Pytania o przemianę Marsa na ziemskie podobieństwo nie jest nowe, ale niedawny raport NASA oparty o badania sondy MAVEN, rzuca na nie nieco nowego światła. A właściwie cienia, bo świeże dane nie napawają optymizmem.

Ostatnie analizy dowodzą, że powierzch­nia Czer­wo­nej Planety więzi znacznie mniej CO2 niż się dotąd spo­dzie­wano. To gigan­tyczny problem, bowiem naj­czę­ściej postu­lo­wane sposoby ter­ra­for­mo­wa­nia Marsa zakła­dały pod­nie­sie­nie tam­tej­szej tem­pe­ra­tury, co z kolei dopro­wa­dzi­łoby do uwol­nie­nia dużych ilości dwu­tlenku węgla, co jeszcze pod­nio­słoby tem­pe­ra­turę i zagę­ściło atmos­ferę. Nic dziwnego, że po nie­daw­nych donie­sie­niach w śro­do­wi­sku naukowym zawrzało. Media, zdając się na eks­per­tów z NASA obwie­ściły nie­re­al­ność ter­ra­for­mo­wa­nia Marsa, zaś entu­zja­ści kosmicz­nej kolo­ni­za­cji podjęli zawziętą polemikę, próbując zła­go­dzić nie­po­ko­jące prognozy. Ja sam nie­zmien­nie pozo­staję scep­ty­kiem, toteż nie poczułem więk­szego roz­cza­ro­wa­nia czy zdzi­wie­nia. O ile mam nadzieję, że dożyję momentu odbicia ludzkiej stopy w czer­wo­nym rego­li­cie, o tyle próbę zmiany klimatu i atmos­fery Marsa zawsze uważałem za wyzwanie dla pokoleń z przy­szłej epoki tech­no­lo­gicz­nej.

Jednak zanim przej­dziemy do pro­ble­mów wysu­nię­tych w raporcie NASA – postaram się streścić naj­czę­ściej przed­sta­wiane pomysły na ujarz­mie­nie nie­go­ścin­nej planety. W ten sposób będzie nam łatwiej pojąć nie­re­al­ność ich założeń, w świetle aktu­al­nego stanu wiedzy.

Większe ciśnienie lekarstwem na wszystko

Klucza do trans­for­ma­cji Marsa w przy­tulną, lub przy­naj­mniej mniej zabójczą planetę, upa­try­wano w efekcie cie­plar­nia­nym. Zjawisko tak nie­lu­biane w ziem­skich warun­kach – spro­wa­dza­jące na nasze głowy żar, powodzie i huragany – powinno sku­tecz­nie roz­ru­szać skost­niały glob. Na pierwszy rzut oka nie powinien tu istnieć żaden kłopot. Atmos­fera naszego pla­ne­tar­nego sąsiada składa się w aż 95% pro­cen­tach z dwu­tlenku węgla, a więc popu­lar­nego gazu cie­plar­nia­nego. W naszym powie­trzu stężenie CO2 ledwo prze­kro­czyło 0,04%, co już wystar­czyło do zasiania nie­ma­łego zamętu. Sęk w tym, że choć pro­cen­towy udział dwu­tlenku węgla w mar­sjań­skiej atmos­fe­rze robi wrażenie, sama atmos­fera jako całość pozo­staje tak roz­rze­dzona, że osta­tecz­nie nie wywołuje to żadnych skutków. Zadaniem kolo­ni­za­to­rów miałoby być zatem nie tyle zwięk­sze­nie stężenia gazów cie­plar­nia­nych, co ogólne pogru­bie­nie gazowej kołdry otu­la­ją­cej Czerwony Glob.

