Dzisiaj znów zabawimy się dzięki uprzejmości National Geographic Channel. Nie drążymy już jednak tematu łamag życiowych spod znaku Anatomii głupoty według Richarda Hammonda, lecz przenosimy się do tajemniczego świata Pułapek umysłu.


Pułapki umysłu (ory­gi­nalny tytuł: Brain Games) to seria opo­wia­da­jąca o funk­cjo­no­wa­niu praw­do­po­dob­nie naj­bar­dziej zło­żo­nego tworu natury – ludz­kiego mózgu. Wciąż nie jesteśmy zgodni co do istoty świa­do­mo­ści, snu, wielu schorzeń i procesów. Jednak mimo, iż umysł nadal stanowi dla nauki zagadkę, coś tam o nim wiemy.

Pro­wa­dzący Jason Silva, wraz z zapro­szo­nymi gośćmi, humo­ry­stycz­nie ale często i empi­rycz­nie, spróbuje objaśnić mecha­nikę wyborów moral­nych, dzia­ła­nie tzw. zdrowego rozsądku, przy­wią­za­nie naszych mózgów do logiki, jak również powody przed­kła­da­nia przez nie­któ­rych ludzi zabo­bo­nów ponad obiek­tywny ogląd rze­czy­wi­sto­ści. Wisienką na torcie pozo­stają jednak tytułowe pułapki, czyli sytuacje, w których pełne zaufanie do własnych zmysłów i rozumu zaczyna zawodzić.

Autorzy serialu nie poskąpią nam zagadek i złudzeń, które zapewnią niemałą dawkę gim­na­styki dla szarych komórek. Nie wiem ile jest prawdy w stwier­dze­niu, że odpo­wied­nie ćwi­cze­nia potrafią uspraw­nić naszą per­cep­cję i podnieść poziom inte­lek­tu­alny, ale spraw­dzić na pewno nie zaszko­dzi. W dzi­siej­szym kon­kur­sie spraw­dzi­cie jednak znów swoją kre­atyw­ność.

Naj­bliż­szy odcinek Pułapek umysłu wyjaśni, jak bardzo pozory mogą mylić. Stąd pytanie: czy zdarzyło się, że decyzja podej­mo­wana na „zdrowy rozsądek” wcale nie wyszła wam na zdrowie? Byliście pewni logicz­nego roz­wią­za­nia, które jednak okazało się totalnym nie­wy­pa­łem? Podziel­cie się swoimi doświad­cze­niami. Rzecz jasna inte­re­sują mnie nie­ko­niecz­nie naj­dłuż­sze, lecz naj­bar­dziej pomy­słowe odpo­wie­dzi. Na autorów naj­cie­kaw­szych czekają nie byle jakie upominki: bidon, power bank oraz bluza w logiem National Geo­gra­phic Channel:

nagrody2
Roz­wią­za­nia konkursu możecie się spo­dzie­wać w przy­szłym tygodniu. Nie zapo­mnij­cie podawać swoich maili kon­tak­to­wych, jak również obejrzeć pierw­szego odcinka nowego sezonu Pułapek umysłu

we wtorek o 22.00 na National Geographic Channel.



podpis-czarny


  • DK

    Cóż, kiedyś logicz­nym wydawała mi się moż­li­wość zro­zu­mie­nia kobiet. Na zdrowy rozsądek — ten sam gatunek. Okazało się jednak, że ich umysły pełne są pułapek którymi mogą nam udo­wod­nić jak skom­pli­ko­wany to twór. ( liczę, że nikogo nie uraził ten nie­po­prawny poli­tycz­nie mały żart )

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      Ja tam właśnie takiego komen­ta­rza się spo­dzie­wa­łem. Ale liczę na kon­kretne przy­kłady. :>

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • DK

        Przykład pierwszy lepszy, na czasie. Roz­ma­wiamy w pracy z kolegami przy tablecie czy ta sukienka jest biało złota czy czarno nie­bie­ska, pod­cho­dzi kole­żanka, rzuca okiem i wyjaśnia , że to przecież ecru nie biały!

