Czytaj dalej
Czujecie? Raczej nie, bo dwu­tle­nek węgla jest bezwonny, toteż pozo­staje wam uwierzyć mi na słowo. Ame­ry­kań­ska Narodowa Służba Oce­aniczna i Mete­oro­lo­giczna ofi­cjal­nie ogłosiła, że na każdy milion czą­ste­czek powie­trza przypada już 400 czą­ste­czek CO2. Nie udawajmy jednak zasko­czo­nych: prze­kro­cze­nie okrągłej granicy było tylko kwestią czasu, a pod­ręcz­niki już od dawna zaokrą­glały ilość ota­cza­ją­cego nas dwu­tlenku węgla do 0,04%.

To naj­wyż­szy wynik w całej historii pomiarów doko­ny­wa­nych przez NOAA, się­ga­ją­cych 1958 roku. Spoj­rze­nie na starsze dane również nie wzbudza opty­mi­zmu. Nieco mniej dokładne szacunki, pre­zen­to­wane przez Mię­dzy­rzą­dowy Zespół do spraw Zmian Klimatu, pozwa­lają uznać, że takiej ilości popu­lar­nego gazu cie­plar­nia­nego nie było na świecie od co najmniej połowy XIX wieku. Jeśli zaś ufać badaniom rdzeni lodowych z Antark­tydy, to możemy mówić o rekor­dzie w skali dwóch milionów lat. Krótko mówiąc, odkąd gatunek ludzki dręczy matczyną planetę, nie był jeszcze świad­kiem takiego stężenia dwu­tlenku węgla.

Tak wyglądał wzrost stężenia CO2 do 2010 roku.


Piszę to aby przy­po­mnieć, że taka ilość CO2 w ziem­skiej atmos­fe­rze nie jest dziełem przy­padku a radosnej twór­czo­ści czło­wieka. U zarania rewo­lu­cji prze­my­sło­wej molekuł dwu­tlenku węgla było mniej niż 300 na milion czą­ste­czek powie­trza i podobne pro­por­cje panowały w naszej atmos­fe­rze od (co najmniej) tysięcy lat. Nie potrze­bo­wa­li­śmy nawet dwóch stuleci aby zaliczyć gigan­tyczny skok rzędu 120 ppm; przy czym ponad połowa tego wzrostu przy­pa­dła na ostatnie cztery dekady. Nic nie wskazuje na szybkie spo­wol­nie­nie tego trendu, bo kopcimy dalej. Kon­kret­niej, każdego roku dodajemy do atmos­fery około 2,25 ppm dwu­tlenku węgla. W takim tempie za niecałe pół wieku CO2 będzie stanowić już 0,05% składu powie­trza.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.