Kwantowo jest bezpieczne i wypięte na facebooka

Na blogu zaszły dwie zmiany, przy czym jedna ma dość duże znaczenie  dlatego proszę o uwagę. Spokojnie, to nie potrwa długo.

Rzecz pierwsza, to zainstalowanie certyfikatu SSL. Jeśli nie prowadzisz własnej strony internetowej, a w sieci pozostajesz jedynie biernym odbiorcą treści, masz prawo nie wiedzieć o co chodzi. Ja również nie mam zamiaru zarzucać Cię zbędnymi informacjami, więc postaram się streścić w kilku zdaniach. SSL (Secure Socket Layer) to mechanizm umożliwiający transmisję zaszyfrowanych danych, co zwiększa bezpieczeństwo w sieci. Co prawda, na Kwantowo nie istnieje nawet opcja rejestracji – więc taki certyfikat ma tyle sensu co powołanie Polskiej Agencji Kosmicznej – ale Google ma zamiar premiować strony legitymujące się właśnie takim rozwiązaniem. W praktyce zmiana sprowadza się do tego, że od dziś możesz odwiedzać blog korzystając z adresu https://www.kwantowo.pl, a Chrome nie będzie mnie stygmatyzował jako potencjalnego łobuza, oszusta i huncwota.

Rzecz druga i ważniejsza z punktu widzenia czytelników, dotyczy informowania o nowych treściach. Do tej pory, podobnie do tysięcy innych twórców, opierałem się w tej kwestii niemal wyłącznie na facebookowym fanpejdżu. Było fajnie, ale już przestało. Mark Zuckerberg jak przystało na prawdziwego miliardera, wciąż nieustannie szuka nowych źródeł dochodu. Jego strategia nie była szczególnie wyrafinowana: najpierw zachęcił ludzi to zakładania swoich fanpejdżów, a gdy ci uzależnili się od facebooka, zaczął stopniowo przycinać zasięgi. W efekcie, choć profil Kwantowo posiada znacznie więcej obserwatorów niż kilka lat temu, moje posty trafiają do podobnej, jeśli nie mniejszej liczby odbiorców. Przeciętnie wiadomości wyświetlają się u 2-5 tysięcy kwantowiczów, spośród 15,5 tysiąca. Oznacza to, że bez inwestowania w reklamy, posiadam dostęp do maksymalnie 1/3 społeczności, którą sam zgromadziłem.

Oczywiście panu Zuckerbergowi życzę jak najlepiej, ale – podobnie do wielu innych twórców – podjąłem decyzję o stopniowym uniezależnieniu się od kaprysów amerykańskiego giganta. Początkowo myślałem o newsletterze, ale idąc z duchem czasu ostatecznie postawiłem na powiadomienia push. Odpowiednia wtyczka została już wdrożona, więc niewykluczone, że przy wchodzeniu na blog powitało Cię okienko zachęcające do subskrypcji. Jeśli takie powiadomienie się nie ukazało, być może masz włączoną blokadę w ustawieniach przeglądarki. Alternatywnie, możesz kliknąć na ikonkę w prawym dolnym rogu i wybrać odpowiednią opcję (choć, jeśli działa jakaś blokada, mimo wszystko powiadomienia mogą się nie uruchamiać). 
Powiadomienia push na KwantowoJeśli jednak wolisz pozostawać przy facebooku, sprawdź przynajmniej czy w ustawieniach obserwowania masz zaznaczoną opcję “wyświetlaj najpierw”. Niewiele to pomaga, ale pomaga.
Kwantowo na facebookCóż mogę więcej rzec? Jeśli odwiedzasz Kwantowo, zdajesz sobie sprawę, że publikuję raz, czasem dwa razy w tygodniu. Nie musisz zatem obawiać się, że zaleje Cię wodospad spamu i dostaniesz oczopląsu od nieustannie wyskakujących powiadomień. Żywię nadzieję, że dzięki temu rozwiązaniu wpisy wreszcie zaczną trafiać do wszystkich zainteresowanych, a nie tylko tych, wybranych przez facebookowe algorytmy.

Wtyczkę testuję pierwszy raz, więc wszelkie błędy i problemy proszę zgłaszać w komentarzach.


Naukowe “naj” 2019 Kwantowo 2017 Wynalazki, dyskusje, warsztaty – nadciąga Małopolski Festiwal Innowacji