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • http://uniguggle.blogspot.com/ Sami Chan

        Jak na moje biel cynkowa (jestem i babą i pla­sty­kiem :P)

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Ser­ma­ciej

    Miałem wtedy jakieś pięć lat, więc moja logika nie była jakoś wybitnie zaawan­so­wana. Poje­cha­łem w odwie­dziny do wujka, który miał gospo­dar­stwo rolne, w tym kilka świń, krów i kur. Na podwórku było czarne coś, i po tym chodziły kury. Jednej z nich wypadło pióro. Spodo­bało mi się, chciałem je wziąć. Nie wie­dzia­łem co to za rzecz, te czarne coś, ale skoro chodziły po tym kury, to czemu ja bym nie mógł? No to ruszyłem po trofeum.

    Do szamba-gnojówki wcią­gnęło mi lewą nogę, a pióra nie zdobyłem.

    sermaciej@gmail.com

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • m

    Pracuję na SORze (Szpi­tal­nym Oddziale Ratun­ko­wym). Kiedyś przy­cho­dzi do mnie facet, niech będzie Pan Piotr i twierdzi, że boli go łokieć, kiedy TO robi… Pytam, o co mu chodzi, więc pokazał mi… pomachał prawą ręką we wszyst­kie strony na wyso­ko­ści biodra. Więc pytam:
    — Czy jak Pan TEGO nie robi, to Pana nie boli?
    — Nie.
    — Więc po co Pan to robi?
    — Boli tylko, gdy poruszam. Wiem o tym, ale korci mnie, żeby spró­bo­wać, czy nadal boli…
    Logika jest nie­pod­wa­żalna, ale to nie koniec, bo pytam:
    — Dlaczego przy­szedł Pan z tym na SOR, a nie do lekarza rodzin­nego?
    — Nie chcę mu prze­szka­dzać, jeśli to nic poważ­nego
    Nie wiem, dlaczego Pan Piotr sądzi, że mój czas jest mniej cenny od czasu lekarza rodzin­nego, ale ok, jestem wyro­zu­miały 🙂
    Obej­rza­łem, zbadałem łokieć, patrzę mu prosto w oczy i mówię: Mogę Panu z całą pew­no­ścią zapewnić, że nic Panu nie dolega!
    Wes­tchnie­nie ulgi i:
    — Widzi doktor! Dobrze zrobiłem, że nie posze­dłem do lekarza rodzin­nego, bo nie­po­trzeb­nie zawró­cił­bym mu głowę!

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • m

      W ogóle praca z ludźmi jest nie­sa­mo­wita. Nie­sa­mo­wite jest, jak bujna potrafi być wyobraź­nia nie­któ­rych, jak prze­różne przed­mioty potrafią sobie wsadzić w prze­różne otwory ciała.
      Przy­po­mniała mi się jeszcze taka historia ze stażu na oddziale pedia­trycz­nym. Pewnego ranka przyszły wyniki BOM (badania ogólnego moczu) dwóch dziew­czy­nek i chłopca. Wszystko było w normie, poza jedną rzeczą — “w polu widzenia poje­dyn­cze plemniki”… I w ten sposób roz­pę­tało się na oddziale piekło. Bo skąd mogą być plemniki w wydzie­li­nach dziecka? No tylko w wyniku mole­sto­wa­nia sek­su­al­nego. Dwie dziew­czynki i jeden chłopiec, z różnych rodzin, ale na tym samym oddziale… ktoś z per­so­nelu musiał dzieci mole­stwo­wać! Od razu ruszyła machina szpi­talno-śledczo-praw­ni­cza, powołana komisja, prze­słu­cha­nia per­so­nelu, oddział zamknięty, nikt się nie chce przyznać, ale — logika pod­po­wia­dała — musi być winny!
      I winny szybko się znalazł i przyznał. Okazało się, że student medycyny, który zanosił rano próbki moczu do labo­ra­to­rium, potknął się na schodach, znisz­czył materiał bio­lo­giczny, a żeby jego nie­udol­ność nie ujrzała światła dzien­nego, wpadł na genialny pomysł i uzu­peł­nił probówki swoimi własnym moczem 🙂 A że był po namięt­nej nocy, wyniki wyszły takie, jak wyszły 🙂