Oto jak pre­zen­tuje się sytuacja wyj­ściowa. Gdybyś prze­by­wał nocą w okolicy mar­sjań­skiego równika, zastał­byś mróz porów­ny­walny z antark­tycz­nymi rekor­dami. W dzień roz­mro­zi­łoby Cię sym­pa­tyczne ciepełko, jednak nie nacie­szył­byś się nim zbyt długo w związku z ciśnie­niem atmos­fe­rycz­nym nie­prze­kra­cza­ją­cym 10 hPa (hek­to­pa­skali) lub jak kto woli 10 mbar (mili­ba­rów). Dla porów­na­nia: dzi­siej­sze ciśnie­nie ziem­skiej atmos­fery w Polsce wyniosło 1016 hPa. Zatem, mar­sjań­ska otoczka gazowa nie dobija nawet do 1% gęstości dro­go­cen­nego powie­trza, którym masz szczę­ście oddychać w tym momencie.
Atmosfera Marsa
Wcale nie potrzeba nowych danych aby widzieć wyraźnie, jak prze­po­tężny wysiłek czeka ludzkość, jeśli ta pokusi się o zła­go­dze­nie mar­sjań­skich eks­tre­mów. A jest to abso­lut­nie nie­zbędne. Nie chodzi nawet o oddy­cha­nie, ponieważ przy takim składzie atmos­fery poten­cjalni miesz­kańcy i tak będą skazani na maski tlenowe. Wysokie ciśnie­nie pozwo­li­łoby jednak na pozbycie się, lub przy­naj­mniej “odchu­dze­nie” kom­bi­ne­zo­nów, zmniej­szy­łoby ogromne wahania tem­pe­ra­tur i w jakimś stopniu zwięk­szy­łoby ochronę przed szko­dli­wym pro­mie­nio­wa­niem docie­ra­ją­cym ze Słońca i z głębi kosmosu (kwestia pro­mie­nio­wa­nia pozo­staje szalenie istotna w kon­tek­ście ter­ra­for­mo­wa­nia, ale nie chciał­bym jej tutaj zgłębiać. Temat ten poru­szy­łem w innym artykule). I jeszcze jedno. Bardzo niskie ciśnie­nie w praktyce unie­moż­li­wia ist­nie­nie wody w stanie ciekłym. Co prawda w ostatnim miesiącu sonda Mars Express ujawniła zbiornik ciekłej wody, jednak znajduje się on pod ziemią, czy raczej pod lodowcem. Na powierzchni jezioro wypa­ro­wa­łoby w ciągu godzin lub dni. A to pokrzy­żo­wa­łoby nasze ambitne plany.

Marsjański CO2

Remedium na całe zło wydaje się więc zagęsz­cze­nie atmos­fery, przy zacho­wa­niu przewagi gazów cie­plar­nia­nych. W pewnym sensie chodzi tu o odre­stau­ro­wa­nie Marsa, bo przecież nauka posiada dowody świad­czące o ist­nie­niu na jego powierzchni wody w stanie płynnym, przed miliar­dem lat. Skoro niegdyś tam­tej­sza atmos­fera była dosta­tecz­nie okazała, a tem­pe­ra­tura odpo­wied­nio wysoka, to istnieje cień szansy na przy­wró­ce­nie dawnych warunków. A wła­ści­wie istniał, zgodnie z nie­ak­tu­al­nymi prze­wi­dy­wa­niami.
Czapa polarna na Marsie
Do tej pory astro­no­mo­wie snuli podej­rze­nia, iż ogromne złoża CO2 pozo­stają uwię­zione w rdzawej powierzchni Marsa. Drugi wielki rezer­wuar tego gazu miały stanowić czapy polarne w oko­li­cach biegunów. Od czasów zdjęć wyko­na­nych przez wystrze­loną w 1964 roku sondę Mariner 4, uczeni żywili nadzieję, że mar­sjań­skie lodowce to po prostu suchy lód – zesta­lony w niskiej tem­pe­ra­tu­rze i ciśnie­niu dwu­tle­nek węgla. Nawet w dwóch książ­kach pocho­dzą­cych z końca lat 90., które mam teraz pod ręką, autorzy wyrażają właśnie takie prze­ko­na­nie (patrz: lite­ra­tura uzu­peł­nia­jąca).


Gdyby te życzenia się ziściły, sytuacja byłaby kom­for­towa. Oczy­wi­ście ter­ra­for­mo­wa­nie wciąż sta­no­wi­łoby nie­praw­do­po­dobne wyzwanie, ale przy­naj­mniej od strony teo­re­tycz­nej posia­da­li­by­śmy pewny punkt zacze­pie­nia. Jako się rzekło, kluczem do okieł­zna­nia planety jest efekt cie­plar­niany, którego tak obawiamy się w kon­tek­ście Ziemi. Ale jak go osiągnąć w pustym, martwym i odległym świecie? Czy zwo­len­nicy budowy mar­sjań­skich osiedli mieli plan na trans­port lub wypro­du­ko­wa­nie ogrom­nych ilości gazów, które zwie­lo­krot­ni­łyby gęstość atmos­fery całej planety i pod­nio­sły tem­pe­ra­turę o kil­ka­dzie­siąt stopni? Oczy­wi­ście, że nie! Na co dzień emi­tu­jemy CO2, spalając wspól­nymi siłami kolejne tony orga­nicz­nych paliw kopal­nych – czego na obcej planecie przecież nie zrobimy. 

