wo­ści pali się pla­sti­kem, nie uspra­wie­dli­wia spalenia opon – które ma mniejszy wpływ niż ten plastik, ale które jest bardziej inten­sywne na głowę.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.igf.fuw.edu.pl/igf/?option=com_employees&Itemid=98&lang=pl&func=view&employee=36 Szymon Mali­now­ski

      To dosyć znany problem. Nazywa sie “Tragedią wspól­nego pastwi­ska”… Niestety jak opisano taka postawa prowadzi do kata­strofy https://pl.wikipedia.org/wiki/Tragedia_wsp%C3%B3lnego_pastwiska . W tym przy­padku dobrem publicz­nym jest klimat. Wystar­czy jeden wyła­mu­jący się (np. z argu­men­tem “bo inni”) zeby dopro­wa­dzić do kata­strofy.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • arthy

    Rza­dza­cym spedza sen z powiek poten­cjalna kon­fron­ta­cja z lobby weglowym, a pozniej marszami na wiejska i paleniem opon przed sejmem. Bez zala­twie­nia tej sprawy nie ruszymy z miejsca w walce o klimat.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      W sumie można się spo­dzie­wać starć ulicz­nych zwo­len­ni­ków poliyki pro­kli­ma­tycz­nej i jej prze­ciw­ni­ków. :-/ W sumie to ciekawe, czy coś podob­nego nie stało się przy ostat­nich zamiesz­kach we Francji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Łukasz Dragosz

    Dener­wuje mnie ślepota osób pro­pa­gu­ją­cych ten jedynie słuszny pogląd eko­lo­giczny i zacie­trze­wie­nie z jakim stają do “dyskusji” nawo­łu­jąc inne osoby od idiotów itp. Bo np. co z bez­ro­bo­ciem w okresie krót­ko­fa­lo­wych 5–10-15 lat po zamknię­ciu kopalni? Czemu nie poprawić efek­tyw­no­ści ener­ge­tycz­nej gdy podczas dzien­nych skoków w zapo­trze­bo­wa­niu energii jej duża część jest mar­no­tra­wione? Czemu nie zacząć od siebie i zmniej­szyć ilość kąpieli na rzecz prysz­nica? Itp. itd.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Michał Tar­now­ski

      > Bo np. co z bez­ro­bo­ciem w okresie krót­ko­fa­lo­wych 5–10-15 lat po zamknię­ciu kopalni?

      To jest jak naj­bar­dziej temat warty uwagi – ilu ludzi zatrud­niają elek­trow­nie, kopalnie i jakie per­spek­tywy prze­kwa­li­fi­ko­wa­nia mają ci ludzie. Ale chyba nikt nie udaje, że wszystko pójdzie gładko.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Michał Tar­now­ski

        > Czemu nie zacząć od siebie i zmniej­szyć ilość kąpieli na rzecz prysz­nica? Itp. itd.

        To może zmniej­szyć obcią­że­nie stacji pomp (mniej wody) i elek­trowni (mniej prądu na ogrze­wa­nie wody, bo często jest grzana prądem). Ale nie wiem, jakie to może mieć realne skutki. Chociaż to mogłoby odegrać sporą rolę edu­ka­cyjną, prow­ko­wa­ćwiele dyskusji pry­wat­nych i publicz­nych, itd.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • kuba_wu

        Z tego co mi wiadomo, przemysł OZE oferuje więcej miejsc pracy w prze­li­cze­niu na MWh niż kla­syczna ener­ge­tyka. Obecnie w Polsce zatrud­nia się już ok. 24 tys. osób w sektorze OZE. W gór­nic­twie mamy ok. 70 tys, niestety nie wiem ile w samych elek­trow­niach węglo­wych (a liczby dla ener­ge­tyki ogółem nie sa mia­ro­dajne, bo obejmą również sieci i inne elek­trow­nie).

        No ale jakby nie było, więk­szość górników nie prze­kwa­li­fi­kuje się na spe­cja­li­stów od OZE, nie wszyscy pójdą też na eme­ry­turę pomo­stową, więc pewien problem jest. Tylko że to jest dokład­nie tak samo, jak przy każdej branży tra­dy­cyj­nej, wypie­ra­nej przez nowe usługi czy produkty. Albo po prostu przez auto­ma­ty­za­cję pracy. Pra­cow­ni­ków tych innych branż nikt spe­cjal­nie nie chroni ani się nad nimi nie użala… Różnica jest taka, że tych innych zwalnia ano­ni­mowa, nie­wi­dzialna ręka z glo­ba­li­za­cją do spółki. A górników dotykają decy­denci poprzez regu­la­cje kli­ma­tyczne — a więc dostają wyraź­nego winnego i adresata protestu: rząd, UE.
        Ale nie prze­sa­dzajmy — zapew­nie­nie jakichś osłon dla max 70 tys. ludzi nie prze­ra­sta moż­li­wo­ści naszego kraju. Nawet gdyby wypłacać im wszyst­kim po 5 tys. mie­sięcz­nie (strze­li­łem z grubej rury!) to by było mniej niż 1/6 rocznego kosztu 500+.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kuba_wu

