Podzielę się z wami fragmentem książki autorstwa… bynajmniej żadnego naukowca.


Między nimi zawisła nagle kula średnicy około stopy. Przypominała szkło albo połysk perły bez samej perły w środku. Z niedalekiego kortu do squasha, zamiast dzikiego ryku chaotycznych thaumów, dobiegał równy, celowy turkot.
– Co to takiego, do licha? – zdumiał się Ridcully. Magowie prostowali się wolno. (…)
– Według tego, to właśnie jest projekt świata Kuli. I absorbuje energię ze stosu thaumowego. (…)
 Nastąpiła chwila pełna grozy – dziekan podszedł do kuli, a na powierzchni odbił się jego niezwykle powiększony nos.
– Stary nadrektor Bewdley to wymyślił – szepnął – Wszyscy uważali, że to niemożliwe…
– Panie Stibbons – rzucił Ridcully.
– Tak, panie nadrektorze?
– Czy grozi nam w tej chwili jakiś wybuch?
– Raczej nie, panie nadrektorze. Ten… projekt wsysa wszystko.
– Czy nie powinien więc błyszczeć? Albo co? Co tam jest w środku? HEX* wypisał: +++ Nic +++.
– Cała ta magia ginie w pustej przestrzeni?
+++ Pusta Przestrzeń Nie Jest Niczym, Nadrektorze. Wewnątrz Projektu Nie Ma Nawet Pustej Przestrzeni. Brakuje Czasu, Żeby W Nim Była Pusta +++
– Więc co to ma w środku?
+++ Sprawdzam +++ pisał cierpliwie HEX.
– Patrzcie, mogę wsadzić rękę! – zawołał dziekan.
Magowie spojrzeli przerażeni. Palce dziekana pozostały widzialne wewnątrz kuli jako cienie, otoczone tysiącami maleńkich iskierek.
– Postąpił pan bardzo głupio – uznał Ridcully – Skąd pan wiedział, że to bezpieczne?
– Nie wiedziałem – odparł wesoło dziekan – Jest tam… dość chłodno. Nawet zimno. Trochę mrowi, ale śmiesznie. (…)
– Ehm… Panie dziekanie… – Myślak odstąpił o kilka kroków – Myślę, że najlepiej byłoby, gdyby cofnął pan rękę bardzo, bardzo ostrożnie i raczej zaraz.
– Zabawne, zaczyna mnie łaskotać…
– Natychmiast, panie dziekanie! Już!
Chociaż raz ton niepokoju w głosie Stibbonsa przebił się przez kosmiczną pewność siebie dziekana, który odwrócił się, by zaprotestować akurat w chwili, kiedy w środku kuli pojawiła się biała iskierka i zaczęła gwałtownie rosnąć.
Kula zamigotała.
– Ktoś wie, co się tam wyrabia? – chciał wiedzieć pierwszy prymus. Spływający z projektu blask oświetlał mu twarz.
– Myślę – powiedział wolno Myślak, ściskając wypis HEX-a – że to zaczynają się dziać Czas i Przestrzeń.
Słowa wypisane starannym charakterem HEX-a głosiły: +++ W Nieobecności Trwania I Wymiaru Muszą Istnieć Możliwości +++ I spojrzeli magowie na wszechświat rosnący we wnętrzu małej kuli, i rozprawiali między sobą, i mówili:
– Dość mały jest, nie sądzicie? Czy już pora na kolację?
Później magowie zastanawiali się, czy wszechświat wyglądałby inaczej, gdyby dziekan inaczej pomachał palcami. Być może, w granicach tego innego wszechświata materia naturalnie formowałaby się – powiedzmy – w meble ogrodowe albo w jeden gigantyczny dziewięciowymiarowy kwiat średnicy bilionów mil.

Oczywiście zachęcam do zapoznania się z całą lekturą, i to nie tylko fanów szeroko rozumianej fantastyki. Jako, że nie cenzurowałem imion bohaterów, większość z was pewnie już wie spod czyjej ręki wyszedł powyższy fragment. Zgadza się?

* Coś na kształt magicznego superkomputera. Został zbudowany z mysiego kółka do biegania i kolonii mrówek, a później dokonywał samorozbudowy.
Kamienie z nieba – recenzja “Meteorów i meteorytów” Jak nie meteoryt to zaraza – recenzja książki “Koniec świata” “Tajemnice piramid” – piramidalne bzdury czy fakty?