Sto pytań o ludzki organizm – recenzja “Gdyby nasze ciało potrafiło mówić”

Po niezłej książce Mózg rządzi, wydawnictwo Marginesy poszło za ciosem, proponując czytelnikom kolejny zagraniczny hit dotyczący ludzkiego organizmu i zdrowia – Gdyby nasze ciało potrafiło mówić. Podręcznik użytkownika – autorstwa doktora Jamesa Hamblina.

Nie będę udawał, że jestem fanem i stałym obserwatorem kariery Jamesa Hamblina, i z wypiekami na twarzy czekałem na jego pierwszą książkę. Prawda jest taka, że dopiero po otrzymaniu przesyłki sprawdziłem biogram autora i dowiedziałem się, że za Oceanem to całkiem popularna i pozytywnie aktywna postać. Z wykształcenia lekarz, który szybko dał sobie spokój ze szpitalną praktyką stawiając na popularyzację nauki i dziennikarstwo. Obecnie jest jedną z bardziej rozpoznawalnych twarzy medycyny w Stanach Zjednoczonych i jednocześnie zaangażowanym przeciwnikiem “altmedu” (czyt. pseudomedycyny). W ubiegłym roku 36-latek postanowił wynieść się ponad internet i prasę, wydając If Our Bodies Could Talk, która właśnie doczekała się polskiego wydania.

Przeglądając spis treści nabrałem otuchy. Bałem się, że otrzymam coś w rodzaju zbioru porad na temat zdrowego trybu życia, zachęcającego na każdej stronie do odpowiedniej diety, uprawiania sportu i unikania różnorakich szkodliwych aktywności. Nie bardzo miałem ochotę na wertowanie czegoś w rodzaju 1001 rad dla zdrowia lub Co pomaga, a co szkodzi, od lat dzielnie zbierających kurz na moim regale. Na szczęście praca Hamblina nie pełni roli skarbnicy złotych rad. Bliżej jej do zbioru ciekawostek na temat medycyny i ludzkiej fizjologii. Spis treści zapowiada nam około stu krótkich rozdzialików (dokładnie 98 jeśli się nie pomyliłem w liczeniu), z których każdy przybiera formy odpowiedzi na zadane w nagłówku pytanie. Całość została posortowana na sześć działów dotyczących kolejno: wyglądu, postrzegania, jedzenia, picia, seksualności i śmierci.
[ecko_quote source=”Z rozdz. Czy alkohol rzeczywiście niszczy komórki mózgu?”]Podręczniki medyczne klasyfikują alkohol jako neurotoksynę. Nie cierpię terminu toksyna, ponieważ wszystko jednocześnie jest toksyną i nią nie jest. W skrajnych przypadkach neurotoksyną bywa nawet woda. W śladowych ilościach, w jakich normalnie występuje w naszym ciele, formaldehyd nie jest toksyczny. Jak mówi stare powiedzenie, które można odnieść do alkoholu i wszystkiego innego: co za dużo to nie zdrowo.[/ecko_quote]Ktoś złośliwy mógłby stwierdzić, że autor poszedł po linii najmniejszego oporu opierając się o schemat pytanie-ciekawostka. Rzeczywiście to bezpieczne wyjście, ale potrafię zrozumieć tę decyzję, zarówno od strony warsztatowej (taka konstrukcja daje łatwość w pisaniu) jak i marketingowej. W końcu krótkie i konkretne ciekawostki nigdy się nie nudzą i trzeba by się mocno postarać aby tę formułę spartolić. Oczywiście do tego nie doszło i zgodnie z oczekiwaniami lektura była szybka, łatwostrawna i przyjemna. 

