Dotuj

czarnobialy kot 150

Moi drodzy kwantowicze! Wiedzcie, że poniższy tekst (prośba?) wcale mnie nie cieszy i powstrzymywałem się przed działaniami tego typu tak długo jak tylko mogłem.

Prowadzę bloga od ponad pięciu lat. Niezwykle raduje mnie fakt, że przez ten czas dzieliłem się wiedzą, zarażałem pasją innych i powiększyłem polski internet o grubo ponad 200 tekstów popularnonaukowych, których darmowa lektura wypełniła czas tysiącom czytelników. Z satysfakcją pielęgnowałem swoje hobby, co wymagało nie tylko regularnego pisania ale również ogromu innych, często czasochłonnych czynności technicznych koniecznych do funkcjonowania i rozwoju każdej strony internetowej. Moje działania prawdopodobnie nie były chybione, skoro Kwantowo zebrało grupę kilku tysięcy fanów, a najlepsze wpisy były czytane nawet kilkadziesiąt tysięcy razy. Naturalnie w miarę wzrostu popularności rosną potrzeby. Niestety niewspółmiernie szybko.

Za co?

Po cichu miałem nadzieję, że przyjdzie moment gdy Kwantowo.pl będzie w stanie wygenerować zysk, który przynajmniej zwróci mi wszystkie poniesione nakłady. Tak się nie stało i dziś już wiem, że ten stan rzeczy nie ulegnie poprawie. Pod wpisami możecie zaobserwować drobną reklamę adsense. Pomijając to, że większość internautów korzysta z adblocka – uzyskiwane dzięki tym reklamom dochody prezentują się mizernie. Nie jest to dziwne, ponieważ tematyka fizyki czy astronomii wcale nie zachęca reklamodawców. Efekt? Przez pół roku, między 1 stycznia a 30 czerwca 2015, udało się uciułać 165 zł. I to tylko dzięki kilku lepszym dniom, związanym nie z blogiem lecz filmami opublikowanymi na kanale YouTube. Przynajmniej mogę mówić o progresie, bo cały rok 2014 przyniósł zawrotną sumę w wysokości 106 zł. Gwoli ścisłości, aby w ogóle wypłacić z adsense zarobione pieniądze trzeba uzbierać minimum 300 zł, co wciągu całej mojej aktywności udało się osiągnąć tylko jeden raz.

Nie potrafiłbym w tym momencie oszacować wszystkich wydatków jakie poniosłem w ciągu kilku lat prowadzenia bloga, więc ograniczę się wyłącznie do ostatniego okresu. Musiałem po raz drugi kupić domenę (123 zł), pozwoliłem sobie na inwestycję w nowoczesny i miły dla oka layout (43$, ok. 163 zł) i przede wszystkim opłaciłem serwer. Pierwszy i najtańszy (18 zł) okazał się zdecydowanie niewystarczający, toteż zmieniłem hosting na taki, który poza standardową opłatą (49 zł) doliczał dodatkowe za przekroczenie transferu (moja głupota kosztowała ponad 252 zł…). Obecny serwer (123 zł) dalej nie zaspokaja potrzeb bloga w związku z czym w końcówkach każdego miesiąca będzie brakowało transferu. Aby Kwantowo istniało, nie mówiąc już o dalszym wzroście, potrzebuje hostingu z prawdziwego zdarzenia, koniecznie z nieograniczonym transferem.

Może zmniejszysz koszty?

Nie tworzę żeby tworzyć. Gdybym nie pragnął powiększać swojej działalności, to pisałbym do szuflady. Powrót do darmowych blogosfer (blogger itd.) to krok wstecz, którego z całą pewnością nigdy nie wykonam. Jeżeli Kwantowo posiada jakąś markę, to powinno rosnąć w siłę. Jeśli nie, to najwyraźniej nie ma na tego typu strony zapotrzebowania i powinny obumrzeć. Zadecydujecie Wy.

Ile potrzeba?

Serwer, na który przenoszę bloga kosztuje 25 zł miesięcznie. Nie stawiam jednak w tym miejscu żadnych granic dolnych czy górnych. Jeśli będę widział, że niewiele zabraknie, mój portfel jakoś to przeboleje i dopłacę. Gdybym jakimś cudem otrzymał więcej, to zostanie to zaliczone na poczet przyszłych wydatków, których nigdy nie brakuje (choćby domena, którą należy przedłużać rokrocznie).

Co jeśli nie będzie pieniędzy?

Wbrew nieprzyjemnej atmosferze, którą mogły stworzyć powyższe słowa, nikogo nie chcę tu szantażować. Nie, blog nie zniknie z sieci. Będę jednak musiał uważać na poszczególne limity co oznacza ograniczanie ilości publikowanych tekstów. Przykładowo, w lipcu 2015 dwa artykuły osiągnęły bardzo wysoką popularność za sprawą portali linkujących. Szczerze mnie to ucieszyło, ale jednocześnie zaledwie dwa wpisy wyczerpały 90% miesięcznego transferu. W tym układzie, przez ponad dwa tygodnie nie powinienem publikować już niczego.

Daleko w tle pozostaje problem motywacji autora, czyli mojej. Możecie sobie wyobrazić “radość” człowieka, który poświęca swój czas na popularyzację nauki i jeszcze za to płaci, podczas gdy blogerzy zajmujący się szeroko pojętym “lajfstajlem” nierzadko nawet żyją ze swojego hobby.

Nadal nie jestem pewny

To zamknij tę zakładkę. Problem rozwiązany. Jeżeli uważasz, że lepszym wydatkiem byłaby wpłata na konto jakiejś fundacji, ofiara na tacę w Twoim kościele, pomoc finansowa dla Grecji, bądź zakup tłuściutkiego hamburgera – po prostu to zrób. Macie swój rozum i przekonywanie was byłoby jawną obrazą. Czytanie o nauce nie musi być dla każdego priorytetem i ja to szanuję. Jeśli mi nie ufasz, również daj sobie spokój, bo nie ma sensu rościć pretensji o przysłowiowe 5 zł.

Ostatnią rzeczą, której bym chciał, to traktowanie tej dotacji jak żebractwo czy zbiórkę na szczytny cel. Nie jest tak, że przymieram głodem lub nie potrafię zaoszczędzić kilkuset złotych. Problem polega na tym, że świadczenie ludziom jakiejś usługi i jeszcze dopłacanie do tego, to już lekka przesada. Proponuję wam produkt, który dobrze znacie i podobno prezentuje niezłą jakość. Właśnie za to możecie zapłacić.

Gdzie wpłacać?

Zastanawiałem się nad utworzeniem odpowiedniego profilu na którymś z serwisów startupowych, ale odradzono mi to ze względu na różne ograniczenia i oczywiście prowizję. Sądzę więc, że najlepiej wpłacać bezpośrednio na PayPala dostępnego pod adresem mailowym Za prośbą wielu czytelników, którzy nie posiadają konta PayPal podaję również numer konta bankowego: 23 1140 2004 0000 3602 7490 2602. Jednak jeśli to możliwe, preferuję ten pierwszy sposób.

Voilà. Z góry dziękuję za każdą złotówkę.