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Tomash

    Cóż, kil­ka­na­ście lat temu skoń­czy­łem liceum z wynikami na tyle dobrymi, że logicz­nym wyborem wydawało się kon­ty­nu­owa­nie nauki na studiach. Najpierw jednych, w mię­dzy­cza­sie drugich (i nie, nie była to socjo­lo­gia i euro­pe­istyka, jak nie­któ­rzy mogliby pomyśleć). Nie­lo­gicz­nym wyborem wydawał mi się nato­miast wyjazd na zachód, szcze­gól­nie że były to jeszcze czasy przed wejściem Polski do UE a i język angiel­ski nie był moim konikiem. Po studiach oczy­wi­ście kilka miesięcy bez­ro­bo­cia, później praca, rodzina i staranie się o kredyt na miesz­ka­nie, który będę spłacał do eme­ry­tury. Tak więc na dzień dzi­siej­szy mogę z czystym sumie­niem powie­dzieć, że zdrowy rozsądek okazał się złym doradcą.

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Wcina

    Na pewno takich wpadek miałem w życiu pełno ale w tej chwili przy­cho­dzi mi taki oto przykład. 10 lat temu gdy miesz­ka­łem na emi­gra­cji w UK swój pokój wynaj­mo­wa­łem ok 100m od morza. Taka malow­ni­cza nad­mor­ska miej­sco­wość w pół­noc­nej Walii. Pewnej nie­dzieli, chcąc wyko­rzy­stać wolny czas wsiadłem na rower i wyru­szy­łem ścieżką rowerową wzdłuż wybrzeża. Według mapy droga pro­wa­dziła “w nie­skoń­czo­ność”, można było pojechać do sąsied­niego hrabstwa a może i dalej. Pla­no­wa­łem wrócić za ok 1,5h ponieważ mój kolega miał na ten czas przy­go­to­wać obiad (taka kole­żeń­ska współ­praca: raz on raz ja). Pomy­śla­łem tak: droga wzdłuż morza, więc nie będzie sytuacji, że powrót pod górkę, zgubić się też nie da, nic tylko jechać i podzi­wiać widoki. Dodam jeszcze, że z jednej strony miałem może a z drugiej nie­wiel­kie ale malow­ni­cze góry. Posta­no­wi­łem, że w jedną stronę będę jechał ok 40 min a w drugą ok 50 no bo wiadomo, już trochę organizm zmęczony. Pamiętam, że podczas jazdy roz­my­śla­łem o prze­róż­nych sprawach. I nawet raz przez myśl przeszło mi, że jedzie się jakoś tak lekko i przy­jem­nie. Dotarłem gdzieś na totalne odludzie. Niestety dopiero po paru minutach drogi powrot­nej uświa­do­mi­łem sobie, jaki wielki błąd popeł­ni­łem planując swoją podróż i nie uwzględ­nia­jąc jednego czynnika. Otóż WIATR, którego na początku nie odczu­wa­łem, i który niósł mnie niczym żaglówkę hen daleko w drodze powrot­nej prawie unie­moż­li­wiał mi jazdę. Tak się składało, że był bardzo silny i miał kierunek przy­bli­żony do kierunku mojej jazdy pier­wot­nej. Musiałem naprawdę mocno wysilić się, i o mało nie wypluć płuc, żeby wrócić przed zmrokiem. Osta­tecz­nie zmie­ści­łem się w czasie 3h i czułem się jak po mara­to­nie 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • Wcina

      Oj, orto­gra­fia to nie jest moja mocna strona. Prze­pra­szam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • JamesVoo

    W ogóle nie na temat, ale strona od strony(taaaaaak…) tech­nicz­nej i wizu­al­nej wygląda coraz lepiej 🙂

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • https://www.kwantowo.pl/ Adam Adamczyk

      A już myślałem, że zapo­lu­jesz na kolejną nagrodę pazero. 😉

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

      • JamesVoo

        Aż tak pazerny nie jestem 😛

        Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • mick

    Na studiach inży­nier­skich nic nie jest pewne… przed­miot “zarzą­dza­nie jakością” uznałem za jakiś huma­ni­styczny, a tu nagle… same obli­cze­nia i czysta matma. Przed­miot “projekt”? Łe, pewnie pre­zen­ta­cja czy coś w tym stylu…a nie, to jednak projekt na minimum 60 stron, związany z pracą inży­nier­ską :/

