Resocjalizacja przez sztukę sakralną w kontekście psychologii kwantowej to prawdziwa perełka wśród rodzimej literatury naukowej. Niestety nie miałem okazji (jeszcze) zmierzyć się z treścią tego niebanalnego dzieła, ale z wrodzonego braku cierpliwości, już teraz postanowiłem dowiedzieć się czegoś więcej o filozofii, badaniach i metodzie, jakie przyświecały jego powstaniu.

Moda, której zawdzię­czamy wysyp dzieł podob­nych temu powyżej, nie jest nowa. Mecha­nika kwantowa, jako fun­da­ment ota­cza­ją­cej nas rze­czy­wi­sto­ści, oparty o nie­in­tu­icyjne i niepewne reguły gry, już dawno stał się najdalej wysu­nię­tym przy­czół­kiem dla mistyków, kapłanów i pseu­do­nau­kow­ców. Zasada nie­ozna­czo­no­ści, kor­pu­sku­larno-falowa natura materii oraz energia próżni, dają nadzieję na naukowe usztyw­nie­nie kon­struk­cji, które pozo­sta­wione samym sobie mogłyby w spokoju już dawno się zawalić. Nie twierdzę w tym miejscu, że fizyka kwantowa to dys­cy­plina zare­zer­wo­wana wyłącz­nie dla fizyków. Wręcz prze­ciw­nie, stopień zaawan­so­wa­nia poszcze­gól­nych badań wręcz wymaga od nas sze­ro­kiej inter­dy­scy­pli­nar­no­ści i poszu­ki­wa­nia związków między naj­róż­niej­szymi dzie­dzi­nami nauki oraz filo­zo­fii. Jednak aby ta koope­ra­cja miała ręce i nogi, potrze­buje współ­pracy eks­per­tów i głę­bo­kiego zro­zu­mie­nia obcych obszarów wiedzy. Tylko przy zacho­wa­niu tych nie­ła­twych warunków możemy liczyć na sensowne opra­co­wa­nie takich tematów, jak choćby zagad­nie­nie świa­do­mo­ści. W innym wypadku otrzy­mamy potworka na kształt psy­cho­lo­gii kwan­to­wej.

Rudowski, Resocjalizacja przez sztukę sakralnąJak ma się dzie­dzic­two Bohra, Heisen­berga i Schrödin­gera do nauki bada­ją­cej zacho­wa­nia i psychikę? Cóż… Entu­zja­ści tematu, tacy jak Sta­ni­slav Grof, sugerują, iż mózg nie jest rze­czy­wi­stym nośni­kiem świa­do­mo­ści, gdyż świa­do­mość znajduje się wszędzie. Cały wszech­świat podszyty jest swego rodzaju nie­ma­te­rialną warstwą, która stanowi medium zdolne do prze­cho­wy­wa­nia i prze­no­sze­nia infor­ma­cji, w tym także zawar­to­ści naszych umysłów. Nie muszę chyba tłu­ma­czyć, że rozu­miana w pobieżny i spe­cy­ficzny sposób mecha­nika kwantowa, to wyma­rzony Deus ex machina, ele­gancko roz­wią­zu­jący problemy każdej eks­cen­trycz­nej kon­cep­cji. Sam termin psy­cho­lo­gii kwan­to­wej zyskał na popu­lar­no­ści dzięki wydanej na początku lat 90. książki pod tym właśnie tytułem. Jej autor, Robert Anton Wilson, zwień­czył tym dziełem swoją bogatą karierę lite­racką, okra­szoną powie­ściami spod znaku wszyst­ko­wi­dzą­cego oka, na czele z trylogią Illu­mi­na­tus.

Nie chcę jednak pisać dziś o psy­cho­lo­gii kwan­to­wej. Nie mam również zamiaru wyzło­śli­wiać się na Reso­cja­li­za­cji przez sztukę sakralną w kon­tek­ście psy­cho­lo­gii kwan­to­wej, co zrobili już we wspa­niały sposób pro­fe­so­ro­wie Iwo Bia­ły­nicki-Birula oraz Łukasz Turski, w swojej recenzji (krótka, acz dobitna – polecam). Zamiast tego sięgnę do innej intry­gu­ją­cej publi­ka­cji dr. hab. prof. Tomasza Rudow­skiego. Do Listu otwar­tego, opu­bli­ko­wa­nego na łamach Zeszytów Nauko­wych Szkoły Wyższej Przy­mie­rza Rodzin w War­sza­wie. Tekst ten poniekąd zary­so­wuje kontekst oraz pod­kre­śla motywy, wiedzę i metodę pracy naukowca. Postaram się zbyt roz­wle­kle nie komen­to­wać, gdyż więk­szość przy­to­czo­nych wyjątków z listu, mówi sama za siebie.