    Niestety jestem skrajnym pesy­mi­stą (czy też raczej realistą).
    Nie zostanie zrobione prak­tycz­nie nic, tak długo jak skutków nie odczuje więk­szość ludzi na własnej skórze. I to takich bardzo wyraź­nych, jed­no­znacz­nie nega­tyw­nych skutków. Tylko że wtedy już będzie o wiele za późno. A wcze­śniej będzie domi­no­wało nie­do­wie­rza­nie, popu­li­styczne zaprze­cza­nia, ew. jakieś racjo­na­li­za­cje i wyparcia, i gene­ral­nie obrona dys­funk­cjo­nal­nego stanu, dopóki wydaje się on dawać profity…

    Niejedna cywi­li­za­cja w dziejach już w ten sposób umarła — nie­zdolna do zmie­rze­nia się z pro­ble­mami, z którymi tech­nicz­nie mogłaby sobie poradzić. Widać taka natura Lucka. Może jeszcze nie jesteśmy gatun­kiem zbyt rozumnym…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Jacek

      Jesteśmy kom­plet­nie nie­ra­cjo­nal­nymi małpami. Możesz wiedzieć wszystko na temat błędów poznaw­czych a i tak będziesz je nie­świa­do­mie popeł­niać. Nie potra­fimy myśleć stra­te­gicz­nie i podej­mo­wać mądrych dłu­go­ter­mi­no­wych decyzji samo­dziel­nie, i tym bardziej nie będziemy w stanie podjąć ich jako ludzkość. Mogli­by­śmy dawać sobie wza­jem­nie feedback i stać się z czasem naprawdę racjo­nal­nym gatun­kiem pomimo nie­ra­cjo­nal­no­ści jed­nostki, ale nie wierzę, żeby to się kie­dy­kol­wiek wyda­rzyło, nie wyewo­lu­ujemy w tym kierunku (chyba, że zdąży nasze mózgi zastąpić AI zanim wygi­niemy) a myślenie jest zbyt trudne (chodzi mi o praw­dziwe myślenie a nie powta­rza­nie histo­ry­jek i auto­ma­tyczne, wyuczone reakcje, dialogi, wyobra­że­nia), żebyśmy się na to świa­do­mie jako więk­szość zde­cy­do­wali.
      Jeśli nie zdarzy się cud i tego problemu nie da się załatwić przy pomocy tech­no­lo­gii to ludzkość będzie w dupie. Co nie znaczy, że nie warto edukować. Po prostu nie warto się przy tym irytować i oburzać na czyjąś igno­ran­cję, wszyscy jesteśmy głupcami w tym czy innym temacie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • arthy

        “Jeśli nie zdarzy się cud i tego problemu nie da się załatwić przy pomocy tech­no­lo­gii to ludzkość będzie w dupie.”

        No właśnie. A mnie przy­szedł do głowy jeszcze inny punkt widzenia: Może po prostu nie róbmy nic. Ja wiem, że to takie mało szla­chetne i w ogóle, chociaż szla­chet­ność nie jest mery­to­rycz­nym argu­men­tem w tej dyskusji. Ale już tłumaczę o co mi chodzi.
        Jak kolo tysiąc osiem­set­nego Malthus prze­wi­dy­wał klęski głodu tak “chwilę” potem pojawiły się nawozy. Może tak i teraz jesteśmy u progu jakiegoś wiel­kiego odkrycia zwią­za­nego z tematem, które zdmuch­nie tę całą debatę z pierw­szych stron gazet. To może być coś z ener­ge­tyką, trans­por­tem, oczysz­cza­niem powie­trza albo w ogóle czymś o czym nawet teraz nie myślimy.
        To by było wygodne.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Ku Ber

        Reaktory zimnej fuzji na przyklad? A moze tak sobie mysle my nie powin­ni­smy juz liczyc na pomoc? Wyte­pi­li­smy ponad 70% gatunkow wobec okresu sprzed rewo­lu­cji agrarnej. Wyciel­smy ponad polowe lasow, spro­wa­dzi­li­smy zwie­rzeta hodow­lane do roli przed­mio­tow, kon­su­mu­jemy coraz wiecej bez reflek­sji kosztem wszyst­kich innych gatunkow, moze kara nam sie po prostu nalezy? I to nie z kosmosu w postaci pla­ne­to­idy czy komety, nie ze strony innych gatunkow jak wirusy czy bakterie tylko wlasnie z naszej reki…nie staniemy sie raczej juz cywi­li­za­cja pla­ne­tarna, chyba, ze dojdzie to jakiegos nie­po­dzie­wa­nego pola­cze­nia AI z naszymi mozgami no ale czy wtedy nadal bedziemy mogli siebie nazywac ludzmi?