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Guest

    Ponad 5 lat temu graliśmy sobie z kolegami w siat­kówkę na W-F. W pewnym momencie, stojąc na tyłach, zaser­wo­wana piłka kolegi (który chodził wtedy do siat­kar­skiej) zmusiła mnie do rzucenia się na ziemię, by ją odebrać. Nie­for­tun­nie się stało, gdyż jed­no­cze­śnie piłka odbiła się od moich dłoni, którymi w tym samym momencie z impetem ude­rzy­łem o podłogę. Zabolał mnie mały palec… bardzo mocno. Mimo wszystko zigno­ro­wa­łem to i grałem dalej. Mija jedna, druga, trzecia zmiana, a palec jakoś dalej tak mocno boli, więc spo­glą­dam na niego i coś jest nie tak, a mia­no­wi­cie skie­ro­wał mi się osią długą w stronę środka dłoni. I tu krótki monolog:
    Ja: Ej, chyba złamałem palec!- po tym koledzy się zbiegli i patrzą zacie­ka­wieni.
    Kolega: Spróbuj nim poruszać, możesz?- poru­szy­łem jakoś tym palcem, po czym koledzy stwier­dzili jednym głosem, że skoro mogę nim ruszać, to nie złamany i mogę grać dalej! Ewi­dent­nie był. Nie wiem dlaczego, ale mnie to uspo­ko­iło i im uwie­rzy­łem. Wróciłem więc na boisko lecz tylko na jedną zmianę bo w końcu coś mnie tknęło, żeby jednak pójść do pie­lę­gniarki. Oczy­wi­ście trzeba było jechać potem do szpitala na prze­świe­tle­nie i co się okazało? Złamany 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Guest

    Ponad 5 lat temu graliśmy sobie z kolegami w siat­kówkę na W-F. W pewnym momencie, stojąc na tyłach, zaser­wo­wana piłka kolegi (który chodził wtedy do siat­kar­skiej) zmusiła mnie do rzucenia się na ziemię, by ją odebrać. Nie­for­tun­nie się stało, gdyż jed­no­cze­śnie piłka odbiła się od moich dłoni, którymi w tym samym momencie z impetem ude­rzy­łem o podłogę. Zabolał mnie mały palec… bardzo mocno. Mimo wszystko zigno­ro­wa­łem to i grałem dalej. Mija jedna, druga, trzecia zmiana, a palec jakoś dalej tak mocno boli, więc spo­glą­dam na niego i coś jest nie tak, a mia­no­wi­cie kierował mi się osią długą w stronę środka dłoni przy zginaniu i deli­kat­nie zrotował. I tu krótki monolog:
    Ja: Ej, chyba złamałem palec!- po tym koledzy się zbiegli i patrzą zacie­ka­wieni.
    Kolega: Spróbuj nim poruszać, możesz?- poru­szy­łem jakoś tym palcem, po czym koledzy stwier­dzili jednym głosem, że skoro mogę nim ruszać, to nie złamany i mogę grać dalej! Ewi­dent­nie był. Nie wiem dlaczego, ale mnie to uspo­ko­iło i im uwie­rzy­łem. Wróciłem więc na boisko lecz tylko na jedną zmianę bo w końcu coś mnie tknęło, żeby jednak pójść do pie­lę­gniarki. Oczy­wi­ście trzeba było jechać potem do szpitala na prze­świe­tle­nie i co się okazało? Złamany 😉

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Guest

    Ponad 5 lat temu graliśmy sobie z kolegami w siat­kówkę na W-F. W pewnym momencie, stojąc na tyłach, zaser­wo­wana piłka kolegi (który chodził wtedy do siat­kar­skiej) zmusiła mnie do rzucenia się na ziemię, by ją odebrać. Nie­for­tun­nie się stało, gdyż jed­no­cze­śnie piłka odbiła się od moich dłoni, którymi w tym samym momencie z impetem ude­rzy­łem o podłogę. Zabolał mnie mały palec… bardzo mocno. Mimo wszystko zigno­ro­wa­łem to i grałem dalej. Mija jedna, druga, trzecia zmiana, a palec jakoś dalej tak mocno boli, więc spo­glą­dam na niego i coś jest nie tak, a mia­no­wi­cie kierował mi się osią długą w stronę środka dłoni przy zginaniu i deli­kat­nie zrotował. I tu krótki monolog:
    Ja: Ej, chyba złamałem palec!- po tym koledzy się zbiegli i patrzą zacie­ka­wieni.
    Kolega: Spróbuj nim poruszać, możesz?- poru­szy­łem jakoś tym palcem, po czym koledzy stwier­dzili jednym głosem, że skoro mogę nim ruszać, to nie złamany i mogę grać dalej! Ewi­dent­nie był. Nie wiem dlaczego, ale mnie to uspo­ko­iło i im uwie­rzy­łem. Wróciłem więc na boisko lecz tylko na jedną zmianę bo w końcu coś mnie tknęło, żeby jednak pójść do pie­lę­gniarki. Oczy­wi­ście trzeba było jechać potem do szpitala na prze­świe­tle­nie i co się okazało? Złamany 😉

