Kończymy okres wakacyjny porcją sierpniowych wieści ze świata nauki. W dzisiejszej odsłonie Komunikwantów będzie m.in. o wodorowej ścianie na rubieżach Układu Słonecznego, spółkowaniu neandertalczyków z denisowianami oraz medialnym wyróżnieniu dla Marii Skłodowskiej.

Wodór na krańcu Układu Słonecznego

Układ Słoneczny otula warstwa wodoru

NASA ogłosiła, że należąca do niej sonda New Horizon – która pod koniec 2015 roku minęła Plutona – mknąc ku krańcom Układu Solar­nego zaob­ser­wo­wała swego rodzaju ścianę wodoru. Podobne ślady miały zostać odno­to­wane również przez starsze urzą­dze­nia, tj. wystrze­lone w latach 70. sondy Voyager 1 i Voyager 2.

Praw­do­po­dob­nie nie­ty­powe zjawisko wiąże się z dzia­ła­niem wiatru sło­necz­nego. Oczy­wi­ście sam wiatr to przede wszyst­kim cząstki alfa i protony emi­to­wane przez naszą rodzimą gwiazdę, ale jego napór dopro­wa­dza do regu­lar­nego wydzie­ra­nia lekkiego gazu z atmosfer planet oraz prze­strzeni mię­dzy­pla­ne­tar­nej. Atomy wodoru wyha­mo­wują jednak w odle­gło­ści ponad 10 miliar­dów kilo­me­trów, gdzie sam wiatr sło­neczny wyraźnie traci impet. Astro­no­mo­wie pod­kre­ślają, że dane nie są jed­no­znaczne i mogą powstać inne wyja­śnie­nia dla zare­je­stro­wa­nych sygnałów. Na razie plany zakła­dają sku­pia­nie przy­rzą­dów New Horizons na hipo­te­tycz­nej bańce wodoru dwa razy do roku. Dane będą coraz dokład­niej­sze, wraz ze zbli­ża­niem się urzą­dze­nia do granic naszego układu pla­ne­tar­nego.
Gen TP53 chroni przed nowotworami

Przed nowotworami obronią nas geny słonia

Choć w wyścigu medycyny z nowo­two­rami odno­to­wu­jemy pewne sukcesy, to nadal daleko nam do pełnego triumfu. Być może na lepsze tory napro­wa­dzą nas… słonie. Dlaczego akurat te wiel­gachne ssaki? Badaczy od dłuż­szego czasu zasta­na­wiało, skąd u tych potęż­nych zwierząt wzięła się ponad­prze­ciętna odpor­ność na nowo­twory. Można by pomyśleć, iż ważące sześć ton cielsko, powinno być odpo­wied­nio bardziej narażone na pato­lo­giczne zmiany, niż orga­ni­zmy drob­niej­sze. W końcu większa liczba komórek, oznacz większą szansę na nie­szczę­śliwą mutację i napo­czę­cie choroby. Co jednak zaska­ku­jące, żadna taka pra­wi­dło­wość u słoni nie wystę­puje. Liczby nie pozo­sta­wiają złudzeń: podczas gdy u czło­wieka szansa poja­wie­nia się nowo­tworu wynosi od 11 do 25%, u słoni takie ryzyko ledwo dobija do 5%. Tzw. “paradoks Peto”, jak go nazwano, skłonił naukow­ców do poszu­ki­wa­nia źródeł odpor­no­ści właśnie u trą­bow­ców. Zaawan­so­wane badania zawdzię­czamy grupie gene­ty­ków z Uni­wer­sy­tetu w Chicago, kie­ro­wa­nej przez Vincenta Lyncha. Szukając odpo­wie­dzi trafili oni na gen TP53, sta­no­wiący swoistą tarczę, chro­niącą słonia przed rakiem i podob­nymi paskudz­twami. Uczeni ze zdu­mie­niem dostrze­gli, że w ciele ogrom­nego ssaka wystę­puje  on aż 20 razy liczniej niż u Homo sapiens. Jednak swoją sku­tecz­ność TP53 zawdzię­cza współ­pracy z innym znanym od niedawna genem LIF6, nie­for­mal­nie ochrzczo­nym “genem zombie”. U więk­szo­ści zwierząt LIF6 aktywuje się wraz z chwilą śmierci, u trą­bow­ców nato­miast potrafi się on włączać również za życia, uru­cha­mia­jąc ogra­ni­czoną apoptozę uśmier­ca­jącą znisz­czone przez chorobę obszary.

