Czytaj dalej

W zasadzie od premiery Interstellara minęły już jakieś dwa tygodnie, więc zastanawiałem się nad celowością tego wpisu. Z tego też powodu jako takiej recenzji nie opublikuję (zrobiło to już wielu przede mną), a odpowiadając na zapotrzebowanie i wasze prośby, pozostawię jedynie garść przemyśleń, które cisną mi się na usta po opuszczeniu kina.



  • Taka sobie ta kata­strofa. Nie kupuję tego.  Moim zdaniem pół godziny ckliwych dialogów można było z czystym sumie­niem wyrzucić, a zdobyty czas poświę­cić na jaśniej­szy i bardziej spójny opis kata­stro­fal­nej sytuacji Matki Ziemi. Skoro ludzkość jest w stanie kon­stru­ować super wydajne roboty i korzy­stać z tunelów cza­so­prze­strzen­nych, koniecz­ność ucieczki z planety powinna być uza­sad­niona naprawdę mocnymi przesłankami.
  • Boha­te­ro­wie udają durniów. Zdaję sobie sprawę, że to w dużej mierze celowy zabieg. Rozumiem, że nie każdy widz skończył szkołę średnią i trzeba mu od zera tłu­ma­czyć kim był ten cały Einstein i dlaczego fizycy tak pod­nie­cają się jego teoriami. Nie jest to jednak w moim prze­ko­na­niu uspra­wie­dli­wie­nie dla tak naiwnych dialogów jakie usły­szymy w filmie. Sceny, w których  zdolny astro­nauta Cooper, pyta o ele­men­tarne wia­do­mo­ści z dzie­dziny astro­fi­zyki (co nas czeka za hory­zon­tem zdarzeń?!?!) swojego kolegę po fachu, są po prostu idio­tyczne. Równie dobrze mogli­by­śmy sobie wyobra­zić doktora mate­ma­tyki z zacie­ka­wie­niem wysłu­chu­ją­cego wykładu na temat zasto­so­wa­nia wzorów skró­co­nego mnożenia. Nolan powinien znaleźć spryt­niej­szy sposób na prze­my­ce­nie istot­nych dla widza informacji.
  • Ładny model czarnej dziury. W tym aspekcie widać rękę Kipa Thorna, którą tak zawzię­cie chwalili się filmowcy. Niestety tylko w tym.
  • Egzo­pla­nety krążą wokół czarnej dziury. Czy planeta może krążyć wokół czarnej dziury? Zasad­ni­czo nie ma prze­ciw­wska­zań. Ale czy takie światy mogą być zdatne do zamiesz­ka­nia? Nie sądzę. I chyba prze­oczy­łem istotne szcze­góły tego elementu filmu, bo nie wiem dlaczego rzeczone planety są tak dobrze oświe­tlone. Czy w pobliżu znajduje się jakaś gwiazda (pytanie do was)?
  • Dobre wyko­rzy­sta­nie STW. Jeden z lepszych momentów filmu to ten, w którym Cooper odbiera taśmy od swoich dzieci. Podczas jego dwu­let­niej podróży (piszę z pamięci, proszę o wyro­zu­mia­łość), mała córka i nasto­letni syn zdążyli zmienić się w doro­słych ludzi. Dyla­ta­cja czasu to fakt powszech­nie znany, ale warto spojrzeć nań również od tej ludzkiej strony. Kto wie, czy za kilka pokoleń takie dylematy nie będą dręczyć praw­dzi­wych pio­nie­rów wypraw międzygwiezdnych.
  • Układ Sło­neczny nic sobie nie robi z obec­no­ści czarnej dziury. Nie mam pojęcia jakie rozmiary posiada czarna dziura umiej­sco­wiona przez Nolana w pobliżu Saturna, ale jeśli ma przy­naj­mniej kilka kilo­me­trów – a na oko powinna tyle mieć – to jej masa może oscy­lo­wać nawet w gra­ni­cach masy Słońca. Taki gość nie tylko wepchałby się na nasze przy­ję­cie, ale również powy­wa­lałby stoły i wyrzucił pozo­sta­łych gości przez okno. Tym­cza­sem w filmie nasz układ pla­ne­tarny pozo­staje niewzruszony.