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • kole­an­dro

    Może jednak wróć Pan do fizyki teo­re­tycz­nej, bo obecna “kli­ma­to­lo­gia” podobnie jak “home­opa­tia” czy “astro­lo­gia” to po prostu pseu­do­nauki. Istnieją narzę­dzia naukowe, np. powta­rzal­ność eks­pe­ry­men­tów wery­fi­ku­ją­cych daną teorię czy obser­wa­cje bez­po­śred­nie, a następ­nie gro­ma­dze­nie i obróbka (np. porów­ny­wa­nie) danych, które pozwa­lają stwier­dzić, czy mamy do czy­nie­nia z teorią w sensie naukowym, czy z bełkotem. Póki co, brak zarówno eks­pe­ry­men­tal­nego potwier­dze­nia realnego wpływu czyn­ni­ków antro­po­ge­nicz­nych na zmianę klimatu, jak i dosta­tecz­nej liczby danych obser­wa­cyj­nych. Prze­ciw­nie, z tych ostat­nich jasno wynika, że mamy do czy­nie­nia z typową zmianą klimatu wywołaną czyn­ni­kami natu­ral­nymi (np. przy­rod­ni­czymi lub kosmicz­nymi, w tym głównie aktyw­no­ścią słońca), co miało miejsce już wie­lo­krot­nie w historii ziemi. Rola czło­wieka w tym wypadku nie jest większa niż 1%. Także zalecam ostroż­ność i powrót do STW, a zmiany klimatu zostawić praw­dzi­wym spe­cja­li­stom, odci­na­jąc się od hochsz­ta­ple­rów. PS Nie lepiej było zaprosić młodą Panią mete­oro­log na kawę, niż publi­ko­wać głup­stewka na tym sza­cow­nym blogu? Naprawdę to lepszy sposób na podryw…

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Może jednak, nie mów mi Pan o czym mam pisać na swoim blogu. Póki co kli­ma­to­lo­gia opiera się na obser­wa­cjach i jak naj­bar­dziej spełnia wszelkie prze­słanki aby ją uznawać za naukę. Ba, sam pan to przy­znaje, pisząc, że “rola czło­wieka w tym wypadku nie jest większa niż 1%”. Skoro stawia Pan jakąś tezę o klimacie, to wchodzi Pan właśnie w polemikę na gruncie kli­ma­to­lo­gii — bo czego innego? Inna rzecz, na pod­sta­wie jakich obser­wa­cji i badań wysu­nięta została ta teza i czy jest pra­wi­dłowa. Tu uwaga: proszę nie pisać o pseu­do­nauce, bo słowo to ma swoją defi­ni­cję i nie dotyczy każdej odmien­no­ści zdań. Nawet jeśli jakaś inter­pre­ta­cja badania lub obser­wa­cji okazuje się błędna, nie czyni z niej od razu tezy pseu­do­nau­ko­wej.

      “a zmiany klimatu zostawić praw­dzi­wym spe­cja­li­stom”

      Dokład­nie to robię, bez względu na dys­cy­plinę i również zalecam pójść na randkę bądź spacer niż pisać głup­stewka w komen­ta­rzach. I poproszę tylko raz: więcej szacunku, jeśli nie do mnie, to w stosunku do Pani Doktor. Jeżeli masz jakieś mery­to­ryczne uwagi lub pytania do je wyraź, a być może — jako spe­cja­listka — znajdzie czas na fachową odpo­wiedź.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Alek­san­dra Kardaś