Wszelkie dzia­ła­nia nabie­rają dużego zna­cze­nia, zwłasz­cza te, które dotyczą myślenia per­cep­cyj­nego i reflek­syj­nego, bowiem pod­le­ga­jąc moni­to­rin­gowi, ich zasięg może być liczony nawet w latach świetl­nych. Są dowody na to, że myślenie pod­le­ga­jące moni­to­rin­gowi w zapisie holo­gramu Pola kwan­to­wego, jak tego dowiedli spe­cja­li­ści fizyki kwan­to­wej, wpływa nie tylko na postrze­ga­nie norm prawnych, spo­łecz­nych i moral­nych, ale też sty­mu­lo­wa­nie zachowań proz­dro­wot­nych. (…) W kon­tek­ście tym odzwier­cie­dlam prawa i reguły świa­do­mo­ści kwan­to­wej wska­zu­ją­cej na jej związki z Polem punktu zerowego z którego każdy może korzy­stać dzięki energii jaką dys­po­nuje umysł na wszyst­kich etapach jego rozwoju.

Czytałem wielu klasyków jak i współ­cze­snych spe­cja­li­stów od mecha­niki kwan­to­wej, ale za diabła nie potrafię sko­ja­rzyć choćby jednego, który znalazł dowód na wpływ energii próżni (bo tym w istocie jest tzw. punkt zerowy) na postrze­ga­nie tych czy innych norm. Jeśli masz Czy­tel­niku jakieś namiary, podaj je w komen­ta­rzach.

Właśnie nim, tj. umysłem, jego moni­to­ro­wa­niem, ska­no­wa­niem, inge­ru­jąc nie­ustan­nie w jego funkcje, zajmują się naj­bar­dziej obie­cu­jący badacze jak np.: Karl Pribram i Edgar Mitchell. Z ich udziałem pro­wa­dzone badania czę­sto­tli­wo­ści sygnałów elek­tro­ma­gne­tycz­nych u osób zdrowych nale­żą­cych do grupy kon­tro­l­nej i np. cier­pią­cych na różnego rodzaju zabu­rze­nia i scho­rze­nia pozwa­lają apli­ko­wać takie czę­sto­tli­wo­ści fal, aby eli­mi­no­wać okre­ślone dys­funk­cje i scho­rze­nia każdej natury.

Warto zapa­mię­tać, ponieważ są to jedyne nazwiska wymie­nione w tekście, zatem, jak przy­pusz­czam, główne auto­ry­tety naukowe Rudow­skiego. Karl Prigram był pro­fe­so­rem psy­cho­lo­gii na Uni­wer­sy­te­cie Geo­r­ge­town, nato­miast sylwetka Edgara Mit­chella pozo­staje znacznie cie­kaw­sza. Oficer US Navy oraz inżynier aero­nau­tyki, znany przede wszyst­kim jako astro­nauta i członek załogi Apollo 14. Co ciekawe, swoje późne lata poświę­cił roz­wa­ża­niom nad UFO i kon­cep­cji holo­gramu kwan­to­wego (nie mylić z zasadą holo­gra­ficzną!). Pomi­ja­jąc rze­czy­wi­stą wartość prac tych panów dla rozwoju fizyki, dziwi, że profesor UW nazwał ich “obie­cu­ją­cymi” i wciąż pokłada nadzieje w ich bada­niach. Obaj nie żyli już w chwili pisania przezeń listu…

Jak ważne dla świata nauki są wyniki badań powyżej wymie­nio­nych uczonych, wystar­czy powie­dzieć, że zostali oni wie­lo­krot­nie uho­no­ro­wani mię­dzy­na­ro­do­wymi nagro­dami za ich odkrycia świata zewnętrz­nego i wewnętrz­nego. Pribram za swe prace nad mózgiem holo­gra­ficz­nym, a Mitchell za wybitne badania w zakresie nauk neo­tycz­nych, ducho­wych; tamże s. 290 i dalsze).

Nie umniej­szam zasług, ale czy nagrody związane z noetyką (zakładam, że w liście nastą­piła lite­rówka) i “naukami ducho­wymi”, jak­kol­wiek świadczą o wartości dla spo­łecz­no­ści fizyków?

Współ­cze­śni uczeni zaj­mu­jący się fizyką kwantową, prze­ła­mu­jąc 
stare schematy myślenia, doszli do wniosku, że komu­ni­ka­cja świata nastę­puje nie w widzial­nym świecie Newtona, ale: 1/. W obrębie sub­a­to­mo­wego świata Wernera Heisen­berga; 2/. Komórki i DNA komu­ni­kują się za pomocą czę­sto­tli­wo­ści; 3/. Mózg postrzega i zapisuje świat w postaci pul­su­ją­cych fal; 4/. Wszech­świat jest podszyty jakąś struk­turą, która jest wła­ści­wie wszystko zapi­su­ją­cym ośrod­kiem, będącym zarazem uni­wer­salną metodą komu­ni­ka­cji między wszyst­kimi rzeczami; 5/. Ludzie są nie­roz­dzielni ze swym oto­cze­niem; świa­do­mość istoty żywej nie jest obiektem izo­lo­wa­nym; świa­do­mość zwiększa stan upo­rząd­ko­wa­nia reszty świata; 6/. Świa­do­mość istot ludzkich ma nie­wia­ry­godne moż­li­wo­ści – leczenia nas, leczenia świata – w pewnym sensie może zmieniać go tak, jak chcemy (tamże).

