Czytaj dalej

Poezja nauki. Taka myśl nasunęła mi się już w pierwszych minutach seansu i towarzyszyła do samego końca. Klucz do tego sukcesu okazał się prozaiczny – kurczowe trzymanie się niesamowitej i unikatowej formuły klasycznego Cosmos: A Spacetime Odyssey Carla Sagana.


Myślę, że wszyscy ocze­ku­jący remake’u legen­dar­nego programu (a tych nie bra­ko­wało), tłumili w sobie właśnie tę jedną obawę: czy Neil deGrasse Tyson podoła? W końcu jeśli nie on – osoba niemalże nazna­czona przez mistrza na swego medial­nego spad­ko­biercę – to kto? I tu mogę wyrazić lekki optymizm, ponieważ dyrektor Hayden Pla­ne­ta­rium z właściwą sobie charyzmą opowiada, tłumaczy i filo­zo­fuje, ani na chwilę nie zrywając z klimatem pier­wo­wzoru. Jest nawet lepiej! Nowy Cosmos w wielu ele­men­tach wprost odnosi się do spu­ści­zny Sagana, co należy zaliczyć autorom zde­cy­do­wa­nie na plus. Sądzę, że wielu widzom tak jak mi, zakręci się w oku łezka kiedy zobaczą Tysona opo­wia­da­ją­cego o wszech­świe­cie, podczas prze­chadzki po tym samym wybrzeżu, na którym trzy­dzie­ści pięć lat temu kręcono pierwsze ujęcia serialu Sagana (dla chętnych: klik).


Jak mogliśmy zobaczyć już w ubie­gło­rocz­nym zwia­stu­nie (linkuję powyżej), tele­wi­zja Fox nie skąpiła funduszy na warstwę audio-wizualną pro­duk­cji. Widać, że twórcy mając do dys­po­zy­cji całe stado grafików, poświę­cili sporo czasu poszu­ku­jąc kom­pro­misu między rze­czo­wym pro­gra­mem edu­ka­cyj­nym a niemalże filmem science-fiction. Lite­rac­kie, nie­rzadko pate­tyczne monologi pro­wa­dzą­cego, ujęte w błysz­czące, kolorowe i dyna­miczne opa­ko­wa­nie, nie­wąt­pli­wie balan­sują na granicy kiczu. Oso­bi­ście jestem gotów przy­mknąć na tą barokową formę oko, gdyż w pewnej mierze także wynika z inspi­ra­cji starym Cosmosem; na swój czas równie efek­ciar­skim. Naj­lep­szy przykład to motyw kosmicz­nego wehikułu, z pokładu którego Tyson snuje swoją opowieść. Ten ździebko kiczo­waty pomysł (przy­naj­mniej z dzi­siej­szego punktu widzenia), stanowi oczy­wi­ste odnie­sie­nie do podob­nego pojazdu Sagana.

Nie będę jednak zakła­my­wał rze­czy­wi­sto­ści – w sposób zde­cy­do­wany forma wygrała z treścią – co musi poskut­ko­wać ampu­ta­cją niemałej części poten­cjal­nego targetu. Jeżeli jesteś zazna­jo­miony choćby z pod­sta­wami astro­no­mii i/lub wycho­wa­łeś się na starym Carlu, to z seansu nie wynie­siesz abso­lut­nie żadnych nowych infor­ma­cji. A chyba o to w tej całej zabawie powinno chodzić? 


Otrzy­ma­li­śmy remake w pełnym tego słowa zna­cze­niu. Neil deGrass Tyson pozo­staje w formie i godnie naśla­duje (“kon­ty­nu­uje” to za duże słowo) swego mistrza. Fan­ta­styczny klimat, nastro­jowa muzyka i kinowe efekty robią wrażenie i zapewne przy­cią­gną tysiące kom­plet­nych laików, którzy wycho­wają się na nowe poko­le­nie fascy­na­tów – przy­naj­mniej tego Tysonowi życzę. Wyja­da­cze zajrzą głównie po to, aby skon­fron­to­wać nowe i stare oblicze popu­lar­no­nau­ko­wej legendy. Reszcie średnio-zaawan­so­wa­nych amatorów, praw­do­po­dob­nie więcej satys­fak­cji przy­niosą takie pro­duk­cje jak Beyond the Cosmos czy Through the Wormhole

A Wy już widzie­li­ście pierwszy odcinek nowego Cosmosu?



Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.