    ksywa_piatek@op.pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • PjontaZ

    Ponad 5 lat temu graliśmy sobie z kolegami w siat­kówkę na W-F. W pewnym momencie, stojąc na tyłach, zaser­wo­wana piłka kolegi (który chodził wtedy do siat­kar­skiej) zmusiła mnie do rzucenia się na ziemię, by ją odebrać. Nie­for­tun­nie się stało, gdyż jed­no­cze­śnie piłka odbiła się od moich dłoni, którymi w tym samym momencie z impetem ude­rzy­łem o podłogę. Zabolał mnie mały palec… bardzo mocno. Mimo wszystko zigno­ro­wa­łem to i grałem dalej. Mija jedna, druga, trzecia zmiana, a palec jakoś dalej tak mocno boli, więc spo­glą­dam na niego i coś jest nie tak, a mia­no­wi­cie kierował mi się osią długą w stronę środka dłoni przy zginaniu i deli­kat­nie zrotował. Pobla­dłem mocno, bo pierwsze co pomy­śla­łem to “złamana kość”. I tu krótki monolog:
    Ja: Ej, chyba złamałem palec!- po tym koledzy się zbiegli i patrzą zacie­ka­wieni.
    Kolega: Spróbuj nim poruszać, możesz?- poru­szy­łem jakoś tym palcem, po czym koledzy stwier­dzili jednym głosem, że skoro mogę nim ruszać, to nie złamany i mogę grać dalej! Ewi­dent­nie był. Nie wiem dlaczego, ale mnie to uspo­ko­iło i im uwie­rzy­łem. Wróciłem więc na boisko lecz tylko na jedną zmianę bo w końcu coś mnie tknęło, żeby jednak pójść do pie­lę­gniarki. Oczy­wi­ście trzeba było jechać potem do szpitala na prze­świe­tle­nie i co się okazało? Złamany 😉

    ksywa_piatek@op.pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

    • PjontaZ

      Inna historia, którą właśnie opo­wie­dział mi ojciec, który jest poli­cjan­tem. Jakieś trzy lata temu, mój ojciec będąc na patrolu z kolegą, dostał wia­do­mość o praw­do­po­dob­nym włamaniu do domu, gdyż osoba zgła­sza­jąca widziała jakby ktoś w miesz­ka­niu świecił latarką. Okazało się, że rze­czy­wi­ście było włamanie, a złodziej widząc nad­jeż­dża­jący radiowóz, wysko­czył jak naj­szyb­ciej przez okno z piętra (które było wyżej niż zwykle w domach, co wynika z jego kon­struk­cji) i zaczął uciekać. Dopiero po kil­ku­na­stu metrach mój ojciec go złapał, prze­wra­ca­jąc go wpierw na ziemię. Po skuciu go, jednak nie mógł już wstać, bo okazało się, że ma złamanie otwarte nogi i dopiero z kolegą, tata dał radę zanieść go do radio­wozu 😉 Naj­wi­docz­niej skoczek z niego niezbyt dobry, bo wylą­do­wał bez tele­marku.
      Nie wiem czy historia ta się zalicza, ale wydawała mi się na tyle ciekawa, że ją opisałem.
      Pozdra­wiam.

      Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • Kajtek

    Ostatnio bardzo miło mnie zasko­czyła pomyłka mojego zdrowego rozsądku :). Wyna­ję­li­śmy z dziew­czyną nowe miesz­kanko w sumie w dość prze­cięt­nej dziel­nicy. Od razu pozna­li­śmy sąsiadów miesz­ka­ją­cych obok i byliśmy trochę prze­stra­szeni. Młode mał­żeń­stwo już z dwójką dzieci, kobieta na pierwszy rzut oka bardzo pyskata z kol­czy­kiem w ustach, jej mąż kwa­dra­towy z tatuażem na całe ramie. Okazało się, że oboje uczciwie pracują, nawet niemało zara­biają, dzie­ciaki grzeczne dobrze wycho­wane, żadnych imprez czy libacji. Ufff 🙂
    krystian213@interia.pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • wodorost

    U mnie naj­więk­szy szok i nie­do­wie­rza­nie wywołał fakt że dwie kulki tej samej wiel­ko­ści i różnej masie spadają w tym samym czasie ;p I pół dzie­ciń­stwa spędzone na próbach ścią­gnię­cia tej “upartej skórki” z wody. potem fakt, że 0,(9) jest równe 1, budo­wa­nie czte­ro­wy­mia­ro­wych sze­ścia­nów 🙂

    ps. nie chcę tu spamu robić ale bardzo potrze­buję wiedzieć co to jest za materiał
    https://www.youtube.com/watch?v=MTY1Kje0yLg

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • maryśka

    W wolnym czasie dorabiam jako opie­kunka do dziecka. Lubię zajmować się dziećmi, ponieważ można się od nich wiele nauczyć, a przy okazji również i pośmiać 🙂

    Na jednym ze spacerów z czte­ro­let­nią dziew­czynką poszły­śmy do parku. Julia zaczęła prze­no­sić kamyki z boku chodnika na sam jego środek. Aby prze­stała, wska­za­łam na starszą panią siedzącą dalej, która się nam przy­glą­dała i powie­dzia­łam, że zaraz przyj­dzie tutaj, żeby nam zwrócić uwagę. Jula popa­trzyła, znie­ru­cho­miała i… zasło­niła rączkami oczy — i stała tak przez dobre kilka minut, kiedy ja niemalże zwijałam się ze śmiechu 🙂 Dla dziecka logicz­nym było, że gdy kontakt wzrokowy zostanie prze­rwany, nie będzie jej widać 🙂

    Niedawno też nalegała, abyśmy poszły poskakać na “tram­po­li­nie” — jej łóżku 🙂
    -“A magiczne słowo?” — zapy­ta­łam
    — Abla kadabla, hokus pokus” — odpo­wie­działa bez zasta­no­wie­nia 🙂
    Cóż… pewna logika w tym była 🙂

    marianna4577@wp.pl

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0

  • nie­ludz­ki­dok­to­rek

    Klasa II liceum — zajęcia fizyki doświad­czal­nej — doświad­cze­nia na torze powietrz­nym. Nauczy­cielka robiła z nami doświad­cze­nia związane z ruchem jed­no­staj­nym — mieliśmy do dys­po­zy­cji kro­plo­mierz, metrówkę, wózki i oczy­wi­ście tor powietrzny 😉 Ale przed wyko­na­niem doświad­cze­nia należało go wypo­zio­mo­wać! I tu pojawił się problem — nauczy­cielka posta­no­wiła pokazać grupie pięt­na­stu uczniów “sprytny” sposób na pozio­mo­wa­nie toru. Po dwóch stronach toru zamo­co­wa­li­śmy zegary z foto­ko­mór­kami a do wózka przy­mo­co­wa­li­śmy czarną kartkę tak, aby mogła blokować światło tra­fia­jące do foto­ko­mórki — czas mierzony był wtedy, gdy kartka była nad foto­ko­mórką. Po pusz­cze­niu wózka i złapaniu go po drugiej stronie mieliśmy uzyskać na zegarach jed­na­kowy czas. Po uzy­ska­niu tych samych wyników i “wypo­zio­mo­wa­niu” okazało się, że niestety tor jest prze­krzy­wiony w jedną stronę, przez co doświad­cze­nie nie przed­sta­wiało ruchu jed­no­staj­nego, a jed­no­staj­nie przy­spie­szony! Nauczy­cielka wyraźnie ziry­to­wana podała nam jedynie przy­kła­dowe wyniki doświad­cze­nia, a temat lekcji z “Ruch jed­no­stajny — doświad­cze­nie i opra­co­wa­nie wyników.” został prze­pra­wiony na “Ruch jed­no­staj­nie przy­spie­szony”. Niestety, niekiedy nawet logiczne sposoby nie zawsze dają rezul­taty w rze­czy­wi­sto­ści 😉

    jakub11chazar@gmail.com

    Dobrze gada? Dobre 0 Słabe 0