Optymistyczne założenia

Zgodnie z dawnymi prze­wi­dy­wa­niami, wystar­czy­łoby podgrzać wybrane sektory Marsa zaledwie o 4 stopnie. Rzecz jasna pod­nie­sie­nie tem­pe­ra­tury dużego terenu choćby o stopień nie jest łatwe, ale nie wydaje się nie­moż­liwe. Według obliczeń Roberta Zubrina (na foto­gra­fii poniżej) i Chrisa McKaya, prze­kro­cze­nie tego progu roz­po­czę­łoby efekt domino. Najpierw doszłoby do odpa­ro­wy­wa­nia CO2 z powierzchni czap polar­nych, co samo w sobie wpro­wa­dzi­łoby do powie­trza więcej gazów cie­plar­nia­nych niż jest w stanie w krótkim czasie wypro­du­ko­wać człowiek. To znów pod­krę­ci­łoby tem­pe­ra­turę, przy­śpie­szyło znikanie lodowców i w końcu zaini­cjo­wa­łoby uwol­nie­nie dwu­tlenku węgla zamknię­tego w zmar­z­nię­tym rego­li­cie. W swojej książce z 1997 roku, Zubrin teo­re­ty­zuje:
“Wydzie­le­nie się dwu­tlenku węgla z całego regolitu bardzo znacząco zwięk­szy­łoby ciśnie­nie atmos­fe­ryczne, być może do wartości 30% ciśnie­nia na Ziemi, czyli do wyso­ko­ści 300 mbar (prawie 1/3 bara). Ogrzanie planety spo­wo­duje uwol­nie­nie ogrom­nych zasobów uwię­zio­nego dwu­tlenku węgla. (…) Mogłoby się wydawać, że pod­nie­sie­nie tem­pe­ra­tury na połu­dnio­wym biegunie o 4°C nie wystar­czy, by zapo­cząt­ko­wać podobną trans­for­ma­cję planety. Sytuacja jednakże przy­po­mina piramidę z jabłek usta­wioną w sklepie warzyw­nym: wystar­czy usunąć jedno jabłko z dołu, a cała kon­struk­cja runie.”
— Robert Zubrin, ‘Czas Marsa’
Gdyby te zało­że­nia okazały się słuszne, wystar­czy­łoby podgrzać choćby sam mar­sjań­ski biegun. Pod­nio­słoby to tem­pe­ra­turę tylko o kilka stopni, lecz jed­no­cze­śnie uru­cho­miło całą reakcję łań­cu­chową. Nigdy nie bra­ko­wało pomysłów na tech­niczną reali­za­cję tego celu. Mówiło się o licznych żaglach sło­necz­nych peł­nią­cych rolę kosmicz­nego lustra, mającego nakie­ro­wy­wać pro­mie­nie sło­neczne w wybrane tereny. Inną, bardziej wybu­chową kon­cep­cję przed­sta­wił kilka lat temu prezes SpaceX, Elon Musk. Według miliar­dera dobrze byłoby zbom­bar­do­wać mar­sjań­skie bieguny ładun­kami ter­mo­ją­dro­wymi. Regu­larne eks­plo­zje prze­pro­wa­dzane wysoko nad powierzch­nią planety miałyby pełnić rolę “pul­su­ją­cych Słońc”, które pozwo­li­łyby na wydo­sta­nie z gruntów CO2.
Robert Zubrin, "Czas Marsa"
Kiedy Czerwona Planeta stałaby się nieco mniej zabójcza niż obecnie, można by pomyśleć nad hodowlą odpo­wied­nich bakterii. Mikro­or­ga­ni­zmy mody­fi­ko­wa­łyby skład powie­trza, głównie przez wyda­la­nie jeszcze wydaj­niej­szych gazów cie­plar­nia­nych, jak metan.

Zawsze byłem pełen podziwu do pracy Roberta Zubrina i nigdy nie uważałem go za fantastę. Szef Mars Direct popełnił bardzo szcze­gó­łowe opisy kolo­ni­za­cji obcego globu, podparte twardymi obli­cze­niami. Gdyby tylko przyjęte przez niego zało­że­nia okazały się poprawne…

Brutalna rzeczywistość

Wszyst­kie obie­cu­jące sce­na­riu­sze, kreślone w pocie czoła przez członków Mars Direct, stanęły pod znakiem zapy­ta­nia po raz pierwszy w 2007 roku. Wtedy to euro­pej­ska misja Mars Express, prze­ana­li­zo­wała z orbity struk­turę czapy polarnej wokół bieguna połu­dnio­wego. Okazało się, iż zde­cy­do­wana więk­szość lodowców to nie zesta­lony dwu­tle­nek węgla, lecz zwykła zamar­z­nięta woda. Z jednej strony to dobrze, gdyż obecność H2O na planecie również ma swoje zalety. Z drugiej jednak odkrycie ozna­czało, że topienie lodowców nie zmieni atmos­fery tak bardzo, jak pier­wot­nie zakła­dano. Szacuje się, że odpa­ro­wa­nie suchego lodu na obu bie­gu­nach zwięk­szy­łoby ciśnie­nie do około 1,5% ciśnie­nia ziem­skiego. Zawsze coś, jednak liczy­li­śmy na znacznie więcej.

