Kwantowo 2017

Podsumowaliśmy już wydarzenia ze świata nauki, więc pozostaje jeszcze podjąć refleksję nad działalnością samego bloga. Jak co roku rzucę kilkoma statystykami oraz wynotuję najciekawsze wpisy, które nieuważni kwantowicze mogli przeoczyć.

Kwantowo w liczbach

273 654, tyle osób znalazło drogę do Kwantowo w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy. Nie jestem pewien, które słowo lepiej opisuje ten wynik: stagnacja czy może już regres. Podobna, a nawet nieco większa liczba użytkowników trafiła na blog w roku 2016, co niestety dowodzi jego nie najlepszej kondycji. Taka sytuacja – tj. brak wzrostu – nastąpiła po raz pierwszy w historii mojej działalności.
14 381, tyle fanów gromadzi fejsbukowa strona bloga. Oznacza to przyrost o pięć tysięcy dusz. Nie doszło więc do żadnego spektakularnego skoku. Jest nas o 54% więcej niż przed rokiem, co oznacza niemal identyczny wzrost jak w 2016.
1 150, to liczba wszystkich fejsbukowych aktywności (tzn. głównie lajków) zebranych przez najpopularniejszy wpis. Niestety tego sympatycznego wyniku nie osiągnął żaden z artykułów popularnonaukowych, lecz lutowa odsłona Głupoty na Niedzielę dotycząca znanego wszystkim znachora i jego akolitów. Ponad tysiąc lajków zebrał również wpis biograficzny poświęcony sylwetce jednego z najbardziej niesamowitych matematyków: Najgenialniejszy samouk w dziejach – Srinivasa Ramanujan.
1500, tyle lajków otrzymał najpopularniejszy obrazek na fanpejdżu, zgarniając przy okazji aż 802 udostępnienia. Mowa o październikowym AstroCytacie, powstałym na bazie słów Elona Muska. Mimo wszystko byłem lekko oszołomiony takim wynikiem i coś mi mówi, że gdybym wrzucił identyczną grafikę, lecz bez podpisu szefa SpaceX, to chyba na podobny odzew nie mógłbym liczyć.
65, tyle odpowiedzi zostawiliście pod najczęściej komentowanym wpisem, którym okazał się wspominany już wyżej tekst Głupota na niedzielę: “Jerzy Zięba na prezydenta”! Również niemało, bo 42 komentarze, pojawiły się pod niedawnym artykułem TL;DR: Co leży poza wszechświatem obserwowalnym? Od razu mówię, że liczę tu wyłącznie komentarze widniejące na blogu, bez portali społecznościowych. Mam jednak świadomość, że w dobie dominacji facebooka, wielu z was właśnie tam woli dzielić się swoimi opiniami.
63, to liczba wszystkich wpisów jakie ukazały się od stycznia na łamach bloga. Rezultat niewiele gorszy niż w roku ubiegłym, jednakże biorąc w rachubę wakacyjną przerwę jaką sobie zrobiłem, trudno to uznać za dowód rozleniwienia.

Co nie wyszło?

Niewątpliwie najbardziej martwi mnie wspomniana stagnacja bloga. Już kilka osób mówiło mi, że nie mam się czym przejmować bo przecież koniec końców Kwantowo rośnie w siłę. Może to skrzywienie wynikające z doświadczeń związanych z grami ekonomicznymi, ale kiedy sam wzrost maleje, to przeczuwam kłopoty. Żywiłem nadzieję, że duża liczba czytelników oznacza więcej poleceń i szybszy rozwój – ale nic takiego nie zaobserwowałem. We wrześniu ruszyłem również z odrębnym projektem, czyli serwisem obrazkowym Nerdowo.pl. Nie owijając w bawełnę strona zdechła niemal natychmiast, a czynnych użytkowników można by zliczyć na palcach jednej ręki. Nawet nie wprowadzałem planowanych usprawnień, bo nie ma dla kogo. Nie spędza mi to specjalnie snu z powiek, gdyż nie przewidywałem potężnego sukcesu, niemniej jakiś niedosyt pozostaje. Co by nie mówić, zmarnotrawiłem kilka tygodni, zaś sam pomysł wciąż nie wydaje mi się najgorszy. Dlatego jedyne czego się obawiam to sytuacji, w której pogrzebię Nerdowo, a za kilka miesięcy gdzieś w sieci pojawi się bliźniaczy portal – i jak na złość osiągnie popularność.