  • W próżni nie ma dźwięku. Skoro twórcy miernej Gra­wi­ta­cji odrobili pracę domową, to i Nolan dał radę. Kosmiczna pustka pozo­staje spokojna i milcząca, nawet podczas eksplozji. 
  • Fajnie, że Nolan nawiązał do Asimova, ale mógł wątek pocią­gnąć. Chodzi mi o motyw cofa­ją­cej się w rozwoju cywi­li­za­cji. Podobnie jak w Fundacji, w Inter­stel­la­rze obser­wu­jemy wielki, para­dok­salny regres racjo­na­li­zmu. Mamy przy­szłość: nikogo nie dziwi widok ultra­no­wo­cze­snego robota lub drona, ale spo­łe­czeń­stwo pod­cho­dzi do nauki coraz bardziej nieufnie. NASA musi pracować w pod­zie­miu, a dzieciom w szkołach serwuje się zmyśloną, anty­nau­kową wersję historii. To nie­zwy­kle intry­gu­jąca wizja, która została zamknięta w zaledwie kilku drobnych scenach. Przy­po­mi­nam, że na płacze i wyznania miłości w sce­na­riu­szu czas się znalazł.
  • Gra­wi­ta­cja to dobry sposób nad­prze­strzen­nej komu­ni­ka­cji. Cieszy, że autorzy sięgnęli o naj­śwież­szych teorii nauko­wych, nawet jeśli te znajdują się w powi­ja­kach. Rze­czy­wi­ście, hipotezy prze­wi­du­jące ist­nie­nie wyższych wymiarów prze­strzen­nych jak cho­ciażby M‑Teoria, prze­wi­dują nie­ogra­ni­czone dzia­ła­nie gra­wi­ta­cji. Miałoby to tłu­ma­czyć dlaczego naj­bliż­sze nam oddzia­ły­wa­nie jest tak bardzo słabe: po prostu “wycieka” poza naszą przestrzeń.
  • Wcięło dysk akre­cyjny. Po tym co zoba­czy­łem na ekranie byłem pewny, że filmową czarną dziurę oplata roz­grzany i pro­mie­niu­jący pier­ścień nała­do­wa­nych cząstek. Skoro boha­te­ro­wie nie mieli pro­ble­mów z orbi­to­wa­niem w pobliżu kosmicz­nego potwora, naj­wy­raź­niej był on wyjąt­kowo łagodnym osobnikiem.
  • Mecha­nikę czarnej dziury dosto­so­wano do potrzeb sce­na­riu­sza. To wypad­kowa kilku wcze­śniej­szych punktów. Przez cały film miałem wrażenie, że Chri­sto­pher Nolan zamarzył o stwo­rze­niu następ­nego po Incepcji logicz­nego twistera, i po prostu potrze­bo­wał pod tę zabawę wygod­nego tła. O ile w świecie snów reżyser mógł sobie pozwolić na wszystko, o tyle decy­du­jąc się na wejście w świat science-ficion, powinien naginać pomysły do faktów a nie na odwrót. Stąd m.in. dzielny kapitan Cooper uniknął pewnej masakry w procesie spa­ge­ty­za­cji. A wystar­czyło wziąć przykład choćby z twórców Bioshock: Infinity, którzy z praw­dziwą gracją skom­po­no­wali fabułę swego dzieła w oparciu o dziwy mecha­niki kwantowej.
  • Hol­ly­wodzka miłość pokonuje nawet prawa fizyki. Jedyną siłą dzia­ła­jącą ponad prze­strze­nią i czasem jest miłość… Czy coś w ten deseń. W każdym razie cały czas czuję posmak tęczy w gardle.

Nie chcę wysta­wiać Inter­stel­la­rowi oceny. Napiszę tylko, że gdybym musiał to zrobić, to poku­sił­bym się o duali­styczną opinię, ponieważ mamy do czy­nie­nia z efek­tow­nym i trzy­ma­ją­cym w napięciu kinem, który jednak może srogo zawieść każdego astro­fana.

Oczy­wi­ście zachęcam do polemiki, zwłasz­cza, że film ledwo prze­tra­wi­łem i mogłem nie wychwy­cić wszyst­kich smaczków.


podpis-czarny
Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.