Głupota na niedzielę: Paweł Chojecki i teoria wielkiego pierda

Kiedyś zapytano mnie dlaczego walczę z kreacjonistami. Przecież ich nie ma. Nikt nie jest tak głupi aby negować osiągnięcia nauki i propagować, w sposób dosłowny, biblijny mit stworzenia. Nie? To poznajcie pastora Pawła Chojeckiego.

Materiał nie jest nowy, a samo nazwisko autora jakoś mi dotąd umykało. Szperając tu i ówdzie dowiedziałem się, że pan Paweł Chojecki jest założycielem i pastorem protestanckiej grupy religijnej, znanej pod nazwą Kościoła Nowego Przymierza. Nie powinno mnie to dziwić, bo to właśnie wierni pomniejszych wspólnot ewangelickich, najczęściej popadają w skrajności, prześcigając się w rygorystycznym odczytywaniu Słowa Bożego. Tendencja ta, od dawna widoczna w USA, jak widać, zaczyna objawiać się również nad Wisłą.

https://www.youtube.com/watch?v=BVMPTySwT9c

Do udzielenia odpowiedzi skłoniły mnie trzy rzeczy. Po pierwsze, szanowny duszpasterz zwraca się bezpośrednio do mnie (i zapewne wielu moich czytelników). Po drugie nazywa mnie “złodziejem” i “kłamcą”. Ale co najważniejsze, porwał mnie swoim niesamowitym poczuciem humoru, zdecydowanie wyróżniającym go na tle pozostałych piewców pseudonauki.

Muszę zwrócić się do tych z was, którzy jesteście wyznawcami wielkiego bąka, albo inaczej mówiąc, bardziej dosadnie, jesteście wyznawcami teorii wielkiego pierda. A teraz wam powiem, dlaczego używam aż tak ostrych słów.

Pastor Chojecki jest strasznie zabawny

Bo wybuch kojarzy się z, he he, pierdnięciem. Rozumiecie? Wielki wybuch i wielkie pierdnięcie. He he.
Naprawdę klawy żart.

Dalej Chojecki przechodzi do oskarżania ateistów. Oskarżania o głupotę, z której miałaby wynikać rzekoma teza o “wielkim pierdzie, mieszaniu się gazów” i wyłonieniu się z nich pierwszej komórki. Cóż, omijanie kilkudziesięciu rozdziałów prowadzących od momentu powstania wszechrzeczy do abiogenezy jest dość typowym chwytem. W końcu, po co dyskutować z poszczególnymi argumentami i dowodami. Po co w ogóle dotykać nauki, jakichś wzorów, praw, hipotez i rozważań, kiedy można sprowadzić potężną logiczną konstrukcję do maksymalnie uproszczonego – a przez to brzmiącego niedorzecznie – hasła, a następnie je wyśmiać? W ten sposób wśród kreacjonistów utarł się obraz ewolucji, jako nonsensownej bajki opowiadającej o tym jak to człowiek powstaje z błota. Ad absurdum i cześć.

Stworzenie według Pawła Chojeckiego

Bardziej zaciekawiło mnie natychmiastowe powiązanie wielkiego wybuchu z ateizmem. Słuchając słów złotoustego kaznodziei, mimowolnie spojrzałem na regał po mojej prawej stronie. Leży tam już mocno zużyty egzemplarz Ewolucji kosmosu i kosmologii autorstwa Michała Hellera. Księdza profesora. Co jeszcze lepsze, w tej niegrubej książce można znaleźć sporo informacji na temat teorii wielkiego wybuchu. Na przykład, dowiedziałem się kiedyś dzięki niej, że na koncept “pierwotnego atomu”, który dał początek wszystkiemu co znamy – wpadł jako pierwszy Georges Lemaître. Ksiądz Georges Lemaître. Tworzenie iluzji, jakoby wielki wybuch był jakimś tworem wynikającym wprost z ateizmu, jest dość nikczemną konfabulacją. Zwłaszcza, że Kościół Katolicki, o ile wiem, nie ma aktualnie nic ani przeciwko big bangowi, ani ewolucji biologicznej. I nawet protestant powinien zdawać sobie z tego sprawę.

Na dowód swojego wywodu Paweł Chojecki podaje cytat z Biblii. Przytoczony fragment stwierdza, że Bóg stworzył wszystko i wszystko “z woli jego zostało stworzone, i zaistniało”. Choćby dewocja mi przypaliła każdy neuron, nie potrafiłbym odnaleźć w tym fragmencie zaprzeczenia teorii wielkiego wybuchu. Dla mnie to tylko kilka zdań mówiących o Stworzycielu świata i tyle. Nie znam się na teologii, ale nie widzę tu ani słowa o sposobach i środkach działania rzeczonego Architekta. Nic. Tymczasem Chojecki uważa, że uznawany przez niego Bóg, nie mógł działać przez prawa logiki, fizyki, chemii i biologii. Musiał za jednym zamachem wykreować całą rzeczywistość, bo taki trik jak wielki wybuch, byłby z jakiegoś powodu, poniżej jego godności.

Nie mogę pojąć tak twardogłowej postawy. Nie wiem jaki obłęd nakazuje komuś wziąć do ręki tę czy inną świętą księgę i odczytać jej treść w najbardziej łopatologiczny sposób i negować ciągle poszerzaną wiedzę. Jak można nie podjąć najlichszej próby kontemplacji nad tym co się czyta i co nas otacza?

Nie w wyniku wielkiego pierdnięcia. Nie w wyniku rzekomego wielkiego wybuchu, co się tam zawiesiły prawa (?) trutututu srutututu, które wam w tych książkach durnych co roku… Bo to przecież nie raz was tego uczą, ale najpierw w przedszkolu, że to wszystko ewolucja, dinozaury pokazują i, że nie wiadomo z czego one powstały(?). Później w szkole, po kilka razy i później na studiach znowu tych głupot się uczycie. Okradając Boga z jego chwały.

Dosyć. Przepraszam, ale po tym popisie elokwencji żaden komentarz nie będzie dostatecznie dosadny. Po prostu wrócę do durnych książek, a Was z tym zostawię.

Spowiadam się przed wami… z Tesli Głupota na niedzielę: Podarujmy dziecku życie! [+ zdjęcia poglądowe] Głupota na niedzielę: Astrologowie ogłaszają powrót na drogę postępu