Warto też dodać, że pół roku temu pożegnałem Kwantowe pigułki, tym razem na amen. Wiem, że wciąż istnieją rodzynki, które z chęcią oglądały moje wypociny i jestem wdzięczny za ich przychylne komentarze, ale w rzeczywistości seria prowadziła donikąd. Nagrywanie i składanie animacji dla garstki osób to zabawa, na którą nie mogę sobie pozwolić.

Co wyszło?

Chyba najciekawszym doświadczeniem mijającego roku była dla mnie współpraca z National Geographic Channel. Nie pierwsza, ale zdecydowanie najpoważniejsza i dająca najwięcej satysfakcji. Zostałem poproszony o pomoc w kampanii promocyjnej serialu fabularnego Geniusz, którego pierwszy sezon opowiadał o życiu Alberta Einsteina. Nie tylko miałem okazję reklamować coś co naprawdę zasługiwało na uwagę, ale również poczuć się wreszcie jak bloger z samego szczytu. Zaproszono mnie na przedpremierowy pokaz pierwszego odcinka, wziąłem udział w krótkiej publicznej dyskusji, częstowałem się świetnymi kanapkami z łososiem podczas bankietu, a w prezencie dostałem fajowe, einsteinowskie skarpety. Szkoda tylko, że takie eventy trafiają się ekstremalnie rzadko…

Poza tym za sukces sam w sobie muszę traktować fakt, że Kwantowo w ogóle nadal funkcjonuje. Część z was może pamięta, że po raz pierwszy pozwoliłem sobie na zorganizowanie wakacyjnej przerwy od pisania. To nie był przypadek ani fanaberia. Kiedy wszystko idzie zgodnie z planem, gdy widzę tysiące wyświetleń i dziesiątki komentarzy to czuję, że mógłbym publikować codziennie; ale gdy nowy, pisany po nocach artykuł dostaje pięćdziesiąt lajków, to najchętniej rzuciłbym to wszystko w cholerę. W każdym razie, to, że mimo wahań formy, wciąż niezmordowanie tworzę wpisy, zawdzięczacie przede wszystkim patronom z Patronite’a. Natomiast na szczególne i publiczne podziękowania zasługuje kwantowicz Marek Grabiec, samodzielnie odpowiadający za 40% przychodu bloga. Szczerze, zakładając konto na Patronite w życiu nie przypuszczałem, że posiadam tak szczodrych i przywiązanych czytelników, a to daje mi siłę w chwilach zwątpienia. Jednocześnie sądzę, iż niezbyt zdrowa jest sytuacja, w której garstka osób utrzymuje miejsce odwiedzane przez tysiące. Ale czy można coś z tym zrobić? Wzdragam się na myśl o wprowadzeniu płatnych treści czy abonamentu, a wierzcie mi, dostawałem już takie rady. Na szczęście, dzięki panu Markowi i innym, na razie tak ekstremalne kroki nie chodzą mi po głowie.
Aha, za drobny sukces mogę również uznać napisanie Naukowego wisielca. Mała, prosta gierka, a zagrało w nią tyle osób, że aż serwer padł.

Wpisy, których nie możesz przeoczyć

Byłbym naiwny sądząc, że choćby połowa czytelników odwiedza blog regularnie. Dla leniuchów subiektywne zestawienie ważnych tekstów z ubiegłego roku, wartych nadrobienia lub odświeżenia:
Gdy zamarza piekło – o zerze absolutnym. Temperatura jest jedną z tych wielkości, które posiadają wyraźne, wyznaczone przez teorię ramy. Co dla fizyki oznacza zero absolutne? I dlaczego próba zejścia do -273,15 stopnia w skali Celsjusza w praktyce pozostaje skazana na porażkę?
Pseudonauka na uczelniach: wykluczać czy rozmawiać? Trudny do rozstrzygnięcia spór, dotyczący tego, jak postępować z pseudonauką i pseudonaukowcami. Problem przestał być marginalny, a różnej maści szarlatani coraz częściej próbują pchać się na uniwersytety z chęcią wygłoszenia wykładu lub odbycia debaty. Niejeden stwierdzi, że należy uszanować pełną swobodę wypowiedzi i korzystać z możliwości publicznego punktowania kontrowersyjnych tez. Ale czy to na pewno optymalne wyjście?

