Komunikwanty – maj 2018

Dzień dziecka już za nami, więc można brać się za podsumowanie najciekawszych wiadomości jakie przyniósł nam świat nauki w ostatnim miesiącu. W majowych Komunikwantach, będzie m.in. o nowych pomysłach na eksplorację Marsa, nowym wyjaśnieniu działania napędu EmDrive oraz o postępującym zanieczyszczaniu oceanów. 

[ecko_fullpage_image]Marsjański helikopter[/ecko_fullpage_image]

Powstanie marsjański helikopter

Od dekad bezzałogowe misje słane na różne globy Układu Słonecznego, niezmiennie przybierały formę kołowych pojazdów naziemnych. Ostatnie zapowiedzi NASA dają nadzieję, że już wkrótce wyjdziemy poza ten schemat. Amerykanie pragną w lipcu 2020 roku posłać na Marsa urządzenie badawcze przypominające helikopter lub drona. Przedsięwzięcie nie należy jednak do szczególnie łatwych, ponieważ inżynierowie muszą skonstruować taki mechanizm, który zdoła wzbić się w powietrze w atmosferze znacznie rzadszej od ziemskiej. Istnieje też problem sterowania. O ile zdalne kontrolowanie pojazdów tu na Ziemi nie stanowi żadnego wyzwania, o tyle radiowe obsługiwanie sprzętu oddalonego o dziesiątki milionów kilometrów nie wchodzi w grę. Z tego powodu naukowcy będą chcieli aby marsjański dron był możliwie jak najbardziej autonomiczny. Jeśli się uda, otworzymy nowy – jeśli nie rozdział, to przynajmniej podrozdzialik – w eksploracji ciał naszego Systemu. A kto wie, być może latające wehikuły posłużą w przyszłości również członkom pierwszej załogowej wyprawy na Marsa?

[ecko_fullpage_image]Satelita Queqiao[/ecko_fullpage_image]

Chińczycy wystrzelili satelitę Queqiao

Podczas gdy Amerykanie wciąż pozostają wpatrzeni w Marsa, Chiny skupiają się na najbliższym globie. 20 maja z bazy w Xichang wystartowała rakieta Chang Zheng 4C z satelitą Queqiao na pokładzie. Celem jest osiągnięcie punktu libracyjnego L2, gdzie urządzenie posłuży jako stacja transmisyjna pomiędzy naszą planetą a ciemną stroną Księżyca. To jednak dopiero pierwszy krok chińskiego planu. Do końca tego roku w kraterze uderzeniowym Aitken wyląduje sonda Chang’e 4. Dzięki lądownikowi i łazikowi, Agencja CNSA pragnie przeprowadzić gruntowne badania regolitu oraz warunków panujących po niewidocznej stronie Srebrnego Globu. Sam satelita Queqiao – poza pośredniczeniem w komunikacji z Chang’e 4 – również posiada zadania badawcze, ograniczające się do pomiarów radiowych i laserowych.
[ecko_fullpage_image]Napęd EM-Drive[/ecko_fullpage_image]

EmDrive prawdopodobnie korzysta z pola magnetycznego

Już chyba ze dwa lata EmDrive rozpala wyobraźnię entuzjastów “niekonwencjonalnych” technologii – mamiąc wszystkich obietnicą rewolucyjnego napędu kosmicznego. Dla przypomnienia: wynalazek przybiera kształt metalowego stożka zawierającego w swym wnętrzu jedynie emiter fal mikrofalowych; te z kolei, odbijając się między ścianami, miały wytwarzać pęd. Internet prędko obiegł mit tajemniczego urządzenia wykorzystującego nieznane dotąd niuanse fizyki. Przez cały ten czas rzucano sprzecznymi doniesieniami, co nakazywało zachować chłodny sceptycyzm wobec wynalazku Rogera Shawyera.

Wydaje się, że zagadka działania tajemniczego napędu doczekała się wiarygodnego wyjaśnienia – rzecz jasna, niewymagającego rozszarpywania praw natury. W ciekawym artykule na łamach arstechnica, czytamy o niemieckich badaniach nad “efektem Macha”, które niejako przy okazji dotyczą również EmDrive. Doświadczenia z komorą mikrofalową doprowadziły naukowców do wniosku, że napęd rzeczywiście działa, jednak źródło jego funkcjonowania jest dość pospolite. Okazuje się, iż mikrofale wchodzą w interakcję z ziemską magnetosferą, nadając urządzeniu pęd. Czy to oznacza konieczność porzucenia futurystycznego konceptu? Niekoniecznie, bo przecież teoretycznie moglibyśmy wykorzystać tę technologię w przypadku sond i satelitów znajdujących się w pobliżu obiektów wyposażonych w silne pole magnetyczne. Jednak o bardziej ambitnych wojażach z użyciem EmDrive powinniśmy raczej zapomnieć.
[ecko_fullpage_image]Gwiezdny żłobek[/ecko_fullpage_image]

Możemy oglądać narodziny gwiazd. I to w 3D! 