Drugi cios nastąpił po lipcowym artykule z Nature Astro­nomy. Podstaw do niego dostar­czyły naj­śwież­sze analizy pocho­dzące z ame­ry­kań­skiej sondy MAVEN oraz wspo­mnia­nej już misji Mars Express. W oparciu o nie, autorzy publi­ka­cji – doświad­czeni badacze Układu Sło­necz­nego, Bruce Jakosky i Chri­sto­pher Edwards – podali kolejne nie­po­ko­jące liczby. Cały mar­sjań­ski regolit więzi tyle CO2 aby zwięk­szyć gęstość atmos­fery do 4%, a mar­sjań­skie minerały o kolejne 1,2%. Zesta­wia­jąc to wszystko – tj. obecny atmos­fe­ryczny CO2, ilość suchego lodu na bie­gu­nach, a także dwu­tle­nek węgla zatrzy­many w podłożu i skałach – uzy­ska­li­by­śmy na Marsie niecałe 7% gęstości ziem­skiego powie­trza. Przy­po­mnę, że w swojej książce Robert Zubrin śmiało zakładał prze­bi­cie granicy 30% ziem­skiego ciśnie­nia. Byłoby ono wciąż niskie – bo porów­ny­walne z warun­kami panu­ją­cymi na szczycie Mount Everestu – jednak nie śmier­tel­nie niskie.
Źródła CO2 na Marsie
Mówiąc krótko i bru­tal­nie: Mars nie posiada zasobów dwu­tlenku węgla pozwa­la­ją­cych na zaini­cjo­wa­nie efektu cie­plar­nia­nego na skalę jakiej potrze­bu­jemy.

Terraformowanie niemożliwe?

Jakosky i Edwards doszli do kon­klu­zji, że “ter­ra­for­mo­wa­nie Marsa nie jest możliwe przy użyciu dzi­siej­szej tech­no­lo­gii”. To zdanie, którego bez wąt­pie­nia kurczowo będą się trzymać wszyst­kie osoby z por­tre­tem Elona Muska nad łóżkiem i ilu­stra­cją Olympus Mons usta­wioną na tapecie. Rze­czy­wi­ście, trudno mówić o pełnym wyklu­cze­niu planów kolo­ni­za­cji Czer­wo­nej Planety. Wszakże dopóki nie istnieją fizyczne prawa zabra­nia­jące reali­za­cji danego celu, wszystko wydaje się wyko­nalne. Werdykt panów z NASA należy odczy­ty­wać jako nie­moż­li­wość prak­tyczną. Dotych­cza­sowe sce­na­riu­sze wzięły w łeb. Alter­na­tywy będą nato­miast wymagać tak wiele czasu, tak wiele energii i tak zło­żo­nych tech­no­lo­gii – na jakie ludzkość nie jest i przez długi czas nie będzie gotowa.
“Chcemy odpo­wie­dzieć na pytanie, czy jest możliwe wydo­by­cie gazów obecnych na Marsie, wypusz­cze­nie ich do atmos­fery i w efekcie zwięk­sze­nie ciśnie­nia oraz tem­pe­ra­tury, tak aby rośliny lub ludzie mogli prze­trwać na powierzchni? Pytamy, czy można to osiągnąć, biorąc pod uwagę reali­styczne szacunki dostęp­nych sub­stan­cji lotnych, bez korzy­sta­nia z nowych tech­no­lo­gii, które wykra­czają daleko poza dzi­siej­sze moż­li­wo­ści. (…) Wyniki sugerują, że nie ma na Marsie wystar­cza­ją­cej ilości CO2, aby zapewnić znaczne ocie­ple­nia i umieścić gazy w atmos­fe­rze; ponadto więk­szość CO2 w tych zbior­ni­kach nie jest dostępna i nie można ich łatwo wyko­rzy­stać.”
— Bruce Jakosky, Chri­sto­pher Edwards
Typowy maruda mógłby stwier­dzić, że przecież nawet nie prze­pro­wa­dzi­li­śmy jeszcze zało­go­wej wyprawy na inną planetę, więc bez względu na bogactwo CO2, i tak nie doży­li­by­śmy epoki ter­ra­for­mo­wa­nia Marsa. Zapewne miałby on rację. Jednak zwłoka jakiej dopusz­czamy się wobec lotu na Marsa, wynika wyłącz­nie z przyczyn eko­no­micz­nych i braku odpo­wied­nich impulsów. Nie istnieją żadne tech­niczne ogra­ni­cze­nia i gdyby taka wyprawa była tylko opła­calna, to człowiek praw­do­po­dob­nie już jutro mógłby oso­bi­ście podzi­wiać kaniony Valles Mari­ne­ris. Jednakże, tak czy inaczej, w końcu odwie­dzimy Czerwony Glob, niemal na pewno jeszcze w tym poko­le­niu.Mars, daj się terraformować!Prze­kre­śle­nie planów ter­ra­for­mo­wa­nia autor­stwa Zubrina, Muska i innych kosmicz­nych opty­mi­stów, oznacza prze­su­nię­cie idei kolo­ni­za­cji Marsa w daleką, bliżej nie­okre­śloną przy­szłość. Dotych­cza­sowe sce­na­riu­sze dawały ilu­zo­ryczną szansę na to, że nasze prawnuki roz­poczną dłu­go­fa­lowy projekt dosto­so­wa­nia obcej planety do swoich potrzeb. Brak wystar­cza­ją­cych zapasów dwu­tlenku węgla na miejscu, przy­pusz­czal­nie zmusi ludzkość do prób samo­dziel­nego wytwo­rze­nia sztucz­nej atmos­fery, przy wyko­rzy­sta­niu środków, wiedzy i tech­no­lo­gii, którą dopiero zdo­bę­dziemy. Może to nastąpić za sto, dwieście lub pięćset lat. A może jeszcze później.