      W przy­padku badań geo­fi­zycz­nych często stoimy przed pro­ble­mem braku dodat­ko­wych 100 planet, na których mogli­by­śmy prze­pro­wa­dzić eks­pe­ry­menty doty­czące całego systemu kli­ma­tycz­nego i nie tylko. Nie znaczy to jednak, że nauki o Ziemi nie dopra­co­wały się żadnych metod badaw­czych i nie dostar­czają war­to­ścio­wych infor­ma­cji. Wbrew temu co piszesz, jest wiele opartych na pomia­rach dowodów świad­czą­cych o tym, że współ­cze­sna zmiana klimatu jest spo­wo­do­wana przez czło­wieka (wraz z odwo­ła­niami do lite­ra­tury naukowej wymie­niamy je w tekście http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-nie-ma-empirycznych-dowodow-na-antropogenicznosc-globalnego-ocieplenia-41?t=2 ). To właśnie mnogość tych dowodów w połą­cze­niu z wynikami eks­pe­ry­men­tów nume­rycz­nych pozwo­liła IPCC na stwier­dze­nie w ostatnim raporcie (pod­su­mo­wu­ją­cym wyniki badań z całego świata), że człowiek naj­praw­do­po­dob­niej w całości odpo­wiada za ocie­ple­nie obser­wo­wane od połowy XX wieku (pod­su­mo­wa­nie po polsku https://www.ipcc.ch/site/assets/uploads/2018/03/ar5-wg1-spm-3polish.pdf ). Z pomiarów jed­no­znacz­nie wynika, że natu­ralne czynniki (fazy cykli Milan­ko­vi­cia, słabnąca aktyw­ność sło­neczna…) powo­do­wa­łyby obecnie ochło­dze­nie klimatu, współ­cze­sne ocie­ple­nie nie jest częścią żadnego “natu­ral­nego cyklu” (http://naukaoklimacie.pl/fakty-i-mity/mit-to-naturalny-cykl-wzrostu-i-spadku-temperatur-50 ).

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Nie-fizyk i nie-teoretyk

        Pomi­ja­jąc fakt, że, jak dla mnie, han­dlo­wa­nie limitami CO2 to jak sprze­da­wa­nie odpustów w śre­dnio­wie­czu (i kto wie czy tak to nie będzie postrze­gane za 500 lat) oraz to, że finan­so­wa­nie w nauce otrzy­muje się pod tematy z góry narzu­coną tezą (naj­le­piej udo­wad­niać ocie­ple­nie klimatu lub gender)-stąd pewnie takich opra­co­wań nie brakuje, zasta­na­wia mnie dlaczego tak ciężko znaleźć wykresy odnośnie przy­ro­stu ilości Metanu albo np. Pary wodnej w atmos­fe­rze. Coś tam o Metanie się jeszcze od biedy znajdzie, ale o parze wodnej nie bardzo (a zarówno metan jak i para wodna są o wiele groź­niej­szymi “ocie­pla­czami”). Jak są takie dane to bym chętnie obejrzał bo samo CO2 mnie nie prze­ko­nuje (Jedna kore­la­cja może być przy­pad­kowa, jak tu chyba na blogu było już kiedyś napisane).
        Ocie­pla­nie się klimatu jest faktem ale źródło tego ocie­ple­nia nie jest oczy­wi­ste i póki co to wszystko trochę takie strze­la­nie na chybił-trafił — głownie $$ do czyjejś kieszeni (Arnolda S. 😀 ).

        A odnośnie OZE i elek­tro­mo­bil­no­ści to:
        1) Rzadko kto z pro­pa­ga­to­rów jakiejś “zielonej tech­no­lo­gii” wspomina ile więcej tego osła­wio­nego CO2 trafia do atmos­fery przy samej pro­duk­cji zielonej tech­no­lo­gii (głównie się to tyczy “zie­lo­nych aut”)
        2) Farmy wiatrowe znacząco przy­czy­niają się do (na pewno regio­nal­nego, nie wiem jak glo­bal­nie to wygląda) wzrostu tem­pe­ra­tury ze względu na zmi­ni­ma­li­zo­wa­nie ruchu powie­trza.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Arctic Haze

      @koleandro:disqus

      Pro­sił­bym o nie­obra­ża­nie tysięcy naukow­ców zaj­mu­ją­cych się klimatem, do których należę. Fizyka atmos­fery nie jest pseu­do­nauką i nie potrze­bu­jemy do niej więcej niż jednej atmos­fery tak jak nie potrze­bu­jemy wielu planet do upra­wia­nia ter­mo­dy­na­miki czy mecha­niki kwan­to­wej. Efekt cie­plar­niany daje się wyliczyć ze znanych praw fizyki. Modele cyr­ku­la­cji są zło­że­niem naszej wiedzy fizycz­nej o tym jak funk­cjo­nuje atmos­fera (oraz ocean) i testo­wa­nie skutków tego czy dobrze wszystko rozu­miemy (hint: coraz lepiej).

