Komunikwanty – listopad 2018

Listopad obfitował w istotne wieści, zarówno dotyczące kosmosu jak i spraw przyziemnych. W najnowszym przeglądzie znalazło się miejsce m.in. na lądowanie sondy InSight, narodziny zmodyfikowanych genetycznie Chinek oraz zmiany w Układzie SI.

[ecko_fullpage_image]Lądowanie Insight na Marsie[/ecko_fullpage_image]

Lądownik InSight osiadł na Czerwonym Globie

26 listopada, po sześciu miesiącach od startu z kosmodromu w Vandenberg, do celu dotarł amerykański próbnik InSight. Sonda usadowiła się na wulkanicznej równinie Elysium Planitia i jest dziesiątym mechanicznym mieszkańcem Czerwonego Globu. Celem misji nie będzie jednak tym razem penetrowanie powierzchni Marsa, lecz analiza jego gruntu oraz wnętrza planety. Zadanie to umożliwić mają specyficzne instrumenty i przyrządy, z wyraźnym polskim akcentem. Inżynierowie z warszawskiej firmy Astronika skonstruowali dla NASA urządzenie  HP³, pieszczotliwie zwane “Kretem”. To właśnie ono pozwoli wwiercić się w powierzchnię Marsa na głębokość 5 metrów, gdzie następnie zostaną umieszczone czujniki. Dzięki nim możliwe będzie dokonanie najdokładniejszych jak dotąd, pozaziemskich pomiarów geologicznych.

Sam proces lądowania InSight (o godzinie 21 naszego czasu) trwał 6 emocjonujących minut. Był to kluczowy moment dla całego projektu i szczęśliwie odbył się bez żadnych komplikacji. Już w chwilę po osiągnięciu celu, pracownicy Jet Propulsion Laboratory uzyskali pierwszą fotografię (widoczną powyżej). Choć niewyraźna i kiepskiej jakości – z powodu osadzenia pyłu na obiektywie – potwierdziła poprawne działanie dwóch eksperymentalnych satelitów komunikacyjnych Mars Cube One (MarCO), również wystrzelonych z rakiety InSight. Zgodnie z założeniami NASA, czas trwania misji InSight wyznaczono na ziemskie 2 lata, czyli marsjański rok.
[ecko_fullpage_image]Gwiazda Barnarda b[/ecko_fullpage_image]

Również Gwiazda Barnarda posiada planetę ziemiopodobną

Obecnie, w czasach gdy liczba znanych planet pozasłonecznych sięga kilku tysięcy, lokalizowanie kolejnych nie wzbudzają już większych emocji. Trudno jednak przejść obojętnie obok odkryć dotyczących naszego najbliższego sąsiedztwa. Jedno z głośniejszych miało miejsce w 2016 roku, gdy astronomowie z Europejskiego Obserwatorium Południowego dowiedli istnienia planety skalistej na orbicie leżącej 4 lata świetlne stąd Proxima Centauri. Teraz okazuje się, że swoją “drugą Ziemię” posiada również oddalona o 6 lat świetlnych Gwiazda Barnarda. Rozmiar egzoplanety GJ 699 b, czy też Gwiazdy Barnarda b, jest przynajmniej trzykrotnie większy od naszego globu, w związku z czym mamy do czynienia z tzw. superziemią. Temperatura na jej powierzchni nie przekracza zwykle -170 stopni Celsjusza. Co prawda GJ 699 b leży znacznie bliżej swej gwiazdy centralnej niż Ziemia, jednak maleńki czerwony karzeł jest niemal sześciokrotnie mniej masywny od naszego Słońca i emituje znacznie mniej energii. 

To, że układy planetarne są czymś absolutnie powszechnym w kosmosie wiemy od dawna. Teraz wiemy również, że obce światy – i to światy ziemiopodobne – można spotkać tuż za kosmicznym rogiem. To dość uspokajająca perspektywa.

[ecko_fullpage_image]Lisiowicia bojani[/ecko_fullpage_image]

Ślad największego ssakokształtnego gada odnaleziono na Śląsku

Zapewne nigdy nie skojarzyłbyś słonia z polskim, czy w ogóle europejskim ekosystemem. I słusznie, choć okazuje się, że zwierzę przypominające tego olbrzymiego ssaka przemierzało kiedyś terytoria Europy Środkowej, a na pewno Śląsk. Mowa o Lisowici bojani, ssakokształtnym gadzie, żyjącym około 210 mln lat temu. Stworzenie osiągało wysokość 2,5 metrów, zaś jego waga wynosiła nawet do 9 ton.