Ogromnej roli LIF6 w hamo­wa­niu raka genetycy dowiedli w eks­pe­ry­men­cie, w którym pobrane od słoni komórki pozba­wili wspo­mnia­nego genu, a następni wysta­wili na dzia­ła­nie kan­ce­ro­gen­nych czyn­ni­ków. Efektem było gro­ma­dze­nie się uszko­dzo­nych ele­men­tów w tkance i bły­ska­wiczne postę­po­wa­nie szko­dli­wych mutacji. W kolejnym badaniu prze­świe­tlone zostały komórki przy udziale genu “zombie”, co skut­ko­wało natych­mia­stową auto­de­struk­cją obszarów dotknię­tych pato­lo­gicz­nymi zmianami. Jak pod­kre­ślają naukowcy z ośrodka w Chicago: powią­za­nie dzia­ła­nia obu genów, a w tym szcze­gólna rola przy­pi­sy­wana LIF6 , może być kluczowe dla dalszego poszu­ki­wa­nia sku­tecz­nego sposobu walki z nowo­two­rem u ludzi.

Enzym zmieniający grupę krwi

Kanadyjczycy są na tropie enzymu zmieniającego grupę krwi A na 0

Przy każdej trans­fu­zji kluczowa pozo­staje wiedza odnośnie grupy krwi pacjenta. Jeżeli masz grupę krwi A, B lub AB, jesteś w dość kom­for­to­wej sytuacji (o ile można tak powie­dzieć o kimś wyma­ga­ją­cym trans­fu­zji). Jeśli jednak twoja grupa to 0 – nie jest już tak dobrze. Jedynym dawcą krwi dla osoby z “zerem” może być nosiciel tej samej grupy, ponieważ ery­tro­cyty pocho­dzące od wła­ści­cieli A, B oraz AB posia­dają pakiet prze­ciw­ciał, który dla krwinek ze znakiem 0, pozba­wio­nych podobnej obrony, pozo­staje zabójczy. Jed­no­cze­śnie ta bez­bron­ność “zerowców” czyni z nich naj­lep­szych, bo uni­wer­sal­nych dawców dla każdego innego potrze­bu­ją­cego.

Sposobem na wyrów­na­nie szans poszko­do­wa­nej grupy 0, może okazać się enzym pozy­skany z bakterii, żyjącej w ludzkim jelicie. Badania pro­wa­dzone przez bio­che­mi­ków z Uni­ver­sity of British Columbia w Kanadzie, pod kie­run­kiem Stephena Withersa pokazały, że w warun­kach labo­ra­to­ryj­nych może on sku­tecz­nie zamienić krwinki z grupy A na grupę 0. Pomi­ja­jąc szcze­góły tech­niczne, naj­waż­niej­szą infor­ma­cją jest tu umie­jęt­ność usu­nię­cia przez enzym prze­ciw­ciał nor­mal­nie prze­sia­du­ją­cych w ery­tro­cy­tach z grupy A. W efekcie tego procesu, ogo­ło­cona krwinka zaczyna w praktyce imitować krwinkę grupy 0. Do tej pory biolodzy badali podobne enzymy, które potrafią zmienić grupę B na 0; tym razem po raz pierwszy udało się podobny krok wykonać w przy­padku grupy A. Withers pod­kre­śla, że nowa metoda jest bardziej efek­tywna i pozwala sprawnie usuwać prze­ciw­ciała. Zaznacza także, że wydaje się w pełni bez­pieczna – pozo­sta­ło­ści enzymu bez problemu da się w razie potrzeby usunąć z potrak­to­wa­nych nim krwinek. Pozo­staje jedynie kwestia eko­no­micz­no­ści. Poprzed­nie próby podob­nych trans­for­ma­cji krwi oka­zy­wały się zbyt cza­so­chłonne i kosz­towne, by móc wpro­wa­dzić je do regu­lar­nego użyt­ko­wa­nia. Dlatego też, wyniki badań bio­che­mi­ków z Kanady wydają się być o tyle obie­cu­jące, że nie prze­wi­dują aż tak wiel­kiego nakładu pracy ani pie­nię­dzy.