Higgson, czyli dawca masy, czasu i nie tylko. Bozon Higgsa to chyba najbardziej medialna cząstka elementarna wszechczasów. Większość przekazów ogranicza się wyłącznie do lakonicznego stwierdzenia, że schwytana w 2012 roku drobina odpowiada za nadawanie materii masy. Ale co to tak naprawdę oznacza? I jak ma się higgson do oddziaływania słabego?
Filozofia to nie nauka, filozof to nie naukowiec. Nie zliczyłbym ile razy usłyszałem słowa zdziwienia lub nawet oburzenia od osób słyszących, że “filozofia to nie nauka”. W tym wpisie tłumaczę dlaczego takie stwierdzenie nie ma na celu urażenia filozofów ani deprecjonowania ich pracy. Wręcz przeciwnie, filozofia to szalenie ważna sfera, tyle, że spoczywająca obok właściwego kręgosłupa nauki.
Człowiek, który wiedział wszystko – Thomas Young. Pomyślałem, że warto przybliżać światu sylwetki słabo znanych, lecz niesamowicie intrygujących bohaterów świata nauki. Na pierwszy ogień poszedł Srinivasa Ramanujan, na drugi Thomas Young. Większość osób kojarzy Anglika jako autora eksperymentu z dwiema szczelinami, ale tylko nieliczni zdają sobie sprawę z tego, ile geniusz zrobił dla fizjologii, medycyny, lingwistyki, a nawet dla egiptologii i archeologii.

Barionowa gra w chowanego. Wpis przeszedł bez większego echa, podobnie do odkrycia, które zainspirowało mnie do jego napisania. Podczas gdy wszyscy popularyzatorzy obficie opowiadają o ciemnej materii oraz ciemnej energii, naprawdę niewielu dotyka równie interesującego wątku brakującej części “zwykłej” materii wypełniającej wszechświat. WHIM, ICM, Bańki Lyman-alfa – to tajemnicze struktury przewyższające masę wszystkich galaktyk, gwiazd i planet znanego wszechświata.

Postanowienia

Ten rok prawdopodobnie przyniesie wiele zmian w moim życiu (nie mam pewności czy dobrych), więc najważniejsze będzie takie pokierowanie sprawami aby Kwantowo mogło nadal istnieć, a wpisy pojawiać się z dotychczasową regularnością. Wielkim krokiem wprzód byłaby poważna i długoterminowa współpraca z pewną marką, która wyraziła zainteresowanie sponsorowaniem bloga kilka miesięcy temu. Niestety doświadczenie podpowiada mi, że nie wolno pokładać nadziei w dużych korporacjach, nierzadko nagle wycofujących się bez słowa. Stąd też jedynym pewnym źródłem utrzymania tego miejsca pozostaje Patronite i wasza dobra wola.

Co do moich planów, to będę starał się przede wszystkim rozwijać nowe serie wpisów, czyli Komunikwanty oraz Naukowe TL;DR. Comiesięczne przeglądy wieści ze świata nauki na razie rozczarowują niską poczytnością, ale dam im jeszcze trochę czasu. Zwłaszcza, że dają mi również motywację do bycia na bieżąco z informacjami, a to przydatne. TL;DR już pokazało potencjał, aczkolwiek muszę jeszcze doszlifować samą formułę. Wpisy z tego cyklu miały być stosunkowo krótkie i treściwe, co oznacza, że muszę pohamować swoje zapędy do dygresji i rozwlekania myśli. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to być może uda się wrócić na tory właściwego wzrostu, a za rok o tej porze będzie nas już ponad 20 tysięcy. 

To w dużej mierze, jak zawsze, będzie zależeć od Was.
Kwantowo 2019 4,5 tysiąca kwantowiczów i konkurs! Kwantowy fajrant