Czytaj dalej
Nie mając natchnie­nia do blo­go­wa­nia, posta­no­wi­łem odprężyć się przy dobrej grze kom­pu­te­ro­wej. Pomy­śla­łem jednak, że wybie­ra­jąc źródło rozrywki o odpo­wied­niej tematyce, mogę połączyć jedno z drugim. Plan jest nastę­pu­jący — przez siedem dni, codzien­nie będę zamiesz­czał krótkie relacje z kolej­nych etapów roz­grywki Kerbal Space Program, a na koniec pokuszę się o pod­su­mo­wa­nie i zre­cen­zo­wa­nie całej gry.


Dla tych, którym tytuł wpisu nic nie mówi: Kerbal Space Program to gra pozwa­la­jąca na swobodne kon­stru­owa­nie własnych rakiet, waha­dłow­ców, lądow­ni­ków, łazików, sond, stacji orbi­tal­nych i czego tam jeszcze chcecie; a następ­nie zapla­no­wa­nie i popro­wa­dze­nie dowol­nych misji z ich udziałem w symu­lo­wa­nym układzie pla­ne­tar­nym. Wersja 0.19 nie posiada jeszcze trybu kariery, dzięki czemu cele wyzna­czamy sobie sami — od wysłania  na orbitę prostego satelity, aż po zało­że­nie kolonii na naj­od­le­glej­szej planecie — przy czym niektóre projekty mogą stanowić nie lada wyzwanie logi­styczne.

Swoją przygodę z Ker­ba­lami zacząłem dość stan­dar­dowo, właśnie od próby zbu­do­wa­nia bez­za­ło­go­wego obiektu, zdolnego opuścić atmos­ferę Kerbinu i osiągnąć stabilną orbitę. Pierwsza rakieta (wła­ści­wie rakietka) otrzy­mała nazwę Dumuzi I.


Ładunek jest wyjąt­kowo lekki, więc maszynę zaopa­trzy­łem jedynie w dwa człony i maleńki napęd samego satelity. Pierwszy zbiornik paliwa został odrzu­cony już na wyso­ko­ści 5 km, ale przy drugiej próbie rakieta zdołała wyjść na odpo­wied­nią wysokość. 


Niestety w czasie operacji usta­wia­nia na odpo­wied­niej tra­jek­to­rii, okazało się, że brakuje energii elek­trycz­nej nawet do tego aby wysunąć panele sło­neczne, nie mówiąc o uru­cha­mia­niu innych pod­ze­spo­łów. Kary­godny błąd spo­wo­do­wał, że po krótkim pobycie w prze­strzeni satelita wpadł z powrotem w atmos­ferę.


W Dumuzi II nie powtó­rzy­łem błędu z zasi­la­niem, jednak nawet mimo dodat­ko­wych baterii, urzą­dze­nie nie osią­gnęło dosta­tecz­nej wyso­ko­ści, w końcu podzie­la­jąc los poprzed­nika.


Dopiero misja Dumuzi III okazała się praw­dzi­wym prze­ło­mem. Ta sama rakieta, z nie­wiel­kimi popraw­kami, pozwo­liła osiągnąć stabilną, choć bardzo niską orbitę — pierwszy sztuczny satelita okrążył Ziemię. Wyko­na­łem plan minimum, lecz na tym nie poprze­sta­łem. Następ­nym krokiem Kerbali było zbu­do­wa­nie lepszej rakiety, mogącej wynieść satelitę na wyższą wysokość.


Dumuzi IV wydatnie wzmoc­ni­łem, poprzez dodanie trzech silników na paliwo stałe, mających oddzie­lić się od rdzenia na wyso­ko­ści około 7 km.


90 km ponad powierzch­nią, satelita oderwał się od ostat­niego członu i przy pomocy maleń­kiego sil­niczka kory­go­wał kurs.


Pełen sukces. Satelita zary­so­wał piękną, niemal kołową orbitę na wyso­ko­ści ponad 200 km, z nie­rów­no­ścią mniejszą niż 5 km.


Następny krok po wystrze­le­niu pio­nier­skiego sztucz­nego satelity jest oczy­wi­sty — pora na pierw­szego czło­wieka kerbala w kosmosie. Relacja misji Enki już jutro.


Autor
Adam Adamczyk

Adam Adamczyk

Naukowy totalitarysta. Jeśli nie chcesz aby wpadli do Ciebie naukowi bojówkarze, zostaw komentarz.