Czytaj dalej
Hawaje podjęły się ambit­nego przed­się­wzię­cia: jeszcze w pierw­szej połowie XXI wieku, archi­pe­lag będzie zasilany elek­trycz­no­ścią pocho­dzącą w stu pro­cen­tach z odna­wial­nych źródeł energii. 

Władze naj­młod­szego spośród stanów USA uważają, że cel uda się osiągnąć w 2045 roku. Obecnie ze źródeł odna­wial­nych pochodzi około 15% energii – czyli niewiele, bo mniej więcej tyle wynosi np. średnia Unii Euro­pej­skiej – ale już za pięć lat wynik ten powinien zostać co najmniej podwo­jony. Kon­cep­cji na pewno sprzy­jają warunki natu­ralne, pozwa­la­jące na wyko­rzy­sty­wa­nie zarówno wiatru, pływów, Słońca jak i energii geo­ter­mal­nej. Co nie mniej istotne, wyspy w ramach reformy mają uzyskać cał­ko­witą nie­za­leż­ność ener­ge­tyczną; aktu­al­nie więk­szość energii pochodzi bowiem z importu, co wiąże się z nie­ma­łymi kosztami. Głównie przez to rachunki za prąd na Hawajach są średnio o 75% wyższe niż na kon­ty­nen­cie.

Hawaj­czycy poszli za przy­kła­dem tek­sań­skiego Geo­r­ge­town, w którym również niedawno zapo­wie­dziano rady­kalne zmiany i prze­sta­wie­nie wyłącz­nie na źródła odna­wialne. Różnica jest taka, że Geo­r­ge­town to poje­dyn­cza miej­sco­wość, nie większa od Radomska czy Koło­brzegu, podczas gdy Hawaje zamiesz­kuje około półtora miliona ludzi i odwiedza je setki tysięcy turystów. Jeżeli jednak ten­den­cja się utrzyma, w nie­da­le­kiej przy­szło­ści zapewne usły­szymy podobne dekla­ra­cje, pocho­dzące również z więk­szych metro­po­lii i stanów, a może i całych państw.


Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.