Astrofizycy oczywiście już dawno temu sformułowali rzetelne i całkiem dokładne modele opisujące zarówno narodziny jak i śmierć gwiazd, lecz obserwacyjna weryfikacja niektórych założeń długo nie była możliwa. Wiemy, że gwiazdy powstają wewnątrz gigantycznych gazowych obłoków, gdzie miażdżąca siła grawitacji doprowadza do zainicjowania procesów termojądrowych. Niestety podglądanie wczesnych etapów tego fenomenu – szczelnie przysłanianego przez gorące chmury materii – najczęściej wykracza poza standardowe możliwości teleskopów. Europejscy uczeni obsługujący Kosmiczne Obserwatorium Herschela obmyślili jednak inną metodę, którą zdołali wykorzystać do zobrazowania chmury molekularnej oddalonej o 570 lat świetlnych. Herschel został skupiony na ciemnych prążkach przecinających gwiezdny żłobek, co pozwala na ocenę częstotliwości drgań gazów. Przypomina to na swój sposób badanie fal akustycznych. Taka analiza da astronomom wgląd w trzewia mgławic, jak również ułatwi pomiary oraz ustalenie ich pełnych kształtów. 
[ecko_fullpage_image]Misja na Marsa InSight[/ecko_fullpage_image]

Do Curiosity na Marsie dołączy InSight

Wróćmy do Marsa. Na początku tego miesiąca z kalifornijskiej bazy Vandenberg wystartowała misja InSight. Niesiony przez rakietę Atlas V, bezzałogowy lądownik osiądzie na Czerwonym Globie za siedem miesięcy. Po co NASA posyła na naszego sąsiada kolejne urządzenie? InSight to w rzeczywistości akronim od Interior Exploration Using Seismic Investigations, Geodesy and Heat Transport, i właśnie na tym – czyli eksploracji wnętrza planety za pomocą badań sejsmicznych, geodezji i transportu cieplnego – ma polegać warta niecały miliard dolarów misja. W odróżnieniu od popularnego Curiosity i innych eksperymentów z przeszłości, celem InSight nie będzie analiza powierzchni Marsa, jego atmosfery czy poszukiwania śladów wody. Tym razem naukowców interesują pionierskie badania wnętrza obcej planety, jej sejsmologii i struktury. Jako ciekawostkę warto dodać, że to pierwsza tak poważna operacja, która wystartowała z Kalifornii, a nie florydzkiego przylądku Canaveral.

[ecko_youtube]ssIzFtPM3jg[/ecko_youtube]

Nagrano przenoszenie wirusa HIV

Lubię tego typu nagrania. We francuskim Instytucie Cochin po raz pierwszy uchwycono na filmie “wyskakującego” z komórki wirusa HIV. Biolodzy dokonali obserwacji na modelu in vitro, zawierającym zabarwione na zielono limfocyty T. Gdy tylko zainfekowana komórka odpornościowa zbliżyła się do komórek nabłonkowych, wirus (widoczny jako zielonkawe kropki) wydostał się poza błonę, aby następnie przeniknąć do tkanki nabłonkowej. HIV nie zaraża jednak samego nabłonka, wykorzystując go jedynie do transportu i wypracowania pozycji do ataku na kolejne limfocyty. W ten sposób choroba błyskawicznie ogarnia wszystkie płyny ustrojowe i upośledza układ immunologiczny nosiciela.

[ecko_youtube]nbv51eP4ynY[/ecko_youtube]

Plastik dotarł już nawet na dno Rowu Mariańskiego, ale…

W ostatnich miesiącach bardzo wiele mówi się o plastiku i natychmiastowej potrzebie ograniczenia produkcji opakowań wykonanych z tworzyw sztucznych. Nic dziwnego, ponieważ gigantyczne wyspy śmieci dryfujące na powierzchni Pacyfiku oraz ślady plastiku w arktycznym lodowcu, nie napawają optymizmem. Kolejny argument za nowymi regulacjami znaleziono… na dnie Rowu Mariańskiego. Japończycy penetrujący obszar położony 11 kilometrów poniżej poziomu morza nawet tam – z dala od światła i ludzi – trafili na foliową torebkę. Możemy już śmiało powiedzieć, że jako gatunek zdołaliśmy zaśmiecić zarówno najwyższe jak i najniższe miejsce na Kuli Ziemskiej.
[ecko_fullpage_image]Ocean Cleaneup[/ecko_fullpage_image]

…Ocean Cleanup ma pomysł na oczyszczenie oceanów

Jedną z najbardziej ambitnych inicjatyw mających przeciwdziałać postępującemu zanieczyszczaniu wszechoceanu jest Ocean Cleanup. Holenderska organizacja uważa, że posiada receptę na zmniejszenie liczby plastikowych elementów w Pacyfiku o połowę w zaledwie pięć lat. Jak twierdzą jej członkowie: “przy użyciu konwencjonalnych metod, jak statki i sieci, sprzątanie zajęłoby tysiące lat i dziesiątki miliardów dolarów”. Ocean Cleanup proponuje nieporównywalnie efektywniejszą alternatywę, pod postacią autonomicznych barier o długości nawet dwóch kilometrów, wykonanych z lekkiego, ale wytrzymałego polietylenu. Konstrukcja ma postać pływaka w kształcie rury (na zdjęciu), z przyczepionym u spodu ekranem zatrzymującym odpadki. Dobra wiadomość jest taka, że inicjatywa weszła właśnie w fazę testów, a 120-metrowa bariera, została umiejscowiona u wybrzeży Kalifornii. Nawet jeśli pomysłodawcy przesadzili w swoich obietnicach, sama idea ma potencjał do znacznego poprawienia stanu światowych wód.

Na kolejną, już wakacyjną odsłonę przeglądu naukowych wiadomości, zapraszam na początku lipca.

 

Komunikwanty – grudzień 2018 Przegląd newsów – luty 2019 Komunikwanty – luty 2018