A może nie? Może będziemy świad­kami nagłego przełomu, który uczyni wizję przy­ja­znego Marsa realną, już w XXII stuleciu?
Literatura uzupełniająca:
B. Jakosky, C. Edwards , Inventory of CO2 available for terraforming Mars, “Nature Astronomy” vol. 2, 2018;
Mars polar cap mystery solved, [online: www.esa.int/Our_Activities/Space_Science/Mars_Express/Mars_polar_cap_mystery_solved];
T. Leopold, Elon Musk’s new idea: Nuke Mars, [online: edition.cnn.com/2015/09/11/us/elon-musk-mars-nuclear-bomb-colbert-feat/index.html];
J. Małecki, Lodowa Czerwona Planeta – kosmiczne lodowce na Marsie, [online: glacjoblogia.wordpress.com/2014/03/10/lodowa-czerwona-planeta-kosmiczne-lodowce-na-marsie];
R. Zubrin, R. Wagner, Czas Marsa. Dlaczego i w jaki sposób musimy skolonizować Czerwoną Planetę, przeł. L. Kallas, Warszawa 1997;
H. McSween, Od gwiezdnego pyłu do planet. Geologiczna podróż przez Układ Słoneczny, przeł. A. Pilski, Warszawa 1996.
  • Krzysz­tof D

    Gdyby tak zre­zy­gno­wać z terra-formacji i wkopać się w głąb Marsa?
    Gra­wi­ta­cja to 0,379 ziem­skiej, więc łatwiej wydobyć skałę płonną. Znikoma aktyw­ność sej­smiczna też sprzyja gór­nic­twu.

    Problem stanowi to jak całą ta maszy­ne­rię górniczo/wydobywczą zasilać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • roberto

    Zacie­ka­wił mnie ten wątek CO2 uwię­zio­nego w gruncie Marsa. A czy nie jest tak, że w naszej ziemi też są uwię­zione gazy i ich roz­mro­że­nie wywoła większy efekt cie­plar­niany?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • PM

      Tak. W wiecznej zmar­z­li­nie jest uwie­zione dużo metanu który w ostat­nich latach z powodu roz­ma­rza­nia zmar­z­liny gwał­tow­nie ulatnia się do atmos­fery przy­śpie­sza­jąc tym samym ocie­ple­nie klimatu. Jest wiele arty­ku­łów na ten temat w inter­ne­cie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Hannibal

    Ja zawsze myślałem o złapaniu 2 srok za ogon. Trans­por­tu­jemy CO2 z Wenus na Marsa i ter­ra­fo­ru­mu­jemy 2 planety na raz.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Jedfox

      To jeden z pomysłów branych pod uwagę. Obecnie niestety nie­wy­ko­nalne i niezbyt eko­no­miczne.
      Ale w przy­szło­ści — czemu nie.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mirek57

    Z napię­ciem czekam na decyzję Unii o prze­nie­sie­niu wszyst­kich elek­trowni węglo­wych na Marsa 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Mateusz Herbin

    Mnie nato­miast nurtuje inne pytanie — co z brakiem magne­tos­fery Marsa, a w związku z tym jaki jest cel zwięk­sza­nia gęstości atmos­fery, skoro i tak za jakiś czas zosta­łaby “wywiana” przez wiatr sło­neczny?
    Czy istnieją jakieś, nawet bardzo hipo­te­tyczne metody ruszenia tego zagad­nie­nia?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Krzysz­tof D

      Przy 1/3 ziem­skiej gra­wi­ta­cji i ciśnie­niu na poziomie 0,006 atmos­fery. Nie ma co kom­bi­no­wać. Wystar­czyło by zbudować kopuły geo­de­zyjne a wewnątrz tworzyć ziemskie warunki.

      Magne­tos­fera potrzebna jest do ochrony przed pro­mie­nio­wa­niem sło­necz­nym i kosmicz­nym. Równie sku­teczną ochroną może byś gruba warstwa skał i gruntu mar­sjań­skiego.

      Może taka krecia per­spek­tywa nie jest atrak­cyjna, ale naj­bar­dziej praw­do­po­dobna.