Heisser i Patil poprawili fizyczny opis… łamiącego się makaronu

Zasta­na­wia­łeś się kiedyś, dlaczego makaron spa­ghetti przy zgięciu zawsze łamie się na trzy części, a nigdy na dwie? Jeśli tak, to chyba znak, że masz zbyt dużo wolnego czasu, albo cechu­jesz się ponad­prze­ciętną cie­ka­wo­ścią i naukową intuicją (sam zdecyduj). Nad tym samym pytaniem głowił się podobno noblista i twórca elek­tro­dy­na­miki kwan­to­wej, Richard Feynman.

Prawdę mówiąc, powód takiego zacho­wa­nia makaronu udało się poniekąd wyjaśnić już w 2006 roku. Dokonali tego dwaj fran­cu­scy naukowcy z Uni­wer­sy­tetu im. Pierre’a i Marie Curie w Paryżu. Basile Audoly wraz z Seba­stie­nem Neu­kir­chem otrzy­mali nawet za to odkrycie Ig Nobla, czyli nagrodę przy­zna­waną za “prace naukowe, które najpierw śmieszą, a potem skła­niają do myślenia”. Historia z maka­ro­nem ma jednak swój epilog w 2018 roku, za sprawą studenta Uni­wer­sy­tetu Cornella – Ronalda Heissera oraz studenta MIT – Vishala Patila. Młodym fizykom nie wystar­czyło wyja­śnie­nie udzie­lone przez Fran­cu­zów i posta­no­wili prze­ko­nać się co należy zrobić, aby jednak prze­ła­mać makaron dokład­nie na dwie części. Podjęli ponad pięćset prób, a każdą kolejną nitkę makaronu umiesz­czali w spe­cjal­nej maszynie, która łamała ją na różne możliwe sposoby. Każde podej­ście reje­stro­wała odpo­wied­nio szybka kamera. W końcu udało się znaleźć właściwą metodę i nie­sforne spa­ghetti ugięło się zgodnie z wolą upartych mężczyzn. Sposób wymaga zgięcia nitki a następ­nie skrę­ce­nia jej pod kątem blisko 360 stopni, by później bardzo powoli próbować złączyć jej oba końce. Nie da się jednak stwier­dzić czy zasto­so­wane roz­wią­za­nie będzie uni­wer­salne dla wszyst­kich rodzajów makaronu, stąd ambitny plan obydwu stu­den­tów zakłada kolejne eks­pe­ry­menty.

Jak­kol­wiek cała historia z maka­ro­nem nie brzmia­łaby zabawnie i niezbyt poważnie, to rze­czy­wi­ście jej roz­wią­za­nie może być bardzo pomocne dla rozwoju inży­nie­rii i archi­tek­tury. Z pozoru błahe pytanie Feynmana, okazało się więc pro­wa­dzić do całkiem cie­ka­wych wniosków, moż­li­wych do wyko­rzy­sta­nia w różnych dzie­dzi­nach

Mózg neandertalczyka

Neandertalczyk i denisowianin mogli mieć wspólne potomstwo

W 2012 roku, w jednej z sybe­ryj­skich jaskiń zna­le­ziono fragment kości liczącej około 90 tysięcy lat. Jednak dopiero ostatnio, po 6 latach badań, udało się na jej pod­sta­wie dokonać nie­zwy­kle ważnego odkrycia i dostar­czyć dowodu hipo­te­zom, które antro­po­lo­dzy wysuwali już od dłuż­szego czasu. Zna­le­zi­sko, które wpro­wa­dziło tyle zamie­sza­nia, to w istocie mierzący 2,5 cm długości fragment pisz­czela, pocho­dzący ze sta­no­wi­ska w Jaskini Deni­so­wiań­skiej. Miejsce to jest szcze­gólne, bowiem znaj­do­wane tam do tej pory szczątki należały do znanego od zaledwie dekady gatunku lub pod­ga­tunku naszych pra­przod­ków nazy­wa­nych coraz częściej deni­so­wia­nami. Nowo odkryta kość jest jednak szcze­gólna, ponieważ praw­do­po­dob­nie należała do 13-letniej dziew­czynki będącej “mie­szań­cem” – owocem związku deni­so­wia­nina i nean­der­tal­czyka.

