Czytaj dalej
Pewnie doszło waszych uszu, że od kilku dni Wielki Zderzacz Hadronów znów działa pełną parą. No dobra, może nie do końca pełną – ale już niebawem. Ekipa z Genewy spo­żyt­ko­wała ostatnie dwa lata na naprawy i moder­ni­za­cje, które pozwolą pobić kolejne rekordy uzy­ski­wa­nych energii. I to nie byle jak, bo opty­mi­ści wierzą nawet w podwo­je­nie wcze­śniej­szych osiągów, roz­bi­ja­nie cząstek z mocą 13 TeV. Dotych­czas, na roz­grzewkę, udało się dobić do połowy tej wartości.

Inaczej tę gonitwę za energią “widzą” wyko­rzy­sty­wane w roli pocisków cząstki, na co zwrócił jakiś czas temu uwagę na “swoim” Twit­te­rze @LHC Proton. =)  

twitt

W rzeczy samej, naukowcy wylewają siódme poty, otrzy­mu­jąc w zamian pręd­ko­ści o zaledwie kilka metrów na sekundę większe niż wcze­śniej. Na tle uzy­ski­wa­nych w LHC wartości, bliskich pręd­ko­ści światła (czyli 299 792 458 m/s), może to wydawać się marnym sukcesem – ale wcale tak nie jest. Im bardziej obiekt zbliża się do ein­ste­inow­skiej granicy c, tym trudniej dalej go roz­pę­dzać. Oznacza to, że nawet nie­po­zorne przy­śpie­sze­nie rzędu 5 m/s, związane jest z potęż­nymi ener­giami. Stąd właśnie uczonym trudno ukrywać pod­nie­ce­nie nowinami pły­ną­cymi z naj­więk­szego na świecie roz­kwa­sza­cza cząstek.

Zob. też: Duże zabawki dla fizyków.



Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.