      “Czerwony Mars” Kim Stanley Robinson fajnie to opisuje a w kolej­nych tomach idzie jeszcze dalej.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Mateusz Herbin

        Dzięki za odpo­wiedź
        Co prawda chodziło mi bardziej o zagad­nie­nie magne­tos­fery pod kątem ochrony atmos­fery którą zamie­rzamy stworzyć, żeby tak jak napi­sa­łem — nie została ona wywiana przez wiatr sło­neczny.
        Jednak to co piszesz wydaje się naj­bar­dziej racjo­nalną opcją zasie­dla­nia Marsa

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Krzysz­tof D

        Nie tylko Marsa, w podobny sposób można by zago­spo­da­ro­wać Księżyc. Dosłow­nie wkopać się w jego powierzch­nię i uszczel­niać tunele, urobek trans­por­to­wać na powierzch­nię i wytapiać w piecach sło­necz­nych.

        Wszystko można budować 6 X większe niż na Ziemi (gra­wi­ta­cja jest mniejsza), nie trzeba zwracać uwagi na warunki atmos­fe­ryczne (nie ma atmos­fery), a do tego księżyc jest stabilny geo­lo­gicz­nie — brak trzęsień.

        A energia — ze słońca.
        Jak pomyśleć jak szybko rozwija się auto­ma­ty­za­cja prze­my­słu to można przy­pusz­czać że całym przed­się­wzię­ciem ste­ro­wa­li­by­śmy z Ziemi.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Hipo­te­tyczne metody są. Jedna z nich zakłada umiesz­cze­nie na orbicie — w punkcie między Marsem i Słońcem — satelity gene­ru­ją­cego pole magne­tyczne. Usta­wie­nie go w odpo­wied­niej odle­gło­ści mogłoby zatrzy­my­wać lub przy­naj­mniej ogra­ni­czać docie­ra­nie szko­dli­wego pro­mie­nio­wa­nia. Na chwilę obecną wydaje się to trudne, ale z punktu widzenia fizyki nie ma tu niczego nie­wy­ko­nal­nego. Poza tym atmos­fera sama w sobie, im będzie gęstsza, tym trud­niej­sza do wywiania.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

        Niestety, ani jedno ani drugie nie jest prawdą. Dla małych globów, takich jak Mars, pod­sta­wo­wym mecha­ni­zmem ucieczki atmos­fery NIE JEST oddzia­ły­wa­nie z wiatrem sło­necz­nym. (doprawdy nie wie pilaster skąd się wziął ten zabobon, który wszyscy w kółko powta­rzają) Gdyby Mars miał pole magne­tyczne, natu­ralne lub sztuczne, też zostałby pozba­wiony atmos­fery. Wenus jest znacznie bliżej Słońca niż Mars, watr sło­neczny jest zatem tam znacznie potęż­niej­szy, też nie ma pola magne­tycz­nego, a atmos­ferę ma bardzo gęstą.

        Z Marsa atmos­fera uciekła wskutek tzw. ucieczki Jeansa, albo wypływu hydro­dy­na­micz­nego, czyli ula­ty­wa­nia w kosmos “ogona” rozkładu Maxwella-Bolt­zmana z egzos­fery. Jakaś część cząstek gazu osiąga II prędkość kosmiczną i po prostu się ulatnia. O tym jaka to część decydują trzy czynniki

        1. Tem­pe­ra­tura atmos­fery — im wyższa, tym “ogon” grubszy
        2. Siła ciążenia planety — im mniejsza, tym II prędkość kosmiczna mniejsza, a atmos­fera bardziej “rozdęta”
        3. Skład che­miczny atmos­fery — cięższe gazy, o wyższej masie molowej, trudniej się roz­pę­dzają niż gazy lżejsze.

        Gdyby atmos­ferę mar­sjań­ską cho­ciażby tylko podgrzać do ziem­skiej tem­pe­ra­tury, to nawet dwu­tle­nek węgla by się ulotnił. Z natu­ral­nych skład­ni­ków atmos­fery tylko gazy szla­chetne krypton i ksenon mają wystar­cza­jąco duże masy molowe aby się w takich warun­kach przy planecie utrzymać

        I im gęstsza atmos­fera, tym SZYBCIEJ ucieka w kosmos, dokład­nie na odwrót niż napisano wyżej

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

    Ter­ra­for­mo­wa­nie Marsa nie ma żadnego sensu. Nawet gdyby udało się stworzyć tam atmos­ferę podobną do ziem­skiej pod względem gęstości, tem­pe­ra­tury i składu che­micz­nego, to w ciągu kil­ku­na­stu lat planeta ponownie zamar­z­nie na kość, a w ciągu kilkuset lat taka atmos­fera się cał­ko­wi­cie ulotni.