Wiadomo, że obaj nasi pre­hi­sto­ryczni kuzyni, współ­ist­nieli na kon­ty­nen­cie eura­zja­tyc­kim jakieś 200–40 tys. lat temu, a na poszlaki świad­czące o ich kon­tak­tach antro­po­lo­dzy trafiali już wcze­śniej. Na pod­sta­wie dostęp­nych mate­ria­łów nie byli jednak w stanie określić stopnia tej zaży­ło­ści. Tym bardziej więc zaska­ku­jące wydaje się naj­now­sze odkrycie, potwier­dza­jące fakt mie­sza­nia gatunków i pło­dze­nia wspól­nego potom­stwa. Badania wskazują, iż nean­der­tal­czyk i człowiek z Deni­so­wej Jaskini byli gene­tycz­nie oddaleni od siebie bardziej niż para jakich­kol­wiek żyjących dzisiaj osób – pod­su­mo­wała Viviane Slon z Insty­tutu Antro­po­lo­gii Ewo­lu­cyj­nej Maxa Plancka w Niem­czech.

Opu­bli­ko­wane wnioski stanowią kolejny krok w bada­niach nad ewolucją czło­wieka, rzucając nowe światło również na historię Homo sapiens sapiens. Antro­po­lo­go­wie podej­rze­wają bowiem, że regu­larne kontakty i mie­sza­nie naszego gatunku z innymi homi­ni­dami, mogły dopro­wa­dzić do wto­pie­nia się czło­wieka nean­der­tal­skiego lub deni­so­wia­nina w popu­la­cję czło­wieka rozum­nego, i przy­ję­cia nowych genów przez tego ostat­niego. Naukowcy nie zamie­rzają spo­czy­wać na laurach i zamie­rzają zbadać również osad, jaki przez tysiąc­le­cia się zgro­ma­dził się w sybe­ryj­skich jaski­niach.

Na ISS otrzymano kondensat Bosego-Einsteina

W latach 20. ubie­głego stulecia Saty­en­dhra Bose i Albert Einstein opisali hipo­te­tyczny stan kwantowy, cechu­jący materię schło­dzoną do tem­pe­ra­tury bliskiej zeru abso­lut­nemu. W takich warun­kach atomy sub­stan­cji powinny mieć (niemal) zerowy pęd i wspólnie obsadzać pod­sta­wowy, naj­niż­szy stan ener­ge­tyczny. To tak zwany kon­den­sat Bosego-Ein­ste­ina, czasem utoż­sa­miany w lite­ra­tu­rze popu­lar­nej z piątym stanem sku­pie­nia (przyj­mu­jąc, że plazma to stan czwarty).

Rzecz w tym, że kon­den­sat nie jest łatwy do uzy­ska­nia. Udało się to osiągnąć po raz pierwszy dopiero po sie­dem­dzie­się­ciu latach na Uni­wer­sy­te­cie w Kolorado i w MIT. W ostatnim miesiącu podobne rezul­taty uzyskano w mknącej 400 kilo­me­trów nad Ziemią Mię­dzy­na­ro­do­wej Stacji Kosmicz­nej. Stało się to możliwe dzięki zain­sta­lo­wa­niu urzą­dze­nia Cold Atom Lab, potra­fią­cego schło­dzić badaną próbkę rubidu do tem­pe­ra­tury 0,0000001 K. To wraz z panującą na orbicie mikro­gra­wi­ta­cją, stwo­rzyło bardzo dobre warunki do obser­wa­cji uni­ka­to­wych zjawisk kwan­to­wych. W ziemskim labo­ra­to­rium kon­den­sat istniał zaledwie przez sekundę, nato­miast na ISS czas ten można wydłużyć nawet dzie­się­cio­krot­nie.

