Największe polskie kompendium – recenzja ‚Historii fizyki' | Kwantowo.pl

Jakiś czas temu otrzymałem od PWN paczkę zawierającą dwie książki, zupełnie różne zarówno pod względem treści jak i objętości. Recenzowanie zacznę od tytułu zdecydowanie poważniejszego – opasłego tomiszcza autorstwa prof. Andrzeja Kajetana Wróblewskiego.


Jestem zachwy­cony i jed­no­cze­śnie wystra­szony per­spek­tywą zaopi­nio­wa­nia pracy byłego rektora Uni­wer­sy­tetu War­szaw­skiego i nie­pod­wa­żal­nego auto­ry­tetu w dzie­dzi­nie historii fizyki. Głównie dlatego, że nazwisko Andrzeja Wró­blew­skiego miałem okazję poznać przy okazji recenzji pewnej – jak sądziłem porząd­nej i sym­pa­tycz­nie napi­sa­nej – książki popu­lar­no­nau­ko­wej, którą pan profesor zrugał nie­mi­ło­sier­nie zwra­ca­jąc uwagę na naj­drob­niej­sze nie­do­cią­gnię­cia i nie­udo­ku­men­to­wane anegdoty. Tym bardziej biorąc do rąk jego dzieło, przez myśl by mi nie przeszło aby zakwe­stio­no­wać któ­re­kol­wiek zdanie. Byłem również nie­zmier­nie ciekawy czy autor sprosta swoim własnym, eks­tre­mal­nie wyśru­bo­wa­nym wyma­ga­niom.

Historia fizyki. Od czasów naj­daw­niej­szych do współ­cze­sno­ści łączy w sobie cechy książki popu­lar­no­nau­ko­wej, ency­klo­pe­dii i pod­ręcz­nika aka­de­mic­kiego. Jak wskazuje tytuł, narracja 600-stro­ni­co­wej cegły roz­po­czyna się w sta­ro­żyt­nym Bliskim Wchodzie, gdzie histo­rycy odnaj­dują pierwsze ślady obser­wa­cji nieba i sto­so­wa­nia pry­mi­tyw­nej metody naukowej. Bardziej dys­ku­syjny wydaje się wybór momentu dzie­jo­wego, na którym autor kończy książkę. Nie trafiamy na jakąś wyraźną, mocno uza­sad­nioną cezurę. Końcowy rozdział traktuje głównie o zagad­nie­niach odkrycia galaktyk, roz­sze­rza­nia wszech­świata, radio­astro­no­mii i kosmicz­nego pro­mie­nio­wa­nia tła. Ostat­nimi z zasy­gna­li­zo­wa­nych przed­się­wzięć, o ile nic nie pomi­ną­łem, są Super­nova Cosmo­logy Project, który w 2001 roku potwier­dził wzajemną ucieczkę galaktyk oraz Solar Neutrino Obse­rva­tory badający neutrina docie­ra­jące do nas ze Słońca.

Fizyka zmieniła swoje oblicze zwłasz­cza w kilku ostat­nich dekadach, stając się dzie­dziną, w której badania są prze­waż­nie zespo­łowe. Naj­bar­dziej jest to widoczne w eks­pe­ry­men­tach w fizyce cząstek ele­men­tar­nych, które ze względu na stopień kom­pli­ka­cji wymagają wie­lo­let­nich przy­go­to­wań apa­ra­tury i pro­gra­mów analizy oraz dłu­go­trwa­łego zbie­ra­nia danych, wobec czego zespoły liczą nawet kilkaset osób.

Warto zatrzy­mać się przy warstwie wizu­al­nej książki, nad którą wydawca solidnie popra­co­wał. Okładka nie porywa od strony designu (kilka przy­pad­ko­wych ilu­stra­cji na szarym tle – niczym szkolny pod­ręcz­nik), ale co istotne przy obfitych gaba­ry­tach lektury, jest twarda i praw­do­po­dob­nie nie pozwoli na roz­sy­pa­nie całości po kilkuset otwar­ciach. Tekst został rozbity w dwie kolumny, co na pewno nie prze­szka­dza w czytaniu, ale nadaje całości mocno ency­klo­pe­dycz­nego klimatu. Wielką zaletą jest ogromna ilość wyczer­pu­jąco opi­sa­nych ilu­stra­cji. Wła­ści­wie niemal każdą stronę zdobi zdjęcie fizyka, rycina, schemat tudzież skan z histo­rycz­nej publi­ka­cji lub pod­ręcz­nika. Jeszcze cen­niej­sze i nie­zwy­kle mnie cieszące są wszech­obecne cytaty. Historia fizyki to praw­dziwa skarb­nica wypo­wie­dzi wielkich uczonych, jak i frag­men­tów z ich klu­czo­wych publi­ka­cji. Dla wyjąt­kowo docie­kli­wych pozo­stają rzetelne, gęsto usiane przypisy, nie­rzadko odsy­ła­jące czy­tel­nika do pier­wot­nego źródła, jak dajmy na to referat Plancka wygło­szony podczas Kongresu Solvaya czy liczne artykuły Ein­ste­ina w Annalen der Physik. Nie brakuje również tabel z róż­no­ra­kimi sta­ty­sty­kami czy spisami lau­re­atów pre­sti­żo­wych nagród (eli­mi­nuje to iry­tu­jącą potrzebę googlo­wa­nia drobnych infor­ma­cji).