Znacznie bardziej chciał­bym zobaczyć jakieś nazwiska w tym akapicie. Co prawda sam znam kilku fizyków (jak Amit Goswami), którzy pod­pi­sa­liby się pod tą wyli­czanką. Nie wiem jednak czy tzw. akty­wi­ści kwantowi i człon­ko­wie New Age, usilnie łączący duchowe i reli­gijne doznania z mecha­niką kwantową, wyczer­pują zbiór “współ­cze­snych uczonych zaj­mu­ją­cych się fizyką kwantową”. Zdanie to brzmi co najmniej jakby więk­szość bądź naj­więk­sze szychy świata fizyki przyj­mo­wały takie tezy. Jest oczy­wi­ście dokład­nie odwrot­nie.

U mnie rein­kar­na­cja nie jest pla­so­wana na pierw­szym 
miejscu, bowiem, jak na razie, nie zasłu­guje na większą uwagę czy uznanie, ponieważ jest nad­zwy­czaj mało dowodów nauko­wych (arte­fak­tów pocho­dzą­cych z eks­pe­ry­men­tów), potwier­dza­ją­cych jej ist­nie­nie, zatem siłą rzeczy musi nadal być sprawą otwartą.

Kamień z serca. Szkoda, że ten łaskawy scep­ty­cyzm nie dotyczy również innych pomysłów.

Przyznam, że są także i tacy [pro­fe­so­ro­wie], którzy nie dopusz­czają myśli względem poznania i zro­zu­mie­nia nie­unik­nio­nych przemian czy prze­ło­mów w nauce. Dla takich osób taka pro­ble­ma­tyka stanowi zbyt odległą wizję koniecz­nych zmian w świa­do­mo­ści czło­wieka, zwłasz­cza w fazach jego rozwoju, aby można było uru­cha­miać spe­cjalne programy edu­ka­cyjne.

Pro­fe­so­ro­wie fizyki, tacy jak Birula i Turski, znani są z ciasnych umysłów i odpy­cha­nia nie­unik­nio­nych prze­ło­mów w nauce. W końcu nie­praw­do­po­dobne jest, żeby zacni uczeni mogli kry­ty­ko­wać tak nowa­tor­ską i głęboką pracę z pobudek mery­to­rycz­nych. To bez wąt­pie­nia zła wola i zaścian­ko­wość.

Z kolei, dla jeszcze innych, do których zaliczam wielu igno­ran­tów i fru­stran­tów z inter­ne­to­wych stron, mam odpo­wiedź, że bardziej zależy mi na wyja­śnia­niu i zapo­bie­ga­niu przemocy psy­chicz­nej i fizycz­nej z pomocą zna­jo­mo­ści wiedzy z fizyki czy psy­cho­lo­gii kwan­to­wej niż uspra­wie­dli­wia­niu nik­czem­nych czynów, uzy­sku­jąc np. “wkal­ku­lo­wa­nego przez wino­wajcę roz­grze­sze­nia”, wraz z bliżej nie­okre­śloną pokutą.

Ciekawa sugestia jakoby ktoś uwa­ża­jący psy­cho­lo­gię kwantową za mętną hipotezę (w naj­lep­szym przy­padku), miał na celu uspra­wie­dli­wia­nie nik­czem­nych czynów. Wyjąt­kowo pokraczny środek ery­styczny. Niemniej zapo­wiada niezłą jazdę.

Jak ważne są to sprawy dla ducho­wego funk­cjo­no­wa­nia czło­wieka wypo­wiada się papież Jan Paweł II w wygło­szo­nej homilii w Sko­czo­wie w 1995 r. Cytuję: „Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia! Być czło­wie­kiem sumienia, to znaczy…


Przy­kła­dowo, świa­do­mo­ścią kwantową związaną z moni­to­ro­wa­nym sumie­niem, my wszyscy dys­po­nu­jemy oraz pod­le­gamy. Naj­bar­dziej powinni się jej obawiać prze­stępcy oraz ludzie nie­uczciwi mający złe zamiary względem ota­cza­ją­cego świata.