    Mars do ter­ra­for­mingu jest za mały i za zimny. To już Księżyc nadaje się lepiej — też za mały, ale przy­naj­mniej tem­pe­ra­tura odpo­wied­nia.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

    “Ostatnie pytanie” jest cudowne, ale nie bardzo rozumiem jak ma się do tematu ter­ra­for­mo­wa­nia. Prędzej rozu­miał­bym takie pole­ce­nie pod tym tekstem: https://www.kwantowo.pl/2016/09/04/czy-wszechswiat-czeka-smierc-cieplna/

    Nie do końca zgadzam się z tego rodzaju sta­wia­niem sprawy, z przed­sta­wia­niem naszego gatunku jako naj­gor­sze zło lub szkod­ni­ków dla kosmicz­nego sąsiedz­twa. Bo co mamy do znisz­cze­nia w kosmosie? Jak możemy uszko­dzić martwego Marsa? Pomi­ja­jąc to, że w kosmicz­nej skali nasze starania i tak pozo­stają bez zna­cze­nia — nie da się zaszko­dzić martwej naturze, niczego nie ryzy­ku­jemy i możemy jedynie sko­rzy­stać.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Krzysz­tof Brandt

    A pole magne­tyczne? Mars nie posiada takiego jak Ziemia, a które chroni atmos­ferę przed zdmuch­nię­ciem przez wiatry sło­neczne. Nawet gdyby udało się zagęścić atmos­ferm na Marsie zaraz by została zdmuch­nięta.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Przej­rzyj komen­ta­rze.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

        Niestety rada jest bez­ce­lowa. Komen­ta­rze, o których mowa, są oparte na błędnym prze­ko­na­niu, że ucieczka atmos­fery mar­sjań­skiej odbywa się wskutek braku pola magne­tycz­nego. W rze­czy­wi­sto­ści odbywa się to wskutek wypływu hydro­dy­na­micz­nego. Żadne magnesy go nie powstrzy­mają.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • Elonek

        Na ile się inte­re­suję tematem to nie powie­dział­bym że brak pola nie ma zna­cze­nia. Oba te procesy są ważne i nawet trudno orzec że ucieczka hydro­dy­na­miczna większy. W dodatku oba są ze sobą dość głęboko powią­zane.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

        Doprawdy? Jak głęboko są powią­zane?

        A sam wypływ hydro­dy­na­miczny, bez uwzględ­nia­nia wiatru sło­necz­nego, jak wskazują obli­cze­nia, usunąłby z Marsa atmos­ferę “ziemską” w ciągu 300–400 lat.

        Chociaż wcze­śniej by ona zamarzła…

        Zresztą nawet pole magne­tyczne wcale przed wiatrem sło­necz­nym nie chroni, przy­naj­mniej nie cał­ko­wi­cie. Ziemia ma pole magne­tyczne, a hel (fakt, jeden z naj­lżej­szych gazów) traci znacznie szybciej niżby to wynikało tylko z ucieczki Jeansa.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

    Może po prostu źle się do tego zabie­ramy… chcemy by Mars był możliwie naj­bar­dziej podobny do Ziemi jak się tylko da… a gdyby… stwórzmy z wyko­rzy­sta­niem inży­nie­rii gene­tycz­nej orga­ni­zmy które prze­trwają i będą się roz­mna­żać w warun­kach takich jakie istnieją… może Mars nigdy nie będzie „wygodny” dla ludzi, ale przecież wystar­czy, na początek, że będzie ich w stanie wyżywić.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

      Z Marsem jest ten problem, że przede wszyst­kim brakuje tam wody — w sensie ciekłej wody — nie­zbęd­nej do jakie­go­kol­wiek meta­bo­li­zmu jakich­kol­wiek, choćby i bardzo egzo­tycz­nych z ziem­skiego punktu widzenia, orga­ni­zmów. Pewnie dałoby się podnieść nieco ciśnie­nie atmos­fe­ryczne powyżej punktu potrój­nego wody, ale nadal na rzeki i jeziora byłoby zwy­czaj­nie za zimno. A próba pod­grza­nia planety spo­wo­do­wa­łaby ulot­nie­nie się nawet tej cienkiej atmos­fery. Jaka­kol­wiek bardziej złożona.powiedzmy wie­lo­ko­mór­kowa biosfera, nie może tam istnieć i nigdy nie mogła. Jeżeli na Marsie w ogóle istniało kiedyś życie, to nigdy nie wyszło ponad poziom bak­te­ryjny. Nawet ist­nie­nie euka­rion­tów wydaje się wyklu­czone.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