Wiemy o tym wszystkim dzięki wyjątkowemu odkryciu, dokonanemu we wsi Lisowice leżącej w pobliżu Lublińca. Płynące z niego wnioski zostały zawarte w artykule prof. Tomasza Suleja z Instytutu Paleobiologii PAN oraz dr. Grzegorza Niedźwieckiego z Uniwersytetu w Uppsali, opublikowanego na łamach “Science”. Według badaczy szczątki Lisowici bojani wymuszają zrewidowanie dotychczasowego poglądu, zgodnie z którym we wczesnym triasie doszło do gwałtownego rozprzestrzeniania się dinozaurów, pozostawiających inne gatunki daleko w tyle. W ślad za nowymi danymi idzie teza, iż ogromne jaszczury nie były jedynymi dominującymi przedstawicielami ówczesnej fauny. Lisowicia zamieszkiwać miała przede wszystkim tereny płaskie i mokradła, zaś główny jej pokarm stanowiły rośliny. Zasadniczą cechą, odróżniającą śląskiego stwora od jego kuzynów, było inne rozstawienie kończyn, umożliwiające szybsze poruszanie, dzięki podciągnięciu ich bliżej tułowia. 

Odkryty gatunek jest obecnie najstarszym, a zarazem największym znanym gadem ssakokształtnym z początków ery mezozoicznej i dowodzi, że ssakopodobni reprezentanci królestwa zwierząt już w triasie osiągali pokaźne gabaryty.


[ecko_fullpage_image]Generalna Konferencja Miar[/ecko_fullpage_image]

CGPM dokonała rewizji jednostek układu SI

W połowie listopada we Francji, po raz 26. zebrała się Generalna Konferencja Miar i Wag. Podjęte w czasie spotkania decyzje nie stanowiły zaskoczenia i przez większość środowiska naukowego były wyczekiwane od dawna. Przede wszystkim zatwierdzono nową definicję kilograma, a korekty doczekały się również amper oraz kelwin. Cel jest prosty: dostosowanie układu SI do wymogów XXI wieku i uzależnienie ich od konkretnych stałych fizycznych. Rzućmy okiem na nowe definicje.

Jak było?
amper: niezmieniający się prąd elektryczny, który płynąc w dwóch równoległych i nieskończenie długich przewodach o znikomo małym przekroju kołowym, umieszczonych w próżni w odległości 1 metra od siebie, spowodowałby wzajemne oddziaływanie przewodów na siebie z siłą równą 2×10−7 N na każdy metr długości przewodu.
kelwin: równy 1/273,16 temperatury termodynamicznej punktu potrójnego wody.
kilogram: jego wzorcem (prototypem) był metalowy walec o wysokości i średnicy podstawy 39 mm wykonany ze stopu platyny z irydem; przechowywany w sejfie Międzynarodowego Biura Miar i Wag w Sèvres.

Jak jest?
amper: zdefiniowany poprzez przyjęcie ustalonej wartości liczbowej ładunku elementarnego e, wynoszącej 1,602 176 634×10‑19, wyrażonej w jednostce C, która jest równa A s, gdzie sekunda zdefiniowana jest za pomocą ∆νCs.
kelwin: zdefiniowany poprzez przyjęcie ustalonej wartości liczbowej stałej Boltzmanna k, wynoszącej 1,380 649×10-23, wyrażonej w jednostce J K-1, która jest równa kg m2 s-2 K-1, gdzie kilogram, metr i sekunda zdefiniowane są za pomocą h, c i ∆νCs.
kilogram: zdefiniowany poprzez przyjęcie ustalonej wartości liczbowej stałej Plancka h, wynoszącej 6,626 070 15×10-34, wyrażonej w jednostce J s, która jest równa kg m2 s-1, przy czym metr i sekunda zdefiniowane są poprzez c i ∆νCs.

Wszystkie definicje jednostek układu SI możesz oczywiście sprawdzić na oficjalnej stronie Głównego Urzędu Miar. Bez wątpienia największy przełom stanowi nowe rozumienie kilograma, który aż do teraz utożsamiany był z fizycznym i zmiennym w czasie obiektem, a nie obiektywnymi stałymi. Więcej na ten temat możesz przeczytać w niedawnym artykule.