      Nie jest też pseu­do­nauką geo­che­mia, czyli badanie cykli węgla, azotu, fosforu itp. Nie jest pseu­do­nauką pale­okli­ma­to­lo­gia, szu­ka­jąca i znaj­du­jąca coraz to nowe sposoby (“proxies”) rekon­struk­cji dawnych para­me­trów kli­ma­tycz­nych ze składu che­micz­nego i izo­to­po­wego rdzeni lodowych, rdzeni osadów morskich i jezior­nych, ze sta­lag­mi­tów i skał osa­do­wych.

      Aby dowie­dzieć się czym jest współ­cze­sna nauka o klimacie warto poczytać książkę o tym właśnie tytule, naj­lep­sze popu­larno-naukowe wyło­że­nie tego na polskim rynku:
      https://www.soniadraga.pl/produkt/3484/popularnonaukowe.html

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Andrewin M

    Dzięki za wywiad. Brakuje mi w nim wątku o “sprzę­że­niu zwrotnym” czyli czy już nauka wie i poli­czyła jak sprzę­że­nie zwrotne będzie napędzać wzrost tem­pe­ra­tury ? Przykład: uwal­nia­jący się metan na Syberii z wiecznej zmar­z­liny, top­nie­jące lody na bie­gu­nach czyli większa absorp­cja energii, zwięk­sze­nie zachmu­rze­nia jako “kociołek” trzy­ma­jący energię zamiast odbicia i wypro­mie­nio­wa­nia w kosmos, itd. itp.

    Wątek o ekonomii i eko­no­mi­stach — moim zdaniem to naj­waż­niej­szy problem w temacie glo­bal­nego ocie­ple­nia.

    Sęk w tym, że:

    - temat jest tak bardzo poli­tyczny, tak bardzo, że często trudno odfil­tro­wać naukę od pro­pa­gandy,

    - tech­no­lo­gia turbin wia­tro­wych i foto­wol­ta­iczna jest droga w stosunku do paliw kopal­nych,

    - tech­no­lo­gie odna­wialne, pomimo, wielu dekad, roz­wi­jają się wolno i ich efek­tyw­ność w stosunku do kosztów (kopanych) nie spina się,

    - two­rze­nie “prawa” pod emisję CO2 po to, aby zachęcić w inwe­sto­wa­nie w drogie tech­no­lo­gie poprzez pena­li­za­cję kopal­nych dodat­ko­wymi podat­kami — to jest na razie jedyny sposób na udo­wod­nie­nie, że odna­wialne są eko­no­miczne pod warun­kiem “dotacji” do tego biznesu,

    - firmy z branży foto­wol­ta­icz­nej ban­kru­to­wały w EU (głównie Niemcy) w ostat­nich latach gdyż nie wytrzy­mali kon­ku­ren­cji z innymi pod­mio­tami na świecie (głównie Chiny) co prze­ro­dziło się w cła na foto­wol­ta­ikę impor­to­waną do EU, itp.

    - brak zaufania pomiędzy uczest­ni­kami na rynku glo­bal­nym, czyli ja będę tracił pie­nią­dze na drogie tech­no­lo­gie, to kon­ku­rent zyska gdyż Jego energia jest tańsza (bo kopalna),

    - nie do końca znane, naukowo podparte bez polityki, realne koszty elek­tro­mo­bil­no­ści (tylko 10% emisji cało­ściowo) gdzie należy również brać problem emisji podczas wytwa­rza­nia pojazdów jak i ich eks­plo­ata­cji (często spalanie kopal­nych po to, aby ładować baterie ze stratami na przesyle, upływ­no­ści, itp.),

    - elek­tro­mo­bil­ność na ten moment ma jedną zaletę — mniej smogu w miastach (ile? realnie?), więcej smogu poza miastem czyli lepsze uśred­nia­nie po całym globie), bo samo­chody w mieście nie będą “dymić”, a energię trzeba mieć (czyli zwykle kopalne i kiedyś bardziej odna­wialne),

    - wysokie koszty energii wia­tro­wej biorąc pod uwagę nie tylko efek­tyw­ność, ale też koszty (czyli emisję CO2) przy ich pro­duk­cji.

    Temat jest tylko i wyłącz­nie POLITYCZNY i tu jest problem, brak zaufania na świecie, gierki o wpływy i władzę, krót­ko­wzrocz­ność i brak rze­tel­nych infor­ma­cji (nauko­wych), a dużo szumu pro­pa­gandy i ciężko w tym się odnaleźć mimo, że uważamy siebie za “racjo­nalne” istoty.

    Polityka z ekonomią (gospo­darką krain) idzie w parze i te skrzypce nadają melodię glo­bal­nego ocie­ple­nia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0