Lubię widzieć w cza­so­pi­śmie naukowym, pre­cy­zyjne, pozba­wione subiek­ty­wi­zmu terminy, jak pojęcie “nie­uczci­wego” czło­wieka. Zwracam na to uwagę, ponieważ autor bardzo chętnie w całym tekście szafuje takimi ocenami, co najmniej jakby potrafił prze­pro­wa­dzić jakiś jasny podział między tymi złymi i dobrymi. Sądzę jednak, że tych złych może być znacznie więcej…

Przy­kła­dowo, jeśli ktoś o kimś wyda nie­rze­telną, szka­lu­jącą opinię, na którą ten ktoś nie zasłu­guje, wiedząc o tym że jest wysokie praw­do­po­do­bień­stwo jej odbioru, a nawet zapisu w cza­so­prze­strzeni bliżej nie okre­ślo­nej (tj. w wiecz­no­tr­wa­łym punkcie zerowym pola kwan­to­wego), wówczas się zasta­nowi, czy aby warto postąpić nik­czem­nie. Stra­sze­nie diabłem, piekłem itp. jest mało sku­teczne w wycho­wa­niu czy socja­li­za­cji, jeśli uczynki i myśli nie­go­dziwe nie znajdują swojego odzwier­cie­dle­nia w np. polu kwan­to­wym pozwa­la­ją­cym je odtwo­rzyć w odpo­wied­nim czasie.

Nie będę tu cytował wszyst­kiego, ale autor powoli zbliża się do swojej anty­uto­pij­nej wizji przy­szło­ści, w której ludzkość będzie drżała przed… Wiecz­no­tr­wa­łym (?!) punktem zerowym pola kwan­to­wego. Idea spro­wa­dza się do tego, że każdy Twój uczynek zostanie zapisany w osnowie kwan­to­wej rze­czy­wi­sto­ści. Jakoś nie mogę oprzeć się wrażeniu, że jest to nowa, odświe­żona wersja absolutu, mająca pełnić nie­wdzięczną funkcję istoty wyższej.

Tak więc wiara w miło­sier­dzie i poprzez miło­sier­dzie dotyczy, przede wszyst­kim Zba­wi­ciela, jego wia­ry­god­no­ści, który w potwor­nych męczar­niach oddał życie za nas wszyst­kich włącznie z prze­stęp­cami. Oczy­wi­ście sprawa ist­nie­nia Stwórcy świata też dotyczy wiary, bowiem nawet u naj­wy­bit­niej­szych uczonych brakuje wyobraźni i talentów aby uza­sad­nić, czy udo­wod­nić, że coś powstało z niczego, a szcze­gól­nie materia ożywiona z nie­oży­wio­nej zawie­ra­jąca funkcje świa­do­mo­ści.

Tak, to nadal tekst pocho­dzący z Zeszytów Nauko­wych, a nie pod­ręcz­nika kate­chezy.

Kolejną sprawą jest odczy­ty­wa­nie myśli z udziałem świa­do­mo­ści kwan­to­wej z pola świa­do­mo­ści kwan­to­wej zbio­ro­wej. Taką zdol­no­ścią, wła­ści­wie z uro­dze­nia, do odtwa­rza­nia zdarzeń, sytuacji, przed­mio­tów i postaci, z czasu prze­szłego, teraź­niej­szego i przy­szłego, wykazują się wszyscy, jednak tylko nie­któ­rzy wybitni jasno­wi­dze, bowiem potrafią oni do niego dotrzeć, zwer­ba­li­zo­wać, a nie­rzadko wyobra­zić nadając im zmysłowy kształt. Dodam, że próbami uczenia się takich umie­jęt­no­ści w Polsce i na świecie zajmują się osoby pro­wa­dzące spe­cjalne szkoły i kursy jasno­wi­dze­nia.

Ten akapit pozwo­li­łem sobie wstawić w całości. Czytam go po raz trzeci i nadal nie wierzę w to co widzę.

Dla psy­cho­pa­tów w licznych kon­fi­gu­ra­cjach, odmia­nach oraz różnej maści nik­czem­ni­ków, którzy nie są psy­chicz­nie chorzy, świa­do­mość ist­nie­nia moni­to­ro­wa­nego sumienia, jest okazją, by się jednak opa­mię­tali i zarazem zasta­no­wili zanim postąpią nie­go­dzi­wie.

List ma jeszcze wiele akapitów, ale sądzę, że ten fragment naj­le­piej oddaje cało­kształt myśli autora i naj­bar­dziej mnie przeraża. Rozumiem, że prace Rudow­skiego dotyczą reso­cja­li­za­cji, zatem nie sposób uciec tu od zagad­nień odpo­wied­niego kształ­to­wa­nia jed­no­stek ludzkich. Jednakże, czym innym jest sku­pia­nie się na metodach i środkach, a czym innym wyra­ża­nie życzeń i snucie swojej wizji rze­czy­wi­sto­ści – zresztą rze­czy­wi­sto­ści wypa­czo­nej, opartej o ist­nie­nie kwan­to­wego Wiel­kiego Brata.