Ocena straw­no­ści Historii fizyki nie jest naj­prost­sza i łatwo o nie­spra­wie­dliwe zarzuty. Faktem pozo­staje, że były rektor UW starał się po prostu usys­te­ma­ty­zo­wać swoje wykłady, przez co siłą rzeczy za pierwszy target lektury należy uznać stu­den­tów nauk ścisłych. Umiesz­czony na okładce tekst pro­mo­cyjny obiecuje nam barwną narrację z domieszką humoru – ale naprawdę nie widzę żadnego nowi­cju­sza, który z prze­ję­ciem i zafa­scy­no­wa­niem połyka kolejne roz­działy. To nadal pod­ręcz­nik, tyle że z dodat­kiem “cie­ka­wost­ko­wych” ramek, kolorów i masy ilu­stra­cji. 

Jako cie­ka­wostkę wato podać, że w odpo­wie­dzi na “kine­tyczny” model atomu Bohra nie­któ­rzy chemicy wysunęli kon­ku­ren­cyjny model “sta­tyczny”. Zapro­po­no­wał go w 1916 r. Gilbert Newton Lewis (…). W tym modelu dodatni ładunek elek­tryczny miał być skupiony w bardzo małym masywnym jądrze, a roz­ło­żone wokół niego w prze­strzeni elek­trony miały zajmować pewne wydzie­lone “komórki”, w których pozo­sta­wały w spo­czynku.

Jednakże nie mogę napisać, iż złak­nio­nemu wiedzy nie-fizykowi grozi odbicie od potęż­nego woluminu. Co najwyżej, istnieje ryzyko zasy­pa­nia go dzie­siąt­kami dat i setkami nazwisk, ale sam sposób przed­sta­wie­nia infor­ma­cji nie pozo­sta­wia wiele do życzenia. Język nie obfituje w humor i wodo­try­ski, lecz profesor zadbał o to aby przed­sta­wiane odkrycia zostały przez każdego zro­zu­miane.

Tak czy inaczej, dzieło Andrzeja Wró­blew­skiego zasłu­guje na doce­nie­nie. Jak sam profesor zasy­gna­li­zo­wał we wstępie, Historia fizyki uzu­peł­nia poważną lukę w rodzimej lite­ra­tu­rze, będąc pierw­szym obszer­nym i kom­plet­nym kom­pen­dium wiedzy na temat dziejów naj­waż­niej­szej spośród nauk przy­rod­ni­czych. W związku z tym, bez względu na “przy­pad­ko­wych” nabywców, lektura przez naj­bliż­sze lata będzie pełnić funkcję Biblii obo­wiąz­ko­wej dla wszel­kiej maści histo­ry­ków nauki.


Info:
Autor: Andrzej Kajetan Wróblewski;
Tytuł: Historia fizyki. Od czasów najdawniejszych do współczesności;
Wydawnictwo: Polskie Wydawnictwo Naukowe;
Wydanie: Warszawa 2006;
Liczba stron: 615.

podpis-czarny

  • m

    “naj­waż­niej­szej spośród nauk przy­rod­ni­czych” — odważne stwier­dze­nie 🙂

    Cieszy, że są ludzie, fascy­naci, którym chce się pisać i publi­ko­wać takie pod­ręcz­niki. Bo praw­dziwa wiedza zaczyna się tam, gdzie Google wypluwa “Podana fraza — … — nie została odna­le­ziona.” Tylko trochę współ­czuję stu­den­tom klepania tych wszyst­kich dat itp.

    Adamie, dziękuję za recenzję 🙂 Czekam na kolejną 🙂

    PS. Popraw inter­punk­cję 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kuba

    Jestem w trakcie lektury. Czuję duży niedosyt infor­ma­cji i wyja­śnie­nia “jak na to wpadli, jak pomie­rzyli, jak wyli­czyli?”. Nie zna­la­złem też infor­ma­cji o kilku inte­re­su­ją­cych mnie odkry­ciach lub naukow­cach. No i jak dla mnie trochę za dużo cytatów, które niewiele wnoszą.
    Ale z książki i tak jestem zado­wo­lony.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Nie na darmo użyłem już w tytule słowa “kom­pen­dium” ;). Autor stanął przed nie­ła­twym zadaniem stresz­cze­nia w jednym tomie całych dziejów ogromnej dzie­dziny. Gdyby chciał się skupiać na aspek­tach tech­nicz­nych każdej z nich, to zamiast 600 stron, mie­li­by­śmy co najmniej 6 tysięcy. Nie miał jednak takiego obo­wiązku, bo tematem była przede wszyst­kim historia.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Johnny135

    Czy są gdzieś udo­stęp­nione frag­menty książki do spraw­dze­nia? Czy PWN jak zwykle każe nam kupować kota w worku?

    PS Znacie jeszcze jakieś dobre pozycje doty­czące historii nauki?

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0