[ecko_fullpage_image]Teleskop Keplera[/ecko_fullpage_image]

Ostatecznie pożegnaliśmy Teleskop Keplera

Październik był niezwykle pechowy dla kosmicznych urządzeń, o czym była mowa w poprzednim przeglądzie newsów (usterki marsjańskich łazików Curiosity i Opportunity, problemy z żyroskopami w teleskopach Hubble’a oraz Chandra). W listopadzie z kolei ostatecznie pożegnaliśmy się z Kosmicznym Teleskopem Keplera. Nie jest to wynik żadnego błędu, lecz przewidywanego wyczerpania zapasów paliwa, koniecznego do korygowania kursu. Ostatni sygnał z poleceniem wyłączenia wysłużonych instrumentów, został przesłany na początku miesiąca. Kepler pozostanie w przestrzeni kosmicznej – lecz w odróżnieniu od większości “kosmicznego złomu”, znajduje się na orbicie okołosłonecznej, gdzie nie będzie stanowił potencjalnego zagrożenia.

Wystrzelony w 2009 roku teleskop NASA należał do najbardziej zasłużonych obserwatoriów astronomicznych. Przede wszystkim, Kepler odpowiada za odkrycie około połowy z pokaźnej listy poznanych do dziś planet pozasłonecznych. Jego naturalnym sukcesorem ma być wystrzelony w kwietniu tego roku teleskop TESS (ang. Transiting Exoplanet Survey Satellite).

[ecko_fullpage_image]Iwo Białynicki-Birula[/ecko_fullpage_image]

Birula i Charzyński uważają, że fale grawitacyjne mogą pułapkować obiekty

Fizycy nie od wczoraj opracowują różne metody “chwytania” obiektów – cząstek elementarnych, atomów, ale nie tylko – z pomocą elektromagnetyzmu. Jednym z tego typu narzędzi pozostaje optyczna pęseta Arthura Ashkina, nagrodzona Noblem z fizyki w tym roku. Pojawia się pytanie, czy podobnego triku nie da się wykonać z użyciem fal grawitacyjnych? Taką opcję postanowili rozważyć polscy teoretycy z Uniwersytetu Warszawskiego: Iwo Bialynicki-Birula (co ciekawe, znany raczej jako autorytet w dziedzinie mechaniki kwantowej) i Szymon Charzyński. Ich artykuł opublikowany na łamach “Physical Review”, wyraża przekonanie o pewnych analogiach występujących pomiędzy oboma oddziaływaniami i możliwości zastosowania podobnych metod do ich wykorzystania. To nie tylko obietnica odnalezienia praktycznych zastosowań dla naszej wiedzy o falach grawitacyjnych w dalekiej przyszłości, ale również spore rozwinięcie naszego rozumienia ogólnej teorii względności i zachowania obiektów w kosmosie.

[ecko_fullpage_image]Chińskie zmodyfikowane genetycznie dziecko[/ecko_fullpage_image]

Narodziły się pierwsze genetycznie zmodyfikowane dzieci

Niewątpliwie za jedną z najgorętszych informacji ubiegłego miesiąca należy uznać przyjście na świat pierwszych genetycznie zmodyfikowanych dzieci. Jest to osiągnięcie chińskiego genetyka He Jiankuia, koordynującego prace badawcze ośrodka badawczego w Shenzhen. W swoich doświadczeniach wykorzystał metodę CRISPR/Cas9, przeprowadzoną w trakcie zapłodnienia in vitro. Wiemy już, że w wyniku tego eksperymentu na świat przyszły bliźniaczki, jednak tożsamość dzieci oraz rodziców – na ich wyraźne życzenie – nie została ujawniona. Powodem, dla którego naukowiec dokonał – według wielu osób, wątpliwej moralnie – inżynierii genetycznej na człowieku, była jego chęć walki z wirusem HIV. Wyeliminowany przez niego gen CCR5 ma bowiem odgrywać niebagatelną rolę w procesie zarażania się tym śmiercionośnym wirusem. Jego usunięcie z genotypu dziewczynek ma posłużyć obserwacji, czy taka zmiana rzeczywiście pozytywnie wpłynie na ich odporność.