Dlaczego widzę tu nie­bez­pie­czeń­stwo i dlaczego uważam, że motyw uczonego ma zna­cze­nie? Ponieważ wyraźnie wpływa na jego pracę i wycią­gane zeń wnioski. Kiedy chcesz poznać rze­czy­wi­stość, to robisz wszystko aby zebrać fakty i je możliwie ostro skon­fron­to­wać. Kiedy nato­miast widzisz potrzebę ist­nie­nia karzą­cego bożka, który odstra­szy “nik­czem­ni­ków” – ana­li­zu­jąc badania i publi­ka­cje, będziesz wszędzie widział właśnie tego bożka. Cho­ru­jesz na chciej­stwo i dopa­so­wu­jesz elementy ukła­danki do swojej ide­olo­gii. Tak właśnie uczynił Rudowski, który samo­dziel­nie zapędził się w ślepy zaułek. Jako spe­cja­li­sta od psy­cho­lo­gii i reso­cja­li­za­cji chciałby zmienić świat i dowie­dzieć się jak można wpłynąć na zacho­wa­nie osób nie­do­sto­so­wa­nych spo­łecz­nie. Idea szczytna, autor wpadł jednak na ślady kon­cep­cji nie­nau­ko­wych, których nie potrafił samo­dziel­nie poddać wery­fi­ka­cji. Ale to go nie zatrzy­mało. Uchwycił coś co odpo­wiada jego potrze­bom i nadaje opi­sy­wa­nym kon­cep­cjom pozory nauko­wo­ści – połą­cze­nia z tak kon­kretną i nama­calną dys­cy­pliną jak fizyka. W ten sposób stworzył komiczny, ale też nie­bez­pieczny miks mecha­niki kwan­to­wej, psy­cho­lo­gii i pseu­do­nauki, z dodat­kiem misty­cy­zmu, okul­ty­zmu i religii.

Co jest w tym wszyst­kim naj­gor­sze? Tomasz Rudowski bynaj­mniej nie jest czarną owcą, a jego prace wcale nie stanowią poje­dyn­czego wypadku przy pracy. Zaręczam, że w mniej znanych perio­dy­kach, w murach skrom­niej­szych uczelni, bełkot pod­sy­cony podej­rza­nymi źródłami pojawia się znacznie częściej. Tyle tylko, że jest nieco mniej jaskrawy niż w powyż­szym przy­padku.

  • arthy

    Taki z niego prof jak z Krystyny P. a zaraz…
    A tak poważnie to wygląda jak prima aprilis, którym niestety nie jest. Nie może być, że tan gość jest drhab­prof i nie wiadomo co jeszcze. Przecież tego czło­wieka gdzieś publi­kują, gdzieś będzie cytowany, ktoś się na niego powoła i na jego prace — straszne. I straszne, że w nie­któ­rych kręgach tak się tworzy “nauka”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • brum

    No i mamy co mamy. Bez względu na to czy autor był pro­fe­so­rem, doktorem czy magi­strem, powinien stracić dyplom. Dlaczego pcha się w temat, którego ewi­dent­nie nie rozumie? Nie ma wiedzy o mecha­nice kwan­to­wej a chce się o nie wypo­wia­dać na łamach pism nauko­wych? Za takie coś powinny grozić surowe kon­se­kwen­cje. :-/

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • mirek57

      To dotyczy też Hawkinga. Z teorii początku wszech­świata bez warunków brze­go­wych wycią­gnął wniosek o nie­ist­nie­niu Boga. Dlaczego pchał się w ten temat? To już pytanie do psy­cho­lo­gów.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arek Wit­t­brodt

        Pozwolę sobie odpo­wie­dzieć nieco zło­śli­wie, ale w sposób nie­odbie­ga­jący od prawdy.

        Problem jest taki, że gdyby ludzie wierzący nie wpychali wszędzie Boga, nie byłoby żadnej potrzeby jego wypy­cha­nia skąd­kol­wiek ani wpy­cha­nia się w te tematy. I tak — to dotyczy też takiej kwestii jak początek ist­nie­nia wszech­świata.

        Już trochę mniej zło­śli­wie (bo chciał­bym, abyś zro­zu­miał w czym tkwi problem) — początek ist­nie­nia wszech­świata to kwestia doty­cząca naszej rze­czy­wi­sto­ści. Ist­nie­nie Boga też! Dlatego ja oso­bi­ście nie widzę nic złego w tego typu próbach poka­zy­wa­nia ist­nie­nia czy nie­ist­nie­nia Boga. Nawet jeśli chybione — dlaczego nie wolno tego robić? Bo tobie i innym się to nie podoba? Chyba nie, co?