Kongres Solvaya

Curie-Skłodowska najbardziej wpływową kobietą w dziejach, zdaniem BBC History

Nikogo chyba nie trzeba prze­ko­ny­wać, że Maria Skło­dow­ska-Curie to jedna z naj­bar­dziej roz­po­zna­wal­nych postaci pol­skiego pocho­dze­nia. Dwie Nagrody Nobla – z chemii i fizyki – oraz inne osią­gnię­cia aka­de­mic­kie, zapew­niły jej stałe miejsce w pan­te­onie naj­więk­szych auto­ry­te­tów w historii nauki. Nie jest też tajem­nicą, że fizyczka od zawsze sta­no­wiła wzór i symbol dla wszyst­kich kobiet sta­ra­ją­cych się wybić w bru­tal­nym, męskim świecie. W czasach gdy żyła, obranie przez kobietę kariery naukowej wciąż budziło wiele oporów, a wielu pro­fe­so­rów spo­glą­dało na stu­dentki dziedzin ścisłych z przy­mru­że­niem oka. Skło­dow­ska prze­tarła szlaki jak nikt inny. Nie tylko była pierwszą noblistką, ale również pierwszą wykła­dow­czy­nią na Sorbonie oraz jedyną uczest­niczką pre­sti­żo­wego, piątego Kongresu Solvaya z 1927 roku – poważaną i lubianą przez naj­tęż­sze umysły epoki.

Nie­prze­ciętną Polkę doceniło ostatnio cza­so­pi­smo BBC History, które opu­bli­ko­wało ranking naj­bar­dziej wpły­wo­wych kobiet świata, umiesz­cza­jąc naszą rodaczkę na pierw­szym miejscu. Patricia Fara – pre­zy­dent Bry­tyj­skiego Sto­wa­rzy­sze­nia Historii Nauki (British Society for the History of Science), która w gło­so­wa­niu również oddała swój głos na noblistkę – pod­kre­śliła wkład Marii w różne dzie­dziny nauki; zwróciła też uwagę na prze­ciw­no­ści jakie Curie spo­ty­kała na swojej wybo­istej drodze na szczyt. W Polsce jej patrio­tycz­nie uspo­so­biona rodzina znosiła bru­tal­ność rosyj­skiego zaborcy. We Francji Maria trak­to­wana była z rezerwą, zarówno przez swoją płeć jak i przez wzgląd na bycie cudzo­ziemką. Badaczka wyprze­dziła w rankingu takie nazwiska jak Margaret Thatcher (6.), Amelia Earhart (16.) czy Matka Teresa (20.). W wyścigu na podium pokonała z kolei Rosę Parks (2.), a także Emmeline Pan­khurst (3.) – pierwsza z nich to afro­ame­ry­kań­ska ikona walki z segre­ga­cją rasową, druga to bry­tyj­ska sufra­żystka, żądająca praw wybor­czych dla kobiet przed I wojną światową. 

Wystartowała misja Parker Solar Probe

Po dekadzie pla­no­wa­nia, 12 sierpnia wystar­to­wała rakieta Delta IV Heavy wraz z sondą Parker Solar Probe. Celem misji, jak sama nazwa wskazuje, będzie naj­do­kład­niej­sze dotąd zbadanie Słońca, zwłasz­cza jego magne­tos­fery oraz procesów ini­cju­ją­cych powsta­wa­nie wiatru sło­necz­nego. W tym celu sonda zbliży się do Gwiazdy Dziennej na nie­spo­ty­kaną do tej pory odle­głość zaledwie 6 milionów kilo­me­trów. Może się to wydawać dużo, skoro przy­kła­dowo Ziemię od Księżyca dzieli tylko 380 tys. kilo­me­trów, jednak w skali Układu Sło­necz­nego to naprawdę bliskie spo­tka­nie. Parker Solar Probe znajdzie się 25 razy bliżej Słońca niż Ziemia i sied­mio­krot­nie bliżej niż Merkury. W pery­he­lium osłona ter­miczna będzie musiała chronić apa­ra­turę przed tem­pe­ra­turą się­ga­jącą 1400°C.

