Czytaj dalej

Nawet jeśli ludzie kiedyś wyginą, zmieceni przez naturalną katastrofę bądź w drodze jakiejś wymyślnej formy autoeksterminacji, jeden ślad po naszym istnieniu pozostanie widoczny przez eony. Będzie to odcisk ludzkiej stopy w księżycowym regolicie. Tak przynajmniej głosi popularna ciekawostka.

Na pewno wielu z was obiła się ona o uszy. Ostatnio, z okazji rocznicy śmierci Neila Arm­stronga, o dzia­ła­ją­cym na wyobraź­nie fakcie przy­po­mniał Węglowy na swoim blogu. Mateusz słusznie zwrócił uwagę, że nawet naj­trwal­sze z pozoru pomniki naszej cywi­li­za­cji, w ziem­skich warun­kach ulegną w końcu roz­kła­dowi. Zależnie od sza­cun­ków, gdyby nagle zniknęli wszyscy ludzie, w ciągu zaledwie kilku tysięcy lat roz­pa­dłaby się zde­cy­do­wana więk­szość naszych budynków, a po wielkich aglo­me­ra­cjach pozo­sta­łyby gru­zo­wi­ska. Biorąc w rachubę okresy geo­lo­giczne, setki tysięcy i miliony lat, po naszym gatunku pozo­sta­łyby już tylko poje­dyn­cze zabytki. 

Jednak, nawet gdy Ziemia już zrzuci ze swego cielska wszelkie świa­dec­twa naszej bytności, na Księżycu ostanie się jedna pamiątka. Ostatni dowód na ist­nie­nie cywi­li­za­cji tech­nicz­nej w tym regionie Drogi Mlecznej.

Wszystko dzięki temu, że pozba­wiony atmos­fery Srebrny Glob, nie powinien ulegać erozji. Zauważył to Węglowy, a i ja w jednym z moich tekstów posta­wi­łem podobną tezę. Niestety jest to stwier­dze­nie nie do końca poprawne. Powołuję się tu na zdanie Marka Robin­sona z Uni­wer­sy­tetu Arizony i jego badania nad próbkami regolitu spro­wa­dzo­nymi na Ziemię w ramach programu Apollo. Profesor dowodzi, iż powierzch­nia naszego natu­ral­nego satelity ulega nie­wiel­kiej erozji, wyno­szą­cej zmiany wyso­ko­ści rzędu co najmniej 0,4 mili­me­tra na milion lat. Winę za taki stan rzeczy ponoszą szcze­gól­nie mikro­me­te­oryty, czyli drobinki mniejsze od ziarenka piasku, nie­ustan­nie bom­bar­du­jące wszyst­kie ciała Układu Sło­necz­nego. Aby sobie uzmy­sło­wić wagę tego zjawiska, należy przy­po­mnieć, że każdego dnia w ziemską atmos­ferę wpada kilka ton kosmicz­nych skał. Dodając do tego spore wahania tem­pe­ra­tury, za 10–100 milionów lat, ślady astro­nau­tów powinny ulec zupeł­nemu zatarciu.

Oczy­wi­ście to nadal oznacza, że odciski w rego­li­cie poten­cjal­nie przeżyją nasze pomniki na Ziemi. Zacząłem jednak zasta­na­wiać się, czy nie istnieje jeszcze trwalszy wytwór ludzkich rąk (tudzież nóg). I jeśli się nie mylę, za takie dzieło można uznać odda­lo­nego obecnie 19 miliar­dów kilo­me­trów od Słońca Voyagera 1. Rzecz jasna nikt nie jest w stanie prze­wi­dzieć gdzie słynny nośnik dysku Golden Record, znajdzie się za setki tysięcy, nie mówiąc o milio­nach lat. Praw­do­po­dob­nie za jakieś 40 tysięcy lat prze­fru­nie obok odda­lo­nej od nas o 17 lat świetl­nych Gliese 445, ale jego dalsza przy­szłość pozo­staje zagadką. Czy podczas podróży w pustce mię­dzy­gwiezd­nej oberwie jakimś jakimś kamie­niem? A może zostanie prze­chwy­cony przez gra­wi­ta­cję odległej gwiazdy? 

To tylko gdybanie, ale istnieje moż­li­wość, że Voyager 1 będzie tułał się w prze­strzeni kosmicz­nej nawet gdy zarówno ludzie, jak i ich ślad na Księżycu przejdą już do historii.

Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.