        Na koniec jeszcze chciał­bym odnieść się kon­kret­nie do tego, co zrobił Hawking. Jeśli dobrze pamiętam (ale mogę się mylić — jego książkę czytałem jakiś czas temu) nie udo­wad­niał on nie­ist­nie­nia Boga. Pokazał tylko, że jeśli wszech­świat nie ma warunków brze­go­wych, to ist­nie­nie Boga jako stwórcy wszech­świata nie jest konieczne. Taki drobny szczegół.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • mirek57

        …“początek ist­nie­nia wszech­świata to kwestia doty­cząca naszej rze­czy­wi­sto­ści” — to prawda, ale ist­nie­nie Boga, to kwestia wiary i argu­menty natury fizycz­nej są wobec niej bez­bronne, bo naj­prost­szą odpo­wie­dzią wie­rzą­cych może być: “Bóg stworzył świat bez warunków brze­go­wych, żeby wystawić naszą wiarę na próbę” — finito.
        Dlatego zresztą więk­szość naukow­ców wypo­wiada się na tematy teo­lo­giczne bardzo oszczęd­nie, poza tymi, którzy na starość dostają obja­wie­nia (w jedną albo drugą stronę). Mam tu oczy­wi­ście na myśli praw­dzi­wych naukow­ców, a nie fana­ty­ków z uro­dze­nia.
        Na zakoń­cze­nie też dodam małą zło­śli­wość. Wyobraź sobie taką sytuację: Kon­cep­cja świata bez warunków brze­go­wych okazuje się mylna (co z kon­cep­cjami Hawkinga się zdarzało) i wtedy co? Mamy koniecz­ność ist­nie­nia Boga? W dodatku potwier­dzoną auto­ry­te­tem geniusza?
        Takie, niestety, bywają skutki mie­sza­nia nauki z religią,

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Arek Wit­t­brodt

        Nie wszyscy uważają, że Religia i Nauka to dwa oddzielne magi­ste­ria badające odmienne zagad­nie­nia rze­czy­wi­sto­ści. Tak jak pisałem wyżej, nie­któ­rzy z nas uważają, że rze­czy­wi­stość to po prostu rze­czy­wi­stość — a skoro tak, to można ją po prostu badać. Nie musi się pan z tym zgadzać, ale nie może pan sobie uzur­po­wać posia­da­nia jedynie słusznej opinii, szcze­gól­nie że za takim podej­ściem prze­ma­wia po prostu nasze zdobyte w ciągu wielu wieków doświad­cze­nie w badaniu tego, co “nad­na­tu­ralne”.

        Z resztą, skoro mie­sza­nie wiary i nauki daje takie opłakane skutki, zadam panu pytanie — czy z podobną gor­li­wo­ścią kry­ty­kuje pan ludzi wie­rzą­cych (dajmy na to Jana Pawła II? postać w tym kon­tek­ście blisko związana z Haw­kin­giem) którzy osią­gnię­ciami nauko­wymi “udo­wad­niają” praw­dzi­wość swojej wiary?

        “praw­dzi­wych naukow­ców, a nie fana­ty­ków z uro­dze­nia”

        Niech pan sprawdzi sobie hasło “No true scotsman fallacy”. Praw­dziwi naukowcy czyli jacy? Fanatycy, czyli kto? Co to znaczy być fana­ty­kiem? Czy wystar­czy po prostu wypo­wia­dać się na tematy, które komuś nie pasują? Nie mówię, że u pana, bo w tym momencie nie wiem, czy te epitety odnosi pan do Hawkinga, ale niestety u wielu ludzi Praw­dziwy Nauko­wiec oznacza takiego naukowca, który siedzi cicho albo jeszcze lepiej — zgadza się z oskar­ży­cie­lem. I podobnie Fanatyk to ktoś, kto się z takim czło­wie­kiem po prostu nie zgadza.

        “Mamy koniecz­ność ist­nie­nia Boga?”
        Mamy koniecz­ność ist­nie­nia przy­czyny. Czy tą przy­czyną musi być Bóg? Tu bardzo wyraźnie zdradza pan swoje praw­dziwe barwy. Czego pan i inni myślący tak jak pan nie są w stanie naj­wy­raź­niej zro­zu­mieć, to że dycho­to­mia “albo Bóg — albo nic” jest fałszywa. Moż­li­wo­ści jest wiele, a Bóg jest tylko jedna z nich.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • mirek57

        “nie może pan sobie uzur­po­wać posia­da­nia jedynie słusznej opinii”
        Jeśli taki wniosek wysnuł Pan z mojego tekstu, to prze­pra­szam.

        “…podobną gor­li­wo­ścią kry­ty­kuje pan ludzi wie­rzą­cych … którzy 
        osią­gnię­ciami nauko­wymi “udo­wad­niają” praw­dzi­wość swojej wiary”
        Tak, choć w sieci niewiele jest takich miejsc, w których można dys­ku­to­wać bez obawy zde­rze­nia się wyłącz­nie z inwek­ty­wami.