Rzecz jasna, choć same pobudki Chińczyka nie budzą zastrzeżeń, nie uchroniło go to przed miażdżącą falą krytyki, jaka przetoczyła się przez świat jak długi i szeroki. Pośród podnoszonych argumentów pojawia się nie tylko kwestia etyczności przedsięwzięcia, ale również niepewność co do jego rzeczywistego powodzenia. Trudno mówić o sukcesie, gdy potrzeba dopiero wieloletnich obserwacji, aby móc uznać, że metody He Jiankuia okażą się skuteczne. Środowisko naukowców pozostaje podzielone, a wielu z nich podkreśla, że ingerowanie w jeden gen, może pociągnąć za sobą niepożądane i nieprzewidziane skutki dotyczące różnych cech, co odczuje również potomstwo. Dodatkowo, krytyce poddano fakt nie opublikowania przez genetyka wyników doświadczenia w żadnym periodyku naukowym. Sprawa – co nie powinno dziwić – pozostaje niezwykle emocjonująca, ale również na swój sposób przełomowa. W obliczu nagonki na chińskiego badacza, władze Południowego Uniwersytetu Nauki i Technologii w Shenzhen, oficjalnie odcięły się od swojego pracownika. Zarządcy uczelni twierdzą, iż nie zdawali sobie sprawy, z procederu mającego miejsce pod ich skrzydłami. He Jiankuia zarzeka się z kolei, że sami rodzice, których pociechy poddano testowi, byli w pełni świadomi ryzyka; zaś on sam gotów jest ponieść wszelkie konsekwencje, gdyby wyszły na jaw jakiekolwiek nieprawidłowości. Naukowiec jednocześnie podkreślił, że głównym zadaniem medycyny jest walka z chorobami i tym właśnie podyktowane były jego działania. Potępił przy tym możliwość wykorzystywania modyfikacji genetycznych w celach kosmetycznych. “Podnoszenie ilorazu inteligencji czy wybieranie koloru włosów albo oczu nie jest czymś, co robi kochający rodzic. To powinno być zakazane” – zastrzegł Chińczyk.

To, że akurat w Chinach dokonano pierwszej ingerencji na żywym organizmie ludzkim, nie powinno nikogo dziwić. W końcu mowa o państwie, gdzie w istocie nie obowiązują żadne regulacje w tej materii. Więcej na ten temat możesz dowiedzieć się z niedawno wydanej książki Ludzkość poprawiona, rekomendowanej również na łamach Kwantowo. Swoją drogą, w tekście tym zapowiedziałem, że narodzin pierwszego zmodyfikowanego genetycznie dziecka powinniśmy spodziewać się jeszcze przed 2030 rokiem. Nie sądziłem jednak, że nastąpi to tak szybko!

[ecko_fullpage_image]Szczyt COP24 w Katowicach[/ecko_fullpage_image]

Zbliża się Szczyt Klimatyczny, a Ty możesz zadać pytanie

Co prawda to wydarzenie dopiero przed nami, jednak już od listopada trwają gorące przygotowania do Szczytu Klimatycznego w Katowicach. Stolicę Śląska odwiedzi ok. 30 tysięcy delegatów z państw całego globu, a tematem dyskusji będą tak palące kwestie, jak zanieczyszczenie środowiska i galopujące globalne ocieplenie. Swój udział w międzynarodowym spotkaniu potwierdził m.in. niezwykle zasłużony popularyzator biologii, David Attenborough. Wspominamy jednak o COP24 z wyprzedzeniem, przede wszystkim w związku z promowaną przez Brytyjczyka akcją #TakeASeat, mająca na celu zaktywizowanie samych internautów. Jest to niepowtarzalna okazja, aby zadać uczestnikom konferencji pytania dotyczące klimatu i zwrócić uwagę również na lokalne problemy z nim związane. Wybrane wątpliwości, zostaną wygłoszone w czasie Szczytu przez samego Attenborougha.

Konferencja rozpocznie się 3 grudnia i jak zwykle, służyć ma dopracowywaniu wspólnego międzynarodowego stanowiska oraz spójnej strategii walki z  rysującymi się na horyzoncie kłopotami związanymi z klimatem. COP po raz drugi będzie goszczony w Polsce. W 2008 roku gospodarzem szczytu był Poznań, a w 2013 roku Warszawa.

Na ostatnią porcję wiadomości ze świata nauki w 2018 roku, zapraszam już za miesiąc.

Adam Adamczyk
Weronika Cygan
Komunikwanty – listopad 2017 Gdzie szukać newsów ze świata nauki? Ranking Komunikwanty – luty 2018