Czego dokładnie dowiemy się od doktora Hamblina? Trudno wskazać jakiś klucz, według którego dokonano selekcji poruszanych zagadnień. Wśród setki pytań znajdują się zarówno wątpliwości ponadczasowe (Jak długo powinienem spać? Dlaczego burczy mi w brzuchu? Dlaczego mężczyźni mają sutki? Co się stanie z moim ciałem po śmierci?), jak kwestie modne w ostatnich latach (Czym jest gluten? Czy probiotyki są skuteczne? Czy lekarze są przeszkalani z tematyki zmiany płci?). Wyraźnie widać, że niektóre rozdziały prezentują się bardzo konkretnie, inne zaś dotykają niespodziewanie szerokich tematów, co wymusza na autorze uciekanie się do mocnych skrótów. W zasadzie nie ma w tym nic złego i sam na tym skorzystałem, bo dzięki Hamblinowi po raz pierwszy znalazłem chwilę na zapoznanie się m.in. z wszechobecnym tematem glutenu. Może trochę wstyd, ale jako osoba spoglądająca z boku na obfity wodospad diet, suplementów, zdrowej żywności i całej tej reszty – jakoś nigdy nie miałem ochoty na zgłębianie tego typu problemów. Tym razem, gdy wyjaśnienia zostały wciśnięte pomiędzy różniaste ciekawostki, szybko nadrobiłem zaległości.
[ecko_quote source=”Z rozdz. Dlaczego mężczyźni nie przeżywają wielokrotnych orgazmów?”]W hotelu Marriott w centrum Charleston odbyło się w 2016 spotkanie naukowców z Międzynarodowego Stowarzyszenia na rzecz Badań nad Seksualnym Zdrowiem Kobiet. Przedstawiono na nim wyniki największych badań, dotyczących, jak to określono, “kobiecej satysfakcji”. Nie była to próba uniknięcia słowa “orgazm”, ale precyzyjnego zwrócenia uwagi na to, że satysfakcja płynąca z seksu nie ogranicza się do skurczy mięśni dna miednicy.[/ecko_quote]Moją uwagę zwrócił sposób udzielania odpowiedzi przez autora. W niektórych rozdziałach zdaje się on rozkładać ręce i kończyć bez żadnej wyraźnej puenty. Na pozór wygląda to dziwnie, ale sądzę, że właśnie dzięki temu James Hamblin unika hipokryzji. Przykładowo, kiedy opisuje wpływ telefonii komórkowej na zdrowie, nie udaje, że posiada pewną czy choćby bardzo prawdopodobną odpowiedź. Cytuje kolegów po fachu, przywołuje pewne kazusy, ale uczciwie przyznaje, że medycyna nie jest w stanie wykluczyć ani potwierdzić pewnych zagrożeń – rugając nawet tych naukowców, którzy wyciągają pochopne wnioski ze szczątkowych danych. To cenna postawa, rzadka w czasach stale rosnącej aktywności posiadających receptę na wszystko znachorów, ale i sprowokowanych przez nich uczonych.
[ecko_quote source=”Z rozdz. Jaką wielkość ma przeciętna łechtaczka?”]Opublikowany w 2015 roku w czasopiśmie “Science” artykuł zatytułowany Jaką wielkość ma przeciętny penis? przez wiele miesięcy pozostawał jednym z najpopularniejszych tekstów na witrynie internetowej. (Odpowiedź, sformułowana w oparciu o analizę (…) brzmi: 13,1 cm i 11,7 cm obwodu. Nie żeby to miało jakiekolwiek znaczenie. No chyba, że ma). Przeciętna łechtaczka jest niemal równie duża. Fakt ten ma mniejsze znaczenie niż to, że większość ludzi nie ma o tym pojęcia.[/ecko_quote]Styl pisarski pana doktora odpowiada treści i konstrukcji książki. Jest więc lekki, konkretny, bezpieczny, lekko humorystyczny, ale bez większego polotu i wyrafinowania. Traktuję to jako celową konsekwencję w dążeniu do tego, aby lektura nadawała się do prędkiego i nieskrępowanego łykania treści, gdy mamy akurat wolny kwadrans. Jako, że rozdziały zazwyczaj bezpośrednio do siebie nie nawiązują, czytelnik może bez trudu skakać po książce (sam tak zrobiłem), uzyskać odpowiedzi na te pytania, które akurat w danym momencie go zaintrygowały. Jak wspomniałem, zagadnienia są z zasady zredagowane dość skrótowo, ale niemal zawsze zostajemy poczęstowani związaną z tematem ciekawostką. Może to być wspomnienie o jakiejś medycznej osobliwości, dziwacznym eksperymencie lub egzotycznej chorobie. 
Fragment z "Gdyby nasze ciało potrafiło mówić"Gdyby nasze ciało potrafiło mówić, to książka skrojona pod współczesnego czytelnika. Nie jest dziełem literackim, jednak nie to było ambicją autora. Napisał coś, co szybko i sprawnie podniesie poziom świadomości społecznej, obali parę mitów i ostrzeże przed cudownymi rozwiązaniami. Nawet jeśli praca Hamblina trafi w ręce osoby, która w życiu nie skonsumowałaby 400 stron o nauce, istnieje spora szansa, że z czystej ciekawości przeczyta choćby kilkanaście rozdziałów.

Na marginesie. Nasze ciało potrafi mówić: służy mu do tego otwór gębowy i kilka bardziej skomplikowanych organów. 🙂
Info:
Autor: James Hamblin;
Przełożył: Jacek Konieczny;
Tytuł: Gdyby nasze ciało potrafiło mówić. Podręcznik użytkownika;
Tytuł oryginalny: If Our Bodies Could Talk: A Guide to Operating and Maintaining a Human Body;
Wydawnictwo: Marginesy;
Wydanie: Warszawa 2018;
Liczba stron: 430.
Wstyd nie wiedzieć – recenzja “50 idei, które powinieneś znać” Wiara, nauka i hipokryzja Najkrótszy kurs historii fizyki – recenzja “Fizyki w rysunkach”