        “Fanatyk to ktoś, kto się z takim czło­wie­kiem po prostu nie zgadza”

        Trudno w krótkim tekście zmieścić defi­ni­cje wszyst­kich pojęć, którymi się posłu­guje. W skrócie: Hawkinga nie uważam za fanatyka. Fana­ty­kiem jest dla mnie nauko­wiec, który prowadzi swoje badania pod kątem zało­żo­nej z góry tezy o ist­nie­niu, bądź nie­ist­nie­niu Boga. Takich fana­ty­ków można spotkać po obu stronach i — zazna­czam: MOIM ZDANIEM — robią wielką krzywdę śro­do­wi­sku nauko­wemu, podobnie jak wyznawcy UFO, płaskiej Ziemi, kosmitów, czy czego tam jeszcze…

        “bardzo wyraźnie zdradza pan swoje praw­dziwe barwy…”
        Dopadł mnie Pan.….

        Dodam tylko krótkie wyja­śnie­nie. Wyraźnie zazna­czy­łem, że ostatni akapit jest “małą zło­śli­wo­ścią”. Prze­pra­szam, jeśli zostałem żle zro­zu­miany. Może mam już zbyt kostyczne poczucie humoru.

        Jeśli chodzi o używaną przeze mnie nomen­kla­turę… to prze­oczy­łem Rewo­lu­cję i nadal używam okre­śle­nia “Bóg”, zamiast “pra­przy­czyna”, “siła wyższa”, “prasiła”, czy “Naj­wyż­sza Istota”.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

        Ja się tylko wtrącę do jednego frag­mentu:

        “Kon­cep­cja świata bez warunków brze­go­wych okazuje się mylna (co z kon­cep­cjami Hawkinga się zdarzało) i wtedy co? Mamy koniecz­ność ist­nie­nia Boga? W dodatku potwier­dzoną auto­ry­te­tem geniusza?”

        W żadnym razie. Fał­szy­wość tej kon­cep­cji dowodzi jedynie fał­szy­wo­ści tej kon­cep­cji. Niczego więcej. Na gruncie logiki nie pozwo­li­łoby to dowodzić ist­nie­nia bądź nie­ist­nie­nia boskiego archi­tekta, bowiem wciąż możliwe pozo­staje odkrycie innej czysto naukowej teorii obja­śnia­ją­cej początek wszech­rze­czy.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • mirek57

        To “oczy­wi­sta oczy­wi­stość”, dlatego też pozwo­li­łem sobie zastrzec, że dodaję “małą zło­śli­wość”. Prze­pra­szam, jeśli zostałem zro­zu­miany dosłow­nie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Don Wasyl

    Drogi autorze, po pierwsze to Sta­ni­slav Grof, a nie Grov, a po drugie Karl Pribram (a nie Prigram) był nie tylko psy­cho­lo­giem, bo zajmował się też psy­chia­trią i neu­ro­bio­lo­gią. Z fizyką ma tyle wspól­nego, że współ­pra­co­wał z Davidem Bohmem, twórcą teorii zmien­nych ukrytych.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mirek57

    I to wszystko na UW. “KTOŚ” to recen­zo­wał, “KTOŚ” był pro­mo­to­rem, “KTOŚ” zatwier­dził do druku. Podzielę się tutaj swoimi doświad­cze­niami z rozmów z przy­ja­ciółmi huma­ni­stami, którzy, nie wiadomo dlaczego, moje lata spędzone na AGH i UJ traktują jak rezer­wuar wiedzy ścisłej. Pod­sta­wowy problem polega na tym, że pod wpływem środków masowego infor­mo­wa­nia wszyscy — lite­ral­nie WSZYSCY — uważają splą­ta­nie kwantowe za rodzaj maszynki. Tu kręcę spinem a w sąsied­niej galak­tyce splątany elektron obraca się jak fryga. Podobnie jest z tzw. “tele­por­ta­cją’. Widzę zawód i nie­do­wie­rza­nie na twarzach, kiedy tłumaczę, że te kon­kretne cząstki nie zostały “fizycz­nie” prze­słane w inną loka­li­za­cję. “Ale przecież pisali w inter­ne­cie, że Chiń­czycy dokonali tele­por­ta­cji na 1700 km” — i co ja mam im powie­dzieć??? Przykro mi to stwier­dzić, ale od samego początku, teoria kwantowa, poprzez jej skom­pli­ko­wa­nie — i pewnego rodzaju “ezo­te­rycz­ność” — stała się bardzo wdzięcz­nym polem dla twórców “pól świa­do­mo­ści”, “pola inte­li­gen­cji”, czy czego sobie ktoś tam nie wymyśli. Pozdra­wiam i życzę sukcesów w orce na ugorze -m