        Na Sacharze, Gobi, czy w Dolinie Śmierci też ciężko o wodę w stanie ciekłym, a jednak życie się tam rozwija.
        „Stwo­rzy­li­śmy” bakterie żywiące się ropą naftową, czy pla­sti­kiem. Znamy orga­ni­zmy zdolne prze­trwać w eks­tre­mal­nie wysokich i zabójczo niskich tem­pe­ra­tu­rach, dające radę przeżyć pod nie­wy­obra­żal­nym ciśnie­niem i w niemal abso­lut­nej próżni. Musimy to tylko połączyć w całość… oczy­wi­ście to nie będzie kwestia roku czy dwóch, należy raczej mówić o dzie­się­cio­le­ciach badań i eks­pe­ry­men­tów. To samo tyczy się Marsa, ter­ra­for­ma­cja to nie proces który byłby w stanie dostać Oskara za efekty spe­cjalne, należy się przy­go­to­wać na setki , czy tysiące lat. I tak, w jednej kwestii się zgadzam, nie widzę moż­li­wo­ści na jakieś bardziej zaawan­so­wane formy życia… mchy i porosty, to wszystko na co stać Marsa, ale… jeśli tylko będą jadalne, to ludzie będą mogli tam żyć.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

        Nawet naj­bar­dziej sucha ziemska pustynia jest w porów­na­niu z Marsem nie­sły­cha­nie “nawod­niona”

        Z jednym wyjąt­kiem — Antark­tydy. I fak­tycz­nie wnętrze tego kon­ty­nentu, z dala od morza, przy­po­mina pod względem bio­lo­gicz­nym Marsa — jest cał­ko­wi­cie sterylne.

        A nawet naj­bar­dziej eks­tre­malne eks­tre­mo­file nie są w stanie nor­mal­nie funk­cjo­no­wać (mogą trwać przy zawie­sze­niu meta­bo­li­zmu, ale tylko trwać) bez obec­no­ści wody w postaci ciekłej. Są bakterie bytujące w wodzie o tem­pe­ra­tu­rze ponad 100 stopni C, ale właśnie w wodzie. A nie w parze, czy w lodzie.

        I nawet za setki czy tysiące lat, Mars nadal pozo­sta­nie Marsem. Będzie tak samo mały i tak samo zimny.

        btw mchy i porosty to już są nie­zwy­kle złożone formy życia. Nie do utrzy­ma­nia na Marsie (pod otwartym niebem rzecz jasna)

        Mar­sjań­skie rol­nic­two przy­szło­ści będzie wyłącz­nie szklar­niowe.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://jacek-belof.blogspot.com/ Jacek

        Celowo nie wymie­ni­łem Antark­tydy… na Marsie jest woda w stanie ciekłym:
        Pod powierzch­nią — ujawniły to naj­now­sze badania radarowe.
        Na powierzchni, w nie­któ­rych rejonach, okresowo — przy­naj­mniej są takie sugestie.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

        “na Marsie jest woda w stanie ciekłym”

        Podobno.

        Bywa

        Za mało i za rzadko

        Oczy­wi­ście w jakichś pod­ziem­nych zbior­ni­kach może woda na Marsie istnieć, ale tam z kolei nie ma żadnego źródła energii — na Ziemi jest przy­naj­mniej geo­ter­mia.

        Jeżeli jakieś pod­ziemne życie na Marsie w takich warun­kach wegetuje to naprawdę ledwo — ledwo. Nic ponad poziom bak­te­ryjny.

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Adam Jaracz

    Dzień dobry, ja trochę nie na temat, ale chciałem się spytać jak to jest możliwe że podczas wykrycia fal gra­wi­ta­cyj­nych porów­ny­wali je wiel­ko­ściowo do pomiaru odle­gło­ści ok. 1000 razy mniej­szej niż promień protonu, i tutaj moje pytanie, skoro według modelu stan­dar­do­wego cząstki ele­men­tarne są punktami w prze­strzeni, to nie powinny mieć one pro­mie­nia?? Może to dlatego że chodzi o proton, który nie jest cząstką ele­men­tarną, w sumie sam nie wiem..

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Krzysz­tof Drabik

    “A może nie? Może będziemy świad­kami nagłego przełomu, który uczyni wizję przy­ja­znego Marsa realną, już w XXII stuleciu?”
    A może w końcu wyko­rzy­stamy drze­miące w nas pokłady czystego bestial­stwa i jako gatunek samo­uni­ce­stwimy się. Oso­bi­ście chciał­bym aby ludzkość zdobyła gwiazdy ale im dłużej żyje tym bardziej tracę wiarę w ludzi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • http://www.blogpilastra.wordpress.com pilaster

      A dlaczego ludzkość ma się samo­uni­ce­stw­nić, jako gatunek? Nic na to nie wskazuje

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • MK

    Dwu­tle­nek węgla może dałoby się pozyskać i prze­trans­por­to­wać np. z pasa pla­ne­toid. A i tak odnoszę wrażenie, że ter­ra­for­mo­wa­nie oraz utrzy­ma­nie tego stanu może być łatwiej­sze w przy­padku Wenus, niż Marsa, choć i tak poza obecnymi moż­li­wo­ściami tech­no­lo­gicz­nymi.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0