Urzą­dze­nie wie­lo­krot­nie okrąży naszą gwiazdę po wydłu­żo­nej orbicie, przy czym do naj­więk­szego zbli­że­nia dojdzie dopiero za sześć lat. W ramach cie­ka­wostki warto dodać, że sonda w pewnym momencie stanie się naj­szyb­szym obiektem zbu­do­wa­nym ludzkimi rękami, osią­ga­jąc prędkość 190 km/s, czyli około 690 000 km/h. Dla porów­na­nia: wspo­mniana w tym tekście sonda New Horizons porusza się po rubie­żach Układu Sło­necz­nego prawie dwu­na­sto­krot­nie wolniej.

W powyż­szym zesta­wie­niu celowo pomi­nę­li­śmy naj­cie­kaw­sze odkrycie z dzie­dziny fizyki cząstek ele­men­tar­nych, doty­czące rozpadu bozonu Higgsa na kwarki niskie. Ale spo­koj­nie – na dniach pojawi się osobny artykuł na ten temat. Nato­miast na kolejną porcję nauko­wych newsów zapra­szamy już za miesiąc.

Adam Adamczyk
Weronika Cygan
  • Artur Biela

    Z tymi słoniami to coś nie tak. Dajmy na to Tomasz Stańko był trę­ba­czem, a zmarł na raka. Słonie nato­miast są trą­bow­cami co oznacza, że jeśli nie grają na trąbce, nie są jed­no­cze­śnie trę­ba­czami. 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Pomyśl o tym, że jednym prostym ruchem doko­na­łeś wery­fi­ka­cji, dowodząc, że trębacze nie są odporni na nowo­twory. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Artur Biela

        Za tą infor­ma­cją musiały stać jakieś grupy inte­re­sów, tylko nie wiem czy lobby słoni czy muzyków. w każdym razie to jakiś fake news.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • wojtek102

    Ale ten kon­den­sat wydaje się ciekawą sprawą. Czytałem coś że wtedy sub­stan­cja zacho­wuje się jak “jeden wielki atom” cokol­wiek to znaczy. Może jakiś artykuł o tym?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mirek57

    Z tymi deni­so­wia­nami jest coś “nie tak”. Albo byli mikro­sko­pijną lokalną grupą homi­ni­dów, abo ich potom­stwo z nean­der­tal­czy­kami było bez­płodne, bo znikają bez­pow­rot­nie z mapy gene­tycz­nej gatunku homo sapiens.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • andrew­fan

    Świetny tekst. Dziękuję za solidną dawkę cie­ka­wo­stek.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Nylfaen Nol­do­reth

    Jak mogło zabrak­nąć chyba naj­waż­niej­szego wyda­rze­nia z punktu widzenia tematyki strony, czyli odkrycia antycz­nego pro­mie­nio­wa­nia tła z czarnych dziur ist­nie­ją­cych PRZED wielkim wybuchem, co rewo­lu­cjo­ni­zuje całe spoj­rze­nie na jego początek i koniec, które mogą zwy­czaj­nie nie istnieć? Co prawda, zaledwie sprzed kilku dni, pozo­staje mieć nadzieję na oddzielny artykuł 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Joanna Konie­czek

    Małe wtrą­ce­nie a propos prze­ta­cza­nia krwi — to nie grupy krwi A, B lub AB posia­dają na krwin­kach prze­ciw­ciała (jak jest napisane w artykule), tylko osocze grupy 0 ma prze­ciw­ciała przeciw anty­ge­nom A, B, AB ( grupy A,B lub AB mają na powierzchni krwinek cia­steczka, które zjadają potworki pły­wa­jące w osoczu ludzi z grupą 0). Wybacz­cie infan­tylne porów­na­nie — trans­fu­zjo­lo­gia jest trudna nawet dla lekarzy, a takie obrazowe analogie czasem pomagają (zwłasz­cza dla osób nie mających na co dzień do czy­nie­nia z takimi okre­śle­niami jak antygen czy prze­ciw­ciało). Dlatego też grupa 0 jest tzw. uni­wer­sal­nym dawcą — nie ma anty­ge­nów (cia­ste­czek xD), które są ata­ko­wane przez prze­ciw­ciała, więc ich krwinki można prze­to­czyć teo­re­tycz­nie każdemu — oczy­wi­ście są wyjątki, ale to już inna, długa historia.. 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Bardzo dobra analogia, dzięki za ten komen­tarz. 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0