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kuba

    Cóż za zbieg oko­licz­no­ści — właśnie wczoraj czytałem artykuł Tomasza Wit­kow­skiego “Modne bzdury wciąż modne”, w którym opisywał swoją pro­wo­ka­cję. Wysłał on do “recen­zo­wa­nego” pisma psy­cho­lo­gicz­nego Cha­rak­tery totalnie bzdurny artykuł łączący psy­cho­lo­gię i fizykę kwantową. Pismo niby recen­zo­wane, a opu­bli­ko­wało artykuł, który każdy wykształ­cony człowiek powinien uznać za kom­pletny bełkot. Ale psy­cho­lo­go­wie, socjo­lo­go­wie i filo­zo­fo­wie z tytułami byli zachwy­ceni. Polecam ten artykuł, bardzo łatwo go wyguglać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • JK

    wybacz, ze nie na temat, ale prze­czy­ta­lem prawie wszyst­kie wpisy i nie zna­la­zlem nic na temat reakcji LENR zwanej kiedys “zimną fuzją”. To coś nad czym ponoć pracuje Andrea Rossi pod nazwą e-cat. Może temat jest wart zgłęb­nie­nia?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Pisałem dotąd jedynie o fuzji (zwykłej). O zimnej mam na razie zbyt mało infor­ma­cji.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • JK

        Rozumiem, jednak temat wydaje się na tyle ciekawy, że może warto by było dotknąć tematu. O zwykłej własnie czytałem i stąd zain­te­re­so­wa­nie tematem.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Arek Wit­t­brodt

    Myślę, że warto wspo­mnieć o pewnej cie­ka­wo­stce mającej wg. mnie dosyć duże zna­cze­nie w kon­tek­ście opi­sy­wa­nym w artykule.

    W swojej książce “Hiper­prze­strzeń(…)” Michio Kaku pisze o tym, jak w ubie­głych wiekach dla mistyków i osób zaj­mu­ją­cych się bytami ducho­wymi (itp) podobnym deux ex machina co dzisiaj mecha­nika kwantowa był… mate­ma­tyczny koncept czwar­tego wymiaru (to tam miały chować się duchy/dusze itp) ;-).

    Moda więc jak widać nowa nie jest 😉

    Wg. mnie cały ten pseu­do­nau­kowy bełkot wskazuje na pewne bardzo ważne i niestety nie­po­ko­jące zjawisko o którym mało się mówi — a przy­naj­mniej ja rzadko się z tym spotykam, mimo iż czytuję wiele blogów nauko­wych i popu­lar­no­nau­ko­wych.

    Problem w tym, że dla prze­cięt­nego pana Kowal­skiego i pani Kowal­skiej nauka ze swoimi osią­gnię­ciami wygląda po prostu jak jakaś obja­wiona ex cathedra prawda. W szkole nie uczy się tego jak zdo­by­li­śmy daną wiedzę a jedynie się tą wiedzę wykłada — gotową do przy­swo­je­nia. Przez to kwestia tego, co jest rze­czy­wi­ste a co nie w oczach więk­szo­ści spo­łe­czeń­stwa staje się nagle kwestią auto­ry­tetu. Widać to z resztą bardzo wyraźnie u kre­acjo­ni­stów, którzy zarzu­cają nam często ślepą wiarę w Darwina i jego pisma.

    Dla wielu więc ludzi tego typu pseu­do­nau­kowe publi­ka­cje, szcze­gól­nie że okra­szone mądro brzmią­cymi (nawet jeśli non­sen­sow­nymi) wyraź­niami będą brzmiały jak praw­dziwa nauka. I podobnie rzecz ma się z medycyną — różnej maści zna­cho­rzy, jeśli wystar­cza­jąco upodob­nią się wyglądem, dzia­ła­niami i słow­nic­twem do lekarzy, będą tak właśnie trak­to­wani przez innych ludzi — a nie jak na to zasłu­gują na oszustów wyko­rzy­stu­ją­cych ludzkie nie­szczę­ście.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    Doczy­ta­łem do pierw­szego cytatu… dalej już nie dałem rady… miałem chęć, tak nor­mal­nie, po niu­to­now­sku, odstrze­lić łeb temu „naukow­cowi”.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Krystian Walczak

    http://kwanty.pl/szyszynka/

    Cie­eeekawy artykuł:)
    I stronka ma podobną nazwę.
    Czy to przy­pa­dek?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Bynaj­mniej nie jest ciekawy — na pierwszy rzut oka wygląda na czystą pseu­do­naukę — a już na pewno nie ma nic wspól­nego z Kwantowo.pl.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Krystian Walczak

    Czekam z nie­cier­pli­wo­ścią na komen­ta­rze o tej stronie.
    W zasadzie lubię filmy fan­ta­stycznę to dlaczego do snu fan­ta­stycz­nej fizyki nie poczytać.
    Panie Adamie, proszę usiaść przed wstą­pie­niem na tą stronę.
    🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0